Recenzje

System Białoruś

Z wszystkich europejskich państw postkomunistycznych tylko na Białorusi władza się nie zmienia. W ciągu ostatnich 20 lat Polska miała czterech prezydentów, Rosja – trzech, Ukraina – czterech, Litwa – pięciu. Jedynie Białoruś niezmiennie ma jednego wodza – Aleksandra Łukaszenkę.

Swój urząd sprawuje on od 19 lat i śmiało może powtórzyć słynne słowa króla Francji Ludwika XIV: „Państwo to ja". Gdy w 1994 roku Łukaszenko, jako dyrektor sowchozu, zaczynał swą wielką karierę polityczną, nikt nawet nie śnił, że całkowicie zdominuje on życie publiczne na Białorusi. Dziś jego portret wisi w każdym urzędzie państwowym. Od tego, co zrobił lub jaki dokument podpisał prezydent, rozpoczynają się wszystkie białoruskie dzienniki telewizyjne.

W Polsce tymczasem panuje przekonanie, że dyktatura to zjawisko zanikające – zauważa w swej najnowszej książce „System Białoruś" Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi. „Dyktatura to Stalin i Hitler, to PRL, czyli daleka historia. Jednak wystarczy przejechać jakieś 200 km na wschód od Warszawy i wchodzi się w zupełnie inny wymiar – do kraju, gdzie wybory są fałszowane, gdzie niszczy się niezależne media, a liderów opozycji zamyka się w więzieniach. Tym sposobem trafia się w miejsce, gdzie dyktatura to teraźniejszość" – podkreśla dziennikarz.

Książka Poczobuta przypomina nieco popularny film „Slumdog". W 1994 roku zwykły wiejski nauczyciel Aleksander Łukaszenko postawił wszystko na jedną kartę, ale zamiast miliona wygrał całe państwo leżące w centrum Europy. Od tamtej pory świat zaczął kojarzyć Białoruś z imieniem jednego człowieka, który gra główną rolę w stworzonym przez siebie teatrze.

Rzeczpospolita, 2013-10-09

Kamyki w brzuchu

Debiutancka powieść Australijczyka Jona Bauera "Kamyki w brzuchu" to przenikliwa wiwisekcja trudnych rodzinnych relacji i opowieść o tym, jak potrzeba czynienia dobra może wywołać lawinę destrukcji. Nie ma tu pozytywnych bohaterów, a choć wszystkim zdają się przyświecać szczere i czyste intencje, spod cienkiej warstwy moralności przenika agresja i poczucie winy.

Główny bohater "Kamyków w brzuchu" jest niezwykłym, nadzwyczaj inteligentnym jak na swoje osiem lat chłopcem. Ma wiele zainteresowań, jest wygadany i bystry. Sielankę jego dzieciństwa przerywa jednak decyzja rodziców, którzy postanawiają zostać rodziną zastępczą dla pochodzącego z patologicznego domu nastolatka. Od chwili, kiedy starszy o pięć lat Robert pojawia się w ich domu, jest dla młodego narratora rywalem w walce o pierwszeństwo do miłości rodziców. Walce, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Kiedy do głosu dochodzą frustracja i sadyzm, niespodziewany wypadek bezpowrotnie wywraca do góry nogami i tak już skomplikowane życie całej czwórki...

Opowieść Jona Bauera wciąga jak bagno. Nie ma w niej pozytywnych postaci, a jeśli istnieją, padają ofiarami małostkowości i nie do końca świadomego okrucieństwa innych. "Kamyki w brzuchu" skonstruowane są niemal jak grecka tragedia, ale jednocześnie debiutancka powieść australijskiego autora to mistrzowsko poprowadzony dramat psychologiczny. Bauer z ogromną dezynwolturą operuje monologami wewnętrznymi ośmioletniego chłopca, potrafi też nakreślić przekonujący portret zagubionego 30-latka, na barki którego spadł obowiązek opieki nad umierającą matką. Ta sytuacja, naznaczona tragedią z przeszłości, sprzyja próbie porozumienia i wzajemnego wybaczenia. Nawet to jednak okazuje się niemożliwe.

"Kamyki w brzuchu" nie są książką o nadziei i przepracowywaniu traum. To przede wszystkim wnikliwe studium niezaspokojonego pragnienia miłości, które prędzej czy później musi wybuchnąć wielką falą, niszcząc wszystko, co napotka na swojej drodze. Nieznany z imienia główny bohater powieści Jona Bauera przez całe życie czuje się naznaczony, nie potrafi nawiązać zdrowych relacji z innymi ludźmi, nie kontroluje swoich impulsów. Jego matka, zafiksowana na idei czynienia dobra, krzywdzi własnego syna w imię źle pojętej sprawiedliwości. Kiedy po latach spotykają się, by stawić czoła demonom, które zniszczyły im życie, okazuje się, że na pogodzenie jest już chyba za późno... Książka Australijczyka, jak najlepsze powieści Doris Lessing, przynosi galerię bohaterów, z którymi nikt nie chciałby się identyfikować. "Kamyki w brzuchu" to powieść łatwa, bo napisana porywającym stylem, ale na pewno nie przyjemna. Mimo to czyta się ją z fascynacją i zapartym tchem.

kulturaonline.pl, 2013-10-04

Ścieżka buddyzmu tybetańskiego. Koniec cierpienia i odkrycie drogi do szczęścia

„Ścieżka buddyzmu tybetańskiego” to pozycja, która tak naprawdę składa się z kilku esejów. Tego możemy się dowiedzieć w „Słowie wstępnym”. Tu też zostały one wyszczególnione, a jest ich sześć. Znajdziemy w tej książce również kilka słów o Jego Świętobliwości XIV Dalajlamie. Zarówno kilka słów o jego osobie zapisane zostało na tylnej części okładki jak również w części zatytułowanej „O Autorze”.

Jest to książka w twardej oprawie więc szybko nie powinna się zniszczyć. Przy tym kolor stronic bardzo przypadł mi do gustu, wprawia w szczególny nastrój. Dodatkowo pożytecznym dodatkiem jest pomarańczowa wstążka/zakładka, która jednocześnie ładnie prezentuje się na tle stronic.

Sama zawartość pozycji jest ciekawa i może przyciągnąć osoby nie tylko zainteresowane buddyzmem tybetańskim czy buddyzmem w ogóle. Niektóre z esejów warte są do przeczytania również dla osób po prostu szukających mądrych słów do przemyśleń. Niektóre z rozdziałów dla tych czytelników mogą jednak za bardzo wchodzić w szczegóły związane z buddyzmem co może ich trochę odstraszyć. Pomimo to myślę, że osoby nie poszukujące wiadomości powiązanych z drogą buddyzmu mogą znaleźć tu wiele ciekawych dla siebie rzeczy. Dla osób zaś, które interesują się tym tematem a szczególnie buddyzmem tybetańskim może być ona tym bardziej warta zainteresowania i zajrzenia do jej środka. Choć niektóre informacje bywają powtarzane kilkakrotnie to bywają one przedstawiane w trochę inny sposób, z innej perspektywy. „Ścieżka buddyzmu tybetańskiego” jest swego rodzaju zebraniem pewnych „podstawowych” informacji o tej drodze.

Dodatkowo oprócz tekstu odnajdziemy tutaj kilka rysunków/ilustracji, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Można więc uznać je za interesujący bonus do ciekawej treści. W samej treści pozycji można znaleźć informacje chociażby na temat tantry jogi najwyższej, zagadnienie buddyzmu a diety (wegetarianizm czy może niekoniecznie ?), potrzebie urzeczywistnienia pustości a także inne.

W książce tej poruszane są różne ciekawe tematy. Myślę, że warta jest do przeczytania i do poświęcenia swego czasu na lekturę jej około 240 stron.

swiatairi.blogspot.com, 2013-10-04

Cypherpunks. Wolność i przyszłość internetu

Minął już rok, od kiedy Julian Assange otrzymał azyl polityczny w Ekwadorze, a w moje ręce właśnie trafia książka jego autorstwa. Na czasie nadal jeszcze jest Snowden, skazanie Manninga i afera dotycząca PRISM. Warto więc zweryfikować, czy problemy ogólnoświatowego Internetu postulowane przez Assange’a nadal pozostają aktualne i tak poważne jak twierdzi.

„Cypherpunks” jest zapisem dyskusji czwórki osób (Julian Assange, Jacob Appelbaum, Andy Muller-Maguhn, Jeremie Zimmermann) związanych pośrednio lub bezpośrednio z serwisem WikiLeaks oraz ruchem cypherpunk – propagujących wolność i anonimowość w Internecie. Rozmowa jest naprawdę długa i zahacza o wiele tematów. Areszt domowy Assange’a i blokada WikiLeaks jest tylko punktem wstępny do innych bardziej ważkich problemów, jak szeroko zakrojona inwigilacja obywateli przez rząd amerykański i ograniczanie wolności w Sieci, ale również do zagadnień kryptografii, wirtualnych walut i anonimowej komunikacji w kontekście obrony praw obywateli. Przy okazji mamy bliższe spojrzenie na dosyć radykalną ideologię prezentowaną przez Assange’a: nasza wolność (nie tylko w Internecie) jest poważnie zagrożona. Co ciekawe, mimo pewnych skrajności, dosyć dobrze tłumaczy podłoże nawet niedawnych wydarzeń dot. osób Snowdena czy Manninga. Czy tłumaczy poprawnie, to już należy do oceny czytelnika.

Bo niestety, im dalej w las tym… gorzej. O ile na początku mamy w miarę inteligentną dyskusję i nie ma problemów z odbiorem przekazu, o tyle dalej ciężko już odpędzić uczucie, że mamy do czynienia z gadaniem nawiedzonego paranoika. Do tego mętny i przekombinowany język – którego nie powstydziłby się nawet Jean Baudrillard – powoduje brak zrozumienia zdawałoby się nawet prostych idei. I chociaż mogę uważać „Cypherpunks” za wartościową lekturę, to medal dla tego czytelnika, który dotrwa do ostatniej strony i nie będzie chciał przypiąć autorom metki fanatycznego kaznodziei czy miłośnika wszechobecnych teorii spiskowych, enigmatycznego rządu światowego i masonów. Niestety – coś za coś. Nowe informacje w zamian za ciężkostrawne opakowanie.

Mimo ‘propagandowego’ stylu i kompletnie niepotrzebnie zagmatwanego języka, mogłem poszerzyć swoją wiedzę o masę naprawdę interesujących wiadomości: nie tylko o WikiLeaks i nie tylko o kwestie techniczne. Znalazło się również coś z zakresu polityki i ustawodawstwa. Kompletnie odmienne spojrzenie na prywatność w Sieci i uświadomienie mi, że mój komputer też może mnie szpiegować, też nie jest bez znaczenia. Generalnie więc, bilans wychodzi na plus.

Pozostaje zatem tylko kwestia wąskiej grupy odbiorców zainteresowanej tematem. Ograniczonej potencjalnie do geeków i osób zajmujących się zawodowo informatyką. A szkoda, bo warto, aby zagadnienia dotyczące m.in. prywatności w Internecie były znane jak najszerszemu gronu użytkowników tego medium. W końcu, leży to w naszym wspólnym interesie.

lubimyczytac.pl, 2013-10-04

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Żartobliwie brzmiący tytuł jest przedsmakiem opowieści o Rosji, w którą zabiera nas Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Moskwie. Trzy tytułowe słowa to terminy, które bardzo trafnie odzwierciedlają zawartość książki. Najważniejszy jest tu jednak akcent na „Matrioszkę”. To nie tylko typowa rosyjska laleczka. Tak naprawdę to najlepszy klucz do zrozumienia i poznania Rosji, który autor skwapliwie wykorzystuje.

W jego opowieści jest miejsce zarówno na wydarzenia polityczne jak i na codzienne życie zwykłych Rosjan. Wątki historyczne zgrabnie przeplata się z teraźniejszością. Posługując się do tego dodatkowymi źródłami starannie buduje spoiwa pomiędzy poszczególnymi tematami. Choć jest to książka o Rosji, to nie pomija tematów związanych z innymi narodami zamieszkującymi terytorium tego państwa. Jest tu także miejsce na ciekawą analizę polskiej wielowiekowej obecności na rosyjskiej ziemi i naszych powikłanych wzajemnych relacji. Krok po kroku, niczym stopniowe odkrywanie Matrioszki, wiedzie nas przez rosyjskie miasta i prowincję.

Książka jest przeznaczona przede wszystkim dla osób, które chcą Rosję dopiero poznać. Jednakże ci, którzy znają już ten kraj mogą też śmiało po nią sięgnąć, gdyż na pewno odnajdą tu dla siebie sporo nieznanych do tej pory faktów. Książkę można postawić na równi z przewodnikiem, który przez obiektywne przedstawienie najważniejszych faktów ma w pełni zaspokoić nasze oczekiwania. Najlepiej czytać ją będąc już w Rosji. Można ją wertować jadąc pociągiem czy też podróżując metrem. Wgłębiając się w nią i widząc za oknami opisywany przez Jastrzębskiego świat jeszcze mocniej zanurzymy się w otaczającą nas przestrzeń. Ta, choć często przez Polaków nasycona negatywnymi emocjami, odkryje swoje inne, także pozytywne i niezwykle interesujące strony.

Można odczuć momentami pewien niedosyt, że dany wątek w książce jak szybko się zaczyna tak równie szybko się kończy. Czekamy z nadzieją, że zostanie on jeszcze bardziej pogłębiony podczas gdy autor płynnie przechodzi do kolejnych, często bardzo odległych, opowieści. Zaspokajając potrzebę podstawowej wiedzy wzbudza równocześnie chęć głębszego zanurzenia się w kolejne obszary rosyjskiego życia. Ale wybór sposobu na dalszy kontakt zostawia już własnej inwencji czytelnika.

Największą zaletą książki jest próba przekonania polskiego odbiorcy, że wschodnie mocarstwo warto poznawać i nie podchodzić do niego z całym bagażem uprzedzeń. Spotkamy w nim zarówno dobre i złe rzeczy, znajdziemy tam powody do śmiechu i do rozczarowania się, jednakże chęć poznania i zrozumienia powinna być dla nas najwyższą wartością. Rosja jawi się jako Matrioszka, którą, wkładając trochę trudu, można stopniowo poznać. Choć może jednocześnie warto na sam koniec zadać sobie pytania. Czy akurat w tej Matrioszce znajdziemy jej ostatni element? Czy nawet tak dobra książka Macieja Jastrzębskiego jest w stanie przedstawić dogłębnie naszego wschodniego sąsiada?

mojdalekiwschod.blogspot.com, 2013-10-04

Przyrodni brat

Greta to zwyczajna, nieproblemowa dziewczyna. Gdy jej matka ponownie wychodzi za mąż, okazuje się, że jej ojczym ma syna, którego niedługo przyjdzie jej poznać. Elec jest zbuntowany, arogancki, zły na świat i ma zamieszkać z ...

Sunreads.blogspot.com, 2017-10-05

Aced. Uwikłani. Seria Driven

Życie Rylee i Coltona przypomina bajkę. Sześć lat po ślubie wciąż są szczęśliwym małżeństwem. Ich miłość jest niezwykle silna i trwała. Do tego towarzyszy im niesłabnące pożądanie. Okazuje się także, że doczekają ...

Recenzjekrolewskie.blogspot.com, 2017-10-05