Recenzje

Crashed. W zderzeniu z miłością

Rylee i Colton zabierają nas w kolejną podróż. Ale tym razem nie jest ona taka zwykła jak do tej pory. Dzięki nim zanurzamy się w morzu uczuć, które uderzają w nas już od pierwszej strony. Według mnie historia ta jest rewelacyjna. Pokazuje jak wiele można znieść przeciwności losu by tylko być w końcu szczęśliwym. Książka ta do ostatniej strony trzyma w nas w emocjonalnym napięciu, które jest warte przeczytania całej tej historii. Jak dla mnie największym plusem są tutaj dwa epilogi, które idealnie podsumowują całą przygodę, którą przeżyliśmy z bohaterami. Polecam książkę wszystkim, a szczególnie tym którzy nie boją się przejażdżek na emocjonalnym rollercoaster.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, 2017-06-12

Fueled. Napędzani pożądaniem

Rylee i Colton po raz kolejny zabierają nas ze sobą w podróż. Co wyniknie z ich przygody? Co weźmie górę - żądza czy emocje?Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają, ale tym razem to podobieństwa się przyciągnęły. Ona i On mają za sobą trudną przeszłość, która się na nich odbija, ale przecież nie można ciągle żyć tylko tamtym czasem. Podjęcie ryzyka jest w tej historii ujęte perfekcyjne.Według mnie książka porusza do głębi, gdyż odczuwamy wszystkie uczucia, a najbardziej ból, z którym zmaga się główny bohater. Od pierwszej strony czujemy jak wiele emocji przetacza się przez całą książkę aż do ostatniej strony. Jednak najbardziej poruszył mnie tu aspekt skrzywdzonego dziecka, który jest idealnie odrealniony. Dzięki tym wątką dostrzega się jak bardzo są skrzywdzone dzieci.Książka ta poruszy na pewno osoby, którym los krzywdzonych osób nie jest obojętny.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, 2017-06-12

Aced. Uwikłani. Seria Driven

W zeszłym roku miałam przyjemność zaczytywać się w serii Driven autorstwa K. Bromberg. Pierwotnie trylogia opowiadająca losy Rylee i Coltona powiększyła się o kolejne części, w których autorka dopuściła do głosu postacie drugoplanowe i dopisała ich historie, równie wciągające i emocjonalne, jak historia dwójki bohaterów z trylogii. I choć Rylee i Colton przemykali gdzieś w tle historii ich przyjaciół i rodziny, trochę brakowało mi ponownego spotkania z nimi, nowej powieści skupiającej się przede wszystkim na nich i oto niedawno na polskim rynku pojawiło się Aced. Uwikłani, które ten brak uzupełniło.Sześć lat po „i żyli długo i szczęśliwie” związek Rylee i Coltona wchodzi w nowy etap. Po wielu próbach Rylee wreszcie udaje się zajść w upragnioną ciążę. Choć oboje bardzo pragnęli dziecka, oczekiwanie potomka wiąże się dla każdego z nich z pewnymi obawami, które ściśle powiązane są z traumatycznymi przeżyciami każdego z nich. Wkrótce jednak obawy te będą ich najmniejszym problemem. Wokół pary wybucha głośny skandal. Ktoś udostępnił w internecie nagranie, które kładzie się cieniem na ich reputacji. Kto to zrobił i jaki miał w tym cel? Jak to wpłynie na związek Rylee i Coltona? Czy uda im się odzyskać dobre imię?W Crashed, ostatnim tomie trylogii Driven, autorka dała czytelniczkom możliwość zerknięcia w przyszłość Rylee i Coltona dziesięć lat po ich ślubie. Pomyśleć by można, że ich życie w ciągu tej dekady usłane było różami i wypełnione nieustającym szczęściem. Jak się okazuje jednak, ich historia nie zawsze rysowała się w jasnych barwach, a zanim osiągnęli szczęście z epilogu Crashed, przetrwać musieli jeszcze porządną burzę. Aced uzupełnia ich opowieść, czyniąc ją mniej bajkową, ale za to bardziej realną, w końcu problemy nie kończą się wraz z zawarciem małżeństwa.Myli się ten, kto zakłada, że Aced jest takie samo, jak pozostałe trzy tomy trylogii Driven. Ten tom jest o wiele dojrzalszy, podobnie jak znani nam bohaterowie. K. Bromberg koncertowo namieszała w życiu Rylee i Coltona. Ich związek wystawiony jest na poważną próbę – demony z przeszłości powróciły, domagając się konfrontacji, ich prywatność została wystawiona na widok publiczny, a to z kolei rodzi kolejne nieprzyjemne konsekwencje. Niejeden związek rozpadłby się zaledwie z powodu części takich kłopotów, ale nie ich. Po tylu wspólnych latach i przejściach ich relacja weszła na inny poziom. Jest silna dojrzałą miłością. Rylee i Colton są dla siebie wzajemnym oparciem i kiedy jedno zdaje się tonąć, to drugie robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Bardzo podoba mi się to, jak obydwoje się zmienili. Czasem wręcz mnie to rozczulało.Aced przypomniało mi, dlaczego tak bardzo pokochałam całą serię Driven. Po pierwsze: styl Kristy Bromberg, który nie pozwala oderwać się od lektury. Po drugie: wciągająca, ciekawa i pełna zwrotów akcji fabuła, która porywa od pierwszych stron. Po trzecie: emocje – za każdym razem autorka zabiera mnie w bardzo emocjonalną podróż, dając odczuć szeroki wachlarz uczuć. Po czwarte: bohaterowie. Obydwoje bardzo się zmienili, ale zmiany te tylko ich wzbogaciły. Rylee to nadal wrażliwa i silna kobieta walcząca o tych, których kocha, a Colton to w dalszym ciągu nieprzeciętny facet, który nie da skrzywdzić ukochanej. Po piąte: postacie drugoplanowe, które nadają historii barw – Haddie i Beckett – dwójka przyjaciół, na których Rylee i Colton mogą zawsze liczyć, ojciec Coltona, który wzrusza ogromem dobra i mądrości oraz chłopcy Rylee, którzy dzięki niej na nowo nauczyli się ufać i kochać. Po szóste: poruszane problemy. Bromberg nie boi się trudnych tematów i potrafi je przedstawić tak, że nie ma się wrażenia przerysowania czy oderwania od rzeczywistości, a całość dzięki temu nabiera realizmu.Seria Driven skradła moje serce dawno temu, a za sprawą tej powieści i wszystkiego, co w niej znalazłam, wiem, że jego kawałeczek będzie zawsze należał do Kristy Bromberg i tej cudownej historii.Jeśli czytaliście poprzednie części trylogii Driven i pokochaliście tę historię, po prostu musicie sięgnąć po Aced. Uwikłani, nie ma innej opcji. Na pewno się nie zawiedziecie. Polecam!

zaczytana-dolina.blogspot.com, 2017-06-12

Przyrodni brat

Musicie przyznać, że sam tytuł szokuje i bulwersuje... mnie zaskoczył - że co? - teraz miłość kazirodcza?? Oj to grząski teren. Tytuł sprawia, że chcesz wziąć książkę, a jednocześnie jej nie brać, ale tytuł wprowadza nas w duży błąd....Nasi bohaterowie nie mają wspólnej matki, ani wspólnego ojca. Nie mają wspólnej nawet jednej kropelki krwi. Po prostu kobieta miała córkę, a mężczyzna syna. Pobrali się i stworzyli rodzinę, a raczej syn dołączył później, niechciany i bardzo, bardzo zbuntowany. Tak naprawdę nie dziwiłam mu się. Bardzo wiele wycierpiał i teraz musi zamieszkać z ojcem, który bawi się w dom z inna kobietą i jej córką. To nie łatwe dla nastolatka, który cierpi gdy za każdym razem patrzy na nieszczęśliwą matkę.Jest nieokrzesany, buntowniczy i bardzo niepasujący. Greta staje się tarczą do której strzela. Meczy, docina, obraża. Jest chamem i prostakiem, ale robi też coś co sprawia, że zarówno Greta jak i czytelniczki są... zdezorientowane. Zaczynamy dostrzegać, że to tylko maska, pozory, które mają utrzymać go bezpiecznego w swoim świecie. Tak oto zaczyna się jego walka ze sobą i z uczuciem, które kiełkuje, a to dopiero początek ich życia.Książka bardzo dobrze napisana, pełna emocji i rozterek. Na szczęście autorka nie tworzy fikcyjnego poczucia winy u bohaterów - typu - och ja z bratem, to złe!! Nie ma nic takiego.Całe to ich "rodzeństwo" kończy się na tytule i kilku zaczepką ze strony Eleca. Pełno jest za to emocji typu - oprawca - ofiara. Bo tym dla siebie na początku są. Elec robi absolutnie wszystko by uznać go dupkiem wszech czasów! Znajdziecie tu emocje, które łamią czytelnikowi serce. Razem z z Gretą przeżywałam jej uczucie, łamałam się, zastanawiałam i nie mogłam się podnieść z fali bólu i odrętwienia. Uwielbiam tak namacalne uczucia w książkach. Kocham, gdy relacje nie są jednoznaczne, a od bohaterów wymagam więcej niż tylko.... miłości. Chcę rozterek, łamania się, bólu, rozpaczy, nadziei, walki. Chcę tonąć w emocjach! Jeżeli chcecie tego samego - "Przyrodni brat"jest dla Was.Jedynym mankamentem tej historii jest jej objętość. Jest zdecydowanie za krótka. Temat był świetny, jednak nie do końca wykorzystany. Autorka mogła wyciągnąć z niego znacznie, znacznie więcej i nas czytelników potraktować niczym asfalt po którym jeździ walec. Mogła roznieść nas emocjonalnie bardziej i mocniej - mogła, ale nie dopracowała historii.Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Język jest bardzo przystępny- całość przeczytałam w jeden dzień - to idealna pozycja na umilenie nam wieczoru.Książkę polecam wszystkim romantyczkom, dla których nie wszystko jest oczywiste, jednowymiarowe. To powieść dla tych, którzy chcą wyjść poza ramy romansu New Adult i zaczerpnąć prawdziwego życia, jakie jest w niej zawarte.Mnie porwała ich historia, szkoda tylko, że podróż z nimi tak szybko minęła.

http://kasikrecenzuje.blogspot.com, 2017-06-12

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Tytuł tej książki jest świetny. Każdy z jego obu członów przyciąga uwagę, zachęca do lektury. A kto ją już rozpocznie, ten na pewno dotrwa do końca i odłoży z zadowoleniem, że nie stracił czasu. Obchodząca w br. 870-lecie istnienia Moskwa – za początek założenia grodu przyjęto rok 1147 – ma bowiem, podobnie jak wiele innych starych miast, mnóstwo tajemnic. Nie tylko podziemnych. A nazwa jej najstarszej części, Kreml, jedno ze światowych centrów polityki, należy do powszechnie znanych na wszystkich kontynentach.Pracujący w rosyjskiej stolicy polski dziennikarz radiowy wydał właśnie czwartą już książkę poświęconą, przynajmniej częściowo, Rosji. Przybliżającą polskim czytelnikom jej współczesność, przeszłość, problemy, a także legendy, opowieści i ciekawostki. Przy czym w atrakcyjnej postaci szeroko rozumianego reportażu. Jak wiadomo, stosunki polityczne polsko-rosyjskie są obecnie w fatalnym stanie. W niewiele lepszym gospodarcze. Co przekłada się, niestety, także na sferę kultury, nauki i stosunków międzyludzkich. Ruch turystyczny Polaków do Rosji jest znikomy, zwłaszcza w porównaniu z innymi kierunkami wyjazdów. A jest to przecież kraj nie tylko największy pod względem powierzchni na świecie - liczy ponad 17 milionów km² - ale również przebogaty w zabytki, muzea, fantastyczną przyrodę i krajobrazy oraz niezliczone inne atrakcje turystyczne. Mało jednak chyba zainteresowany turystami z Polski, skoro poza od czasu jakimiś hotelami, czy, chyba raz reprezentacją Pskowa, nie prezentuje się od lat na targach turystycznych w Warszawie.Tymczasem kultura rosyjska, przynajmniej tzw. wysoka: literatura, muzyka, sztuka należy do światowego dziedzictwa ludzkości. Każde więc przybliżanie nam tego kraju, jego atrakcji, ale również problemów i ciekawostek, zwłaszcza w sposób obiektywny i atrakcyjny, zasługuje na uznanie oraz zainteresowanie.W recenzowanej książce autor skoncentrował się przede wszystkim, ale nie tylko, na owianych legendami i tajemnicami podziemiach rosyjskiej stolicy. Sieci tuneli rytych od średniowiecza, linii ogólnodostępnego metra, skrytych po ziemią rzeczek i znanych głównie z opowieści tajnych tras kołowych, szynowych i pieszych umożliwiających szybkie oraz bezpieczne przemieszczanie elit władzy i uprawnionych do tego służb.Przy pomocy znawcy miasta, znacznie starszego, moskiewskiego przyjaciela nazywanego Borysem Anatolijewiczem lub Wujkiem Borią, postaci rzeczywistej lub wymyślonej na potrzeby książki poznaje tajemnice i ciekawostki rosyjskiej stolicy.Pomagają mu w tym znajomi przyjaciela, zwłaszcza tzw. diggerzy, ludzie różnych zawodów, którzy penetrują moskiewskie podziemia, traktując to jako przygodę i poszerzanie wiedzy o przeszłości miasta. Uczestnicząc wraz z nimi w podziemnych wyprawach, autor też stara się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat, wspomagając wiedzę lekturami. Punkt wyjścia książkowych opowieści o tytułowych tajemnicach podziemnej Moskwy stanowi nie tyle próba odnalezienia, co zdobycia jak najwięcej faktów i informacji na temat sławnej biblioteki starożytnych i średniowiecznych ksiąg.Przywiezionych podobno w posagu przez Zofię (Zoe) Paleolog (1455-1503), bratanicę ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI (1405-1453), gdy wychodziła za mąż za księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego (1440-1505), dziada Iwana IV Groźnego (1533-1584). Rzekomo gdzieś ukrytej przez tego ostatniego.W księgozbiorze tym znajdowały się podobno nie tylko nie zachowane gdzie indziej księgi z różnych dziedzin wiedzy, ale także magii, którą - to jeden z późniejszych wątków - interesował się zarówno ten krwawy car, jak i Józef Stalin.Do moskiewskich legend o skarbach należy nie tylko ta biblioteka, ale również podobno gdzieś ukryta „Czarna Księga” Jakuba Bruce’a (1670-1735), feldmarszałka w służbie Piotra I Wielkiego (1672-1725), a zarazem astronoma i astrologa. Autor pisze również o tajnych podziemnych przejściach korytarzami i przez piwnice, które zdołał poznać oraz o wielu liczniejszych – i wielu związanych z nimi opowieściami i legendami, także fantastycznymi, „z bajdurzeniem o silach nieczystych” oraz również absurdalnych, od których odcina się, ale o nich słyszał lub czytał.Legendy, m.in. o klątwie rzuconej na Moskwę przez najwyższego kapłana pogańskiego boga słońca i życia Jariły po wprowadzeniu chrześcijaństwa, mieszają się w książce i relacjach jej autora z faktami. Np. odkryciem w 1930 r. przez geologa Iwana Gubkina (1871-1939) pod miastem wielkiego podziemnego zbiornika słonej wody, nad którym znajduje się tylko krucha pokrywa o grubości od 500 do 1000 m. Co stanowi dla stolicy ogromne zagrożenie. Zacytuję z książki:„Nadmiernie obciążona (tunele, podziemne korytarze, domy i wysokie budynki wznoszone jeden na drugim) cienka skorupa już trzeszczy, Aż któregoś dnia pęknie i wtedy niemal całe centrum Moskwy zwali się pod ziemię.”Jak już wspomniałem, wiele uwagi autor poświęca tunelom i stacjom metra, z jego ciekawostkami oraz tajemnicami. Jak również podobno istniejącemu „metru nr 2”, głębszemu, ściśle strzeżonemu i niedostępnemu zwykłym śmiertelnikom. I chociaż autor stara się oddzielać bezsporne fakty od opowieści i legend, niekiedy przenikają się one, ale czyta się to doskonale.Zwłaszcza, że w opisy te wtrącane są informacje o aktualnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w mieście w latach 2013-2016, a także historyczne. Podobnie jak uwagi na temat współczesnej Rosji i jej mieszkańcach oraz te dotyyczące odbioru przez nich kremlowskiej propagandy. „Jeżeli ktoś – pisze np. autor – wierzy w nadprzyrodzone moce magów, skłonny jest też uwierzyć, że Rosję otaczają wrogowie, którzy nieustannie przeciwko niej spiskują.” A jest to, dodam, stały element tej propagandy, znany mi dobrze z, w miarę możliwości, codziennego oglądania serwisów informacyjnych i dyskusji politycznych moskiewskiej TV.Ale przeczytać można również, zaczerpnięte przez mieszkańców z tego źródła, ich opinie o „tragedii gospodarczej, jaką przeżywa Polska, gdy Rosja przestała kupować od niej jabłka.” Nie brak jednak także wtrętów historycznych, m.in. na temat zbrodni stalinowskich. Chociaż bardzo zaskoczyło mnie stwierdzenie autora relacjonującego rozmowę z jednym z penetratorów stołecznych podziemi, że nie miał pojęcia, iż za zbrodnię katyńską odpowiadał także Łazar Kaganowicz (1893-1991), m.in. inicjator i nadzorca budowy moskiewskiego metra oraz wysoki funkcjonariusz partyjny i państwowy ZSRR.Przecież nazwiska tych zbrodniarzy: Stalina, Berii, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, którzy podpisy znalazły się na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów oraz funkcjonariuszy policji i KOP w 1940 roku, powinien znać każdy, przynajmniej wykształcony Polak. Nie mówiąc już o dziennikarzu pracującym w Moskwie. Nieścisłości, pominięć i błędów, na jakie natrafiłem w trakcie lektury tej książki, jest sporo. Co, niestety, pozostawia pod znakiem zapytania ścisłość i rzetelność innych zawartych w niej informacji. A chodzi zarówno od fakty historyczne, jak i błędy topograficzne.W przypadku wspomnianego już Jakuba Bruce’a autor nie tylko pominął istotny fakt, jakim była jego rola jako rosyjskiego feldmarszałka, a nie tylko astrologa i astronoma. Ale również palnął bzdurę, że „jemu Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki”. Przecież człowiek nawet tylko jako tako znający dzieje Rosji i jej kultury powinien wiedzieć, że pierwszym drukarzem cyrylicą, a zarazem, wraz z Piotrem Mścisławcem, autorem pierwszej wydrukowanej tym alfabetem książki „Apostoł”, był Iwan Fedorowicz (1510-1583). Nazywany też Fedorem Drukarzem, lub po rosyjsku Fiodorem Pierwopieczatnikom. Dodam, że był on absolwentem Akademii Krakowskiej, drukował we Lwowie, a książka ta ukazała się w roku 1564, a więc 6 lat przed urodzeniem Jakuba Bruce’a.Car Piotr I Wielki, którego dokładną datę i okoliczności śmierci miał, jak pisze autor książki, przewidzieć tenże feldmarszałek, astronom i astrolog, zmarł nie w 1714, lecz w 1725 roku. Pisząc o przeszłości sowieckiego aparatu represji KGB, wśród jego poprzedników wymienił Cz.K. (Czeka – Czerezwyczajnaja Komisja stworzona przez Feliksa Dzierżyńskiego oraz NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), którego funkcjonariusze wykonywali zbrodniczy rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu i innych miejscowościach w Rosji i na Ukrainie. Pominął natomiast, także krwawe, istniejące w latach 1922-1934 GPU (Gławnoje Polituczeskoje Uprawienie – Główny Zarząd Polityczny, od 1923 r. OGPU). Nie wiem, bo nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych wiarygodnych informacji, na czym autor oparł swoje stwierdzenie, że terrorystka – anarchistka Fanna Kapłan, która 30.8.1918 r. strzelała do Lenina poważnie raniąc go, rozstrzelana została w gmachu Maneżu, który już chyba wówczas służył celom wystawienniczym. Zaś „czekiści” egzekucje wykonywali w swoich piwnicach.Z innych nieścisłości jakie zauważyłem wspomnę, że sławna w czasach radzieckich WDNCH (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), odżywająca w ostatnich latach, zmieniła już dosyć dawno nazwę na WWC – Wszechrosyjskie Centrum Wystawiennicze. Z placu Maneżowego nawet w cichą noc, a takich w Moskwie raczej nie ma, nie sposób usłyszeć „stukotu końskich kopyt na Wasilewskom Spuskie”, bo te dwa miejsca oddziela nie tylko spora odległość, ale i mury Kremla.Poganyj Prud, jak niegdyś nazywano Czistyje Prudy, nie znaczy „przeklęty”, ale nieczysty, paskudny, wstrętny, ewentualnie obrzydliwy. Jeżeli chodzi o nieścisłości topograficzne, to chyba najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie autora, mieszkającego od dawna w Moskwie, że idąc na jedną z podziemnych wypraw z placu Maneżowego ulicą Twerską (przez wiele lat Gorkiego), do najbliższej przecznicy musiał przejść „kilkaset metrów’. W rzeczywistości do pierwszej po prawej stronie: Grigoijewskogo pierieułka jest zaledwie kilkadziesiąt metrów, a po lewej do Nikitskiego piereułka o kilkanaście więcej.To jeden z najbardziej znanych i uczęszczanych fragmentów Moskwy. Mieszkałem tam kiedyś przez pewien czas w pobliżu i odcinek ten pokonywałem co najmniej dwa razy dziennie w 2-3 minuty. Nie mogę też zrozumieć, jaką podziemną trasą szedł autor z tego miejsca przy Twerskiej w okolicę „Bolszowo Teatra” (opery) „przez kilka godzin”, skoro oba te miejsca dzieli tylko jedna przecznica, a po powierzchni ziemi droga zajmuje najwyżej 4-5 minut. Może czepiam się drobiazgów, ale rzetelność w opisywaniu konkretnych miejsc i faktów historycznych decyduje o zaufaniu czytelnika do innych zawartych w książce informacji.A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i przedstawione zostały ciekawie. Z wieloma świetnymi spostrzeżeniami i danymi. Oto parę cytatów dotyczących metra.„Za ścianami tuneli, którymi codziennie pędzą pociągi, są ukryte pomieszczenia. Bunkry, centra dowodzenia, laboratoria, magazyny i wreszcie tajne szlaki komunikacyjne służące elitom kraju.” „...miejsc, w których słychać przejeżdżające (pod ziemią) pociągi, choć w pobliżu nie ma żadnej linii, jest w Moskwie wiele.”Przeczytać też można o historii tajnych linii stołecznego metra, jak również o raporcie amerykańskiego departamentu obrony z 1991 r., w którym znajdują się (opublikowane w Wikipedii) informacje o tajnej linii rządowego metra w Moskwie, a w innym miejscu książki również o prawdopodobnych trzech jego trasach. Podobnie o tunelach wykopanych jeszcze w czasach Iwana Groźnego, którymi mogły poruszać się wozy konne, aby w razie niebezpieczeństwa można było wywozić z Kremla skarby. Sporo wrzuconych w narracje na inne tematy informacji dotyczączy także współczesnego życia w tym mieście oraz w Rosji, z faktami dotyczącymi również Polski.Np. o znanym, przynajmniej mnie, z innych źródeł wyroku na mieszkańca Permu, skazanego kilka lat temu za opublikowaniu w Internecie tekstu o wspólnej napaści Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. „Gdyż było to negowanie ustaleń Trybunału Norymberskiego”. A, zdaniem sądu, „tego typu treści będą kształtować przekonanie o negatywnej działalności Związku Radzieckiego, a przecież ze szkolnych lekcji powinien (podsądny) wiedzieć, że takiej działalności nie było.” Nie brak też przypomnień zbrodni stalinizmu.A jeżeli chodzi o „podziemną Moskwę”, również informacji o eksperymentach przeprowadzanych w latach 60.-70. XX w. na temat reakcji ludzie na dłuższe przebywanie w podziemiach, z konkluzją: człowiek traci wówczas zdolności do skoordynowanego działania w grupie.Jest w książce również mało prawdopodobna, ale opowiadana wielokrotnie historia czerwonoarmisty, który rzekomo zasypany został w 1941 r. - podczas bombardowania - w piwnicy domu, i błąkał się w podziemiach miasta przez 14 lat, żywiąc się konserwami i suchym chlebem ze znajdowanych magazynów wojskowych, do czasu aż znaleźli go budowniczowie metra.Są również informacje o ludziach, którzy z różnych powodów żyją pod ziemią latami. Mieli nawet swojego kapłana, popa Mikołaja, który udzielał im pomocy. Ciekawe w tej książce są obszerniejsze teksty o przestępczości kryminalnej w Moskwie w ciągu ostatnich ponad 30. lat, m.in. zabójstwie w 2009 r. szefa gangsterskiego podziemia „Japończyka” – Wiaczesława Iwankowa i w 2013 r. jego następcy „Dziada Hasana” – Asłana Usajana. O powiązaniach po rozpadzie ZSRR oligarchów, polityków i urzędników z kryminalistami oraz informacja, że dopiero pod rządami Putina udało się zlikwidować przewagę bandytów nad milicją i służbami specjalnymi, a następnie ograniczyć ich rolę.W końcowych rozdziałach książki – łącznie jest ich 15 w 5 częściach plus Wstęp i Zakończenie, znalazły się także inne tematy. We wstępie znalazła się opowiastka o uczcie nad rzeką Moskwą, na której 4.4.1147 r. wielki książę kijowski Jurij Dołgoruki (ok. 1090-1157) poinformował innych książąt, że w tym miejscu zbuduje nowy gród. Czytając ją przypomniała mi się „Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Ciekawe okazały się opowieści o roli oraz wykorzystywaniu w Moskwie urody dziewcząt i kobiet w zdobywaniu bogatych mężów i kursami dla tych, które chcą „upolować” milionerów. A także zjawisku „sponsoringu”., z uwagą: „Rosjanki umiejętność wyciągania pieniędzy i upominków opanowały do perfekcji”.O moskiewskiej „złotej młodzieży” i – do niedawna – jej bezkarności, zwłaszcza w rozbijaniu się drogimi samochodami. W tym także o klubach, w których zarezerwowanie stolika, z konsumpcją, ale już bez drogich alkoholi, kosztuje 10-15 tys. dolarów. Jak również - snuta niemal przez całą książkę - historia kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w kraju krasnodarskim, w której pracowali więźniowie oraz polscy jeńcy wojenni, którzy w memencie jej likwidacji (po wybuchu wojny w 1941 r.) mieli zostać zamordowani przez NKWD-zistów, z zaskakującym finałem.Opowiadana sukcesywnie, lub czytana w jego notatkach, przez wspomnianego na początku książki (i wielokrotnie później) moskiewskiego przyjaciela autora, ale ze zdjęciem nie jego, lecz polskiego dziennikarza na tle baraku łagru w tajdze z lat 1940-1943, bez słowa o tym, kiedy odwiedził tamto miejsce i co sam tam zobaczył. W książce jest bowiem również trochę zdjęć, chociaż raczej marnej jakości, a także spora bibliografia w językach polskim i rosyjskim, książkowa oraz internetowa. W sumie stanowi to sporo ciekawej, dobrze napisanej lektury, z mnóstwem faktów, hipotez, legend oraz wątkami sensacyjnymi. Z przyjemnością ją czytelnikom polecam.

kurier365.pl, 2017-06-12

Koszmar Morfeusza

Uczucie, strach i pożądanie. Te trzy słowa, doskonale opisują książkę pt. „Koszmar Morfeusza”. Kolejna część serii, jest równie bardziej niebezpieczna i tajemnicza. To wszystko, dla czytelniczek o mocnych ...

http://redaktor21.bloog.pl/, 2017-05-11

Zranieni

H.M. Ward jest niekwestionowaną królową niezależnych publikacji cyfrowych. Jej powieści sprzedały się w milionach egzemplarzy. Jako pisarka odniosła wielki sukces. Z wykształcenia jest teologiem, z zawodu fotografką, ...

recenzje-beaty.blogspot.com, 2017-05-11