Recenzje

Inny punkt widzenia. Tom II

Drugi tom wywiadów Grzegorza Miecugowa przeprowadzonych w TVN24. Taka informacja właściwie by wystarczyła, wiadomo, czego się spodziewać. Rozmówcami zawsze są ludzie, z którymi każdy z nas chciałby porozmawiać, ich dobór wykracza daleko poza potrzeby doraźności (stąd i tematy są ponadczasowe), a pytania doskonale wyważone między pochlebstwem a prowokacją. Czyli goście muszą mówić, nawet jeśli programowo milczą. Rozmowy zawsze ciekawe, ale wśród nich także zdarzają się prawdziwe hity: Jerzy Stuhr, Piotr Adamczyk, Andrzej Grabowski. Przyjemnie poczytać, kiedy trudny wywiad, właśnie dlatego że jest trudny, przeradza się w dyskusję.

Twój Styl, 2007-11-01

Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina. Kiedy na świecie zapanowało szaleństwo na punkcie młodego aktora, związane z serią filmów "Kevin sam... gdzieś tam", zastanawiałem się z czego ono wynika. 10-letni Culkin grał sztywno jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, a na jego twarz-plastelinka, za duże uszy i mięsisto-gąbczaste usta wprost patrzeć nie mogłem (szczególnie po spożytym posiłku). Dochodzące zza oceanu wiadomości o zachowaniu świeżo upieczonej gwiazdy utwierdzały mnie tylko w przekonaniu, że oto mamy do czynienia z kolejnym rozpuszczonym jak dziadowski bicz gówniarzem...

Aktora przyprawiłem w ostrym sosie antypatii i bez spożywania spuściłem w ubikacji -- o wrzody na żołądku trzeba dbać. Dla pewności dwa razy ciągnąłem za skobelek...

I wtedy wpadła mi w ręce jego książka "Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej". Już sam tytuł wywołał burzę niezlasowanych jeszcze życiem w tym kraju komórek mózgowych. Znając nieco (nawet jeśli to "nieco" oparte jest na doniesieniach prasowych) realia życia w Hollywood nie dziwi ostatni jego człon. Tam wszyscy się sympatycznie nienawidzą, a lista wzajemnych antypatii przebiłaby niejedną książkę telefoniczną średnio-dużego miasta.

Zastanowiło użycie sformułowań "Oskar de la Mancha" -- co w czasach, gdy większa część amerykańskiej młodzieży nie potrafi pokazać na mapie sąsiadującej z USA Kanady, świadczy o wiedzy/oczytaniu autora, oraz "Nieasertywnego" -- co w dobie sms-owych nieortograficznych skrótów myślowych zadziwia podwójnie. Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak, kiedy okazało się, że nie trzymam oto w ręku kolejnej wygładzonej biografii hollywoodzkiej gwiazdy, spisanej przez dorabiającego na boku akademika, po kilku seansach terapeutycznych wynurzeń, lecz... No właśnie. Z czym tak właściwie mamy do czynienia?

Już od pierwszych stron Culkin przekonuje nas do swego literackiego dyletanctwa -- mało tego -- prawie do wtórnego analfabetyzmu, która to cecha skutecznie utrudnia: jemu -- pisanie, nam zaś -- zamierzony odbiór przekazu! Aż trudno w to uwierzyć, bowiem podobnego pióra mógłby mu pozazdrościć niejeden domorosły pisarzyna (czyli jakieś 80% nazwisk zalegających społem i hurtem w księgarniach).

Sama książka to jeden wielki pocięty na nierówne kawałki monolog Juniora (bo tak nazwał się autor). Raz jest to fragment opowiadania, raz lista osób nielubianych (co Ci chłopie zrobił Kopernik!), raz opatrzona napisem "pusta strona" pusta strona. Choć sam Culkin wielokrotnie zwraca się do Czytelnika, odnosi się wrażenie, że "Junior" to książka pisana dla niego samego, że to spowiedź w pustym konfesjonale, to próba samooczyszczenia i samorozgrzeszenia. W kilku miejscach monolog przekształca się w rozmowę z ojcem, z którym nigdy nie miał dobrych stosunków i którego szczerze nienawidził, przybierającą formę niewysłanych listów. Macaulay stawia mu długą listę zarzutów, które skutecznie wypaczyły życie jemu i jego matce, choć nie unika odpowiedzialności za swój, o wiele większy w obliczu przewin ojca -- grzech zaniechania, brak reakcji, spolegliwość.

Książka nie jest jednak pasmem nienawistnych zarzutów, jest również świadectwem przeżywanej miłości i zrozumienia swego dotychczasowego życia. Jest również listą marzeń i planowanych zmian. Choć Junior nie stawia grubej kreski w życiorysie i nie odżegnuje się od przeszłości, to daje jasno do zrozumienia, że dorósł i doświadczył błogosławieństwa dojrzałości.

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina, lecz po lekturze "Juniora" musiałem zrewidować swoje poglądy. Choć nadal uważam, że chłopina w "Kevinach sam... gdzieś tam" grał jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, to jego plastelinkowa twarz nie wzbudza już odruchów wymiotnych, powiem więcej -- zaczyna budzić sympatię. Choć książkę szczerze polecam (w 10-stopniowej skali mocna ósemka), to nadal nie mogę zrozumieć czemu aktor dołączył naszego astronoma do listy osób nielubianych. W całej książce nie padło ani jedno złe słowo na słabą płeć, a przecież Kopernik również była kobietą!

Portal kulturalny duże Ka, 2007-10-19

W dialogu I

Augusto Monterosso napisał, że jedyny nowy gatunek literacki, który powstał w XX wieku, to wywiad. Przyczyniły się do tego radio i magnetofon. Korpus dzieł Jorze Luisa Borgesa określany jako "Borges hablado" ("Borges mówiony") powoli zdaje się przerastać pod względem objętości to, co pisarz napisał. To kilkanaście tomów jego rozmów z rozmaitymi ludźmi (najbardziej cenię sobie rozmowy Borgesa z Ernesto Sabato i z jedną z jego wielkich nieskonsumowanych miłości -- Marią Ester Vazquez), ale także teksty w pełni autonomiczne, jak wydane, z odnalezionym w 2000 r. taśm, wykłady na Harvardzie z lat 1967-68 "Sztuka poetycka".

W tym roku do tego korpusu dołączył ponad tysiącstronicowy wybór dotyczący Borgesa zapisków z intymnego dziennika Adolfo Bioy Casaresa. Bioy Casares przez trzydzieści lat bliskiej znajomości skwapliwie notował wszystko, co Borgis mówił i o czym razem, nie oszczędzając nikogo, plotkowali podczas kolacji, w których często uczestniczyła także jego żona Silvinia Ocampo, autorka doskonałych opowiadań.

Bioy Caseras zanotował następującą uwagę Borgesa o Goethem: "Napisał tak dużo książek po to, żeby nie można go było ocenić po żadnej". Tu należy nadmienić, że Fausta uważał za dzieło całkowicie nieudane. Borgis był nieufny wobec pisarzy zbyt płodnych, ale zarazem chętnie godził się na wywiady i rozmowy. Wynikało to z dowartościowania rozmowy jako aktu twórczego, źródłowego fundamentu kultury Zachodu, którym obdarzyli nas starożytni Grecy. Bezinteresowna niespieszna rozmowa to coś, o czym dziś zapominamy. Rozmowę najczęściej sprowadzamy do wymiany poglądów, komunikacji.

Dla Greków i dla Borgesa rozmowa nie była głównie komunikowaniem się, paktowaniem czy terapia, ale dochodzeniem do wspólnoty wątpliwości, bardziej szlifowaniem pytania aniżeli wyrażaniem zgody na określoną odpowiedź. Mówiąc w skrócie, rozmowa to wspólne myślenie na tematy najbardziej błahe i całkowicie poważne. Jej warunkiem jest nie tyle pojęciowa precyzja, ile empatia. Dlatego Borges za swoich mistrzów uważał Rafaela Cansinosa Assensa i Macedonia Fernandeza, pisarzy, których niewielu dziś czyta, a którzy byli wspaniałymi rozmówcami. Wiele wskazuje na to, że Borgesowi zależało także na opinii mistrza rozmowy. Niestety bardzo często był tylko odpytywany. Na szczęście nie dotyczy to wydanej właśnie obszernej ksiązki "W dialogu I" , na którą złożyło się 45 piętnastominutowych rozmów przeprowadzonych z nim przez Osvalda Ferrari dla municypalnej rozgłośni Buenos Aires. Było to w 1984 r., kiedy Borges miał 85 lat.

Pisarz nieustannie powraca do swoich ulubionych tematów i wątków, które znamy z jego dzieł. Osobiście zaskoczyło mnie tylko, nieobecne gdzie indziej, obstawanie Borgesa przy wierze w postęp: "Sądzę, że owa nadzieja jest potrzebna, powinniśmy wierzyć w postęp, choć możliwie, że on nie istnieje... Jeżeli nie wierzymy w postęp, podajemy w wątpliwość wszelką możliwość działania. Ta moja wiara w postęp jest zarazem pewną formą mojej wiary w wolną wolę". Może była to tylko manifestacja przekory wobec dyktatu intelektualnej mody na łatwy pesymizm. Borges jest bowiem zaprzeczeniem wzorca "postępowania pisarza". Ale też może jest tak że to my klęskę "postępowców", jakoś utożsamiając się z nimi, wzięliśmy za bankructwo postępu, i rację ma Borges, twierdząc, że "to my teraz jesteśmy, bo niewątpliwie jesteśmy, bardzo niemoralni i mało inteligentni w porównaniu z człowiekiem przyszłości".

Elżbieta Skłodowska, wybitna latynoamerykanistka przebywająca w USA, opowiadała mi kiedyś o swoim spotkaniu Z Borgisem, który przyjechał, by wygłosić wykład na Uniwersytecie w Saint Luis. Kiedy dziekan przedstawił ją jako Polkę, Borgis wpatrując się w nią swoimi niewidzącymi oczami, wypowiedział poprawnie po polsku słowo "księżyc". Z wrażenia mało co nie zemdlała, ale pisarz dodał już po hiszpańsku: "jest rodzaju męskiego", po czym wciągnął ją w rozmowę na temat, dlaczego to Polacy jako jedni z nielicznych nie wiążą księżyca z pierwiastkiem żeńskim. Dla Borgesa było to zastanawiającym i wręcz konstytutywnym składnikiem polskiej tożsamości narodowej.

Przytaczam tę anegdotę by podkreślić osobliwość i wyjątkowość owych rozmów skupionych na rozwijaniu najrozmaitszych przypuszczeń związanych ze zwróceniem uwagi na pozornie drobny detal. Może to być etymologia słowa "black", tekst popularnego tanga czy fragment "boskiej Komedii" Dantego.

Ferrari okazał się partnerem idealnym. W czasach gdy wywiad radiowy kojarzymy z agresywnym przepytywaniem, wymuszaniem zazwyczaj doraźnych ocen i opinii politycznych, spisane przez Ferrariego radiowe pogawędki przypominają o zapomnianej cnocie dziennikarskiej skromności, darze wsłuchiwania się bardziej aniżeli przypierania interlokutora do muru. Teoretycznie rozmowy zorganizowane są wokół jakiegoś tematu (np. Conrad, Melville i morze, Porządek i czas, O snach, O humorze), ale staje się on pretekstem do niezliczonych dygresji. Nie znalazłem miejsca, w którym Ferrari przywoływałby Borgesa do trzymania się tematu. To sprawia, że kilkakrotnie, jak w przypadku stosunku do postępu w dziejach, Borges wyjawia nieznane aspekty swojego myślenia.

Dla czytelnika polskiego zaskakujący może być u pisarza, którego raczej uważamy za kosmopolitę, niezwykły pietyzm wobec literatury argentyńskiej. Wydawca i tłumacz zaopatrzyli książkę w setki przypisów nieco rozjaśniających polskiemu czytelnikowi kontekst dziesiątków przywoływanych nazwisk pisarzy argentyńskich. Jest to praca godna podziwu, jakkolwiek kilka charakterystyk wzbudziło moje wątpliwości. Niemniej czytelnik polski nie znajduje się w pozycji gorszej aniżeli oczytany czytelnik argentyński. Dla jednego i drugiego przywoływane nazwiska są najczęściej równie egzotyczne. Borges jednak zdaje się pamiętać wielu drugorzędnych poetów dla jednego wspaniałego wersu wiersza czy fragmentu przeprowadzonej kiedyś z nim rozmowy.

Obcy jest mu, charakterystyczny dla wielu intelektualistów, pogardliwy stosunek do dzieł kojarzonych z kulturą popularną czy masową. Powieść kryminalna, słowa tanga, western, a nawet walka kogutów są dla niego równoprawnymi fragmentami kultury. Jak się zdaje, jedyną sferą, która pozostawia go obojętnym, była muzyka, co przy niesłychanej wrażliwości na brzmieniową warstwę poezji jest samo w sobie zdumiewające.

Jest jeszcze jeden aspekt tych rozmów, który można określić jako etyczny: przypominają nam o korzyściach z rozmów z ludźmi starymi. Zabiegani unikamy poświęcenia im naszego cennego czasu i zapominamy, że mamy obok siebie ukryte skarbnice pamięci i mądrości. Byłem bardzo młodym człowiekiem, kiedy przypadkowo poznałem na wernisażu w Cuernavace, gdzie mieszkała, bardzo już sędziwą Tamarę Łęmpicką. Zaprosiła mnie na pogawędkę do domu. Nie skorzystałem, bo biesiadowanie z przyjaciółmi na szlaku Konsula z "Pod Wulkanem" Malcolma Lowryego wydało mi się wówczas bardziej interesujące. Wiem, że młody Borges by takiej okazji nie przepuścił. Może właśnie z taką uwagą wczytujemy się w to, co ma do powiedzenia osiemdziesięciopięcioletni pisarz, że w młodości chciał i umiał słuchać tych, którzy byli od niego o wiele starsi, a często nawet w swoich idiosynkrazjach nieznośni. Taka lekcja z lektury tej książki może być ważniejsza od jej literackiego uroku i erudycyjnego bogactwa.

Nowe Książki, 2007-08-02

W dialogu I

Edycja zawiera przede wszystkim komentarze do twórczości autora "Biblioteki Babel", a także relacje z jego podróży i wspomnienia przyjaźni literackich. Tom praktycznie całkowicie wolny jest od polityki. "Sztuka i literatura powinny wyzwolić się od czasu. Wiele razy mówiono mi, że sztuka zależy od polityki czy historii. Nie, ja myślę, że to absolutnie nie jest prawda" -- wyznaje 85-letni pisarz, nazywając siebie "umiarkowanym anarchistą".

Rozmowy nagrano na rok przed śmiercią Borgesa. Od lat niewidomy, wciąż pisał, prowadził wykłady, chłonął świat zmysłami, gdyż nie mógł go zobaczyć. Z tych rozmów bije pogoda ducha, wielka skromność, ale i radość z godnie przeżytego czasu. Borges nie wierzył w Boga, wierzył w etyczne postępowanie, które może nie gwarantuje wiecznego żywota, ale daje spokój ducha. Pytany wprost przez argentyńskiego dziennikarza o swój stosunek do wiary odpowiada: "Jeżeli Bóg oznacza to coś w nas, co pragnie dobra, to tak; jeśli natomiast ktoś ma namyśli jakąś indywidualną istotę, to nie, nie wierzę. Wierzę natomiast w intencję etyczną". "W religii katolickiej jest coś zasadniczo niemoralnego; sądzę, że niemoralna jest idea spowiedzi i rozgrzeszenia, bo jeżeli zrobiłem coś źle, inna osoba nie może mnie rozgrzeszyć".

Zdumiewa pamięć zaawansowanego już wiekiem pisarza. Pod koniec życia potrafił z pamięci recytować poematy i fragmenty prozy. Książka nosi tytuł "W dialogu", lecz tak naprawdę dziennikarz nie jest w niej partnerem, to są popisy erudycji (choć niewolne od licznych powtórzeń, które w redakcji tego tomu powinny były zostać usunięte) i pełne sentymentu wspomnienia. Powracają nazwiska wybitnych pisarzy, nie tylko iberoamerykańskich, bo wśród swych mistrzów Borges wymienia i interpretuje m.in. Dantego, Platona i Arystotelesa, a z autorów późniejszych Kiplinga, Melville′a, Kafkę, Poego czy Conrada ("to wielka szkoda, iż Conrad pisał po angielsku, bo tym sposobem pozbawił polską literaturę wielkiego powieściopisarza" -- mówi). Dziwne, że wśród wielu argentyńskich autorów, którym poświęca tak wiele uwagi, niemalże brak wspomnień o młodszym o 15 lat Julio Cortazarze czy też innym wybitnym rodaku, Ernesto Sbato, choć przecież znali się dobrze.

Borges nie pozostawia żadnego przesłania, stroni od spraw bieżących, mało mówi o sobie, za to wiele o swojej twórczości, którą postrzegał jako nadzwyczajny dar ze świata snów. Widzianym obrazom starał się nadawać kształt słowami... i nigdy nie był z ostatecznego efektu w pełni zadowolony.

Rzeczpospolita, 2007-07-23

W dialogu I

Ostatnie, niepublikowane dotychczas w Polsce, dzieło Jorge Louisa Borgesa -- "W dialogu" ujrzało nareszcie światło dzienne. Wydania tej od lat oczekiwanej książki podjęła się Grupa Wydawnicza HELION, opatrując ją swoją marką Editio.

Pierwsza jej część trafia właśnie do Czytelników. Rozmowy z Osvaldem Ferrarim, nagrywane pod koniec życia sędziwego pisarza jako audycje radiowe, stanowią swoistą klamrę dla jego twórczości. Jednocześnie -- według słów samego Borgesa -- są jej kontynuacją, próbą powrotu do źródeł literatury i wskrzeszenia tradycji dialogów platońskich. Błyskotliwe, krótkie konwersacje obfitują w celne spostrzeżenia dotyczące filozofii i literatury, historii i fikcji, wybitnych jednostek i zmian kulturowych, jakie dokonały się na przestrzeni niemal całego ubiegłego wieku. Jorge Luis był wszak naocznym świadkiem wielu z nich.

Książka jest również zbiorem wrażeń z licznych podróży Borgesa i osobistych wspomnień przefiltrowanych przez jego niezwykłą, pełną cytatów i skłonną do tworzenia paradoksów pamięć. Mozaikowy portret wielkiego mistyfikatora, komentatora nieistniejących tekstów, twórcy niepokojących, sprzecznych z logiką wizji i obrazoburczych metafor z pewnością okaże się fascynującą lekturą dla każdego. Czytelnika -- zarówno tego, który doskonale zna twórczość Borgesa, jak i tego, który do tej pory nie sięgnął po żaden z jego utworów.

Pro Arte, 2007-06-04

Naznaczeni przez rewolucję bolszewików

Sto lat temu w Piotrogrodzie doszło do rewolucji, która zmieniła losy świata. Oto historia władzy bolszewików w Rosji ukazana z perspektywy dziewięciu różnych bohaterów.Czy warto po nią sięgnąć?"Rosjanom i narodom ...

Histmag.org, 2017-11-03

Reformacja. Rewolucja Lutra

Pięćsetna rocznica wittenberskiego wystąpienia Marcina Lutra zaowocowała licznymi pracami o tematyce reformacyjnej. Czego nowego dowiemy się z pracy Sebastiana Dudy? Sebastian Duda to doktor teologii, filozof i publicysta, ...

Histmag.org, 2017-11-02