Recenzje

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Maciej Jastrzębski to dziennikarz, który na temat Rosji i mentalności jej mieszkańców wie prawie wszystko. Od lat mieszka w tym kraju, co skutkuje różnymi ciekawymi publikacjami. "Rubinowe oczy Kremla" to jedno z jego dzieł. Opowiada ono o nieznanym obliczu Moskwy, a raczej o jej sekretach.Podziemne bunkry, tajne stacje metra, zaginione biblioteki,ukryte skarby. To tylko niewielki wykres tajemnic, których pochodzenie wyjaśnia nam pisarz. Opiera się się w swojej książce nie tylko na swoich badaniach, ale również na relacjach z ludźmi, którzy twierdza, że wiedzą coś, czego nikt inny nie wie. Ciekawa lektura, która przybliża nam nie tylko mentalność Rosjan, ale również zaznajamia nas z ich stolica i rzekomymi tajemnicami. Pozycja ta zawiera również liczne zdjęcia, co uatrakcyjnia czytanie. Polecam.

http://krotkoacztresciwie.blogspot.com, 2017-05-01

Aced. Uwikłani. Seria Driven

Kolejna część o losach Coltona i Rylee. Dacie wiarę? A przecież mieli już żyć długo i szczęśliwie… K. Bromberg chciała najwyraźniej w ich temacie coś jeszcze dopowiedzieć. Nie ukrywam, że po „Aced. Uwikłani” sięgnęłam z niemałym bagażem obaw. Nie cierpię odgrzewanych kotletów, choć z drugiej strony polubiłam tę parę na tyle, by jeszcze na chwilę zerknąć z ciekawością za okno ich życia. Czy ujrzałam tam coś wartego uwagi? Czy pomysłem na tę część autorka straciła w moich oczach, a może ostatecznie udało się jej obronić całkiem odważny krok w stronę swoich fanów?ZARYS FABUŁYMija sześć lat. Szmat czasu! Nieczęsto mamy okazję wkraczać pomiędzy bohaterów wtedy, kiedy opada już aura zauroczenia i niepohamowanej namiętności. Rylee i Colton mieli już przecież wieść sielankową przyszłość. Tymczasem okazuje się, że nadszedł dla nich okres wielkich prób, nie jednej, a kilku…Zaskakująca wiadomość o ciąży staje się początkiem zmian. Radosna nowina, niosąca ze sobą nutę wątpliwości, zostaje jednak przyćmiona pewnym nagraniem, którym ktoś najwyraźniej planuje Rylee i Coltonowi zaszkodzić. I choć nie mają pojęcia, który z wrogów stawia im pod nogi kłody w tak ważnym dla nich momencie, wkrótce przekonają się, że wstydliwa taśma to jeszcze nie wszystko.CIĄŻA I NIE TYLKOPrzyszli rodzice. Niepewni, niedoświadczeni, pełni radości ale i trosk. Rylee daje z siebie wszystko, próbując podzielić dbanie o siebie z dotychczasową, wymagającą emocjonalnego zaangażowania pracą. Colton zaś stara się zapewnić jej bezpieczeństwo, walcząc jednocześnie z obawami dotyczącymi jego roli jako ojca. Gdyby tylko na tym opierała się kolejna część serii Driven, umarłabym z nudów. Tymczasem okazało się, że czeka mnie miłe zaskoczenie.To już nie czas pierwszych miłostek. I choć namiętność pomiędzy bohaterami wciąż ma się całkiem dobrze, akcja książki została uwita wokół problemów, wcale nie tych wyjętych z codzienności przeciętnego szaraka. Kontrowersyjna taśma, problemy z pracą, niebezpieczny człowiek z bliznami i gra, w której wróg zyskuje przewagę. Nie usłała autorka życia bohaterom różami, zaś w ich błogą codzienność sypnęła kryminałem, który choć nie mrozi czytelnikowi w żyłach krwi, jak na ów gatunek literacki pozytywnie zaskakuje.CZY PO SZEŚCIU LATACH MOŻE BYĆ JESZCZE INTERESUJĄCO?Po sześciu latach u Donavanów nadal jest ciekawie. Powiedziałabym nawet, że bardziej interesująco, aniżeli przedtem. Sama się dziwię, że ukończyłam tę książkę aż tak zadowolona. A obawy dotyczące tego, że „Aced. Uwikłani” to kolejny dowód na to, że autorzy lubią nabijać sobie kieszenie wcześniejszymi sukcesami, bezpiecznie się rozpłynęły. K. Bromberg po prostu miała pomysł i wykorzystując przystępny styl stworzyła coś, po co warto sięgnąć. Myślę, że fanki Coltona i Rylee mogą śmiało brnąć w tę historię dalej.PODSUMOWANIEPara z kilkuletnim stażem, lecz nowa sytuacja. Ta część serii Driven to już nie powieść o dążeniu do szczęśliwej miłości, ale o szczerym uczuciu borykającymi się z przeciwnościami losu. Nietrzymająca się uparcie jednego wątku, dotykająca problemów o zróżnicowanym polu rażenia, począwszy od tych błahych, kończąc na zagrożeniu życia. Nie powiem więc „ale to już było”, bo dla tej serii ów scenariusz jest czymś świeżym. I choć bez „Aced. Uwikłani” mogłoby się obyć, powracając na chwilę do Coltona i Ry bawiłam się całkiem dobrze.

ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com, 2017-04-27

Przyrodni brat

Książka "Przyrodni brat" była dla mnie niewątpliwie zaskoczeniem. Nie wiem, jak inaczej mogę to określić. O ile podczas czytania targało mną mnóstwo sprzecznych emocji, werdykt jest jeden i niezmienny: ten twór jest naprawdę dobry. Autorka wciąga nas w wir wydarzeń już od pierwszej strony - ciężko było się oderwać aż do ostatniej. Penelope Ward wydała tę książkę już jakiś czas temu, ale jej polska premiera będzie miała miejsce 24 maja tego roku. Osoby, które miały okazję przeczytać "Przyrodniego brata" w pierwowzorze bardzo go sobie chwaliły, więc sama byłam ciekawa swoich odczuć po lekturze książki już przetłumaczonej na nasz ojczysty język:) Jestem bardzo zadowolona, choć pojawiło się kilka zgrzytów, o których wspomnę wam za chwilkę.Na uznanie zasługuje ta cudowna, hipnotyzująca okładka. Książka jest naprawdę fajnie wydana, tłumaczenie jest solidne i wszystko jest bardzo czytelne. W tej kwestii nie ma się nawet do czego przyczepić. Zarys fabuły już znacie. Ale jak to wszystko wyglądało z mojego punktu widzenia? Cóż, relacja między bohaterami nie jest dla nikogo żadną nowością. Oczywiście Greta i Elec z początku nie pałają do siebie entuzjazmem - choć można by powiedzieć, że jest to raczej jednostronne. Dalej już znacie ten schemat. Nie przepadają za sobą, nagle coś zaczyna iskrzyć i przechodzimy do szczęśliwego happy endu... blablabla, nuda. Muszę wam jednak powiedzieć, że mylicie się, wrzucając tę powieść do jednego wora razem z innymi tworami z tego gatunku. Owszem, są tu widoczne podobieństwa, jednak nie było to dla mnie uderzające podczas lektury. O ile trochę się martwiłam, że zastanę tu tylko odgrzewane kotlety, nic takiego się nie wydarzyło. Jak już wspominałam, autorka ma niesamowity talent do intrygowania czytelnika. Praktycznie od samego początku jesteśmy ciekawi tego, jak się to wszystko dalej potoczy. Ciekawe i zabawne potyczki słowne między bohaterami nieraz doprowadzały mnie do śmiechu, a ich chwile szczerości i dzielenia się uczuciami do łez. W "Przyrodnim bracie" mamy również ukazany bardzo interesujący wątek konfliktu między synem a ojcem. Nie do końca wiemy o co chodzi, bo tajemnica zostaje rozwikłana dopiero pod koniec, ale to właśnie potęguje naszą ciekawość. Mimo oczywistego faktu, że "Przyrodni brat" jest romansem, znajdziemy tu również kilka ważnych lekcji, które utkwią nam w pamięci. Powieść ta bowiem nie jest pozbawiona walorów psychologicznych i nieraz zmusza nas do zastanowienia się, gdzie zmierzamy w naszym życiu i czy aby na pewno nie omija nas jakaś szansa, której wykorzystanie skutkowałoby polepszeniem się jakości naszej egzystencji. Coś, co bardzo mi się spodobało w tej książce, to ukazanie rodzinnej tragedii, o której jest wzmianka w opisie. Uczucia Eleca po tym wszystkim, co się wydarzyło, są bardzo plastycznie ukazane i jesteśmy w stanie niemal doświadczyć tego, co chłopak przeżywał na przestrzeni lat. Powieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych - najpierw mamy przedstawione wydarzenia z przeszłości, gdzie postaci są jeszcze niedojrzałe i niepewne swoich uczuć, natomiast później jesteśmy świadkami przeskoku o 7 lat, gdzie Greta i Elec spotykają się po raz pierwszy od swojego rozstania. Oboje podczas tego czasu wydorośleli i zdobyli jakiś bagaż doświadczeń, co było widać po ich zachowaniu. Mimo tej nabytej dojrzałości, Greta wciąż czasem irytowała mnie swoją lekkomyślnością. Czas przejść do tematu, który niestety lekko zniszczył mi radość z czytania. Mianowicie główna bohaterka, Greta. Od początku postrzegałam ją jako dziecinną, ale sądziłam, że po tych 7 latach coś się zmieni. Myliłam się. Nadal była taka głupiutka, przewrażliwiona i po prostu upierdliwa, bo nie wiem, jak to inaczej nazwać. Jej chora fascynacja Elekiem, której w żaden sposób nie próbowała ukryć, po pewnym czasie była po prostu żenująca. Nieraz odkładałam książkę na bok na kilka minut, bo po prostu ciężko było uwierzyć w to, co ta dziewczyna odwalała. O ile trudny charakter Eleca byłam w stanie pojąć, bo przecież miał on ciężkie dzieciństwo, to Grety raczej nic nie usprawiedliwia. Właściwie to nie wiem, co ten chłopak w niej widział XD Jak to mówią, miłość bywa ślepa.Podsumowując: "Przyrodniego brata" polecam wszystkim osobom lubiącym romanse, które nie są zbyt bardzo przeczulone na głupiutkie główne bohaterki, a przynajmniej są w stanie przymknąć na to oko. Książka jest naprawdę przyjemna, w sam raz na wiosenne wieczory. Naprawdę się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać, choć nie była to zbyt wymagająca lektura. Mimo to wciągnęła mnie i ciężko się było od niej oderwać. Warto czekać na premierę :)

Książkowy zakątek, 2017-04-25

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Rzadko odnoszę się do recenzji moich książek, ale z szacunku dla recenzenta Cezarego Rudzińskiego postanowiłem odnieść się do kilku uwag. 1. Wydaje mi się, że nie każdy zna nazwiska i biografie stalinowskich katów, a publikacje książkowe mają najczęściej na celu pokazanie, że nie tylko Stalin odpowiadał za zbrodnie, ale również ludzie tacy jak wspomniany w książce Kaganowicz. Rolą autora i dziennikarza nie jest popisywanie się swoją wiedzą, bowiem wtedy nie byłoby sensu rozmawianie z ludźmi, a jedynie przekazywanie im wiedzy „wszystkowiedzącego” autora. Rolą autora w mojej ocenie jest nieustanne "dziwienie się" rzeczywistością i zadawanie pytań, aby znaleźć odpowiedzi nie tylko dla siebie, ale również a może przede wszystkim dla czytelników, którzy nie zawsze są uzbrojeni w taką wiedzę. I tak jak wielcy reportażyści, którzy są dla mnie niedościgłym wzorem tacy jak : Camus, Hemingway, Kapuściński przypominam, że nie stawia się znaku równości między autorem, a narratorem, co oznacza, że narrator, inaczej książkowy przewodnik jest również tylko bohaterem z kart danej publikacji. Przy tym również należy oddzielać zdania wypowiadane przez innych bohaterów od wypowiedzi narratora, co wyraźnie w mojej książce czynię. 2. Jakub Bruce nie interesował autora z punktu widzenia jego osiągnięć wojskowych i politycznych, ale ze względu na jego "tajemniczość" w odbiorze przeciętnych mieszkańców Moskwy i powstających wokół jego postaci legend. Jednak w kilkuzdaniowej notce biograficznej tegoż bohatera znalazły się wszystkie ważne funkcje i role jakie przypisane są do postaci Bruce’a. Z dostępnych, także w języku polskim źródeł możemy dowiedzieć się również, że -"Jego staraniom zawdzięczała ówczesna Rosja wprowadzenie i rozwój nowożytnego drukarstwa (w 1706 założył w Moskwie i prowadził pierwszą drukarnię państwową). Był również autorem pierwszego słownika rosyjsko-holenderskiego i pierwszej w historii Rosji wydanej na koszt państwa książki – podręcznika geometrii (Gieometrija sławienski ziemliemierie, Moskwa 1708)." Tak, więc wypowiedzi zawarte w książce, a odnoszące się do stwierdzenia mojej książkowej rozmówczyni, iż Jakubowi B. Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki, pierwsze wyprawy archeologiczne na Syberię, pierwszy kalendarz astrologiczny itp.. mają jak wynika z kontekstu charakter ogólny i wskazują na znaczącą rolę Bruce w rozwoju wielu dziedzin we współczesnej mu Rosji, a nie na to, iż wydrukował on pierwszą książkę, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo kto tego dokonał. Na pewno nie Iwan zwany Drukarzem, bowiem jego dziełem jest owszem pierwsza księga, ale taka jak wskazują źródła historyczne, o której wiemy kiedy i kto ją wydrukował. W odróżnieniu od Iwana Drukarza - Bruce nie dokonał pierwszych pojedynczych druków, ale był jednym z prekursorów druku dostępnego szerszemu gronu odbiorców. Odnosząc się do śmierci Piotra I i błędnej daty zawartej w książce, to pragnę zauważyć iż w książce nie ma daty śmierci cara. Recenzent jak mniemam zauważył także, że podany tam rok 1714 jest błędem w druku, zawinionym przez autora, za co autor przeprasza. Jeśli uważnie przeczytać kilka zdań dotyczących tej kwestii, to z treści wynika, iż Piotr zmarł dziesięć lat wcześniej niż Bruce, czyli skoro podana w książce data śmierci Jakuba, to 1735 rok, to nijak 1735 minus 1714 nie daje różnicy dziesięciu lat. W wielkim skrócie wyjaśniam, że – Piotr I rozchorował się jesienią 1724 roku i zmarł kilka tygodni później czyli na początku 1725 roku. Gdyby nie chochlik drukarski, który zamienił „2” na „1” nie byłoby tematu. 4. Autor wspominając historię Czeka - NKWD - KGB - FSB wymienił podstawowe instytucje, a nie ich "wydziały", "oddziały" i zmieniające się „zarządy” i "odnogi". Wskazane przez recenzenta GPU nigdy nie był samodzielną instytucją, ale funkcjonował w ramach NKWD. Dopiero wraz z utworzeniem KGB policję polityczną wraz ze strukturami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi wydzielono z resortu spraw wewnętrznych jako instytucję odrębną, ale dopiero w 1954 r.5. Odnośnie kwestii dotyczącej kompleksu wystawienniczego WDNCH. Recenzent zwrócił uwagę, że kompleks ten zmienił nazwę na WWC - rzeczywiście tak było i zdarzyło się w 1992 roku, ale najwidoczniej recenzent przestał bywać w Rosji przed 2014 rokiem, kiedy to ponownie wrócono do nazwy WDNCH i do dziś taka właśnie nazwa obowiązuje. 6. Odnosząc się do tłumaczenia słowa poganyj, to ma ono wiele znaczeń jak zauważył recenzent i ukłon w jego stronę, że aż tyle ich wymienił. Pominął jednak kontekst znaczeniowy nazywany „rligijno – historycznym”, który wskazuje, iż kontekście legend o "nieczystych siłach" słowo poganyj może również oznaczać "przeklęty" i o takie znaczenie chodziło autorowi, a jest ono zgodne ze wskazaniami rosyjskiego słownika, w którym znaczenie religijno - historyczne słowa poganyj odnosi się do: siły nieczystej, praktyk pogańskich i generalnie zjawisk oraz osób, które uznawane były za „przeklęte”, nawiedzone lub nieczyste.Mam nadzieję, że recenzent wybaczy mi, że nie odniosę się zbyt szczegółowo do uwag, dotyczących odległości, a także czasu przejścia podziemnymi korytarzami i piwnicami jakiegoś odcinka w porównaniu do poruszania się po wyasfaltowanych ulicach, ponieważ to kwestia sprawności poruszania się i umiejętności zachowania się w ekstremalnych sytuacjach. W wielkim uproszczeniu od fontann w Ogrodach Aleksandrowskich do Nikitskiego Pereułka trzeba pokonać minimum 400 metrów, jeśli nie 500, a nie jak napisał recenzent kilkadziesiąt. I przy okazji zwracam uwagę, że nie ma w tej części miasta ulicy Grigoriewski Piereułok, bowiem nie ma w tym miejscu ulicy Grzegorza, a jest Gieorgijewski Piereułok, czyli ulica Jerzego. Mnie i moim przewodnikom przejście piwnicami, studzienkami kanalizacyjnymi i walącymi się tunelami zajęło wiele godzin. Być może osoba o niezwykłych umiejętnościach zrobiłaby to w kilka minut. Przy tym wszystko zależy od celu takiego "podróżowania" można Plac Czerwony przejść w 3 minuty, ale można również przemierzać go godzinami, podobnie jak to dzieje się na wystawach, czy w muzeach. Jedni tylko przechodzą, a inni zatrzymują się, aby popatrzeć i porozmawiać. Podobnie jak nie odniosę się do opowieści moskiewskich przewodników o tym, że zamachowiec, który strzelał do Lenina został rozstrzelany w podziemiach maneża, bowiem są to opowieści mające podkreślić klimat strachu wokół tego miejsca. Natomiast, gdzie NKWD rozstrzeliwało jeńców i więźniów politycznych jak zapewne recenzent wie, nie da się ustalić, ponieważ w NKWD funkcjonował zwyczaj, iż takiej informacji nie pozostawia się w formie pisanej, aby zawsze można było odciąć się od każdej zbrodni. Przykładem jest tu trudność ze zlokalizowaniem miejsca zgładzenia ofiar Obławy Augustowskiej. Nie odniosłem się tu do wszystkich uwag recenzenta, ponieważ skoncentrowałem się na tych, które w ocenie pana Rudzińskiego są istotne z punktu widzenia faktografii i topografii. Mam nadzieję, że chociaż w tak krótkiej formie, ale usatysfakcjonowałem recenzenta rozszerzeniem wiedzy na kwestie, co do których ma on zastrzeżenia. Dziękuję recenzentowi za uwagi i zgadzam się, że drobiazgowość, ale także zrozumienie kontekstu i klimatu, w którym dzieje się historia jest niezwykle ważne.

Polskie Radio, 2017-04-24

Zranieni

Sidney i Peter poznają się przez przypadek. To była randka w ciemno. Miał być happy end, jednak do niego nie doszło. Mało tego, szybko okazuje się, że idealny Peter jest wykładowcą akademickim, a Sidney ma być jego asystentką i studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Jak dalej potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami.Takich książek jak ta jest wiele. Romans nauczyciela i uczennicy na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Takie historie piszą nie tylko autorzy powieści, ale również samo życie. Nie powiem jednak, żeby nudziło mi się w trakcie lektury.Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi sposób, w jaki wykreowano Petera. Sidney nieziemsko grała mi na nerwach i kilka razy miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Przydałby się jej mocniejszy kopniak od tego, który zaserwowało jej życie. Fakt, sporo przeżyła, ale mogłaby sobie dać czasem na wstrzymanie.Książka jest krótka, lecz przepełniona ludzką krzywdą. Jej objętość działa zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Nie pozwala nam się nudzić, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu. To pierwszy tom cyklu. Mam nadzieję, że autorka rozwinie je w dalszych częściach.Nieco obawiałam się tego, że znajdę tu sceny seksu, które mnie zniesmaczą. Nic z tych rzeczy. Jest pikantnie, ale autorka stopniowo dawkuje napięcie. Jestem ciekawa, co zaserwuje mi dalej.Powieść może i jest momentami przewidywalna, ale mimo to będę czekać na kontynuację. Jestem ciekawa tego, jakie demony skrywają przede mną bohaterowie. Liczę też na to, że Sidney trochę się ogarnie.

http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl, 2017-04-24

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Maciej Jastrzębski to dziennikarz, który na temat Rosji i mentalności jej mieszkańców wie prawie wszystko. Od lat mieszka w tym kraju, co skutkuje różnymi ciekawymi publikacjami. "Rubinowe oczy Kremla" to jedno z jego ...

http://krotkoacztresciwie.blogspot.com, 2017-05-01

Fueled. Napędzani pożądaniem

Jakiś czas temu pisałam wam o książce „Driven. Namiętność silniejsza niż ból „. Jak wiecie, byłam pozytywnie zaskoczona tą historią. Dlatego zapraszam was na recenzje drugiego tomu „Fueled. Napędzani ...

Zaczytanamarzycielka8.blogspot.com, 2017-05-11