Recenzje

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Rzadko odnoszę się do recenzji moich książek, ale z szacunku dla recenzenta Cezarego Rudzińskiego postanowiłem odnieść się do kilku uwag. 1. Wydaje mi się, że nie każdy zna nazwiska i biografie stalinowskich katów, a publikacje książkowe mają najczęściej na celu pokazanie, że nie tylko Stalin odpowiadał za zbrodnie, ale również ludzie tacy jak wspomniany w książce Kaganowicz. Rolą autora i dziennikarza nie jest popisywanie się swoją wiedzą, bowiem wtedy nie byłoby sensu rozmawianie z ludźmi, a jedynie przekazywanie im wiedzy „wszystkowiedzącego” autora. Rolą autora w mojej ocenie jest nieustanne "dziwienie się" rzeczywistością i zadawanie pytań, aby znaleźć odpowiedzi nie tylko dla siebie, ale również a może przede wszystkim dla czytelników, którzy nie zawsze są uzbrojeni w taką wiedzę. I tak jak wielcy reportażyści, którzy są dla mnie niedościgłym wzorem tacy jak : Camus, Hemingway, Kapuściński przypominam, że nie stawia się znaku równości między autorem, a narratorem, co oznacza, że narrator, inaczej książkowy przewodnik jest również tylko bohaterem z kart danej publikacji. Przy tym również należy oddzielać zdania wypowiadane przez innych bohaterów od wypowiedzi narratora, co wyraźnie w mojej książce czynię. 2. Jakub Bruce nie interesował autora z punktu widzenia jego osiągnięć wojskowych i politycznych, ale ze względu na jego "tajemniczość" w odbiorze przeciętnych mieszkańców Moskwy i powstających wokół jego postaci legend. Jednak w kilkuzdaniowej notce biograficznej tegoż bohatera znalazły się wszystkie ważne funkcje i role jakie przypisane są do postaci Bruce’a. Z dostępnych, także w języku polskim źródeł możemy dowiedzieć się również, że -"Jego staraniom zawdzięczała ówczesna Rosja wprowadzenie i rozwój nowożytnego drukarstwa (w 1706 założył w Moskwie i prowadził pierwszą drukarnię państwową). Był również autorem pierwszego słownika rosyjsko-holenderskiego i pierwszej w historii Rosji wydanej na koszt państwa książki – podręcznika geometrii (Gieometrija sławienski ziemliemierie, Moskwa 1708)." Tak, więc wypowiedzi zawarte w książce, a odnoszące się do stwierdzenia mojej książkowej rozmówczyni, iż Jakubowi B. Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki, pierwsze wyprawy archeologiczne na Syberię, pierwszy kalendarz astrologiczny itp.. mają jak wynika z kontekstu charakter ogólny i wskazują na znaczącą rolę Bruce w rozwoju wielu dziedzin we współczesnej mu Rosji, a nie na to, iż wydrukował on pierwszą książkę, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo kto tego dokonał. Na pewno nie Iwan zwany Drukarzem, bowiem jego dziełem jest owszem pierwsza księga, ale taka jak wskazują źródła historyczne, o której wiemy kiedy i kto ją wydrukował. W odróżnieniu od Iwana Drukarza - Bruce nie dokonał pierwszych pojedynczych druków, ale był jednym z prekursorów druku dostępnego szerszemu gronu odbiorców. Odnosząc się do śmierci Piotra I i błędnej daty zawartej w książce, to pragnę zauważyć iż w książce nie ma daty śmierci cara. Recenzent jak mniemam zauważył także, że podany tam rok 1714 jest błędem w druku, zawinionym przez autora, za co autor przeprasza. Jeśli uważnie przeczytać kilka zdań dotyczących tej kwestii, to z treści wynika, iż Piotr zmarł dziesięć lat wcześniej niż Bruce, czyli skoro podana w książce data śmierci Jakuba, to 1735 rok, to nijak 1735 minus 1714 nie daje różnicy dziesięciu lat. W wielkim skrócie wyjaśniam, że – Piotr I rozchorował się jesienią 1724 roku i zmarł kilka tygodni później czyli na początku 1725 roku. Gdyby nie chochlik drukarski, który zamienił „2” na „1” nie byłoby tematu. 4. Autor wspominając historię Czeka - NKWD - KGB - FSB wymienił podstawowe instytucje, a nie ich "wydziały", "oddziały" i zmieniające się „zarządy” i "odnogi". Wskazane przez recenzenta GPU nigdy nie był samodzielną instytucją, ale funkcjonował w ramach NKWD. Dopiero wraz z utworzeniem KGB policję polityczną wraz ze strukturami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi wydzielono z resortu spraw wewnętrznych jako instytucję odrębną, ale dopiero w 1954 r.5. Odnośnie kwestii dotyczącej kompleksu wystawienniczego WDNCH. Recenzent zwrócił uwagę, że kompleks ten zmienił nazwę na WWC - rzeczywiście tak było i zdarzyło się w 1992 roku, ale najwidoczniej recenzent przestał bywać w Rosji przed 2014 rokiem, kiedy to ponownie wrócono do nazwy WDNCH i do dziś taka właśnie nazwa obowiązuje. 6. Odnosząc się do tłumaczenia słowa poganyj, to ma ono wiele znaczeń jak zauważył recenzent i ukłon w jego stronę, że aż tyle ich wymienił. Pominął jednak kontekst znaczeniowy nazywany „rligijno – historycznym”, który wskazuje, iż kontekście legend o "nieczystych siłach" słowo poganyj może również oznaczać "przeklęty" i o takie znaczenie chodziło autorowi, a jest ono zgodne ze wskazaniami rosyjskiego słownika, w którym znaczenie religijno - historyczne słowa poganyj odnosi się do: siły nieczystej, praktyk pogańskich i generalnie zjawisk oraz osób, które uznawane były za „przeklęte”, nawiedzone lub nieczyste.Mam nadzieję, że recenzent wybaczy mi, że nie odniosę się zbyt szczegółowo do uwag, dotyczących odległości, a także czasu przejścia podziemnymi korytarzami i piwnicami jakiegoś odcinka w porównaniu do poruszania się po wyasfaltowanych ulicach, ponieważ to kwestia sprawności poruszania się i umiejętności zachowania się w ekstremalnych sytuacjach. W wielkim uproszczeniu od fontann w Ogrodach Aleksandrowskich do Nikitskiego Pereułka trzeba pokonać minimum 400 metrów, jeśli nie 500, a nie jak napisał recenzent kilkadziesiąt. I przy okazji zwracam uwagę, że nie ma w tej części miasta ulicy Grigoriewski Piereułok, bowiem nie ma w tym miejscu ulicy Grzegorza, a jest Gieorgijewski Piereułok, czyli ulica Jerzego. Mnie i moim przewodnikom przejście piwnicami, studzienkami kanalizacyjnymi i walącymi się tunelami zajęło wiele godzin. Być może osoba o niezwykłych umiejętnościach zrobiłaby to w kilka minut. Przy tym wszystko zależy od celu takiego "podróżowania" można Plac Czerwony przejść w 3 minuty, ale można również przemierzać go godzinami, podobnie jak to dzieje się na wystawach, czy w muzeach. Jedni tylko przechodzą, a inni zatrzymują się, aby popatrzeć i porozmawiać. Podobnie jak nie odniosę się do opowieści moskiewskich przewodników o tym, że zamachowiec, który strzelał do Lenina został rozstrzelany w podziemiach maneża, bowiem są to opowieści mające podkreślić klimat strachu wokół tego miejsca. Natomiast, gdzie NKWD rozstrzeliwało jeńców i więźniów politycznych jak zapewne recenzent wie, nie da się ustalić, ponieważ w NKWD funkcjonował zwyczaj, iż takiej informacji nie pozostawia się w formie pisanej, aby zawsze można było odciąć się od każdej zbrodni. Przykładem jest tu trudność ze zlokalizowaniem miejsca zgładzenia ofiar Obławy Augustowskiej. Nie odniosłem się tu do wszystkich uwag recenzenta, ponieważ skoncentrowałem się na tych, które w ocenie pana Rudzińskiego są istotne z punktu widzenia faktografii i topografii. Mam nadzieję, że chociaż w tak krótkiej formie, ale usatysfakcjonowałem recenzenta rozszerzeniem wiedzy na kwestie, co do których ma on zastrzeżenia. Dziękuję recenzentowi za uwagi i zgadzam się, że drobiazgowość, ale także zrozumienie kontekstu i klimatu, w którym dzieje się historia jest niezwykle ważne.

Polskie Radio, 2017-04-24

Zranieni

Sidney i Peter poznają się przez przypadek. To była randka w ciemno. Miał być happy end, jednak do niego nie doszło. Mało tego, szybko okazuje się, że idealny Peter jest wykładowcą akademickim, a Sidney ma być jego asystentką i studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Jak dalej potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami.Takich książek jak ta jest wiele. Romans nauczyciela i uczennicy na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Takie historie piszą nie tylko autorzy powieści, ale również samo życie. Nie powiem jednak, żeby nudziło mi się w trakcie lektury.Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi sposób, w jaki wykreowano Petera. Sidney nieziemsko grała mi na nerwach i kilka razy miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Przydałby się jej mocniejszy kopniak od tego, który zaserwowało jej życie. Fakt, sporo przeżyła, ale mogłaby sobie dać czasem na wstrzymanie.Książka jest krótka, lecz przepełniona ludzką krzywdą. Jej objętość działa zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Nie pozwala nam się nudzić, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu. To pierwszy tom cyklu. Mam nadzieję, że autorka rozwinie je w dalszych częściach.Nieco obawiałam się tego, że znajdę tu sceny seksu, które mnie zniesmaczą. Nic z tych rzeczy. Jest pikantnie, ale autorka stopniowo dawkuje napięcie. Jestem ciekawa, co zaserwuje mi dalej.Powieść może i jest momentami przewidywalna, ale mimo to będę czekać na kontynuację. Jestem ciekawa tego, jakie demony skrywają przede mną bohaterowie. Liczę też na to, że Sidney trochę się ogarnie.

http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl, 2017-04-24

Zranieni

Sidney i Peter to dwójka zranionych ludzi. Jedno przypadkowe spotkanie pobudza ich do życia, ale również budzi ich przeszłość. Czy zdołają z tym wygrać? Czy grozi im coś jeszcze? Według mnie "Zranieni" to historia pełna poplątanych emocji. Czytając tą historię czujemy się jak na karuzeli uczuć, gdyż odczuwamy wszystko co bohaterowie - zaczynając od szczęścia a kończąc na strachu. Dzięki tej książce można zrozumieć, że świat nie jest idealny i że niewyjaśniona przeszłość nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ukazuje się tutaj obraz miłości, która przy dwóch zranionych duszach nie potrafi iść na przód. Jak dla mnie jest to historia inna niż poznane do tej pory i bardzo dobrze obrazuje jak wiele może znaczyć jedno uczucie.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, 2017-04-21

Koszmar Morfeusza

Miłość i namiętność nie zawsze idą ze sobą w parze. Ale kiedy tak się dzieje, powstaje wyjątkowo ognisty związek. Taki, który nie tylko rozpala wszystkie zmysły, ale grozi... poparzeniem. W takim starciu rozum nie ma szans. Nie pozostaje nic innego, jak otworzyć szeroko ramiona i oddać się... zatraceniu.Cassandra nie prosiła się o związek z Adamem. Na dobrą sprawę miał to być tylko niezobowiązujący seks. Przygoda na jedną. Okazało się, że mężczyzna nie tylko zdominował jej ciało, ale też serce. I nie byłoby w tym nic złego, gdy nie to, że Adam ma wiele sekretów i tajemnic. A część z nich... zagraża jej życiu. Na dobrą sprawę powinna wyjechać, dociąć się, zerwać wszelkie kontakty. Zamiast tego coraz bardziej brnie w świat, który wcale nie chciałaby poznać. Coraz bardziej zbliża się do rzeczywistości Adama. Ale czy jest to warte swojej ceny?Wiele razy czytałam erotyki reklamujące się hasłem „zakazana przyjemność”, zapewniające, jak niesamowicie są niegrzeczne czy jak wyuzdane sceny opisują. Z uwielbieniem wyłapywałam wszelkie hasła nawiązujące do sado-maso czy przemocy. To jest obecnie modne, wręcz nie wypada opisywać seksu bez kilku klapsów. I wiele razy czyniłam te same zarzuty. Gdzie ta brutalność? Gdzie ta bezwstydność? Albo nic nie można zrozumieć, albo gasną światła. Bo przecież kilka klapsów to żadna rozpusta, o co więc chodzi z całą tą otoczką? Jedno jest pewne. Wszystko, co czytałam do tej pory, to mały pikuś przy Koszmarze Morfeusza. Ta książka zdecydowane powinna być oznaczona jako 18+. Bezwstydna, brutalna, wyuzdana i erotyczna do granic możliwości. Autorka nie straszy nas groźnymi panami, ona pokazuje nam ich w pełnej krasie. To już nie tylko seks namiętny do granic możliwości, to również najdziksze fantazje i najbardziej okrutne wynaturzenia. Przywykliśmy już od opisów brutalnych morderstw w kryminałach, ale do agresywnego seksu... jeszcze nie. Dlatego od razu uprzedzam, otwieracie tę książkę na własne ryzyko :)Jeśli jednak to zrobicie, to poza niepohamowaną namiętnością, czeka Was też sporo zwrotów wydarzeń. Początkowo akcja nie prowadzi nas w żadnym konkretnym kierunku. Jednak pod sam koniec raptownie przyspiesza, a jej zakończenie jest równie nieprzewidywalne, co zaskakujące. I nie mam bladego pojęcia, co wydarzy się w następnym tomie. Gdybym nie wiedziała, że jest w planach, nawet nie przypuszczałabym, że ta historia jeszcze się nie zakończyła. A tak? Wciąż zastanawiam się co będzie dalej.Paradoksalnie w Koszmarze Morfeusza jest niewiele... Morfeusza. Tak jak i w poprzedniej części, tak i w tej zakończenie zwieńczone jest jego perspektywą. Uwielbiam narrację Adama i mam nadzieję, że kontynuacja będzie zawierać więcej jego partii. Te facet ma w sobie coś, co ułatwia wiele spraw. Podczas gdy Cassandra rozkłada wszystkie na czynniki pierwsze, on „mówi jak jest” i ma to swój niewątpliwy urok.Muszę przyznać, że główna bohaterka czasami mnie irytowała. W pewnym momencie miarka się przebrała. Każdy normalny człowiek uciekłby z krzykiem. O ile w pierwszej części mogłam uwierzyć w toksyczną miłość, o tyle w drugiej miałam wrażenie, że gna ją do Adama już tylko zasada konwencji. Tam samo jak do seksu. Tak niesamowicie niewyżytej bohaterki ze świecą szukać. Cassandro! Uspokój się!Wszystko to nieuchronnie prowadzi do dramatów. Tak, nie jednego, a kilku! Haner bez najmniejszych skrupułów szarpie emocjami czytelników. Raz łamie nam serce, innym razem bulwersuje, a potem nagle otula romantyzmem i czułością. Oj tak, ta powieść to zaprzeczenie nudy czy monotonii, a nawet harmonii. Wszystko, co dobre i złe jest w niej możliwe.Koszmar Morfeusza nie jest książką dla każdego. Pomijając pełnoletność, o której już wspomniałam, wymaga od czytelnika stalowych nerwów i gotowości... na wszystko. Wyobraźnia Haner nie ma granic. Tak samo, jak koszmarny świat Morfeusza. Jeśli tylko masz odwagę... wejdź i przekonaj się... czy dasz radę z niego wyjść.

przepisynawidelcu.blogspot.com, 2017-04-19

Aced. Uwikłani. Seria Driven

Jak wiecie święta spedzałam z najnowszą książką wydaną w naszym kraju autorstwa K.Bromberg. Muszę przyznać, że warto było czekać. Od razu na wstępie wyjaśniam, iż z autorką miałam okazję spotkać się przy premierze „Hard Beat”, które przeczytałam jako pierwsze. Potem przyszła pora na „Sweet Ache” i „Slow burn”. Teraz zaś na „Aced. Uwikłani”. Nie bijcie mnie, zatem jeżeli napisze coś czego nie powinnam, gdyż czytam tę serię od tyłu, a trzy pierwsze części dalej stoją i czekają na swoją kolej. Zresztą znacie mnie, wiecie że dla mnie to coś całkiem normalnego czytać serię odwrotnie niż zalecają. Zaczynajmy.W „Aced. Uwikłani” spotykamy się po raz kolejny z przystojnym kierowcą rajdowym – Coltonem Donavanem oraz pracownicą opieki społecznej Rylee, która jest jego żoną. Akcja zostaje przeniesiona w czasie kiedy to nasza świeża jeszcze para młoda rozpoczyna prawdziwe życie. Nie wszystko idzie jednak po ich myśli i pojawiają się kłopoty. Kłopoty, które sprawiają, że zakochani zaczynają się od siebie oddalać. Nie będę tutaj jednak wprowadzać przerażenia i napiszę, że wcale nie jest tak źle jak Wam się wydaje. Jest coś co ich przyciąga do siebie i podsuwa im do umysłów, aby walczyli o siebie i swoją miłość.Kristy Bromberg jest wspaniałą pisarką. Jej książki stawiają bohaterów w obliczu wyzwań, trudności i przeciwności losu. Każda kolejna część cyklu „Driven” jest bardziej porywająca i pokuszę się tutaj o przyrównanie jej pozycji do wina. Im dalej tym lepiej. Wiem, że to porównanie nie jest adekwatne do mojej wiedzy na temat książek tej autorki, bo nie czytałam pierwszych trzech pozycji, ale czytając od tyłu widzę jak ta seria się zmieniała od „Driven” do „Hard Beat”. No dobra, od „Aced. Uwikłani” do siódmej części. W tej pozycji zostają ujawnione głębokie, spowite mgłą zakątki duszy Coltona i Rylee. Spotykamy się tutaj z problemami bycia celebrytą, a także widzimy osuwanie się po klifie w przepaść depresji, która została napisana w przemawiający do Czytelnika sposób. Możemy poczuć wyobcowanie oraz zaglądnąć w myśli kłębiące się w głowie osoby cierpiącej na tę chorobę. Miłość Coltona i Rylee z dzikiej, nieokiełznanej namiętności przerodziła się w stateczną, ale również prawdziwą i wieczną miłość małżeńską. Bohaterowie dojrzeli, a ich uczucie razem z nimi. Sama nie wiem jak autorka to robi, ale jej książki sprawiają, że chce się porozmawiać z bohaterami (albo to ja jestem jakaś dziwna i chciałam Coltonowi i Rylee pomóc). Mam nadzieję, że będziecie mieć podobnie.„Aced. Uwikłani” to pozycja, która dopełnia i zamyka przygodę Rylee i Coltona. Stwierdzam tak, gdyż czytając ostatnie zdanie poczułam się jakby to był definitywny i ostateczny koniec. Nie zmienia to faktu, że przeczytam pierwsze tomy, które juz od poł roku czekają na półce. Wiem jednak, że warto, mimo poznania zakończenia. Swoją drogą to części z kolorowymi okładkami można czytać bez znajomości poprzednich tomów, więc gdyby znalazł się ktoś tak szalony jak ja i chciałby zacząć przygodę z Bromberg od „Hard Beat” to nie będzie z tym problemów.

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com, 2017-04-19

Ukryta czarodziejka

„Nowoczesna czarodziejka” Debory Geary pozwoliła mi spojrzeć na magię z nieco innej perspektywy. Czy druga część serii, „Ukryta czarodziejka”, równie mocno przypadła mi do gustu?Mimo że książki ...

Mercy In Your Eyes, 2017-04-08

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Księgi króla Salomona? Tajne linie metra i podziemne osiedla? Gwiezdne wrota? Te i inne legendy miejskie poruszają wyobraźnię moskwian. Autor, niestrudzony badacz rosyjskiej duszy, prowadzi nas szlakami podziemnej Moskwy, próbując ...

KONTYNENTY, 2017-04-06