Recenzje

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Drugie oblicze MoskwyMoskwa – największe miasto Europy, istniejące od kilkanastu stuleci, ciągle w rozbudowie, wielu osobom kojarzy się z tajemnicami. Jednak nie o tajemnicach na szczytach władzy pisze Maciej Jastrzębski, a o samym mieście, a właściwie jego podziemiach, z którymi związane są legendy, klątwy i przesądy.Autor zabiera nas w niesamowitą podróż, pokazując podszewkę ogromnego tworu, jakim jest stolica Rosji. Szukając tajemniczej biblioteki bizantyjskich cesarzy, która jakoby miała przejść we władanie Iwana Groźnego, pokazuje nam zarówno podziemia miasta, jak i cząstkę rosyjskiej duszy i mentalności (chociażby poprzez historie o rosyjskim półświatku czy też o współczesnych utrzymankach). Cel opowieści jest jasny – pokazać dwa oblicza Moskwy: to powszechnie znane oraz to ukryte, ale przez to wcale nie mniej realne. Okazuje się, że na terenie rosyjskiej stolicy, uchodzącej za niezwykle kosmopolityczną, nadal można spotkać wielu ludzi, którzy klęski i niepowodzenia przypisują czemuś metafizycznemu, klątwie, idą przez życie opierając się na zabobonach i wcale im to nie przeszkadza w byciu gorliwymi wyznawcami prawosławia.Ale autor serwuje nam nie tylko legendy i przesądy. Prowadzi bardzo ciekawe rozmowy oraz uczestniczy w wyprawach mających na celu zbadanie, czy faktycznie Moskwa skrywa prawdziwe tajemnice. Czy istnieje druga (tajna) linia metra? Czy jest używana? Czy w podziemiach mieszkają ludzie? A może zmutowane zwierzęta? Maciej Jastrzębski dociera do środowiska moskiewskich diggerów i uchyla nieco rąbka tajemnicy, która tak bardzo zawładnęła umysłami szerokiej publiczności, chociażby dzięki serii „Metro” Dmitrija Glukhovsky’ego.Po przeczytaniu tej książki mamy ochotę na więcej. Autor potrafi niezwykle zaciekawić tematem, zarówno poprzez formę, która raz jest bardziej reportażem, aby następnie przejść w esej lub pamiętnik, oraz poprzez treść, w której odkrywa przed nami kilka sekretów Moskwy (zbyt mało jednak, aby zadowolić dociekliwego czytelnika). „Rubinowe oczy Kremla” to pozycja która zaciekawi nie tylko rusofilów, ale każdego kto lubi odkrywanie tajemnic oraz ciekawy reportaż w stylu Kapuścińskiego. Na pewno sięgnę po inne książki tego autora, gdyż czyta się go naprawdę świetnie.

Bookhunter.pl, 2017-06-22

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Według badań Rosjanie rocznie wydają około 30 mld dolarów na usługi wróżek, jasnowidzów, znachorów i okultystów, 52 % badanych wierzy w różnego rodzaju przepowiednie. Skłonność moskwian do dawania wiary we wszystko, co tajemnicze i niewytłumaczone jest porażająca. Niezwykłą popularnością cieszą się w Rosji tzw. miejskie legendy, a na podstawie wielu z nich powstały reportaże telewizyjne i filmy. Z pomocy moskiewskich diggierów, którzy wiedzą niemal wszystko o sekretach podziemnej Moskwy, korzystają nawet służby państwowe.Takiego tematu nie mógł oczywiście zignorować Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Rosji, autor kilku publikacji związanych właśnie z tym krajem. Przy pomocy wieloletniego przyjaciela, wujka Borki i jego niezliczonych znajomych, autor miał okazję naprawdę dogłębnie zbadać temat moskiewskich legend. Wszyscy fani fantastyki postapokaliptycznej, w pierwszej kolejności pomyślą o Metrze-2 rozpalającym zmysły nie tylko bibliofilom. Oczywiście autor nie mógł pominąć tego tematu na mapie swoich wypraw. Nie zabrakło także schronów Stalina, zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, tuneli łączących Kreml z lotniskiem Wnukowo czy Placu Maneżowego owianego licznymi przesądami.Wszystkie swoje spotkania ze znawcami danej legendy Jastrzębski opisuje w formie reportażu, którego ramy bardzo swobodnie łączą się z powieściową fabułą. Badając fobie i lęki Rosjan patrzy na temat wieloogniskowo, nie zapominając o teraźniejszym kontekście każdej historii. Badając przeszłość moskwian jednocześnie ukazuje ich dzisiejsze oblicze, stara się złapać tę niewytłumaczalną aurę, która niewątpliwe jest w stolicy Rosji wyczuwalna.Rubinowe oczy Kremla to kolejna pasjonująca opowieść o Rosji autorstwa Jastrzębskiego. Niewątpliwie zapisuje się on, obok Jacka Hugo-Badera, jako niestrudzony badacz stanu umysłu, jakim jest Rosja. Polecam!

Opętani Czytaniem, 2017-06-21

Przyrodni brat

Muszę przyznać, że już kilkakrotnie natrafiłam w literaturze na motyw miłości między przybranym rodzeństwem. Takiej niby zakazanej, ale jednak nie niemożliwej. Byłam bardzo ciekawa, jak do tematu podeszła Penelope Ward w książce „Przyrodni brat”? Czy powieść nie jest kolejnym tanim romansidłem, które nic nie wnosi?Zaczęło się dość schematycznie. Greta mieszka z mamą i ojczymem i tworzą razem całkiem zgraną rodzinę. Syn Randy'ego z poprzedniego małżeństwa ma z nimi zamieszkać przez rok, bo jego matka musiała wyjechać w zagraniczną delegację. Szybko okazuje się, że Greta i Elec są jak woda i ogień. Ona ułożona, miła, sympatyczna i chętna do pomocy, on wściekły na cały świat, zamknięty w sobie i zbuntowany. Ich pierwsze spotkanie nie wypada najlepiej. Greta za wszelką cenę chce być miła, a Elec odpłaca jej tylko impertynenckimi odzywkami, czym ściąga na siebie gniew ojca. Między Randym a jego synem nie układa się najlepiej, ojciec jest rozczarowany postawą syna, jego wyglądem, zachowaniem i podejściem do życia. Elec nie robi nic, by to zmienić, a wręcz przeciwnie – każdym słowem i gestem utwierdza ojca w przekonaniu, że właściwie go ocenił.Już pierwszego dnia Grata wpada w łazience na nagiego Eleca. Jest zupełnie zahipnotyzowana jego widokiem, tym, że pierwszy raz ma okazję widzieć nagiego mężczyznę. Zamiast przeprosić i wyjść, taksuje go wzrokiem. Elec wcale nie jest tym zażenowany, wykorzystuje sytuację, by po raz kolejny zakpić z siostry. Chłopak robi wszystko, by Greta go znienawidziła, rani ją słowami, wpędza w zakłopotanie, sprowadza do domu co rusz to nowe dziewczyny, zabawki na jedną noc, jednak jego przybrana siostra łatwo się nie poddaje. Chce poznać Eleca, takim jak jest naprawdę, a nie tylko takiego, na jakiego pozuje...Chociaż opis fabuły trąci trochę zwykłym romansem, to książka wcale nie jest banalna. Oprócz skomplikowanej miłości mamy tu wiele innych uczuć, tajemnic i dramatów. Czytamy o rozwodach, niełatwych relacjach w nowych rodzinach, o radzeniu sobie z rozstaniami, o nałogach i buncie. Pozory często mylą, a zbuntowany nastolatek wcale nie jest złym dzieciakiem, a tylko próbuje na siebie zwrócić uwagę. Może zbyt wiele się od niego oczekuje, a może sam zbyt wiele od siebie wymaga, próbuje sprostać trudnej sytuacji, która go przerasta. Nie zabrakło tu pikantnych scen, które zdecydowanie podgrzewają atmosferę. Było też sporo zabawnych momentów, ale też i takich bardzo wzruszających. Rozkleiłam się zupełnie w trakcie tej lektury, przygniótł mnie ciężar emocji, od których do teraz trudno jest mi się uwolnić. Lektura dała do myślenia, skłoniła do rozważań nad życiowymi wyborami, nam tym, jak dzieci ciężko znoszą rozwody, jak niekiedy muszą się stać podporą dla zranionych rodziców, chociaż mogłoby się wydawać, że powinno być odwrotnie. Gretę i Eleca poznajemy, gdy mają po osiemnaście lat, a potem wracamy do nich po kolejnych siedmiu latach. Całą historię opowiada Greta i to ona najbardziej się przed nami odsłania, jednak później mamy też okazję poznać wersję Eleca. Czytamy fragmenty jego autobiograficznej powieści, w której wyjawia najgłębiej skrywane tajemnice.Książkę czytało mi się rewelacyjnie, wciągnęła mnie od pierwszej strony i do ostatniej zupełnie pochłonęła moją uwagę. Napisana jest lekkim, przystępnym językiem, dzięki czemu lektura jest prawdziwą przyjemnością i relaksem. Bohaterowie książki budzą sympatię, z przyjemnością śledziłam ich perypetie i byłam niezmiernie ciekawa finału tej historii. Mam natomiast drobną uwagę do tytuły, który jest mylący. Elec nie jest przyrodnim a przybranym bratem, niby drobiazg, ale znacząco zmienia sytuację. Bez wahania polecam Wam tę lekturę, jednak ostrzegam, że trudno jest się od niej oderwać, więc lepiej wygospodarować więcej wolnego czasu, by nie musieć jej odkładać. „Przyrodni brat” zapewnia dużo emocji, wzruszeń i skłania do refleksji, a do tego to świetna rozrywka i relaks. Czegóż chcieć więcej?

korcimnieczytanie.blogspot.com, 2017-06-21

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Każdy kraj ma swoje legendy. Rosja ma jednak szczególną – o tajemnej komnacie, znajdującej się pod Kremlem, kryjącej bizantyjską bibliotekę pełną cennych woluminów. Ta przekazywana przez kolejne pokolenia opowieść jest symbolem wszechobecnych w tym kraju przesądów. Maciej Jastrzębski zastanawia się, czym jest to spowodowane, zapraszając nas w podróż po Moskwie, której nie zobaczymy w telewizyjnych relacjach czy folderach turystycznych. To miasto pełne ludzi, którzy bardziej niż lekarzowi, wierzą znachorom, a życiowe powodzenie uzależniają od tego, co powie im wróżka. Od lat szukają tajnej linii metra i wspomnianej komnaty, pełnej skarbów z przeszłości. Tu magia i ludowe podanie wygrywają nie tylko z oficjalnym przekazem, ale też ze zdrowym rozsądkiem.To już kolejna książka tego autora, od lat niestrudzenie relacjonującego dla nas w radiowych serwisach informacyjnych najważniejsze wydarzenia z Rosji. Zdążył więc od podszewki poznać mentalność Rosjan i tę słynną „rosyjską duszę”. Jego publikacje układają się już w pewien cykl, który zapewne będzie miał swoją kontynuację.Książkę czyta się z ogromnym zaciekawieniem. Każde kolejne zdanie dostarcza interesujących informacji o kraju, który od wieków budzi w nas mieszane uczucia. Po raz kolejny potwierdza się teza o bezwzględnej władzy i wspaniałym narodzie, który od wieków ugina się od jej brzemieniem. Przekleństwo ostatniego pogańskiego kapłana zdaje się działać tam także w XXI wieku…Maciej Jastrzębski pokazuje tu swą mistrzowską umiejętność snucia opowieści, która jest swobodną gawędą, wciągającą czytelnika w podziemny nurt rosyjskiej stolicy. Jego tkankę stanowią zwykli ludzie, na co dzień zajęci swoimi sprawami i dalecy od trybów wielkiej polityki. Ich lęki i obawy są skoncentrowane na tym, co stanowi o ich prywatnym poczuciu bezpieczeństwa. Dziennikarz trafia więc w sedno prawdy o współczesnej Moskwie, gdzie centrum stanowi polityka Kremla, ale w jego cieniu kwitnie codzienne życie. Reportaż Macieja Jastrzębskiego ociera się tu o literaturę, gdyż kreśli interesujące typy ludzkie i snuje fascynującą, opartą na faktach historię z wątkiem tajemnicy, którą trzeba rozwikłać.Polecam tę lekturę wszystkim, którzy sądzą, że o Rosji wciąż wiedzą za mało, a także tym, którzy są pewni, że wiedzą już wszystko.

urodaizdrowie.pl, 2017-06-13

Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Tytuł tej książki jest świetny. Każdy z jego obu członów przyciąga uwagę, zachęca do lektury. A kto ją już rozpocznie, ten na pewno dotrwa do końca i odłoży z zadowoleniem, że nie stracił czasu. Obchodząca w br. 870-lecie istnienia Moskwa – za początek założenia grodu przyjęto rok 1147 – ma bowiem, podobnie jak wiele innych starych miast, mnóstwo tajemnic. Nie tylko podziemnych. A nazwa jej najstarszej części, Kreml, jedno ze światowych centrów polityki, należy do powszechnie znanych na wszystkich kontynentach.Pracujący w rosyjskiej stolicy polski dziennikarz radiowy wydał właśnie czwartą już książkę poświęconą, przynajmniej częściowo, Rosji. Przybliżającą polskim czytelnikom jej współczesność, przeszłość, problemy, a także legendy, opowieści i ciekawostki. Przy czym w atrakcyjnej postaci szeroko rozumianego reportażu. Jak wiadomo, stosunki polityczne polsko-rosyjskie są obecnie w fatalnym stanie. W niewiele lepszym gospodarcze. Co przekłada się, niestety, także na sferę kultury, nauki i stosunków międzyludzkich. Ruch turystyczny Polaków do Rosji jest znikomy, zwłaszcza w porównaniu z innymi kierunkami wyjazdów. A jest to przecież kraj nie tylko największy pod względem powierzchni na świecie - liczy ponad 17 milionów km² - ale również przebogaty w zabytki, muzea, fantastyczną przyrodę i krajobrazy oraz niezliczone inne atrakcje turystyczne. Mało jednak chyba zainteresowany turystami z Polski, skoro poza od czasu jakimiś hotelami, czy, chyba raz reprezentacją Pskowa, nie prezentuje się od lat na targach turystycznych w Warszawie.Tymczasem kultura rosyjska, przynajmniej tzw. wysoka: literatura, muzyka, sztuka należy do światowego dziedzictwa ludzkości. Każde więc przybliżanie nam tego kraju, jego atrakcji, ale również problemów i ciekawostek, zwłaszcza w sposób obiektywny i atrakcyjny, zasługuje na uznanie oraz zainteresowanie.W recenzowanej książce autor skoncentrował się przede wszystkim, ale nie tylko, na owianych legendami i tajemnicami podziemiach rosyjskiej stolicy. Sieci tuneli rytych od średniowiecza, linii ogólnodostępnego metra, skrytych po ziemią rzeczek i znanych głównie z opowieści tajnych tras kołowych, szynowych i pieszych umożliwiających szybkie oraz bezpieczne przemieszczanie elit władzy i uprawnionych do tego służb.Przy pomocy znawcy miasta, znacznie starszego, moskiewskiego przyjaciela nazywanego Borysem Anatolijewiczem lub Wujkiem Borią, postaci rzeczywistej lub wymyślonej na potrzeby książki poznaje tajemnice i ciekawostki rosyjskiej stolicy.Pomagają mu w tym znajomi przyjaciela, zwłaszcza tzw. diggerzy, ludzie różnych zawodów, którzy penetrują moskiewskie podziemia, traktując to jako przygodę i poszerzanie wiedzy o przeszłości miasta. Uczestnicząc wraz z nimi w podziemnych wyprawach, autor też stara się jak najwięcej dowiedzieć na ten temat, wspomagając wiedzę lekturami. Punkt wyjścia książkowych opowieści o tytułowych tajemnicach podziemnej Moskwy stanowi nie tyle próba odnalezienia, co zdobycia jak najwięcej faktów i informacji na temat sławnej biblioteki starożytnych i średniowiecznych ksiąg.Przywiezionych podobno w posagu przez Zofię (Zoe) Paleolog (1455-1503), bratanicę ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna XI (1405-1453), gdy wychodziła za mąż za księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego (1440-1505), dziada Iwana IV Groźnego (1533-1584). Rzekomo gdzieś ukrytej przez tego ostatniego.W księgozbiorze tym znajdowały się podobno nie tylko nie zachowane gdzie indziej księgi z różnych dziedzin wiedzy, ale także magii, którą - to jeden z późniejszych wątków - interesował się zarówno ten krwawy car, jak i Józef Stalin.Do moskiewskich legend o skarbach należy nie tylko ta biblioteka, ale również podobno gdzieś ukryta „Czarna Księga” Jakuba Bruce’a (1670-1735), feldmarszałka w służbie Piotra I Wielkiego (1672-1725), a zarazem astronoma i astrologa. Autor pisze również o tajnych podziemnych przejściach korytarzami i przez piwnice, które zdołał poznać oraz o wielu liczniejszych – i wielu związanych z nimi opowieściami i legendami, także fantastycznymi, „z bajdurzeniem o silach nieczystych” oraz również absurdalnych, od których odcina się, ale o nich słyszał lub czytał.Legendy, m.in. o klątwie rzuconej na Moskwę przez najwyższego kapłana pogańskiego boga słońca i życia Jariły po wprowadzeniu chrześcijaństwa, mieszają się w książce i relacjach jej autora z faktami. Np. odkryciem w 1930 r. przez geologa Iwana Gubkina (1871-1939) pod miastem wielkiego podziemnego zbiornika słonej wody, nad którym znajduje się tylko krucha pokrywa o grubości od 500 do 1000 m. Co stanowi dla stolicy ogromne zagrożenie. Zacytuję z książki:„Nadmiernie obciążona (tunele, podziemne korytarze, domy i wysokie budynki wznoszone jeden na drugim) cienka skorupa już trzeszczy, Aż któregoś dnia pęknie i wtedy niemal całe centrum Moskwy zwali się pod ziemię.”Jak już wspomniałem, wiele uwagi autor poświęca tunelom i stacjom metra, z jego ciekawostkami oraz tajemnicami. Jak również podobno istniejącemu „metru nr 2”, głębszemu, ściśle strzeżonemu i niedostępnemu zwykłym śmiertelnikom. I chociaż autor stara się oddzielać bezsporne fakty od opowieści i legend, niekiedy przenikają się one, ale czyta się to doskonale.Zwłaszcza, że w opisy te wtrącane są informacje o aktualnych wydarzeniach, jakie miały miejsce w mieście w latach 2013-2016, a także historyczne. Podobnie jak uwagi na temat współczesnej Rosji i jej mieszkańcach oraz te dotyyczące odbioru przez nich kremlowskiej propagandy. „Jeżeli ktoś – pisze np. autor – wierzy w nadprzyrodzone moce magów, skłonny jest też uwierzyć, że Rosję otaczają wrogowie, którzy nieustannie przeciwko niej spiskują.” A jest to, dodam, stały element tej propagandy, znany mi dobrze z, w miarę możliwości, codziennego oglądania serwisów informacyjnych i dyskusji politycznych moskiewskiej TV.Ale przeczytać można również, zaczerpnięte przez mieszkańców z tego źródła, ich opinie o „tragedii gospodarczej, jaką przeżywa Polska, gdy Rosja przestała kupować od niej jabłka.” Nie brak jednak także wtrętów historycznych, m.in. na temat zbrodni stalinowskich. Chociaż bardzo zaskoczyło mnie stwierdzenie autora relacjonującego rozmowę z jednym z penetratorów stołecznych podziemi, że nie miał pojęcia, iż za zbrodnię katyńską odpowiadał także Łazar Kaganowicz (1893-1991), m.in. inicjator i nadzorca budowy moskiewskiego metra oraz wysoki funkcjonariusz partyjny i państwowy ZSRR.Przecież nazwiska tych zbrodniarzy: Stalina, Berii, Mołotowa, Woroszyłowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, którzy podpisy znalazły się na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów oraz funkcjonariuszy policji i KOP w 1940 roku, powinien znać każdy, przynajmniej wykształcony Polak. Nie mówiąc już o dziennikarzu pracującym w Moskwie. Nieścisłości, pominięć i błędów, na jakie natrafiłem w trakcie lektury tej książki, jest sporo. Co, niestety, pozostawia pod znakiem zapytania ścisłość i rzetelność innych zawartych w niej informacji. A chodzi zarówno od fakty historyczne, jak i błędy topograficzne.W przypadku wspomnianego już Jakuba Bruce’a autor nie tylko pominął istotny fakt, jakim była jego rola jako rosyjskiego feldmarszałka, a nie tylko astrologa i astronoma. Ale również palnął bzdurę, że „jemu Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki”. Przecież człowiek nawet tylko jako tako znający dzieje Rosji i jej kultury powinien wiedzieć, że pierwszym drukarzem cyrylicą, a zarazem, wraz z Piotrem Mścisławcem, autorem pierwszej wydrukowanej tym alfabetem książki „Apostoł”, był Iwan Fedorowicz (1510-1583). Nazywany też Fedorem Drukarzem, lub po rosyjsku Fiodorem Pierwopieczatnikom. Dodam, że był on absolwentem Akademii Krakowskiej, drukował we Lwowie, a książka ta ukazała się w roku 1564, a więc 6 lat przed urodzeniem Jakuba Bruce’a.Car Piotr I Wielki, którego dokładną datę i okoliczności śmierci miał, jak pisze autor książki, przewidzieć tenże feldmarszałek, astronom i astrolog, zmarł nie w 1714, lecz w 1725 roku. Pisząc o przeszłości sowieckiego aparatu represji KGB, wśród jego poprzedników wymienił Cz.K. (Czeka – Czerezwyczajnaja Komisja stworzona przez Feliksa Dzierżyńskiego oraz NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), którego funkcjonariusze wykonywali zbrodniczy rozkaz zamordowania polskich oficerów w Katyniu i innych miejscowościach w Rosji i na Ukrainie. Pominął natomiast, także krwawe, istniejące w latach 1922-1934 GPU (Gławnoje Polituczeskoje Uprawienie – Główny Zarząd Polityczny, od 1923 r. OGPU). Nie wiem, bo nie udało mi się znaleźć na ten temat żadnych wiarygodnych informacji, na czym autor oparł swoje stwierdzenie, że terrorystka – anarchistka Fanna Kapłan, która 30.8.1918 r. strzelała do Lenina poważnie raniąc go, rozstrzelana została w gmachu Maneżu, który już chyba wówczas służył celom wystawienniczym. Zaś „czekiści” egzekucje wykonywali w swoich piwnicach.Z innych nieścisłości jakie zauważyłem wspomnę, że sławna w czasach radzieckich WDNCH (Wystawa Osiągnięć Gospodarki Narodowej), odżywająca w ostatnich latach, zmieniła już dosyć dawno nazwę na WWC – Wszechrosyjskie Centrum Wystawiennicze. Z placu Maneżowego nawet w cichą noc, a takich w Moskwie raczej nie ma, nie sposób usłyszeć „stukotu końskich kopyt na Wasilewskom Spuskie”, bo te dwa miejsca oddziela nie tylko spora odległość, ale i mury Kremla.Poganyj Prud, jak niegdyś nazywano Czistyje Prudy, nie znaczy „przeklęty”, ale nieczysty, paskudny, wstrętny, ewentualnie obrzydliwy. Jeżeli chodzi o nieścisłości topograficzne, to chyba najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie autora, mieszkającego od dawna w Moskwie, że idąc na jedną z podziemnych wypraw z placu Maneżowego ulicą Twerską (przez wiele lat Gorkiego), do najbliższej przecznicy musiał przejść „kilkaset metrów’. W rzeczywistości do pierwszej po prawej stronie: Grigoijewskogo pierieułka jest zaledwie kilkadziesiąt metrów, a po lewej do Nikitskiego piereułka o kilkanaście więcej.To jeden z najbardziej znanych i uczęszczanych fragmentów Moskwy. Mieszkałem tam kiedyś przez pewien czas w pobliżu i odcinek ten pokonywałem co najmniej dwa razy dziennie w 2-3 minuty. Nie mogę też zrozumieć, jaką podziemną trasą szedł autor z tego miejsca przy Twerskiej w okolicę „Bolszowo Teatra” (opery) „przez kilka godzin”, skoro oba te miejsca dzieli tylko jedna przecznica, a po powierzchni ziemi droga zajmuje najwyżej 4-5 minut. Może czepiam się drobiazgów, ale rzetelność w opisywaniu konkretnych miejsc i faktów historycznych decyduje o zaufaniu czytelnika do innych zawartych w książce informacji.A jest ich, jak już wspomniałem, mnóstwo i przedstawione zostały ciekawie. Z wieloma świetnymi spostrzeżeniami i danymi. Oto parę cytatów dotyczących metra.„Za ścianami tuneli, którymi codziennie pędzą pociągi, są ukryte pomieszczenia. Bunkry, centra dowodzenia, laboratoria, magazyny i wreszcie tajne szlaki komunikacyjne służące elitom kraju.” „...miejsc, w których słychać przejeżdżające (pod ziemią) pociągi, choć w pobliżu nie ma żadnej linii, jest w Moskwie wiele.”Przeczytać też można o historii tajnych linii stołecznego metra, jak również o raporcie amerykańskiego departamentu obrony z 1991 r., w którym znajdują się (opublikowane w Wikipedii) informacje o tajnej linii rządowego metra w Moskwie, a w innym miejscu książki również o prawdopodobnych trzech jego trasach. Podobnie o tunelach wykopanych jeszcze w czasach Iwana Groźnego, którymi mogły poruszać się wozy konne, aby w razie niebezpieczeństwa można było wywozić z Kremla skarby. Sporo wrzuconych w narracje na inne tematy informacji dotyczączy także współczesnego życia w tym mieście oraz w Rosji, z faktami dotyczącymi również Polski.Np. o znanym, przynajmniej mnie, z innych źródeł wyroku na mieszkańca Permu, skazanego kilka lat temu za opublikowaniu w Internecie tekstu o wspólnej napaści Niemiec i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. „Gdyż było to negowanie ustaleń Trybunału Norymberskiego”. A, zdaniem sądu, „tego typu treści będą kształtować przekonanie o negatywnej działalności Związku Radzieckiego, a przecież ze szkolnych lekcji powinien (podsądny) wiedzieć, że takiej działalności nie było.” Nie brak też przypomnień zbrodni stalinizmu.A jeżeli chodzi o „podziemną Moskwę”, również informacji o eksperymentach przeprowadzanych w latach 60.-70. XX w. na temat reakcji ludzie na dłuższe przebywanie w podziemiach, z konkluzją: człowiek traci wówczas zdolności do skoordynowanego działania w grupie.Jest w książce również mało prawdopodobna, ale opowiadana wielokrotnie historia czerwonoarmisty, który rzekomo zasypany został w 1941 r. - podczas bombardowania - w piwnicy domu, i błąkał się w podziemiach miasta przez 14 lat, żywiąc się konserwami i suchym chlebem ze znajdowanych magazynów wojskowych, do czasu aż znaleźli go budowniczowie metra.Są również informacje o ludziach, którzy z różnych powodów żyją pod ziemią latami. Mieli nawet swojego kapłana, popa Mikołaja, który udzielał im pomocy. Ciekawe w tej książce są obszerniejsze teksty o przestępczości kryminalnej w Moskwie w ciągu ostatnich ponad 30. lat, m.in. zabójstwie w 2009 r. szefa gangsterskiego podziemia „Japończyka” – Wiaczesława Iwankowa i w 2013 r. jego następcy „Dziada Hasana” – Asłana Usajana. O powiązaniach po rozpadzie ZSRR oligarchów, polityków i urzędników z kryminalistami oraz informacja, że dopiero pod rządami Putina udało się zlikwidować przewagę bandytów nad milicją i służbami specjalnymi, a następnie ograniczyć ich rolę.W końcowych rozdziałach książki – łącznie jest ich 15 w 5 częściach plus Wstęp i Zakończenie, znalazły się także inne tematy. We wstępie znalazła się opowiastka o uczcie nad rzeką Moskwą, na której 4.4.1147 r. wielki książę kijowski Jurij Dołgoruki (ok. 1090-1157) poinformował innych książąt, że w tym miejscu zbuduje nowy gród. Czytając ją przypomniała mi się „Stara Baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego. Ciekawe okazały się opowieści o roli oraz wykorzystywaniu w Moskwie urody dziewcząt i kobiet w zdobywaniu bogatych mężów i kursami dla tych, które chcą „upolować” milionerów. A także zjawisku „sponsoringu”., z uwagą: „Rosjanki umiejętność wyciągania pieniędzy i upominków opanowały do perfekcji”.O moskiewskiej „złotej młodzieży” i – do niedawna – jej bezkarności, zwłaszcza w rozbijaniu się drogimi samochodami. W tym także o klubach, w których zarezerwowanie stolika, z konsumpcją, ale już bez drogich alkoholi, kosztuje 10-15 tys. dolarów. Jak również - snuta niemal przez całą książkę - historia kopalni diamentów nad rzeką Popigaj w kraju krasnodarskim, w której pracowali więźniowie oraz polscy jeńcy wojenni, którzy w memencie jej likwidacji (po wybuchu wojny w 1941 r.) mieli zostać zamordowani przez NKWD-zistów, z zaskakującym finałem.Opowiadana sukcesywnie, lub czytana w jego notatkach, przez wspomnianego na początku książki (i wielokrotnie później) moskiewskiego przyjaciela autora, ale ze zdjęciem nie jego, lecz polskiego dziennikarza na tle baraku łagru w tajdze z lat 1940-1943, bez słowa o tym, kiedy odwiedził tamto miejsce i co sam tam zobaczył. W książce jest bowiem również trochę zdjęć, chociaż raczej marnej jakości, a także spora bibliografia w językach polskim i rosyjskim, książkowa oraz internetowa. W sumie stanowi to sporo ciekawej, dobrze napisanej lektury, z mnóstwem faktów, hipotez, legend oraz wątkami sensacyjnymi. Z przyjemnością ją czytelnikom polecam.

kurier365.pl, 2017-06-12

Koszmar Morfeusza

Uczucie, strach i pożądanie. Te trzy słowa, doskonale opisują książkę pt. „Koszmar Morfeusza”. Kolejna część serii, jest równie bardziej niebezpieczna i tajemnicza. To wszystko, dla czytelniczek o mocnych ...

http://redaktor21.bloog.pl/, 2017-05-11

Zranieni

H.M. Ward jest niekwestionowaną królową niezależnych publikacji cyfrowych. Jej powieści sprzedały się w milionach egzemplarzy. Jako pisarka odniosła wielki sukces. Z wykształcenia jest teologiem, z zawodu fotografką, ...

recenzje-beaty.blogspot.com, 2017-05-11