Ballada o Czarnych Srokach - Maria Bujak

Kup książkę

54.90 zł
32.94 zł (32,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Muszę uciekać.

Te słowa odbijały się w jej głowie niczym echo w górach. Niczym warczenie dzikich bestii, które czekały na nią w przerażająco ciemnym lesie, rozciągającym się tuż przy chacie. Nie miała zamiaru się poddać. Musiała uciekać.

Nie była to jej pierwsza próba, jednak żywiła nadzieję, że będzie ostatnią - tą, po której wreszcie stanie się wolna. Drżącymi dłońmi podniosła ubranie, które spadło na ziemię, przy okazji sprawiając, że kolejne wypadło z za małej torby. Zdusiła przekleństwo.

W pokoju panował bałagan, którego nie chciała zrobić. Lubiła porządek. Świadomość, że ma wszystko pod kontrolą, dawała poczucie bezpieczeństwa. Chociaż im dłużej mu się przypatrywała, tym bardziej dostrzegała, że nieład w pomieszczeniu idealnie odwzorowywał to, co działo się w głowie Elaine.

Zignorowała ubrania, tak samo jak myśli, które się jej uczepiły. W tym momencie czas wydawał się jedynym sprzymierzeńcem. Ona miała powrócić dopiero za kilka godzin, a jej długie podróże zdarzały się naprawdę rzadko. Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, Elaine nie miała zamiaru tracić szansy. Złapała mocno torbę i nałożyła ją na ramię. Pierwszy raz miała wrażenie, że serce naprawdę będzie w stanie wyskoczyć z piersi. Nie przejmowała się tym. Brak serca wydawał się lepszym rozwiązaniem niż pozostanie w tym miejscu.

W domu, który nigdy nim nie był.

Wkroczyła do kuchni, mając zamiar zabrać kilka ostrych noży. Dzięki nim miałaby szansę ochronić się przed dzikimi bestiami ukrytymi w odmętach lasu. Oraz ludźmi czyhającymi na nią w mieście, które znała z opowieści. Miała nadzieję, że ostrza odstraszą nieprzyjaciół samym widokiem, ponieważ nie była pewna, czy byłaby w stanie ich użyć. Jedynym nożem, którym potrafiła się posługiwać, był nóż do masła.

Świat jest zły, kochanie.

Zacisnęła powieki, gdy usłyszała w głowie jej głos. To nie była prawda. Ten dom był zły, ona była zła, ale nie świat. Schowała ostry nóż do torby.

- Co robisz?

Te słowa wydawały się nierealne, jakby wypowiedziane tylko w jej głowie albo gdzieś w oddali. A jednak kobieta, do której należał głos, stała na drugim końcu pomieszczenia. Naprzeciwko kuchni, w drzwiach wejściowych. W drzwiach prowadzących do wolności, której Elaine tyle lat pragnęła. W tym momencie zrozumiała, że jest skończona. Wszelkie nadzieje, plany, marzenia miały spełznąć na niczym i znów zostać zakopane głęboko w otchłani umysłu.

Przecież nie mogła na to pozwolić. Nie teraz, gdy była tak blisko. Nie, gdy odnalazła w sobie odwagę, której tyle lat szukała.

- Miałaś wrócić za kilka godzin - rzekła Elaine, starając się powstrzymać drżenie głosu.

- Zapomniałam jednej rzeczy. - Kobieta utkwiła w niej badawczy wzrok. - Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

Głos miała spokojny jak zawsze, co przerażało jeszcze bardziej. Za tym cierpliwym tonem kryło się bowiem coś demonicznego, coś, czego człowiek o zdrowych zmysłach unika lub przed czym ucieka, jeśli już stanie z tym twarzą w twarz. Po kobiecie o kruczoczarnych włosach można było spodziewać się wszystkiego.

Dlatego Elaine nie dziwiła się swojemu ojcu, że uciekł od tej kobiety, nim ona pojawiła się na świecie. Sama nie wiedziała, jakim sposobem przeżyła z nią osiemnaście lat.

W końcu spojrzała prosto w jej oczy, tak boleśnie podobne do swoich.

- Odchodzę.

Ton miała spokojny, a jednocześnie twardy. Tego dnia wolała zginąć niż odpuścić, chociaż w środku trzęsła się ze strachu. Była za bardzo pochłonięta myślą o wolności, aby się poddać.

Matka przyglądała się jej, unosząc brew. Wydawało się, że postanowienie Elaine ją bawi. Jakby nie wierzyła, że córka jest do tego zdolna. W pewnym momencie dziewczyna usłyszała mroczny śmiech. Przeszedł ją dreszcz.

- Słucham? - parsknęła kobieta. - Skarbie, rozmawiałyśmy na ten temat.

- To ty mówiłaś - sprostowała odważniej, niżby się po sobie spodziewała. - Mam dość życia tutaj. Nie widziałam miasta, dworu...

- Dlatego nie powinnaś wychodzić - przerwała jej karcąco.

Powoli zaczęła się do niej zbliżać. Widząc ten powolny ruch, dziewczyna cofnęła się nieznacznie. W jej oczach stanęły łzy strachu. Zaczynało docierać do niej, że była naiwna, myśląc, że zdoła uciec.

W tym momencie matka widziała w niej jedynie przerażone zwierzę, a nie prawie dorosłą kobietę, która pragnie decydować o swoim życiu. Elaine czuła się żałośnie. Czy naprawdę marzenie było tak głupie i naiwne?

- Robisz ze mnie tę złą, prawda? - wycedziła matka. - Przez całe osiemnaście lat dawałam ci wszystko. Poświęciłam się dla ciebie, abyś miała godne warunki, żebyś była bezpieczna. Nauczyłam cię wszystkiego!

- Mamo...

- Chcesz zobaczyć, jak to jest mieć złą matkę?

Rzuciła się na nią, a Elaine krzyknęła i odskoczyła. Nie panowała już nad łzami. Tak bardzo się bała. Wiedziała, do czego dojdzie, jeśli się nie postawi. Matka nie miała zamiaru odpuścić. Nigdy nie odpuszczała. Zamiast tego usilnie starała się ją dopaść i ukarać na swój własny sposób.

Zachowanie Elaine było doprawdy żałośnie przewidywalne. Zawsze drżała ze strachu, starając się uciec do innego pomieszczenia. W tym przypadku padło na salon, co kobiecie było na rękę. Spojrzała na drzwi po prawej stronie, dając Elaine jasny znak, co planuje. Pokręciła żałośnie głową, czując na plecach chłód i wilgoć piwnicy. Choć była tam kilka lat temu, do tej pory doskonale pamiętała strach, który jej wtedy towarzyszył.

- Nie pozwolę ci mnie zamknąć! - wrzasnęła i gdyby nie to, że były oddalone wiele kilometrów od miasta, z pewnością ktoś by ją usłyszał.

We wspomnieniach pojawiły się sceny z jej trzynastych urodzin. Matka znów chciała zastosować wobec niej tę samą okrutną karę. Była wręcz pewna, że chciała uwięzić ją w piwnicy - za nieposłuszeństwo, którego tak bardzo nienawidziła. A Elaine przerażały ciemność, ciasne pomieszczenia oraz kajdanki założone na nadgarstki. W swoje trzynaste urodziny obiecała sobie, że nigdy nie dopuści do podobnej sytuacji - nie zdenerwuje matki na tyle, by ta postanowiła ukarać ją w taki sposób.

Jednak minęło pięć lat i choć cel pozostał ten sam, zmienił się sposób dążenia do niego. Nie zasłużyła na takie traktowanie, nie zasłużyła na więzienie we własnym domu. Choć tuż przed podjęciem decyzji czuła się jak rozkapryszone, niewdzięczne dziecko, coś głęboko w duszy podpowiadało, że powinna uciekać. Że miłość matki do córki nie powinna tak wyglądać. To, co z nią robiła, jak ją karała, czego jej zabraniała - to nie było normalne.

- Życie nie jest kolorowe - mówiła matka tym samym spokojnym tonem, co chwilę wcześniej. - Musisz się tego nauczyć. Ja muszę cię tego nauczyć.

- Zamykając mnie w chłodnej piwnicy?! - Płakała tak bardzo, że łzy zniekształcały obraz. - Nie tym razem! Wyjdę stąd i nigdy nie wrócę, rozumiesz?!

Kobieta ponownie wybuchnęła przerażającym śmiechem.

- A jeśli cię powstrzymam? Co zrobisz? Znów pójdziesz w kąt i zaczniesz płakać?

Elaine pokręciła po raz kolejny głową, wsuwając dłoń do torby. Wyczuła pod palcami chłód metalu. Gdy ujęła rękojeść noża, zniknęły wszystkie wątpliwości. Miała dość. Czuła się jak zdziczałe zwierzę zamknięte na lata w klatce. W tym momencie zawładnęły nią furia i desperacja. Nie miała siły dłużej rozmawiać z matką, nie miała siły tkwić w tych czterech ścianach. Bo nawet najpotulniejsza zwierzyna, katowana przez lata, prędzej czy później była w stanie zaatakować.

Dlaczego nie mogła zaczerpnąć czystego powietrza, jak kobieta, która ją wychowała? Nie rozumiała tego, a wszelkie próby znalezienia odpowiedzi kończyły się albo rozciętą wargą, albo czymś znacznie gorszym.

- Zabiję cię - odezwała się spokojnie. - Jeśli mnie nie wypuścisz, zabiję cię.

Myślała, że ją tym wystraszy. Było to jednak tylko czcze gadanie, ponieważ nie miała pojęcia, czy byłaby w stanie odebrać komuś życie. Nie umiała skrzywdzić nawet myszy, która dorwała się kiedyś do ich jedzenia. I matka doskonale o tym wiedziała.

- Nie bądź śmieszna. - Jej wzrok zsunął się na torbę córki. - Oddaj mi to śmieszne narzędzie i zapomnijmy o sprawie.

- Nie chcę zapomnieć.

Przez chwilę nic się nie działo. Matka z córką stały naprzeciw siebie, tak odmienne, a jednocześnie tak bardzo podobne. W końcu kobieta ponownie rzuciła się na dziewczynę. Elaine nie była na to gotowa. Runęła na ziemię, a z torby wysypała się większość rzeczy. Nie wiedziała, co ma robić, wpadła w panikę. Kopała, krzyczała, mimo to matka wydawała się od niej silniejsza. W pewnym momencie złapała ją za szyję, a Elaine poczuła mocny ucisk. Z sekundy na sekundę zaczynało brakować jej tchu.

- Było idealnie, my byłyśmy idealne! Nie zepsujesz mi tego, rozumiesz?!

Te słowa wydawały się w tamtym momencie bez znaczenia. Zamiast się na nich skupić, ze wszystkich sił starała się walczyć o każdy oddech. Szarpała się, a jej stopy uderzały o drewnianą podłogę, jakby miało to w czymkolwiek pomóc.

Zabije mnie - pomyślała, gdy wydawało się, że za chwilę wyda swoje ostatnie tchnienie. Nie umiała się bronić, była żałośnie wijącym się robakiem, którego czarnowłosa pragnęła zniszczyć. Tego dnia w głowie Elaine wydarzyło się tak wiele. Jeszcze nigdy nie czuła w sobie aż tylu skrajnych emocji. Pragnęła to zakończyć.

W pewnym momencie los się do niej uśmiechnął. Gdy wierzgała rękami na wszystkie strony, wyczuła pod palcami znajomy chłód metalu. Przymknęła oczy, błagając wszystkich istniejących bogów o wybaczenie. Nie wiedziała... nie umiała postąpić inaczej.

- Wolałabym, abyś umarła, niż stąd wyszła - mówiła matka.

Elaine nie analizowała. Nie widziała innego wyjścia, działała pod wpływem instynktu. Przez całe swoje życie poznała jedynie ten język. Język przemocy. Nie znała innych technik samoobrony. To była jej jedyna szansa. Chciała się po prostu bronić.

Ostatkiem sił chwyciła za nóż, a następnie wbiła go w plecy kobiety. Od tamtego momentu wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Matka otworzyła usta, zaskoczona tym, co zrobiła jej córka. Uścisk na szyi zelżał, dzięki czemu Elaine znów mogła normalnie oddychać. Zepchnęła kobietę ze swoich bioder i zaczerpnęła powietrza, a w jej oczach na nowo pojawiły się łzy. Tym razem jednak były one wywołane ulgą. Zaczęła rozpaczliwie kaszleć.

Dopiero po chwili skierowała wzrok w stronę matki. Wydawała się jeszcze bardziej bezbronna niż ona sama chwilę wcześniej.

Dziewczyna była w zbyt wielkim szoku, by kolejne kroki podejmować logicznie. Czuła w sobie pustkę i tak naprawdę nie zdawała sobie sprawy, co właściwie uczyniła i jakie mogą być tego konsekwencje. Działała automatycznie. Wstała i na trzęsących się nogach podeszła do ciała matki. Skupiła wzrok na nożu i wyciągnęła go z jej pleców tak gwałtownie, że kobieta zaniosła się wrzaskiem. Elaine odsunęła się na tyle, aby ta nie mogła jej zaatakować. Nie wiedziała jeszcze, że nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie tego zrobić. Nie zwróciła nawet uwagi na czerwoną kałużę, która z każdą chwilą powiększała się u jej stóp.

Zabrała torbę, w której starannie ułożyła wszystkie swoje rzeczy. Wytarła nóż z krwi i schowała go na miejsce. Jej dłoń zadrżała, co jako jedyne mogłoby wskazywać, że dziewczyna ma w sobie jeszcze jakieś uczucia.

- Popełniasz błąd - usłyszała nagle słaby głos. - Myślisz, że ktoś ci pomoże? Jesteśmy oddalone od miasta o kilkanaście kilometrów. Nie dasz rady tam dotrzeć. Umrzesz, zanim zdążysz zobaczyć jakiegokolwiek człowieka. A nawet jeśli kogoś spotkasz... - Zakaszlała. - Nikt ci nie pomoże. Ludzie to potwory ubrane w piękne stroje.

Słowa kobiety docierały do niej niczym odległe echo. Czuła się jak w bańce, jak dziecko we mgle, które słyszy jakieś głosy, jednak nie jest w stanie odgadnąć ich sensu.

Elaine zabrała kilka kolejnych noży z kuchni. Sprawdziła, czy ma dostateczną ilość jedzenia i wody, po czym wygrzebała z płaszcza matki złote monety. Nie miała pojęcia, do czego mogłyby się przydać, jednak ona zawsze brała je ze sobą, gdy wychodziła na zewnątrz. Po chwili namysłu zabrała również płaszcz.

- Nie martw się - powiedziała na odchodne. - Poradzę sobie lepiej, niż sobie to wyobrażasz.

Nie spojrzała już w kierunku matki. Chyba podświadomie nie chciała zobaczyć, co właściwie zrobiła. Konsekwencje tego czynu miały w nią uderzyć dopiero za kilka dni. A za kilka lat... z podwójną siłą. Odwróciła się w stronę drzwi i ignorując wrzaski kobiety, która powinna być jej całym światem, wybiegła z domu. Wbiegła do lasu, rozpoczynając nowy, nieznany etap.

Przysięgając sobie, że już nigdy nie pozwoli się uwięzić.