Beckham. Najlepsi piłkarze świata - Matt Oldfield, Tom Oldfield

Kup książkę

29.90 zł
17.94 zł (17,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Zwycięzca

Paryż, 18 maja 2013 r.

To była właśnie ta chwila. Po 20 latach zawodowego uprawiania piłki nożnej niesamowita kariera Davida dobiegła końca. Zawsze wiedział, że jego ostatni mecz będzie bardzo emocjonalnym wydarzeniem, ale nie spodziewał się, że będzie musiał powstrzymywać łzy jeszcze przed rozpoczęciem spotkania.

- Czy podjąłem właściwą decyzję? - zastanawiał się David.

Miał 38 lat i jego organizm wysyłał sygnały ostrzegawcze, mówiąc mu, że ma już dość. Ale głowa podpowiadała, aby nadal robił to, co kocha. Tego samego zdania zdawali się być kibice PSG zgromadzeni na stadionie Parc des Princes.

"Beckham, jeszcze jeden rok, prosimy!" - można było przeczytać na jednym z transparentów.

Ale nie, on chciał odejść, gdy wciąż był w wyśmienitej formie, gdy wciąż mógł pomóc swojej drużynie.

W trakcie swojej kariery David grał z wieloma gwiazdami. Wymieniał ich sobie w myślach:

Eric Cantona, Ryan Giggs i Paul Scholes - w Manchesterze United

Michael Owen, Steven Gerrard i Wayne Rooney - w reprezentacji Anglii

Ronaldo, Roberto Carlos, Zinedine Zidane i Luís Figo - w Realu Madryt

Landon Donovan i Robbie Keane - w LA Galaxy

Paolo Maldini, Ronaldinho i Kaká - w AC Milan

A teraz Zlatan Ibrahimović w PSG. Co za lista! Móc nazywać ich wszystkich przyjaciółmi i kolegami z drużyny było wielkim zaszczytem. Wszyscy oni inspirowali Davida do ciągłego dążenia do poprawy i perfekcji. Podobnie jak oni on zawsze był zwycięzcą.

- Jesteś gotowy, Becks? - spytał Zlatan, przybijając mu piątkę.

- Nigdy nie będę bardziej gotowy - odpowiedział z uśmiechem David, poprawiając opaskę na ramieniu. Trener PSG, Carlo Ancelotti, uczynił go kapitanem w ostatnim w sezonie meczu rozgrywanym na własnym boisku, przeciwko Brest.

Rodzina Davida była obecna na stadionie Parc des Princes, a imiona jego dzieci - Brooklyn, Romeo, Cruz i Harper - zostały wyszyte na jego specjalnych biało-czerwono-niebieskich butach marki Adidas. Dzieci znaczyły dla niego bardzo wiele, podobnie jak żona, Victoria.

Obok ich imion widniały numery jego koszulek: 7, z którym grał w Manchesterze United i reprezentacji Anglii, 23, który nosił w Realu Madryt i LA Galaxy, oraz 32, z którym występował w barwach AC Milan i PSG.

A obok widniała flaga Wielkiej Brytanii. Bez względu na to, gdzie David grał - w Hiszpanii, Ameryce, Włoszech czy Francji - zawsze był dumny z tego, że jest Anglikiem.

- No dobrze, zróbmy to! - krzyknął do kolegów z drużyny.

Już po czterech minutach gry PSG prowadziło 1:0 dzięki kolejnej bramce Zlatana. To był niewątpliwie wspaniały dzień dla mistrzów Francji, ale czy David będzie mógł zrobić coś spektakularnego, by uczcić swój własny wielki dzień? Czy jego niesamowita prawa noga będzie w stanie wykrzesać dziś jeszcze odrobinę magii?

Od dzieciństwa David ciężko pracował, aby jak najlepiej wykorzystać swój talent. Miał nietypową technikę uderzania piłki, a godziny ćwiczeń doprowadziły ją do perfekcji. Jeśli chodzi o strzały z dystansu, dalekie podania, rzuty wolne i rożne, był najlepszy w swoim fachu.

W 30. minucie meczu PSG wywalczyło rzut rożny. Gdy David szedł do narożnika, zwolnił, aby móc kilka sekund dłużej cieszyć się bliskością fanów. Bez względu na to, w jakiej drużynie grał, gorący doping kibiców zawsze go napędzał. To on dodawał mu sił i ducha walki. David przypomniał sobie swoje dwa rzuty rożne wykonane w finale Ligi Mistrzów w 1999 roku, kiedy Manchester United walczył o potrójną koronę. Cóż to był za wieczór!

Mecz kończy się dopiero w momencie, w którym rozbrzmiewa ostatni gwizdek - tego nauczył go dawny trener z Manchesteru United, sir Alex Ferguson. David wrzucił piłkę w pole karne. Kolejna niebezpieczna centra, ale czy znajdzie się ktoś, kto skończy? Tak, partner ze środka pola, Blaise Matuidi, był na posterunku. Uderzył piłkę z woleja i zdobył bramkę. 2:0!

- Dzięki! Jesteś najlepszy! - krzyknął uszczęśliwiony pomocnik.

David cieszył się z ostatniej asysty, ale czy mógłby pokusić się o zdobycie jeszcze jednego, ostatniego w karierze gola? W PSG nie strzelił ani jednej bramki, wciąż jednak był czas, aby pożegnać się w dobrym stylu.

Kiedy jego drużyna wywalczyła rzut wolny, kibice skandowali nazwisko Davida. Ale on był graczem zespołowym, a nie samolubnym łowcą bramek. To była kolej na strzał Zlatana.

- Zrób mi tę przyjemność! - powiedział do kolegi z drużyny.

- Tak jest, kapitanie!

Szwedzki napastnik przymierzył, ominął mur i umieścił piłkę w okienku. 3:0!

- Beckham, żałuj! - śmiał się Zlatan, kiedy razem cieszyli się z gola.

Na 10 minut przed końcem meczu nadszedł czas, by David opuścił boisko po raz ostatni. Dał z siebie wszystko, tak jak zawsze. Wziął głęboki wdech i starał się nie rozpłakać, ale to nie było łatwe. Kiedy koledzy podbiegli, by go objąć, nie mógł powstrzymywać dłużej emocji. Gdy dotarł do trenera Ancelottiego, który czekał przy linii bocznej, łzy już ciurkiem spływały mu po twarzy.

- To historyczna chwila - rozległ się głos spikera. - DAVID...

- BECKHAM! - skandowali kibice.

- Merci, David! - krzyczeli.

David Beckham! David Beckham! David Beckham!

Po meczu David zrobił rundę wokół boiska, bijąc brawo. Grał w barwach PSG tylko przez 5 miesięcy, ale naprawdę czuł się tu jak w domu. Koledzy z drużyny podrzucili go wysoko - raz, drugi i trzeci na szczęście.

- Będziemy za tobą tęsknić, Becks! - krzyczeli.

David wiedział, że on też będzie za nimi tęsknił. Będzie mu brakowało gry w piłkę nożną. Przecież to było jego całe życie. Trudno było uwierzyć, że jego niesamowita kariera dobiegła końca. Piłkarska przygoda zaprowadziła go z Londynu do Paryża, przez Manchester, Madryt, Los Angeles, Mediolan i wiele innych ekscytujących miejsc.

Dzięki ciężkiej pracy i poświęceniu wspiął się na szczyt w swoim ukochanym Manchesterze United, stając się jednym z najbardziej znanych piłkarzy na świecie. Choć jego gablota była już wypełniona po brzegi, David trzymał w niej miejsce na jeszcze jedno trofeum: medal mistrza Ligue 1.

- Chcę podziękować wszystkim w Paryżu: kolegom z drużyny, pracownikom klubu, kibicom - mówił do mikrofonu, trzymając na ramionach flagę Anglii jak pelerynę. - Zakończenie mojej kariery tutaj było czymś naprawdę wyjątkowym. Czuję, że osiągnąłem wszystko, co mogłem. Chciałem odejść jako mistrz i tak właśnie się dzieje.

Na poziomie klubowym David zdobywał tytuły mistrza ligi w czterech krajach: Anglii, Hiszpanii, USA, a teraz we Francji. Był jedynym Anglikiem, który to osiągnął, a wygrał także Ligę Mistrzów i Puchar Anglii.

Na poziomie reprezentacyjnym David nie zdobył żadnego trofeum, ale i tak miał wiele powodów do dumy. Zaliczył 115 występów dla swojego kraju, w tym 58 z opaską kapitańską. Grał na trzech mistrzostwach świata i strzelił bramki na każdym z nich.

Nie, nie udało mu się poprowadzić Trzech Lwów do chwały, ale przeszedł drogę od winowajcy w 1998 roku po bohatera narodowego w 2001 roku, kiedy dzięki swojemu rzutowi wolnemu w ostatniej minucie meczu z Grecją doprowadził Anglię do Mistrzostw Świata w 2002 roku. Angielscy kibice nigdy mu tego nie zapomną.

To był strzał, który wymagał prawdziwej odwagi, a odwaga była jednym z największych atutów Davida, wraz z jego niesamowitą prawą nogą.