Rozdział 1
Kilka miesięcy później, marzec
- Będziesz w końcu musiała z nimi porozmawiać.
River uniosła spojrzenie na Raya, a potem ponownie popatrzyła na swój talerz.
- Nie, raczej nie - powiedziała, dłubiąc w makronie.
- To wykracza poza normalne zachowanie.
- A wcześniejsze było jakkolwiek normalne? - Znowu podniosła na niego wzrok i tym razem zatrzymała go na dłużej.
Mężczyzna westchnął ciężko i potarł skronie palcami. River rozumiała, w jak trudnej sytuacji teraz się znajdował. Był pomiędzy nią a pozostałą trójką. Starał się nie obierać żadnej ze stron i jakoś ich pogodzić, ale to nie należało do łatwych zadań, bo nikt jawnie nie przyznawał, że są pokłóceni. Dryfowali w stanie zawieszenia.
- Nie odpuścisz im, prawda?
- Chcę tylko usłyszeć prawdę na temat mojej matki.
- River. - Ray kolejny raz użył tego ostrzegającego tonu. - Jest wiele rzeczy, których nie rozumiesz, i... - Zamilkł, jakby sam nie wiedział, co należy powiedzieć.
River nie chciała dłużej grać w tę grę, która trwała już od ponad dwóch miesięcy. Był początek marca, a ona wciąż nie przeprowadziła żadnej normalnej rozmowy z Vincentem, Loganem czy Isaakiem. Wszyscy trzymali się na dystans i tak samo ona. Męczyło ją to, ale nie potrafiła przestać. Zapętliła się w swojej złości do nich i nie wiedziała, jak to teraz rozwiązać. Nie dostrzegła też żadnego gestu, który sugerowałby, że pozostała trójka również chce zakończyć tę cichą wojnę.
Ich rozmowy ograniczały się do krótkiego przekazu informacji. Zazwyczaj były to komunikaty na temat tego, o której River kończy zajęcia, gdzie idzie i na jak długo. Jej szlaban oficjalnie upłynął po miesiącu, ale wciąż musiała meldować każdy swój ruch. Czasem się witali lub życzyli sobie dobrej nocy. Nic więcej. Tęskniła za nimi bardziej, niż się spodziewała. Znów chciała mieć ich wszystkich razem, spędzać z nimi wieczory przed telewizorem i wysłuchiwać ich przekomarzania się. Brakowało jej wszystkiego, co wspólnie robili. Czuła się pokonana, nie jak wygrana, a przecież w pewien sposób wygrała.
Wciąż miała przyjaciół, którzy nie zrazili się całą tą sytuacją. Wciąż miała Russella, który wcale nie zamierzał z niej rezygnować. A jej ojcowie w milczeniu przyglądali się temu, jak River wychodzi na spotkania z nim. Zrozumiała, że dali jej ciche przyzwolenie, choć w żaden sposób nie byli z tego powodu zadowoleni. Zakładała, że to zasługa Raya, który przemówił im do rozsądku lub zmusił ich do takiego zachowania. Dużo też mogło pomóc to, co zrobił Russell, który wszedł prosto w paszczę lwa i wyszedł z niej cało. Mogła się tylko domyślać, co stanowiło prawdziwy powód tej zmiany. Wciąż pilnowali ją na każdym kroku, ale teraz wiedziała dlaczego. Jej matka wróciła i groziła Loganowi. Groziła całej czwórce.
River jednak nie czuła się zagrożona w żaden sposób. Chciała konfrontacji. Chciała spotkać kobietę, która zostawiła ją kilkanaście lat temu. Porozmawiać z nią i poznać powód tej rozłąki. Pragnęła tylko odrobiny prawdy, żeby móc zrozumieć całe to zamieszanie. I przede wszystkim chciała wiedzieć, dlaczego kobieta wróciła i dlaczego groziła jej ojcom. Dlaczego nagle chciała odnowić kontakt z córką i dlaczego używała do tego tak brutalnych środków. River miała do niej wiele pytań i łudziła się, że dostanie odpowiedź choć na kilka z nich.
Ale przez ponad dwa miesiące nie spotkała osoby, która ją urodziła. Czasami kiedy wychodziła ze szkoły, rozglądała się dookoła i zastanawiała, czy gdzieś pomiędzy ludźmi stoi jej matka. Tak samo robiła, idąc ulicą czy będąc w sklepie. Wyobrażała sobie, jak wygląda, i pisała w głowie scenariusze ich pierwszego spotkania. Chciała być przygotowana, a z drugiej strony nie chciała jej spotkać. Miała czterech wspaniałych opiekunów, choć nie rozmawiała z trzema z nich. Była zła, smutna i czasem było jej przykro, ale to nie zmieniło faktu, że wciąż ich kochała.
I miała nadzieję, że oni wciąż kochają ją.
- Tęsknię za nimi - wyznała po chwili.
- Oni za tobą też.
- Wiem. - Pokiwała głową. - Ale nie wiem, jak miałabym przestać być tak bardzo zła.
Nie rozmawiali więcej.
River skończyła jeść, posprzątała po kolacji i pożegnała się. Opuściła mieszkanie Raya, a na korytarzu spotkała Ellie i Vincenta, którzy właśnie gdzieś wychodzili. Ellie uśmiechnęła się do niej ciepło i ją uściskała, a Vincent szybko skierował się w stronę schodów, nie czekając na windę. Najwidoczniej nie chciał spędzać w towarzystwie River więcej czasu niż to konieczne. To on poczuł się najbardziej urażony podczas ich małej rozprawy i River doskonale go rozumiała.
- Przejdzie mu - powiedziała Ellie, widząc smutną minę dziewczyny. - Albo się wykończy.
- Raczej to drugie - odparła i pożegnała się z kobietą.
Na przestrzeni tych kilku tygodni Ellie stała się jej bardzo bliska. Spędzały ze sobą wiele czasu, dużo rozmawiały lub wychodziły, gdy atmosfera między nastolatką a jej opiekunami robiła się zbyt napięta. Ellie była dla niej wielkim wsparciem i River nie mogła wyrazić swojej wdzięczności.
Weszła do mieszkania, które dzieliła z Loganem, i od razu skierowała się w stronę swojego pokoju. Słyszała brzęk naczyń dobiegający z kuchni, ale nie zareagowała. Wiele razy podczas tych dwóch miesięcy chciała po prostu do niego podejść i się przytulić. Zrobić cokolwiek, by między nimi znowu było dobrze.
Czasami kładła się na łóżku, tak jak teraz, i zastanawiała się, o co tak naprawdę jest zła. O ukrywanie prawdy o jej matce? O przeprowadzenie tej głupiej rozprawy, żeby odwrócić jej uwagę? O to, że zawstydzili ją przy przyjaciołach i chłopaku? Czy może o to, że wciąż nie zamierzali poruszyć z nią tematu kobiety, która chciała się z nią zobaczyć? Po takim czasie nie potrafiła określić powodu swojej złości i chyba to było najgorsze. Fakt, że nie wiedziała, dlaczego to wszystko się dzieje. Dlaczego wciąż była z nimi w tak złych stosunkach, skoro nawet nie wiedziała, o co się złościła. To głupie i całkowicie niepotrzebne.
Ale nie wiem, jak miałabym przestać być tak bardzo zła.
To mogło wydawać się absurdalne. Tęskniła i chciała naprawić ich relacje, a jednak nie potrafiła przeprosić i jako pierwsza wyciągnąć ręki. Nie umiała pokonać w sobie tej bariery. Nie wiedziała, jak długo to jeszcze potrwa i które z nich padnie pierwsze. Miała tylko nadzieję, że będzie to ona. Bo była zmęczona, koszmarnie zmęczona.
***
- Mieliście kiedyś taką rozkminę, że...
- Nie - powiedziała szybko Sally i tym samym przerwała Charliemu.
- To, że ty nie miałaś, to akurat się nie dziwię, ale pytanie kierowałem do tej bardziej myślącej części naszej grupy.
- Już dawno nie powiedziałeś tak długiego zdania bez zadyszki. - Blondynka w ogóle nie przejęła się słowami Charliego. Wciąż wpatrywała się w swój telefon. - Zrobię ci medal.
- Jesteś jędzą, bo dawno nikt ci...
- Przestańcie - powiedziała zrezygnowana River.
Rozumiała relację, jaką miało ze sobą tych dwoje, ale czasami po prostu przesadzali, przez co ona czuła się niekomfortowo. Liam zdawał się mieć to gdzieś, bo rzadko kiedy reagował. Właściwie to Liam nigdy nie okazywał jakichkolwiek emocji. Jego wyraz twarzy pozostawał niewzruszony, tak samo jak postura. Czasami mięśnie mu się napinały lub rozluźniały, ale trzeba było się mocno przypatrzeć, żeby to zauważyć.
- Charlie, po prostu powiedz, co chciałeś powiedzieć, a ty, Sally, zatkaj uszy lub udawaj, że nic nie słyszysz.
- Żeby tak się dało - bąknęła pod nosem blondynka, ale równocześnie skinęła lekko głową.
Charlie poprawił się na swoim miejscu i skupił spojrzenie na twarzy River. Momentalnie w jego oczach zgasła iskierka beztroski i radości, a pojawiło się zmartwienie. Dziewczyna wiedziała, co to oznacza, więc szybko przywołała uśmiech na twarz i posłała mu zachęcające spojrzenie. Czasami zapominała, żeby udawać szczęśliwą, i wtedy jej mina była smutna i posępna. A gdy się zamyśliła lub straciła czujność, jej maska opadała.
Charlie nie dał się nabrać na szybki uśmiech, ale przestał się martwić na tyle, by nic nie powiedzieć na ten temat.
- W sumie to zapomniałem, co chciałem powiedzieć. - Wzruszył ramionami, a Sally przewróciła oczami. - Wyjdziemy gdzieś dzisiaj?
- Dzisiaj nie mogę - odparła River.
Nie mogła, choć raczej nie chciała. Nie mogła, bo nie miała siły. Chciała zakopać się pod kocem i nie wychylać głowy do następnego poranka, kiedy będzie musiała iść do szkoły. Był czwartek, więc został jej jeszcze jeden dzień udręki.
- Ja też nie, jestem umówiona.
- Z tym starym typkiem? - spytał bez żadnych zahamowań Charlie.
- Tak, z tym starym typkiem. - Sally poprawiła włosy. - Coś nie tak?
- Może być twoim ojcem - odezwał się Liam, pierwszy raz od momentu, gdy zaczęli jeść lunch.
- Ale nim nie jest. - Dziewczyna wzruszyła ramionami. - Masz z tym jakiś problem?
- Nie mam, nie interesuje mnie to.
- Świetnie - powiedziała.
- Super. - Liam wziął łyk wody.
- Rewelacyjnie.
- Żółty - powiedział nagle Charlie, a pozostali posłali mu pytające spojrzenia. - Przepraszam, spanikowałem. Wiecie, że stresują mnie takie sytuacje.
Kolejne kilka chwil spędzili w milczeniu. Każdy zajął się swoim jedzeniem i nikt nie był zbyt chętny do rozmowy. Często panowała między nimi cisza, która nie była z kategorii tych przyjemnych. River nawet kilka razy próbowała udawać, że jest w porządku i nic się nie dzieje, ale ta trójka potrafiła rozpoznać kłamstwo.
River nie miała na nic siły. I to za sprawą kłótni ze swoimi opiekunami. Wciąż czuła się przez to paskudnie.
- Liam, a ty?
- Co ja?
- Jesteś dziś zajęty? - Charlie przekręcił lekko głowę. - Rabujesz jakiś bank, a może bierzesz udział w nielegalnych wyścigach?
- Planuję śmierć.
- Czyją? - dopytywał Charlie.
- Pewnego nastolatka, któremu nie zamykają się usta.
- Kup mi frytki, to się zamknę - powiedział. - Nie trzeba mnie od razu zabijać.
Liam nic nie odpowiedział, bo zadzwonił dzwonek. River i Sally pożegnały się z chłopakami, a potem poszły na lekcję angielskiego. Zazwyczaj rozchodzili się w dwójkach, bo River i Sally były w jednej klasie, a Liam odprowadzał Charliego na każde zajęcia. River kiedyś zapytała, dlaczego to robi. Chłopak stwierdził, że i tak ma po drodze na swoje zajęcia, co okazało się kłamstwem. Notorycznie spóźniał się na treningi i lekcje, bo odprowadzał Charliego. River wiedziała, że robi to, bo ma bardzo wysoką potrzebę zapewniania bezpieczeństwa ludziom w swoim otoczeniu.
Dlatego mógł twierdzić, że nie interesuje go, z kim spotyka się Sally, ale to również było kłamstwo. River czuła, że powinna porozmawiać z przyjaciółką o jej dziwnych relacjach ze starszymi mężczyznami, jednak nie miała sił na taką rozmowę. Wiedziała, że nie będzie ona łatwa, bo Sally nie chciała o tym mówić. Musiała więc nabrać dużo siły, żeby przebić się przez mur, który postawi blondynka. A aktualnie nie radziła sobie nawet z przepisaniem równania z tablicy.
Obiecała sobie, że gdy poczuje się lepiej, to od razu z nią pogada.
- Naprawdę jesteś dziś zajęta?
- Tak. - River potwierdziła. - Muszę zrobić porządek w szafie.
- Mhm - wymamrotała Sally. - Jak chcesz, to wypiszę ci listę lepszych wymówek, trochę bardziej wiarygodnych.
- To nie jest wymówka.
- Słonko - powiedziała lekko przesłodzonym głosem. - Miliony razy odmawiałam wyjścia ze znajomymi i znam wszystkie typy wymówek. Twoje są najgorsze.
- To nie tak, że nie chcę się z wami spotykać.
- Tego nie powiedziałam - odparła Sally. - Nie masz siły, rozumiem to. Ale czasem wyjście, które zapowiada się tragicznie, może okazać się czymś miłym.
Weszły do sali lekcyjnej i zajęły swoje miejsca. River sięgnęła po telefon i najpierw wystukała krótkiego SMS-a do Logana z pytaniem, czy może spotkać się ze znajomymi po szkole. Ten niezwłocznie odpisał, że może, ale w domu ma być najpóźniej o dziewiętnastej. Nie było to tak złe, jak myślała. Potem otworzyła czat grupowy i napisała wiadomość.
River: Może pójdziemy dziś posiedzieć do parku, nad stawem?
Charlie: Pewnie.
Liam: Mam koc w samochodzie.
Dziewczyna przeniosła wzrok na Sally, która przecież miała umówione spotkanie. W normalnych okolicznościach nie pragnęłaby, aby przyjaciółka zmieniała dla niej swoje plany, ale ten przypadek był inny. Nie chciała, żeby blondynka spotykała się z kimś, kto mógłby być jej ojcem.
- Idziesz?
- Nie mogę pozwolić, żebyś sama męczyła się z głupotą Charliego - powiedziała cicho.
River skinęła tylko głową, bo do sali weszła nauczycielka.
***
Kilka godzin później całą czwórką wylądowali w parku niedaleko szkoły. Słońce świeciło, a oni siedzieli na kocu i zajadali się przesolonymi i lekko spalonymi frytkami. Charlie zachwalał budkę, w której je kupili, ale jego kubki smakowe całkowicie myliły pojęcie "wypieczone" z pojęciem "spalone".
- Urosły ci włosy - powiedział Charlie, gdy River kolejny raz wsuwała kosmyk za ucho. Wiał wiatr, więc część rozpuszczonych włosów leciała jej na twarz.
- Dawno nie byłam u fryzjera.
- Pasują ci dłuższe - stwierdziła Sally, a jej telefon kolejny raz wydał dźwięk powiadomienia. Nikt nie pytał, kto do niej pisze, ale chyba wszyscy się tego domyślali. Dziewczyna ignorowała wiadomości, choć jej wzrok za każdym razem wędrował w stronę ekranu. - Zostawisz takie?
- Sama nie wiem, nie przywykłam do długich.
- Sięgają ledwo ramion - powiedział Liam.
River odłożyła frytki, wytarła palce o chusteczkę i złapała za kępkę swoich włosów. Faktycznie trochę jej urosły, ale ostatnio miała ważniejsze sprawy na głowie niż fryzjer. One rosły niezależnie od tego, co robiła. Nie chciała nadawać im większego znaczenia, ale nie mogła zignorować upływającego czasu.
Czuła, że w jej życiu nadchodzą zmiany. Tak samo jak czuła czyjeś spojrzenie na swoich plecach. Odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła.
Może wpadała w taką samą paranoję jak jej opiekunowie.