Rozdział 1
Kilka miesięcy później, grudzień
- Jak się czujesz?
Jak. Się. Czujesz.
Pytanie, które przez ostatnie miesiące usłyszała trzysta pięćdziesiąt osiem razy. Prawie tyle, ile dni ma pełen rok. Znaczna większość pochodziła od jej bliskich, mała część od terapeutki czy nauczycieli, którzy dowiedzieli się o sytuacji, w jakiej znalazła się drugoklasistka. Rekord pobił Logan. Zadawał jej to pytanie każdego poranka, gdy wstawała, a on akurat nie miał zmiany. Stawiał przed nią kubek z herbatą, posyłał jej delikatny uśmiech i wypowiadał te trzy słowa.
Jak się czujesz? Jak się czujesz? Jak się czujesz?
To pytanie, na które od kilku miesięcy szukała szczerej odpowiedzi. Powiedzenie, że czuje się dobrze, byłoby kłamstwem. Nie czuła się też źle. Tkwiła gdzieś pomiędzy, nie potrafiła tego zdefiniować. Zagubiona między zmęczeniem a nadzwyczajnie wielkimi pokładami energii. Gdzieś tam, gdzie człowiek chce odpuścić, ale bierze się w garść i brnie dalej. Wakacje minęły jej w zawrotnym tempie, tak samo jak kilka pierwszych miesięcy roku szkolnego.
Przez większość czasu było dobrze. Uczyła się, spędzała czas z przyjaciółmi, chodziła na randki z Russellem i jogę z Sally. Logan dalej wysyłał jej motywujące cytaty, Ellie zapraszała ją do planowania ślubu, a Ray pytał o wizyty u terapeutki. Przez większość czasu czuła się tak jak przed poznaniem swojej mamy. Czasami tylko miała gorsze chwile i wtedy nie rozumiała, jakim cudem udaje jej się zapanować nad własnymi myślami i reakcjami ciała.
- Dobrze - odparła na pytanie zadane wcześniej przez terapeutkę.
- Ile punktów w skali?
- Trzy? - River westchnęła cicho. Bardzo nie lubiła tego momentu. - Może cztery.
- To gorzej niż ostatnio.
- Faktycznie - powiedziała. Pokiwała głową i wbiła wzrok w ścianę.
Podczas pierwszej wizyty odczuwała skrępowanie, bo była ona bardzo niezręczna. Nawet nie przez to, o czym chciała porozmawiać, ale przez fakt, że terapeutka robiła wiele dramatycznych przerw i wtedy cisza aż piszczała River w uszach. Czasami też czuła przymus odezwania się, bo tak wypada. Ale potem pomyślała, że terapeutka stosuje na niej jakąś dziwną metodę zmuszania do mówienia.
Rozejrzała się po pomieszczeniu i zauważyła nowe kwiaty w wazonie. Co tydzień znajdowały się w nim inne. Ostatnio były to białe tulipany, a dziś - żółte róże. Lekko zwiędłe, kilka płatków nawet spadło na blat. Zastanawiała się, czy pani Lee sama je kupuje. A może od kogoś dostaje? W głowie River od razu pojawił się jeden z sobotnich poranków, kiedy wybrała się do Russella. Była w połowie drogi do Portland i zbliżała się do kolejnego przystanku. Russell do niej zadzwonił i powiedział, żeby wysiadła, gdy autobus się zatrzyma. River nie zadawała pytań. Po prostu wysiadła na kolejnym przystanku i rozejrzała się dookoła. Chłopak czekał na nią oparty o swój samochód, a w dłoni trzymał niewielki bukiet kwiatów. Potem pojechali na plażę. Dokładnie w to miejsce, gdzie kilka miesięcy wcześniej spotkali się podczas balu zimowego. Bardzo lubiła to wspomnienie.
Potrząsnęła lekko głową, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co się przed chwilą wydarzyło. Już kolejny raz w przeciągu kilku tygodni odpływała gdzieś myślami. Nie było to to samo, co zdarzało się jej wcześniej. Jej mózg pracował w trochę inny sposób, a to nie bardzo się jej podobało. Głównie dlatego, że nie sprawowała nad tym żadnej kontroli. Jej myśli same przeskakiwały z jednej na drugą. Szły w stronę, która ich zdaniem była najlepsza. River mogła jedynie za nimi podążać. Czasem udawało jej się to powstrzymać.
Tak jak teraz.
Spojrzała na panią Lee i przyjrzała się jej. Kobieta zbliżała się do pięćdziesiątki, mimo to jej twarz wyglądała młodzieńczo. Może to zasługa genów albo dbania o siebie. Jednak w jej mimice było coś smutnego. Chyba że to po prostu zmęczenie? River pewnie też by była zmęczona, gdyby cały dzień słuchała o problemach innych. Poprawiła się na swoim miejscu i zaczęła bawić się frotką na nadgarstku. Kilka razy próbowała ją wyrzucić, ale ostatecznie zawsze z tego rezygnowała.
- A jak pani minął dzień? - odezwała się, choć nie była do końca świadoma, dlaczego akurat to opuściło jej usta.
- Nie musisz o to pytać, River.
- Wiem, ale pomyślałam, że warto - odparła i wzruszyła ramionami. - Cały dzień pani siedzi i pyta innych, jak się czują, ale pewnie nikt nie zapytał o to, jak pani się czuje.
- Na tym polega moja praca.
- No tak, ale... to trochę dołujące.
- Trochę, masz rację. - Kobieta posłała jej delikatny uśmiech. - To jest to, o czym rozmawiałyśmy na naszym drugim spotkaniu, jesteś u mnie właśnie z tego powodu - powiedziała. - Potrzebujesz pomagać innym.
- Hm?
- Zmartwiłaś się moim stanem - wyjaśniła.
- Tylko zapytałam, jak się pani czuje, to nic wielkiego.
- Wręcz przeciwnie - odparła kobieta. - Pomyślałaś, że nikt w ciągu dnia mnie o to nie zapytał, więc ten fakt może mnie zasmucić. Postanowiłaś to zmienić. A nie musiałaś pytać.
- Pomyślałam, że to będzie w porządku.
- I było. Bardzo.
- Więc czemu roztrząsamy to, jakby to było coś złego?
Musiała stłumić narastającą w niej w zawrotnym tempie złość. To kolejna niepożądana zmiana. Bardzo szybko wpadała w poirytowanie czy wściekłość. Musiała je tłumić, by nie wypowiedzieć słów, których mogłaby żałować.
- Wszystko ma granice, River.
- Tak, wiem - przytaknęła. - Czy ja jakieś przekroczyłam?
- Ty mi powiedz.
Dziewczyna zmarszczyła czoło.
Kiedy Ray zaproponował jej kilka wizyt u terapeutki, nie przyjęła tego najlepiej, bo przecież wszystko z nią było w porządku. Potem jednak uznała, że warto z kimś porozmawiać. W końcu nic na tym nie straci, a może coś zyskać. Pierwsze wizyty były średnie, ale z każdą kolejną zauważała ich efekty. Teraz zastanawiała się, czy nie wróci do pierwszej opinii na temat tych spotkań. Naprawdę nie chciała tu być. Rozmawiać, tłumaczyć się, główkować.
Ale gdzieś wewnątrz siebie czuła, że to jej pomaga. Tak samo jak wizyty u terapeutki pomogły Sally. Charlie też się zapisał, choć jego spotkania odbywały się rzadko i raczej pełniły funkcję kontrolną. River sama ich do tego zachęcała. Jednak gdy chodziło o nią, nie widziała sensu. Wszystko było z nią okej. Nie przeżyła żadnej traumy. W domu Quinnów nie zdarzyło się nic wielkiego.
Nagle jej głowę zaczęły zalewać obrazy. Przenosiła się do wydarzeń sprzed kilku miesięcy.
- A więc w końcu się spotykamy, panno Conway.
W salonie pojawił się wysoki mężczyzna. Bardzo elegancki. Miał wyprostowane plecy i wysoko zadzierał brodę. Śmiało pokazywał swoją wyższość w tej sytuacji. North całkowicie tracił przy nim pewność siebie. Nagle stał się kolejnym elementem wystroju salonu.
River zrozumiała, że North to marionetka. Syn, który pragnie jedynie uznania ojca.
Nagle poczuła wielki smutek.
- Znam pana?
- Niestety nie - odparł. - Chociaż bardzo nad tym ubolewam.
- Zostałam porwana przez pańskiego syna - stwierdziła. - To przestępstwo.
- Chcemy cię tylko ugościć.
- Nie chcę tu być - powiedziała. - Zostałam porwana.
- Zaproszona w odwiedziny.
- Niech ma pan choć na tyle jaj, żeby nazywać swoje zbrodnie po imieniu - powiedziała, zanim udało jej się zapanować nad własnymi ustami.
"Świetnie, River".
"Wykop sobie większy grób".
- To wyszczekanie masz na pewno po Isaaku.
- Mam też mocny prawy sierpowy po Loganie - odparła. - Chce pan to sprawdzić?
"Zamknij się!", krzyczał głosik w jej głowie.
Przed oczami pojawił się jej pierwszy dzień szkoły. Moment, w którym Logan powiedział jej, że ma dobry prawy sierpowy i powinna uderzyć każdego, kto będzie dla niej niemiły. Przypomniała sobie, jak zła była na Logana, bo powiedział reszcie, o której ją odwozi. I jak wszyscy zjawili się przed szkołą, by wspierać ją w tym dniu.
Chciała, żeby byli tu teraz.
Ale ich tu nie było i musiała poradzić sobie sama. Dyskretnie sprawdziła, czy niewielkie nożyczki wciąż są ukryte w jej rękawie. Przełknęła ślinę, która zalegała w jej gardle.
- North, idź do siebie.
- Ale...
River spojrzała na chłopaka i wzrokiem błagała go, by został. Miała wrażenie, że jeśli chłopak tu będzie, to jego ojciec nie zrobi nic strasznego.
- Do siebie. Teraz.
- On nie jest psem - odezwała się. Musiała grać na czas, a jednocześnie musiała zrobić to, co podpowiadało jej serce. Ludzie nie mogą wzajemnie się tak traktować.
- Zamknij się. - Starszy mężczyzna odwrócił się na chwilę w stronę syna. - Do siebie - powtórzył, ale North nie wykonał żadnego ruchu. - Teraz! - Mężczyzna krzyknął, a wtedy chłopak poruszył się i wyszedł z salonu.
River poczuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Nie znała zamiarów tego człowieka, ale wiedziała, że na pewno nie są dobre. Zbliżył się do niej, a ona zrobiła krok w tył. On znowu się przysunął, a ona cofnęła. Jeszcze raz i ponownie, aż w końcu plecy dziewczyny zderzyły się ze ścianą.
- Twój ukochany ojciec wpadł do mnie jakiś czas temu. Razem ze swoimi kumplami, jak zawsze - powiedział i zmniejszył odległość między nimi. Stał pół metra od niej, River czuła jego oddech na swojej twarzy. - Myśleli, że mają mnie w garści. Byli tacy pewni siebie. Tacy zadowoleni. Szkoda, że zapomnieli o tym, do czego jestem zdolny - dodał. - Czy będą zadowoleni z faktu, że mam ich córkę?
- Będą zadowoleni z faktu, że zaraz kopnę cię prosto w jaja, jeśli się nie odsuniesz - oznajmiła i w ułamku sekundy zobaczyła, jak pięść zbliża się do jej twarzy. Zamknęła oczy i czekała na uderzenie, ale go nie poczuła. Uchyliła powieki i zamarła na widok sceny, która się przed nią odegrała. Pięść mężczyzny wylądowała na twarzy jego syna. North pojawił się nagle i przyjął cios przeznaczony dla River.
Nie mogła w to uwierzyć.
Tak samo jak w to, że ojciec był w stanie podnieść rękę na syna jeszcze raz. I jeszcze jeden. I kolejny. I następny. North krwawił, ale nie oddał uderzenia. Ponieważ to był jego ojciec. I nawet jeśli go uderzył, to chłopak nie chciał mu się odpłacać. To wtedy River się ocknęła. Wysunęła nożyczki z rękawa bluzy i z całej siły wbiła je w ramię starszego Quinna, który w tym momencie stał do niej plecami. Mężczyzna wrzasnął i nakrył dłonią ranę. Odwrócił się do niej, a River uniosła pięść i wyprowadziła uderzenie w nos. Mężczyzna zatoczył się o krok i złapał za drugie bolące miejsce.
Potem drzwi otworzyły się z hukiem. Pojawili się w nich Logan i Isaak. Liam i Russell. Zabrali Northa i jego ojca. A ona stała i przyglądała się wszystkiemu. Pamięta, że próbowała przekazać Sally, że North nie był niczemu winien, ale nie potrafiła zebrać myśli.
Potem nikomu nie powiedziała, że North stanął w jej obronie.
Zrobiłaby to, gdyby coś mu groziło, ale jej ojcowie zostawili go w spokoju. Tylko West Quinn wylądował w więzieniu za napastowanie seksualne nieletnich. Sally podczas rozprawy była jednym ze świadków. River towarzyszyła jej przez cały proces i to głównie z tego powodu namówiła przyjaciółkę na wizytę u terapeuty. Sally radziła sobie lepiej niż ona, co dziewczyna przyjęła z radością.
- River?
- Tak? - Zamrugała i spojrzała na panią Lee. - Przepraszam, zamyśliłam się.
- Udało ci się dojść do jakichś wniosków?
- Nie - odparła. - Chyba nie jestem w tym dobra.
- Nic nie szkodzi. Porozmawiamy o tym w czwartek, dobrze? Na następnym spotkaniu.
Pożegnała się z terapeutką i wyszła z jej gabinetu, a potem z budynku. Na parkingu czekał na nią Vincent. Wsiadła do samochodu i od razu poczuła wibracje w kieszeni spodni.
North: Porozmawiajmy.
Od ostatniego SMS-a starała się olewać chłopaka, jednak ten nieustannie do niej pisał. Miała tyle szczęścia, że North nie pojawiał się w szkole, więc nie musiała widywać go na korytarzu czy stołówce. Ignorowała go przez długi czas, a każdą nową wiadomość usuwała.
River: Przestań do mnie wypisywać.
North: Więc przestań odpisywać.
Chłopak miał rację. River bez sensu wdawała się z nim w jakieś rozmowy. Zablokowała telefon i oparła czoło o szybę. Kątem oka widziała, jak Vincent na nią patrzy. Nie wyglądał na zmartwionego. I albo faktycznie nie był, albo bardzo dobrze to ukrywał.
Zaczęła z nim gawędzić, a potem podjechali po pizzę na wynos. Gdy wchodzili do mieszkania, River ponownie poczuła wibrację w kieszeni. Wyciągnęła komórkę z nadzieją, że to Russell, który miał się do niej odezwać, gdy skończy trening. Chodził do czwartej, ostatniej klasy, więc teraz przez większość dnia był jeszcze bardziej zajęty niż w ubiegłym roku.
Jednak wiadomość nie pochodziła od niego.
North: Żartowałem. Odpisuj mi.
North: River.
North: Porozmawiaj ze mną.
River: Przestań do mnie pisać albo cię zablokuję.
North: Daj spokój.
North: To tylko rozmowa.
River odnalazła funkcję blokowania numeru i zablokowała numer Northa. Nie miała ani siły, ani ochoty na rozmowy z nim.
Po chwili przyszła kolejna wiadomość od innego, nieznanego jej numeru.
Nieznany: Blokuj mnie, ile chcesz. Mogę tak bez końca.
Nieznany: Muszę z tobą porozmawiać i nie odpuszczę.
River zacisnęła dłoń na telefonie i napisała krótkiego SMS-a.
River: Jutro w parku przy ratuszu. O siedemnastej. Daję ci pięć minut.
Może właśnie popełniała wielki błąd.
A może dawała szansę komuś, kto na nią zasłużył.