Griezmann. Najlepsi piłkarze świata - Matt Oldfield, Tom Oldfield

Kup książkę

29.90 zł
17.94 zł (17,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Najważniejszy finał

15 lipca 2018 r., stadion Łużniki, Moskwa

Jeden po drugim piłkarze przeszli przez cichy tunel na stadion, gdzie natychmiast ogłuszyła ich niesamowita feeria dźwięków i barw. Tak, czas rozpocząć finał Mistrzostw Świata 2018 - Francja kontra Chorwacja!

Na przedzie szedł kapitan trójkolorowych, Hugo Lloris, a za nim obrońcy Raphaël Varane i Benjamin Pavard. Była to drużyna pełna gwiazd, a jej trzy największe supergwiazdy zamykały pochód: Kylian Mbappé - "następna wielka nadzieja światowego futbolu" i najszybszy piłkarz na świecie, Paul Pogba - doskonały pomocnik, który potrafi zagrać idealne podanie, i numer 7 - obdarzony niesamowitymi umiejętnościami technicznymi Antoine Griezmann.

Grizou! Grizou! Grizou!

Antoine już był ulubieńcem kibiców i bohaterem narodowym, ale gdyby pomógł Francji wygrać drugi Puchar Świata, dołączyłby do grona prawdziwych legend piłki nożnej w swoim kraju. Od Zinédine'a "Zizou" Zidane'a w 1998 roku do "Grizou" w 2018 roku.

Jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem. Antoine doprowadził Francję aż do finału, zdobywając trzy kluczowe bramki i zaliczając dwie kluczowe asysty. Kiedy zespół potrzebował go najbardziej, on nigdy nie zawodził. Niezależnie od tego, czy sam zdobywał bramki, czy obsługiwał kolegów ostatnim podaniem, lewa noga Antoine'a była zabójcza!

Jeszcze jedno zwycięstwo - tylko tego potrzebowała teraz Francja, aby zdobyć najważniejsze trofeum w piłce nożnej. Antoine był zdeterminowany, by przynieść radość ojczyźnie. W przeszłości przegrywał wielkie finały - Ligę Mistrzów 2016 z Atlético Madryt, Euro 2016 z Francją - ale to był najważniejszy finał ze wszystkich: finał mistrzostw świata.

- Zrobię absolutnie wszystko, by wygrać! - powiedział sobie w duchu.

Gdy rozbrzmiał hymn narodowy, Antoine śpiewał głośno i z dumą. Chociaż opuścił kraj w wieku 13 lat, aby grać w hiszpańskim Realu Sociedad, zawsze czuł się Francuzem. Mâcon było jego domem i zawsze nim pozostanie. Wracał tam tak często, jak tylko mógł, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół. Dziś wszyscy mu kibicowali - czy to na stadionie w Moskwie, czy w domu przed telewizorem.

Kibice z Chorwacji mieli przewagę liczebną, ale gdy mecz się rozpoczął, Francuzi zrobili tyle hałasu, ile tylko byli w stanie.

Allez Les Bleus! Allez Les Bleus!

W 17. minucie Raphaël podał do Antoine'a, który szybko obrócił się i... FAUL! WOLNY!

Kiedy Antoine stanął na nogi, uśmiechnął się do siebie. Była to idealna pozycja dla jednego z jego niebezpiecznych dośrodkowań. W tych mistrzostwach udało się Francji zdobyć już dwa gole po jego zagraniach - najpierw, gdy zacentrował Raphaëlowi w ćwierćfinale, a następnie Samuelowi Umtitiemu w półfinale. Czy podtrzyma tę dobrą passę w meczu finałowym?

Antoine wziął głęboki oddech i cierpliwie czekał na gwizdek sędziego. A potem wrzucił piłkę w pole bramkowe. Czy padnie łupem któregoś z jego kolegów? Raphaël skoczył wysoko, ale nie dosięgnął piłki, a ta odbiła się od Maria Mandžukicia i wpadła do siatki. Bramka samobójcza i 1:0 dla Francji!

- Tak, tak, TAK! - krzyczał Antoine, ślizgając się po trawie na kolanach, tak jak robił to w dzieciństwie. Do swojej kolekcji dołożył kolejną kluczową asystę. Byli na dobrej drodzy do tego, by zostać mistrzami świata...

Ale Chorwacja, podobnie jak Francja, była drużyną, która nigdy się nie poddawała, więc 10 minut później na tablicy wyników widniał rezultat 1:1. Antoine musiał ratować sytuację kolejnym stałym fragmentem gry. Do piłki posłanej przez niego z rzutu rożnego wyskoczył Blaise Matuidi, ale nie trafił w piłkę. Za to ta uderzyła Ivana Perišicia w ramię.

- Ręka! - krzyczeli Francuzi.

Po sprawdzeniu akcji za pomocą systemu VAR sędzia oznajmił swoją decyzję: karny!

Antoine starannie ustawił piłkę na 11. metrze i cofnął się o kilka kroków. Jego pudło w finale Ligi Mistrzów w 2016 roku było już tylko odległym wspomnieniem. Francja mogła na nim polegać; nie przestrzelił żadnego od wieków.

Ale czy powinien celować w lewy dolny róg, prawy dolny róg, górny róg, czy może prosto w środek bezczelną panenką? Nie, to ostatnie zagranie jest zbyt ryzykowne. Kiedy nadszedł czas próby, Antoine zachował spokój i wybrał proste rozwiązanie, zwodem posyłając bramkarza w drugą stronę.

Gooooooooooooooooooooooooooollllllllllllllllllllllll!!!

Najpierw asysta, teraz gol - to już był wymarzony finał dla Antoine'a. Wykonał popisową cieszynkę - taniec "Take the L" ("zaakceptuj porażkę") znany z gry Fortnite. Koledzy z drużyny byli zbyt sztywni, by się przyłączyć, ale wielu fanów Francji na trybunach było bardziej wyluzowanych. Grizou był ich bohaterem!

W tym finale w Moskwie, największym finale ze wszystkich, Antoine grał z wielką pewnością siebie. W drugiej połowie odebrał podanie od Kyliana, wykonał kilka zwodów w polu karnym, a następnie odegrał do Paula. Strzał prawą nogą został zablokowany, więc Paul poprawił lewą. GOL! 3:1!

- Tak, Piochi! - wiwatował Antoine.

Czy było już po meczu? Na wypadek gdyby Chorwację było stać na jeszcze jakiś niewiarygodny powrót, Kylian popisał się niesamowitym uderzeniem z dystansu. 4:1!

- Tak, Kyky! - krzyczał Antoine.

Kiedy zabrzmiał gwizdek kończący mecz, uniósł ręce w geście triumfu. Jego ból serca po Euro 2016 w końcu został uleczony - teraz, dwa lata później, Francja była mistrzem świata!

Nawet po męczącym turnieju zawodnicy wciąż mieli siłę, by biegać po całym boisku i obejmować się nawzajem. Co za niesamowity i emocjonalny moment! Wspaniały sukces osiągnięty wspólnym wysiłkiem całej drużyny! Antoine otarł łzy koszulką, ale tym razem były to łzy czystej radości.

- Zrobiliśmy to! - powiedział do swojego najlepszego przyjaciela, Paula. - Sprawiliśmy, że Francuzi są dumni!

Słyszeli kibiców zebranych na trybunach i mogli bez trudu wyobrazić sobie sceny radości w paryskich domach. Tłumy wokół wieży Eiffla, wiwatujące i machające flagami. I to wszystko za ich sprawą.

Nagroda dla najlepszego zawodnika całego turnieju powędrowała do kapitana Chorwacji Luki Modricia, ale Antoine został uznany najlepszym zawodnikiem meczu. Puchar ładnie komponował się z jego medalem, a do tego Antoine wkrótce miał podnieść najważniejsze trofeum ze wszystkich...

Hugo stał pośrodku francuskiej drużyny z Pucharem Świata w rękach.

- Gotowi? - zakrzyknął. - A więc trzy, dwa, jeden i...

- Huraaaaaaaaa!!!! - ryknęli wszyscy.

We are the champions...

Droga Antoine'a wcale nie była, ale dzięki wspaniałej mieszance talentu i determinacji dotarł na sam szczyt. Spełnił swoje marzenie o zwycięstwie na mistrzostwach świata i miał prostą wiadomość dla wszystkich klubów, które odrzuciły go w przeszłości, dla wszystkich tych, którzy mówili, że jest za mały, by zostać gwiazdą:

- I co powiecie teraz?

Rozdział 2. Piłkarski bzik chłopaka z Mâcon

Zin é dine Zidane pochodzi z Marsylii, Thierry Henry z Paryża, a Youri Djorkaeff z Lyonu. A czy ktoś słyszał o Mâcon? Czy któryś ze słynnych francuskich piłkarzy tam dorastał?

Aż do lat 90. odpowiedź na to pytanie brzmiała: nie, żaden. Mâcon było małym, cichym, zabytkowym miastem na wschodzie Francji, godzinę drogi na północ od Lyonu Djorkaeffa. Nie działo się tu w zasadzie nic, a i sukcesów sportowych było jak na lekarstwo. Były tu drużyna rugby i drużyna piłki nożnej, ale żadna nie była szczególnie dobra. Miejscowi woleli uprawiać sporty wodne, takie jak wioślarstwo, pływanie i wyścigi motorowodne.

- To wszystko jest nudne! - oświadczył pewien zafiksowany na piłce nożnej blondynek z Mâcon. Antoine Griezmann miał zamiar na zawsze zmienić sportową historię swojego miasta. W chwili, w której po raz pierwszy w życiu kopnął piłkę, natychmiast zakochał się w tej pięknej grze.

- GOL! - krzyknął jego tata, Alain, gdy trzyletni Antoine podbiegł i uderzył tak mocno, jak tylko mógł, swoją lewą stopką.

Miniaturowa piłka przeleciała w powietrzu kilka metrów, odbiła się, a następnie potoczyła w kierunku podstawy kosza, ponieważ ćwiczyli na lokalnym boisku koszykarskim.

- GOL! - powtórzył mały Antoine, klaszcząc rączkami. - Jeszcze raz, jeszcze raz!

Trudno było go zatrzymać. Był jak szczeniaczek, który cieszy się nowym patykiem. Raz za razem gonił za piłką i przynosił ją z powrotem, aby ponownie kopnąć.

- Zrobimy sobie przerwę na lunch? - spytał w końcu Alain, bo głośno burczało mu w brzuchu. - Mama będzie na nas czekać, a ty pewnie jesteś głodny po tych ćwiczeniach. Nie martw się, po południu możemy wrócić i dalej grać.

Antoine pokręcił głową.

- Jeszcze raz, jeszcze raz!

- Okej, ale tylko pięć kopnięć, dobrze?

Wkrótce Alain postawił małe bramki, aby jego syn, który najwyraźniej już miał bzika na punkcie piłki nożnej, mógł ćwiczyć w odpowiednich warunkach. Kiedy Antoine zobaczył bramki, rozpromienił się. Teraz będzie mógł mniej biegać za piłką, a więcej kopać!

- GOL! GOL! GOL!