Rozdział 1. Trofeum Terminatora
10 czerwca 2023 r., Stadion Olimpijski im. Atatürka, Stambuł
"Dwa za nami, jeden przed nami!" - tak brzmiało przesłanie, z którym piłkarze Manchesteru City weszli do samolotu. Miał zabrać ich do Turcji na finał Ligi Mistrzów, w którym mieli się zmierzyć z Interem Mediolan.
Od momentu podpisania kontraktu z Manchesterem City zeszłego lata Erling Haaland marzył o "idealnym sezonie", ale rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza od marzeń. Pierwszy rok gry w Anglii był wybitny.
Na liście królów strzelców Premier League Erling wyprzedził Andy'ego Cole'a i Alana Shearera, ustanawiając nowy rekord - 36 bramek w lidze. Musiał się uszczypnąć, by uwierzyć, że od czasu założenia słynnej jasnoniebieskiej koszulki zdobył łącznie 52 gole we wszystkich rozgrywkach.
Obecnie każdy tydzień był świętem. Dwa tygodnie temu City szturmem wyprzedziło Arsenal i zdobyło tytuł mistrza Premier League, a następnie wywalczyło Puchar Anglii, pokonując w finale Manchester United. Pozostała im już tylko Liga Mistrzów, a możliwość zdobycia legendarnej potrójnej korony była jedynym tematem rozmów piłkarzy, działaczy i kibiców.
Erling wiedział jednak, że City ma głębokie, bolesne blizny po wcześniejszych przegranych w rozgrywkach europejskich - w klubie żywo pamiętano porażkę w finale Ligi Mistrzów z Chelsea w 2021 roku i odpadnięcie w półfinale przeciwko Realowi Madryt w ostatnim sezonie. Earling został sprowadzony do klubu właśnie po to, by City w końcu się przełamało i sięgnęło po to trofeum, a teraz 90 minut dzieliło zespół od zostania królem Europy.
- Jeszcze za wcześnie, żeby się cieszyć - powiedział Erling do rodziców przed wyjazdem na lotnisko. - Jeśli się rozluźnimy lub stracimy koncentrację, ta szansa może nam się wymknąć z rąk. Mamy robotę do skończenia.
Próbował przejść przez swoją rutynę przedmeczową tak, jakby to był zwykły mecz, ale w żołądku aż mu się przewracało z nerwów i podniecenia. Murawa była śliska, więc Erling przymierzył kilka par butów, aby znaleźć te, które zapewnią mu odpowiednią przyczepność. Poślizg przy oddawaniu strzału był ostatnią rzeczą, jakiej chciał.
- Erling chyba przywiózł ze sobą całą swoją kolekcję butów! - zażartował Kevin De Bruyne, patrząc, jak jego kolega przymierza kolejną parę.
Pep Guardiola przybił piątki ze wszystkimi piłkarzami, gdy wrócili do szatni po rozgrzewce i czekali na ostatnie instrukcje.
- To nasza chwila - powiedział Pep, uśmiechając się. - Wiemy, jaka jest dziś stawka: szansa na magiczne zakończenie sezonu. Wyjdźcie na boisko i cieszcie się tym!
Erling czuł, jak adrenalina przepływa przez jego ciało, ale opanował się nieco, gdy udało mu się zagrać kilka pierwszych piłek. Dwóch obrońców Interu nie opuszczało go ani na krok, próbując odciąć go od podań kierowanych przez pomocników City. Erling wiedział jednak, że wystarczy chwila ich nieuwagi.
W końcu dostał swoją szansę. Ilkay Gundogan szybko podał do Kevina, a Erling bez namysłu ruszył do przodu. Wiedział, że kiedy Kevin ma piłkę przy nodze, zawsze szuka podania przeszywającego obronę. Erling biegł po skosie na bramkę, uważając, by nie wyprzedzić obrońcy i nie znaleźć się na pozycji spalonej. Kevin dostrzegł go i wyłożył prostopadłą piłkę.
Norweg dobiegł do niej jako pierwszy, ale przyjęcie wyrzuciło go nieco bardziej w bok, niż chciał. Mimo to oddał potężny strzał lewą nogą. Od razu wiedział, że uderzył dobrze. Gdyby skierował piłkę choćby o pół metra bardziej w lewo lub prawo, City mogłoby już prowadzić 1:0, a tak bramkarz Interu zdołał wybronić strzał i szansa przepadła.
W przerwie meczu Pep emanował spokojem.
- Cierpliwości, chłopaki - powiedział, klaszcząc i wyjaśniając kilka kwestii taktycznych. - Będziecie mieć swoje szanse.
Ruchliwy Erling wciąż zajmował uwagę dwóch kryjących go zawodników, co dawało więcej wolnej przestrzeni dla Ilkaya, Jacka Grealisha i Bernarda Silvy. W pewnym momencie to ten ostatni zawodnik znalazł się za plecami obrońców Intera na prawym skrzydle i Erling popędził w pole karne. W ostatniej chwili zwolnił, licząc na wycofanie piłki.
Dośrodkowanie było zaadresowane do Erlinga, lecz obrońcy Interu zdołali wybić piłkę. Erling już miał zgłosić zagranie ręką przez jednego z piłkarzy drużyny przeciwnej, ale zrezygnował z tego, widząc, że piłka toczy się prosto pod nogi Rodriego. Jego hiszpański przyjaciel nie zmarnował takiej okazji, oddając strzał nie do obrony. 1:0!
Gooooooooooooooooooooooooooollllllllllllllllllllllll!
Erling i Jack dołączyli do Rodriego przy chorągiewce narożnej, aby cieszyć się z bramki wspólnie z kibicami City.
- Jest! Jest! Jest! - krzyczał Erling, spoglądając na oszalałe z radości trybuny. Wiedział, co oznacza dla tych ludzi potrójna korona.
Ale czekało ich jeszcze sporo pracy. Erling starał się, jak mógł, by utrzymać się przy piłce i dać kolegom z obrony choć chwilę wytchnienia. Blokował bocznych obrońców Interu, nie pozwalając im napędzać ataków, i od czasu do czasu zerkał na wielką tablicę wyników, aby sprawdzić, ile minut pozostało do końca meczu.
Mógł tylko patrzeć, jak Inter trafia w poprzeczkę i zmusza Edersona do desperackiej obrony. Cofnął się, aby wesprzeć drużynę w obronie przy ostatnim w meczu rzucie rożnym, kiedy już nawet bramkarz Interu dołączył do tłumu zawodników kłębiących się w polu karnym. Ederson po raz kolejny dobrze wybił piłkę i udało się oddalić to ostatnie zagrożenie.
W tym momencie zabrzmiał dźwięk gwizdka sędziego! Koniec! Nareszcie Manchester City był klubowym mistrzem Europy!
Erling uniósł ręce w geście zwycięstwa i podbiegł do kolegów z drużyny. Zmiennicy i trenerzy City również wbiegli na boisko - i wszyscy zaczęli śpiewać i tańczyć, a Norweg miał przed oczami tylko morze ich szczęśliwych twarzy.
- Potrójna korona, uwielbiam już samo brzmienie tego określenia! - powiedział Erling, biorąc w ramiona Kevina i Bernarda. - Nie mogło być lepiej!
Pep dołączył do tej ogólnej radości. Odszukał Erlinga i go objął.
- Od razu wiedziałem, że będziesz ostatnim elementem naszej układanki! - Pep z trudem przekrzykiwał tumult na trybunach. - Co za noc!
- Dla tej drużyny to dopiero początek! - odkrzyknął Erling, mrużąc oko.
Po raz trzeci w ciągu ostatnich kilku tygodni wszedł wraz z kolegami z drużyny na podest, aby odebrać medal. Puchar Ligi Mistrzów lśnił na stoliku zaledwie kilka metrów dalej, a Erling mógł tylko kręcić głową ze zdumienia, gdy zaczęło do niego docierać, co osiągnęli. Po zdobyciu dwóch ostatnich trofeów piłkarze Manchesteru City wiedzieli, że przed nimi jeszcze wiele wspaniałych meczów do rozegrania, ale teraz był czas na radość i prawdziwą imprezę.
Uśmiech nie schodził z twarzy Erlinga, kiedy stał wraz z resztą drużyny za Ilkayem, czekając na swoją kolej, by wznieść puchar. Miał zaledwie 22 lata, lecz ten sezon potwierdził, że już stał się jednym z najlepszych napastników na świecie - osiągnął więc to, o czym marzył od dzieciństwa.
Rozdział 2. Piłkarski strój
Pewnego słonecznego popołudnia mały Erling siedział na ławce w ogrodzie ze swoim bratem Astorem. Właśnie skończyli podlewać rośliny identycznymi konewkami, gdy ich matka, Gry Marita, pojawiła się na ścieżce z mlekiem i herbatnikami.
- Tato już jedzie do domu! - powiedziała, wiedząc, że obaj chłopcy z niecierpliwością czekają na powrót ojca z treningu. - Wie, że będziemy w ogrodzie.
Wkrótce usłyszała kroki na ścieżce prowadzącej do furtki ich domu.
- Cześć, Alfie - przywitała męża. Zauważyła torbę w jego dłoni. - Masz? - spytała szeptem.
Alfie uśmiechnął się i skinął głową.
- Nie udało mi się zdobyć odpowiednich rozmiarów, więc będą musieli trochę urosnąć.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę ich miny - powiedziała Gry Marita. - Mam gotowy aparat.
Nagle zza rogu wyjrzał Astor.
- Tatuś! - krzyknął i wraz z młodszym bratem podbiegli do ojca i uścisnęli go za nogi.
- Chłopcy, mam dla was małą niespodziankę - oznajmił Alfie, szeleszcząc torbą.
- Co to? - spytał Astor, próbując chwycić torbę, ale Alfie drażnił się z nim, trzymając ją poza zasięgiem jego krótkich rączek.
Erling był jeszcze zbyt mały, by w pełni rozumieć, co się dzieje, lecz przyglądał się uważnie i powtórzył pytanie brata:
- Co to?
- Zacznijmy od tego, czy byliście dziś grzeczni, kiedy ja byłem na treningu.
Obaj chłopcy pokazali swoje najsłodsze uśmiechy i pospiesznie pokiwali głowami. Alfie spojrzał na żonę, wzrokiem prosząc ją o potwierdzenie.
- Tak, to prawda - przyznała Gry Marita. - Dzielili się zabawkami i grzecznie siedzieli na świeżym powietrzu. Żadnych napadów złości i kłótni.
- Więc dobrze - powiedział Alfie, zaglądając do torby. - W takim razie myślę, że mogę dać wam to...
Erling cierpliwie czekał na prezent. Mignęło mu coś niebieskiego i wtedy tata wyjął... koszulkę. Prawdziwą koszulkę piłkarską. Nie! Dwie koszulki!
- Łał! - wykrzyknęli razem Erling i Astor, gdy ojciec podawał każdemu strój.
- Taka sama jak taty! - zauważył Erling, oglądając koszulkę ze wszystkich stron.
- Zgadza się, synu - potwierdził Alfie. - To koszulka Manchesteru City, którą będę nosił w tym sezonie. Doszedłem do wniosku, że nadszedł czas, abyście wy obaj też je mieli. Co o tym myślicie?