Rozdział I KOSZYKÓWKA
Koszykówka nie ma tak długiej historii jak piłka nożna - za datę jej powstania przyjmuje się grudzień 1891 roku, w futbol grano na Wyspach Brytyjskich natomiast już w połowie XIX wieku - ale nie musi się wstydzić przed starszą siostrą. Śmiało można powiedzieć, że basketball jest drugą najpopularniejszą grą zespołową na świecie.
Co ciekawe, miłościwie panujący nam futbol przegrywa z koszykówką pod jednym, może drobnym, ale prestiżowym względem - światowa federacja FIBA zrzesza 212 członków. Pod egidą piłkarskiej FIFA jest 211 federacji. Na świecie zarejestrowanych jest ponad 400 tysięcy koszykarzy.
FIBA powstała 18 czerwca 1932 roku w Genewie w Szwajcarii. Jest młodsza od FIFA o 28 lat i oczywiście koszykówka dużo później debiutowała w programie igrzysk olimpijskich. Pierwszy raz o medale w baskecie walczono w 1936 roku w Berlinie, na imprezie przytłoczonej nazistowską propagandą. Wcześniej, w 1904 roku w St. Louis, była dyscypliną pokazową.
Pierwszy turniej wygrała reprezentacja Stanów Zjednoczonych, w finale pokonując Kanadę 19:8. W tych zawodach o włos od medalu byli Polacy, którzy w półfinale przegrali z Kanadyjczykami 15:42, a w meczu o trzecie miejsce ulegli Meksykowi 12:16.
Amerykanie panowali w "swojej", bo przecież wymyślonej przez nich dyscyplinie, od igrzysk w Berlinie aż do 1968 roku i igrzysk w Meksyku. Ich dominacja została przerwana w 1972 roku w Monachium przez Związek Radziecki.
A MIAŁO BYĆ JAK ZWYKLE
Na tamtych igrzyskach drużyna USA szła jak burza. Wygrała wszystkie siedem meczów w fazie grupowej, wyraźnie bijąc rywali na głowę. Japonię pokonała różnicą aż 66 punktów! W półfinale rozbiła Włochów 68:38. W drugiej grupie z niewiele mniejszą siłą rywali zmiatał z parkietu ZSRR. Rosjanie także wygrali siedem meczów, tyle że niżej. W półfinale pokonali Kubę 67:61.
Do wielkiego finału doszło w sobotę 9 września. Amerykanie nie wystawiali zawodowców, w reprezentacji grali zawodnicy drużyn uniwersyteckich, ale byli faworytami tego spotkania. Widzowie zgromadzeni w hali i ci śledzący transmisję telewizyjną nie mogli przypuszczać, że staną się świadkami tak emocjonującego widowiska. Bo ten mecz przeszedł do historii jako jeden z najbardziej dramatycznych w tej dyscyplinie. O zawał serca kibiców obu drużyn mogły doprowadzić zwłaszcza ostatnie trzy sekundy.
Rosjanie mieli wtedy prawdopodobnie najlepszy zespół w swojej historii, z Siergiejem Biełowem, który później (w 1991 roku) zostanie uznany przez FIBA najlepszym europejskim koszykarzem w historii. Także on, jako pierwszy zawodnik spoza Stanów Zjednoczonych, został przyjęty do koszykarskiej galerii sław w Springfield.
Tym razem na parkiecie widać było różnicę. Wyglądało to tak, jakby uczniowie stanęli naprzeciw zawodowcom, chociaż przecież w państwach komunistycznych zawodowego sportu oficjalnie nie było. Szczycono się amatorstwem, chociaż każdy wiedział, że sportowcy dostają duże pieniądze za grę.
NAJBARDZIEJ DRAMATYCZNY MECZ W HISTORII
I Rosjanie (choć przecież w zespole ZSRR byli też Litwini czy Ukraińcy) zagrali jak profesjonaliści, którymi w istocie byli. Na przerwę schodzili przy pięciopunktowej przewadze, choć wcześniej mieli już nawet dziesięć punktów na plusie. Zaś zawodnicy zza oceanu grali tak, że pożal się Boże. Amerykańscy kibice załamywali ręce nad popisami swoich zawodników, którzy powinni przegrywać dużo wyżej.
W drugiej połowie koszykarze radzieccy byli najwyraźniej już przekonani o swojej wyższości i pewni, że zwycięstwo im nie ucieknie. Wtedy na parkiecie zaczęły się dziać cuda. Amerykanie zaczęli w fantastyczny sposób odrabiać straty i na półtorej minuty przed ostatnią syreną przegrywali już tylko dwoma punktami.
Wtedy jednak faulują Biełowa, który trafia, ale tylko jeden z dwóch rzutów wolnych. ZSRR prowadzi trzema punktami. Trzy sekundy przed końcem dwa razy z linii rzutów wolnych trafia Doug Collins. Jest 50:49 dla Amerykanów. I tu zaczyna się afera.
Gdy Rosjanie chcieli wznowić grę, pogubili się sędziowie. Przede wszystkim dlatego, że głównym był Brazylijczyk, który nie znał niemieckiego. A przy stolikach sędziowali właśnie Niemcy. Ostatecznie Sowietom pozostała jedna sekunda na rozegranie akcji. Ale nagle do sędziów zszedł sekretarz generalny FIBA - Renato William Jones i... nakazał sędziom cofnięcie zegara oraz przyznanie Związkowi Radzieckiemu nie jednej, a trzech sekund na ostatnią akcję.
OBRAŻENI AMERYKANIE
Rosjanie jej nie wykorzystali i Amerykanie zaczęli taniec zwycięstwa. Za wcześnie, bo okazało się, że sędziowie źle policzyli czas i nakazali rozegranie ostatnich trzech sekund jeszcze raz. Tym razem niepilnowany Iwan Jedieszko z linii bocznej od razu zagrał przez całą długość parkietu pod kosz. Tam bez problemu piłkę załadował do środka 20-letni Aleksander Biełow. 51:50 i największa sensacja w historii olimpijskiej koszykówki stała się faktem.
Amerykanie nie chcieli pogodzić się z porażką. Złożyli protest, ale ten został odrzucony. FIBA stosunkiem głosów 3:2 potrzymała decyzję sędziów. Za jego oddaleniem głosowała trójka delegatów z krajów socjalistycznych - ZSRR, Kuby i... Polski. Obrażeni i czujący się oszukani koszykarze ze Stanów zbojkotowali ceremonię medalową i nie odebrali srebrnych krążków.
Po czterech latach Amerykanie wrócili na tron, ale tylko na chwilę. Sytuacja unormowała się, gdy zgodę na olimpijski występ otrzymali gracze z NBA. Gdy zebrano wszystkich najlepszych, drużynę Stanów Zjednoczonych zaczęto nazywać Dream Teamem. Od 1992 roku i Barcelony zawodnicy zza oceanu tylko raz ustąpili rywalom miejsca na najwyższym stopniu podium. Sensacyjnym zwycięzcą była Argentyna w 2004 roku w Atenach. Od 2008 roku Amerykanie już nie oddali złota.
Mecz USA - ZSRR z 1972 roku najlepiej pokazuje, jak dynamiczną i trudną do przewidzenia grą jest koszykówka. Każdą akcję można rozegrać na sto sposób, systemów gry jest tyle, ilu trenerów, a schematy rozwiązania sytuacji boiskowych idą w tysiące. A w wyrównanych meczach o zwycięstwach decydują specyficzne końcówki przerywane dużą liczbą fauli. 10 punktów można zaś odrobić w dwie minuty.
NA POCZĄTKU BYŁ... KONKURS
A na początku była to tylko zabawa, wymyślona przez... protestanckiego pastora. James Naismith był też akademickim nauczycielem w YMCA w Springfield w stanie Massachusetts i wziął udział w konkursie, który rozpisała Rada Pedagogiczna szkoły. Chodziło o wymyślenie nowej gry, którą uczniowie mogliby uprawiać w okresie zimowym.
Naismith długo myślał, aż wreszcie doszedł do wniosku, że nie ulepszy niczego, co już istnieje.
- Uświadomiłem sobie, że wszelkie usiłowania, by zmienić znane gry, nieuchronnie przyniosą opłakany rezultat. [...] Wówczas wziąłem pod uwagę dużą piłkę, łatwą w ujęciu, którą każdy mógłby chwytać i rzucać po niewielkim przygotowaniu. [...] Potem znalazłem dwa stare kosze do zbierania brzoskwiń. Znalazłem młotek i kilka gwoździ i przybiłem kosze do dolnej krawędzi balkonów sali gimnastycznej - napisał, wyjaśniając, jak powstał basketball.
Gra polegała na rzucaniu piłki do wiklinowych koszy zawieszonych na balkonach sali gimnastycznej, więc po każdej udanej akcji musiano wyciągać je specjalnymi kijami. Początkowo do gry w koszykówkę używano zwykłej piłki futbolowej. Pierwsza piłka przeznaczona wyłącznie do nowej dyscypliny powstała w 1894 roku.
Co ciekawe, koszykówka kobiet ma niemal równie długą tradycję jak męska. Mężczyźni pierwszy raz zagrali 21 grudnia 1891, był to mecz nieoficjalny. Pierwszy oficjalny datowany jest na 11 marca 1892, a kobiety wyszły na parkiet, by rzucać do kosza, już rok później, niemal co do dnia, bo 22 marca.
DWA RODZAJE KOSZYKÓWKI
Ze Stanów basketball najpierw zawędrował do Kanady (Naismith był z pochodzenia Kanadyjczykiem), a potem powoli opanowywał cały świat. Przez lata dokładne przepisy tej gry nieco się zmieniały. Na przykład rzut za trzy punkty w NBA wprowadzono już w 1979 roku. W Europie zaczęto rzucać zza łuku pięć lat później. Pierwszym Polakiem, który trafił trójkę, był Jacek Łączyński z Legii Warszawa.
Dziś basketball dzieli się na dwa rodzaje - europejski i amerykański. W Europie gra się 4x10 minut, a w Stanach 4x12 minut. Na Starym Kontynencie linia rzutów za trzy jest w odległości 6 m 75 cm od kosza, a w NBA - 7 m 24 cm. Rzuty wolne w Europie wykonuje się równo z czterech metrów, za oceanem zawodowcy mają cztery centymetry bliżej. Z kolei w NBA gra się na odrobinę większych boiskach.