LeBron James. Sportowi giganci - Maciej Gaweł

Kup książkę

39.90 zł
23.94 zł (23,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział I 50 TYSIĘCY PUNKTÓW

Tego wtorkowego wieczoru, 4 marca 2025 roku, kibice, którzy zdążali do hali Crypto.com Arena w Los Angeles na mecz Lakers z New Orlean Pelicans, wiedzieli, że będą świadkami historycznego wydarzenia. LeBron James przed tym spotkaniem miał na koncie 49 999 punktów zdobytych w NBA (w sezonie zasadniczym i play-offach łącznie). Tylko trzęsienie ziemi mogło sprawić, żeby silny skrzydłowy Lakersów nie przekroczył magicznej granicy.

LeBron musiałby nie zagrać w tym meczu, by nie padła magiczna liczba 50 tysięcy punktów. Ale to niemalże niezniszczalny zawodnik - sezon 2024/2025 jest jego dwudziestym drugim na parkietach NBA.

Fani nie czekali długo na świętowanie ze swoim idolem. Koszykarz barierę przekroczył rzutem za trzy punkty już na początku pierwszej kwarty spotkania z Pelicans. Kibice zgromadzeni na trybunach urządzili LeBronowi owację na stojąco, a spiker Lawrence Tanter powiedział znamienne słowa: "Panie i panowie, wszyscy właśnie byliśmy świadkami historii".

- To dużo punktów. Jestem niesamowicie szczęśliwy, że zdobyłem tyle punktów w najlepszej lidze świata, występując przeciwko najlepszym koszykarzom świata. Oczywiście pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi na myśl, jest to, skąd pochodzę. Zacząłem grać, gdy byłem małym dzieckiem i kochałem ten sport, miałem nadzieję, że pewnego dnia będę mógł grać na najwyższym poziomie. Udało mi się to zrobić i naprawdę cieszę się swoją karierą. To zdecydowanie zaszczyt. Całkiem fajnie jest to obserwować - powiedział bohater nie tylko tego spotkania.

W tym meczu, wygranym przez zespół z Kalifornii 136:115, James rzucił 34 punkty, pokazując tym samym, że wybitnym graczom nawet wiek nie szkodzi. LeBron 30 grudnia 2024 roku skończył bowiem czterdzieści lat, ale w sercu ciągle ma maj i gra jak z nut.

To jego kolejny historyczny wyczyn. Zagrał też w największej liczbie meczów w play-off w historii NBA. Jest także liderem ligi pod względem zdobytych punktów w decydującej fazie sezonu - 25 maja 2017 roku przebił wynik Michaela Jordana wynoszący 5987 punktów podczas finału Konferencji Wschodniej w barwach Cleveland Cavaliers.

W fazie zasadniczej również jest najlepiej punktującym zawodnikiem w historii - 7 lutego 2023 roku pobił rekord Abdula-Jabbara wynoszący 38 387 punktów podczas meczu Lakers z Oklahoma City Thunder.

W DEBIUCIE TRAFIŁ 12 RAZY

Historia LeBrona Jamesa w NBA trwa już ponad dwie dekady. Zaczęła się w 2002 roku, kiedy to James został wybrany w drafcie z numerem pierwszym przez Cleveland Cavaliers. "Kawalerzyści" wygrali loterię i wybierali jako pierwsi. Nie było wątpliwości, że sięgną po niespełna dziewiętnastoletni talent, który już był słynny na całe Stany Zjednoczone. LeBron bowiem już w lidze szkolnej przyciągał uwagę ogólnokrajowych mediów.

Nic więc dziwnego, że na jego debiut oczekiwano z ciekawością i niecierpliwością. Wreszcie sezon 2003/2004 rozpoczął się. 29 października 2003 roku hala ARCO Arena w Sacramento pękała w szwach. Miejscowi Kings podejmowali Cleveland Cavaliers z młodziutkim LeBronem w składzie.

Kalifornijskie miasto przeżyło najazd dziennikarzy. Pierwszy występ w NBA młodej, ale już znanej gwiazdy chciała obejrzeć rekordowa liczba przedstawicieli mediów. Na wydarzenie akredytowało się trzystu dziennikarzy. Ponieważ nie było szans, by wszyscy wykonali swoją pracę i porozmawiali z LeBronem, koszykarz musiał urządzić specjalną, dodatkową konferencję prasową jeszcze przed meczem.

Gdy wyszedł na parkiet uwaga zarówno zwykłych kibiców, jak i celebrytów, których na widowni pojawiło się mnóstwo. Już w pierwszej kwarcie przyszły "Król NBA" zdobył 12 punktów. Ostatecznie występ zakończył z dorobkiem 25 punktów (trafił 12 z 20 oddanych rzutów), miał też 9 asyst, 6 zbiórek i 4 przechwyty. Jego zespół jednak przegrał 92:106.

PRZESTAŁ KLEPAĆ BIEDĘ

- Le Bron miał tyle do udowodnienia. Cały świat go oglądał i czekał na to, co pokaże. W tym momencie przekonałem się dobitnie - on to ma. Będzie wielkim graczem. Widzi na parkiecie rzeczy, których nie dostrzegają inni. To jego niesamowita wizja gry. Decyduje się na podania, których inni nie potrafią sobie nawet wyobrazić - mówił trener Cavaliers Paul Silas, pierwszy szkoleniowiec Jamesa w NBA (cytat za: LeBron James. Król jest tylko jeden, Marcina Harasimowicza).

Jeszcze zanim trafił do NBA, koszykarz stał się już bardzo bogatym człowiekiem. Jego występy w ligach szkolnych przyciągnęły uwagę nie tylko łowców talentów, ale też największych rekinów reklamy i marketingu. Do szaleńczej walki o podpis młodego człowieka na kontrakcie ruszyli przedstawiciele firm obuwniczych. Każdy chciał, by przyszła gwiazda - a większość była przekonana, że LeBron taką zostanie - grała w butach jego firmy.

Do rywalizacji stanęły największe marki. Reebok położył na stół czek na zawrotną kwotę 115 milionów dolarów. Adidas z jego 60 milionami od początku się nie liczył. Natomiast trzeci w grze, koncern Nike, był gotowy zapłacić młodemu gwiazdorowi 87 milionów za siedmioletnią umowę. I tę ofertę ostatecznie młody sportowiec przyjął. Później LeBron będzie zarabiał o wiele większe, wręcz niebotyczne kwoty. Ale na razie najważniejszy był fakt, że skończyła się bieda, która od zawsze ciągnęła się za nim i jego matką.

Rozdział II TRUDNE DZIECIŃSTWO W AKRON

Nikt nie chciałby wychowywać się i dorastać w warunkach, w jakich musiał żyć późniejszy gwiazdor NBA. Pochodził z biednej rodziny, ojca nawet nie znał. Jego mama Gloria nigdy nie chciała o tym rozmawiać, a on zawsze unikał wypowiedzi na ten temat. Nic więc dziwnego, że chłopak musiał szukać autorytetów gdzie indziej.

Gloria Jones urodziła syna w wieku zaledwie szesnastu lat. Mieszkała wówczas razem ze swoją mamą i babcią w domu wynajmowanym wspólnie z trzema innymi rodzinami. Nie dosyć, że o jakichkolwiek "luksusach" można było tylko pomarzyć, to jeszcze okolica, niedaleko torów kolejowych, nie była zbyt bezpieczna. Ale młody LeBron szybko się musiał do tego przyzwyczaić. Po pewnym czasie przestał nawet zauważać krzyki i wystrzały.

Gloria nie była jednak święta. Owszem, ciężko pracowała, żeby zapewnić byt synowi. Jedzenie, ubranie - nie zawsze, ale z reguły było, choć często dzięki pomocy charytatywnej. Ale wciąż młoda dziewczyna lubiła też się bawić i często znikała na całe noce. LeBron musiał się więc przyzwyczaić do samotności i strachu.

- Kiedy siedzisz sam w domu, a twojej mamy nie ma, to nigdy nie wiesz, czy te syreny policyjne nie wyją z jej powodu. Albo czy te strzały nie były w nią wymierzone. W takie noce, niemal każdej nocy, te dźwięki wychwytywałem; słyszałem je i miałem nadzieję, że w żaden sposób nie dotyczą mamy - wspominał LeBron (cytat za: LeBron. Biografia Jeffa Benedicta).

Chociaż na początku nie było tak źle, gdy rodzina była jeszcze razem. Gloria wróciła do szkoły, a chłopcem opiekowała się babcia Freda. Niestety, spokój skończył się niespodziewanie. Na dom Jonesów spadło podwójne nieszczęście. Najpierw zmarła babcia, a później, w 1987 roku matka Glorii. Do tego stało się to w Boże Narodzenie, co na pewno dodatkowo zasmuciło małego LeBrona. A trudności dopiero się zaczynały.

PRZEPROWADZKI Z KĄTA W KĄT

Z dotychczasowego domu Gloria i LeBron musieli się wyprowadzić. Mimo pomocy dwóch braci mama przyszłego koszykarza nie była w stanie opłacić kosztów ogrzewania. Pomocną dłoń wyciągnęła do nich sąsiadka, Wanda Reaves - po tym, jak zobaczyła, w jakich żyją warunkach. U niej Jamesowie przemieszkali miesiąc, dosłownie siedząc na walizkach. A właściwie na jednej, bo w niej zmieścił się cały dorobek mamy i jej synka. LeBron po latach wspominał, że wszystkie swoje rzeczy trzymał w zawsze spakowanym plecaku, żeby być od razu gotowym do drogi.

W samym tylko 1993 roku dziewięciolatek zmieniał miejsce zamieszkania aż pięć razy. To trudne do wytrzymania dla dorosłego człowieka, a co dopiero dla chłopca, który marzył, żeby mieć w końcu własny kąt.

- Między piątym a ósmym rokiem życia przeprowadzałem się dwanaście razy. Oczekiwanie niczego dobrego by nie przyniosło - tylko nałożyłoby dodatkową presję na mamę, która i tak czuła się wystarczająco winna. Zresztą narzekanie nie leżało w mojej naturze - wspominał LeBron.

Gdy przyszły gwiazdor był jeszcze malutki, jego mama związała się z niejakim Eddiem Jacksonem. Dwudziestoletni chłopak chodził do tego samego liceum co Gloria, ale nie był przykładem wymarzonego partnera. Nie mógł znaleźć pracy. Popadał w mniejsze lub większe tarapaty, często spotykał się z policją, bywało, że trochę czasu spędzał w aresztach.

Ale Eddie Jackson naprawdę zakochał się w Glorii.

- Matka Glorii była najcudowniejszą osobą na świecie. Jeśli ci ufała, obdarowywała cię miłością. Jeśli nie, kazała ci znikać z jej oczu. A Gloria była taka sama. - Tak o mamie LeBrona mówił jej chłopak.

Ale najważniejsze było, że szalejąc za Glorią, Eddie bardzo polubił także jej syna. Przed trzecimi urodzinami LeBron dostał od nich mały kosz i malutką, gumową piłeczkę. Pierwsze rzuty miał oddać w świąteczny poranek. Ale było to właśnie to Boże Narodzenie, kiedy zmarła jego babcia. Mama nie chciała dodatkowo zasmucać syna i o rodzinnej tragedii powiedziała mu dopiero po otwarciu prezentów. A gdy świąteczny papier został już zdarty z upominków, uwagę dzieciaka przykuł właśnie zabawkowy minizestaw do koszykówki. LeBron wziął piłkę w dwie ręce, chwilę się zastanowił i wykonał... swój pierwszy w życiu wsad!

NAJPIERW BYŁ FUTBOL

Przełomem w życiu młodego człowieka pochodzącego z trudnego środowiska, niemalże skazanego na konflikty z prawem i smutny koniec, jeśli nie w więzieniu, to na ulicy, był sport. Na szczęście on sam był nad wiek poważnym chłopakiem.

- Nie szukałem problemów, ponieważ nigdy ich nie lubiłem. Stałem nad przepaścią i mogłem bardzo łatwo spaść - opowiadał po latach.

Nie wiadomo jednak na jak długo starczyłoby LeBronowi cierpliwości na unikanie kłopotów. Na jego drodze pojawił się na szczęście trener Brian Kelker, któremu od razu rzuciły się w oczy świetne warunki fizyczne młodego chłopaka. Co ciekawe, był to łowca talentów do futbolu amerykańskiego.

Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że młody LeBron uwielbiał oglądać narodowy sport Amerykanów. Zapytany przez Kelkera nie wahał się odpowiedzieć, że to jego ukochana dyscyplina. To bardzo ucieszyło trenera, który właśnie zaczynał swój pierwszy pełny sezon z East Dragons, czyli zespołem dla dzieci poniżej dziesięciu lat.

Kelker od razu zabrał LeBrona na trening i już na początku mocno się zdziwił. W biegu na 100 jardów James wyprzedził drugiego z najszybszych aż o piętnaście jardów. I zrobił to bez większego wysiłku, nawet nie dostając zadyszki. Trener zrobił jeszcze większe oczy, gdy dowiedział się, że nowo odkryty przez niego kandydat na futbolistę nigdy w życiu nie miał jeszcze do czynienia z tym sportem. Oczywiście poza oglądaniem go w telewizji.

Kelker, który sam miał za sobą ciężkie przeżycia - był narkomanem i alkoholikiem - chciał pomóc LeBronowi. Nie podobało mu się, w jakich warunkach żyje młody chłopak. Starał się nie zostawiać go samego sobie, zabierał go na treningi, a po nich odwoził do domu, co wcale nie było takie proste.

- W pewnym momencie miałem już dosyć, bo oni ciągle zmieniali adres. Zdarzało się, że pojawiałem się na wyjątkowo podłym osiedlu, tylko po to, aby się dowiedzieć, że oni właśnie przenieśli się do innej dzielnicy - opowiadał.