Rozdział 2
- To nie jest dobry pomysł, Chad - oznajmiła cicho, nerwowo rozglądając się na boki. W zasięgu wzroku nie było żywej duszy, a najbliższe źródło światła znajdowało się dobrych sto metrów od miejsca, gdzie stali, więc w teorii mrok nocy maskował ich obecność. Nic z tego jednak nie uspokajało serca Holly, które niemal boleśnie obijało się o żebra.
Nie mogła z całkowitą pewnością stwierdzić, czy stan ten powodowała adrenalina, czy zwyczajna obecność Chada. Jeśli w ogóle łączenie w jednym zdaniu Chadwicka Myersa i zwyczajności było sensowne.
Chad się uśmiechnął. Korzystając z tego, że był odwrócony tyłem, pozwolił, by jego twarz wykrzywił bardzo nietypowy dla niego uśmiech, będący wyrazem głupkowatej wręcz radości, od którego rozbolały go policzki. Gdyby miał powiedzieć, kiedy jego najbliżsi przyjaciele mieli okazję widzieć go takiego, strzelałby, że było to jeszcze przed ostatnimi wakacjami.
A teraz po prostu nie mógł się powstrzymać. Zdecydowanie uwielbiał, gdy Holly wypowiadała jego imię. Może nawet odrobinę za bardzo.
Chryste, co ta dziewczyna ze mną wyprawia - pomyślał, podciągając się wyżej o kolejnych kilkanaście centymetrów. Był już prawie na szczycie wysokiej siatki ogradzającej teren szkoły. - Robię się żałosny - przyznał jeszcze przed sobą, ale, o dziwo, jakoś nieszczególnie mu to przeszkadzało.
Jego znajomość z Holly trwała już dobrych kilka tygodni i jak dotąd dziewczyna nie uciekła od niego z krzykiem, a nawet zdawała się całkiem lubić jego towarzystwo. Był więc gotowy brnąć dalej ścieżką prowadzącą prosto do krainy godnych pożałowania mięczaków tracących głowę dla dziewczyny, jeśli to oznaczało więcej nocy spędzonych z nią. A kto wie, może pewnego pięknego dnia Holly przestanie być przerażona wizją pokazania się z nim publicznie i nie będzie musiał poświęcać cennych godzin snu, żeby poddać się temu niewytłumaczalnemu przyciąganiu, które dręczyło go od ich pierwszego spotkania.
- Nigdy nie powiedziałem, że mój pomysł jest dobry - wytknął jej, przekładając nogi nad metalowym ogrodzeniem. Teraz, kiedy już znajdował się twarzą do Holly, błysnął uśmiechem, który był o wiele bardziej w stylu Chada Myersa. - Tylko że jest fajny - dokończył i w tym samym momencie poluźnił uchwyt, pozwalając zadziałać grawitacji.
Z gracją wylądował na ziemi i wciąż z tym samym zadowoleniem na twarzy spojrzał na dziewczynę po drugiej stronie. Druciana siatka z dużymi oczkami pozwalała mu bez trudu dostrzec to, jak bardzo jego skok nie robił na niej wrażenia.
- Ciekawe, czy też szczerzyłbyś się tak szeroko, gdybyś złamał sobie nogę, a ja zostawiłabym cię tu samego i wróciła do domu - dogryzła mu, chociaż gdyby miała być szczera, nie wierzyła, że mógłby zrobić sobie krzywdę.
Jego idealnie zbudowane atletyczne ciało wydawało się całkowicie odporne na urazy. Holly przez ostatnie tygodnie spędziła wystarczająco dużo czasu, pożerając go wzrokiem, by móc dojść do takich wniosków. Zaczynała poważnie obawiać się, że zanim się zorientuje, będzie już miała prawdziwą obsesję na jego punkcie.
W rzeczywistości po prostu grała na czas, naiwnie licząc w duchu, że Chad zrezygnuje ze swojego pomysłu. Miał jednak rację, kiedy powiedział, że wcale nie uznał go za dobry. Nie musiał, podobnie jak nie musiał tłumaczyć jej, na czym polegał, ani przekonywać, żeby się zgodziła. Po prostu obudził ją telefonem w środku nocy, a ona poszła za nim w ciemno, bo tak właśnie działał na nią Chadwick Myers.
Chad uważał za bardzo wątpliwe to, że faktycznie mogłaby go zostawić, biorąc pod uwagę okoliczności ich pierwszego spotkania, kiedy uparła się, żeby ratować mu życie, ale odpuścił sobie mówienie tego głośno. Zamiast tego wskazał gestem na siatkę, zachęcając dziewczynę, by zaczęła się wspinać.
- Wyrzucą nas przez to ze szkoły - skomentowała, kręcąc głową ze zrezygnowaniem, jakby nie do końca wierzyła, że to robi. - W najlepszym wypadku. W tym gorszym zwyczajnie skończymy w kryminale.
- Chyba zapominasz, kim jestem. - W jego głosie pobrzmiewała udawana uraza i cała masa pewności siebie. Niestety całkowicie uzasadnionej, czego Holly nigdy nie przyznałaby na głos. - Mam w tej szkole więcej władzy niż dyrektor, nikt mnie nie wyrzuci.
- A co ze mną? - zapytała, z trudem godząc ze sobą wspinanie się i niespadanie.
W wykonaniu Chada pokonanie trzymetrowego ogrodzenia wydawało się proste, ale Holly nie miała jego koszykarskiego wzrostu ani sprawności fizycznej.
Chad nie spieszył się z odpowiedzią. Obserwował Holly w skupieniu, po części ze szczerej troski, a po części dla własnej przyjemności patrzenia na jej ciało. W końcu udało jej się dotrzeć na górę i przełożyć nogi na drugą stronę, a on wyciągnął ramiona, dając w ten sposób znak, by skoczyła. Znowu pokręciła głową w niekończącej się debacie z samą sobą na temat tego, gdzie podział się cały jej zdrowy rozsądek, a potem skoczyła.
- Ty... - zaczął, ostrożnie stawiając ją na ziemi z taką łatwością, jakby nie było to dla niego żadnym wysiłkiem - ...będziesz musiała uważać, żeby cię nie złapali. Bo cię wyrzucą.
W odpowiedzi uderzyła go w pierś, ale niewiele sobie z tego robił. Jego ciało trzęsło się od powstrzymywanego śmiechu.
- Zaufaj mi - poprosił i pocałował ją w czubek nosa.
Podobne gesty czasem im się zdarzały, jednak zdecydowanie nie na tyle często, by Holly mogła do nich przywyknąć. Lub przynajmniej nie cierpieć z powodu palpitacji serca za każdym razem, gdy coś takiego się działo.
- Prowadź, panie ważny. - Będąc tak blisko niego, naprawdę łatwo było zapomnieć o wszystkim innym, ale teraz, gdy już byli po tej mniej właściwej stronie ogrodzenia, wolała jak najszybciej znaleźć się w budynku i nie ryzykować, że ktoś ich zobaczy.
W rzadkich przebłyskach rozsądku, które na ogół miały miejsce wyłącznie wtedy, gdy Chada nie było w pobliżu, Holly zastanawiała się, co ona, do cholery, wyprawia, a przede wszystkim - z kim. Wiedziała, że ich nocne spotkania zwyczajnie nie mogły skończyć się dobrze i lepiej byłoby, gdyby przerwała tę relację, zanim całkiem przepadnie i odda swoje serce w najmniej odpowiednie ręce.
Nie chciała się w nim zakochać. Nie chciała nawet czuć się w jego towarzystwie tak dobrze, jakby byli przyjaciółmi, i poniekąd spodziewała się, że ta początkowa fascynacja, którą oboje czuli, z czasem minie. Liczyła, że uda jej się wyrwać z tego szaleństwa, gdy pozna go bliżej i odkryje coś, co skutecznie ją zniechęci. Jak dotąd osiągała efekt odwrotny do zamierzonego.
Świat Chadwicka Myersa kompletnie ją przerastał i nie potrafiła wyobrazić sobie, że staje się jego częścią - tego wszechobecnego zachwytu nad jego istnieniem, nieustannych spojrzeń i zainteresowania, jakie wzbudzał. Życie na społecznym świeczniku zupełnie jej nie przekonywało i chyba wolałaby dać sobie odciąć mały palec, niż stać się kolejną gwiazdą w Plejadzie.
Wiedziała to wszystko i pamiętała o tym przez większość dnia, gdy żyła sobie bezpiecznie w swoim małym świecie pełnym nie tak małych problemów.
Nie umiała więc wyjaśnić, dlaczego pomimo całej tej wiedzy każdego wieczora wstępowała w nią ta dziwna ekscytacja.
Dlaczego odrabiając lekcje, co kilka sekund zerkała nerwowo na telefon, czekając na wiadomość od Chada, w której zapyta, czy Holly ma ochotę się spotkać.
Ani przede wszystkim - dlaczego za każdym razem tak ochoczo godziła się na jego pomysły i zapominając o tym, co obiecywała sobie wcześniej, pozwalała prowadzić się za rękę coraz dalej w głąb tego świata, którego tak bardzo chciała unikać.
Chad kazał jej sobie zaufać, ale przecież gdyby nie miała do niego zaufania, spałaby teraz w ciepłym łóżku, a rano wstała wypoczęta i gotowa do szkoły, zamiast włamywać się do niej o drugiej w nocy z chłopakiem, z którym jeszcze do niedawna nie planowała zamienić w życiu nawet słowa.
Ruszyli jedno za drugim wzdłuż tej ściany budynku, na której kamera nie działała, a później skręcili za róg. Dziewczyna pozwoliła się prowadzić, zastanawiając się, czy we wszechobecnej ciszy słychać, jak mocno bije jej serce.
W końcu Chad zatrzymał się przy jednym z niedostępnych już dla uczniów wyjść, które przed modernizacją placówki funkcjonowało jako ewakuacyjne. Z popisowym uśmiechem wyciągnął z kieszeni bluzy mały pęk kluczy.
Rozglądając się wokół, Holly zauważyła, że znajdują się przy zachodnim skrzydle, w całości przeznaczonym na szkolne aktywności sportowe. Gdyby nie przyszli tam w środku nocy, z miejsca, w którym stali, widziałaby boisko futbolowe, baseballowe i korty tenisowe.
South Stanly High mogło pochwalić się dość imponującą infrastrukturą jak na liceum w małym miasteczku i działo się tak z dwóch powodów: jeden nazywał się Weston, a drugi Myers.
Burmistrz Weston, ojciec Toppera, i rodzice Chadwicka sponsorowali szkołę, przekazując rocznie kolosalne sumy na jej rozwój. Holly nieszczególnie interesowały powody tej niezwykłej dobroczynności, ale jej skutkiem ubocznym było to, że między innymi dzięki niej tych dwóch nastolatków było praktycznie nietykalnych.
- Panie przodem. - W czasie, gdy rozglądała się po okolicy, Chad uporał się z drzwiami i teraz teatralnym gestem zapraszał ją do środka.
Nie wiedziała, jaki właściwie był cel ich włamania, ale kiedy zrozumiała, do której części szkoły się kierują, podświadomie założyła, że Chad z jakiegoś powodu chce ją zabrać na salę gimnastyczną. W końcu boisko do koszykówki było jego królestwem.
Jednak gdy oboje weszli do środka, chłopak złapał ją za rękę i sprawnie poruszając się ciemnym korytarzem, ruszył w przeciwnym kierunku. Najpierw przeszli przez łącznik prowadzący do dobudowanej kilka lat temu części, a potem na klatkę schodową i wspięli się na piętro, gdzie znajdował się szkolny basen.
Minęli przeszklone drzwi i znaleźli się na szczycie trybun hali pływackiej. W dole pod nimi tafla wody była zupełnie niewzruszona, jakby ktoś zamroził czas. Jedyne oświetlenie stanowiły światła umieszczone w ścianach basenu, które sprawiały, że ta część sporej hali, do której ich blask docierał, tonęła w niebieskawej poświacie. Większość była jednak pogrążona w ciemności, a to wszystko tworzyło upiorną scenerię, od której Holly czuła dreszcz spływający po kręgosłupie. Jednocześnie nie mogła odwrócić wzroku, zafascynowana tym widokiem i własnym strachem.
To właśnie było najniebezpieczniejsze w tym ciemnowłosym chłopaku. Zapewniał jej doznania, które budziły jej serce do biegu. Sprawiał, że czuła się wręcz boleśnie żywa i obecna wyłącznie tu i teraz. Ta adrenalina towarzysząca ich spotkaniom była prawie tak uzależniająca jak sam Chadwick. Holly ciągle pragnęła więcej.
- Jeśli chciałeś się na mnie pogapić w bieliźnie, wystarczyło poprosić - skomentowała wbrew własnym myślom, marszcząc nos, gdy dotarł do niej gryzący zapach chloru.
- A zgodziłabyś się? - Odwrócił się do niej i nawet w tak słabym świetle widziała w jego oczach szaleńczy błysk ekscytacji. W ogóle nie przypominał teraz chłopaka, którego za parę godzin minie na szkolnym korytarzu, udając, że się nie znają.
- Nieee - odpowiedziała, przeciągając samogłoskę i karcąc go wzrokiem. - Ale na pływanie z tobą w szkolnym basenie w środku nocy też się nie zgadzam, a w ten sposób przynajmniej oboje zaoszczędzilibyśmy sobie fatygi i zyskalibyśmy kilka godzin snu.
Chad parsknął śmiechem i bez słowa zaczął zbiegać ze schodków. Holly miała do wyboru ruszyć za nim lub zostać sama w mroku okalającym trybuny, dlatego niechętnie dołączyła do niego, kiedy zatrzymał się przy ostatnim rzędzie krzeseł, żeby się rozebrać.
- Tak w ogóle to wcale nie zaplanowałem tego, żeby zobaczyć cię bez ubrania. Traktuję to raczej jako dodatkowy bonus. - Puścił do niej oczko, zanim pozbył się swojej bluzy.
- Tak? Więc dlaczego? - Uniosła brew rozbawiona jego wyznaniem. Bardzo starała się przy tym powstrzymać przed gapieniem się na jego tors.
- Sama powiedziałaś ostatnio, że zawsze chciałaś spróbować pływania w nocy. - Wzruszył ramionami, jakby to była oczywistość. - A ponieważ mamy luty i pływanie w jeziorze byłoby raczej średnim pomysłem, zorganizowałem zastępstwo.
Ściągnął resztę ubrań, podczas gdy Holly wpatrywała się w niego całkowicie skołowana tym, że oto Chadwick Myers oznajmił jej, że wpadł na pomysł włamania się do szkoły, żeby spełnić jej głupie marzenie, które wyznała mu poprzednim razem, gdy się widzieli. To nie mógł być ten sam chłopak, który zdradził każdą dziewczynę, z jaką był w związku. I to jeszcze zanim stał się zawodowym łamaczem serc.
- Nie będę cię zmuszał, jeśli nie chcesz. - Chad, nieświadomy jej małego załamania światopoglądu, przeszedł obok i stanął tuż przy krawędzi basenu. Obrócił się przez ramię i odezwał: - Ale skoro i tak naruszyłaś już prawo, włamując się na teren szkoły, to dlaczego by nie skorzystać z okazji i nie zrobić czegoś fajnego? - zapytał i skoczył, nie czekając na jej odpowiedź, a plusk wody był niemal ogłuszający w porównaniu z otaczającą ich ciszą.
To było głupie i nieodpowiedzialne. Nawet jeżeli wiedziała, że Chad byłby w stanie sprawić, że unikną konsekwencji, jeśli zostaną złapani, to nie powinna zawierzać całej swojej przyszłości temu brunetowi, który - jeśli wierzyć plotkom - dla zabawy niszczył cudze związki, a przede wszystkim którego znała od paru tygodni. Rozsądna dziewczyna, za jaką całe życie się uważała, zakończyłaby to wszystko w tej chwili i wróciła do domu.
Problem jednak polegał na tym, że Holly wcale nie chciała być odpowiedzialna. Ani rozsądna. Pomyślała o domu, o tym, że ma za sobą kolejny dzień ukrywania przed siostrą problemów mamy i samodzielnego radzenia sobie z tym, że ich rodzina się rozpadła. I o tym, że nie zanosiło się, by sytuacja miała w najbliższym czasie ulec zmianie, a ona nie wiedziała, jak długo jeszcze wytrzyma.
Za kilka godzin wróci do zastępowania mamy w jej roli, bo ona jest zbyt zrozpaczona odejściem męża, żeby udźwignąć bycie rodzicem. Rano wstanie wcześniej i upewni się, że kobieta nie zaspała do pracy, schowa z widoku tabletki nasenne, wyrzuci pustą butelkę po winie i umyje kieliszek, żeby Olivia niczego nie zauważyła. Potem obudzi siostrę, zadba o to, by zjadła śniadanie, które jej przygotowała, i zdążyła na autobus. Po powrocie ze szkoły ugotuje obiad dla całej ich trójki i usiądzie z Liv do odrabiania lekcji, w międzyczasie kontrolując, co robi mama, i nasłuchując brzęku wyciąganego z szafki kieliszka.
Będzie odpowiedzialna aż do bólu, bez słowa skargi niosąc na własnych barkach troskę za utrzymanie w całości ochłapów ich rodziny.
Ale tu i teraz chciała cieszyć się wolnością, jaką dawał jej Chad. Chciała ryzykować, popełniać błędy i stawiać na szali własne serce, które z każdą kolejną nocą spędzoną w towarzystwie tego zupełnie nieodpowiedniego dla niej chłopaka zdawało się wyrywać do niego trochę bardziej.
Gdy zaczęła ściągać z siebie ubranie, Chad nie próbował nawet udawać, że na nią nie patrzy. Podpłynął do ściany basenu, oparł przedramiona na brzegu i otwarcie śledził każdy jej ruch, jakby oglądał pokaz urządzony specjalnie dla niego. Pewnie w jakimś stopniu tak właśnie było.
Holly nie wstydziła się swojego ciała. Nie miała ku temu powodów i było to prawdziwym darem niebios, bo gdyby miała zapracować na te kształty ćwiczeniami i dietą, nigdy by się na to nie zdobyła. Nie miała też szczególnych oporów przed rozebraniem się przy Chadwicku. Ich znajomość od pierwszej chwili była dość specyficzna, a od nocy poznania się zdążyli już odsłonić przed sobą o wiele bardziej intymne rzeczy niż nagość.
Chodziło o sposób, w jaki na nią patrzył. Sprawiał, że stawała się niemal boleśnie świadoma nawet najmniejszego fragmentu swojego ciała. Każdy skrawek jej skóry rozpalał się pod wpływem spojrzenia tych niesamowitych błękitnych oczu, dla których przepadała.
- Zmieniłem zdanie - powiedział, a jego wzrok jeszcze raz przebiegł po jej ciele. - Jednak to jest główną atrakcją. Spełnienie twojego marzenia to tylko bonus. Dlaczego nie wpadłem na ten pomysł wcześniej? - Pacnął się w czoło i pokręcił głową rozczarowany sobą, skutecznie rozładowując napięcie, które jeszcze chwilę temu elektryzowało powietrze między nimi.
Mniej więcej właśnie tak wyglądała ich relacja. Chad dawał jej do zrozumienia, że jest nią zainteresowany, zafascynowany wręcz, ale nigdy nie naciskał, dbając o to, by czuła się w jego towarzystwie swobodnie i bezpiecznie. To była jedna z wielu rzeczy, które sprawiały, że Holly tak do niego lgnęła.
Inną była jego niesamowita zdolność sprawiania, że zapominała o całym świecie. Gdy tylko znalazła się w wodzie, przestała myśleć o konsekwencjach, jakby chłopak wciągnął ją do swojej własnej bańki. Działo się tak za każdym razem, gdy spędzali wspólnie czas.
Zagadywał ją o błahe tematy, odciągając od myśli o domu, angażował w rozmowy, które mogłyby nigdy nie mieć końca, opowiadał historie o swoich przyjaciołach w taki sposób, że Holly czuła się, jakby sama ich znała, i rozbawiał ją do łez. Każdej nocy odkrywał przed nią kogoś, kogo - jak sądziła - niewiele osób miało okazję poznać. Te chwile dawały jej poczucie absurdalnego szczęścia i powoli zaczynała się przekonywać, że jakąkolwiek cenę przyjdzie jej w końcu zapłacić, będzie ona warta tego, co dostała w zamian.
Nie miała pojęcia, ile czasu tak spędzili, zanim nagły dźwięk wdarł się do ich prywatnego świata, burząc jego liche ściany. Uśmiech zamarł na ustach Holly i poczuła, że jej serce przyspiesza. To nie była już jedynie adrenalina, ale czysta panika, która odbierała zdolność logicznego myślenia.
Spojrzała w kierunku góry trybun, na wejście, którym przyszli, jednak nie dostrzegła tam żadnego ruchu. Rozległo się ponowne trzaśnięcie, jakby zamykane metalowe drzwiczki szafki. Ktoś kierował się na halę przez męską szatnię, do której wejście znajdowało się na ścianie równoległej do krótszego boku basenu, gdzie właśnie byli Chad i Holly.
Chłopak wyrzucił z siebie ciche przekleństwo i podpłynął pod samą ścianę akwenu, ciągnąc za sobą zamarłą z przerażenia Holly. Ustawił ich bezpośrednio pod jedną z platform startowych, przyszpilając dziewczynę tak mocno, że jednocześnie ją podtrzymywał. Jego wysoki wzrost pozwalał mu stanąć stabilnie na dnie, dzięki czemu nie wprawiali w ruch wody wokół siebie.
- Zaufaj mi - poprosił bezgłośnie, powtarzając te same słowa, które powiedział wcześniej przy siatce.
Holly miała ochotę zaprotestować, a potem wyrwać się i próbować uciec. Panika kazała jej coś zrobić, bo nawet bezmyślne działanie wydawało się lepsze od bezczynnego czekania, ale nie dostała na to szansy.
Drzwi szatni otworzyły się z upiornym skrzypnięciem. Wysoki murek, na którym ustawione były startery, ukrywał ich przed wzrokiem ochroniarza, przynajmniej z miejsca, w którym mężczyzna obecnie stał, ale też sprawiał, że sami go nie widzieli. Mogli jedynie nasłuchiwać powolnych kroków rozlegających się tuż nad ich głowami.
Holly była przerażona i miała ochotę dać znać strażnikowi o ich obecności, byle tylko nie musieć trwać dłużej w tym napięciu, które wydawało się nie do zniesienia. Chad, być może świadomy myśli szalejących w głowie dziewczyny, pochylił się w jej stronę jeszcze o kilka milimetrów, by ich usta się zetknęły.
Nie był to nawet pocałunek, zaledwie ledwo wyczuwalny dotyk, ale i tak wywołał zamierzony efekt. Holly nagle nie mogła nie myśleć o tym, jak blisko siebie się znaleźli. Ich ciała były przyciśnięte ciasno, nie pozostawiając między nimi żadnej wolnej przestrzeni. Jej głowa nadal była pogrążona w panice, ale serce już zaczęło się uspokajać, jakby dostrajało się do Chada.
Wszystko trwało pewnie zaledwie krótką chwilę, która dla niej wydawała się całą wiecznością, ale w końcu kroki zaczęły się oddalać, a następnie trzaśnięcie drzwi dało im do zrozumienia, że znowu są sami. Udało się. Holly miała wrażenie, że tonowy kamień spadł jej z serca.
Chad jeszcze przez moment pozostał blisko niej, zanim odważył się wychylić zza murka, by potwierdzić ich przypuszczenia. W końcu wrócił spojrzeniem do Holly i odepchnął się od ściany z pełnym zadowolenia uśmiechem.
- Skąd wiedziałeś, że nas nie zobaczy? - Teraz, kiedy istniał między nimi jakikolwiek dystans, zaczynała jej wracać zdolność trzeźwego myślenia. Nie mogła uwierzyć w to, jakie mieli szczęście. Wystarczyło, że strażnik postanowiłby przejść się wokół basenu i dostrzegłby ich ukrytych pod ścianką lub sprawdziłby trybuny i znalazł ich rzeczy.
- Nie wiedziałem. - Beztrosko wzruszył ramionami, jakby jeszcze przed minutą nie groziły im poważne kłopoty. - Szczerze mówiąc, byłem już w połowie wymyślania historii, w której podałbym się za Ellisa. Wcisnąłbym kit o tym, że obudziłem się w nocy, czując potrzebę potrenowania, i modlił się, by strażnik był bardzo nieogarnięty albo zbyt leniwy, żeby zacząć nas gonić, jak wyjdziemy z basenu i zaczniemy uciekać.
- Przecież kazałeś mi sobie zaufać! - Emocje zaczęły opadać i nagle Holly poczuła się irracjonalnie wściekła na chłopaka za jego głupie pomysły, które narażały ją na problemy.
Wiedziała, że nie ma do tego prawa, bo poszła za nim z własnej woli, ale cały ten czas podświadomie zakładała, że skoro porywał się na coś takiego, to miał pewność, że nie zostaną nakryci.
- Ale nie miałem na myśli tego, że nas nie złapią! - Przyciągnął ją z powrotem do siebie.
Miał nad nią przewagę, bo w przeciwieństwie do dziewczyny nie musiał walczyć o utrzymanie się na powierzchni. W swojej złości Holly tymczasowo dodała jego niebotyczny wzrost do rzeczy, które ją irytowały.
- Nie obiecywałem ci, że wyjdziemy stąd niezauważeni, tylko że nawet jeśli nas złapią, to jakoś nas z tego wyciągnę. - Wsunął palce pod jej brodę, delikatnym ruchem zmuszając, żeby na niego spojrzała.
W jego oczach dostrzegła niemal przerażającą czułość, która kłóciła się z tym, kim była szkolna gwiazda koszykówki.
Bo Chadwick Myers był znany przede wszystkim ze swojej obojętności. Miał życie, za które wielu byłoby w stanie zapłacić każdą cenę, ale żył, jak gdyby to, co posiadał, mogło zniknąć, a on nawet nie zauważyłby różnicy. Zachowywał się, jakby nic na świecie nie miało dla niego szczególnej wartości - i paradoksalnie właśnie za to wszyscy tak bardzo go kochali.
Jednak patrząc mu w oczy, Holly zaczynała rozumieć, że to już nie była prawda. Jego spojrzenie jasno mówiło, że na czymś mu zależy. Tym "czymś" była ona. Z niezrozumiałych dla niej powodów stała się ważna dla tego niedostępnego dla wszystkich bruneta, któremu uratowała życie w grudniową noc. I to ją przerażało.
- Nie mogę ci obiecać, że nigdy nie sprowadzę na nas problemów. Wręcz przeciwnie, mogę cię zapewnić, że do końca tego roku wściekniesz się na mnie jeszcze jakieś tysiąc razy. - Posłał jej uśmiech, a Holly poczuła dziwne ciepło rozlewające się po sercu na sugestię, że ich znajomość przetrwa tak długo.
Sama nie odważyła się wybiegać z tą myślą w przyszłość dalej niż do następnej nocy. Gdzieś z tyłu głowy cały czas spodziewała się, że to wszystko zaraz się skończy, jakby miała obudzić się ze snu. Najgorsze było to, że nie była już przekonana, czy aby na pewno chce przestać śnić o Chadwicku.
- Ale obiecuję ci, że nie ma takich kłopotów, z których nas nie wyciągnę. Bez względu na to, w co nas wpakuję, zawsze cię uratuję. Właśnie o takie zaufanie cię proszę i na takie mam nadzieję zasłużyć. Nigdy nie pozwolę, żeby przeze mnie stało ci się coś złego, rozumiesz? - Nachylił się nieco, opierając swoje czoło o jej. - Nigdy.