Na szczycie - K.N. Haner

Kup ebooka

37.00 zł
29.60 zł (29,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

KIEDY TYLKO WYSKOCZYŁAM Z AUTOBUSU, ZOBACZYŁAM JEDYNEGO FACETA NA ŚWIECIE, którego mogę tolerować – był to Trey, mój przyjaciel. Stał na przystanku i czekał na mnie. Rzucił niedopałek papierosa i rozdeptał go szczytem swojego czarnego conversa. Jak zawsze górował nad wszystkimi sylwetką. W szkole średniej grał w rugby, więc należy do typu facetów, którzy zawsze wzbudzają respekt. Uśmiechnęłam się, pierwszy raz w tym popieprzonym dniu.

– Cześć, Reb. – Zrobił dwa długie kroki i już stał obok mnie.

– Cześć, Trey – westchnęłam głośno i wbiłam w niego wkurwione spojrzenie.

– Trudny klient? – zapytał, obejmując mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie.

– Szef znowu cię wkurzył? – Pokręciłam przecząco głową. – Więc co?

– Moja matka.

– Czego znowu chciała? – Nagle zatrzymał nas na środku chodnika, tak, że prawie wpadła na nas kobieta jadąca rowerem. Zaklęła, a Trey, jak gdyby nigdy nic, pokazał jej tylko środkowy palec.

– Tego co zawsze.

– Przecież wysłałaś jej ostatnio pieniądze – rzucił zirytowany.

– Wiem, powiedziała, że znowu ich potrzebuje. Jest chora.

– Jasne. Chora...

– Trey, to moja matka, muszę jej pomagać.

– Wcale nie musisz, ona cię wykorzystuje, Reb. Wie, że zawsze uratujesz jej tyłek.

– To moja matka – powtórzyłam i odpaliłam papierosa.

– Rozumiem, gdybym miał rodziców, także bym im pomagał, jednak nie dałbym się tak wykorzystywać jak ty.

Rzuciłam mu błagalne spojrzenie z cyklu "nie rób mi, proszę, wymówek".

– Co robimy? – Spojrzałam na zegarek, było kilka minut po dziewiątej.

– Jeśli nie masz humoru, możemy wrócić do domu i zjeść pudło lodów lub iść do baru i złoić się do nieprzytomności.

– Z chęcią wróciłabym do domu, ale perspektywa lodów, które wejdą mi w tyłek, nie jest obiecująca – zmarszczyłam brwi, Trey się roześmiał.

– W takim razie imprezka! – krzyknął na środku ulicy. W ciągu pięciu minut zadzwonił do jakiegoś miliona osób, wszyscy jednak mieli już plany. W piątkowy wieczór nie było to dziwne. Zostaliśmy sami. Imprezka we dwoje. Ruszyliśmy w stronę ulubionej knajpy, w której zawsze rozgrzewamy się przed imprezowaniem.

Treya znam od dzieciństwa, chodziliśmy razem do szkoły średniej. On – najpopularniejszy w szkole sportowiec, i ja – cheerleaderka jego drużyny. Zawsze miał powodzenie u kobiet, tyle że nikt nie wiedział, że jest gejem. Osobiście uważam, że jest biseksualny, mam na to niezbite dowody. Na przykład nasze relacje – kilka razy zdarzyło się między nami "coś więcej". Zawsze zarzekaliśmy się, że to się nie powtórzy, ale zdarzało się. On jednak uparcie twierdzi, że moja teoria dotycząca jego orientacji jest stekiem bzdur. Wszyscy uważają, że przyjacielski seks niszczy przyjaźń, ale w naszym przypadku to nieprawda. Kocham Treya do szaleństwa, jest moją bratnią duszą, wie o mnie dosłownie wszystko. W liceum byłam jego przykrywką, udawaliśmy parę, wzbudzając wieczne zainteresowanie i plotki. W pewnym momencie jedna z dziewczyn rozpowiedziała, że jestem w ciąży. Wynikła z tego nieziemska afera. Moja matka omal nie dostała zawału, dyrektor prawie wyrzucił Treya ze szkoły, dopiero badanie ginekologiczne, do którego zostałam zmuszona, potwierdziło, że nie ma mowy o ciąży. Byłam dziewicą. Prawda jest taka, że nadal nią jestem, ale tylko Trey o tym wie. Miałam wielu facetów, jednak zawsze kończyło się najwyżej na seksie oralnym. Nawet Trey nie był w stanie przebić się przez mój wstręt do bliskości. Nie wiem, jaka jest jego przyczyna. Wśród znajomych uchodzę za raczej miłą, ale zdystansowaną do nowych znajomości osobę. To dość zabawne.

– Co zjemy? – zapytałam, przeglądając menu.

– Jeśli mam się spić, chcę zjeść coś, czym będę się mógł potem porzygać – wyszczerzył te swoje białe ząbki w szyderczym uśmiechu. Nasze wyjścia często kończą się małym armagedonem, aresztowaniem, ewentualnie innym ciekawym wydarzeniem. Tydzień temu, na urodzinach naszego znajomego, Trey skoczył z balkonu do basenu. Kiedy indziej wszyscy myśleli, że umarł, a on tylko usnął z nadmiaru alkoholu.

– Ja wezmę sałatkę.

– Znowu dieta? Rano piłaś kawę z mlekiem i cukrem – spojrzał na mnie badawczo.

– Chyba powinnam zrzucić kilka kilogramów – westchnęłam z rozżaleniem, bo zawsze to mówię i nigdy nic z tego nie wychodzi.

– Suzanne znowu nagadała ci w pracy?

Suzanne to opiekunka dziewczyn w klubie, w którym tańczę od dwóch lat. Lubię tę pracę, nawet bardzo, chociaż... ostatnio coraz bardziej zniechęcam się do facetów.

– Nie, ale przywieźli dziś nowe stroje i ledwo wcisnęłam swój tyłek.

– Wyluzuj, mała. Przecież wiesz, że nigdy nie będziesz miała tyłka jak Kate Moss.

– Dzięki za pocieszenie – rzuciłam mu gniewne spojrzenie i wywróciłam oczami.

– Jutro się zajmiesz dietą, która i tak nie potrwa dłużej niż dwa dni.

– Trey! – Pacnęłam go w ramię, a on się roześmiał.

– Poprosimy dwa steki, średnio wysmażone, frytki i zestaw surówek – zamówił dla nas obojga. Wie, jak uwielbiam jeść.

– A w dupie z dietą!

– Wiele razy cię namawiałem, byś poszła ze mną na siłownię.

– To nie dla mnie, nienawidzę ćwiczyć.

– Chyba że na rurze – puścił mi oczko.

– Tak, wyłącznie na rurze – oboje się roześmialiśmy.

Często zastanawiałam się, jak zareagowałaby moja matka, gdyby wiedziała, w jaki sposób zarabiam na życie. Czy nadal oczekiwałaby pomocy? Możliwe, że w dramatyczny sposób wyparłaby się mnie i powiedziała, że jestem zwykłą dziwką. A po czasie i tak wróciła po pieniądze. Okej, tańczę w klubie ze striptizem, ale nie oferujemy tam usług seksualnych. Owszem, są dziewczyny, które rozdają wizytówki klientom, jednak to nie moja sprawa. Dla mnie taniec to podstawowa praca i nie dorabiam sobie w żaden inny sposób.

Zjedliśmy z Treyem po wielkim soczystym steku, za które ja zapłaciłam, i ruszyliśmy do klubu. Los Angeles to miejsce, w którym nie brakuje miejsc do zabawy. Wybraliśmy jeden z klubów przy plaży, gdzie zawsze są najlepsze imprezy. Od razu pożałowałam, że nie zmieniłam butów na wygodniejsze. Miałam za sobą kilka godzin tańca w tych okropnych platformach, więc perspektywa całej nocy na obcasach nie napawała mnie optymizmem. Trey utorował nam drogę do samego baru, gdzie akurat zwolniły się dwa miejsca.

– Słodko – skrzywiłam się, widząc całą masę facetów. To chyba wieczór kawalerski. Mam po dziurki w nosie wieczorów kawalerskich.

– Mnie się podoba – Trey wyszczerzył zęby i spojrzał na tyłek jednego z nich.

– Nie wątpię – spojrzałam na kelnera. – Poproszę tequilę – powiedziałam, pokazując także na Treya.

Już po chwili wlewałam w gardło trzecią kolejkę. Od razu poczułam się lepiej. Znacznie lepiej. Mamy z Treyem niepisaną umowę, że jeśli wychodzimy we dwoje, to razem się bawimy, nie podrywamy i razem wracamy do domu. Przy kolejnej kolejce, hm... A może to był drink...? Nie wiem, straciłam rachubę... W każdym razie Trey wyciągnął mnie na parkiet. Lubię tańczyć, ale nie kiedy jestem tak pijana. Zresztą taniec w klubie różni się od tego na rurce. Zawsze na imprezach, gdy jest rura, znajomi namawiają mnie, abym zatańczyła. Nigdy nie dałam się namówić i raczej się to nie zdarzy.

– Mogę się przyłączyć? – usłyszałam zza pleców męski głos. Obejrzałam się i zobaczyłam całkiem niezłego kolesia. Wysoki, szczupły, ale nie chudy, jak dla mnie trochę za bardzo wymuskany, jednak w tym stanie było mi wszystko jedno.

– Spadaj, stary! – Trey objął mnie mocniej i zbył go jednym spojrzeniem.

– Był fajny!

– Masz ochotę się zabawić? – spojrzał na mnie dziwnie.

– W jakim sensie?

– No, ty kogoś wyrwiesz i ja...

– Kogo już sobie upatrzyłeś? – rozejrzałam się wkoło, by dojrzeć jego ofiarę.

– Tam – przyciągnął mnie do siebie i wskazał ręką na faceta przy barze.

– Wóda padła ci na wzrok – roześmiałam się na widok niskiego, krępego Murzyna, który gapił się w naszą stronę i pożerał wzrokiem Treya.

– Dawno nie miałem ciemnoskórego... – powiedział, jakby mnie prosił o pozwolenie.

– Jak chcesz, Trey, ale ja nie mam na nikogo ochoty.

– Możesz się przyłączyć – posłał mi ten swój uśmiech.

– Zobaczymy. Idź – pchnęłam go w stronę baru i już po minucie Trey całował tego małego chłopca, intensywnie obmacując mu tyłek. Świetnie! Nie zostało mi już nic innego, jak się nawalić. Zamówiłam kolejnego drinka i kilka kieliszków czystej, zbyłam w tym czasie trzech facetów, którzy prosili mnie do tańca. Trey zniknął w kiblu ze swoją dzisiejszą zdobyczą, a ja dobijałam się sama przy barze. Nawet nie musiałam prosić kelnera, nalewał mi automatycznie, za co zresztą dostawał napiwki. Gdy skończyła mi się gotówka, musiałam odszukać Treya. Kolejka do męskiej łazienki ciągnęła się w nieskończoność, a najzabawniejsze było to, że w jednej z kabin odbywała się mała prywatna orgia. Usiłując dostać się do kibli, musiałam pokonać tabun pijanych facetów.

– Jak skończysz, mnie także możesz obciągnąć! – rzucił jeden z nich.

– Spoko, ale chyba cię na mnie nie stać, kotku – pokazałam mu środkowy palec i zapukałam do pierwszej z kabin. – Trey! Trey!

Dotarłam do piątej i wreszcie ich znalazłam.

– Mała, błagam! Nie teraz! – Trey nawet nie wyszedł z tyłka tego kolesia. Posuwał go dalej na moich oczach.

– Pożycz mi gotówkę, bo mi się skończyła – próbowałam nie patrzeć na wyraz twarzy tego biedaka. Trey jest hojnie obdarzony przez naturę i czuć to w dupie, to zapewne nic przyjemnego.

– Za chwilę! – Zamknął oczy i chwycił chłopaka za biodra.

– Och Trey! Tak! Pieprz mnie, Trey! – wyjęczał i trysnął na ściankę małej ubikacji.

– Chryste! – warknęłam i trzasnęłam drzwiami. Ostatnie, na co miałam teraz ochotę, to widok dochodzącej ofiary Treya.

– Co z tym lodem? – zapytał ten sam koleś, chwytając mnie za dłoń.

– Spieprzaj! – odepchnęłam go agresywnie.

– Jaka ostra! Lubię takie. – Ruszył za mną pod sam bar.

– Powiedziałam: spieprzaj! Której litery tego słowa nie rozumiesz? – warknęłam i odwróciłam wzrok.

– Twój facet zabawia się z innym w kiblu, chyba nie musisz tak na niego czekać.

– To nie mój facet – spojrzałam na niego beznamiętnie. – Postaw mi drinka.

– Może lepiej kolejkę?

– Może być – machnęłam lekceważąco ręką. Muszę przyznać, że chłopak naprawdę się starał. Ewidentnie miał ochotę na bzykanie i myślał, że trafił na pijaną, wściekłą laskę, którą w prosty sposób zaliczy. Nieco się zdziwił, gdy po piątej kolejce wrócił Trey.

– Co tam? – Wszedł między nas i oparł się o bar.

– Chcę do domu – wybełkotałam kompletnie narąbana.

– Wezwać taksówkę? – Kiwnęłam twierdząco głową, nie będąc w stanie sklecić zdania. W głowie mi szumiało, a świat wirował. Gdy zsunęłam się z wysokiego krzesła, padłam na kolana jak długa. – Rany, mała! – Trey podniósł mnie z podłogi, a ja zaczęłam bezwiednie chichotać. Nie wiem, co jest śmiesznego w tym, że narąbałam się jak szpadel i robię z siebie kompletną idiotkę. Nawet nie pamiętam, jak dotarłam do taksówki, a potem do naszego mieszkania, które wynajmowaliśmy razem od dwóch lat.

Rano obudziłam się z ogromnym kacem. Mój Boże! Po co ja się tak złoiłam? Zakryłam dłonią oczy, bo promienie słoneczne, które wpadały przez okno, prawie mnie zabiły. Nie mam pojęcia, która jest godzina i gówno mnie to obchodzi. Przekręciłam się na bok i zobaczyłam przy łóżku miskę, butelkę z wodą i paczkę polopiryny. Och, Trey! Jak ja cię kocham. Wypiłam prawie pół butelki jednym haustem, łyknęłam dwie tabletki i zasnęłam ponownie.

 

Weszłam do klubu, w którym pracuję. Napis przy wejściu uświadomił mi, że nie powinnam tu być. Co ja tu, kurwa, robię? Mam takiego kaca, że nie dam rady zatańczyć żadnego pokazu – od razu się porzygam. Nie mam wyjścia, Suzanne nie dała mi wolnego, gdy rano dzwoniłam. Głupia zdzira.

– Reb, masz dziś wieczór kawalerski – rzuciła od progu tym swoim wkurwiającym tonem.

– Nie dam rady, dzwoniłam przecież.

– Gówno mnie to obchodzi, jesteś na zastępstwie, za Sylvię.

– A dlaczego ona ma wolne, a ja nie? – syknęłam.

– Bo zaczął jej się okres.

– A ja mam kaca!

– Lepiej się do tego nie przyznawaj! Przebierz się i zmiataj na scenę!

– Wal się, Suzanne – burknęłam pod nosem tak, by nie usłyszała. Rany, jak ja to wytrzymam? Poszłam do garderoby, zerknęłam na grafik. Bosko, po prostu bosko – strój na dziś: anioł. Cudownie! Szczególnie dzisiaj marzę, aby zabawiać napalonych idiotów w stroju anioła. Mogłoby nastąpić dziś trzęsienie ziemi lub coś w tym stylu, przecież o niewiele proszę...

– Cześć, Reb!

– Cześć, Kim – wymusiłam uśmiech do koleżanki, jedynej dominy w klubie. Publika ją uwielbia, podobnie jak ja. Jestem zafascynowana tym, co ona wyprawia z facetami. Sprawia, że płaczą u jej stóp i błagają ją o litość.

– Ciężki wieczór? – zapytała, widząc, w jakim jestem stanie.

– Cholernie ciężki. Mam kaca, wymiotowałam cały ranek, a Suzanne wpisała mnie na wieczór kawalerski w zastępstwie za Sylvie.

– A jej co znowu?

– Okres – Kim pokręciła głową i westchnęła.

– Za tydzień robimy sobie babskie wyjście z dziewczynami. Chcesz iść z nami?

– Tułaczka po klubach, chlanie, tańce do rana i dobra zabawa? – Kim pokiwała twierdząco głową – Pewnie... Nie odpuszczam dobrej imprezy – uśmiechnęłam się i przybiłam jej piątkę. Pogadałyśmy chwilę, Kim pomogła założyć mi strój anioła, na który składają się koronkowe stringi, pas do pończoch, biustonosz, gorset i peleryna z piórami. Wszystko oczywiście w bieli. Gdy wyjrzałam zza kurtyny, ujrzałam około piętnastu napalonych facetów skupionych pod sceną. Wszyscy mieli na sobie durne koszulki z niby zabawnymi napisami. Żeby chociaż jeden z nich był godny uwagi, ale nie – same palanty. Myślą, że wymachując mi pięciodolarówką przed tyłkiem, zrobią na mnie wrażenie? Niestety, dopłacili za taniec na kolanach. I do tego muszę udawać, że mi się to podoba. Czy ja naprawdę chcę to robić? Gdyby nie fakt, że mam zadowalające napiwki, już dawno zmieniłabym pracę. A może czas pomyśleć o zmianie? Tylko na jaką? Kelnerka? Barmanka? Nie mam studiów, więc jestem na straconej pozycji. Teraz żałuję, że po szkole średniej nie zdecydowałam się na studia, a przecież wszyscy mnie do tego namawiali. Gdybym wtedy nie zrezygnowała, właśnie przygotowywałabym się do obrony. Cholera!

Powyciągałam sobie z majtek pomięte banknoty i przeliczyłam. Prawie pięćset dolarów napiwków – nieźle jak na takich żółtodziobów. Dobrze, że nie skąpili kasy, tyle osłody za konieczność wicia się na kolanach tego obrzydliwego przyszłego pana młodego. Cuchnęło od niego alkoholem, był tak pijany, że modliłam się, by na mnie nie zwymiotował. Schowałam pieniądze do portfela. To na szczęście jedyny występ tego wieczoru i mogę wrócić do domu. Jeszcze tylko godzina drogi autobusem i wskakuję do łóżka. Przebrałam się w swoje ulubione dżinsowe szorty, tenisówki i zwykły czarny top na ramiączkach. Jest środek lata, a na dworze upał. Zmyłam makijaż sceniczny i związałam włosy w kucyk. Popsikałam ramiona wiśniową mgiełką do ciała i wyszłam. Odpaliłam papierosa i szybko ruszyłam w stronę przystanku na mój ostatni autobus do domu. Teraz czeka mnie kilka dni wolnego. To jest to!

Po czterdziestu minutach czekania autobusu nadal nie było. Kurwa. Zdarzało się, że ostatni kurs nie był realizowany i najwidoczniej to kolejny taki raz. Kurwa mać! Nienawidzę wydawać na taksówki, bo staram się oszczędzać, odkładać pieniądze, które i tak najczęściej wysyłam matce, ale to inna historia. Zadzwoniłam do Treya.

– Gdzie ty się podziewasz, Reb? – odebrał po chwili.

– Nie przyjechał mi autobus. Przyjedziesz po mnie?

– Nie jestem sam – odparł. No tak, przecież jest sobotni wieczór.

– Ale jeśli chcesz, to oczywiście przyjadę – dodał.

– Nie, nie trzeba. Poradzę sobie – warknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Dlaczego jestem ostatnio taka wrażliwa? Okres mi się zbliża czy co? Muszę zerknąć w kalendarzyk. Wezwałam taksówkę i czekałam chwilę, aż przyjedzie. Taka jednorazowa przejażdżka zawsze kosztuje mnie co najmniej pięćdziesiąt dolców, co cholernie mnie wkurza. No ale nie mam wyjścia.

W domu zastałam Treya obściskującego się z jakimś facetem na kanapie. Chyba już kiedyś u niego był, ale nie mam pewności. Trey ma tylu partnerów, że ciężko ich zapamiętać. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni zakochują się z nim bez pamięci i to on zawsze ich rzuca, łamiąc im serca.

– Cześć – rzuciłam od progu, nie pamiętając imienia chłopaka.

– Jak w pracy, Reb? – zapytał Trey.

– Wieczór kawalerski, banda informatyków.

– Nuda?

– Łatwo poszło, pięćset dolców w dwie godziny.

– Czyli rozumiem, że stawiasz pizzę?

– Chyba śnisz. Idę spać. Bądźcie w miarę cicho, bo nadal mam kaca... – zerknęłam na chłopaka, który zarumienił się, słysząc, o czym rozmawiamy.

– Pójdziemy jutro na rolki?

– Jasne – zgodziłam się na odczepnego i poszłam do swojej sypialni. Nasze mieszkanie mieści się w kamienicy bez wind. My mieszkamy na ostatnim, piątym piętrze. Wchodzenie tu jest męczarnią, za to widok wszystko wynagradza. Okna mojego pokoju wychodzą na wzgórza Hollywood. Zawsze marzyłam, aby tam zamieszkać, ale nic tak naprawdę nie robię w tym kierunku. Moje życie to jedna wielka porażka. Wzięłam prysznic i nago przemknęłam z łazienki do pokoju.

– Ładny tyłek! – krzyknął facet Treya, przyłapując mnie w korytarzu.

– Ładny... penis – odpowiedziałam, patrząc na nagiego przyjaciela mojego współlokatora.

– Piękny, nie? – wtrącił Trey, obejmując od tyłu kolegę.

– Bądźcie tylko cicho, dobra?

– Masz to jak w banku! – Trey mrugnął do mnie, a ja wróciłam do swojej sypialni. Wsunęłam bokserki, koszulkę do spania i rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam, zanim zdążyłam policzyć do pięciu. Jak się okazało, nie na długo.

Jezu zabiję go! – pomyślałam. Przecież prosiłam, aby byli cicho. Zwykle nie przeszkadzają mi jęki za ścianą, ale dziś naprawdę, naprawdę potrzebuję spokoju. Czyżbym przechodziła jakiś kryzys lub wakacyjną depresję? Jest w ogóle coś takiego jak wakacyjna depresja? Nie potrafię nawet do końca wytłumaczyć, co się ze mną dzieje. Czy to hormony? Jestem drażliwa, nerwowa, a cierpliwości nie mam za grosz. Ostatnio zdarzało mi się nawet popłakiwać w poduszkę, a takie zachowanie jest zupełnie do mnie niepodobne. Nie chcę wyjść na upierdliwą współlokatorkę, więc tylko walnęłam w ścianę pięścią i krzyknęłam:

– Trey, ciszej! – mimo tego, że głównie słyszę tego drugiego. W odpowiedzi usłyszałam:

– O tak! Tak! Trey!

Wywróciłam oczami i zakryłam głowę poduszką. Niech to szlag! W końcu nie wytrzymałam i poszłam ich uciszyć. Wparowałam do pokoju bez pukania i zaczęłam wrzeszczeć.

– Kurwa, Trey, prosiłam... – spojrzałam na plątaninę ciał, w której bierze udział mój przyjaciel i dwóch innych kolesi. Zaniemówiłam, Trey zeskoczył z łóżka i zakrył się kocem kompletnie zażenowany.

– Sorry, Reb – rzucił nerwowo i podał swoim "kolegom" bokserki, by się ubrali.

– Wynajmuj sobie pokój w hotelu czy coś – warknęłam i wyszłam, trzaskając drzwiami. Nieraz widziałam go w różnych akcjach, ale dziś nie mam ochoty na atrakcje. Jego życie seksualne jest porównywalne do życia gwiazd rocka, a moje? Moje w ogóle nie istnieje. Może dlatego tak drażni mnie fakt, że sprowadza sobie co weekend tuziny facetów. Moja frustracja sięga zenitu, bo niektórzy z nich są naprawdę nieźli, przynajmniej fizycznie, a przeszli na ciemną stronę i wolą, jak mówi Trey, "paróweczki zamiast bułeczek". Gdy weszłam do kuchni, usłyszałam, że Trey odprowadza swoich znajomych do drzwi i przeprasza, że tak szybko się skończyło. Zarzeka się, że następnym razem będzie dłużej, o ile spotkają się w innym miejscu. Ze złości wyciągnęłam z lodówki zimną tortillę i zjadłam. Wiem, że nie powinnam jeść o tej porze, ale chyba tylko to jest w stanie jakoś mnie w tym momencie uspokoić.

– Sorry, Reb – powtórzył Trey, wchodząc do kuchni. – Mówiłem, by byli cicho...

– Nie posłuchali – warknęłam gniewnie.

– No już, nie gniewaj się. Przecież wiesz, że nie znoszę, gdy się dąsasz – podszedł i objął mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie dąsam się, jestem tylko sfrustrowana...

Roześmiał się i cmoknął mnie w policzek:

– Już ci mówiłem, że jestem do twojej dyspozycji, jeśli tylko najdzie cię ochota – wyszczerzył zęby, bo nigdy nie ukrywał, że mimo jego odmiennej orientacji, chętnie by mnie porządnie przeleciał.

– Słysząc te krzyki, zaczynam się na poważnie zastanawiać... Musisz być cholernie dobry w te klocki – cień uśmiechu pojawił się na moich ustach, nie potrafię się długo gniewać na tego idiotę. Teraz uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko, byle tylko nie pomyślał sobie, że naprawdę o tym myślę.

– Może wtedy by ci ulżyło. Kiedy ostatnio miałaś porządnego penisa między udami?

Podrapałam się po głowie.

– Nigdy.

– No właśnie. Nie sądzisz, że mając dwadzieścia jeden lat powinnaś już dawno pozbyć się dziewictwa?

– Pozbyć się? A co to, stara kanapa, żeby się tego pozbywać? – skrzywiłam się.

– Nie zastanawiasz się, jak to jest?

– Oczywiście, że się zastanawiam. Myślisz, że jestem taka zimna i nieczuła?

– Tego nie powiedziałem.

– Po prostu chcę spotkać faceta, nawet nie muszę go kochać, ale musi na mnie zasługiwać i szanować. A praca, którą wykonuję, nie ułatwia mi znalezienie takiego faceta... Sam przecież wiesz.

– To zmień pracę, co za problem?

– Taki, że nie mam szkoły?

– Gówno tam szkoła, mnie z tych studiów nic nie przyjdzie dobrego...

– Zaliczyłeś na nich więcej facetów, niż przez resztę życia...

– No fakt – uśmiechnął się szyderczo.

– Nie zamienię pracy w klubie na pracę w barze albo w knajpie jako kelnerka. Niewiele tam zarobię, a pieniądze są mi potrzebne.

– Wysłałaś matce kasę? – rzucił mi to swoje wkurwione spojrzenie.

– A co miałam zrobić? Nie jest ubezpieczona, a naprawdę się rozchorowała – wzruszyłam ramionami.

– Ile jej wysłałaś?

– Tysiąc.

– Chryste, Reb!

– No co?

– Przecież ona to wszystko wyda na wódę albo narkotyki.

– Naprawdę jest chora.

– Ta, jasne! Na lenia! – warknął.

– Nie praw mi kazań, nienawidzę, gdy zachowujesz się jak starszy brat.

– Jestem starszy.

– Tylko o dwa lata!

– Kocham cię, dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza, jesteś moją jedyną rodziną.

– A Dave?

– Dave to Dave, wiesz, jak między nami jest.

– Rozmawiacie ze sobą?

– Nie, po ostatnim spotkaniu wyrzekł się mnie, powiedział, że rodzice przewracają się w grobie, widząc, jak żyję.

– Pieprzy głupoty! Pan idealny się znalazł.

– Wiesz, on ma stałą pracę, narzeczoną i kończy studia prawnicze...

– A ty muzyczne! To większy talent niż znajomość na pamięć kodeksu karnego. A ta jego cała Natalie jest irytująca i brzydka.

Trey roześmiał się, widząc moje oburzenie:

– No, nie w moim typie.

– Laski nie są w twoim typie – westchnęłam i usiadłam na parapecie.

– Czasami, jak zobaczę jakąś godną uwagi, to mi dygnie.

Roześmiałam się w głos:

– Przyznaj się w końcu, że jesteś bi. Nigdy nie uwierzę, że wolisz facetów.

– Bardzo rzadko się to zdarza, nie przeleciałem żadnej od ponad roku – podrapał się po głowie. Nasza rozmowa trwała prawie do rana, moje zmęczenie i irytacja odeszły w zapomnienie. Tak właśnie działa na mnie Trey. Mimo tego, że czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji, potrafi jednym tekstem rozwalić mnie na łopatki i poprawić humor. Jeszcze jako dzieciaki obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy i zawsze będziemy razem. Ta przysięga potwierdza się każdego dnia.

***

Dwa dni wolnego minęły mi jak z bicza strzelił. Poprzedniego dnia w klubie odbył się wielki wieczór kawalerski, w prywatnej sali. Na szczęście nie musiałam go obsługiwać. Widziałam tylko, jak banda rozwrzeszczanych facetów z trudem wyszła z klubu. Całą niedzielę leniuchowaliśmy z Treyem w piżamach, a w poniedziałek poszliśmy na rolki, na których miałam niezły ubaw. Trey oczywiście nie przepuścił okazji i wyrwał jakiegoś surfera. Całkiem przystojnego i, cholera, znowu geja. W Los Angeles jest więcej gejów niż hetero, szczególnie tych przystojnych. Chociaż to względne pojęcie. Ja w sumie nawet nie mam typu faceta, nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie wysoki, umięśniony czy bogaty... Mój facet musi być intrygujący. O tak! Tajemniczy, seksowny i dobry w łóżku... Choć nie mam porównania. Gdy tak rozmyślałam, tańcząc jeden z układów na głównej scenie, wszedł ON. Potknęłam się o własne nogi i gdyby nie rura, wywaliłabym się jak długa. Facet moich marzeń, o którym do tej pory nie miałam pojęcia.

– Reb, wszystko okej? – trąciła mnie Sylvia, widząc, że przestałam tańczyć.

– Tak – pokiwałam głową i starałam się dokończyć układ. Mężczyzna ubrany w czarny garnitur i czarną koszulę rozpiętą pod szyją, bez krawata, usiadł w rogu sali i zaczął mnie obserwować. Cholera! Moje serce niemal stanęło, gdy jego wzrok, zamiast na moje prawie nagie ciało, powędrował wprost na moje oczy. Przełknęłam ślinę, coś w nim przyciągało mój wzrok. Ciemne włosy, wysoki, bardzo wysoki, szczupły, ale widać pod tym szytym na miarę garniturkiem, że ćwiczy. Na myśl o jego cudownym ciele moja cipka zapulsowała. Co, do cholery? Sam jego widok mnie podniecił. Jasny gwint, co za facet! Pierwsza klasa, idealna dziesiątka w skali, a nawet jedenastka. Tylko dlaczego tu przylazł? To, że jest klientem, dyskwalifikuje go dla mnie na starcie. Niektórym dziewczynom to nie przeszkadza, ale ja nie łamię zasad. Nie umawiam się z klientami, w sumie to z nikim się nie umawiam. O Boże! Wstał i ruszył w moją stronę, a ja mam ochotę uciec ze sceny, mimo że do końca układu zostało jeszcze kilka minut. Teraz żałuję, że nie włożyłam dziś tego seksownego czerwonego wdzianka, tylko ten durny kostium z piórami. Dlaczego ja jeszcze mam na sobie stanik? Zerknęłam na Sylvię, która została już w samych stringach, ja też powinnam. Kurwa! W kilku krokach dotarł wprost pod scenę i stanął przede mną. Pokazał palcem, abym się pochyliła. Sylvia wypchnęła mnie, bym tak zrobiła, bo zapewne chce mi dać napiwek. To musi wyglądać profesjonalnie, dlatego padłam na czworaka i przeczołgałam się w najbardziej zmysłowy sposób, w jaki potrafię. Tylko dlaczego nadal mam na sobie ten cholerny stanik? Rozłożyłam przed nim nogi i usiadłam na brzegu sceny.

– Tańczysz prywatnie? – zapytał, a moja cipka znowu zapulsowała.

– Zależy dla kogo... i za ile – zamruczałam.

– Chodzi o prywatny taniec, ale nie tutaj – dodał, rozglądając się po lokalu.

– Nie tańczę poza klubem – miałam ochotę krzyknąć ze złości. Czy ja wyglądam na dziwkę?

– Podaj cenę, jestem w stanie wiele zapłacić.

Skoro jesteś w stanie wiele zapłacić, to idź do burdelu, pomyślałam.

– Przykro mi, nie tańczę poza klubem – powtórzyłam najgrzeczniej, jak umiałam. Jedna z zasad mówi: klient nasz pan, zawsze bądź dla niego miła.

– Jeśli zmienisz zdanie, zadzwoń – wyjął wizytówkę i włożył mi ją za majtki. Miałam ochotę wywrócić oczami, ale się powstrzymałam.

– Nie zmienię zdania – wyjęłam ją zza majtek i wsunęłam w kieszonkę jego marynarki.

– Naprawdę mogę dużo zapłacić.

– Ile? – zapytałam z ciekawości.

– Tysiąc dolarów? – odpowiedział pytająco, a ja się roześmiałam. – Dwa?

– Za tyle znajdziesz sobie porządną dziwkę w niedalekim burdelu, podać ci adres?

– Nie chodzi mi o seks, tylko o taniec.

Uniosłam zaskoczona brwi.

– Rebeka, złaź ze sceny! – usłyszałam zza pleców głos Suzanne. Cholera! Odwróciłam się i zobaczyłam jej wkurwioną minę.

– Przepraszam, mój występ się skończył – zerwałam się na równe nogi i chciałam szybko zejść ze sceny, ale ten facet złapał mnie za kostkę. Pisnęłam zaskoczona.

– Zastanów się, proszę – powiedział wręcz błagalnie.

– Co pan robi? – Ochrona już ruszyła w jego kierunku.

– Proszę – powtórzył i w tym momencie został powalony na podłogę przez trzech rosłych ochroniarzy. To lekka przesada i zawsze mnie to wkurza, że rzucają się na tych biednych facetów jak na zbrodniarzy tylko za to, że nas dotknęli bez pozwolenia. Nie oglądając się za siebie, uciekłam za scenę.

– Jesteś zwolniona! – wrzasnęła na mnie Suzanne.

– Co? Dlaczego? – Zakryłam się szlafrokiem i wbiłam w nią wzrok.

– Od jakiegoś czasu jesteś dziwna, sprawiasz same problemy, mam na twoje miejsce kilka dziewczyn – wyższych, zgrabniejszych i bardziej zmysłowych. Więc zbieraj swoje rzeczy i spieprzaj stąd!

– Ale...

– Nie ma żadnego "ale", Reb, straciłaś to coś. Tę iskrę w oku. Nie potrzebuję tu takich dziewczyn.

– Suzanne, proszę, ja...

– Mam wezwać ochronę, by ciebie także wyrzucili, jak tamtego biedaka? – spojrzała na mnie żałośnie.

– Nie, zaraz zabiorę swoje rzeczy – odpowiedziałam cicho, próbując nie wybuchnąć. Zacisnęłam pięść i weszłam do garderoby. Kopnęłam swoją toaletkę i cisnęłam szlafrok na podłogę.

– Co jest, Reb? – zapytała Sonia, jedna z tancerek.

– Ta suka mnie zwolniła! – wrzasnęłam i usiadłam z impetem na krzesełko.

– Co? Ciebie? Dlaczego?

– Podobno sprawiam problemy...

– Za tę sukę możesz pożegnać się z premią za ten miesiąc, moja droga! – usłyszałam głos Suzanne zza kurtyny. Kurwa mać! Pokazałam w tamtym kierunku środkowy palec i miałam ochotę się rozpłakać. Znowu? Sonia poklepała mnie po plecach i cmoknęła w policzek.

– Spoko, przyjmą cię wszędzie. Wiele osób pyta, czy nie tańczysz w innych klubach.

– Pieprzę to, mam dość tańca. Właściwie to chyba sama bym niedługo odeszła.

Ubrałam się i zmyłam makijaż, oddałam wszystkie swoje stroje i, jakby tego było mało, Suzanne stwierdziła, że jeden z nich jest zniszczony, więc muszę za niego zwrócić kasę. Nie wypłaciła mi ani centa, ani jednego pieprzonego centa. Mimo że to prawie koniec miesiąca, a ja harowałam jak głupia, bo pieniądze są mi bardzo potrzebne. Na odchodne powiedziałam kilka słów za dużo i ochrona prawie wyniosła mnie z klubu. Wyrzucili mnie na chodnik jak jakiegoś śmiecia, a pracowałam tu przecież prawie dwa lata, byłam jedną z lepszych tancerek. Pozbierałam swoje rzeczy, które wysypały mi się z torebki, i ruszyłam na przystanek, po drodze odpalając papieros za papierosem. Zadzwoniła moja komórka, kompletnie wkurwiona odebrałam:

– Halo!

– Cześć, córeczko... – usłyszałam ten ton, który mówi, że znowu będzie chciała kasy.

– Cześć, mamo – westchnęłam głęboko.

– Jesteś w pracy?

– Nie. Właśnie wyszłam – nie mogłam się przyznać, że mnie zwolnili. Ona nawet nie wie, czym ja się dokładnie zajmuję.

– Miałaś dziś jakieś napiwki?

– Nie, mamo, czego chcesz? – zapytałam wprost, ale to oczywiste.

– Potrzebuję pieniędzy, ten lekarz okazał się bardzo drogi – zaczęła tą swoją śpiewkę, jaka to ona, biedna i schorowana. Ostatnio widziałam ją na Boże Narodzenie, wyglądała jak wrak człowieka, pijana, brudna i głodna.

– Nie mam, mamo, wysłałam ci ostatnio...

– Zaraz masz wypłatę, mogę poczekać kilka dni – przerwała mi w pół zdania tym swoim słodziutkim tonem. Serce mi ściska, ona doskonale wie o tym. Jak mam jej nie pomóc? Mam pozwolić, by stoczyła się na dno? Chociaż i tak zapewne już tam jest.

– Ile ci potrzeba?

– Dwa tysiące.

– Co? Co to za lekarz, że chce dwóch tysięcy za wizytę? – pisnęłam oburzona.

– To na badania, jakieś specjalistyczne. Pewnie będę potrzebowała więcej, ale to jeszcze dam ci znać córeczko – odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.

– Mamo, nie mam, nie mam tyle w tym momencie.

– Mówiłam, że poczekam te kilka dni.

– Wyrzucili mnie z pracy – wypaliłam, nie wiem dlaczego jej o tym powiedziałam?

– Co? Dlaczego? – wrzasnęła.

– Nieważne, mamo, fakt jest taki, że nie mogę wysłać ci pieniędzy, bo ich po prostu nie mam.

– Głupia dziewczyno! Nigdy niczego nie potrafiłaś! Zawsze są z tobą problemy! Jestem twoją matką, musisz mi pomagać!

– Mamo, ja...

– Oj, zamknij się! Żałuję, że w ogóle cię urodziłam! Mogłam usunąć ciążę, jak podpowiadał mi twój ojciec! – krzyknęła i rozłączyła się, nie dając mi dojść do słowa. Nie pierwszy raz słyszę od niej takie słowa, często tak jest, gdy próbuję jej odmówić, więc nie rozumiem, dlaczego akurat tym razem tak bardzo mnie to dotknęło. Rozpłakałam się na środku ulicy jak małe dziecko, w dodatku zaczęło padać. Nie, nie padać – zaczęło lać. Przemokłam i zmarzłam, idąc na przystanek. Już dawno powinnam kupić sobie auto, ale wszystkie pieniądze wysyłałam jej. Nagle obok mnie zatrzymał się samochód. Sportowy, nowoczesny, pewnie cholernie drogi. Mogę sobie tylko o takim pomarzyć. Szyba opuściła się i usłyszałam znajomy głos:

– Wsiadaj. – Spojrzałam zaskoczona. Zatrzymałam się i zajrzałam do środka, a tam siedział ten idiota z klubu, przez którego wyleciałam.

– Nie, dzięki – warknęłam i ruszyłam dalej, a samochód powoli, wzdłuż krawężnika za mną.

– Nie wygłupiaj się! Wsiadaj, proszę! – powtórzył i zatrąbił, aż podskoczyłam.

– Oszalałeś?! – Gdy nie reagowałam na jego zaczepki, zatrzymał samochód, zgasił silnik i wyszedł z auta z parasolem w dłoni. Stanął przede mną w całej swojej okazałości. Cholera, co za facet, na jedną sekundę zapomniałam, że to zwykły klient, idiota, który przyszedł popatrzeć na półnagie tancerki. Jest ode mnie dużo wyższy, czuje się przy nim jak skrzat. Co nie jest trudne, bo większość ludzi jest ode mnie wyższa. Ja ze swoim sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu nie prezentuję typu modelki. Zawsze miałam kompleksy z powodu wzrostu, tyłka i cycków. Moje krągłości zawsze wygrywały, zawsze. Nigdy nie pozbędę się tych bioder, pośladków i piersi.

– Wsiądź, proszę – odezwał się, kładąc dłoń na moim ramieniu. O mamusiu! Od razu przeszedł mnie nieoczekiwany dreszcz. To jego dotyk tak działa?

– Po co?

– Odwiozę cię do domu.

– Sama trafię, dziękuję.

– Jesteś przemoczona.

– Jestem zwolniona, przez ciebie, palancie – wypaliłam wkurzona.

– Zwolnili cię? – zapytał głupio.

– Głuchy jesteś? – Chciałam go ominąć, ale mi nie pozwolił. Znowu mnie dotknął i znowu przeszedł mnie ten prąd, a gdy zsunął dłoń od ramienia do nadgarstka, aż jęknęłam. Wtedy spojrzałam mu prosto w oczy i zobaczyłam, że się uśmiecha, jakby poczuł to samo, co ja. Nie! To niemożliwe, coś takiego przecież nie istnieje. Nie wierzę w te bajki o wzajemnym przyciąganiu, czy jak to się tam nazywa.

Tylko skoro w to nie wierzę, to dlaczego po chwili siedzę w środku jego czarnego astona martina?

– Przykro mi, że cię zwolnili. Nie chciałem narobić ci kłopotów – spojrzał na mnie tymi przeszywającymi zielonymi oczami. O rany.

– I tak miałam zamiar odejść – wzruszyłam ramionami i zapięłam pas.

– Dlaczego? Przecież świetnie tańczysz.

A co ty możesz o tym wiedzieć, koleś? – pomyślałam sobie.

– Powiedzmy, że się wypaliłam. Odwieziesz mnie w końcu?

– Jasne, ale najpierw pozwól mi zaprosić się na obiad.

– O rany – wywróciłam oczami.

– W ramach rekompensaty za to, że cię zwolnili.

– To nie twoja wina, nie musisz mi niczego rekompensować.

Spojrzałam na niego pytająco, bo nawet nie wiem, jak ma na imię.

– Sedrick Mills – wyciągnął dłoń.

– Nie musisz mi niczego rekompensować, Sedricku. Rebeka Staton – dodałam i podałam mu dłoń.

– Skoro już tam nie pracujesz, czy nadal odrzucasz moją propozycję? – zapytał nagle.

– Nie jestem dziwką.

Skrzywił się na moje słowa:

– Niczego takiego nie powiedziałem.

– Ale tak myślisz. Po co proponujesz mi pieniądze?

– Bo chcę, byś tańczyła dla mnie.

– Mogłeś mieć to w klubie, bez dodatkowych kosztów – wywróciłam oczami.

– Tylko dla mnie.

– Prywatny taniec też wchodził w grę.

– Ale tylko tam, w klubie.

– A niby gdzie miałabym to zrobić?

– U mnie, w domu.

Zaśmiałam się szyderczo:

– Myślisz, że jestem taka naiwna, by iść z kolesiem do jego domu pod pretekstem tańca dla niego?

– Myślę, że jesteś seksowna, zmysłowa i właśnie ciebie szukałem.

Spojrzałam na niego. Szukałem? Szukał mnie? To jakiś zbok? Cholera!

– Chyba jednak pójdę pieszo – przestraszona chwyciłam za drzwi, szukając na ślepo klamki.

– Nie bój się, to nie to, o czym myślisz.

– Nie wiesz, o czym myślę.

– Wiem.

– Czego chcesz?

– Jestem menadżerem, szukamy dziewczyny, tancerki na trasę mojego zespołu.

– Jakiego zespołu? – zapytałam nagle.

– Sweet Bad Sinful.

Spojrzałam na niego jak na idiotę. Ten koleś jest menadżerem tego znanego na świecie zespołu rockowego?

– Jaja sobie ze mnie robisz?

– A wyglądam, jakbym żartował? – uniósł brwi.

– Wyglądasz, jakbyś urwał się z biura albo z wesela – zmierzyłam go wzrokiem.

– Właściwie to wracam z wesela, a raczej sprzed ołtarza.

– Co? – skrzywiłam się.

– Właśnie uciekłem z własnego ślubu.

Znowu na niego spojrzałam i nie wiem, dlaczego się roześmiałam. Koleś ewidentnie robi sobie ze mnie żarty.

– Dobra, fajnie. Możesz mnie już teraz wypuścić?

– Nie wierzysz mi?

– Nie i kompletnie nie wiem, o co ci chodzi. Nie zatańczę dla ciebie, nie wystąpię w teledysku czy w trasie, nie pójdę z tobą do łóżka. Odpowiedź na każde twoje pytanie brzmi: nie!

– Chcesz jechać do domu?

– Nie! – wrzasnęłam i teraz on się roześmiał.

– Więc gdzie?

– Oj, nie wkurwiaj mnie. I tak ten dzień jest do dupy.

– Masz pazurki, podoba mi się to. Myślę, że chłopaki by cię polubili.

– Marnujesz czas.

– Nie wysłuchasz mnie nawet?

– A po co? Nie mam zamiaru występować w teledyskach i zachowywać się jak te wasze wszystkie groupies.

– Nawet za całoroczny kontrakt, trasę po całych Stanach, prywatny samochód, apartamenty i wiele innych przywilejów?

– Dobrze się czujesz? – spojrzałam na niego dziwnie i przytknęłam dłoń do jego czoła.

– Doskonale, właśnie dziś w dniu mojego ślubu uświadomiłem sobie, że popełniam wielki błąd. Spieprzyłem sprzed ołtarza i obiecałem sobie, że odmienię życie pierwszej dziewczynie, którą zobaczę w klubie ze striptizem. Ty nią jesteś.

– No i odmieniłeś, wylali mnie.

– Nie o to mi...

– Daj już spokój. Dzięki, jeśli masz szczere chęci, ale ja nie mam ochoty na takie gierki. Równie dobrze mogłeś zobaczyć każdą inną dziewczynę, a padło na mnie. To tylko przypadek, nic więcej.

– Takie przypadki nie zdarzają się często. Niełatwo mi zaimponować.

Znowu się roześmiałam:

– Nie chciałam nikomu imponować, a na pewno nie tobie.

– Naprawdę odrzucisz taką szansę? Co masz do stracenia?

Wzruszyłam ramionami. Fakt, w sumie niewiele. Oprócz dziewictwa, które zaczyna mi już ciążyć, ale to inna sprawa.

– Przemyślę to.

Uśmiechnął się szeroko, ukazując dwa cudowne dołeczki w policzkach. Chyba zagapiłam się na nie, na jakieś pięć minut.

– W takim razie jedźmy na ten obiad – powiedział.

– Nie mówiłam, że chcę jechać na obiad – zmarszczyłam brwi.

– Burczy ci w brzuchu – spojrzał na niego wymownie. Speszona zakryłam dłonią te okolice. Cholera! Faktycznie nic dziś nie jadłam, jestem na tej swojej durnej diecie. Nic nie jeść i jakimś cudem nadal żyć.

– Nie mam pieniędzy na obiad – przyznałam szczerzę. W moim portfelu zostały jakieś trzy dolce.

– Przecież to ja zapraszam, więc nie martw się o pieniądze. Jeśli się zgodzisz...

– Nie zgodziłam się jeszcze! – wtrąciłam.

– To będzie cię stać na wiele i jeszcze więcej – dokończył.

– Dobrze, jedźmy – machnęłam ręką na odczepnego.

– Jesteś zadziorna, Rebeko, podoba mi się to – powiedział i zsunął dłoń na moje kolano.

– Hola! Ręce przy sobie! – trzasnęłam go po palcach, a on się znowu uśmiechnął. Jego szmaragdowe oczy zabłysły. Ruszył z piskiem, aż wcisnęło mnie w siedzenie. Ja chyba oszalałam, że siedzę z obcym facetem i jadę z nim na obiad, rozważając jakąś absurdalną propozycję.

***

Lokal, do którego mnie zabrał, to uosobienie elegancji i luksusu. Ja w trampkach, szortach, topie i mokrych włosach kompletnie tu nie pasuję. Nic dziwnego, że kelner patrzy na mnie, jakbym miała dwie głowy i cztery ręce. Zaprowadził nas do stolika na tarasie i podał kartę. Rozejrzałam się, podziwiając widok; to hotelowa restauracja przy samej plaży. Posiłek w takim miejscu musi kosztować więcej niż moja dotychczasowa miesięczna pensja.

– Na co masz ochotę? – zapytał, spoglądając na mnie znad menu. Na twoje usta! – pomyślałam i od razu wybiłam sobie tę myśl z głowy. Co się ze mną dzieje? Reb, opanuj się!

– Nie znam włoskiego... – Moje policzki spłonęły żywym ogniem. Czemu się tak zawstydziłam?

– Lubisz owoce morza?

– Nie.

– A makaron? – uśmiechnął się, jakby słowo makaron znaczyło coś innego, niż znaczy.

– Lubię, ale nie powinnam go jeść.

– Jesteś uczulona?

– Nie, jestem na diecie.

Odłożył kartę i odsunął się od stolika, by na mnie spojrzeć.

– Oczyszczasz organizm?

– Tak, z tłuszczu – nie wiem, dlaczego mnie to tak rozbawiło. Nie ma to jak śmiać się z własnej głupoty.

– Jadłaś dzisiaj coś? – zapytał z przejęciem.

– Nie – znowu się zarumieniłam. Czuję się jak małe dziecko karcone przez rodzica albo przez seksownego wujka. Pokręcił z dezaprobatą głową i zamówił za nas oboje, po włosku, więc nic nie zrozumiałam. Jedyne co wychwyciłam, to słowo pasta, więc będzie nieszczęsny makaron. W krępującej, przynajmniej dla mnie, ciszy czekaliśmy na dania. Mam wrażenie, że tylko ja czuję się dziwnie, on ciągle mi się przygląda i nic nie mówi. Cholernie to irytujące, więc postanowiłam przerwać tę ciszę:

– Opowiesz mi o zespole?

Uśmiechnął się szeroko, a mnie zaparło dech. Chyba się zakochałam...

– Jasne, co chcesz wiedzieć?

– Jacy są chłopcy? – wydukałam, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Jest taki nieprzyzwoicie przystojny, te jego ciemne ułożone włosy, zapewne na co dzień się tak nie nosi. Wątpię, by menadżer takiego zespołu chodził codziennie w garniturach i w krawacie.

– Jak to gwiazdy rocka: głośni, nieposłuszni i cholernie utalentowani.

– Uwielbiam ich – zapiszczałam jak durna fanka. Cholera, Reb!

– Chcesz ich poznać?

– Są w Los Angeles? – znowu zapiszczałam.

– Tak, w tym hotelu... O, i właśnie przyszli – powiedział i wstał. Odwróciłam się w kierunku wejścia na taras i zobaczyłam pięciu facetów z mokrych snów wszystkich nastolatek i gospodyń domowych. Słodcy, źli i grzeszni. Mój Boże, nazwa zespołu oddaje doskonale to, jak wyglądają.

– Stary, ale dałeś popis. Nawet ja bym nie spierdolił sprzed ołtarza takiej lasce! – krzyknął z daleka Nicki Dark, wokalista. Połowę włosów miał zafarbowaną na czerwono, drugą zaś w naturalnym, czarnym kolorze. Obie połowy sterczały na wszystkie strony. Do tego po sześć kolczyków w każdym uchu, kolczyk w brwi, wardze i Bóg jeden wie, gdzie jeszcze. Czarne skórzane spodnie i koszulka na ramiączkach, jakby wyrwana psu z gardła, całe ramiona i ręce w tatuażach: jeden, ten na szyi, przedstawiał czaszkę, tylko ten rozpoznałam. Na nadgarstkach po czarnej opasce z ćwiekami.

– Mówiłem, że nie chcę się żenić – odpowiedział Sedrick i wpadli sobie w objęcia.

– Kurwa, to było genialne. Szkoda, że nie widziałeś miny swojej przyszłej byłej teściowej – roześmiał się i spojrzał na mnie. – A to kto? Nowa narzeczona? – dodał, mierząc mnie wzrokiem.

– To Rebeka, wasza nowa tancerka – odpowiedział Sedrick, a ja z wrażenia nie zaprotestowałam. Siedziałam jak wryta, patrząc na sześciu najseksowniejszych facetów na tym globie.

– Słodka jesteś, mała, wytrzymasz z nami? – chwycił mnie za brodę, jak młodszą siostrę, a ja odruchowo ją potrząsnęłam, bo nienawidzę gdy ktoś tak robi. Matka mi tak robiła i robi zawsze, gdy ją widuję. To irytujące!

– Jeszcze się nie zgodziłam – wydusiłam z siebie i jakimś cudem wstałam.

– Skoro nas poznałaś, to nie masz już wyjścia. Witaj w zespole – uśmiechnął się do mnie ich gitarzysta wspomagający, Clark Evans. Najsłodszy facet, jakiego kiedykolwiek widziałam, na żywo oczywiście, bo znam ich teledyski. Równie wysoki jak Sedrick, ale chudy, trochę żylasty, ale tak cudownie się uśmiecha, że nogi miękną. Wygląda na miłego gościa.

– Nawet nie wiem, co miałabym z wami robić – przeleciałam wzrokiem sześć par oczu wpatrujących się we mnie, a właściwie w moje piersi. Zarumieniłam się.

– Nie będziesz się nudziła, ostatnia tancerka uciekła z krzykiem po tygodniu prób – odezwał się basista Aleksander Alex Trevor, najniższy z nich, ale wcale nie gorszy. Uwielbiam jego zwinne palce i to, jak potrafi zgrać się z Clarkiem na koncercie.

– To chyba nie wróży mi długiej kariery – skrzywiłam się.

– Nie idź do łóżka z każdym po kolei, to jakoś dasz radę. Tamta cizia uciekła, bo dostała jakiegoś zapalenia od nadmiaru penisów w cipce – dowalił ich perkusista, Simon Lewin, genialny muzyk i doskonały facet. Jest tak samo wysoki jak Sed, ma jaśniejsze dłuższe włosy postawione na wszystkie strony i końcówki zafarbowane na platynowy blond. Od razu zauważyłam też kolczyk w języku, którym się właśnie wymownie bawił. Zrobiłam wielkie oczy i miałam ochotę uciec.

– Przymknij się, debilu! – trzasnął go w ramię gitarzysta prowadzący, Erick Walter, i wyciągnął do mnie rękę. – Jestem Erick, to Alex, Clark...

– Ona was zna, nie musisz przedstawiać – odezwał się w końcu rozbawiony do łez Sedrick.

– Chciałem być miły.

Uśmiechnęłam się mimowolnie. On też jest słodki. Oczywiście wysoki, ma włosy wygolone po bokach, góra postawiona w gładkiego irokeza, no i te okulary przeciwsłoneczne. Dodają mu co najmniej dodatkowych dziesięć punktów... Rany!

– Powiedz, że chcesz zaliczyć, a nie pieprzysz takie smuty – Simon usiadł na krześle i pociągnął mnie na swoje kolana. Pisnęłam zaskoczona tym gwałtownych ruchem.

– Żadnego zaliczania! Skończyliście już z dymaniem tancerek. Jeśli któryś ją tknie, to wylatuje! Jasne?! – ryknął na nich Sedrick, a raczej Sed, bo tak do niego mówią, i ściągnął mnie z kolan perkusisty.

– Wyluzuj, stary. To tylko żarty.

– Znam te twoje żarty, Lewin! Żadnego dymania tancerek!

– Wystarczą nam fanki – Alex przeciągnął się jak kot, pokazując swój wytatuowany brzuch.

– Chyba fani! – znowu zaczął Simon.

– Zamknij się, Lewin! Byłem pijany, skąd miałem wiedzieć, że to facet. – Wszyscy ryknęli śmiechem, tylko nie Alex. Nawet ja się zaśmiałam, choć nie mam pojęcia, o co chodzi.

– Dobra, zjeżdżajcie stąd. Chcemy zjeść obiad – interweniował Sed i objął mnie ramieniem. O nie! Znowu ten dreszcz, który dotarł aż między moje uda. Jezu!

– Jesteś nam winny wyżerkę, Sed, w tej chwili powinniśmy właśnie zajadać drugie danie z twojego weselnego menu – wtrącił Nicki.

– Nie dziś. Zamówcie sobie obiad do apartamentu, ja stawiam.

– Ekstra! – krzyknął zadowolony Alex.

– Alkohol też sponsorujesz? – zapytał Simon.

– Chyba cię pogięło! – klepnął go w czoło i zaczęli się przyjacielsko przepychać. Uspokoili się dopiero po interwencji kelnera, który przyniósł nasz obiad i zagroził, że nas wywali, jeśli się nie będziemy zachowywać normalnie. Sed przeprosił i dał kelnerowi solidny napiwek. Chłopaki niechętnie, ale jednak wyszli z restauracji, żegnając się ze mną bardzo wylewnie. Wyściskali mnie, a raczej wymacali, wycałowali i gdy w końcu postawili na ziemi, brakowało mi tchu. Nie jestem pewna, czy właśnie nie zaliczyłam dwóch pocałunków z języczkiem, i nie wiem dokładnie, z kim, jeśli to się stało. Sed pokręcił głową i usiadł do stolika. Kompletnie zapomniałam, że mam jeść. Nie czułam teraz nic prócz pulsującej cipki i walącego jak szalone serca.

– Wybacz, oni tak zawsze – powiedział przepraszająco Sed. Jakim cudem ta oaza spokoju jest ich menażerem?

– Sed, ja się na nic jeszcze nie zgodziłam, a po tym, co zobaczyłam, wątpię, że zmienię zdanie. – Chcę być szczera. Ja nie dam rady z nimi pracować. Pożrą mnie, wyplują i znowu pożrą, zerżną i na końcu okraszą bitą śmietaną. Nie! Ja się do tego nie nadaję.

– Wiedziałem, że tak będzie – westchnął zrezygnowany.

– Nie jestem tego typu dziewczyną – próbowałam się jakoś wytłumaczyć. Zrobiło mi się go szkoda, chociaż nie wiem dlaczego.

– Nie myślałem tak o tobie i nie myślę. Nie szukam dla nich kolejnej cipki do bzykania – skrzywiłam się na te słowa. – Chcę, byśmy ruszyli w trasę w pełnym składzie, potrzebujemy tylko tancerki do koncertów. Jednej pieprzonej tancerki, a oni wystraszyli już z tuzin dziewczyn.

– Dziwisz się?

– Nie, ale nikt nikomu nie każe wskakiwać im do łóżka! Każda się zarzekała, że jest taka profesjonalna i w ogóle, a nie wytrzymała dłużej niż miesiąc.

– Oni też mają swoje za uszami. Wyglądają na przyjemniaczków.

– To gwiazdy rocka, Rebeko...

– Ja nie przespałabym się z żadnym z nich – powiedziałam dumna jak paw.

– Wiem, dlatego chcę, byś z nami pojechała.

Wie? Skąd to niby wie?

– Z tobą też się nie prześpię – dodałam, na co on uśmiechnął się uwodzicielsko.

– Szanuję twoje zdanie.

Cholera! Tego to już nie powiedział, że wie! Cwaniak.

– Jest jeden główny powód, dla którego nie mogę wyjechać teraz na kilka miesięcy.

– Jaki? Jesteś w ciąży? – spojrzał na mnie dziwnie.

– Chryste, nie! To raczej niemożliwe, ale...

– Jak niemożliwe? Seks prowadzi do niechcianych ciąż.

– Nie uprawiam seksu – machnęłam lekceważąco ręką. – Chciałam powiedzieć, że nie zostawię Treya.

– Twojego faceta? – skrzywił się.

– Nie, Trey to mój przyjaciel.

– Zaraz, zaraz... Jak to, nie uprawiasz seksu? – pokręcił głową, jakby oszołomiony.

– No nie uprawiam.

– W ogóle?

Pokiwałam głową.

– Jesteś lesbijką?

Roześmiałam się w głos:

– Nie, to znaczy czasami mam takie myśli, ale nie.

– Kiedy ostatnio byłaś z facetem? – opadł na krzesło i przestał jeść.

– Zależy, co masz na myśli, mówiąc "byłaś".

– No kiedy ostatnio kochałaś się z facetem?

Spojrzałam na niego i przygryzłam wargę. Przecież nie przyznam się, że nigdy.

– Dawno temu...

– To jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina – jakby odetchnął z ulgą.

Jazda na rowerze? Jasne ale najpierw trzeba wsiąść na ten rower, pomyślałam.

– Wracając do rozmowy, nie zostawię Treya.

– Niech jedzie z nami – wypalił.

– Co?

– Niech pojedzie z nami, znajdzie się dla niego jakieś zajęcie.

– On studiuje.

– Studia to strata czasu.

– No nie wiem. Nie sądzę, aby się zgodził.

– Skoro to twój przyjaciel, powinien zrobić coś takiego dla ciebie, to ogromna szansa.

– Ja jestem mu winna o wiele więcej, niż on mnie.

– Pogadaj z nim, najlepiej pogadajmy we dwoje. Co on studiuje?

– Edycję dźwięku.

– Żartujesz?

I w tym momencie mnie oświeciło. Może faktycznie obie sprawy da się połączyć. Taka trasa koncertowa to dla niego także ogromna szansa, olbrzymie doświadczenie, którego nie można porównać do niczego innego. Zaczęłam myśleć, że to może mieć sens. Tylko czy ja tego chcę? Chcę wywrócić swoje życie do góry nogami? Zostawić to pieprzone Los Angeles i ruszyć w świat z zespołem rockowym? Nawet nie wiem kiedy, a minęło całe popołudnie. Rozmawiałam z Sedem o tym, jak to wszystko może wyglądać. Moja praca polegałaby na tańcu podczas koncertów, siedem utworów plus bis. Ale dlaczego wybrał mnie, nie sprawdzając moich umiejętności? Widział mnie raptem chwilę w klubie, ale akurat wtedy przestałam tańczyć, bo go zobaczyłam. To jakieś szaleństwo, kompletne szaleństwo.

***

Sed podjechał właśnie pod moją kamienicę. Wstyd mi, że w ogóle musiał tu przyjeżdżać. Nie stać nas z Treyem na wynajęcie mieszkania w lepszej dzielnicy, więc tkwimy tu już od prawie dwóch lat. Ludzie gapią się na jego furę, jakby przyleciał z kosmosu.

– Mogę wejść? – zapytał, parkując przy chodniku niedaleko drzwi wejściowych. Cholera!

– Mam bałagan.

– Zawsze jesteś taka niedostępna? – uśmiechnął się lekko i westchnął cicho, wbijając we mnie świdrujące spojrzenie.

– Jestem ostrożna.

– Nie zrobię ci krzywdy.

– Moje mieszkanie... nie jest duże ani dobrze urządzone – spojrzałam na niego i w duchu błagałam go, aby odpuścił.

– Mnie to nie przeszkadza.

– Nie zaliczysz dziś – uprzedziłam jego zamiary, czym bardzo go rozbawiłam.

– Dziś?

– Ani dziś, ani jutro, ani nigdy – wrzasnęłam.

– Zaproponuj chociaż herbatę.

– No dobrze, to ci mogę zaoferować – pokręciłam głową z niedowierzaniem, jaki jest uparty. Cenię to w ludziach, ale on mnie irytuje. Jest słodki, a zarazem arogancki i tajemniczy. Wybuchowa mieszanka. Czuję, że ktoś tu będzie cierpiał. I prawdopodobnie będę to ja.

Otworzyłam drzwi mieszkania i stwierdziłam, że Treya jeszcze nie ma. Może to i lepiej, nie będzie mnie potem wypytywał i sugerował głupot.

– Zabiję go – pisnęłam, widząc stertę prania na sofie w salonie i górę niepozmywanych naczyń w zlewie.

– Studenckie życie – powiedział Sed i przeszedł do kuchni, rozglądając się.

– Wybacz, czasami nie mam czasu sprzątnąć – pokazałam na stos ubrań.

– Teraz już masz, jesteś bezrobotna – posłał mi ten swój uśmieszek.

– Bardzo śmieszne, naprawdę – pokazałam mu język i zabrałam ubrania do łazienki. Posegregowałam je na pralce i wróciłam do kuchni, gdzie mój gość właśnie sam się obsługiwał. Wygrzebał ze sterty naczyń dwa kubki, umył je i wstawił wodę na herbatę. Rany, ale wstyd!

– Gdzie masz herbatę? – zapytał, zaglądając do szafki nad zlewem.

– W górnej prawej – odpowiedziałam zażenowana i podeszłam, by ją wyciągnąć. On pewnie pije jakieś drogie, dobre herbaty, a w naszej kuchni znajduje się tylko ścierwo za dolara. Jezu!

– Usiądź. Ja zrobię – zaprotestował, gdy sięgałam po pudełko.

– Jesteś moim gościem – chwyciłam za gałkę szafki, by ją otworzyć, on zrobił to w tym samym momencie i nakrył dłonią moją dłoń. Szybko cofnęłam rękę, jakby kopnął mnie prąd. Co to, do cholery, było? Spojrzałam na Seda, który wyglądał na zaintrygowanego.

– Mówił ci ktoś, że masz piękne oczy?

Uniosłam brwi, robiąc głupią minę, i parsknęłam śmiechem.

– O cholera. Ale tekst – klepnęłam go w ramię jak starego kumpla.

– Nie wiem, co w tym śmiesznego, mówię szczerze.

– To takie skuteczne? Wyrywasz na to wiele lasek? – nie mogłam się opanować, aż oparłam się o blat szafki.

– Nie wyrywam lasek, mówiłem ci, że do dzisiejszego ranka miałem narzeczoną – warknął oburzony moim durnym zachowaniem. Ale co ja poradzę na to, że tak mnie rozbawił?

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić – opanowałam się i zrobiłam poważną minę. Na jakąś sekundę.

– Jesteś niemożliwa, nawąchałaś się czegoś – wrzucił dwie torebki herbaty do kubków i zalał je wrzącą wodą. – Słodzisz? – zapytał.

– Nie, cukier chyba się skończył – właśnie sobie o tym przypomniałam.

– Trudno, wypiję gorzką, ale będziesz mi to musiała jakoś wynagrodzić.

– Na pewno mam jakieś ciastka w moim tajnym zapasie. Poczekaj, zaraz coś przyniosę – poszłam do swojego pokoju, zostawiając gościa w kuchni. Mimo diety pod łóżkiem i w szafie zawsze chowam słodycze. Na wypadek nagłego spadku cukru albo trzęsienia ziemi... Albo innego armagedonu. Znalazłam paczkę ciastek z galaretką w czekoladzie i opakowanie ptasiego mleczka. To powinno wystarczyć. Wyciągnęłam je i spojrzałam na drzwi, w których oparty o framugę, z seksownie skrzyżowanymi nogami w kostkach i dłońmi na piersi stoi Sed. Wpatruje się w mój wypięty tyłek.

– Znalazłam! – pokazałam mu dwa opakowania słodyczy.

– Szkoda, że tak szybko – zamruczał, aż odbiło się to echem w moim podbrzuszu. Przełknęłam ślinę.

– Mogę poszukać czegoś jeszcze – wypaliłam, a on uśmiechnął się szeroko i dopiero teraz zauważyłam, że ma kolczyk w języku. O rany! Prawie umarłam na podłodze własnej sypialni.

– Mogę ci pomóc – nawet nie wiem kiedy, a znalazł się obok mnie, na kolanach i zajrzał pod moje łóżko. A tu taki syf! Mnóstwo kurzu, reszek jedzenia, moje majtki! Oczywiście chwycił je w pierwszej kolejności. Modliłam się, by to nie były te, które zakładam, gdy mam okres, tak zwane babciochy. Wielkie, okropne gacie, w których jest najwygodniej, gdy ma się okres. Faceci tego nigdy nie zrozumieją.

– Mój Boże, zostaw to! – chciałam mu je wyrwać, ale przyglądał się uważnie i mi nie pozwolił.

– Ładne, co robią pod łóżkiem? – rozciągnął cieniutkie paseczki na palcach. Uf! To na szczęście stringi, różowe stringi, koronkowe i nawet świeże... Dzięki ci, Boże!

– Kurzą się... – trącił delikatnie moje ramię.

– Złośnica z ciebie.

– Po prostu mi je oddaj, to dość intymna część garderoby.

– Więc raczej powinna znajdować się w szufladzie, a nie pod łóżkiem.

– Oddaj! – wyrwałam mu je i rzuciłam w kąt.

– Masz takich więcej?

– Nie twoja sprawa – wstałam i kopnęłam pudełka ze słodkościami z powrotem pod łóżko.

– Miałem na nie ochotę – powiedział, wyciągając ptasie mleczko.

– Nie ma. Będziesz pił gorzką! – wyrwałam mu z ręki i rzuciłam na łóżko.

– Na pewno będziesz pasowała, nie dasz sobie wejść na głowę.

I do łóżka, pomyślałam.

– Świetnie, jeśli to jakiś test i właśnie go zaliczyłam, to możesz już iść.

– Wyganiasz mnie? – zrobił taką minę, że miałam ochotę znowu parsknąć śmiechem.

– Tak trochę, nie chcę być niemiła.

– To niegrzeczne.

– Kto mówił, że jestem grzeczna? – celowo przygryzłam wargę i wróciłam do kuchni. Sed przyszedł po chwili z otwartym pudełkiem, zajadając się jednym.

– Myślałem, że już ich nie produkują – powiedział, wkładając do ust ptasie mleczko o smaku wiśniowym.

– Znam jeden sklep, w którym można je dostać. To moje ulubione, mam ogromny zapas – wyszczerzyłam się, zdradzając tajemnicę, o której nie wie nawet Trey.

– Już cię uwielbiam! – podszedł zadowolony i podsunął mi jedno pod nos.

– Nie powinnam – pociągnęłam nosem i spojrzałam na cudowny kawałek czekolady z wiśniowym nadzieniem.

– Daj spokój! No już – prawie wepchnął mi je w usta. O rany! Jestem na diecie od wczoraj, a czuję się, jakbym nie jadła czekolady całą wieczność.

– Jestem od tego uzależniona – zamknęłam oczy, rozkoszując się smakiem.

– Tylko od tego?

Pokiwałam głową, nie otwierając oczu.

– To dobrze, nie będą cię kusić różne głupoty w trasie – dodał.

– A to już ustalone, że jadę z wami? – uniosłam brew.

– A nie?

– Trey...

– No jestem, Reb, co tam? – i w tym momencie właśnie wszedł do kuchni. Cały spocony, w dresie, pewnie biegał. Jak on się do tego motywuje? Ja nie zrobię nawet przysiadu. – Kto to? – pokazał dłonią na Seda.

– Sedrick Mills.

Trey otworzył szeroko oczy i przyglądał mu się przez chwilę.

– Trey Mallroy – przywitał się uściskiem dłoni. – Sorry, że pytam, ale czy ty jesteś tym Sedrickiem Millsem? – dodał.

– Tak, to ja.

– Co robisz w naszym mieszkaniu? – prawie pisnął.

– Przyszedłem do Rebeki, a raczej do Reb – spojrzał na mnie i się uśmiechnął.

– Mała, co tu jest grane? Co menadżer Sweet Bad Sinful robi w naszej kuchni, zajadając twoje ptasie mleczko i popijając herbatkę?

– No to, co powiedziałeś: wyjada moje ptasie mleczko i pije herbatę – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Wyrwałaś go gdzieś? – Trey chyba nie wierzy w to, co widzi. Wygląda komicznie z tą swoją zakłopotaną miną.

– Poznaliśmy się w klubie, w którym Rebeka tańczy – odpowiedział Sed.

– Tańczyłam...

– Zwolniłaś się? – zapytał poważnie.

– Suzanne mnie zwolniła.

– Za co?

– Za całokształt. Trey, to długa historia, pogadamy później?

– Twoja matka do mnie dzwoniła, z pretensjami, że nie chcesz jej wysłać pieniędzy.

– Bo nie mam, nie zapłaciła mi.

Obaj spojrzeli na mnie dziwnie.

– Suka! – Trey warknął i zacisnął pięści.

– Mam ją gdzieś.

– Z czego teraz będziesz żyła? Wiesz, że nie mogę ci pożyczyć nawet dolca, jest koniec miesiąca – spojrzał skrępowany na Seda.

– Poradzę sobie, poradzimy sobie razem – posłałam mu swój najsłodszy uśmiech.

– Coś kombinujesz, nie podoba mi się to.

– Trey, jestem tutaj, bo mam dla was propozycję pracy – wtrącił Sed.

– Dla nas? – skrzywił się.

– No! – pisnęłam odrobinę zbyt radośnie.

– Mamy wam sprzątać bus w trasie? – pytał dalej z tą głupią miną.

– Trey, wysłuchaj go chociaż – podeszłam i objęłam go w pasie. Nawet jak jest taki spocony, uwielbiam się do niego przytulać. Sed wciągnął powietrze nosem.

– Zaproponowałem Rebece pracę tancerki na naszej trasie. Powiedziała, że nie pojedzie bez ciebie, więc ciebie też chcemy zatrudnić.

– Jako kogo? – skrzywił się.

– Jako pomoc dźwiękowców, studiujesz to prawda?

Trey spojrzał na mnie wkurwiony.

– To, że jestem gejem też mu powiedziałaś? – warknął na mnie. O rany! Nie spodobał mu się pomysł. Sed próbował ukryć rozbawienie.

– Trey, proszę...

– O co mnie prosisz?

– Jedź z nami.

– A ty się już zgodziłaś? – zapytał spokojniej.

– Nie pojadę bez ciebie, dobrze wiesz.

– Może powinnaś? Może już najwyższy czas się rozdzielić.

– Trey... – łzy napłynęły mi do oczu.

– Reb, rób, jak chcesz, ja nie zrezygnuję ze studiów, a ty nie masz nic do stracenia. Nie masz pracy, nie masz kasy, więc nie zastanawiaj się, tylko jedź.

– Trey – serce podeszło mi do gardła. Jak on może tak mówić? Obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy, że zawsze będziemy razem. To dla niego nic nie znaczy?

– Przemyśl to, Trey, to dla was ogromna szansa – odezwał się Sedrick, patrząc na mnie. Nie mogę się rozpłakać! Nie mogę się rozpłakać – powtarzałam w myślach jak mantrę.

– Nie załatwię sobie dziekanki z dnia na dzień.

– Trasa zaczyna się za trzy tygodnie, więc masz jeszcze trochę czasu.

– Ale ja nigdy nie pracowałem przy koncertach, to kompletnie inna bajka niż praca w studio.

– Poradzisz sobie. Jesteś najlepszy na roku – pisnęłam, by go przekonać.

– No, Trey! Poradzisz sobie – Sed pisnął, naśladując mnie, i obaj się roześmiali.

– Spadaj! – rzuciłam w niego brudną ścierką.

– Więc jak będzie?

– Dajcie mi to przemyśleć, dobrze?

– Kiedy możesz dać odpowiedź?

– Nie wiem, za tydzień?

– Niech będzie i proszę, przemyśl to dobrze – Sed nachylił się do Treya i szepnął mu coś do ucha. Trey się uśmiechnął i pokiwał głową. Zmrużyłam oczy. – Pójdę już – dodał i spojrzał na mnie.

– Co?

– Odprowadzisz mnie?

– A nie trafisz?

Pokręcił głową, próbując ukryć rozbawienie.

– Idź, idź, ja zjem ci resztę ptasiego mleczka! – Trey popchnął mnie w kierunku drzwi.

– Nawet się nie waż! – zagroziłam palcem, mówiąc poważnie.

– Przecież wiem, że masz zapas na kilka miesięcy – uśmiechnął się i posłał mi buziaka w powietrzu.

– Świnia! Miałeś nie grzebać w moim pokoju!

– Szukałem czegoś...

– W mojej szafie? – i dopiero teraz zrozumiałam, że mnie podpuścił. Cholera! – Świnia! – powtórzyłam i roześmiałam się do łez.

– Wiedziałem, że gdzieś je trzymasz! – podszedł i objął mnie tak, że oderwałam stopy od podłogi.

– Są policzone, jeśli zniknie choć pudełko – znowu pogroziłam mu palcem.

– Tak, wiem, urwiesz mi jaja, ugotujesz i każesz mi zjeść – przewrócił oczami. – Odprowadź gościa – postawił mnie i sam się pożegnał, po czym zniknął w łazience.

– Zejdziesz ze mną?

– Boisz się zejść sam? – uśmiechnęłam się szyderczo.

– Nie, chcę ci coś pokazać.

– Widziałam już twoje auto, fajne.

– Oj, nie zgrywaj się, tylko chodź! – chwycił mnie za dłoń i pociągnął w stronę drzwi.

– Buty! – krzyknęłam wychodząc na korytarz boso. Wróciłam i wsunęłam klapki. Zeszliśmy przed kamienicę do samochodu. – Co chcesz mi pokazać? – zapytałam.

– Wsiądź, to ci powiem – i po chwili znów siedziałam w jego aucie.

– Więc?

– Proszę – wyjął ze schowka czarną kopertę.

– Co to jest? – skrzywiłam się.

– Bilety na koncert i wejściówki za kulisy.

Moje oczy zrobiły się wielkie.

– Kiedy gracie?

– W piątek, tutaj w LA.

– Mówiłeś, że trasa się jeszcze nie zaczęła.

– To prywatny koncert, tylko na trzysta osób.

– I mam tam przyjść?

– Tak. I wyciągnąć Treya.

– Nie stać mnie na te bilety.

Rzucił mi groźne spojrzenie i wyciągnął z marynarki portfel. Wyjął z niego plik banknotów i wepchnął mi w dłoń.

– Proszę.

– Nie mogę wziąć od ciebie pieniędzy, Sedricku – odpowiedziałam smutno, czując się zażenowana. Wiem, że jestem biedna, ale nie potrzebuję ani litości, ani kasy od takich kolesi jak on.

– Dlaczego nie?

– Po prostu nie, nie chcę ci być nic winna – spuściłam wzrok na dłonie, w które wsadził mi jakieś kilka tysięcy.

– W takim razie to zaliczka, musisz przecież z czegoś żyć.

– Poradzę sobie, naprawdę nie mogę ich wziąć – położyłam pieniądze na desce rozdzielczej.

– Nie zasnę, wiedząc, że nie masz przy sobie ani centa.

– Pożyczę od Treya.

– Przecież mówił, że sam nie ma.

– Sed, proszę, nie wezmę od ciebie nawet jednego dolara. Dzięki za bilety, na pewno przyjdziemy.

Westchnął, wiedząc, że nie wygra tej bitwy.

– Daj mi swój numer, zadzwonię jutro.

– Jutro?

– Zabiorę cię na porządny obiad, dziś prawie nic nie zjadłaś.

– Nikt by niczego nie przełknął po niespodziewanym spotkaniu ze Sweet Bad Sinful – uśmiechnęłam się szeroko.

– Więc jesteśmy umówieni?

– Niech będzie, ale Trey idzie z nami.

– Niech będzie – mrugnął do mnie i się przysunął. Jego twarz znalazła się jakieś pięć centymetrów od mojej. O rany! Serce mi zamarło i zapomniałam, jak się oddycha.

– Pójdę już – zapiszczałam.

– Szkoda – cmoknął mnie w policzek.

– Och – jęknęłam rozczarowana. Tylko tyle?

– Czego chcesz, Rebeko? – zapytał, widząc moją niepewność.

– Nie wiem – znowu pisnęłam, a on się uśmiechnął.

– Idź już, poczekam, aż wejdziesz do środka – odsunął się i wysiadł, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z samochodu na drżących nogach. – No leć – klepnął mnie delikatnie w tyłek i uśmiechnął się.

– Dobranoc, Sedricku.

– Dobranoc, słodka Reb.

Słodka? Wcale nie jestem słodka. Szybko podbiegłam do drzwi, bo mogłabym się rozmyślić i wrócić, by rzucić się na jego usta. Zerknęłam tylko ukradkiem, Sed machał mi i czekał, aż wejdę.

Co to było? Kilka chwil z tym facetem a ja mam ochotę na seksualne zabawy? Oparłam się o ścianę na klatce schodowej, a moje serce dopiero po dłuższej chwili odzyskało właściwy rytm.

***

Trey jeszcze siedzi w łazience. Nie wiem, czy iść do łóżka i udawać, że śpię, czy poczekać w kuchni i obgadać z nim otrzymaną propozycję. Mam w głowie tyle myśli, że mój mózg się chyba przegrzewa. Położyłam bilety na komodzie w przedpokoju i poszłam do kuchni. Kiedy tylko poczułam kolację sąsiadów, zaburczało mi w brzuchu. A w lodówce tylko światło. Cholera! Teraz moja kolej na zakupy, a ja mam w portfelu... Poszłam i sprawdziłam: całe piętnaście dolarów i kilka centów. Niewiele za to kupię. Za dwa dni powinnam dostać wypłatę. Eh.

– Myślałem, że do niego pojechałaś – usłyszałam głos Treya. Stanął w progu kuchni z ręcznikiem owiniętym wokół bioder.

– Nie.

– Niezły jest, co? – wszedł i usiadł przy stole.

– No! – uśmiechnęłam się głupkowato.

– On też ma na ciebie ochotę, Reb.

– Mam wrażenie, że tylko sobie żartuje. Nawet mnie nie pocałował.

Nie wiem, czemu Trey się roześmiał.

– Może wie, że jesteś inna.

– Inna? Nie brzmi to dobrze – skrzywiłam się.

– Wyjątkowa?

– E tam. Coś mówił, że uciekł dziś sprzed ołtarza.

– Co?

– Nie wiem, nie pytałam. Powiedział, że zostawił dziś swoją narzeczoną w kościele i uciekł.

– A to dobre! – Trey strzelił kostkami.

– Nicki też coś o tym wspomniał.

– Poznałaś chłopaków?!

– Tak, ale nie mam siły ci dziś o tym opowiadać.

– O nie, nie wykręcisz się. Nie daruję ci tych rewelacji – wstał i zaprowadził mnie do salonu. – O, zrobiłaś pranie – powiedział zadowolony, widząc pustą sofę.

– A, właśnie! Zabiję cię za to!

– Nie zrobiłaś? – zrobił swoją smutną minkę.

– Posegregowałam i jedna partia jest w pralce. Możesz sobie iść i wstawić.

– Dobrze wiesz, że nie wiem jak. Ostatnio, jak chciałem nastawić pranie...

– Wiem, wiem.

– Dam ci dwadzieścia dolców za to pranie.

– Spadaj! Nie jestem twoją służącą.

– Wolisz zrobić to za darmo?

Wskoczyłam mu na plecy. Przez chwilę udawał, że mam nad nim przewagę, ale po sekundzie leżałam obezwładniona na sofie, a on bezlitośnie mnie gilgotał. Zna moje czułe miejsca i zawsze to wykorzystuje.

– Trey, proszę! Przestań. Trey – śmiałam się z bólu. Wszyscy chyba wiedzą, jak to jest. Oczywiście nie przestał, a ja się posikałam. Nie pierwszy raz i nawet mnie to nie krępuje, to znaczy przy Treyu.

– Świnia! – popłakał się ze śmiechu, widząc moje mokre spodnie. – Czyścisz kanapę – pokazał na plamę, jaką zrobiłam.

– To twoja wina!

– Idź do lekarza czy coś, zawór ci nie trzyma, mała.

Poleciałam do łazienki, by znowu się nie posikać. Boli mnie brzuch i policzki ze śmiechu. Tylko on jest w stanie tak mnie rozbawić. Wzięłam prysznic i przebrałam się w jedną z moich piżam. Uwielbiam dziecinne piżamy w misie, serduszka i kucyki. Dziś padło na szorty w świnki i koszulkę w ten sam wzór z wielką świnką na piersi.

– Śpimy razem? – zapytał, gdy wyszłam z łazienki.

– Jasne – z przyjemnością wskoczyłam do jego łóżka, bo jest o wiele wygodniejsze i większe niż moje. Ma też w pokoju telewizor i często usypiamy na filmach. Dzisiejszego wieczoru było tak samo, ja chrapałam już po pół godzinie oglądania jakiejś durnej komedii.

***

Trey obudził mnie z samego rana. Miałam ochotę go udusić, gdy namawiał mnie na jogging.

– Spieprzaj! Chcę spać! – rzuciłam w niego poduszką.

– Leń! – odrzucił we mnie, trafiając w głowę, i po chwili znowu spałam. Obudził mnie dopiero dźwięk komórki. Niech to szlag! Przeturlałam się na łóżku i myśląc, że to Trey dzwoni, czy przypadkiem nie chcę kawy albo czegoś z McDonalda, odebrałam.

– Dzień dobry, tu śpiąca królewna, nagraj wiadomość po sygnale – i się rozłączyłam. Zadowolona wsunęłam telefon pod poduszkę i chciałam spać dalej, ale on znowu zaczął dzwonić.

– Trey, śpię. Kup mi miętową albo mango, a jeśli nie, to frytki i FishMaca – wymamrotałam.

– Z dostawą do łóżka? – usłyszałam po drugiej stronie głos Sedricka. Kurwa!

– Sed – zapiszczałam.

– Dzień dobry, śpiochu – spojrzałam na zegarek, ale mam tak zaspane oczy, że nie widzę, która godzina.

– Wybacz – mój Boże, niech spłonę!

– Nie szkodzi. Obudziłem cię?

– Nie, tak się tylko co chwila budzę i zasypiam.

Sed się zaśmiał.

– Nasz obiad jest aktualny?

Cholera! Kompletnie o tym zapomniałam.

– Która godzina?

– Prawie druga.

Cholera!

– Może lepiej kolacja? – zaproponowałam zażenowana.

– Ze śniadaniem?

– Sed...

– Żartowałem.

– No ja myślę.

– Dwudziesta?

– Tak.

– Przyjadę po ciebie.

– Super. Do zobaczenia.

– Reb?

– Tak?

– Załóż te różowe stringi, które wczoraj wyciągnąłem spod twojego łóżka.

– Oczywiście.

– Cudownie.

– Pa – szybko się rozłączyłam i wybuchnęłam śmiechem. Po co ma wiedzieć, że mnie rozbawił? On naprawdę na to liczy? Wczoraj mnie nawet nie pocałował. Nie rozumiem facetów. Poleżałam chwilę, by dojść do siebie po rozmowie i niechętnie wstałam. Trey wrócił, gdy robiłam sobie paznokcie.

– Masz randkę? – zapytał.

– Skąd ta myśl?

– Nie robiłaś sobie paznokci od ponad pół roku. Ostatni raz, gdy umówiłaś się z tamtym idiotą z baru.

– No fakt. Wieczorem spotykam się z Sedem.

Trey zagwizdał, poszedł do swojej sypialni i wrócił, rzucając we mnie paczką kondomów.

– Spadaj!

– No co? Muszę dbać o twoje bezpieczeństwo – roześmiał się.

– Nie pójdę z nim do łóżka.

– Jasne.

– Na pewno nie dziś.

– Będziesz go przetrzymywać?

– Może!

– Współczuję facetowi. Jesteś okropna – postawił na stole w kuchni torbę z McDonalda.

– Wczoraj usłyszałam, że jestem słodka.

– Bo jesteś, ale skrupulatnie to ukrywasz.

– Chyba się już przyzwyczaiłeś?

– Ja tak – wyjął z torby jedzenie i wgryzł się w wielkiego Big Maca. – Naprawdę chcesz z nim to zrobić? – zapytał z pełną buzią.

– Nie wiem. Sam mówiłeś, że moja cnota to już lekki przypał.

– Oj, mała, nie bierz tego tak dosłownie. Nie zniósłbym, gdyby ktoś cię skrzywdził.

– Jeśli będę chciała się z kimś przespać, dowiesz się o tym pierwszy.

– Powinnaś go uprzedzić.

– Uprzedzić? – uniosłam brwi.

– No, że jesteś dziewicą.

– Po co? Żeby się wystraszył i uciekł?

– Nie, idiotko! Żeby nie zrobił ci krzywdy.

– E tam.

– Ty chyba nie wiesz, na co się piszesz.

– A skąd ty możesz wiedzieć, czy pierwszy raz naprawdę boli?

– Miałem w swoim życiu dwie dziewice, uwierz mi, że to nic łatwego, a na pewno nie jest to przyjemne dla kobiety.

– Serio? – skrzywiłam się, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Chociaż wiele słyszałam.

– Chyba ja z nim pogadam.

– O nie! Nie odgrywaj roli starszego brata!

– Musisz mu powiedzieć! Przecież cię rozerwie. Na pewno ma wielkiego.

Parsknęłam śmiechem.

– Też masz na niego ochotę?

– Może trochę, wiesz, jaki jestem – wzruszył ramionami i podsunął mi mojego Fish Maca.

Opowiedziałam mu w końcu o tym, jak wczoraj poznałam chłopaków z zespołu. Był równie podekscytowany jak ja, a gdy pokazałam mu bilety, prawie popłakał się ze szczęścia. Jeszcze nie podjął decyzji, ale jestem pewna, że gdy pójdziemy na ten koncert, to się zdecyduje. Lepszej szansy w życiu nie dostanie, zresztą ja też.

***

– Ta czy ta? – zapytałam, przykładając do siebie dwie sukienki na wieczór.

– A jakie masz do tej buty? – zapytał, pokazując na klasyczną małą czarną.

– Takie – wygrzebałam z szafy czerwone platformy.

– Masz pończochy?

– Pewnie, że mam.

– To załóż. Sed odleci.

– Nie wiem, czy tego chcę.

– Oczywiście, że chcesz. Uwielbiasz kusić facetów.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i pokręciłam głową.

– Zrób mi lepiej włosy – zmieniłam temat. Oprócz tego, że Trey to mój najlepszy przyjaciel, jest też moim stylistą i fryzjerem. Każda dziewczyna powinna mieć przyjaciela-geja. Zaplótł moje długie ciemne włosy w dobierany warkocz, by odsłonić ramiona. Czarna sukienka bez ramiączek, sięgająca do połowy uda ładnie podkreśliła moją figurę. Samonośne pończochy, czerwone szpilki i od razu czuję się seksowna. Włożyłam te różowe stringi, o których mówił. Sama nie wiem dlaczego. Makijaż ograniczyłam do kreski na oku, różu na policzkach i tuszu do rzęs. Spryskałam ciało mgiełką, bo nie przepadam za perfumami. Chwilę przed ósmą ktoś zapukał do drzwi. Nie ktoś, tylko Sed. Pobiegłam otworzyć dosłownie w podskokach. Czym ja się tak ekscytuję?

– Cześć – otworzyłam z bananem na twarzy. Reb, opanuj się! Sed stał w kompletnie innym wydaniu niż wczoraj. Miał na sobie czarne bojówki z niższym krokiem, czerwony podkoszulek z logo zespołu i czarne lacosty. Od razu zauważyłam tatuaże na rękach. Pod garniturem nie było ich wydać. Teraz nie odstaje od reszty zespołu, no, nie tak bardzo. Nie ma tylu kolczyków.

– Cholera, uprzedzaj mnie! – zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów.

– Przed czym?

– Że wyglądasz tak nieziemsko – posłał mi ten swój zabójczy uśmiech.

– Cześć, Sed! – krzyknął z salonu Trey.

– Cześć, Trey! – odpowiedział i wyciągnął do mnie dłoń. – Idziemy?

– Jasne, tylko wezmę torebkę – chwyciłam czerwoną kopertówkę z komody i pożegnałam się z Treyem.

– Bądź grzeczna i nie rób tego, co ja bym robił – powiedział na odchodne i puścił mi oczko. Cmoknęłam go w policzek i szybko zamknęłam za nami drzwi.

– Dużo masz samochodów? – zapytałam zaskoczona widokiem BMW.

– Wczoraj, gdy już weszłaś do środka, ktoś podbiegł i rozbił szybę w moim aucie.

– O rany! Przepraszam, to moja wina – spojrzałam na niego zażenowana, bo przecież to ja wczoraj rzuciłam plik banknotów na deskę rozdzielczą.

– Spokojnie, jestem ubezpieczony. A koleś dostał po pysku.

– Jezu, Sed, naprawdę cię przepraszam. Ale mi głupio.

Położył dłoń na samym dole moich pleców i szepnął mi do ucha:

– Na pewno mi to jakoś wynagrodzisz.

Aż zadrżałam, czując jego ciepły oddech na skórze.

– Jedźmy już – zapiszczałam, próbując nie zemdleć z wrażenia. Otworzył drzwi i pomógł mi wsiąść do dwuosobowego samochodu. Nigdy nawet nie otarłam się o takie auto, a teraz nie dość, że w nim siedzę, to jadę na kolację z Sedrickiem Millsem. Świat się skończył!

***

– Masz ochotę na coś konkretnego? – zapytał Sed, a ja myślałam o wszystkim, tylko nie o jedzeniu.

– Zdaję się na twój gust – odpowiedziałam, udając, że czytam menu. Nie mogę przestać się na niego gapić. W restauracji, do której nas przywiózł, panuje przyjemna, intymna atmosfera. Siedzimy w dużym boksie, nikt nas nie widzi. To bardzo ekscytujące.

– Jadłaś dziś, prawda?

– Oczywiście, że tak.

– Nie mogłem spać, bo ciągle się zastanawiałem, czy masz co zjeść na śniadanie.

– Trey skusił mnie McDonaldem.

Sed się uśmiechnął i zawołał kelnera. Zamówił dla nas mnóstwo jedzenia: sałatki, makarony, mięsa.

– Czego się napijesz?

Cholera, ja nie piję wina. Nie jestem damą, więc nawet go nie lubię.

– Poproszę wodę.

– Nie pijesz alkoholu? – zapytał zaskoczony.

– Piję, ale nie do posiłków – wybrnęłam jakoś.

– Zdaj się na mnie, na pewno ci posmakuje – powiedział i domówił jakiegoś szampana. W życiu nie piłam szampana. Prawdziwego, bo tanie podróbki kupowane z Treyem w celu upicia się jak najmniejszym kosztem się nie liczą. Kelner przyniósł butelkę różowego trunku, nalał nam po kieliszku i wstawił butelkę do lodu.

– Za co pijemy? – zapytałam, unosząc kieliszek.

– Za owocną współpracę – stuknął delikatnie mój kieliszek.

– Za owocną współpracę – powtórzyłam i upiłam łyk. Zaskoczona musiałam zrobić dziwną minę.

– Nie smakuje?

– Przeciwnie, nigdy nie piłam czegoś tak pysznego – odpowiedziałam szczerze.

– To Bollinger.

– Nic mi to nie mówi – wzruszyłam ramionami, a on się uśmiechnął i chwycił moją dłoń.

– Wyglądasz naprawdę ładnie w tej sukience.

– Dziękuję, w tym wydaniu ty także jesteś miły dla oka – nauczyłam się przyjmować komplementy w pracy, więc tym mnie raczej nie zawstydzi.

– Chłopaki pytali, czy się zdecydowałaś.

– I co im powiedziałeś?

– Prawdę...

– Czyli?

– Że tak – znowu się uśmiechnął.

– Wszystko zależy od Tr...

– Trey się zgodzi. Jestem tego pewien – przerwał mi.

– Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić.

– Wiem, ale się nie martwię – znowu uniósł kieliszek i stuknął nim w mój. Chce mnie upić? Hm, to interesujące, biedak nie wie, że pijana jestem bardziej niedostępna. Już po trzecim kieliszku poczułam przyjemny szum w głowie i ciepło w całym ciele. Najadłam się tak, że moja sukienka zaraz pęknie. O rany! Ponadto, gdy wstałam, poczułam moc szampana.

– Uuuu! – chwyciłam się brzegu stolika, by się nie zachwiać.

– Wszystko dobrze? – Sed podszedł i objął mnie delikatnie.

– Nie sądziłam, że szampan tak daje po głowie – chyba lekko zabełkotałam. O nie! Zaczyna się! Faza druga! Bełkot, potem jest chichot.

– Nie mów, że upiłaś się trzema kieliszkami szampana?

– Nie wiem – no i zaczął się chichot.

– O rany!

Nie wiem, czy był bardziej wkurzony, czy rozbawiony. Trudno wyczuć. Odzyskałam równowagę i jakoś wyszliśmy z restauracji. Gdzie teraz mnie zawiezie? W tym stanie powinnam wrócić do domu.

– Gdzie jedziemy? – wybełkotałam znowu.

– A gdzie chcesz jechać?

– Do ciebie, ty widziałeś, jak mieszkam, teraz chcę zobaczyć, jak mieszkasz ty – wypaliłam bez zastanowienia, wbijając mu palec w mostek.

– Jak pani sobie życzy – odpowiedział zadowolony. Czy ja się z nim dziś prześpię? Nie powinnam się do tego jakoś przygotować? Myśl, Reb! Myśl! Oj, nie jest to proste. Szampan krąży w żyłach i kompletnie odebrał mi trzeźwe myślenie. Nie wygląda to dobrze.

***

Właśnie stoję przed wielką willą w najmodniejszej dzielnicy Hollywood. Taksówka podwiozła nad na podjazd, gdzie stoją trzy auta. Dom jest ogromny, typowy dla tej okolicy. Wielkie okna, biała fasada i dach z prawdziwej dachówki.

– Łał – zadarłam głowę, by spojrzeć na drugie piętro.

– Zapraszam – pokazał gestem na szklane wejściowe drzwi w złotej ramie.

– Mieszkasz tu sam?

– Od dwóch dni.

– Naprawdę miałeś się wczoraj ożenić? – zapytałam z ciekawości.

– Naprawdę.

– I co? Tak nic cię to nie rusza? Nie masz wyrzutów sumienia ani nic? – cholerny szampan! Po co ja pytam o takie rzeczy?

– A dlaczego mam mieć? Uratowałem nas oboje od nieszczęśliwego życia.

– Ona nie ma pretensji?

– Ma, ale przejdzie jej i kiedyś zrozumie.

– No tak, facet zawsze wie lepiej – skrzywiłam się.

– Nie znasz nas, więc nie oceniaj – rzucił zimno.

– Nie oceniam. Po prostu nie rozumiem, ale to nie moja sprawa – ruszyłam w głąb domu przecinając olbrzymi hol. Wszystko jest takie duże i jasne. Czy on ma jakiś kompleks? Zaczęłam chichotać sama do siebie.

– Powiedz mi, co cię tak bawi, Reb? – zapytał, gdy weszliśmy do ogromnej kuchni. Większej w życiu nie widziałam. Ciemne drewniane szafki fajnie kontrastują z jasną piaskową podłogą.

– Wybacz, to przez tego szampana – próbowałam się opanować. Pomyśli, że jestem kompletną idiotką.

– Masz ochotę na więcej?

– Chyba tak – wiem, że nie powinnam, ale co mi tam. Jeśli mam stracić dziewictwo, to dlaczego nie z tym pięknym i bogatym facetem? Sedrickiem Millsem.

– Powinienem mieć jeszcze butelkę. Poczekaj, zaraz wrócę – zniknął gdzieś za drewnianymi masywnymi drzwiami obok ogromnej lodówki. Po co jednemu człowiekowi tyle miejsca? W sumie do wczoraj miał to być dom dla dwojga, ale to i tak za dużo. Ma pewnie z tysiąc metrów. Przeszłam dalej i zobaczyłam ogromny taras, a zaraz za nim basen. O rany! Basen. Nie wiem, co mnie naszło, ale wyszłam na taras, zsunęłam buty, pończochy i zanurzyłam stopy w wodzie. Och, jak przyjemnie. Usiadłam na brzegu basenu i zanurzyłam nogi do kolan. To musi być życie. Rozejrzałam się po ogrodzie. Cholera! Obok basenu jest jacuzzi, niedaleko altanka na grilla i imprezy pod dachem, w oddali widzę chyba kort tenisowy. Jezu! Ile coś takiego musi kosztować?

– Myślałem, że uciekłaś – usłyszałam zza pleców głos Seda.

– Wybacz, nie mogłam się powstrzymać – uśmiechnęłam się i pomachałam nogami w przyjemnie chłodnej wodzie.

– Nie krępuj się, jeśli masz ochotę – pokazał gestem na basen.

– Nie mam stroju.

– Możesz wskoczyć nago.

– Oczywiście – roześmiałam się.

– Zresztą nie pamiętam, kiedy ostatnio się w nim ktokolwiek kąpał.

– Nie korzystasz z niego? – uniosłam brew.

– Nie mam czasu.

– A twoja narzeczona? Nie korzystała?

Spojrzał na mnie, jakbym powiedziała coś złego.

– Nie.

– Nie chcesz o niej rozmawiać? – Rany Reb! To oczywiste, że nie chce!

– A po co?

– No nie wiem – wzruszyłam ramionami. – Pomyślałam, że może potrzebujesz się komuś wygadać albo coś... – dodałam, a on się uśmiechnął.

– Dzięki, ale naprawdę nie mam doła z tego powodu. Dziś rano, pierwszy raz od trzech lat obudziłem się i stwierdziłem, że jestem szczęśliwy.

– Czemu od trzech lat?

– Tyle byłem z Karą.

– To przykre, że byłeś z nią trzy lata i cały czas byłeś nieszczęśliwy. Czemu wcześniej tego nie zakończyłeś? Wiesz, zostawić dziewczynę przed ołtarzem to dość... okrutne.

– Wiem, ale nie cofnę czasu – otworzył szampana i rozlał do dwóch kieliszków, po czym podał mi jeden z nich.

– Dzięki. Jakby mnie facet zostawił przed ołtarzem, to chyba bym go zabiła – podrapałam się po głowie.

– Taka z ciebie psychopatka? – zaśmiał się.

– Nawet nie wiesz jaka – puściłam oczko i upiłam łyk. Mmm... pyszny. – Kochałeś ją chociaż? – wypaliłam nagle, a Sed prawie udławił się szampanem. Zerwałam się z basenu, by poklepać go po plecach. – Przepraszam, nie powinnam pytać.

– Nie szkodzi. Tak, kochałem ją na swój sposób, ale to nie kobieta dla mnie – Sed jakby zamyślił się na chwilę, więc miałam okazję mu się przyjrzeć. W luźnym wydaniu wygląda seksownie. Sama nie wiem, czy bardziej podoba mi się w garniturze, czy na luzie? Cholera, jest naprawdę boski. Wydatne usta, prosty nos, choć widać, że kiedyś był złamany, idealne kości policzkowe, no i te oczy. Szmaragdowe. Gdy spojrzał na mnie, przestałam oddychać. – A ty? – zapytał.

– Co ja?

– Kochałaś kiedyś kogoś?

– Nie.

– To też przykre.

– Możliwe. Mam Treya, on jest dla mnie najważniejszy i jego kocham, ale to inny rodzaj miłości.

– Nie masz rodzeństwa?

– Nie.

– A rodzice?

– Moja matka to alkoholiczka, ojca nie znam.

– Przykro mi – powiedział szczerze.

– A mnie nie, zostawił ją, gdy dowiedział się o ciąży. Dał jej pieniądze na usunięcie ciąży, ale tego nie zrobiła, zresztą wypomina mi to do dnia dzisiejszego.

Sed zrobił wielkie oczy.

– Trey mówił, że do niego dzwoniła pożalić się na ciebie – powiedział.

– Jak zawsze, ona ode mnie chce tylko pieniędzy. Wysyłałam jej przez ostatnie dwa lata kasę kilka razy w miesiącu. Gdyby nie to, już dawno miałabym własne mieszkanie i samochód.

– Dlaczego jej pomagasz?

– Bo to moja matka, Sed, co mam zrobić? Pozwolić, żeby umarła na ulicy albo w jakiejś melinie?

– Ile ty właściwie masz lat, Reb?

– Dwadzieścia jeden.

Uśmiechnął się dziwnie.

– Pracowałaś zamiast się uczyć?

– Nie miałam wyjścia. Gdy postanowiliśmy z Treyem o przyjeździe do LA, musiałam znaleźć pracę, aby się utrzymać. Trey miał stypendium, razem daliśmy sobie radę.

– Ale on studiuje, a ty nie.

– Bo nie jestem taka mądra jak on.

Zmierzył mnie wzrokiem.

– Nie próbowałaś nawet, więc nie wiesz.

– Próbowałam, byłam przez jeden semestr na... – urwałam w pół zdania, gryząc się w język.

– Na?

– Nieważne.

– Powiedz. Co studiowałaś?

– Nie. Daj spokój, i tak ci nie powiem.

– Wstydzisz się?

Zmarszczyłam brwi.

– Nie. Po prostu nie lubię się przyznawać do porażek.

– Dlaczego zrezygnowałaś ze studiów?

– Już ci mówiłam.

– Nie wierzę, że nie dałaś rady zaliczyć roku.

– Zaliczyłam semestr – powiedziałam oburzona.

– No właśnie, więc dlaczego?

Spojrzałam na niego i zrobiło mi się smutno. Nie wiem dlaczego.

– Nie było mnie stać na te studia. W następnym semestrze miał być obowiązkowy wyjazd na wymianę do Europy, nie mogłabym pojechać, więc i tak to nie miało sensu...

– Mogłaś postarać się o stypendium, tak jak Trey.

– Miałam stypendium, byłam najlepsza w swojej grupie, ale ono nie pokrywało nawet połowy moich wydatków.

– A jakaś pomoc ze strony uczelni? Nie masz ojca, nie należały ci się za to jakieś dodatkowe pieniądze?

– Mam matkę, uczelnia uznała, że muszą najpierw sponsorować wyjazdy tym studentom, którzy w ogóle nie mają rodziców, ja byłam w drugiej kolejności.

– Kurwa, to chore. – Sed przeczesał dłonią swoje czarne, lśniące włosy. Od razu miałam ochotę zrobić to samo.

– Zrezygnowałam i zajęłam się tańcem w klubie – dodałam.

– Musiało ci być bardzo ciężko.

O nie! Nie potrzebuję litości! Zawsze mnie wkurza, gdy ktoś tak gada.

– Nie byłam sama. Zresztą nie jestem jakimś delikatnym kwiatuszkiem, choć może nie wyglądam. Jestem silna. Mam silny charakter.

– Wyglądasz właśnie jak taki delikatny kwiatuszek.

Skrzywiłam się.

– To, że jestem mała, nie świadczy o braku siły.

– Oj, wiem, droczę się z tobą tylko, głuptasie.

Głuptasie? A to ci dopiero.

– Nawet nie wiesz, jaka jestem silna. Taniec na rurze wymaga ogromnej siły i koordynacji ciała.

– Mogę się tylko domyślać. Pokażesz mi, jak tańczysz?

– A to nie widziałeś? – uniosłam brwi.

– Przez jakąś minutę czy dwie, zanim wszedłem na salę. Potem przestałaś, jakby cię coś zahipnotyzowało.

– No tak – pokiwałam głową, ale przecież się nie przyznam, że to była jego sprawka.

– Więc?

– Dobra, zatańczę, ale jesteś bardzo nieodpowiedzialnym menadżerem, jeśli zatrudniasz dziewczynę do tańca, nie mając pojęcia, jakie są jej umiejętności.

– Mam intuicję.

– A jeśli jestem beznadziejna?

Zaśmiał się.

– Chodź. Rurę mam w sypialni – pociągnął mnie za dłoń do domu.

Co???

***

Kiedy wchodziłam na piętro wielkimi krętymi schodami, serce próbowało wyskoczyć mi z piersi. Czemu się tak denerwuję? Przecież tańczyłam prawie co wieczór przez ostatnie dwa lata i jestem naprawdę niezła. Wiem to.

– Musisz się jakoś przygotować? – zapytał, otwierając drzwi swojej sypialni. Od razu poczułam zapach damskich perfum i zauważyłam na toaletce chyba z pięćdziesiąt buteleczek. Chyba ta cała Kara jeszcze nie zdążyła zabrać swoich rzeczy. Głupio tak tu wchodzić ze świadomością, że jeszcze dwa dni temu spała tu jako jego przyszła żona.

Tak jak się spodziewałam, sypialnia także była ogromna i seksownie urządzona. Nie chodzi już o rurę na środku pokoju, ale te kolory. Czerwień i czerń, mnóstwo dywanów, rzeźb w bardzo seksownych pozach, i łóżko. Łał. Królewskich rozmiarów, z baldachimem.

– Chwilę się rozciągnę. Możesz mi załatwić jakieś szorty?

– W sensie majtki?

– Tak.

– Nie masz na sobie majtek? – zapytał zainteresowany.

– Mam, ale stringi.

– W klubie tańczyłaś w stringach.

– Ale to nie jest klub. Chcę ci tylko pokazać, co potrafię, a nie robić erotyczne show – zganiłam go wzrokiem.

– Kara zabrała ubrania i bieliznę, a moje będą na ciebie za duże...

– Dobra, nieważne – machnęłam ręką. W sumie czemu mam się krępować? To moja praca, była praca.

– Mam wyjść na tę rozgrzewkę?

– Nie, pomóż mi zdjąć sukienkę – odwróciłam się i zdjęłam buty. Od razu zrobiłam się jakieś piętnaście centymetrów niższa. Sed podszedł bardzo powoli. Robi to specjalnie? To jakaś gra?

– Tak dobrze? – zapytał, delikatnie rozsuwając suwak. Zaśmiałam się.

– Tak. Dziękuję – sukienka upadła na podłogę, zostawiając mnie w samej bieliźnie. Sed zrobił wielkie oczy, widząc mnie prawie nago.

– Założyłaś je jednak – stwierdził, patrząc na moje różowe stringi.

– Gdzie mogę się rozciągnąć? – zapytałam, udając, że nie słyszałam.

– Gdzie chcesz, masz całą sypialnię do dyspozycji – podeszłam więc do łóżka i zaczęłam krążenia biodrami, wymachy nóg, rąk. Potem usiadłam i z szeroko rozłożonymi nogami rozciągałam plecy i nogi. Na końcu szyja.

– Ok, jestem gotowa – powiedziałam, a on stał jak zaczarowany. Gapił się na mnie przez cały ten czas? Nawet nie zauważyłam, tak skupiłam się na rozgrzewce.

– Włączyć jakąś muzykę?

– Tak, poproszę – podeszłam do rury i zakręciłam się na niej zgrabnie. To profesjonalna rura do tańca. Po co mu ona w sypialni? Czyżby przyszła była pani Mills tańczyła dla swojego boskiego byłego narzeczonego? Nagle usłyszałam wolną, seksowną melodię z saksofonem w tle. Idealnie. Pokazałam, aby usiadł i znowu się zakręciłam, by przyjąć pozycję. Nie wiem jakim cudem światło przygasło tak, że prawie go nie widzę. Może to i lepiej, nie będę się krępowała. Wczułam się w muzykę, Suzanne zawsze się wkurzała, gdy improwizowałam na scenie zamiast tańczyć układ, ale to wygląda lepiej.

Zamknęłam oczy i dałam się ponieść. Znałam tę melodię, z łatwością wybrałam figury, które wykonam podczas tańca. Najbardziej spektakularne jest oczywiście szerokie rozłożenie nóg, więc od tego zaczęłam. Trochę żałuje, że nie widzę Seda. Ciekawe, czy mu się podoba? Kilka obrotów, wspięłam się wysoko i zjechałam aż na samą podłogę, trochę się potarzałam i znowu się wspięłam. Trzymając się samymi udami, wykonałam kilka figur i zjechałam z szeroko rozłożonymi nogami, by zakończyć taniec. Piosenka trwała jeszcze kilka sekund, więc idealnie wyważyłam czas. Wstałam z podłogi i stanęłam przy rurze jak sierotka Marysia. Zmrużyłam oczy, by wypatrzeć w mroku Seda.

– Sed? – zapytałam wpatrując się w stronę łóżka, na którym siedzi, a przynajmniej siedział, gdy zaczynałam tańczyć.

– Tak, jestem – odpowiedział, ale dalej go nie widziałam.

– I jak? – przekręciłam głowę, a on wyłonił się z tej ciemności jak wampir i chwycił mnie w ramiona. Zdębiałam.

– Jesteś nieziemska... – zobaczyłam jego błyszczące zachwytem oczy i miałam ochotę podskoczyć z radości: podobało mu się!

– Dziękuję, ale możesz mnie już teraz puścić – złapałam go za ramiona, by się odepchnąć.

– Wiedziałem, że jesteś wyjątkowa. Od razu, gdy cię zobaczyłem – musnął delikatnie moje nagie ramie. O rany! Czy on chce to zrobić? Gdy poczułam coś twardego na swoim brzuchu, nie miałam wątpliwości, że chce. Cholera!

– Puść mnie, Sed – wyszeptałam mało przekonująco.

– Mam na ciebie taką ochotę. Proszę, spędź ze mną tą noc – wypalił prosto z mostu. Rany! Nie mogę.

– Ja... – nie dał mi dokończyć. Pocałował mnie. O mój Boże, ależ on mnie pocałował! Instynktownie owinęłam się wokół jego ciała, gdy podciągnął mnie na swoje biodra i przyparł mnie do ściany, aż jęknęłam.

– Och, kurwa! – zasyczał w moich ustach, podgryzając mi dolną wargę.

– Sed... – wydyszałam tylko jego imię, a chciałam powiedzieć, że nie mogę tego zrobić.

– Jesteś. Taka. Słodka – powtarzał między namiętnymi pocałunkami, każdy z nich odbierał mi oddech. Ściągnął koszulkę przez głowę i rzucił gdzieś na podłogę. Gdy nasze ciała się zetknęły, znowu jęknęłam. Moje piersi stwardniały momentalnie, jednym ruchem pozbył się mojego stanika i łapczywie zaczął je ssać, całować i pieścić. Obie, na zmianę.

– O Boże! – odrzuciłam głowę do tyłu, uderzając z impetem o drewniane panele na ścianie.

– Uważaj – wydyszał i już po sekundzie leżałam na łóżku, on między moimi nogami, całujący moje piersi, dekolt i brzuch.

– Sed! – krzyknęłam, gdy delikatnie musnął palcami o materiał majtek. Moja cipka zacisnęła się i zaczęła pulsować. Jezu, czy to się dzieje naprawdę? Sed zszedł niżej w okolice pępka i zanurzył w nim język. Krzyknęłam ponownie i opadłam, jakbym miała zaraz zemdleć. W nogach czułam mrowienie, a przed oczami widziałam mroczki. Gdy pocałował mnie TAM przez majki, moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Wygięłam się w łuk i ścisnęłam kurczowo pościel, próbując to powstrzymać. To cudowne uczucie rozlało się gorącą falą po całym ciele, momentalnie pokryłam się potem, a moje serce waliło jak szalone. Czy to był orgazm? Nigdy w życiu go nie przeżyłam, żaden facet nie potrafił mnie do niego doprowadzić. Sed jednym ruchem ściągnął mi majtki, a ja nie miałam siły nic powiedzieć.

– Ale słodka! – musnął palcem moje płatki, rozprowadzając wilgoć, i wsadził ten palec do swoich ust. O matko! Dyszałam, patrząc na niego jak zahipnotyzowana. Gdy wsunął we mnie jeden palec, znowu krzyknęłam. O Chryste! – Boże, ale jesteś ciasna – zamruczał i zaczął całować moją łechtaczkę. Wessał ją i szaleńczo pieścił językiem. Już po chwili szczytowałam ponownie, wijąc się w spazmatycznym orgazmie. Przytkało mi uszy i z trudnością łapałam oddech. Z tego wszystkiego nawet nie zauważyłam, kiedy zdjął spodnie i bokserki. O rany! Ale wielki! – pomyślałam, widząc jego sterczącego penisa, ciężkie jądra, nabrzmiałe i pełne. To z pewnością nieodpowiedni rozmiar na pierwszy raz. Co ja mam zrobić? Reb, myśl. Sed sięgnął do szafki nocnej po prezerwatywę i zaczął ją nakładać, nie odrywając ode mnie wzroku. Jestem taka rozpalona, że nawet nie potrafię myśleć. Chcę to zrobić, ale, cholera, faktycznie powinnam go uprzedzić! Jezu.

– Sed ja... – wyszeptałam z zamiarem przyznania się do tego, że jestem dziewicą.

– Spokojnie, będzie ci dobrze. Obiecuję – zamknął mi usta pocałunkiem i czule pogładził po udzie, by rozsunąć je szerzej. Drugą dłonią chwycił moje dłonie i unieruchomił nad głową. Nie mogę na to patrzeć! Cholera! Zacisnęłam powieki podobnie, jak moja cipka. Zaczął całować mnie po szyi, czułam jak układa się między moimi udami. Chwycił swojego ogromnego penisa w dłoń i nakierował we mnie. Zaczęłam panikować, oddech ugrzęzł mi w gardle i gdy poczułam, jak ociera się szeroką główką o wejście w moją kobiecość, krzyknęłam:

– Nie! Nie!

Sed zamarł, zepchnęłam go z siebie i w panice uciekłam do łazienki.

– Reb, co się stało? – zawołał za mną, a po sekundzie pukał do drzwi.

– Nic, przepraszam. Nie mogę tego zrobić – wydukałam, próbując opanować atak paniki.

– Otwórz, proszę.

Minęła chwila, nim się uspokoiłam. Owinęłam się ręcznikiem i kompletnie zażenowana otworzyłam.

– Przepraszam. Chyba już pójdę – spuściłam wzrok, nie chcę na niego patrzeć. Nadal jest nagi. O matko.

– Poczekaj. Zrobiłem coś źle? – zatrzymał mnie, delikatnie łapiąc za ramię.

– Nie. To ze mną coś jest nie tak – odburknęłam, a do oczu napłynęły mi łzy. O nie! Tylko nie teraz! Błagam.

– Za bardzo nalegałem? – zapytał spokojnie.

– Nie.

– Więc o co chodzi?

– O nic. Chcę już wracać. Odwieziesz mnie? – otarłam wierzchem dłoni łzę.

– Ej, nie płacz. Nic się przecież nie stało – przyciągnął mnie do siebie i przytulił. No właśnie! Nic się nie stało! Przeze mnie! Przez moje głupie dziewictwo. Teraz pomyśli, że jestem jakaś nienormalna.

– Chciałabym wrócić, naprawdę – pociągnęłam nosem.

– Nie zostaniesz na noc?

– Nie.

– Dlaczego?

– Nie mogę. Proszę, odwieź mnie do domu – rozpłakałam się. Boże, dlaczego ja się rozpłakałam? To do mnie niepodobne! Co się ze mną dzieje?

– Spójrz na mnie – chwycił mnie za ramiona. – Reb, spójrz na mnie! – powtórzył głośniej i delikatnie mną potrząsnął. Udręczonym wzrokiem spojrzałam w jego smutne oczy.

– Co?

– Czy ktoś cię skrzywdził? – zapytał nagle i nie wiem dlaczego, ale zachciało mi się śmiać. No tak. Tylko ja potrafię płakać, a zaraz potem histerycznie się śmiać.

– O mój Boże, nie! – pisnęłam wycierając mokre oczy.

– Na pewno?

– Jezu, na pewno! Daj już spokój – warknęłam.

– Wybacz, ale zareagowałaś dość specyficznie.

– Specyficznie?

– No, jak osoba, która kiedyś została skrzywdzona.

– Nie zostałam skrzywdzona, a na pewno nie w taki sposób, jak pomyślałeś. Ja po prostu...

– Co po prostu?

Cholera, no!

– Po prostu nigdy tego nie robiłam.

– Czego? – zapytał z dziwną miną.

– No, nie uprawiałam seksu – wydusiłam z siebie.

– Co? – zapytał z oburzeniem.

– To, co słyszałeś.

– Jesteś dziewicą?!

Znowu ten ton. Nie podoba mi się to.

– Jezu, Sed taki z ciebie tępak? – warknęłam, a on odsunął się ode mnie, jakbym była trędowata.

– Nie no, kurwa, nie wierzę! – wrzasnął na mnie jak na małe dziecko. – Dlaczego mi nie powiedziałaś?!

– No wybacz, nie opowiadam wszystkim o takich sprawach – nerwowo poprawiłam ręcznik, a on wsunął bokserki na tyłek.

– Kurwa, przecież wiedziałaś, po co tu przychodzisz!

– Co?!

– Wiedziałaś, na co się piszesz. Od wczoraj między nami iskrzy! – znowu wrzasnął.

– Nie, Sed, nie zakładałam, że pójdę dziś z tobą do łóżka! Nie miałam takiego zamiaru! – odwarknęłam.

– Więc czemu dopuściłaś do sytuacji przed chwilą? – przeczesał nerwowo włosy.

– Nie wiem, było mi dobrze, straciłam rozum – wzruszyłam ramionami. Poczułam się okropnie. Faktycznie, to moja wina, powinnam była go uprzedzić.

– Mogłem zrobić ci krzywdę, idiotko! – huknął na mnie kompletnie wkurwiony.

– Idiotko?! – wciągnęłam powietrze nosem.

– Powinnaś była mi powiedzieć, do cholery! Gdybym wiedział, nigdy bym cię nie dotknął!

Aż mnie zatkało. A więc to tak? Teraz się mnie brzydzi? Bo jestem dziewicą?

– Ale z ciebie dupek. Nie chcę cię więcej widzieć! – chwyciłam swoją sukienkę i pobiegłam do łazienki. Ubrałam się w nią, ale bielizna została w sypialni. Cholera! Powycierałam rozmazany tusz i poprawiłam włosy. Co za palant! Dupek! Cham! Jezu, nienawidzę go. Czy zawsze muszę się czuć jak kretynka? To nie pierwsza sytuacja, gdy facet ucieka, dowiadując się, że jestem dziewicą! To jakaś choroba?

Wyszłam z łazienki, na szczęście Sedricka nie było w sypialni. Założyłam bieliznę, buty i zeszłam na dół.

***

Nie mam pieniędzy na taksówkę, więc droga do domu zajmie mi całą wieczność. W dodatku te buty. Kurwa mać! Nie zadzwonię do Treya, bo przecież się domyśli i przyjedzie tu zabić Seda. Spuścił lanie wielu facetom, z którymi się spotykałam, każdy kolejny był gorszy od poprzedniego. Dlaczego ja trafiam na takich dupków? Ruszyłam ze schodów do drzwi głównych, zgarniając po drodze moją torebkę ze stolika w holu.

– Cześć, Reb! – usłyszałam męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Clarka, gitarzystę wspomagającego zespołu. Cholera, co on tu robi?

– Cześć, Clark, a właściwie to żegnaj – burknęłam pod nosem.

– Wychodzisz już? – zapytał zaskoczony moim tonem.

– Tak.

– Gdzie Sed?

– Nie wiem.

Zmarszczył brwi.

– Pokłóciliście się?

– Nie.

– Zostań, zaraz będzie reszta chłopaków. Zrobimy sobie imprezę i poznamy się lepiej, skoro mamy jechać razem w trasę.

– Nie jadę z wami, a teraz naprawdę muszę iść – ruszyłam do drzwi, w których wpadłam na Nickiego, wokalistę.

– O wilku mowa! – krzyknął i chwycił mnie w pasie, zrobił kilka obrotów i postawił na podłodze. – Witaj, nasza mała Reb! – wycałował mnie po policzkach. Stałam jak oniemiała.

– Mówiłem, że seksowna z niej laska! Zobacz, jakie nogi! – dodał Simon, a za nim weszła reszta chłopaków.

– Ja właśnie wychodzę – przedarłam się przez gwar.

– Dlaczego? – zapytał Erick i wtedy wszyscy spojrzeli na mnie.

– Muszę już iść. Miło było was poznać – wymusiłam uśmiech.

– Co ci zrobił ten idiota? – zapytał Alex.

– Co?

– Co ci zrobił Sed, że tak uciekasz?

– Nic, właściwie to nic mi nie zrobił – i właśnie w tym problem, pomyślałam.

– Sed! – krzyknął Nicki. – Sed, kurwa, chodź tutaj! – powtórzył.

– Jezu, dajcie spokój. Naprawdę nic mi nie...

– Co jest? – wyszedł zza ściany jak duch.

– ... zrobił – dokończyłam z rozdziawioną buzią na jego widok.

– Co zrobił? Nic nie zrobiłem! – spojrzał na mnie krzywo.

– To dlaczego ucieka stąd jak poparzona? – zapytał wkurzony Erick.

– Wychodzisz? – zapytał smutno Sed.

– Tak.

– Jezu, poczekaj, nie to miałem na myśli – powiedział, a ja zrobiłam wielkie oczy. – Chyba nie będziemy teraz o tym przy wszystkich rozmawiać, do cholery?

– Sed, nie zaczynaj – spojrzałam błagalnie.

– Mogłaś mi powiedzieć.

– Co ci mogła powiedzieć? – wtrącił Simon.

– Dajcie nam pięć minut – Sed pokazał palce jednej dłoni w kierunku chłopaków.

– Tylko tyle? Myślałem, że jesteś długodystansowcem, stary! – wypalił Nicki.

– Oj, zamknij się, Dark! – warknął na niego Sed.

– Słyszałem wiele razy, jak Kara krzyczała całą noc. Och, Sed! Tak! Tak! Pieprz mnie, tak! Mocniej! Szybciej – wykrzykiwał Simon, a ja wkurwiona ruszyłam do drzwi.

– Reb, poczekaj!

– Pieprz się, Mills! – pokazałam mu środkowy palec, nie odwracając się do niego. Wyszłam na podjazd i rozejrzałam się, nie wiedząc, w którą stronę iść.

– Idź za nią, debilu! – usłyszałam głosy chłopaków. Dobiegł do mnie po chwili, chyba nie ma świadomości, że jest nadal w samych bokserkach.

– Poczekaj – zagrodził mi drogę.

– Nie rozumiesz sformułowania "pieprz się"?

– Daj mi wytłumaczyć.

– Jeśli nie rozumiesz, to powiem dosadniej! Spierdalaj! – wrzasnęłam i ruszyłam dalej. Na szczęście nie próbował mnie dalej zatrzymywać. Chyba zrozumiał znaczenie słowa "spierdalaj". Dotarłam do najbliższego przystanku autobusowego. Na tych osiedlach autobusy jeżdżą bardzo rzadko. Wypaliłam ze trzy papierosy pod rząd, tak się wkurwiłam. Co za dupek! Jezu! Tak to mnie chyba jeszcze nikt nie potraktował. Nikt mi nie powiedział, że gdyby wiedział, to by mnie nie dotknął. Najczęściej po prostu przestawiali się odzywać albo wymyślali jakąś durną wymówkę.

Świetnie! Autobus mam dopiero za półtorej godziny. Jezu! Usiadłam na przystanku i rozejrzałam się. To ładna dzielnica, raczej nic mi tu nie grozi, prawda? Wyjęłam komórkę i zastanawiałam się, czy nie zadzwonić do Treya. Pewnie powinnam była to zrobić, w końcu to mój najlepszy przyjaciel. Nie zrobiłam tego jednak. Czekałam. Kiedy dotarłam do domu, już świtało. Trey na szczęście spał, więc wykończona nawet się nie rozebrałam, tylko padłam na łóżko twarzą w poduszki.

***

O mój Boże! Moje nogi. Spojrzałam krzywo na poocierane, opuchnięte, cholernie obolałe i brudne stopy. Z przystanku do domu szłam boso, nie dałam rady. Położyłam się na plecach i próbowałam rozruszać palce u stóp, jęknęłam z bólu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi:

– Śpisz, Reb? – szept Treya.

– Nie, umieram – odpowiedziałam. Wszedł ubrany w dżinsy i czarną koszulę. – Masz randkę? – zapytałam zaskoczona jego wyglądem.

– Nie, byłem na uczelni załatwić dziekankę.

O kurwa, nie!

– Udało ci się? – pisnęłam z nadzieją, że nie.

– No! – krzyknął radośnie i dodał: – Jedziemy w trasę ze Sweet Bad Sinful! – wskoczył na łóżko i uściskał mnie mocno. – Nie cieszysz się? – zapytał, nie widząc mojego entuzjazmu.

– Cieszę – skłamałam. Nie mogę się teraz wycofać. Zrezygnował ze studiów. Dla mnie. Dla tej pracy. Jasna cholera!

– To dzwoń do Millsa i mu powiedz! A właśnie, jak wczorajsza kolacja? Spodziewałem się, że nie wrócisz na noc do domu.

– Jak widać wróciłam.

– Zrobiliście to?! – zapytał podekscytowany.

– Nie. Wiedziałbyś pierwszy, gdyby to się stało.

– Oj wiem. Tak pytam! – spojrzał na moje stopy. – Gdzieś ty łaziła?

– Nie pytaj i napuść mi lepiej wody do wanny. Nie domyję tego do niedzieli.

– Weszłaś w psią kupę? – zapytał, wąchając moje brudne stopy, i zrobił taką minę, że od razu zaczęłam się śmiać.

– Nie wiem, może.

– O fuuuuuu!

Ryknęłam śmiechem i pacnęłam go w ramię.

– Kocham cię, Trey.

– Ja ciebie też kocham, mała – przytulił mnie mocno i cmoknął w policzek.

Gdy zmyłam brud ze stóp, zobaczyłam, ile mam na nich bąbli. O rany! Nigdy więcej nie założę tych butów. Wrzuciłam je głęboko do szafy, starając się nie myśleć o Sedricku. Nawet nie zadzwonił, nie zainteresował się, czy w ogóle dotarłam do domu. Chciał mnie tylko przelecieć i tyle. Teraz cieszę się, że wyszło, jak wyszło. Żałowałabym do końca życia, gdybym wczoraj poszła z nim do łóżka. Usiadłam w kuchni i zaparzyłam sobie kawę.

– W co się ubierasz na koncert? – zapytał Trey.

– Koncert? Jaki koncert?

– No dziś. Dostałaś przecież bilety od Sedricka.

O matko, to dziś? Dziś jest piątek?

– Chyba nie dam rady iść z tymi stopami – pokazałam mu swoje nogi.

– E tam! Załóż baleriny czy coś. Przecież nie możemy tego przegapić! Zresztą dzwoniłem już i powiedziałam, że będziemy.

– Do kogo dzwoniłeś?

– Do Seda.

– Mówił coś?

– Nie za wiele, zajęty był. Wyśle po nas samochód z kierowcą. Uwierzysz?

– Tia – wywróciłam oczami.

– Jakaś jesteś nie w humorze, stało się coś wczoraj?

– Nie.

– Mała, nie okłamuj mnie – Trey odłożył koszulkę na krzesło i podszedł do mnie.

– Nie okłamuję. Nic się nie wydarzyło.

– Całowaliście się chociaż?

– Trey, błagam! – posłałam mu zbolałe spojrzenie.

– Ej, no powiedz!

– Tak, całowaliśmy się.

– I jak?

– Jak całuje?

Pokiwał głową.

– Dobrze, nawet bardzo dobrze – dodałam i bezwiednie przygryzłam wargę.

– Nie próbował czegoś więcej?

– Zatańczyłam dla niego.

– O łał!

– Służbowo, że tak powiem.

– Służbowo czy nie i tak na pewno mu stanął!

I to jak, pomyślałam i powiedziałam:

– Pewnie tak.

– Nie sprawdzałaś?

– Nie – skłamałam. Cholera. Okłamałam mojego najlepszego przyjaciela, pierwszy raz w życiu. Poczułam się paskudnie.

– Serio, jest coś z tobą nie tak, brakuje ci piątej klepki czy coś – wzruszyłam ramionami.

– Pewnie tak.

– Ej, mała, co jest? – wciągnął mnie na swoje kolana.

– Zróbmy to, Trey.

– Co? – spojrzał pytająco.

– Chcę już to mieć za sobą.

– Ale co? – powtórzył.

– Kochaj się ze mną Trey. Teraz! – wypaliłam i pocałowałam go namiętnie. Siedział na oparciu sofy w salonie, więc oboje polecieliśmy do tyłu. Wylądowałam na nim i zaczęłam go rozbierać. Nie protestował.

– Na pewno tego chcesz? – wyjęczał, gdy dobrałam mu się do rozporka.

– Tak – szepnęłam i zaczęłam całować go po klatce piersiowej. Tak bosko pachnie. Pocałowałam go po stronie serca i spojrzałam na niego.

– Jesteś taka śliczna, mała – musnął kciukiem kącik moich ust i podciągnął mnie do siebie, by namiętnie pocałować.

– Och, Trey! – jęknęłam, gdy zdjął mi koszulkę, zaraz potem stanik.

– To nic między nami nie zmieni, prawda? – zapytał nagle, przerywając pieszczoty moich piersi.

– Nie. Proszę, zrób to – zacisnęłam powieki, siedząc na nim okrakiem. Oboje byliśmy już nadzy.

– Rozluźnij się – powiedział i wsadził we mnie palec, aby mnie trochę przygotować. – Ale jesteś mokra!

– Boże! – krzyknęłam, gdy znalazł ten punkt w środku i zaczął go masować. Ścisnęłam jego ramiona owładnięta pożądaniem. Odrzuciłam głowę i zamknęłam ponownie oczy, by nie patrzeć na jego wielkiego penisa. To też nie jest rozmiar odpowiedni na pierwszy raz. Gdy kciukiem dotknął mojej łechtaczki, zaczęłam szczytować.

– O kurwa, tak – syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy poczuł, jak zaciskam się na jego palcu. Ścisnął mocno pośladki i gdy drugi orgazm wstrząsał moim ciałem, wszedł we mnie mocno, gwałtownie.

– O Boże! – krzyknęłam z bólu. Jezu, co za ból! Po orgazmie nie został nawet ślad. Nie potrafię tego nawet opisać. Jakby gorący pręt rozrywał mnie od środka.

– Spokojnie, mała – przytrzymał mnie, widząc moją minę.

– Trey, to boli, bardzo boli – zakwiliłam cicho, a do oczu napłynęły mi łzy.

– Wytrzymaj Reb, taka dzielna z ciebie dziewczynka. Tak bardzo cię kocham – pocałował mnie czule w usta i poruszył się delikatnie.

– O matko! – krzyknęłam ponownie, miałam ochotę się zerwać, uciec jak najdalej.

– Jeszcze chwila – wyszeptał głaszcząc moje włosy.

– Chwila na co? – zapytałam ze łzami w oczach.

– I wejdę głębiej.

– O mój Boże! – chciałam go odepchnąć i wstać, ale mi nie pozwolił. Wcisnął całego siebie we mnie, a przynajmniej tak mi się wydawało, wydając przy tym ryk pragnienia i czegoś, czego nie potrafię opisać. Po tym urwał mi się film.

***

Ocknęłam się, czując, że ktoś poklepuje mnie po policzku.

– Reb! Reb! Otwórz oczy – otworzyłam i zobaczyłam jego udręczoną minę. – Jezu, ale mnie wystraszyłaś! – dodał i przytulił z całej siły.

– Co się stało? – zapytałam nadal lekko zamroczona.

– Zemdlałaś – odpowiedział i przypomniało mi się to, co wydarzyło się chwilę temu.

– Czy my? – skrzywiłam się.

– Chyba tak – spojrzał na mnie z wyrzutem.

– O rany.

– Wybacz, nie chciałem.

– Nie, Trey, sama chciałam. Broń Boże, nie miej wyrzutów sumienia – chwyciłam jego twarz w dłonie i spojrzałam prosto w oczy. – Jesteś jedynym facetem na tym świecie, z którym powinnam była to zrobić. Kochasz mnie, szanujesz, wytrzymujesz ze mną, niczego więcej nie potrzebowałam. Dziękuję – pocałowałam go w kącik ust.

– Tak cię bolało? – spojrzał dalej udręczony.

– Troszkę.

– Zemdlałaś.

– Z wrażenia – puściłam mu oczko.

– To nie jest śmieszne. Może powinniśmy jechać do szpitala?

– Daj spokój, nic mi nie jest.

– Cała kanapa jest we krwi – powiedział. Spojrzałam na swoje nogi i jego biodra. Też jesteśmy brudni. Chyba ominęła mnie część tej imprezki. Wstałam i skrzywiłam się, czując ból między udami. Cholera! Poszłam do salonu. Faktycznie, na kanapie są ewidentne ślady utraty mojego dziewictwa.

– Zawsze tak jest? – zapytałam.

– Co? – Trey stanął za mną w progu i także spojrzał.

– No, że tyle krwi i w ogóle.

– Nie, to raczej indywidualne.

– Ale mam już to za sobą tak? – wyszczerzyłam zęby.

– Mówisz, jakbyś pozbyła się problemu – skrzywił się.

– Po prostu chciałam mieć to już za sobą.

– W sumie to nie wiem, czy na pewno.

– Jak to?

– Nie wszedłem cały, tylko troszkę.

– Nie? Cholera, a ja czułam cię aż w żołądku! – roześmiałam się w głos.

– Głupia jesteś! – Trey też się roześmiał.

– Idę się umyć, a potem wypiorę tą kanapę.

– Po co? I tak niedługo się stąd wyprowadzimy.

– W sumie racja.

– Mogę iść z tobą?

– Nie przeginaj, Trey! To był tylko ten jeden raz – rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie.

– Między nami na pewno wszystko okej? – zobaczyłam, że nadal ma wyrzuty. Podeszłam więc do niego.

– Oczywiście, że tak – cmoknęłam go w policzek.

– Wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim, nie darowałbym sobie, gdyby stała ci się krzywda – założył mi kosmyk włosów za ucho.

– A ja, gdyby stała się tobie.

– Damy sobie radę w tej trasie?

– Pewnie, że tak. Razem zawsze damy radę.

Uśmiechnął się i mnie przytulił.

– Idź się umyć. Zrobię coś do jedzenia – dodał.

– Tosty?

– Jeśli chcesz.

– Z serem i szynką.

– Będą z serem i szynką.

Odwróciłam się i poszłam do łazienki. Z ciekawości rozkraczyłam się przed lusterkiem, by zobaczyć się tam na dole, już po kąpieli oczywiście. Nie ma różnicy, może jestem trochę opuchnięta i zaróżowiona, ale nic się nie zmieniło. Czego ja się niby spodziewałam? Sama nie wiem. Roześmiałam się sama z siebie.

– Co ty robisz? – do łazienki wparował Trey i spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– Oglądam swoją nową cipkę.

– Jesteś niemożliwa – roześmiał się w głos, widząc, co durnego robię. – I co, zmieniło się coś?

– No nie.

– A czego się niby spodziewałaś? Że wyrośnie ci tam kaktus?

– Nie wiem właśnie.

– Lepiej się ogarnij. Za pół godziny przyjedzie po nas samochód.

– O cholera! – zerwałam się i szybko zjadłam tost. Trey robi najlepsze tosty na świecie. Tylko zaraz, zaraz. Skąd on wziął składniki na tosty? Pewnie był na zakupach. O rany, a to przecież moja kolej. – Ile mam ci oddać za to jedzenie? – zapytałam, upychając tosta do ust i wciskając się w dżinsy.

– Daj spokój – machnął ręką, prasując swoją koszulę.

– Nie, teraz moja kolej. Oddam ci, jak tylko będę miała, okej?

– Oczywiście – uśmiechnął się szyderczo, wiedząc, że zawsze tak mówię, a mało kiedy oddaję. No cóż.

***

Wysiadając pod klubem, w którym miał odbyć się koncert, poczułam dziwne uczucie w dole brzucha na myśl, że zaraz zobaczę Seda. Trey namówił mnie na bluzkę z głębokim dekoltem bez stanika, ale nie wiem, czy w tym tłumie to dobry pomysł. Miało być trzysta osób, a ja widzę znacznie więcej. W życiu nie wejdziemy do środka.

– Nie mamy szans – skrzywiłam się.

– Chodź, na pewno wpuszczą nas wejściem dla VIP-ów – pociągnął mnie za rękę.

– Ta, jasne!

– Chodź, marudo – muszę przyznać, że w koszuli, którą założył, i podartych dżinsach wygląda super. Zresztą, jak zawsze. Ja założyłam trampki. Nie dość, że bolą mnie stopy, to jeszcze krok. Zapowiada się "cudowny" wieczór. Skierowaliśmy się w stronę autobusów zespołu. O rany! To tym będziemy podróżować? Z ciekawości zajrzałam do środka przez przyciemniane okno, ale nic nie było widać.

– Mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz – z ciemności wyłoniła się postać, rzuciła niedopałek papierosa i przygniotła go butem.

– Proszę? – zapytałam kulturalnie, jak na mnie. Gdyby nie Trey, już bym stąd uciekła.

– Reb, to Simon Lewin! – odezwał się podekscytowany.

– O, cześć, Simon – ucieszyłam się na jego widok.

– Myślałem, że nie przyjdziesz. Jednak nie rezygnujesz? – wyszedł z cienia i ukazał się przed nami w całej okazałości. W scenicznym wydaniu, oczy pomalowane na czarno. Włosy wygolone na bokach, a góra postawiona w irokeza, kolczyki, tatuaże, no i te końcówki na platynowy blond. Uch! Aż mnie zatkało.

– Nie. Jedziemy z wami w trasę. Sedrick wam nie przekazał? – zapytałam, a kiedy wymawiałam imię Seda, serce zabiło mi mocniej. Dziwne uczucie.

– Nie wiemy, gdzie się podziewa, od rana go, kurwa, nie ma. Myśleliśmy, że jest z tobą – odparł i spojrzał na Treya. – Ty pewnie jesteś Trey – obleciał go wzrokiem.

– Tak – odpowiedział jednym słowem, chyba nie może uwierzyć, z kim rozmawia.

– Nieźle wyglądasz. Ćwiczysz? – dotknął jego bicepsa, a Trey aż podskoczył.

– Tak – wydukał, a ja się roześmiałam.

– Po koncercie jest impreza, oczywiście idziecie z nami – objął Treya i ruszyli w stronę bocznego wejścia. Simon Lewin lubi chłopców? Nie! Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę!

Stwierdziłam jednak, że najpierw zapalę. Schowałam się między busami, aby nikt mnie nie przegonił. Wypaliłam papierosa, zgasiłam go o kosz na śmieci, wyszłam zza autobusu i na niego wpadłam.

– Sed! – krzyknęłam.

– Cześć, Rebeko – odpowiedział tym swoim mruczącym tonem.

– Cześć. Wszyscy cię podobno od rana szukali.

– Miałem ważne sprawy. Sama przyszłaś? – podszedł do mnie, zaganiając między dwa autobusy, jak w pułapkę.

– Nie, Trey poszedł z Simonem.

Nie wiem, dlaczego się roześmiał.

– Idziemy do środka? – wyciągnął do mnie dłoń.

– Muszę tylko do łazienki.

– Skorzystaj w busie, w środku się nie dopchasz – otworzył drzwi do większego z nich i pokazał, abym weszła. Wahałam się chwilę, ale w sumie nie chcę stać godzinę w kolejce. Weszłam po trzech schodkach.

– Boże, jaki tu syf – pisnęłam, widząc wszędzie brudne talerze, butelki po piwie, ciuchy czyste z brudami.

– W drugim jest odrobinę lepiej – znowu się roześmiał.

– Jak wy możecie tak żyć? – skrzywiłam się, widząc wielką plamę na dywanie.

– Będziesz się musiała przyzwyczaić, tu nie ma prywatności, własnego pokoju i własnej łazienki.

– Nie macie w zwyczaju po sobie sprzątać? – zrobiłam krok między stertą ubrań a rozlaną butelką pepsi.

– Sprzątamy regularnie raz w tygodniu.

– Patrząc na to, można by pomyśleć, że wasz tydzień jest zdecydowanie dłuższy niż mój.

– Skoro się zdecydowałaś jechać, będziesz mogła sprzątać do woli. Chłopaki się ucieszą – posłał mi ten swój uśmieszek.

– A żebyś wiedział, że będę sprzątać. Pierwsze, co zrobię, to wysprzątam autobus na błysk.

– Świetnie, bo właśnie ja w nim śpię – znowu ten uśmiech.

– W takim razie ja w tym drugim – mina mu zrzedła i tym razem to ja ledwo powstrzymałam uśmiech. – Tam jest łazienka? – pokazałam korytarz prowadzący na tył.

– Tak.

Jakimś cudem udało mi się otworzyć drzwi. Rany, ale tu brudno! Jak oni mogą się tu myć? Cały zlew w piance do golenia i włosach, lustro oplute pastą do zębów, ktoś nie spuścił wody w kiblu.

– O fuuuuuuuuuuu! – krzyknęłam i od razu spuściłam wodę.

– Wiem. Kibel się zapchał – usłyszałam śmiech Seda zza drzwi. Cholera, faktycznie. Woda nie schodzi. Rany. Otworzyłam drzwi.

– Jak ja mam się tu wysikać skoro kibel się zapchał?

– Oj sikaj i już. Jutro ktoś przyjdzie i przepcha – wywróciłam oczami i zamknęłam drzwi. Zdezynfekowałam deskę i obłożyłam papierem. Ta łazienka jest bardzo mała, mniejsza niż w naszym mieszkaniu. Mikroskopijny prysznic, zlew i kibel. Ja się tu mieszczę, ale dwie osoby – nie ma szans. Ściągnęłam spodnie i zobaczyłam plamę krwi na majtkach.

– O kurwa – zaklęłam głośno. Okres? Nie, to jeszcze nie czas. To chyba dalej ślady utraty mojego dziewictwa. Cholera no. Rozejrzałam się, ale przecież w busie zespołu rockowego nie znajdę podpaski.

– Skończyłaś? Musimy iść – zaczął dobijać się Sed.

– Mamy problem – powiedziałam. Nie mam wyjścia. Przecież tak nie wyjdę.

– Jaki problem? – otworzył drzwi i spojrzał jak kucam nad kibelkiem ze spuszczonymi spodniami i majtkami.

– Ej!

– Daj spokój, widziałem cię nago – spojrzał na moje majtki. – Okres?

– Nie. Załatw mi podpaskę – spojrzałam błagalnie.

– Niby skąd? – skrzywił się.

– Nie wiem. Nie macie żadnej dziewczyny w ekipie?

– Dobra, poczekaj. Coś wykombinuję – zaskoczyła mnie jego reakcja. Myślałam, że wyjdzie i po prostu mnie zostawi. A on się przejął. Może nie jest taki zły? Może wczoraj po prostu się zdenerwował, bo to było dla niego duże zaskoczenie? Sama już nie wiem. Na szczęście w torebce mam mokre chusteczki – wytarłam się i czekałam cierpliwie, aż Sed wróci. No i wrócił, z tamponami. Wręczył mi je, jakby to była statuetka Oskara. Spojrzałam na niego z politowaniem.

– Sed, nie używam tamponów.

– Wszystkie dziewczyny ich używają.

– Nie ja.

– Spróbuj chociaż, nie miały podpasek.

– Kto nie miał?

– Fanki za bramką.

– Poszedłeś prosić o podpaski wasze fanki? – parsknęłam śmiechem.

– A co miałem zrobić? Żaden z nas ich nie używa!

– No co ty! Domyśliłam się. Dobra wyjdź, spróbuję to jakoś zamontować – spojrzałam na tampon w rozmiarze max. Nie wygląda to dobrze.

– Pomóc ci? – Czy on mówi serio?

– Wynocha! – wypchnęłam go z łazienki i zamknęłam drzwi. No dobra, jak to się robi? Po kilku próbach mi się nie udało, jestem za bardzo obolała i chyba sobie coś w środku obtarłam. Ała. No świetnie.

– Reb, chłopaki zaraz wychodzą na scenę! – pośpieszał mnie Sed.

– Ja nie idę!

– Nie przesadzaj. Okres to nie koniec świata – znowu mi się władował do łazienki.

– To nie okres głupku. Idź do nich, ja tu zostanę.

– Skoro to nie okres – spojrzał na zakrwawiony tampon w mojej dłoni – to może powinnaś iść do lekarza.

– Nie twoja sprawa. Spadaj stąd.

– Reb, przepraszam cię za wczorajszy wieczór – wypalił. No wybrał moment. Ja stercząca nad kiblem, ze spuszczonymi spodniami, majtkami i tamponem w ręku.

– Sed, nie będę o tym teraz gadać.

– Ale źle mnie zrozumiałaś.

Nerwowo napchałam sobie papieru toaletowego w majtki, podciągnęłam je, a potem spodnie.

– Doskonale cię zrozumiałam, nie musisz się tłumaczyć.

– Zaskoczyłaś mnie.

– No coś ty! – przecisnęłam się w drzwiach łazienki, by umyć ręce w kuchennym zlewie. Ten tu też jest zapchany.

– Naprawdę cię przepraszam – łaził za mną jak pies.

– Przeprosiny przyjęte – odpowiedziałam na odczepnego, niech już przestanie. Gdy weszliśmy do klubu, chłopaki od razu obskoczyli Seda.

– Gdzieś ty, kurwa, był?

– Cześć, Reb, twój kumpel chyba padł trupem! – przywitał się ze mną Nicki.

– Simon, co mu zrobiłeś? Nie było nas pół godziny!

– Sam chciał się pojedynkować na szoty – udawał niewiniątko.

– Ile wypił? – skrzywiłam się. Wiedziałam, że to tak się skończy.

– Piętnaście pod rząd.

– Cholera, Simon! – warknęłam. – Gdzie on jest?

– Śpi w garderobie.

– Reb, spoko, nic mu nie będzie – wtrącił Erick.

– Będzie rzygał jak kot! Znam go.

– Jakby to on jeden zarzygał nam garderobę – Nicki przybił piątkę z Simonem.

– Nie ty go będziesz niańczył, więc mnie lepiej nie denerwuj.

– Już ją lubię – Alex objął mnie po przyjacielsku.

– Chłopaki, na scenę! – krzyknął ktoś z obsługi.

– Roznieśmy ten lokal, sukinsyny! – Simon krzyknął mi prawie do ucha. Chłopaki zaczęli wykrzykiwać jakieś dziwne rzeczy, trochę to przerażające, ale to w końcu gwiazdy rocka. Ruszyli na scenę nabuzowani. Czy oni coś pili? Brali? Prawie mnie staranowali, zanim zostaliśmy sami z Sedem. Znowu.

– Chcesz dobrze widzieć?

– Chyba muszę znaleźć Treya.

– Nic mu nie będzie. Zabaw się.

– Sprawdzę chociaż, nie chcę, aby się udusił własnymi wymiocinami.

– No dobra. Chodź – chwycił mnie za dłoń i zaprowadził do garderoby. Tu także jest bałagan, choć odrobinę mniejszy niż w busie. Zapewne dlatego, że spędzili tu tylko kilka godzin.

– Trey – kucnęłam obok leżącego na czerwonej skórzanej sofie Treya. Na szczęście położyli go na boku, bo obok niego, na dywanie jest wielka plama wymiocin.

– Mówiłem, że nic mu nie jest.

– Rano będzie zdychał. Ciężko znosi kaca.

– Nie jesteś jego matką, daj mu spokój.

– On nie ma rodziców, ja się nim opiekuję – Sed podszedł i kucnął obok mnie.

– Teraz śpi, nie pomożesz mu.

– Posiedzę tu – pogłaskałam Treya po głowie. Wymamrotał coś na podobieństwo mojego imienia i przekręcił się na drugi bok.

– Naprawdę jesteście blisko, co?

– Kocham go, Sed. Gdyby nie to, że jest gejem, pewnie zostałby moim mężem – spojrzał na mnie dziwnie.

– Jesteś za młoda na małżeństwo.

– Odezwał się staruch!

– Na pewno jestem starszy od ciebie, dziecinko! – usiadł, przesuwając nogi Treya trochę dalej na sofie.

– Ile starszy?

– Skoro ty masz dwadzieścia jeden to jakieś siedem lat.

– Masz dwadzieścia osiem lat? – zdziwiłam się, bo nie wyglądał na tyle.

– Będę miał, za kilka tygodni.

Poprawiłam Treyowi poduszkę i zdjęłam mu buty.

– Chcesz zobaczyć choć fragment koncertu?

– Niech będzie – uśmiechnęłam się i cmoknęłam Treya w policzek. – Śpij, pijaku.

– Mam najlepszą miejscówkę. Chodź! – zaciągnął mnie za kulisy, gdzie doskonale widać chłopaków. Rany! Są niesamowici. Gdy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki jednej z piosenek, przeszły mnie ciarki. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Głos Nickiego, gitarowe riffy Alexa, Clarka i Ericka oraz perkusja Simona tworzą idealną całość.

– Dawaj, Erick! – krzyknęłam, gdy zaczął swoją solówkę. Zrobiłam to tak głośno, że chyba mnie usłyszał, bo obejrzał się i mrugnął do mnie okiem. Nogi mi zmiękły. Ależ on słodki!

– Uważaj na Simona i Nickiego – szepnął mi do ucha Sed.

– Na razie to uważam tylko na ciebie – warknęłam, bo mnie rozproszył. Na szczęście odpuścił i dał mi dosłuchać koncertu do końca. Mimo bolących stóp, obolałego, krwawiącego krocza skakałam jak głupia, wrzeszczałam i śpiewałam ich piosenki. Znam je oczywiście na pamięć.

– Reb, chodź do nas – nagle Nicki krzyknął do mnie ze sceny. Co? O nie! Nie! Nie! Nie! Jeszcze nie jestem na to gotowa.

– Chcecie poznać nowego członka zespołu!? – zapytał publiczność, która odpowiedziała entuzjastycznym rykiem.

– Sed, pomóż! – odezwał się Erick. Sed chwycił mnie na ręce i wniósł na scenę. Nie miałam nawet sekundy, aby zaprotestować. Postawił mnie obok Nickiego i podniósł ręce, a tłum znowu ryknął.

– To ona! Trochę mała.

Spojrzałam na Nickiego, który objął mnie w pasie.

– Zajebista! – krzyknął jakiś koleś pod sceną, na co zrobiłam się czerwona jak burak.

– Słodka, co? Będzie nam towarzyszyła w trasie. Mamy dla was niespodziankę i nadzieję, że wam się spodoba, szczególnie męskiej części – dodał Alex, nachylając się do mikrofonu. Zaskoczyła mnie taka pozytywna reakcja ludzi. Myślałam, że mnie wygwiżdżą i znienawidzą. Nawet dziewczyny piszczały i nie dały odczuć negatywnego nastawienia. Na końcu Sed znowu wziął mnie na ręce i pocałował. Pocałował na oczach tych wszystkich ludzi, zespołu, całej ekipy. Gdy tylko zeszliśmy ze sceny, dostał ode mnie w twarz.

– Nie waż się robić tego więcej! – Nie obchodziło mnie, że chłopaki się gapią. Mając z tego niezły ubaw. Huknęłam go tak, że aż głowa mu odskoczyła.

– Oszalałaś? – złapał mnie za nadgarstek i spojrzał rozjuszony.

– Nie dotykaj mnie!

– Uspokój się, do cholery! To był żart!

– Dla ciebie całe życie to żart! Odwal się ode mnie! Nie patrz, nie odzywaj się i nawet nie oddychaj w mojej obecności!

– Te dziewictwo padło ci na mózg! – wypalił przy wszystkich. Bo oczywiście wszyscy zrobili sobie przedstawienie z naszej kłótni. Tak się wkurzyłam, że po prostu rzuciłam się na niego z łapami. Jak on śmie to mówić tak przy nich?

– Nienawidzę cię, ty palancie!

– Reb! – Erick chwycił mnie w pasie i odciągnął.

– Wariatka! – huknął na mnie Sed.

– Pojeb! – pokazałam mu środkowy palec.

– Ej, dość! – wtrącił Simon i złapał Seda, który ruszył w moją stronę z łapami.

– No, dalej! Uderz kobietę! – prowokowałam.

– Ciebie bym nawet kijem nie tknął.

O matko! Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Wyrwałam się Erickowi, chwyciłam plastikowy kubek pełen piwa i cisnęłam nim prosto w twarz Seda. To wszystko stało się w dwie sekundy.

– Kurwa, Reb! – wrzasnął, a pozostali rzucili się, by mnie przytrzymać. – Zabierzcie mi ją z oczu, bo nie ręczę za siebie! – spojrzał na mnie wkurwiony. Erick wyniósł mnie z klubu prosto do autobusu.

 

– Rany, dziewczyno, masz jaja. Już cię uwielbiam – skopał z kanapy brudne ciuchy i posadził mnie.

– Ale mnie wkurwił! Co za dupek!

– Nie daj mu się, Reb. Sed ma trudny okres. Zerwał z Karą i teraz go nosi.

– Gówno mnie to obchodzi! Ja też mam ciężki czas, a nie wykrzykuję jego prywatnych sekretów przy wszystkich – opadłam na siedzenie i westchnęłam.

– Więc to prawda? – od razu się przysiadł, zrobił taką minę, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.

– W sumie to już nie.

– Bzyknęłaś się z nim wczoraj? Dlatego tak uciekłaś? – skrzywił się.

– Nie. Nigdy w życiu się z nim nie prześpię! Prędzej zrobię sobie tatuaż na tyłku niż pójdę z nim do łóżka!

– Nie rozumiem.

– Byłam taka wściekła za to, jak mnie potraktował, że z tego wszystkiego w domu rzuciłam się na Treya.

– Tego twojego kumpla? – podrapał się po głowie.

– No tak.

– Bzyknęłaś się ze swoim najlepszym przyjacielem?

– Na to wygląda.

– Właściwie to lepsze niż jakiś dupek, który cię nie szanuje.

– Pocieszasz mnie?

– A potrzebujesz pocieszenia? – uśmiechnął się słodko.

– Potrzebuję piwa, a najlepiej czystej wódki w dużej ilości.

– A tego to ci u nas pod dostatkiem.

– Podobno jest jakaś impreza po koncercie?

– Tak. Tutaj... za chwilę.

– Cudownie! Urżnę się jak szpadel i przelecę jakiegoś przystojniaka na jego oczach! – Erick się roześmiał.

– Jeśli dziś zrobiłaś to pierwszy raz, to raczej odradzam dalsze ekscesy – spojrzał na mnie ciepło, zrobiło mi się bardzo miło. Naprawdę spoko z niego koleś.

– Racja, i jakbyś mógł, to proszę, zachowaj to dla siebie.

– Spoko, ja to nie Simon, który wszystko wszystkim wygada.

– Sed by się wkurzył, jakbym się z którymś z was choćby pocałowała?

– Oj, na pewno!

– Chcesz być dziś moim kolegą do przytulania?

Znowu się roześmiał:

– Chcesz wkurzyć Seda?

– Bardzo, jeśli tylko ty na tym nie ucierpisz.

– Mnie nic nie powie, będzie wściekły na ciebie.

– Więc umowa stoi? – wyciągnęłam do niego mały palec.

– Jesteś zajebista, Reb – roześmiał się, widząc ten gest małych dziewczynek. Uścisnął mi dłoń, nie dając małego paluszka. Także ryknęłam śmiechem.

– Impreza jest w drugim busie! – krzyknął ktoś z zewnątrz i walnął w bok autobusu.

– Już idziemy! – odkrzyknął Erick.

***

Faktycznie, tu panuje odrobinę mniejszy bałagan. Podkreślam, tylko odrobinę mniejszy. Widać podłogę. Weszliśmy z Erickiem do środka, trzymając się za ręce.

– Pieprzony farciarz! – krzyknął Simon, widząc nasze złączone dłonie, a Sed mało nie rozszarpał mnie wzrokiem. Najlepsze jest to, że na jego kolanach siedzi jakaś blondyna, więc nie rozumiem, o co mu chodzi.

– Gdzie Trey? – zapytałam, nie widząc go w autobusie.

– Chyba jakaś laska obciąga mu w garderobie – odpowiedział Nicki. Na jego kolanach także siedziała dziewczyna. Czyżby fanki?

– Co? – pisnęłam.

– Trey śpi! Nawet nie wie pewnie, jak się nazywa. Nic mu nie będzie – wyjaśnił po chwili Nicki.

– Lepiej polej! Mam ochotę się urżnąć tak jak Trey – rzuciłam hasło i się zaczęło. Było jakieś pięćdziesiąt litrów wódki, piwa i whiskey na mniej więcej piętnaście osób. To nie mogło skończyć się dobrze dla mojego żołądka. Już po chwili obściskiwałam się z Erickiem na kanapie i piłam czystą bez popitki.

– Podobał ci się koncert, Reb? – zapytał Alex.

– Miałam mokro w majtkach! Jesteście najlepsi, nie chcę się podniecać jak te wasze fanki. Bez urazy... – spojrzałam na trzy dziewczyny które przyprowadził Nicki, Sed i Simon. – Ale naprawdę miałam ciarki na plecach!

– I o to chodzi! – Alex przybił mi piątkę.

– A kim ty w ogóle jesteś? – zapytała jedna z nich. Wymalowana brunetka, jak dla mnie wygląda trochę jak transwestyta.

– To nowy członek zespołu – Clark puścił mi oczko.

– Grasz na czymś? – dopytywała z naburmuszoną miną, bo Nicki zamiast się nią zajmować patrzy w telewizor na jakiś mecz.

– Na fiucie Seda! – wypalił Simon, za co dostał w łeb, od Seda właśnie.

– Żebym na twoim nie zagrała! – rzuciłam w niego serowym chrupkiem.

– O, z przyjemnością! – sięgnął do rozporka i zaczął się z nim szarpać.

– Ej! A ja?! – pisnęła brunetka na jego kolanach. Ta przynajmniej nie przypominała faceta. Wszyscy oprócz niej i Seda parsknęli śmiechem.

– Dla ciebie też coś mam! – wstał i zaciągnął ją na koniec autobusu, gdzie najwidoczniej jest sypialnia. Dziewczyna praktycznie zgwałciła go jeszcze w wąskim korytarzyku do niej prowadzącym, a już po chwili było słychać jęki i krzyki.

– Rzęzi jak stara baba! – skomentował Nicki, podśmiewając się pod drzwiami.

– Daj mu spokój! – Sed wstał i odciągnął go na kanapę. Jego dzisiejsza dziewczyna siedzi znudzona, Nickiego zresztą też, a ja? Wręcz odwrotnie, świetnie się bawię na kolanach Ericka. Chyba się wczuł, bo zaczął mnie muskać nosem po szyi i włosach. To całkiem przyjemne. Mina Sedricka mówi wszystko: albo zaraz wybuchnie, albo wyjdzie bez słowa.

– Muszę do łazienki – oświadczyłam wszem i wobec, wstałam, a raczej się zachwiałam, prawie potykając się o własne nogi. Sed zerwał się i ruszył za mną. Znowu chce się kłócić? Wparował za mną do środka małej ubikacji bez pytania.

– Co ty wyprawiasz? – wybełkotałam, bo nie byłam zbyt trzeźwa.

– Masz cały czerwony tyłek!

– Co? – spojrzałam na swoje spodnie. – O cholera! – Zsunęłam je i zobaczyłam, że mam całe majtki, uda i tyłek we krwi. I nadal krwawię.

– Dać ci coś na przebranie? – zapytał spokojnie.

– Dlaczego jesteś takim dupkiem, a za chwile jesteś miły?

– Dlaczego jesteś taka urocza, a za chwile wściekła jak osa?

Uśmiechnęłam się.

– Tak poproszę o coś do przebrania – wyszedł na chwilę i wrócił z czarnymi bojówkami i bokserkami.

– Może być?

– Jasne. Dzięki, ale potrzebuję podpaski na gwałt...

– Mam iść do sklepu? – uniósł brew. Chyba nie spodobał mu się mój pomysł.

– Zapytaj tych dziewczyn, może któraś ma. – Na szczęście miała. Jedną, ale to powinno do rana wystarczyć. Obmyłam się i ubrałam w to, co przyniósł mi Sed. Spodnie bojówki do kolan, ale mi sięgają prawie do kostek, majtki zawiązałam jakoś na biodrach i nie jest źle. Swoje spodnie od razu wrzuciłam do kosza. Nowe dżinsy. No trudno.

– Wszystko w porządku? – zapukał po chwili do drzwi. Otworzyłam i wciągnęłam go do środka, by pogadać.

– Przepraszam za to, że cię uderzyłam i oblałam piwem... – powiedziałam szczerze.

– Ja też przepraszam, nie wiem, co mi przyszło do głowy, by cię całować tak przy wszystkich ludziach.

– Ogólnie się tak nie zachowuję...

– Ja też.

Oboje się uśmiechnęliśmy.

– Więc zgoda?

– Bardzo bym chciał.

– Po co przyprowadziłeś tą dziewczynę do autobusu? – Dlaczego ja o to pytam? Co mnie to niby interesuje?

– Dlaczego obściskujesz się z Erickiem?

– Okej, rozumiem. Będziemy sobie robić na złość? – skrzyżowałam dłonie na piersi.

– Ty zaczęłaś.

– Zachowujemy się trochę jak dzieci, nie sądzisz?

– Może trochę. Mam to jednak gdzieś, byle między nami było wszystko w porządku.

– Nie będzie okej, znamy się od trzech dni, a wywołujesz we mnie tak skrajne emocje...

– Mogę powiedzieć to samo o tobie – uśmiechnął się tajemniczo.

– Albo się pozabijamy, albo...

– Albo co?

– Nie wiem. Pierwsza opcja jest bardziej prawdopodobna – westchnęłam wymownie.

– Spędzimy rok w trasie, musimy się jakoś dogadać, Reb – zamknął drzwi na zasuwę i kucnął przede mną, ja usiadłam na zamkniętym sedesie.

– Może po prostu nie zwracajmy na siebie uwagi? – zaproponowałam, choć sama w to nie wierzyłam.

– To niemożliwe.

– Dlaczego?

– Bo za bardzo na mnie działasz.

– Nie pójdę z tobą do łóżka, zresztą ty też tego nie chcesz, więc w czym problem?

– Nie chcę? – roześmiał się. – Cholera, Reb, nie masz pojęcia, jaki wczoraj byłem wkurwiony!

– No co ty nie powiesz?!

– Wkurwiony na siebie! W życiu bym nie pomyślał, że jesteś dziewicą. Bez urazy oczywiście, ale, cholera, tańczysz w klubie, jesteś taka seksowna, słodka...

– Tak wyszło, nie spotkałam po prostu odpowiedniego faceta.

– Chciałbym być tym odpowiednim, choć to pewnie niemożliwe.

Uniosłam brew, bo to dla mnie dość zaskakujące. On wysyła mi tyle sprzecznych sygnałów.

– To już nie ma znaczenia, Sed.

– Co nie ma znaczenia?

– Czy byłeś odpowiedni, czy nie...

– Byłem?

– Zrobiłam to dzisiaj.

– Z kim?! – aż wstał.

– Z kimś odpowiednim.

– Dlaczego to zrobiłaś?

– Co za pytanie! – nadąsałam się.

– Przeze mnie? Przez to, co ci wczoraj nagadałem w złości?

– Nie, po prostu chciałam to zrobić i mieć to za sobą.

– Jezu, Reb... – usiadł na podłodze, plecami oparł się o ścianę, a nogami o przeciwległą. Ledwo się zmieścił. – Był chociaż delikatny? – zapytał czule.

– Trey by mnie nie skrzywdził!

– Zrobiłaś to z Treyem?! – oburzył się. O cholera!

– Tak, to jedyny facet, któremu ufam i którego kocham. Już dawno powinnam była wpaść na ten pomysł...

– Nie boisz się, że to zniszczy waszą przyjaźń?

– Nie, naszej przyjaźni nic nie zniszczy.

– Przyjaźń i seks nie idą w parze.

– To był tylko jeden raz. Trey jest gejem.

– Chyba bi...

– Też tak uważam – roześmiałam się.

– To dlatego tak krwawisz?

– Chyba tak.

– To niedobrze. Powinnaś iść do lekarza.

– Czytałam w sieci, że tak się zdarza. Przejdzie mi.

– Zalałaś sobie całe spodnie Reb, to chyba nazywa się krwotok – złapał mnie za dłoń.

– To przez alkohol, już dziś nie będę piła.

– Śpicie z nami w autobusie? – zapytał. Nie wyczułam w tym pytaniu jakiegoś podtekstu.

– Trey śpi w garderobie...

– A ty? Chcesz wracać czy zostaniesz?

– A jest jakieś wolne łóżko?

– Moje – posłał mi ten swój zadziorny uśmiech.

– Nawet o tym nie myśl, widziałeś, co się ze mną dzieje. Jestem obolała...

– Żartowałem! – przerwał mi i pocałował w nadgarstek. Wstaliśmy i wyszliśmy z łazienki.

– O! Mamusia i tatuś się pogodzili! – krzyknął narąbany Alex, a dziewczyna, która przyszła z Sedem, wstała i wybiegła z płaczem z autobusu.

– Gdzie Nicki? – zapytał Sed.

– Z Simonem i tamtymi dwiema... – odpowiedział Erick i uśmiechnął się do mnie. Kiwnął pytająco głową, czy wszystko w porządku. Puściłam mu oczko i całusa w powietrzu.

– Ja spadam spać. Idziesz, Alex? – zapytał Clark.

– Ta. Nara wszystkim! – chłopaki poszli do drugiego autobusu. Zostaliśmy tylko we dwoje z Sedem. Znowu...

***

– Od poniedziałku zaczynamy próby przed trasą – powiedział, siadając za stolikiem w kuchni.

– Ja też będę miała jakieś próby?

– Tak. Musisz ułożyć układy do siedmiu utworów i na bis.

– A nie mogę improwizować? Nie lubię trzymać się układu...

– To dość ryzykowne.

– Ryzykowne jest to, że zatrudniasz mnie trzy tygodnie przez trasą. Tamte dziewczyny miały dużo więcej czasu na przygotowania – stwierdziłam fakt. Nie jestem przekonana do jego pomysłu. To przecież jakieś kompletnie szaleństwo.

– Ufam ci i wiem, że dasz czadu.

– Dzięki – uśmiechnęłam się. Z tyłu autobusu dobiegały takie jęki i krzyki, że nie potrafiłam się skupić.

– Wytrzymasz to? – zapytał Sed, rozbawiony moją zniesmaczoną miną.

– Nie będę spała z nimi busie, więc chyba tak...

– Bzykalnia jest tylko w tym.

– Bzykalnia? – parsknęłam śmiechem.

– Chłopaki tak to nazywają, brzmi łagodniej niż kącik ruchania.

– Kącik ruchania! – prawie się oplułam.

– Teraz już rozumiesz, czemu śpię w tamtym autobusie. Może syf, ale nie muszę słuchać tych jęków co noc...

– W sumie to jestem przyzwyczajona, Trey co weekend sprowadza sobie facetów.

– Będziecie musieli się podzielić, jest jedna prycza wolna tutaj i jedna w tamtym autobusie.

– A kto śpi tutaj?

– Nicki, Simon i Alex, ale, jak widać, różnie to bywa.

– To wolę tam. Erick i Clark wyglądają na spokojniejszych...

– Ja też tam śpię.

– Jakoś to zniosę, o ile będziesz grzeczny.

– Grzeszny?

– Grzeczny! – Sed pociągnął mnie gwałtownie na swoje kolana, pisnęłam zaskoczona.

– Cholernie mnie kręcisz, Reb. Wiesz o tym, prawda? – zamruczał, zanurzając nos w moje włosy. Odepchnęłam się rękami, ale nadal mnie mocno trzymał.

– W ten sposób nic nie zdziałasz... – próbowałam go jakoś zniechęcić.

– Pachniesz tak cudownie słodko.

– To szampon waniliowy.

– Nie mówię o włosach, choć faktycznie pachną wanilią – spojrzał na mnie. Jego szmaragdowe oczy błyszczą i widać tańczące w nich iskierki. Cholera, no! Co za facet. Jak ja mam mu się oprzeć?

– Sed, proszę...

– O co mnie prosisz, kochanie?

Kochanie? Nie wiem, dlaczego się roześmiałam.

– Puść mnie.

– Po co? – Wsunął mi rękę pod pupę i jednym ruchem posadził na sobie okrakiem.

– Nie chcę takich gierek.

– Więc czego chcesz? – Zaczął mnie całować po szyi. Jęknęłam, aż odbiło się to echem tam na samym dole. Och!

– Nie uwodź mnie... Proszę – zakwiliłam, wciągając powietrze.

– Nie lubisz być uwodzona? – zamruczał tuż przy moim uchu i polizał je, a potem przygryzł.

– O Boże! – Instynktownie otarłam się kroczem o jego biodra.

– Jesteś taka wrażliwa, twoje ciało idealnie na mnie reaguje – wyszeptał i zsunął mi ramiączka bluzki, pod którą nie mam stanika. Materiał prześliznął się po skórze i zatrzymał na krągłości piersi.

– Sed, proszę...

– O co mnie prosisz, kochanie? – Pocałował mój obojczyk, jego zagłębienie i ramię.

– Och! – wyjęczałam, odrzucając głowę do tyłu. Dlaczego on na mnie tak działa? Dwie godziny temu miałam ochotę go zabić, a teraz mam ochotę się z nim pieprzyć. Naprawdę – albo się pozabijamy, albo zostaniemy małżeństwem.

– Będę delikatny, teraz już wiem, co z tobą zrobić... – zsunął mi koszulkę na brzuch, odsłaniając piersi. Sutki stwardniały mi już dawno, przy pierwszym jego dotyku. Polizał prawy, potem lewy i wessał się w niego łapczywie.

– Och, Sed! – jęknęłam znowu. Moje ciało pokryło się gęsią skórką, a obolała cipka zaczęła pulsować.

– Czujesz, jaki jestem przez ciebie twardy? – Naparł na mnie biodrami tak, że jego wielki penis otarł się o moje udo.

– Tak.

– Chcesz mnie w sobie poczuć? W tej swojej małej, ślicznej, ciasnej cipce...

– Och tak! Tak! – Co ja wygaduję? Nie potrafię się opanować. To silniejsze ode mnie.

– Co tak, Reb?

Oczy mam zamknięte, ale wiem, że uśmiechnął się, pieszcząc nadal moje piersi.

– Chcę cię poczuć!

– Gdzie?

– Wszędzie! – krzyknęłam bo akurat w tym momencie przygryzł mocniej sutek. Mało mnie interesuje, że ktoś może w każdej chwili wejść do autobusu i nas zobaczyć. Chcę go poczuć w sobie, chcę, by mnie wypełnił, by moja cipka przyjęła go całego. Oderwał się od moich piersi i zajął ustami. Pieścił mój język swoim, przygryzając co i rusz. Jest taki zachłanny, a zarazem delikatny i namiętny.

– Chodźmy stąd – powiedział nagle i wstał, nie puszczając mnie ze swoich bioder.

– Gdzie? – pisnęłam zaskoczona i strasznie rozpalona.

– Tu nie ma warunków – postawił mnie delikatnie na podłodze i wyprowadził z autobusu. Chwycił moją dłoń i ruszył do samochodu. No, faktycznie, dziś nie pił, więc może prowadzić. Czeka tu kolejne auto, widziałam je na podjeździe jego domu. BMW, tyle że większe niż to, którym jechaliśmy wczoraj.

– Gdzie jedziemy? – zapytałam, cała podniecona i zaintrygowana.

– Do mnie, chcę cię mieć w swoim łóżku.

Poczułam przyjemny skurcz między nogami. Ruszył z piskiem i już po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Zaczął ponownie całować moje usta, gdy tylko przekroczyliśmy próg. Podsadził mnie na siebie i poszedł od razu do sypialni. Rzucił mnie na łóżko i jednym ruchem pozbył się moich ubrań, prócz majtek, a raczej jego bokserek. Cholera przecież ja krwawię! Nie przeszkadza mu to? Spojrzałam zakłopotana, gdy zaczął rozpinać pasek swoich spodni, stojąc nade mną.

– Sed, ale ja krwawię... – odezwałam się w końcu, zaciskając uda. Poczułam się skrępowana.

– Będę delikatny. Obiecuję. – Zdjął spodnie i koszulkę. Dopiero teraz mogę się przyjrzeć, jakie boskie ma ciało. Jest na nim sporo tatuaży, ale wygląda to megaseksownie. Mój Boże, co za facet! Wąskie biodra, cudowne mięśnie brzucha schodzące w literę V, idealne ramiona, tyłek, no i ten penis. Łał! Wydaje się jeszcze większy niż wczoraj, ale to pewnie kwestia oświetlenia.

– Nie przeszkadza ci to? – zapytałam, nie mogąc pozbyć się uczucia skrępowania.

– Nie, szkoda tylko, że nie mogę wylizać twojej ślicznej cipki. Ale zrobię to jeszcze nie raz... – zdjął skarpetki i ułożył się między moimi udami w całej swojej krasie. Zsunął mi majtki i tak zostałam kompletnie naga.

– Przestaniesz, jeśli będzie mnie bolało? – zapytałam bez tchu. Oddech mam płytki i urywany, jest mi też strasznie gorąco.

– Oczywiście. Mów do mnie, Reb, mów do mnie cały czas – pocałował mnie czule i zaczął wprowadzać swojego wielkiego penisa w moją cipkę.

– O matko! – skrzywiłam się bo cholernie boli. Znowu? Dlaczego?

– Przestać? – zastygł widząc moją minę.

– Nie, powoli... – zaparłam się rękami o jego ramiona, jakby to miało coś pomóc.

– Jesteś taka śliczna, taka wąska... Och kurwa! – krzyknął gdy moja cipka zareagowała na jego czułe słowa.

– Powoli... – powtórzyłam, mając wrażenie, że jest już bardzo głęboko.

– Muszę to zrobić szybko, bo inaczej nigdy tego nie przejdę.

Co? Czego nie przejdę?

– Ach! – krzyknęłam, gdy pchnął, a ja poczułam, jak coś w środku jakby pękło. O rany! Co za dziwne uczucie. Zalałam się łzami, czując nadal ten ból.

– No już, spokojnie, już po wszystkim – znowu mnie czule pocałował i zastygł, bym się przyzwyczaiła. Faktycznie już po chwili ból zaczął ustępować, moje ciało zaczęło go przyjmować. Oddychałam głęboko i otworzyłam oczy. – Już lepiej? – zapytał, muskając kciukiem mój policzek.

– Tak – poprawiłam pupę, a on wszedł jeszcze głębiej. – Och! – krzyknęłam, tym razem zaskoczona nieznanym doznaniem. Sed wycofał się i znowu pchnął, a ja krzyknęłam ponownie i oplotłam go nogami w pasie.

– O, właśnie tak, kochanie, właśnie tak!

Napierał na mnie mocniej i mocniej.

– Sed! O Boże! – jęczałam, czując przedziwne, narastające uczucie tam na dole. Jakbym się miała zaraz posikać albo coś. Prawie położył się na mnie, by zmienić kąt, moje dłonie oplótł sobie za szyją i przyjął cudowne tempo, które już po chwili doprowadziło mnie na skraj orgazmu. Moja cipka zaczęła się zaciskać, on przyśpieszył w idealnym momencie, a ja rozpadłam się pod nim na kawałki w intensywnej ekstazie.

– Tak, Reb! O kurwa, tak! – Zacisnął dłonie na moich włosach i pchnął jeszcze kilka razy, dochodząc równie mocno i intensywnie jak ja. Poczułam, jak zalewa mnie w środku gorąca lawa jego spermy, co dodatkowo mnie podnieciło i uśmierzyło lekki ból, który nadal odczuwam. Opadł na mnie i wysunął się delikatnie.

– Uua! – skrzywiłam się lekko.

– Wszystko w porządku? – zapytał, leżąc obok i podpierając się na łokciu. Pogłaskał mnie po brzuchu.

– Tak. Daj mi chwilę – odpowiedziałam z zamkniętymi oczami, pokazując jeden palec.

– Oczywiście. Chcesz, bym wyszedł? – zapytał nagle.

– Nie, przytul mnie – otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. Serce stanęło mi na sekundę na widok jego twarzy, pełnej troski, niepewności i czegoś, czego nie potrafię opisać. Objął mnie i przyciągnął do siebie, przywierając ciałem do mojego ciała. Był taki gorący, wręcz nierealny... Pocałował mnie w skroń i westchnął głośno:

– Nie będę pytał, czy ci się podobało, ale na pewno wszystko okej? – musnął nosem moje włosy.

– Tak.

– To dlaczego nic nie mówisz?

– Najwidoczniej po seksie nie zamieniam się w gadułę.

Pokręcił głową i się uśmiechnął.

– Za to ciętego języczka nigdy ci nie braknie – powiedział, a ja zachichotałam głupio na te słowa. – Jesteś głodna?

– Nie.

– Chcesz wracać do autobusu?

– A nie możemy zostać tutaj? – przeciągnęłam się jak kotka i przekręciłam na brzuch.

– Oczywiście, że możemy.

– A możemy się wykąpać?

– W basenie?

– W wannie. Chciałabym się umyć, ty chyba też powinieneś. – Spojrzałam na jego zakrwawione biodra i penisa, który nadal był lekko powiększony. Rany! To się we mnie zmieściło? Cholera, no trudno mi w to uwierzyć.

– Jasne. Napuszczę wody – zeskoczył z łóżka i poszedł do łazienki, a ja miałam okazję przyjrzeć się jego idealnemu tyłkowi. O mamusiu!