3
Plac Unii Lubelskiej, Śródmieście
Karolina doskonale pamiętała, co mówił właściciel barracudy, kiedy przedstawiał ją po raz pierwszy. No, może nie aż tak doskonale. Było coś o cylindrach, chyba ośmiu, roczniku sześćdziesiątym szóstym i pojemności, ale najbardziej zapadły jej w pamięć słowa Padera, że ten samochód ma nieco dłuższą drogę hamowania niż większość aut na ulicach.
Mimo to z jakiegoś powodu zgodziła się, by trzystasześćdziesięciokilometrową trasę zrobili właśnie plymouthem.
Początkowo Siarka spodziewała się, że Olgierd nie włącza radia, bo chce pogadać. Szybko wyprowadził ją z błędu - ono po prostu nie działało.
Nie żeby miało to jakieś gigantyczne znaczenie. Kiedy tylko wyjechali na trasę S8, odgłosy z zewnątrz stały się tak uciążliwe, że i tak z trudem dawało się cokolwiek usłyszeć.
- To nie był dobry pomysł - oznajmiła Karolina.
- Może i racja - przyznał Paderborn. - Właściwie powinna się tym zająć lokalna prokuratura.
- Nie powinna.
- Bo?
- Bo mamy u siebie komórkę do spraw ujęcia Rzeźnika znad Odry.
- Jaką znowu komórkę?
- Powołaną dziś rano przez nową naczelniczkę Pierwszego Wydziału Śledczego - oznajmiła głośno Siarkowska.
Olgierd na moment oderwał wzrok od jezdni i rzucił jej krótkie spojrzenie.
- Niech zgadnę - mruknął. - Komórka jest dwuosobowa.
- Brawo.
Karolina westchnęła bezsilnie, po czym dokręciła korbę od szyby z płonną nadzieją, że to cokolwiek pomoże.
- I nie to miałam na myśli - dodała.
- A co?
- To, że ten grat się zaraz rozleci.
- Uważaj na słowa.
- Zapewniam cię, że dobieram je dokładnie tak, jak powinnam.
Olgierd zacisnął dłoń na kierownicy.
- To nie żaden grat, tylko cudo amerykańskiej...
- Gówno nie zmieni się w miód tylko dlatego, że je tak nazwiesz - ucięła Siarka.
- Że co?
Stuknęła w radio, które przywodziło na myśl sprzęt z czarno-białych filmów.
- Coś tu w ogóle poprawnie działa? - mruknęła.
- Kierunkowskazy.
- Coś jeszcze?
- Klamki.
- To wszystko?
- Wycieraczki chodzą prawie bez zarzutu.
Karolina poprawiła pas bezpieczeństwa, choć nazywanie go w ten sposób było nieco na wyrost. W przeciwieństwie do tych, w które wyposażone były normalne auta, ten opinał wyłącznie brzuch. I trudno było oprzeć się wrażeniu, że gdyby doszło do wypadku, wyrządziłby więcej krzywdy, niż przyniósł pożytku.
- W dodatku ledwo cokolwiek słychać - wytknęła.
- Wiem. O to chodzi.
Posłała mu krótkie, oddające cios spojrzenie, ale postanowił je zignorować, udając, że coś na drodze wymaga obecnie jego całkowitej uwagi. Przed nimi tymczasem nie było ani jednego samochodu.
- Będziesz się teraz mścił? - rzuciła Siarka.
- Co ty. Za co niby?
- Że ci nie powiedziałam.
- Chciałaś zrobić mi niespodziankę, doskonale to rozumiem.
Obróciła się w jego stronę, wciąż walcząc z pasem, który ewidentnie był ustawiony dla kogoś, kto nie jadł obfitego śniadania.
- Wal się, Padre - skwitowała.
- Tak się odzywa szefowa do swojego podwładnego?
- Twoja szefowa dopiero się rozkręca.
- To podchodzi pod mobbing.
- Nie podchodzi - odparła spokojnie. - Dopiero zacznie.
Kąciki ust Olgierda lekko się uniosły, choć Karolina nie miała wątpliwości, że starał się je powstrzymać. Przez moment milczeli, słuchając narastającego niskiego dźwięku starego silnika.
Siarkowskiej przeszło przez myśl, że barracuda nie przyspieszała - ona miarowo parła naprzód jak jakiś ciężki okręt, pochłaniając z wolna asfalt przed sobą. Nie była jednak tak głośna, jak niegdyś wyobrażała to sobie Karolina. Właściwie miała w sobie pewną delikatność.
- Jak to się w ogóle stało? - odezwał się nagle Paderborn.
- W sensie?
- Rzadko ktoś przeskakuje z krajowej do okręgowej. A już szczególnie na naczelnika wydziału śledczego.
Siarka wzruszyła lekko ramionami.
- Padła propozycja stołka, to na nim usiadłam.
- Tak po prostu?
- A po co komplikować proste sprawy?
Olgierd zmrużył oczy w typowo prokuratorski, czujny sposób. Cóż, jego podejrzliwość nie była dla Karoliny żadną niespodzianką. Zakładała, że prędzej czy później będą musieli odbyć rozmowę, na którą właśnie się zanosiło.
- Nikt tak po prostu nie proponuje objęcia wydziału śledczego przypadkowym ludziom z prokuratury krajowej.
- To teraz twoim zdaniem jestem przypadkowa?
- Wiesz, o co mi chodzi - odparł szybko, przesuwając masywną dłonią po cienkiej kierownicy.
- Niespecjalnie.
Obrócił się do niej i przytrzymał jej spojrzenie stanowczo za długo, by czuła się komfortowo.
- Gały przed siebie.
Olgierd wrócił do obserwowania drogi.
- Rzecz w tym, że nie masz doświadczenia - odezwał się.
- A ty najwyraźniej oleju w głowie, bo inaczej ugryzłbyś się w język.
Znów lekko się uśmiechnął.
- Musiałaś aktywnie zabiegać o tę posadę - podjął.
- Raczej nie da się pasywnie zabiegać.
- Taa - mruknął. - I przypuszczam, że nie było łatwo przekonać kogoś na górze, żeby ci ją dali. Mieli świadomość, że w Poznaniu zajmowałaś się głównie sprawami gospodarczymi, a od kiedy trafiłaś do prokuratury krajowej, zasadniczo nie miałaś styczności z realnymi śledztwami.
- Najwyraźniej robię dobre wrażenie.
- To nigdy nie ulegało wątpliwości - odparł nieco ciszej Paderborn. - Podobnie jak twoje motywacje.
Siarka milczała.
- Mój były szef wyleciał, bo dał plamę z Rzeźnikiem - podjął Olgierd. - A więc musiałaś przekonać prokuratora generalnego, że to właśnie ty będziesz w stanie ująć zwyrodnialca. Najpewniej przygotowałaś sporo materiałów, może nawet odkryłaś coś, czego wcześniej nikt nie znalazł. I zrobiłaś z tego główny argument na rzecz swojego awansu.
- Niezła teoria.
- Staje się jeszcze lepsza, kiedy zważymy na jeden dość oczywisty fakt.
- Jaki?
- Że nie zależy ci na żadnych awansach.
Paderborn zjechał na lewy pas i szybko minął ciężarówkę ciągnącą całą naczepę nowych, identycznych aut elektrycznych, stanowiących chyba dokładne przeciwieństwo antyekologicznej barracudy.
- Zrobiłaś to wszystko z jednego prostego powodu.
- Żeby się nad tobą pastwić jako szefowa?
- Nie - odparł od razu Olgierd. - Choć też.
- To była jedna z głównych motywacji, Padre.
Machnął ręką, a potem niedbale przewiesił ją przez górną część kierownicy.
- Chodzi ci o Langera - oznajmił.
- Doprawdy?
- Oczywiście. Doskonale wiesz, co powiedział Ninie na odchodnym.
Paderborn się nie mylił, pamiętała doskonale każde słowo, które Pokora im później zrelacjonowała. Piotr Langer znalazł sposób na bezkarność. Od lat podpinał się pod innych seryjnych zabójców, imitując ich sposób postępowania, właściwie co do joty kopiując modus operandi.
Pozostawał niewykryty, bo wszyscy sądzili, że jego ofiary należy przypisać innym mordercom. I między innymi przez to trudno było mu cokolwiek udowodnić. Bez konkretnych dowodów te przestępstwa sprawiały wrażenie, jakby były po prostu kolejnymi w ciągu danego zwyrodnialca.
- Siarka?
- No?
- Zakładasz, że albo już się podczepił pod Rzeźnika znad Odry, albo zaraz to zrobi?
Karolina nie spieszyła się z odpowiedzią - właściwie z tych samych powodów, dla których zawsze z rezerwą podejmowała rozmowy na temat Langera. Ludzie zarzucali jej niezdrową obsesję śledczą. Argumentowali, że upatruje udziału Piotra w sprawach, z którymi nie miał on nic wspólnego.
Ale Olgierd wiedział, do czego ten człowiek jest zdolny. Doświadczył tego na własnej skórze.
- Tak - odparła w końcu.
- Dlaczego?
- A nie pamiętasz, co mówił Ninie?
- Właściwie to tylko ogólnie dał do zrozumienia, że...
- Nie, wcześniej - ucięła Karolina. - Wtedy, kiedy działała jeszcze pod przykrywką.
Paderborn przesunął rękę niżej, a potem mocno złapał za dół kierownicy. Sprawiała wrażenie, jakby pod jej naporem miała się złamać.
- Langer podziwia tego faceta - oznajmiła. - Zazdrości mu dokonań i na bieżąco je śledzi.
- To jeszcze nie znaczy, że...
- To znaczy wszystko, Padre - ucięła. - Skurwysyn nie przegapiłby takiej okazji. Albo już któraś z ofiar tak naprawdę jest jego, albo dopiero będzie.
- Nawet jeśli, to nic to nie zmienia.
Wiedziała aż za dobrze, do czego pije, ale nie miała zamiaru się z nim zgadzać.
- Langer zrobi to samo, co wcześniej - podjął Olgierd. - Skopiuje wszystko tak dokładnie, że nie będzie widać różnicy. I nie zostawi żadnych śladów.
- Niekoniecznie - odparła od razu Siarka. - Tym razem może być inaczej.
- Niby dlaczego?
- Bo popełnił jeden, kluczowy błąd.
- Jaki?
- Powiedział nam, jak działa.
Wiedziała, że to nieprzesadnie wiele. Ale w przypadku tego człowieka właśnie tyle mogło w zupełności wystarczyć. Jedno jedyne potknięcie z jego strony okazałoby się śmiertelne, bo Karolina tylko czekała, by je wykorzystać.
Było jednak coś jeszcze.
Coś, o czym nikomu nie powiedziała.
Przez moment jechali w milczeniu, a im dłużej trwało, tym bardziej Siarka stawała się niepewna tego, co działo się w głowie Paderborna. W końcu postanowił się tym z nią podzielić.
- Powiedz mi - rzucił - chcesz złapać Langera czy Rzeźnika znad Odry?
- Jednego i drugiego.
- Mimo wszystko powinnaś chyba...
- Poza tym nie wiemy, ile ofiar można przypisać temu pierwszemu, a ile drugiemu.
I prawdopodobnie się nie dowiemy, dopowiedział jej sceptyczny głos z tyłu głowy, który operował tonem Olgierda.
- Prokurator generalny wie? - odezwał się Pader.
- A jak myślisz?
- Więc jest przekonany, że Rzeźnik to twój priorytet.
On i cała reszta ludzi, których Karolina musiała przekonać, by pozwolili jej objąć wydział śledczy. Miała dosyć bezczynności i półśrodków, chciała działać. Jeśli nie teraz, to kiedy? Była tak blisko ujęcia Langera, tak blisko zapobieżenia pojawieniu się kolejnych ofiar. Przy odrobinie szczęścia być może teraz uda się to, czego wcześniej nie osiągnęła.
Nie mogła jednak mówić o tym wprost. Przełożeni nie chcieli słuchać o Piotrze Langerze, który już kilkakrotnie został uniewinniony. Wynik potyczek między nim a prokuraturą był druzgocący dla tej drugiej, straty - niepowetowane. A od kiedy zaczął współpracować, donosząc na innych z przestępczości zorganizowanej, stał się niespodziewaną żyłą złota.
Szczególnie po ostatnim nawet byle zająknięcie się o planach wobec niego okazałoby się dla Karoliny biletem w jedną stronę do pracy w archiwum.
- Tym razem go dorwiemy - odezwała się Siarka.
- Skąd ta pewność?
- Stąd, że ten jeden raz wiemy więcej niż on.
Paderborn sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar na moment wypuścić kierownicę i skrzyżować ręce na piersi w geście wymownego powątpiewania. Zamiast tego jednak rzucił tylko Karolinie krótkie spojrzenie.
- Twoje założenie było całkiem słuszne - odezwała się.
- To znaczy?
- Że wiem na temat Rzeźnika znad Odry coś więcej niż wy. I więcej niż Langer.
- Skąd? I co konkretnie?
- Od pewnej podcasterki.
- Słucham?
Siarkowska płytko zaczerpnęła tchu.
- Dziewczyna z Wrocławia - oznajmiła. - Zajmuje się sprawą prawie od samego początku, cierpi na agorafobię, więc nie wychodzi z domu i czasu ma aż nadto, żeby...
- Bierzesz informacje od jakiejś podcasterki?
- A co w tym złego? - odparowała Karolina. - Słuchałeś kiedyś Justyny Mazur albo Olgi Herring?
- Nie - odparł. - Mam za dużo zbrodni w robocie, żeby zajmować się nimi po godzinach.
Coś w tym było, skwitowała w duchu Siarkowska, choć Pader na dobrą sprawę nie wiedział, co traci. Analiza dokumentacji przez osoby prowadzące podcasty kryminalne częstokroć mogła zawstydzić profesjonalnych śledczych, a nieraz wykraczała poza to, co udało się ustalić w tym czy innym komisariacie. Nikt publicznie tego nie przyznawał, ale zdarzało się, że to właśnie z takiego skrupulatnie przygotowywanego materiału brało się poszlaki, których wcześniej brakowało.
- Mniejsza z tym - ucięła. - W każdym razie dziewczyna prowadzi podcast Sekcja Zbrodni, w którym...
- Zmyślna nazwa.
Karolina pominęła tę uwagę milczeniem.
- Robi materiały o zabójstwach i zaginięciach, ale też niewyjaśnionych sprawach - podjęła.
- Jak bardzo niewyjaśnionych?
- Hm?
- W sensie porwań przez UFO czy...
- Powiedzmy, że czasem zagłębia się w metafizykę.
- Okej.
Było to "okej" z gatunku tych, które mówiły absolutnie wszystko - i pozycjonowały drugą osobę jako kogoś, kto musi bronić swoich racji.
- Wiem, co myślisz - rzuciła Siarka.
- Że musimy zatankować?
Karolina zerknęła na deskę rozdzielczą, na której zamiast tradycyjnego napisu "fuel" lub symbolu dystrybutora widniał gigantyczny napis "GASOLINE", jakby producent barracudy chciał pokazać, że ta nie tyle spala benzynę, ile ją żre.
- To też - przyznała Siarkowska. - Ale oprócz tego doszedłeś do wniosku, że oszalałam, zwracając się do tej dziewczyny.
- Aż tak daleko bym nie poszedł.
- Ona wie, co robi.
- Mhm...
- I odkryła coś, co my pominęliśmy. I co ma związek z Langerem.
- To znaczy?
Karolina trwała w bezruchu aż do momentu, kiedy Paderborn był zmuszony na nią zerknąć. Wtedy pozwoliła sobie na nieznaczny uśmiech.
- Dowiesz się wszystkiego od niej.
- Tyle że nie jedziemy do Wrocławia.
- Zrobimy sobie przystanek w drodze powrotnej.
- Nie ma mowy - odparł szybko Olgierd.
- To niedaleko.
- Niedaleko? Jakieś dodatkowe dwie godziny drogi.
- Spieszy ci się gdzieś?
- Tak - mruknął. - Do domu.
Siarka położyła dłoń na jego plecach i przechyliła głowę na bok.
- Ludi sobie poradzi - zapewniła. - Może nawet zaprosi Stana na noc, żeby...
- Nie ma mowy.
Karolinie trudno było się nie uśmiechać, kiedy słyszała, jak wiele nieuzasadnionej troski drgało w tonie Paderborna. Jego syn nie był w ciemię bity, nie spotykał się z byle kim. I nie należał do nastolatków, którzy robiliby cokolwiek wbrew swojej woli. Przeciwnie, jeśli już, to szedł pod prąd temu, czego oczekiwali od niego inni.
- To tylko dwie godziny z Raciborza - powiedziała. - Potem z Wrocławia będziemy mieć autostradę do Łodzi i...
- Tam nie ma żadnej autostrady.
- Nie?
- Jest droga ekspresowa.
- Tak czy siak dobry dojazd - zauważyła Siarkowska. - A z Łodzi pomkniemy już A2.
Odpowiedziało jej ciche westchnienie, które wzięła za dobrą monetę. Właściwie nie musiała rozwodzić się nad tym, co dokładnie spowodowało, że chce zatrzymać się we Wrocławiu. Olgierd bowiem zdawał sobie sprawę, że nie naciskałaby bez powodu.
Rozumiał też, że z jakiejś przyczyny wolała, by to dziewczyna prowadząca Sekcję Zbrodni sama powiedziała mu o tym, do czego dotarła.
Nie naciskał więc, być może także dlatego, że niespecjalnie pokładał wiarę w tych ustaleniach. Karolina była jednak przekonana, że kiedy usłyszy, co podcasterka ma do powiedzenia, zmieni zdanie.
Dotarli do przedmieść Raciborza w jakieś trzy i pół godziny i tylko niewielką część tego czasu poświęcili na analizę Rzeźnika znad Odry. Większa przypadła na rozmowy o wszystkim innym - od zupełnych pierdół, przez nowego chłopaka Ludiego, aż po to, co obojgu ciążyło na sumieniu od dawna.
Nie porzucili tematu, nawet kiedy niewielką gruntową drogą dojeżdżali do miejsca odnalezienia zwłok.
- Więc? - rzuciła Siarka. - Jak ona się czuje?
- Nie wiem.
- Jak nie wiesz? To twoja była żona, z którą spędziłeś...
- Od sprawy z Langerem prawie nie mam z nią kontaktu.
Karolina powstrzymała ciche westchnięcie, które chciało wyrwać jej się z ust. Powiedzieć, że czuła się winna, to nie powiedzieć nic. Wciąż nie potrafiła wybaczyć sobie tego, w co wciągnęła Ninę - i jak to wszystko się skończyło.
- Odsunęła się - dodał Pader. - Nie chciała gadać o tym, co było, skupiła się na pracy. Ludi coraz więcej czasu spędzał u mnie, sam zaczął przebąkiwać o tym, że z mamą nie jest dobrze. A kiedy dziecko mówi coś takiego o rodzicu... Sama rozumiesz.
Siarkowska lekko skinęła głową, ale nie odpowiedziała.
Podjechali bliżej koryta Odry i skierowali się w stronę kępy drzew tuż na nadbrzeżu. Widać już było samochody i taśmy policyjne, brakowało jednak przedstawicieli lokalnych mediów. Być może przez te niemal cztery godziny wyciągnęli już ze stróżów prawa wszystko, co było im potrzebne.
- Nie rozmawiałyście? - odezwał się nagle Olgierd.
Karolina nerwowo odchrząknęła.
- Próbowałam, ale...
- Zapewniła cię w typowy dla niej sposób, że wszystko w porządku.
- Mniej więcej.
- Aha. Czyli jeszcze na dokładkę opierdoliła cię, że robisz z niej ofiarę i tak dalej.
Siarka zmuszona była potwierdzić skinieniem głowy.
- Spotkałyśmy się potem jeszcze kilka razy - powiedziała. - Ale jak tylko zaczynałam temat Langera, od razu go ucinała.
I trudno było jej się dziwić, skwitowała w duchu Karolina.
- Wiesz, czym się teraz zajmuje? - dodała.
- Nie. Jakaś sprawa CBŚP, tylko tyle mi powiedziała.
- Ech...
- Nie mogłabyś sprawdzić? - rzucił z wahaniem Olgierd. - Ludi się trochę martwi.
- Popytam.
Paderborn podziękował jej za pomocą samego wzroku, po czym wreszcie zatrzymał kołyszącą się na nierównej drodze barracudę. Oboje wyszli z auta mniej więcej w tym samym czasie, jakby od kilku tygodni ćwiczyli przed mistrzostwami w synchronicznym opuszczaniu pojazdów.
Lokalny stróż prawa w mundurze i śledcza z tutejszej prokuratury rejonowej już na nich czekali. On sprawiał wrażenie, jakby co rusz biegał w maratonach, ona - jakby dzień zaczynała od wyciskania na siłowni. Bynajmniej nie takich przedstawicieli organów ścigania w małym miasteczku spodziewała się Siarka - w dodatku poczuła się w tym wysportowanym towarzystwie nieco nie na miejscu.
Ostatnim razem biegała na studiach. Próbując zdążyć na tramwaj linii 17, który jechał z Ogrodów na Starołękę, spóźniona na zajęcia.
Wymienili się krótkimi uściskami dłoni z policjantem i prokuratorką, po czym pierwszy z nich uniósł taśmę i wprowadził ich na miejsce ujawnienia zwłok.
Znajdowały się na piachu tuż nad rzeką. Pozostawały całkowicie niewidoczne zarówno z ulicy, jak i drogi gruntowej, którą nadjechała barracuda. Na drugim brzegu rzeki również nie było widać żadnego miejsca, z którego można by je dostrzec.
- Kto ją znalazł? - spytał Olgierd.
- Nikt.
Paderborn i Siarka wymienili krótkie spojrzenia.
- Czyli dostaliście wiadomość - powiedziała Karolina.
- Tak.
- Jaką?
Kobieta skinęła na jednego z kucających przy zwłokach techników, który doskonale wiedział, czego potrzeba. Podał Siarkowskiej niewielką kartkę, szczelnie zapakowaną w woreczek na materiał dowodowy.
- Nasz komendant znalazł to rano za wycieraczką samochodu - oznajmił policjant.
Karolina kątem oka odnotowała, że Paderborn stanął obok niej, by zobaczyć, jaką wiadomość tym razem przekazał ten, którego nazywali Rzeźnikiem znad Odry.
Nie różniła się od poprzednich.
Wielkimi, równymi literami zapisano miejsce, w którym śledczy mieli odnaleźć zwłoki. Zabójca nie dodał nic więcej, jakby tylko to się liczyło. W chłodny sposób przekazywał jedyny istotny fakt, nie dodając do tego ani podpisu, ani komentarza, ani choćby słowa wyjaśnienia.
Karolina oddała kartkę technikowi i przeniosła wzrok na ofiarę. Tak jak poprzednie, ta również tkwiła w nienaturalnej pozie.
Ręce i nogi sprawiały wrażenie, jakby zostały złamane, bo trudno było uznać, że stawy w naturalny sposób dałoby się tak wykręcić. Kończyny związano tak, by wyglądały jak najdziwniej - i po raz kolejny Siarka pomyślała o tym, że morderca zdaje się testować, jak bardzo uda mu się powyginać ludzkie ciało.
Ofiara była zwrócona twarzą do rzeki, ale długie włosy i wyraźne wcięcie w talii nie pozostawiały wątpliwości, że mają do czynienia z kobietą.
Siarka zrobiła krok w kierunku nadbrzeża, gotowa spojrzeć na oblicze osoby, która zginęła w ewidentnych męczarniach. Zatrzymała się jednak, dosłyszawszy dźwięk samochodu nadjeżdżającego od strony ulicy.
- Spodziewacie się jeszcze kogoś? - odezwał się Paderborn.
- Komendanta - odparł miejscowy policjant. - Pojechał na kebab do Głodomora. Polecam, jakby co.
Karolina nie sądziła, by mieli skorzystać z jakiejkolwiek propozycji kulinarnej, i obróciła się z powrotem w kierunku rzeki. Tylko na moment, dźwięk silnika bowiem stał się głośniejszy i nie przywodził na myśl żadnego radiowozu, który znała.
Jednocześnie jednak nie był dla niej obcy.
Ledwo się ku niemu odwróciła, uświadomiła sobie dlaczego.
Pod nadbrzeże podjeżdżał czerwony ford mustang z tablicą rejestracyjną "W1 PIOTR".