2
- Ja pierdolę, laska ma tysiące followersów, a mieszka w jakimś jebanym slumsie - powiedział Florek.
Wiktor zwany "Wiktem" uniósł brwi, zaskoczony, ale nic nie powiedział. Blok był zwyczajny, pewnie z lat osiemdziesiątych, chociaż niedawno odnowiono mu elewację. Fakt, przydałoby się jeszcze wymienić windę, bo kiedy wjeżdżali na ósme piętro, trzeszczała niepokojąco. I była na tyle mała, że we trójkę ledwo się zmieścili, ale żeby od razu nazywać to slumsem?
- Które to będzie? - odezwał się Błażej.
- Sześćdziesiąt siedem.
- Szkoda, że nie sześćdziesiąt dziewięć - rzucił Florek i zachichotał.
Błażej jako jedyny z nich nie miał żadnej ksywki, bo nie chciał i jej nie potrzebował. Po prostu każdy, kto miał wiedzieć, wiedział, kim Błażej jest. Był z ich trójki może i najmniejszy, najmniej umięśniony, najmniej czasu spędzał na siłowni, ale to właśnie Błażeja należało się bać. Florek był duży i dużo gadał, a jego wzrok skakał z punktu do punktu, jakby mężczyzna nieustannie był naćpany. Miał na sobie czarny dres Adidasa, drogie sneakersy, a szyję ozdabiał mu ciężki złoty łańcuch. Błażej wolał dżinsy, czarny tiszert i skórzaną kurtkę, na palcach natomiast nosił wielkie sygnety, a na przegubie - zegarek za kilkadziesiąt tysięcy. No i był jeszcze Wikt, idealny średniak w tym trio. Pomyślał, że tak było zawsze. We wszystkim, co robił, był idealnie średni. W zasięgach na YouTubie, w hip-hopie, w napierdalaniu. Tylko raz się wybił, poczuł się wyjątkowy - i to było tak wspaniałe uczucie, że postanowił o to zawalczyć. I w ten sposób znalazł się tutaj, w bloku z wielkiej płyty na warszawskim Bemowie.
- Kurwa, rowery tutaj ludzie trzymają - gadał Florek. - Jakieś gówniane, że można wyrzucić. Badziew z Decathlonu. Przecież to się rozpierdoli zaraz, jak tylko człowiek pedałami zakręci. A tam, w kącie, są narty. Widzisz to, Błażej! Narty, kurwa! Narty!
Wikt nie rozumiał, dlaczego Florek się dziwi. Przecież był styczeń. Co prawda taki styczeń, że śniegu jak na lekarstwo, ale narty w zimie to normalna rzecz przecież.
- Tutaj? - zapytał Błażej i wskazał na drzwi mieszkania.
Wikt potwierdził ruchem głowy. Błażej nacisnął przycisk dzwonka, a potem odsunął się, tak żeby nie było go widać przez wizjer. Dał znać Florkowi, żeby zrobił to samo. Chłopak wykonał polecenie i, o dziwo, zamknął się na moment.
Stali tak na korytarzu, Błażej z Florkiem z plecami przyciśniętymi do ściany, kiedy drzwi sąsiedniego mieszkania się otworzyły i wyszła z nich starsza kobieta z małym włochatym pieskiem, który na widok mężczyzn natychmiast się rozszczekał. Błażej skrzywił się, niezadowolony, wyciągnął komórkę i udawał, że coś na niej sprawdza. Florek natychmiast klęknął, uśmiechnął się, pokazując pełen garnitur krzywych zębów, i zaczął gestami przywoływać szczekającą psinę.
- Kaśka, ciszej - syknęła kobieta, obrzucając ich podejrzliwym spojrzeniem.
Co to za idiotyczny pomysł, żeby nazywać psa Kaśka, pomyślał Wikt, a równocześnie modlił się w duchu o to, żeby kobieta już sobie poszła, zanim otworzą się drzwi mieszkania numer 67.
Tymczasem ona grzebała w kieszeniach i wyciągała z nich pomięte chusteczki, ulotki, papiery po batonach. Pies na smyczy się szarpał i szczekał, Florek ciągle go zachęcał, żeby do niego podszedł, wściekły Błażej zaciskał szczęki, a Wikt w myślach pośpieszał starszą sąsiadkę, nasłuchując odgłosów z mieszkania.
Wreszcie kobieta znalazła klucze, zamknęła, pociągnęła za sobą psa i zniknęła w windzie. Niemal w tej samej chwili drzwi z numerem 67 się otworzyły i w progu stanęła Suki. Nieumalowana, w szarych dresach - wyglądała zupełnie inaczej niż na zdjęciach w portalach społecznościowych i filmikach na TikToku. Zniknęła gdzieś jej orientalna uroda, pozostała tylko zwykła dziewczyna o może trochę ciemniejszej cerze i kruczoczarnych włosach.
- Wikt - powiedziała, zaskoczona, a on pomyślał, że niepotrzebnie tak się czaili, bo nawet nie chciało jej się spojrzeć przez wizjer.
Błażej zrobił krok do przodu i wepchnął ją do środka mieszkania. Nie odezwała się ani słowem, po prostu zrobiła wielkie oczy.
- Florek, sprawdź, czy kogoś nie ma - rzucił. - Wikt, zamknij drzwi.
- Błażej, ale co wy odpierdalacie? - zaprotestowała w końcu, a on w tej samej chwili plasnął ją otwartą dłonią w twarz.
Wikt aż podskoczył. Uderzenie było tak silne, że dziewczyna poleciała do tyłu i upadła na tyłek.
- Pojebało was! - wrzasnęła.
Błażej doskoczył do niej, chwycił ją za twarz i ścisnął tak mocno, że z jej ust zrobił się poskręcany dzióbek.
- Trzymaj ryj, bo drugiego plaskacza dostaniesz tą stroną - pokazał wierzch swojej dłoni i masywne sygnety - a wtedy z tej ślicznej buzi zrobi się szarpana wieprzowina. Chrumknij, jeśli rozumiesz, świnko.
- Rozumiem - wybełkotała.
- Chrumknij!
Dziewczyna przełknęła ślinę, a potem z jej ust wydobyło się coś, co można było uznać za imitację chrumknięcia. Błażejowi jednak to wystarczyło, bo dał gestem znać Florkowi i Wiktowi, żeby wykonali jego wcześniejsze polecenia. Wikt zamknął drzwi na zamek, a Florek pośpiesznie obszedł wszystkie pokoje.
- Kurwa! - krzyknął z rozbawieniem. - Ale jest syf na tej chacie! Ona się chyba po hotelach musi ruchać, bo sprowadzać tutaj faceta to, kurwa, wstyd by był! Wszystko rozjebane leży na podłodze! No nie wierzę, że ona tutaj kogoś sprowadza. Do hotelów jeździ, nie? Jak jakaś kurwa, co?
Błażej spojrzał znacząco na siedzącą na podłodze Suki, a potem wykonał dłonią gest, jakby ją pośpieszał.
- Nie rozumiem - wybełkotała.
- Kolega ci pytanie zadał.
- Ale jakie?
- Czy się ruchasz w domu, czy jeździsz z facetami do hoteli?
- A co was obchodzi, gdzie ja się rucham?
Ledwo skończyła mówić, Błażej kopnął ją prosto w brzuch. Wybałuszyła oczy, jej policzki zrobiły się okrągłe, jakby zaraz miała zwymiotować, a potem przeturlała się na bok i skuliła jak małe dziecko.
- Błażej, kurwa... Przecież nie trzeba - powiedział Wikt.
Mężczyzna obrócił się w jego stronę. Wikt poczuł, jak żołądek kurczy mu się ze strachu. Pobladł, pewien, że zaraz będzie mieć kłopoty, ale Błażej o dziwo spojrzał na niego łagodnie, zbliżył się, otoczył go ramieniem, a potem pociągnął w głąb mieszkania. Weszli do niewielkiego salonu. Faktycznie, Florek miał rację - panował tam trudny do wytłumaczenia bałagan. Pomiędzy ikeowskimi meblami leżały puste pudełka po pizzy, opakowania po niedojedzonej chińszczyźnie, puszki po napojach energetycznych, ubrania, dwie butelki po winie, a nawet gdzieś tam w rogu chyba jedna podpaska. Wikt miał nadzieję, że niezużyta.
Błażej przyciągnął go do siebie tak, że teraz ich czoła się stykały. Pomimo niskiego wzrostu był zaskakująco silny.
- Wiktuś - zaczął spokojnie - pamiętasz, co ci powiedziałem, kiedy poprosiłeś mnie o pomoc?
- No pamiętam.
- To co ci powiedziałem?
- No, że mi pomożesz...
- I co ci jeszcze powiedziałem?
Wikt wziął głębszy oddech i przełknął ślinę.
- Ale że zrobimy to po twojemu - odpowiedział po chwili.
- Właśnie, Wiktuś, że zrobimy to po mojemu albo wcale - wyszeptał Błażej. - Bo jak się mamy teraz bawić, głaskać i tulić, to ja stąd spierdalam. Bo to nie ma sensu i nic z tego nie wyjdzie. Rozumiesz?
- Rozumiem.
- To jak będzie, Wiktuś?
Zawahał się na moment, a w jego głowie pojawiła się myśl, że Suki na to nie zasługuje. Była jedną z setek czy tysięcy dziewczyn, które pojawiają się za każdym razem na galach, bo mają nadzieję, że zostaną zauważone przez jakiegoś influencera czy promotora, a Suki różniło od nich wszystkich to, że jej naprawdę się udało. Przynajmniej trochę. Miała kilkadziesiąt tysięcy obserwatorów na Insta, trochę więcej na TikToku i jakieś marne współprace, na których zarabiała akurat tyle, żeby starczyło na kosmetyki i wynajem mieszkania w starym bloku. Tyle że łatwiej było dobrać się do niej niż do jej faceta, o ile Gomeza faktycznie można tak nazywać. A potem przypomniał sobie, że bez Błażeja i Florka nie da sobie przecież rady.
- Zrobimy to po twojemu - wymruczał.
- Dobry chłopak - mruknął Błażej, puścił Wikta i nieoczekiwanie cmoknął go w policzek.
Następnie wrócili do Suki, kulącej się w przedpokoju, której pilnował Florek. Nieustannie coś mówił, trochę do siebie, trochę do niej.
- To jak, kochana? - rzucił wesoło Błażej. - Gdzie się ruchasz? Tutaj czy po hotelach?
Dziewczyna podniosła się. Ciemne włosy zasłaniały jej oczy, tak że nie wiedzieli, na którego z mężczyzn w tej chwili patrzy. Wikt był jednak pewien, że szuka wśród nich kogoś, kto jej pomoże. Próżny trud, siostro, pomyślał.
- To jak? - powtórzył Błażej, ale teraz w jego głosie zabrzmiała nuta irytacji.
- Różnie - mruknęła.
- Ha! Różnie! W takim razie sprowadzasz facetów tutaj, do tego jebanego chlewu. Musisz się zajebiście ruchać, Suka, skoro im to nie przeszkadza. Aż kusi, żeby sprawdzić, czy naprawdę jesteś taka dobra.
Kiedy Wikt zdał sobie sprawę, jaka pogróżka była zawarta w tych słowach, zrobiło mu się niedobrze. Chciał już zaprotestować, wykrzyczeć, że na pewne rzeczy to on się jednak nie zgadza, ale Błażej jakby go wyczuł, bo obrócił się do niego i spojrzał tak, że w głowie Wikta od razu wybrzmiały słowa wypowiedziane przed chwilą: "Zrobimy to po mojemu albo wcale". Dlatego nic nie powiedział, tylko zacisnął pięści.
- Czego wy w ogóle ode mnie chcecie? - spytała dziewczyna. - Wikt? Co wam odpierdoliło?
- Chcemy tylko wiedzieć, gdzie jest Sis.
Suki, już teraz przecież przerażona, na dźwięk tej ksywki pobladła jeszcze bardziej. Nagle jej ciało całe się spięło. Poderwała się z zaskakującą szybkością i rzuciła się do drzwi. Florek pobiegł za nią. Był z nich największy, ale miał najgorszy refleks, nie zdołał więc jej chwycić, za to zatarasował drogę Błażejowi i Wiktowi. Dziewczyna wypadła na klatkę schodową i popełniła błąd - zamiast na schody, pobiegła w stronę windy. Dopadła do niej, nacisnęła przycisk przyzywania, ale już wiedziała, że znalazła się w pułapce. Chciała krzyknąć, wołać pomocy, tyle że dopadł ją Błażej i ręką zatkał jej usta. Ugryzła go. Zrobił się czerwony na twarzy, zdołał jednak utrzymać Suki. Chwycił ją drugą ręką w pasie, Wikt złapał za nogi i wspólnie zaczęli nieść szamoczącą się dziewczynę do mieszkania. W tym samym momencie przyjechała winda; z jej wnętrza rozlegało się charakterystyczne szczekanie. Musieli się pośpieszyć. W ostatniej chwili zdołali schować się z powrotem za drzwiami. Florek został na zewnątrz. Kiedy nasłuchiwali, wciąż zatykając usta Suki, z korytarza dochodziły ich jego tubalny głos, szczekanie pieska i piskliwe odpowiedzi sąsiadki. Trwało to dwie, może trzy minuty, które ciągnęły się w nieskończoność. Wreszcie drzwi się otworzyły, a zadowolony Florek wślizgnął się do środka.
- Zajebista jest ta Kaśka. Szczekliwa z niej pizda, ale zajebista - powiedział, a Wikt dopiero po chwili zorientował się, że Florek mówi o psie. - I sąsiadka też nie wie, na chuj te narty. Bo oni cały rok je tutaj trzymają. Ona nawet do spółdzielni zgłaszała, że zagrożenie pożarowe, ale nikt złamanego chuja za to nie dał. To stoją.
Błażej dał mu się wygadać. Zdawał sobie sprawę, że nic nie jest w stanie zatrzymać jego słowotoku. Kiedy tamten wreszcie zamilkł, Błażej puścił dziewczynę. Popatrzył na swoją zakrwawioną rękę, na brzydką ranę, i skrzywił się ze złości i obrzydzenia. Suki wycofała się pod ścianę, oddychała ciężko. W jej oczach pojawiły się łzy strachu. Błażej jednak nie stracił nad sobą panowania. Pociągnął nosem i pokręcił z niedowierzaniem głową, jakby nie potrafił uwierzyć w to, co przed chwilą się wydarzyło.
- Gdzie jest Sis? - zapytał.
- Ja nie wiem, Błażej...
- Nie wiesz? - Mężczyzna zaśmiał się krótko, nieprzyjemnie, a potem warknął wściekle: - Nie pierdol, Suki. Bo Małej Lu powiedziałaś dokładnie co innego. Powiedziałaś, że wiesz, co się stało z Sis, i że to całkiem pojebana akcja. To teraz nam o tym powiesz, Suki. Powiesz o tej pojebanej akcji, bo inaczej, przysięgam ci, nakarmimy kundla tej sąsiadki twoimi jebanymi zwłokami...
Każde z nich wiedziało, że Błażej nie żartuje. Że był w takim stanie, w którym był gotów tę groźbę spełnić.
- Ale ja naprawdę nie wiem - wyszeptała Suki.
I wtedy Błażej wpadł w prawdziwą wściekłość.