SCENA 2
Ulica Sądowa w Brodnicy.
Środa, 27 lipca 2016. Godzina 9.00.
Młodsza aspirant Emilia Strzałkowska
Młodsza aspirant Emilia Strzałkowska uchyliła szybę samochodu jeszcze szerzej. Dojeżdżali już co prawda pod komendę, ale czuła, że dłużej nie wytrzyma i papierosowego dymu, i zamknięcia.
- Musisz tak dymić jak lokomotywa? - zapytała. Wyszło ostrzej, niż chciała. Może to i dobrze. Wcale nie miała ochoty, żeby Daniel wiedział, co naprawdę czuje. - Mogę chociaż to ściszyć?
Sięgnęła do pokrętła radia, zanim Podgórski zdążył odpowiedzieć, i zniżyła poziom głośności do minimum. Kiedy mocne nuty piosenki Iron Maiden ucichły, milczenie stało się jeszcze bardziej przytłaczające. Cisza potrafi nieprzyjemnie demaskować. Pogłośniła z powrotem.
Daniel patrzył na drogę przed sobą i dalej najspokojniej w świecie palił papierosa. Nie zareagował w żaden sposób na jej poczynania. To oczywiście bardziej ją rozwścieczyło. Która kobieta jest w stanie znieść taki brak reakcji podczas kłótni? Odpowiedź jest prosta. Żadna.
Emilia odetchnęła głębiej, żeby się uspokoić.
- Już ci przeszło? - zapytał Podgórski lekkim tonem, kiedy już prawie się opanowała.
Miała ochotę go uderzyć. Jeśli chciał w ten sposób rozładować sytuację, to zdecydowanie mu nie wyszło. A to, że nie wyglądał na szczególnie przejętego, było nie do zniesienia.
- Sienkiewicz powiedział ci, po co mnie wzywa? - zapytała, siląc się na spokój. - Wiesz coś na ten temat?
To, że Emilia siedziała zamknięta w zadymionym samochodzie razem z Podgórskim, nie było jej jedynym powodem do zmartwień. Miała poważniejsze kłopoty. Podczas śledztwa dotyczącego czarnych narcyzów została oskarżona o przekroczenie uprawnień służbowych. Nie wiedziała, co ostatecznie zdecydowała prokurator Więcek. Ani dlaczego naczelnik Sienkiewicz zadzwonił rano na posterunek do Lipowa i polecił, żeby przyjechała na komendę.
Miała dziś patrolować Lipowo razem z Markiem Zarębą. Zastąpił ją szef posterunku, Paweł Kamiński. Młody oczywiście był niepocieszony. Nic dziwnego. Nikt nie chciał spędzić całego dnia z Kamińskim, jeśli nie musiał. Ale co zrobić? Nie mogła odmówić Sienkiewiczowi.
- Nic nie wiem. Dziś mój pierwszy dzień, zapomniałaś? Naczelnik jeszcze ze mną nie rozmawiał.
Jakiś czas temu, po śledztwie dotyczącym domu czwartego, Podgórski został zawieszony. Ale ostatnio pojawiły się nowe dowody i Sienkiewicz wyraził zgodę, by Daniel wrócił do wydziału kryminalnego.
- Może podjęli decyzję w mojej sprawie? - zastanawiała się.
- Spokojnie. Nie zrobiłaś nic złego. Nie było innego wyjścia. Zdecydowałaś się działać. Dzięki temu uratowałaś komuś życie. Wszyscy to wiedzą.
- Media niekoniecznie tak to widzą. Uważają mnie za morderczynię.
Stanęli na światłach na skrzyżowaniu Sądowej, Zamkowej i Wiejskiej. Kierunkowskaz subaru tykał rytmicznie. Zdawał się zlewać z muzyką dochodzącą z głośników.
- Pieprzyć media, Mila. Rzecznik się tym zajmie. To nie twoje zmartwienie. Ważne, żeby Więcek nie bruździła. A z tego, co wiem, napomknęła, że nie będzie wyciągać konsekwencji. Podjęłaś dobrą decyzję. Żadnych uchybień.
Strzałkowska pokiwała głową. Prokurator Więcek się z nią nie kontaktowała i to był chyba dobry znak. Tak przynajmniej jeszcze rano zasugerował jej Łukasz. Starała się słuchać syna. Miał prawie siedemnaście lat. Ciągle wydawało jej się, że jest jej małym chłopcem, choć wyglądał jak dorosły mężczyzna. Jak Daniel. Podobieństwa nie dało się nie zauważyć.
- Więc spokojnie - powtórzył Podgórski. - Wszystko się ułoży.
Światła się zmieniły. Daniel podjechał kawałek, ale z prawej Sądową nadjeżdżały samochody. Zahamował płynnie. Emilia poczuła dziwną ulgę. Zyskała kilka dodatkowych sekund, zanim skręcą w Zamkową, miną Kaufland i dojadą do komendy.
- Mam nadzieję - szepnęła.
Jak na złość auta z prawej zatrzymały się. Daniel przeciął skrzyżowanie. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.
- No i jeszcze Marek...
Nie dokończyła. Wczoraj wieczorem Młody powiedział jej o kłopotach ojca. Nie była pewna, czy zwierzył się Podgórskiemu. Przyjaźnili się, więc to było prawdopodobne. Miała nadzieję, że nie nadużyła zaufania Zaręby.
- Co z Młodym? - zainteresował się Daniel.
Wyglądał na zaskoczonego, więc chyba o niczym nie wiedział. Przez ostatnie miesiące zapijał smutki w stróżówce ośrodka wczasowego Słoneczna Dolina. Odsunął się od wszystkich. Od Zaręby najwyraźniej też, bo jak w takim razie wytłumaczyć, że Marek zwierzył się jej, a nie Danielowi?
Wjechali na parking za komendą. Większość miejsc była zajęta. Ludzie zatrzymywali się tu, kiedy przyjeżdżali do pracy do miasta. Mimo to Podgórski znalazł jakąś lukę i zaczął manewrować, żeby błękitne subaru się tam zmieściło. Postanowiła poczekać z rewelacjami, aż skończy.
- Co z Młodym? - powtórzył, kiedy wreszcie się udało. Zgasił papierosa w przepełnionej popielniczce.
Emilia spojrzała na Daniela spod oka. Nadal był blady i miał podkrążone oczy, ale chyba przystrzygł nieco brodę, bo zarost wyglądał dziś na bardziej zadbany. Włosy też najwyraźniej przyczesał. Przez to zaczynał przypominać dawnego siebie, a nie zapitego menela, który walił do jej drzwi i bełkotał, że chce się widzieć z synem.
Serce zabiło jej szybciej. Odwróciła się, by Podgórski nie wyczytał nic z jej twarzy.
- Ojciec Marka ma kłopoty - wyjaśniła.
Podgórski uniósł brwi znów zaskoczony.
- Przecież Młody nie utrzymuje z ojcem kontaktów - powiedział, zapalając kolejnego papierosa. - I to od lat. Będzie już ze dwadzieścia, jeśli dobrze liczę.
- Najwyraźniej kontakt się odnowił - zauważyła. Znowu zbyt ostro. - Naprawdę przestałbyś tak kopcić.
Daniel zaciągnął się głęboko. Jakby na złość. W zasadzie mu się nie dziwiła. Szczerze mówiąc, zmieniała się w jędzę. Najgorsze, że nic nie mogła na to poradzić. To działo się jakby samo.
- Odpalasz jednego od drugiego - dorzuciła z irytacją. Skoro już miała być zołzą, to na całego. - Opamiętaj się, człowieku.
- Jesteś moją matką czy co? - zaśmiał się Daniel. Znowu nie wyglądał na zbyt przejętego jej powtarzającymi się przytykami.
Zdecydowanie nie jestem, miała ochotę palnąć. Maria Podgórska była sekretarką na posterunku w Lipowie. Dumną żoną policyjnego bohatera, który stracił życie na służbie. Dostarczycielką najlepszych wypieków w całym powiecie, a może i w województwie. Emilia ewidentnie nie posiadała takich talentów.
- Zniknęła dziewczyna ojca Marka - wyjaśniła szybko, by nie wdać się w kłótnię. I tak była już spóźniona na spotkanie z naczelnikiem. Nie ma na to czasu. - Młody mówił mi, że to może być jakaś poważniejsza historia.
- Cezary zgłosił zaginięcie?
- Właśnie nie.
- A kiedy zaginęła?
- W środę, tydzień temu.
Daniel spojrzał na Emilię spod oka i znowu zaciągnął się papierosem.
- Nie ma jej od tygodnia?
- Dokładnie tak. Ojciec Marka boi się, że ona nie żyje.
- Tym bardziej powinien był to zgłosić. I to dawno.
- Marek mu to zasugerował, ale to podobno jest jakaś niejasna sytuacja.
- To znaczy?
- Ta jego dziewczyna, zdaje się Berenika, nazwiska nie pamiętam - zaczęła Emilia, ściszając nieco głos. Siedzieli co prawda w samochodzie, ale na zewnątrz mijał ich właśnie jakiś człowiek. Skinął głową Podgórskiemu, więc zapewne pracował w firmie. Strzałkowska go nie rozpoznała. - Ona jest nastolatką. Cezary Zaręba był jej nauczycielem.
Daniel uniósł brwi.
- Nieletnia?
Emilia pokręciła głową.
- Całe szczęście nie. W tym roku zdawała maturę. Skończyła niedawno dziewiętnaście, więc...
Nie dokończyła. Berenika była co prawda pełnoletnia, ale czy to zmieniało cokolwiek? Uczennica i jej nauczyciel. Było w tym coś... Strzałkowska szukała odpowiedniego słowa. Nie w porządku? Taka relacja nigdy nie mogła być czysta. Przynajmniej tak jej się wydawało. Mentor zawsze występuje z pozycji władzy. Tym bardziej że stary Zaręba związał się z uczennicą jakiś rok temu. Czyli spotykali się, kiedy Berenika chodziła jeszcze do jego klasy.
- Może ta Berenika jest po prostu na gigancie? - zastanawiał się Daniel. - Albo rozstała się z Cezarym i dlatego unika z nim kontaktu.
Wysiedli z samochodu i ruszyli do komendy. Robiło się późno.
- Skąd w ogóle pomysł, że ta dziewczyna nie żyje? - dodał.
- Zdaje się, że ojciec Młodego twierdzi, że ona nigdy by go tak nie zostawiła. Znaczy się bez słowa.
- Wiesz, że każdy tak mówi.
Daniel uśmiechnął się szeroko. Jego oczy jakby się przy tym rozjaśniły. Jak wtedy, kiedy go poznała. W szkole policyjnej wiele lat temu. Byli młodzi i naiwni, pełni ideałów. A teraz co? On z nieodłączną paczką papierosów i butelką czekającą w domu. Ona głupio zakochana szara myszka z nadbagażem kilogramów zgromadzonych w mało strategicznych okolicach bioder i ud.
- Wiem. Ale Marek z jakiegoś powodu uważa, że jego ojciec się nie myli. Poprosił, żebyśmy się tym zajęli. - Specjalnie użyła liczby mnogiej, choć Młody tylko ją prosił o pomoc. Jak bardzo jestem żałosna? - pomyślała. - Marek dał mi telefon do Cezarego - dodała szybko, starając się ukryć zakłopotanie. - Moglibyśmy do niego potem zadzwonić i dowiedzieć się, o co chodzi. Co ty na to?
- Czemu Młody sam się tym nie zajmie?
- Odniosłam wrażenie, że nie czuje się na siłach. Ty wiesz lepiej, co się działo pomiędzy nim a jego ojcem.
- Zajmiemy się tym po robocie - zdecydował Daniel. - I jak się dowiesz, czego chce od ciebie Sienkiewicz.
Weszli do budynku. Przywitali się krótko z dyżurnymi i ruszyli dalej korytarzem.
- No proszę. Jest i nasza dwójka z Lipowa - rozległo się z prawej strony.
Emilia odwróciła się. Naczelnik rozmawiał właśnie z krótkowłosą policjantką. Nazywała się Laura Fijałkowska. Strzałkowska miała okazję poznać ją przelotnie podczas śledztwa w sprawie czarnych narcyzów. Sienkiewicz przekazał Laurze jakieś papiery i kiwnął na nich.
- Trochę się spóźniliście - powiedział ni to tonem nagany, ni ironii, kiedy się przywitali. Zmarszczki wokół jego oczu bardziej się uwydatniły. Głębokie zakola i łobuzerski uśmiech sprawiały, że przypominał Emilii Bruce'a Willisa.
- Przepraszamy. Nie miałam podwózki. Zadzwoniłam do Daniela. Właśnie wyjeżdżał i...
Sienkiewicz machnął ręką, jakby nie miał ochoty słuchać żadnych wyjaśnień.
- Podobno w Świeciu mieli kłopoty z tą dziewczyną, która rozrabiała u was w Lipowie - rzucił tonem pogawędki.
- Valentine Blue? - zdziwił się Daniel.
- A no tak. Nie żyje. Ale to nie nasza sprawa. Koledzy ze Świecia wyjaśniają. My zajmujemy się swoim podwórkiem. Na dobry początek przyjmiecie zgłoszenie zaginięcia.
- My? Ale... - zaczęła Emilia.
Nadal nie rozumiała, po co ją wezwano na komendę. Tymczasem wyglądało na to, że właśnie dostała zadanie do wykonania.
- Chcę sprawdzić, jak sobie poradzisz w krymie - wyjaśnił krótko naczelnik. - Nie ukrywam, że po tych wszystkich aferach chętnie będę miał cię na oku. Jak się sprawdzisz, zostaniesz. Jak nie...
Nie dokończył. Nie była pewna, czy sugerował, że wróci do Lipowa, czy że wyleci z firmy. Wolała nie wnikać.
- Daniel, pamiętasz, jak się umawialiśmy? - zapytał Sienkiewicz, odwracając się do Podgórskiego. - Żadnego picia na służbie. Poza najlepiej też. I tak patrzą nam na ręce. Jak cię pismaki obfotografują zalanego w trupa, nie będę zadowolony.
- Oczywiście. Nie zawiodę.
- No to już. Zaginiona nazywa się Berenika Borkowska. Jej rodzice czekają. Bogata rodzina. Z roszczeniami, żeby odnaleźć dziewczynę szybko i tak dalej. Rozumiecie, o czym mówię. Zajmiecie się tym w ciągu dnia, a po południu przyjdziecie zdać mi relację. Czekam o szesnastej trzydzieści, bo potem mam jeszcze kilka innych spraw. Laura będzie was wspierać tu z komendy, jeśli będziecie czegoś potrzebowali.
Fijałkowska skrzywiła się nieznacznie, ale skinęła głową na znak aprobaty. Strzałkowska miała wrażenie, że policjantka unika jej spojrzenia.