PROLOG
Wampir ("zły duch"): (folklor) martwy, który wstaje w nocy, by posilać się krwią żywych
Kwiecień 2008 r.
Połączenie ze służbami ratunkowymi w Amstetten zostało nawiązane dokładnie o godzinie 7:00 nad ranem w sobotę. Starszy mężczyzna ze spokojem w głosie poinformował dyspozytora, że właśnie znalazł młodą kobietę wspartą o ścianę budynku, w którym mieszkał. Oznajmił, że potrzebna jest natychmiastowa pomoc medyczna i podał adres domu przy Ybbsstrasse 40, po czym się rozłączył.
Dyspozytor bezzwłocznie wysłał na miejsce ambulans z załogą na Ybbsstrasse, zatłoczoną, główną ulicę, przebiegającą blisko centrum niewielkiego, austriackiego miasteczka położonego w odległości około sto trzydzieści kilometrów na zachód od Wiednia. We wczesny, sobotni poranek ruch był stosunkowo niewielki i w ciągu kilku minut sanitariusze zdołali zlokalizować przemoczoną, młodą kobietę, leżącą bez świadomości na progu. Wargę miała pokrytą krwią w miejscu, gdzie przygryzła sobie język, a skórę nienaturalnie bladą. Na jej głowie widać było ślady po wyrwanych włosach.
Chwilę później mocno poszkodowana, młoda kobieta została przetransportowana na oddział intensywnej opieki medycznej szpitala miejskiego Mostviertel Amstetten-Mauer.
- Była w stanie zagrażającym życiu - powiedział doktor Albert Reiter, ordynator oddziału. - Nieprzytomna, wymagała intubacji. Kilka ważnych organów w jej organizmie przestało funkcjonować.
Trzy godziny później na parkingu szpitala zatrzymał się srebrny mercedes, z którego wysiadł dystyngowany, siwowłosy mężczyzna z bujnym wąsem. Wszedł dynamicznym krokiem na izbę przyjęć i przedstawił się jako Josef Fritzl, dziadek 19-letniej Kerstin, którą niedawno przywieziono tutaj karetką pogotowia. Zażądał natychmiastowego widzenia z lekarzem, twierdząc, że dysponuje ważną informacją dotyczącą jej zdrowia od matki pacjentki.
- Był to niezwykle grzeczny, całkiem normalny człowiek - powiedział doktor Reiter, który spotkał się z Fritzlem w swoim gabinecie. - Zachowywał się w porządku.
Fritzl wyjaśnił, że obudziły go hałasy na schodach prowadzących do domu, w którym mieszkał. Kiedy to sprawdził, odkrył nieprzytomną, młodą kobietę, leżącą przed wejściem.
Ale to jego zdaniem nie było wszystko. Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął zapisaną ręcznie wiadomość od swojej córki Elisabeth, która dwadzieścia lat wcześniej uciekła z domu, by dołączyć do religijnej sekty, i od tamtej pory przez niego niewidzianej.
Wręczywszy notatkę doktorowi Reiterowi, powiedział, że to czwarte dziecko, które jego nieobliczalna córka porzuciła pod jego domem, żeby zaopiekował się nim wraz z żoną.
"Proszę, pomóżcie jej", brzmiał nagłówek wiadomości.
W środę podałam jej aspirynę i lek przeciwkaszlowy. W czwartek kaszel się nasilił. W piątek było jeszcze gorzej. Ugryzła się w wargę i w język.
Kerstin bardzo boi się obcych. Nigdy dotąd nie była w szpitalu. Poprosiłam mojego ojca o pomoc, bo to jedyna osoba, którą ona zna.
U dołu Elisabeth dodała:
Kerstin, proszę, trzymaj się i do zobaczenia! Niedługo po ciebie przyjedziemy!
Następnie starszy mężczyzna wyjaśnił, że za każdym razem, kiedy jego córka pozostawiała dziecko pod jego drzwiami, zawsze towarzyszyła temu wiadomość, w której błagała go o opiekę, ponieważ jej sekta zabraniała posiadania dzieci.
Co innego mógł zrobić w takich okolicznościach? Zadał to pytanie doktorowi Reiterowi, wzruszając ramionami. Wraz z żoną Rosemarie wychowali troje porzuconych dzieci, 16-letnią Lisę, 15-letnią Monikę i 12-letniego Alexa, tak jakby były ich własne.
Kiedy wstrząśnięty lekarz zapytał Fritzla o zniknięcie jego córki i o to, czy próbował ją odnaleźć, ten odparł, że musi już pójść.
- Nie spodobał mi się jego ton - wspomniał doktor Reiter. - Coś mi się nie zgadzało. Poprosił, żebyśmy wyleczyli Kerstin, aby mógł ją zabrać.
* * *
Na przestrzeni lat ordynator oddziału intensywnej opieki medycznej widział tysiące różnych nagłych przypadków, ale żaden z nich nie przypominał zaniedbań, które tak widoczne były u Kerstin. Po bliższej analizie odkrył ze zdumieniem, że nastolatce brakowało większości zębów, a na głowie miała liczne miejsca pozbawione włosów. Skórę miała śmiertelnie bladą, jakby cierpiała na poważną anemię.
Początkowo uznał, że mogła zostać otruta i natychmiast zlecił odpowiednie badania krwi. Wyniki były jednak negatywne. Następnie uznał, że może ona cierpieć na epilepsję. Kiedy jej ważne organy zaczęły odmawiać posłuszeństwa, doktor Reiter nakazał podłączyć ją do aparatury podtrzymującej funkcje życiowe.
Doświadczony lekarz był zdumiony i zaniepokojony faktem, że matka mogła tak po prostu porzucić chorą córkę pod drzwiami i zniknąć.
- Z tonu liściku wynikało, że bardzo jej zależało na tym dziecku - powiedział.
O 10:37 zadzwonił na policję w Amstetten i zgłosił przyjęcie na oddział tajemniczej kobiety w krytycznym stanie. Dodał, że niezbędne jest wszczęcie w tej sprawie właściwego dochodzenia.
* * *
Kilka godzin później na Ybbsstrasse 40 przyjechał funkcjonariusz, który przesłuchał Josefa Fritzla w sprawie jego wnuczki. Policja z Amstetten doskonale wiedziała o ucieczce Elisabeth w 1984 roku, w wieku 18 lat, celem dołączenia do sekty religijnej. Jej śmiertelnie przerażeni rodzice zgłosili zaginięcie, a miejscowa policja, a następnie Interpol, przeprowadziły śledztwo. Dziewczyna zniknęła jednak bez śladu i nie udało się niczego ustalić.
Rok później, kiedy Elisabeth skończyła 19 lat, zaprzestano poszukiwań. Zgodnie z austriackim prawem nie była już niepełnoletnia i mogła wyjechać, dokąd tylko chciała.
Jej pozornie porządny, 73-letni ojciec opowiedział policjantowi o odkryciu Kerstin pod drzwiami domu i wiadomości pozostawionej przez jej matkę. Następnie pokazał trzy inne liściki, które jego córka wysłała na przestrzeni lat, wyjaśniając, że po każdym z nich znajdował nowe dziecko.
Jak wyjaśnił, w styczniu Elisabeth wysłała mu wiadomość na temat problemów zdrowotnych Kerstin. Napisała w niej, że niebawem wróci do domu z innymi swoimi dziećmi, 18-letnim Stefanem i 5-letnim Feliksem, żeby wszyscy mogli stać się jedną rodziną i wspólnie celebrować urodziny.
Policja z Amstetten nie wątpiła w słowa Josefa, odnoszącego sukcesy spekulanta na rynku nieruchomości, ponownie otworzyli śledztwo dotyczące Elisabeth Fritzl, po dwudziestu czterech latach nadal traktowanej jako "zaginiona". Doktor Reiter przekonał funkcjonariuszy, że znajomość historii medycznej matki jest niezbędna do zdiagnozowania tajemniczej choroby córki i uratowania jej życia.
List ze stycznia miał przyklejony znaczek z miasteczka Kematen an der Krems, leżącego 70 kilometrów na wschód od Amstetten, tam więc rozpoczęto poszukiwania. Przez kilka kolejnych dni śledczy kontaktowali się z niemal każdym szpitalem i szkołą w poszukiwaniu informacji na temat Elisabeth, wtedy 42-letniej. Przeszukali również centralną bazę danych rejestru i dane urzędu ubezpieczeń społecznych.
- Przyjrzeliśmy się każdej alejce - powiedział naczelnik okręgu Amstetten, Hans-Heinz Lenze. - Nie natrafiliśmy na absolutnie żaden ślad Elisabeth.
W poniedziałkowy poranek, dwa dni po przyjęciu Kerstin do szpitala, śledczy wezwali na posterunek policji w Amstetten Manfreda Wohlfahrta, specjalistę do spraw sekt z pobliskiej diecezji w St. Pölten. Był to pierwszy raz, kiedy rozmawiano z nim na temat tej sprawy.
Wohlfahrt został poproszony o przeczytanie pierwszego listu Elisabeth, napisanego tuż po jej zniknięciu, jak również tego najnowszego, dotyczącego Kerstin. Zapytano go, czy dostrzega jakiekolwiek wskazówki mogące określić sektę, do której dołączyła, bądź miejsce, w którym aktualnie przebywała.
Ekspert uznał, że dziwnie nienaturalne pismo przypomina "kaligrafię". Zauważył również nietypową konstrukcję zdań, które brzmiały tak, jakby ktoś je "podyktował". Później opisał te wiadomości jako "dziwne" i "niezbyt autentyczne". Nie potrafił jednak wyciągnąć żadnych wniosków dotyczących sekty bądź miejsca, w którym znajdowała się Elisabeth.
Tymczasem stan Kerstin w szpitalu ulegał pogorszeniu. Podłączono ją pod dializę i wezwano miejscowego księdza, by udzielił jej ostatniego namaszczenia.
Doktora Reitera coraz bardziej frustrował brak postępów w poszukiwaniach jej matki.
- Byłem pewien tylko jednego - powiedział. - Jej matka była jedyną osobą, która mogła pomóc.
Zadzwonił do Josefa Fritzla, wspominając o krytycznej sytuacji i wyjaśnił, że należy się koniecznie skontaktować z Elisabeth, by uratować życie Kerstin. Mężczyzna po raz kolejny unikał rozmowy i okazał się niechętny do współpracy.
- Nie rozumiałem, dlaczego miał takie opory przed udzieleniem pomocy - przyznał.
W poniedziałek po południu doktor Reiter postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Poprosił dział relacji publicznych szpitala o skontaktowanie się z prasą w celu odnalezienia Elisabeth. Podał w tym celu swój osobisty numer telefonu komórkowego. Następnie ponownie zadzwonił do Josefa Fritzla i w jakiś sposób udało mu się go przekonać do przekazania mediom starej fotografii przedstawiającej Elisabeth.
Wieczorem lekarz pojawił się w austriackiej telewizji ORF, gdzie wygłosił apel do społeczeństwa.
- Bardzo mi zależy, żeby skontaktowała się z nami jej matka - powiedział. - Liczymy na dobrą wolę, jest szansa, że to pozwoli nam wykonać krok w kierunku dalszej diagnozy i leczenia.
Następnego dnia, kiedy pod dom Josefa Fritzla przyjechało kilku dziennikarzy, zastali go zaskakująco wrogo nastawionego. Nakazał im natychmiast opuścić jego posiadłość.
- Poprosiłam go o zdjęcie córki - powiedziała dziennikarka Andrea Kramer z dziennika "Österreich". - Był agresywny i przegonił mnie jak intruza. Powiedział, że pomoże sobie sam i nie potrzebuje do tego nikogo innego.
Inna dziennikarka również okazała się "wstrząśnięta" zaskakującą reakcją mężczyzny.
- Zamiast zastać człowieka, który martwi się o córkę, spotkałam starca, który kazał mi zjeżdżać. Powiedział, że nie chce mieć z tą sprawą nic wspólnego, ale "cholerny doktorek" go w to wciągnął.
W środę 23 kwietnia policja z Amstetten wciąż nie dysponując żadnymi wskazówkami, zmieniła podejście, koncentrując uwagę na rodzinie Fritzlów. Przyjechali na Ybbsstrasse 40, w celu pobrania próbek DNA od Josefa i Rosemarie, jak i od Lisy, Moniki i Alexandra - dzieci porzuconych przez Elisabeth, które wychowywali Fritzlowie.
Śledczy uznali, że skoro urodziła dzieci w sekcie, ojców może być więcej, a każdy z nich może mieć kartotekę kryminalną, co pozwoliłoby go namierzyć.
- Herr Fritzl nie miał czasu, by przekazać próbkę DNA - powiedział główny śledczy, inspektor Franz Polzer - i stale to przekładał z powodu natłoku zajęć.
* * *
W sobotę wieczorem, tydzień po odnalezieniu Kerstin, Josef zadzwonił do doktora Reitera z zaskakującymi wieściami.
- Wróciła Elisabeth - oświadczył triumfalnym tonem. - Wiozę ją do szpitala, bo chce się zobaczyć z córką.
Poprosił lekarza, żeby nie powiadamiał o tym policji, twierdząc, że Elisabeth "nie chce żadnych problemów".
Pół godziny później zdezorientowana kobieta o śnieżnobiałych włosach podeszła do biurka recepcji w szpitalu i poprosiła o spotkanie z doktorem Reiterem.
- Jestem matką Kerstin - powiedziała. - Chcę pomóc mojej córce.
* * *
Po trwającej kilka minut, nerwowej rozmowie z doktorem Reiterem o problemach zdrowotnych Kerstin, Elisabeth oznajmiła, że musi wyjść i spotkać się z ojcem, który czekał na nią na zewnątrz. Chwilę później policja z Amstetten, powiadomiona wcześniej przez doktora Reitera, zabrała oboje na przesłuchanie.
W pierwszej kolejności przesłuchali Elisabeth, którą nadal uważano za niebezpiecznie nieodpowiedzialną matkę. Początkowo potwierdzała wersję ojca, że jako nastolatka uciekła do sekty i od tamtej pory w niej przebywała. Powoli jednak, pod wpływem natarczywych pytań zadawanych przez śledczych, jej wiarygodność zaczęła spadać.
W końcu wzięła głęboki wdech i oznajmiła, że powie im prawdę. Najpierw jednak musieli złożyć obietnicę, że będą chronić ją, jej matkę i dzieci oraz że nie będzie musiała więcej widywać swojego ojca.
Kiedy się na to zgodzili, 42-latka zalała się łzami i opowiedziała, że jej ojciec, Josef Fritzl zaczął ją gwałcić, kiedy skończyła 11 lat. Następnie 28 sierpnia 1984 roku odurzył ją narkotykami i zamknął w podziemiach domu, gdzie bił ją bezlitośnie i zmienił w swoją niewolnicę seksualną. Od tamtej pory urodziła siedmioro jego dzieci, przy czym jedno zmarło zaledwie trzy dni po narodzinach z powodu zaniedbań medycznych.
Tego dnia, jak powiedziała detektywom, opuściła podziemia po raz pierwszy od dwudziestu czterech lat.