Venus - Kornelia Nevada

Kup książkę

49.90 zł
29.94 zł (29,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowniczek

Texas Hold'em - odmiana pokera, w której każdy gracz otrzymuje dwie karty własne, a na stole pojawia się pięć kart wspólnych (flop, turn i river). Spośród tych siedmiu kart gracz kompletuje najmocniejszy pięciokartowy układ.

Flop - trzy karty wspólne wykładane po pierwszej licytacji.

Turn - karta wspólna wykładana jako czwarta (po flopie).

River - piąta i ostatnia wspólna karta wykładana na stół.

Mała ciemna (small blind) - pierwsza pozycja przy stole na lewo od dealera. Gracz na tej pozycji w ciemno wnosi zakład w wysokości (zazwyczaj) połowy dużej ciemnej.

Duża ciemna (big blind) - obowiązkowa opłata, którą musi uiścić gracz na drugiej pozycji na lewo od dealera.

Sprawdzanie (call) - gracz wyrównuje do kwoty postawionej w danej rundzie przez innego gracza.

Czekanie (check) - przeczekanie. Sytuacja, w której gracz decyduje się nie pasować kart, ale także nie podbijać. Check jest możliwy, pod warunkiem że wszyscy poprzedzający gracze uczynili to samo lub spasowali swoje karty.

Podbijanie (raise) - przebicie; podniesienie wysokości zakładu.

Pas (fold) - rzucenie kart, równoznaczne z rezygnacją z dalszej gry w danym rozdaniu. Gracz traci wszystkie żetony, które postawił w rozdaniu.

Va banque (all-in) - gracz kładzie do puli wszystkie posiadane przez siebie żetony, a w przypadku porażki traci je wszystkie i przerywa grę.

Krupier (dealer) - osoba, która rozdaje karty. Zazwyczaj oznacza miejsce przy stole, od którego na lewo zawodnicy wpłacają ciemne: dużą i małą.

Układy (kolejno od najsłabszego do najsilniejszego):

Para (pair) - dwie karty o takiej samej wartości.

Trójka (set) - układ trzech kart tej samej wartości, przy czym tylko jedna z nich jest kartą wspólną.

Strit (straight) - układ składający się z pięciu kolejnych kart w różnych kolorach.

Kolor (flush) - pięć kart w tym samym kolorze, nienastępujących po sobie.

Full (full house) - układ składający się z pary oraz trójki kart tej samej wartości.

Kareta (quads) - układ złożony z czterech kart tej samej wartości.

Poker - układ pięciu kolejnych kart w tym samym kolorze.

Poker królewski (royal flush) - układ składający się z pięciu kolejnych kart w tym samym kolorze od 10 do asa.

Rozdział 1

Zasmakowała ostatniego haustu świeżego powietrza, rozkoszując się nim przez krótki moment. Później smak piekielnej atmosfery tego miejsca osiadł jej na języku, gdy zgrabnym krokiem przekroczyła próg królestwa samego Lucyfera.

Kpiący uśmiech, bezustannie zdobiący jej wargi, towarzyszył jej również tego wieczoru. Szczupłą dłonią poprawiła splątany kosmyk włosów, który wymknął się ze starannie ułożonego koka. Pustym wzrokiem omiotła wnętrze lokalu, by następnie z pogardą stwierdzić, że miejsce to okazało się równie paskudne, co jego klienci.

Hazard był bowiem sztuką rozumianą tylko przez nielicznych. W niczym nie przypominał rozrywki, choć dość często właśnie tym określeniem bywał nazywany. Czy gdyby rzeczywiście tak było, ludzie dla zabawy traciliby wszystko, co posiadali?

Kendall Holland była równie nieprzewidywalna, co rozgrywka pokera. Wszystko albo nic. Wygrywasz fortunę bądź zostajesz z niczym. Urok żywej trucizny.

Wnętrze lokalu wyraźnie świadczyło o dobytku właściciela. Na niej nie robiło to żadnego wrażenia, nie przepadała za miejscami pełnymi przepychu.

Tandetna muzyka lat siedemdziesiątych tłumiła dźwięk jej obcasów stukających o posadzkę. Czuła na sobie więcej spojrzeń, niżby sobie tego życzyła. Przywykła jednak do zainteresowania, które budziła wśród nieznajomych.

Przystanęła przy jednym ze stolików, gdzie właśnie odbywała się niezbyt emocjonująca rozgrywka pokera. Jakże nie na rękę było jej to przedstawienie. Sztucznym uśmiechem zakryła niesmak na swej bladej twarzy, by następnie zwrócić się do graczy:

- Chyba nie macie nic przeciwko, panowie, bym się dołączyła - mruknęła zblazowanym tonem, skutecznie przyciągając ich uwagę. Nie kryli się z tym, jak lustrowali spojrzeniami jej, stosunkowo wulgarny, ubiór.

- Oczywiście, właśnie kończyliśmy - stwierdził, jak zdążyła się zorientować, rozdający i cmoknął. Kendall z trudem powstrzymała się, by nie przewrócić na to oczami. Czasem miała wrażenie, że nieco za bardzo poświęca się dla dobra sprawy.

Z gracją zajęła ostatnie wolne miejsce, obserwując w milczeniu, jak szczupły mężczyzna zbiera karty od graczy, by następnie nieumiejętnie je przetasować.

Amator, przeszło jej przez myśl.

Ta rozgrywka stanowiła tylko początek przedstawienia, grę wstępną, a jej rywale byli jedynie pionkami do zbicia. W skupieniu przejechała językiem po tafli białych zębów, gładząc swoją białą spódnicę wykonaną ze sztucznej skóry. W tym samym czasie dwójka postawnych mężczyzn uściśliła ciemne. Każdy przy stole otrzymał po dwie karty, a pięć spoczęło na środku okrągłego blatu.

Kurtyna opadła, a granice piekła i ziemi zaczęły się zacierać.

Holland rozejrzała się po kasynie i dostrzegła tłum ludzi, których nie można było nazwać elitą. Garnitury, pozornie wyglądające na drogie, były jedynie przykrywką, którą kobieta z łatwością odkryła. Nie zajęło jej też zbyt wiele czasu, by dojść do wniosku, że próżno w tym miejscu doszukiwać się prawdziwego hazardu.

Z westchnieniem wróciła wzrokiem do stołu, ale zaraz potem na moment jeszcze uniosła go na balkon w stylu loży, prowadzący zapewne do biura właściciela. Kącik jej ust mimowolnie powędrował w górę.

Witaj, Diable.

Gdyby tylko wiedziała, ile kosztować ją będzie ten cyrograf, może postąpiłaby rozsądniej. Tymczasem rozsiadła się wygodnie na krześle, unosząc wysoko podbródek, a maska obojętności spłynęła na jej porcelanową twarz. Jakiekolwiek starania czy zaangażowanie w tę rozgrywkę wydawały się bezsensowne, gdyż w niespełna minutę wyczytała z twarzy każdego z graczy to, co ukrywał w dłoniach. Było to dla niej tak banalne, jak czytanie z otwartej książki.

Z tego właśnie składała się Kendall Holland - kłamstwa, obojętności i sarkazmu. Emocje nie imały się tej kobiety, a jej twarz wyrażała tylko to, co ona sama chciała pokazać. Mogłaby zostać aktorką, zważywszy na fakt, że nauczyła się udawać szybciej niż jeździć na rowerze.

- Sprawdzam - odezwała się osoba siedząca obok dużej ciemnej. Brunetka nawet nie spojrzała na własne karty, tylko odparła:

- Przebijam do stu.

Z satysfakcją obserwowała, jak jeden z graczy przełyka nerwowo ślinę. Śledziła rozwój wydarzeń ze znudzeniem, jakby ktoś właśnie uczył ją czytać. Mężczyźni przy stole doskonale wyczuwali pewność siebie, która od niej biła. Może właśnie to sprawiało, że byli tak bardzo speszeni i niepewni własnych ruchów.

- Przebijam do stu pięćdziesięciu - wychrypiał kolejny, co nie stanowiło dla niej kompletnie żadnego zaskoczenia. Od początku widziała w jego oczach, że ukrywa dobre karty, ale presja konkurencji nawet na moment nie osiadła na jej karku.

Wszyscy gracze dali do puli jednakową stawkę, a na stole pojawił się flop.

Król kier, dziesiątka kier i dziesiątka trefl.

W głowie Kendall widniały już idealne układy zapewniające jej wygraną. Z żalem zrozumiała, że cokolwiek by nie zrobiła, nie może liczyć na jakikolwiek dreszcz emocji. Spojrzeniem prześledziła spoczywające na blacie karty.

- Dwieście. - Usłyszała głos obok siebie, więc uniosła spojrzenie na otaczających ją mężczyzn.

- Pas - westchnął kolejny, co przyjęła z rozbawieniem. Męczyła ją ta pozbawiona ryzyka rozgrywka. Nie dostrzegała w niej ani krzty zabawy czy prawdziwego hazardu, który tak uwielbiała.

- Sprawdzam - wychrypiał już bez wcześniejszej pewności siebie mężczyzna siedzący naprzeciw. Jakże pewność wygranej bywa ulotna.

- Dwieście pięćdziesiąt - rzuciła oschle, uśmiechając się przy tym z satysfakcją. Na ich twarzach wyraźnie malowało się zdenerwowanie, co całkiem ją bawiło.

Uwielbiała obserwować emocje grające na twarzach ludzi, ponieważ na własnej nie potrafiła się ich doszukać. Nie była pewna, czy już ich nie posiadała, czy może ta obojętna maska przylgnęła do niej na zawsze.

Gracze ponownie napełnili pulę odpowiednią sumą pieniędzy, a w zamian do leżących na stole kart dołączyła turn.

Ósemka kier.

Stłumiła ziewnięcie, orientując się, że choć nie kiwnęła palcem, by wygrać, zwycięstwo samo stanęło na jej drodze. Powinna się do tego przyzwyczaić.

Jej wzrok znowu uciekł do wnętrza lokalu, a tam tym razem nie zastała pustego balkonu. Oparty o barierkę mężczyzna skrywał się w cieniu, który jednak nie maskował jego spojrzenia skierowanego na ich stół. Holland nie miała wątpliwości, że to właśnie jego szukała. Z satysfakcją wróciła do gry w towarzystwie spojrzenia stalowych tęczówek. Czuła palący wzrok na swojej dłoni, w której trzymała karty.

Igranie z ogniem to moja specjalność.

- Przebijam do trzystu. - Choć jej twarz pozostawała beznamiętna i zblazowana, w duchu znajdowała się na skraju rozbawienia, gdy wychwyciła tę żałosną niepewność w głosie mężczyzny.

- Trzysta pięćdziesiąt - rzucił kolejny, na co brunetka, ze świadomością bycia obserwowaną, odparła:

- Czterysta.

Ponowne zebranie pieniędzy, a river została odkryta.

Walet kier.

Cóż za zbieg okoliczności.

- Podbijam do czterystu pięćdziesięciu. - Pewność siebie magicznie powróciła, aczkolwiek Holland odliczała jedynie sekundy, aż przeciwnik tego pożałuje.

- Pięćset - mruknęła, unosząc wyzywająco brwi. Między palcami przekręcała mały wisiorek przyczepiony do łańcuszka oplatającego jej szyję. Ostatni zawodnik spasował, co mogło oznaczać tylko jedno.

- Poker - wychrypiał z satysfakcją mężczyzna, rzucając na stół swoje karty.

Siódemka i dziewiątka kier.

Ugaszenie jego entuzjazmu było wisienką na torcie dla Kendall. Nawet na moment nie zrzuciła swojej maski, pozwalając sobie jedynie z gracją odkryć własne karty. Mężczyzna spojrzał na nie, nie kryjąc zdziwienia.

Dama i as kier.

Ta rozgrywka okazała się zbyt prosta.

Ignorując ewentualną wymianę grzeczności, wstała zgrabnie z krzesła i zabrała wygraną sumę. Kątem oka doskonale widziała mężczyznę, który przyglądał jej się z cienia. Ukłoniła się teatralnie, nim odwróciła się na pięcie i pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Po osiągnięciu zamierzonego celu nie pozostało jej nic innego, jak zwyczajnie się stamtąd ulotnić.

Chwilę później zmierzała już w stronę czarnego auta czekającego na nią na parkingu. Wsiadła do środka i od razu pozbyła się cholernie niewygodnych szpilek, które zastąpiła czarnymi trampkami. Sięgnęła po telefon i wystukała smukłymi palcami odpowiedni numer. Odebrał po trzecim sygnale.

- I jak? - Ian nie trudził się nawet żadnym powitaniem.

- Właśnie ściągnęłam na siebie uwagę samego diabła, więc lepiej już zacznij odmawiać modlitwy - poleciła sarkastycznie i zakończyła połączenie, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Nie pożegnała się, nigdy tego nie robiła.

Kendall była świadoma wagi swojego zadania. Wiedziała, że podjęła się czegoś niebezpiecznego i tylko cud może sprawić, że rzeczywiście jej się to uda. Jednak stawka okazywała się wystarczająco wysoka, by mogła zaryzykować własnym życiem.

Poza tym ta kobieta została stworzona do ryzyka, hazardu i mydlenia oczu słodkimi kłamstwami. To właśnie miało jej pomóc dotrzeć do celu.

A celem był Nathaniel Harvers. Piekielnie bogaty mężczyzna noszący w Las Vegas miano diabła.

Choć ja nazwałabym go koszmarem.