PROLOG
U Świętego Antoniego zabili w dzwony. Maria zastygła z nożem nad szykowaną właśnie kanapką.
- Na którą to? - zapytała ciotka z sąsiedniego pokoju.
- Na dziewiątą.
- To mamy czas - stwierdziła ciotka, ale w jej głosie brzmiały niepokój i pretensja.
Maria westchnęła i wróciła do przygotowywania śniadania. Pierwsze komunie zawsze budziły w niej złe wspomnienia. Ze swojej pamiętała głównie przyjęcie już po. Czerwony na twarzy ojciec podrzucał ją pod sam sufit. W głowie kręciło się jej od intensywnego zapachu wódki i przywiezionych ze wsi nalewek, a oczy łzawiły od wiszącego siwą chmurą dymu papierosów marki Sport. Zwymiotowała i na ojcowską twarz, koszulę oraz ulubiony krawat w prążki poleciał wielobarwny paw złożony ze zdobytych z trudem jajek, wędlin, ciast i czekolady.
Później była komunia jej młodszego brata. Wspinali się na rosnącą na podwórku wierzbę i skakali z coraz wyżej położonych konarów na miękką, mokrą i pachnącą zmurszałymi liśćmi ziemię. Podczas jednego z tych skoków zahaczyła plecami o wystającą gałąź, porwała wyjściową sukienkę z falbankami i zerwała wisiorek. Łańcuszek odnalazła wśród korzeni, ale złoty krzyżyk zaginął na zawsze. Ojciec znowu był wtedy pijany, więc matka sama wyjęła mu pasek ze spodni (wśród chichotów i zachęcających okrzyków zebranych gości) i zamknęła się z Marią w jej pokoju, bijąc ją za karę zbyt długo i zbyt mocno.
Wreszcie, najgorsza z tych wszystkich, komunia Mateusza. Czytał wtedy przejęty fragment Starego Testamentu. Ubrany jak pan młody, w śliczny malutki garnitur z białą muszką i kamizelką. Z włosami lśniącymi od żelu, zaczesanymi elegancko na bok. Jej mały skarb. Jak się przygotowywał do tej chwili. Ile razy czytał ten krótki fragment w domu! Zawsze wracał ze szkoły, rzucał plecak w kąt i ściągał z półki zakurzoną Biblię Tysiąclecia, a potem prosił, żeby pokazać mu "jego tekst". Powtarzał go sobie tyle razy, że nawet Maria znała go już na pamięć.
Straciła tę jego wielką chwilę. Nie potrafiła się skupić, bo trzy rzędy za nią, trochę po prawej, siedziała ONA. Maria czuła na swoim karku JEJ palący wzrok. Pełen wzgardy i lekceważenia. Czemu wtedy przyszła? Maria zauważyła JĄ jeszcze przed mszą. Prosiła, żeby sobie poszła, żeby nie psuła jej tego pięknego dnia. A ONA odpowiedziała obłudnie, że nie ma pojęcia, o co jej chodzi, i poparła te słowa teatralnym gestem. Maria, zdesperowana, ze łzami w oczach, błagała męża, żeby coś zrobił. Wzruszył ramionami, mówiąc, że przecież nie będzie nikogo z kościoła wyrzucał, a ONA ma prawo tam być. Najgorsze było jednak to, że koleżanki z pracy, z ulicy, ze szkoły od Mateusza, wszystkie matki, żony, ciotki, babki, wszystkie one wiedziały i szeptały między sobą, pomiędzy modlitwami, o Marii, o NIEJ i o niewiernym mężu. Maria nie mogła się skupić na liturgii, na Mateuszu, na jej małym, pięknym mężczyźnie, kiedy przystępował do tego najważniejszego z sakramentów.
Nigdy w życiu nie czuła się tak upokorzona.
Miesiąc później mąż od niej odszedł. Zostawił ją i zostawił Mateusza. Po następnych czterech miesiącach ONA przyszła do Marii zapłakana, przerażona i drżąca. Błagała, żeby ją wysłuchała, żeby dała jej numer do męża. Maria tylko łagodnie zatrzasnęła jej drzwi przed nosem.
- No, gdzie jest Mateusz? - zapytała nerwowo ciotka, wchodząc do kuchni.
Czuła się u Marii wyjątkowo swobodnie, czego dowodem było to, że nie włożyła koszuli. Obwisłe, pomarszczone piersi, nieudolnie zamknięte w poszarzałym od częstego prania biustonoszu, kołysały się w rytm jej kroków.
- Przyjdzie - odpowiedziała Maria.
- Kochanie, ale grubiej pokrój tę wędlinkę - rzuciła ciotka, spoglądając na talerz.
- To nie ja pokroiłam, tylko w sklepie.
- Oczywiście, kochanie. Ale jakby nie zdążył?
- Zdąży.
- Ale jakby.
- To pójdziemy piechotą.
Ciotka skrzywiła się, sięgając po kanapkę.
- Z moimi nogami?
- To niedaleko.
- Nie mówiłabyś tak, kochanie, gdybyś była w moim wieku.
- To zamówimy taksówkę.
- A zdążymy? I daj drugi talerzyk, kochanie. Dla Zdzisia zrobię śniadanko. I jakieś warzywko byś dokroiła. Dobrze, skarbie? A w ogóle to sama powinnaś zrobić prawo jazdy. Ja to już jestem za stara, ale kobiety w twoim wieku to mają prawa jazdy i same prowadzą samochody. Nie rozumiem, dlaczego ty byś nie mogła.
Maria wyciągnęła ze zmywarki talerz, starając się ignorować przemowę ciotki. W lodówce znalazła pomidora. Skroiła go szybko i nałożyła. Ciotka wzięła porcję dla siebie i wuja. Wychodząc z kuchni, rzuciła jeszcze:
- I kawki byś zrobiła, dobrze, skarbie? I żeby Mateuszek zdążył. Zadzwoń do niego może, co?
Maria nie chciała mówić, że już dzwoniła. Trzy razy. Chłopak nie odbierał. Pewnie spał albo miał wyłączoną komórkę. W najgorszym razie zgubił, bo przecież nie wiadomo, gdzie się szlajał z kumplami. Ostatniej nocy miał spać u Szymona Majki, na Gwardii Ludowej. Niedaleko, zdąży wrócić. Tłumaczył, że chciał zrobić miejsce dla wujka i ciotki, żeby mogli u nich pomieszkać w komforcie i spokoju. Maria wiedziała, że ta nagła troska o wujostwo była tylko pretekstem, żeby spędzić noc na włóczeniu się po klubach, piciu albo graniu na komputerze. Dlatego się nie zgodziła. Odpowiedział jej, że skończył osiemnaście lat i nie może mu już rozkazywać. A ona automatycznie podniosła głos, że dopóki żyje pod jej dachem, to... W efekcie skończyło się na tym, że wrzeszczała na niego, kiedy się ubierał, a on, wychodząc, trzasnął drzwiami tak mocno, że zadrżały szyby w oknach. Mateusz był kiedyś rozsądnym chłopakiem. Po rozwodzie, kiedy był jeszcze mały przecież, pięknie się nią opiekował. Pomógł jej stanąć na nogi. Nie rozumiała, co się z nim stało przez ostatnie lata. Jakby ktoś podmienił jej śliczne, grzeczne dziecko na wrednego i złośliwego gnoma. Podejrzewała, że to wina jego dziewczyny. Miała na niego zły wpływ.
Maria zerknęła na zegarek. Było już piętnaście po dziewiątej. Mamy czas, uspokajała się. Na pewno zaspał. Komórka mu wysiadła, nawet nie zauważył kiedy, i budzik nie zadzwonił. Zaraz sam się obudzi i za dwadzieścia minut, góra pół godziny wpadnie tutaj zdyszany, z przeprosinami. Oczywiście ich nie przyjmie. Spojrzy na niego lodowato i przez całą uroczystość i przyjęcie będzie dawała mu do zrozumienia, jak bardzo jest na niego obrażona i jak bardzo ją zawiódł. On będzie udawał, że niczego nie widzi, więc będzie musiała narobić mu wstydu. Opowie o wszystkim całej rodzinie. Albo pozwoli, żeby ciotka to zrobiła. Już ją przecież świerzbił język.
Zaparzyła kawę. Z szafki wyciągnęła kubki i rozlała ją do nich.
- Kawa gotowa! - krzyknęła w głąb mieszkania. Nikt jej nie odpowiedział. Jeśli ciotka z wujkiem sądzą, że przyniesie im do pokoju, to grubo się mylą. Wyjrzała przez kuchenne okno na podwórko. Nigdzie nie dostrzegła syna. Zaczęła sprzątać.
Mateusz nie przepadał za rodzinnymi zjazdami. Tak samo jak ona, a komunia kuzynki była takim zjazdem, i to najgorszego rodzaju. Ale Mateusz bardzo lubił "Potwora", jak nazywał dziewczynkę, i wprost uwielbiał wujka. Nie odpuściłby. Szczególnie że wujek był dość bogatym człowiekiem i impreza też miała być na bogato. Wujek planował jakieś atrakcje, szwedzki stół i obiad we włoskiej restauracji urządzonej w starym spichlerzu. No i Mateusz chciał przecież zobaczyć, jakie prezenty dostanie "Potwór". Wcześniej goście otrzymali listę życzeń. Czego na niej nie było! Lalki, konsole, tablety, komórki, aparaty, kamery i inne cuda. Maria czytała to z rosnącym niedowierzaniem. Za jej czasów wystarczał złoty łańcuszek i zegarek albo rower, jeśli ktoś miał szczęście.
- Masz żelazko? Bluzka mi się pomięła - odezwała się ciotka, wchodząc do kuchni z pustymi talerzami. Wrzuciła je do zlewu, chociaż Maria prosiła poprzedniego wieczoru, żeby odkładała je od razu do zmywarki, i z dezaprobatą spojrzała na kubki. - Kawa? Ale już zimna! Czemu nie wołałaś?
- Wołałam!
- Nic nie słyszałam. To masz to żelazko, kochanie?
Maria myślała, że się przesłyszała. Za kogo ciotka ją uważała? Oczywiście, że miała żelazko w domu. Pralkę i odkurzacz również.
- Przynieś bluzkę.
Już kilka minut później stała nad deską, prasując nie tylko bluzkę ciotki, ale też płócienne spodnie wuja i jego koszulę. Kiedy skończyła, dochodziło wpół do dziesiątej. Odniosła rzeczy wujostwu. Sama wróciła do sypialni. Wyjęła z szafy wcześniej przygotowany komplet i przebrała się w czarną spódnicę, białą koszulę i jasny żakiet. Dołożyła do tego cieliste rajstopy i srebrną biżuterię.
Było za piętnaście dziesiąta, kiedy do jej pokoju zajrzała ciotka.
- To może zadzwoń jednak po tę taksówkę.
- Mamy czas.
- No ale taksówka musi dojechać.
- Mateusz zaraz wróci - stwierdziła Maria, siląc się na spokój. Gdyby teraz zamówiła taksówkę, zdążyliby pewnie na uroczystość. Kiedy pojawiłby się wreszcie Mateusz, na jej pretensje wzruszyłby tylko ramionami i powiedział, że przecież świetnie poradzili sobie bez niego i że nie ma żadnego problemu. Nie zamierzała pozwolić mu na odpowiedź, że przecież nic się nie stało. Jeśli mieli się spóźnić i stać w kościele, to trudno. Spóźnią się i będą stać. Do tego Mateusz pewnie przez całą noc pił. I palił z kolegami. Nie zdąży się porządnie wykąpać. Pojedzie śmierdzący wyżłopanym piwem i papierosami. I dobrze. Niech się wstydzi. Niech świeci oczyma przed wujostwem. Niech tłumaczy "Potworowi", dlaczego wali od niego tanią wódką. Była wściekła. Nie miał prawa jej tak zawieść. Dziesięć razy prosiła, żeby wrócił na dziewiątą.
- To może chociaż zadzwoń do niego? - poprosiła ciotka.
Maria wiedziała, że to bezcelowe, ale sięgnęła po komórkę. Zrobiła to tylko po to, żeby ciotka się wreszcie odczepiła. Wybrała numer. Słuchała sygnału nieodbieranego połączenia, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Odrzuciła telefon na łóżko.
- Widzisz, już jest - powiedziała, mijając ciotkę.
Dopiero na korytarzu dotarło do niej, że Mateusz przecież miał swoje klucze. Nie musiał dzwonić. Nacisnęła klamkę.
Zobaczyła dwóch mężczyzn. Jeden z nich był umundurowanym policjantem. Drugi nosił dżinsy i wpuszczoną w nie żółtą koszulę z krótkimi rękawkami. Z kieszonki na piersi wystawały mu okulary przeciwsłoneczne o lustrzanych szkłach.
W pierwszej chwili Maria pomyślała, że Mateusz wpadł w jakieś kłopoty. Wdał się w bójkę czy coś i teraz siedzi w areszcie. Ale poważny wzrok tego nieumundurowanego sprawił, że nogi się pod nią ugięły.
- Bardzo mi przykro - powiedział mężczyzna. - Bardzo mi przykro.