Recenzje:
Marka Wałkuskiego zacząłem czytać od końca. Nie, nie od ostatniej strony, a od ostatniej książki. Najpierw zwałkowałem „Amerykę po kawałku” oraz „To jest napad!”. Dopiero na końcu zakupiłem jego dziewicze „Wałkowanie Ameryki” (Wydawnictwo Editio). Powinienem więc dostrzec, jak autor dojrzewał, wyrabiał warsztat, wzrastał. Nic podobnego. Wszystkie czytało się równie lekko i przyjemnie. Wałkuski nie rozprawia się z mitem „American dream”. Zwalcza raczej mity, które przylgnęły do Stanów Zjednoczonych. W książce „Ameryka po kawałku” przedstawił USA za pomocą symboli, wydarzeń, miejsc. To chociażby Super Bowl, Harley Davidson, Park Yellowstone czy 4 lipca. W „Wałkowaniu Ameryki” poznajemy natomiast ten ogromny i różnorodny kraj na podstawie mentalności jego mieszkańców. Korespondent „Trójki” pisze m.in. o korzeniach amerykanów, o ich stosunku do religii, pieniądza czy wolności. Pisze o faktach i mitach. Nauczono mnie konstruowania recenzji na zasadzie „plusy-minusy”. W przypadku Wałkuskiego to się nie sprawdza. Jego książki są po prostu lekkie i ciekawe. W przeciwieństwie do innych polaków piszących o Stanach Zjednoczonych (Cejrowski czy Kolonko) nie znajdziemy tu bufonady ani otoczki ideologicznej. Marek Wałkuski opisuje po prostu rzeczywistość. A obserwatorem jest świetnym. Dociekliwym i dowcipnym. Nie zwodzi czytelnika. Nie czaruje go. To on „mówi, jak jest”. Za co jeszcze uwielbiam książki Wałkuskiego? Za tysiące przytoczonych ciekawostek. Skąd on bierze te wszystkie statystyki? Posłuchajcie: „(…) zjada on rocznie (przeciętny Amerykanin) 8 kg boczku, 6 kg indyka i 60 kg ziemniaków, wypija 190 l napojów gazowanych i raz w tygodniu smaruje chleb masłem orzechowym. Przynajmniej raz w miesiącu je lody i chodzi do kościoła, raz w roku zaczyna czytać książkę, choć nie zawsze ją kończy, i przynajmniej raz w życiu wystrzelił z pistoletu”. Sprowadzenie książki Marka Wałkuskiego wyłącznie do wesołej ciekawostki, byłoby dla niego bardzo krzywdzące. Na podstawie jego obserwacji i przytaczanych statystyk, naszym oczom ukazuje się szerszy obraz Stanów Zjednoczonych i zachodzących tam procesów. Mimo, iż książka była wydana pięć lat temu, opisane w niej mechanizmy trwają nadal. Może nawet dziś widać je lepiej?

wczytany.pl Paweł Zalewski


Ameryka, Ameryka... Znamy ją z filmów, książek czy nadruków na koszulkach. Chyba każdy coś o niej wie. A jednak z książki, którą Wam dziś zaprezentuję, możemy się dowiedzieć jeszcze więcej! Już na wstępie powiem: polecam z całego serca wszystkim tym, których Ameryka interesuje chociaż trochę. Korespondent Polskiego Radia, Marek Wałkuski, wspaniale przybliża ten kraj w bardzo przystępnej formie. „Wałkowanie Ameryki" było kolejną książką (po „Wronach w Ameryce"), na którą polowałam już od jakiegoś czasu. I o ile Marcin Wrona chwalił nagminnie USA (subiektywizm rządził w jego książce), o tyle pan Wałkuski sięgnął do źródeł, poszperał trochę w bibliotekach – słowem, przedstawił kwestię amerykańską na bardzo szerokim tle historycznym, społecznym i socjologicznym, starając się za bardzo nie wychylać ze „swoimi" opiniami. Swego czasu bardzo zżymałam się podczas oglądania serwisów informacyjnych, kiedy Ameryka po raz setny „wtrącała się" do polityki innych państw. Po lekturze tej książki wiem przynajmniej, skąd bierze się to przekonanie o wyjątkowości Amerykanów i choć nadal nie podoba mi się to, co w tej kwestii robią, znam przynajmniej podłoże tej sytuacji. Niektóre aspekty amerykańskiego życia bardzo przypadły mi do gustu. Mam tu na myśli rozdział państwa i kościoła. Amerykanie są narodem (o dziwo!) bardzo wierzącym i ateista w zasadzie nie ma szans wygrać wyborów na prezydenta (ta informacja mnie zszokowała); wierzą i tę swoją wiarę pokazują na wiele różnych sposobów, ale... No właśnie: ale żaden kościół nie wtrąca się w politykę, nie ma religii w szkołach, a także nie uświadczy się tam krzyża w miejscach użytku publicznego. Najbardziej przypadł mi do gustu punkt pierwszy. Niestety odnoszę wrażenie, że w naszym państwie jest to niemożliwe, tak bardzo kościół zaplątał się w politykę. A szkoda... I jeszcze jedno: amerykańscy kapłani, pasterze są na równi z pozostałymi wyznawcami danej religii (są jedynie po to, by wskazywać drogę do Boga), a nie to, co u nas: jak ksiądz powie, to święte... Spokojnie, nie będę tu nagle krytykować wszystkich księży, bo mam ich też w rodzinie i nie każdy jest taki, ale... (tu każdy może dodać coś od siebie). Rozdział „Amerykański tygiel etniczny" zafascynował mnie chyba najbardziej. Wielokulturowość Ameryki nie jest czymś, co mogłoby mnie zszokować, a jednak... Nie sądziłam, że tylu Amerykanów ma pochodzenie europejskie: Leonardo di Caprio, William Boeing, Walter Chrysler – niemieckie, Gwyneth Paltrow – polskie, a Frank Sinatra, Sylwester Stallone czy Francis Ford Copolla – włoskie. Dowiedziałam się również, że to Holandia zakupiła od Indian wyspę Manhattan (najpierw powstała tam osada Nowy Amsterdam, która później zmieniła nazwę na Nowy Jork). Kto by pomyślał, że akurat Holandia? (chyba przespałam którąś z lekcji historii:P). Autor w przystępny sposób tłumaczy również, dlaczego imigranci są tak ważni dla Ameryki: Gdyby nielegalni imigranci nagle zniknęli z USA, amerykańskie domy stałyby całkowicie zapuszczone, a meble pokryłyby się grubą warstwą kurzu. To spowodowałoby gwałtowny wzrost alergii, a w rezultacie przeciążenie przychodni i szpitali oraz bankructwo firm oferujących ubezpieczenia zdrowotne. W restauracjach musiałyby się pojawić tabliczki „Pozmywaj po sobie", ale ponieważ nikt nie chciałby przychodzić do takich restauracji, bardzo szybko by upadły. Brak latynoskich hydraulików doprowadziłby z kolei do zalewania mieszkań, kuchni i łazienek, co musiałoby spowodować spadek wartości nieruchomości. (...) Nie wiadomo, kto naprawiałby Amerykanom samochody, a z powodu braku tanich stolarzy i murarzy w poważnych tarapatach znalazłby się przemysł budowlany. Wielkim ciosem dla kobiet byłaby natomiast likwidacja popularnych latynoskich szkół samby. Te i inne walory imigrantów opisuje pan Wałkuski. Ameryka bardzo wiele zyskuje na imigrantach i zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Sporo miejsca poświęca autor na tematykę country. Wiedzieliście na przykład, że Taylor Swift czy Lady Antebellum (I NeedYouNow) to artyści działający na pograniczu stylu pop i country? Warto tu wytłumaczyć, czemu akurat ten rodzaj muzyki ma w Ameryce aż takie „wzięcie". Country ma populistyczne korzenie i przez wiele, wiele lat była muzyką klasy pracującej. Amerykanie słuchając prostych piosenek o życiu na wsi, na prowincji, utożsamiają się z treściami tam zawartymi. Z książki dowiemy się również, dlaczego Amerykanie nie stawiają ogrodzeń wokół swoich domów, po co im takie duże samochody i... co z tą bronią? Marek Wałkuski nie krytykuje, ale też nie zachwala nadmiernie Ameryki. Potrafi dostrzec (i opisać) zarówno jej wady, jak i zalety. Niektóre rzeczy chętnie przeniosłabym na grunt Polski (auta z automatyczną skrzynią biegów – taaak, wiem, że są i u nas, ale...jakie drogie), inne – z racji uwarunkowań historycznych – wiem, że są niemożliwe do przyjęcia na naszej ziemi. Na koniec: jedno jest pewne. Pomimo iż Amerykanie mają znacznie krótszą historię państwowości, zdecydowanie bardziej cenią i szanują swój kraj, niż Polacy.

Sztukater.pl A_psik


„Wałkowanie Ameryki" to wydana w 2012 roku książka znanego polskiego prezentera radiowego Marka Wałkuskiego. W latach 1990- 2002 prowadził poranną audycję radiową w Programie Trzecim. Zyskał popularność dzięki stworzeniu własnego, niepowtarzalnego stylu. Cechował się między innymi znakomitym poczuciem humoru oraz naprawdę niecodzienną inteligencją. Marek podczas swoich audycji nawiązywał niezwykłą nić porozumienia między sobą a słuchaczem i był to chyba główny powód dla którego jego audycje stały się tak popularne. Nieco później został korespondentem polskiego radia w Waszyngtonie i tak właśnie zaczęła się jego przygoda z mocarstwem Amerykańskim. Po przeczytaniu, świetnego moim zdaniem, zbioru felietonów Billa Brysona „Zapiski z wielkiego kraju", szukałam czegoś podobnego. Czegoś, co mogło by mi to zastąpić. Muszę powiedzieć, że jak na razie, nie udało mi się. Stało się tak, ponieważ „Wałkowanie Ameryki" zdecydowanie nie jest tym, czego szukałam. Liczyłam na luźne felietony, które można sobie poczytać od czasu do czasu, pośmiać się i odłożyć. Na obserwacje z życia codziennego autora. Na podkreślenie kontrastu w mentalności i w sposobie wychowania Polaków i Amerykanów. Niestety tego nie dostałam, a przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim bym sobie życzyła. Książka składa się z dwunastu rozdziałów, każdy porusza inny aspekt życia w Stanach. Takich jak edukacja, kariera, religia itd. Czuć, że autor naprawdę mocno przygotowywał się do napisania tej pozycji. Składa się ona bowiem głównie ze statystyk i wyników badań społecznych. Według mnie, jest to minus, bo o ile nie mam nic przeciwko takim badaniom, to uważam, że ich nadmiar też nie jest wskazany. Taka książka po pewnym czasie zaczyna naprawdę nudzić. Samo wpatrywanie się w liczby nie jest czymś, czego oczekuję. Drugim minusem, według mnie, jest brak osobistych doświadczeń autora. Owszem, czasami pojawiają się opisy sytuacji z życia codziennego, jednak są one tylko wprowadzeniem do omawianego przez pana Marka tematu. Przykładowo, opis poszukiwań dobrej szkoły dla syna, był wprowadzeniem do długiego wywodu o systemie edukacji w USA. Za plus uważam przybliżenie realiów w Stanach Zjednoczonych. Choć podane w dosyć toporny i skondensowany sposób, wydaje mi się, że swoją funkcję informacyjną jak najbardziej spełniały. Dowiedziałam się nieco więcej o wielokulturowości opisywanego kraju, o polityce, o statystycznym Amerykaninie (który wcale nie nazywa się John Smith), o stosunku do Religi i o naprawdę wielu innych rzeczach. Wszystkim, którzy uważają, że Polonia w Stanach jest jak druga Polska, że wszyscy oni tak naprawdę tęsknią za ojczyzną, że jedyne czym się zajmują, to szerzenie naszej kultury oraz zwyczajów i że wróciliby, aby walczyć za ojczyznę, proponuję przeczytać rozdział poświęcony Polonii w Stanach. Myślę, że nie jednego/jedną z Was by zdziwił. Szczerze mówiąc, to książka mnie nie zachwyciła. Z pewnością nie mogę jej uznać za złą, bo to byłoby niesprawiedliwe. Myślę, że „Wałkowanie Ameryki" plasowałoby się w kategorii „dobre". Polecam ją tym, którzy chcieliby poznać trochę bliżej realia w Stanach Zjednoczonych, jednak tym, którzy tak jak ja, spodziewali się felietonów, raczej odradzam.

Sztukater.pl CAROLINE LANNISTER


Niedawno miałem przyjemność pochwalić na łamach „Super Expressu” wydaną przez Editio książkę „Barszcz ukraiński” Piotra Pogorzelski a tu dostałem na urodziny nieco starszą pozycję tego wydawnictwa, która złapała mnie od pierwszych stron i odczuwałem żal, gdy powodowany obowiązkami musiałem ją odkładać w drodze do strony ostatniej. Mowa o „Wałkowaniu Ameryki” Marka Wałkuskiego, czyli waszyngtońskiego korespondenta Polskiego Radia. Jest to bardzo przystępnie podane kompendium wiedzy na temat Stanów Zjednoczonych Ameryki. Nie jestem amerykanistą, więc w detale nie wchodzę – być może to co przyjmowałem jako informacje zaskakująco ciekawe jest w rzeczywistości prawdami dobrze znanymi znawcom tematu. Ale są takie dowcipy, które śmieszą nie dwa, ale nawet sto razy – pod warunkiem, że opowiada je odpowiedni człowiek. Jestem przekonany, że na tej samej zasadzie książka Tomasza Wałkuskiego zainteresuje nie tylko laika, ale nawet posiadacza tytułu profesorskiego odnośnie tematyki amerykańskiej. Jest to książka napisana z dużą lekkością pióra, więc warto ją przeczytać choćby dla samego stylu. A że bawiąc przy okazji uczy – tym lepiej!Jedność w różnorodności – odnośnie Stanów Zjednoczonych staje się to banałem. Ale nie sposób jest się uwolnić od pytania o źródło siły tego kraju. Być może odpowiedź podsuwa nam Marek Wałkuski:„Ktoś tak obrazoburczy jak Lew Tołstoj mógł być uznany za stuprocentowego Rosjanina. Komunistom brytyjskim nikt nie odbierał prawa do bycia Brytyjczykami. Jednak anarchista czy komunista w Stanach Zjednoczonych nie mógł być uważany za prawdziwego Amerykanina, ponieważ odrzucał wartości stanowiące podstawę amerykańskiego kredo. Znany socjolog Seymour Martin Lipset stwierdził, że w Europie tożsamość narodowa jest związana z przynależnością do danej społeczności, co oznacza, że poprzez przyjęcie lub odrzucenie jakichś poglądów nie można stać się nie-Anglikiem lub nie-Szwedem. Tymczasem bycie Amerykaninem jest ideologicznym wyznaniem i właśnie dlatego odrzucenie przez kogoś amerykańskich wartości sprawia, że osoba taka staje się nie-Amerykaninem (ang. un-American). Fakt, że amerykańskie państwo opiera się na systemie wartości, a nie na przynależności grupowej, sprawił, że kolejne grupy imigrantów mogły stawać się Amerykanami”.Mój kolega kiedyś nie bez racji stwierdził, że z moralnego punktu widzenia – biorąc pod uwagę polityczne i militarne zaangażowanie USA na całej planecie – prezydent Stanów Zjednoczonych powinien być wybierany przez wszystkich pełnoletnich obywateli Ziemi. Niestety Marek Wałkuski rozwałkował ten głos rozsądku – z jego książki czytelnik dowie się dlaczego to nigdy nie będzie możliwe… Kolejna obowiązkowa pozycja wydawnictwa Editio.

se.pl Paweł Lickiewicz


Jednym kojarzą się z McDonald'sem, Coca-Colą, Myszką Miki i Starbucksem. Innym z nowojorskimi drapaczami chmur, Wall Street oraz Hollywoodzkim blichtrem. Pozostałym z brakiem gustu, ignorancją, ekstremalną otyłością i zbyt łatwym dostępem do broni. Choć od Polski dzieli je kilka tysięcy kilometrów, wielu Polaków uważa, że zna je na wylot. Tymczasem Marek Wałkuski udowadnia, że o Stanach Zjednoczonych wiemy wyjątkowo mało, a amerykańska kultura jest nam równie bliska, co indyjska czy japońska.

Wałkowanie Ameryki (2012) to debiut literacki Marka Wałkuskiego, nazywanego popularnie „Wałkiem”. Miłośnicy Programu Trzeciego Polskiego Radia doskonale pamiętają go z porannych audycji Zapraszamy do Trójki, w których dał się poznać nie tylko jako świetny dziennikarz, ale i osoba o wyjątkowym poczuciu humoru. W Programie Trzecim Wałkuski pracował w latach 1990-2002. Jest autorem licznych relacji reporterskich i reportaży, opracowywał też analizy słuchalności w Agencji Reklamy Polskiego Radia. W 2011 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Za Oceanem znalazł się w 2002 roku, po tym jak przyjął propozycję objęcia stanowiska korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie.

W styczniu 2002 r. zostałem oddelegowany do Waszyngtonu jako korespondent Polskiego Radia. Pierwszą rzeczą, którą musiałem zrobić po przybyciu na miejsce, było wynajęcie mieszkania. Sprawa wydawała się banalna. Okazało się, że taka nie była. Patrzyłem na mapę. Miasto podzielone jest na trzy części. Pierwsza to właściwy Waszyngton, czyli Dystrykt Kolumbii (ang. District of Columbia, w skrócie DC). Pozostałe dwie części położone są w przylegających stanach Wirginia i Maryland. Ponieważ w USA stany mają bardzo dużą autonomię, aglomeracja waszyngtońska podlega trzem osobnym systemom prawnym i administracyjnym. Obowiązują w niej inne stawki podatkowe, inne procedury urzędowe i inne programy szkolne. Jeśli ktoś przeprowadza się z jednej części miasta do drugiej, powinien wyrobić sobie nowy dokument tożsamości i przerejestrować auto. Przejeżdżając samochodem z Wirginii do Dystryktu Kolumbii, należy przerwać rozmowę przez telefon komórkowy, w DC obowiązuje bowiem zakaz używania telefonów podczas jazdy, którego to zakazu nie ma w Wirginii. W Dystrykcie Kolumbii legalne są małżeństwa osób tej samej płci, w Maryland trwa walka o ich zalegalizowanie, a Wirginia w ogóle nie uznaje tego typu związków. W częściach Waszyngtonu należących do Maryland i Wirginii ciągle obowiązuje kara śmierci, którą w Dystrykcie Kolumbii zniesiono już w 1981 r. Sam Dystrykt Kolumbii liczy około 600 tysięcy mieszkańców, ale w całej aglomeracji waszyngtońskiej mieszka 5,5 miliona ludzi.

W 2002 roku aglomeracja waszyngtońska powiększyła się o trzech nowych mieszkańców. Marek Wałkuski wyemigrował z Polski z żoną Edytą i synkiem Konradem. Jak dziennikarz wspomina po latach, w Stanach Zjednoczonych najszybciej zadomowił się jego syn. On potrzebował na to całej dekady. Oswajanie Ameryki nie szło mu łatwo. Kraj ten na każdym kroku zaskakiwał go swoją różnorodnością: kulturową, rasową, językową, etniczną, polityczną i ideologiczną. Dziś Marek Wałkuski opowiada o Stanach Zjednoczonych z zachwytem, który poskramia jedynie wyuczony przez lata pracy reporterskiej obiektywizm dziennikarski.

Kim jest ów nowy człowiek – Amerykanin? – tak zapytywał już pod koniec lat siedemdziesiątych XVIII wieku St John de Crevecoeur, farmer osiadły na amerykańskim lądzie. On, a także John Jay, prezes Sądu Najwyższego USA, jako jedni z pierwszych próbowali scharakteryzować obywateli nowopowstałego państwa. Dziś, niemal trzy wieki później, pytanie zadane przez francuskiego imigranta jest nadal aktualne. Myśliciele, zarówno amerykańscy, jak i europejscy, próbują analizować współczesne społeczeństwo amerykańskie i starają się udzielić rzeczowej odpowiedzi na pytanie: czym dziś jest nowe społeczeństwo amerykańskie? W ich analizach można odnaleźć element wspólny – fakt, że niemal nikt nie pomija najważniejszego determinanta, który przez lata silnie wpływał na kształt obecnego społeczeństwa Stanów Zjednoczonych i dzięki któremu wygląda ono tak, a nie inaczej – mianowicie imigracji.

Maldwyn Jones, brytyjski historyk, stwierdził, iż imigracja stanowi historyczną rację bytu Ameryki… najtrwalszy i najwszechstronniejszy czynnik jej rozwoju. Historia USA wskazuje, iż faktycznie czynnik imigrancki odegrał dużą rolę w kształtowaniu amerykańskiego społeczeństwa. Według danych statystycznych, zbieranych przez urząd imigracyjny od 1820 roku, tylko w latach 1820 – 1990 do Stanów Zjednoczonych wyemigrowało 55 milionów ludzi. Amerykanie nie byli w stanie pozostać wobec tych napływających mas obojętni. Przedstawiciele różnorakich nacji – Europejczycy ze środkowej i wschodniej części kontynentu, Azjaci czy Amerykanie Południowi – przywozili ze sobą do Ameryki Północnej nie tylko swój dobytek, ale przede wszystkim własną kulturę, zwyczaje, tradycje. Obok protestantyzmu pojawiły się katolicyzm, judaizm, buddyzm czy hinduizm. A obok obywateli mających doświadczenia z wartościami republikańskimi i demokracją – ludzie znający do tej pory jedynie uciemiężenie i autorytarne rządy. Amerykańska mozaika społeczna, unikalna i wyjątkowa, sprawiła, że trudnym stało się precyzyjne zdefiniowanie społeczeństwa amerykańskiego i odpowiedzenie na zadane przez Crevecoeur pytanie o to, kim nowy Amerykanin jest. Crevecoeur uważał, podobnie jak Thomas Paine, że społeczeństwo amerykańskie jest społeczeństwem imigranckim – heterogenicznym, stanowiącym zlepek wielu różnych narodów europejskich. John Jay stawiał tezę zgoła odmienną, nieco marginalizującą znaczenie imigracji, mianowicie mówił, iż Amerykanie to społeczeństwo jednolite – społeczeństwo mające wspólnych przodków, mówiące tym samym językiem, wyznające tę samą religię, przywiązane do tego samego systemu rządzenia, hołdujące bardzo podobnym zwyczajom i obyczajom.* Naród amerykański w odczuciu Jaya to społeczeństwo homogeniczne, zbudowane w oparciu o dominację jednej, konkretnej grupy. Dziś, Samuel Huntington określa tę grupę wprost jako WASP – białych, anglosaskich protestantów. Według Huntingtona, Amerykanie postrzegają swoje społeczeństwo jako wieloetniczne i wielorasowe. Ta percepcja doprowadziła z czasem do niemal całkowitego mentalnego zatarcia się różnic rasowych pomiędzy obywatelami USA. Jednakże Huntington stawia tezę, że tak jak etnicznie Stany Zjednoczone są heterogeniczne, tak kulturowo – homogeniczne. A filarem, o który opiera się społeczeństwo amerykańskie – kultura anglosaskich protestantów. Do kluczowych elementów tego amerykańskiego credo Huntington zalicza język angielski; chrześcijaństwo; zaangażowanie religijne; angielskie pojęcie rządów prawa, odpowiedzialności rządzących i praw jednostek oraz wartości separatystycznych protestantów takie jak indywidualizm, etyka pracy oraz wiara w to, że ludzie mają zdolność i powinność podjęcia próby zbudowania nieba na ziemi, „miasta na wzgórzu”.**

Podobne spostrzeżenia względem amerykańskiego społeczeństwa ma Marek Wałkuski. Nie pretenduje on jednak do roli myśliciela politycznego. Nie analizuje, a opisuje. Nie wychodzi z roli reportera. Dziennikarz wyznacza sobie cel: chce podważyć stereotypy, jakie narosły wokół Stanów Zjednoczonych, i oddać Czytelnikom ducha Ameryki. Na przestrzeni trzynastu rozdziałów próbuje więc opowiedzieć o tym, co dla dzieci wuja Sama jest najważniejsze i już na wstępie kreśli obraz Amerykanina-patrioty, snując opowieść o wychowaniu patriotycznym i immanentnym Amerykanom poczuciu wyjątkowości. Definiuje także typowego amerykańskiego Kowalskiego.

W powszechnym przekonaniu typowy Amerykanin nazywa się John Smith, ale nie jest to prawda. Z danych Amerykańskiego Urzędu Statystycznego (ang. US Census Bureau) wynika, że Smith rzeczywiście jest najczęściej występującym w USA nazwiskiem, ale większość Johnów już dawno umarła. Bo choć imię to najczęściej nadawano chłopcom od czasów kolonialnych aż do 1924 r., to później zaczęli przeważać Robert, James i Michael. (…) Obecnie najwięcej Amerykanów nosi imię James. Typowy Amerykanin nie jest bardzo bogaty, ale nie należy również do biedoty. Przeciętny Józek nie pracuje jako profesor na uniwersytecie i nie jest sławnym aktorem ani popularnym piosenkarzem. Zwykle jest robotnikiem najemnym lub drobnym przedsiębiorcą. Piosenkarz country Clay Walker śpiewał, że przeciętny Józek pracuje jako spawacz, budowlaniec, malarz lub mechanik samochodowy, ale może być też kierowcą ciężarówki, sprzątać w sklepie spożywczym albo rozwozić pocztę. Potrafi ciężko pracować, lubi też sobie wypić dla relaksu. Według Walkera przeciętny Józek jest religijny, służył w wojsku i nie potrzebuje bogactwa, bo szczęście osiąga dzięki kochającej rodzinie. Ma 37 lat i pożyje najpewniej do 78, bo taka jest obecnie oczekiwana długość życia Amerykanina. Ma 177,5 centymetra wzrostu, zaledwie jeden centymetr mniej niż Polak. Typowy Amerykanin waży 88 kilogramów, co oznacza, że ma nadwagę, bo jego wskaźnik masy ciała wynosi 28,4 (podczas gdy według standardów Światowej Organizacji Zdrowia za maksymalną dopuszczalną uznawana jest wartość nieprzekraczająca 25). Jest brązowooki (bo wbrew stereotypom obecnie tylko jeden na siedmiu mieszkańców USA ma niebieski kolor oczu). Przeciętny Józek ma dom z ogródkiem i garażem na jeden lub dwa samochody. Dom ma powierzchnię 170 metrów kwadratowych, jest z lat 70.XX wieku, a jego wartość nie przekracza 180 tysięcy dolarów. Ma dwie łazienki, w których typowy Amerykanin spędza średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać. Ponad 75% Amerykanów nakłada rolkę na uchwyt w taki sposób, by papier rozwijał się od góry. A jeszcze więcej, bo 85% z nich deklaruje, że są zadowoleni z życia. Statystycy mają bardzo dużo informacji na temat przeciętnego Amerykanina. Wiedzą np.., że zjada on rocznie 8 kg boczku, 6 kg indyka i 60 kg ziemniaków, wypija 190 l napojów gazowanych i raz w tygodniu smaruje chleb masłem orzechowym. Przynajmniej raz w miesiącu je lody i chodzi do kościoła, raz w roku zaczyna czytać nową książkę, choć nie zawsze ją kończy, i przynajmniej raz w życiu wystrzelił z pistoletu. Typowy amerykański Joe robi zakupy w supermarkecie Wal-Mart, a przed Bożym Narodzeniem dekoruje choinkę. Posiada też zwierzę domowe i jest fanem futbolu i bejsbola. Jedyny problem polega na tym, że przeciętny Joe jest bardzo trudny do odnalezienia.

Wałkowanie Ameryki to napisany lekkim i przystępnym językiem reportaż (o skądinąd niebanalnym i bardzo dowcipnym tytule). Marek Wałkuski snuje swoją opowieść z humorem i swadą. Nie stroni od anegdot i osobistych wspomnień. Suche fakty wzbogaca żartobliwymi ciekawostkami. Porusza też ważne problemy społeczne. Sporo miejsca w książce poświęca wolnościom obywatelskim Amerykanów, a także amerykańskiej kulturze broni. W Polsce na stu mieszkańców przypada zaledwie jeden pistolet lub strzelba, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych na stu obywateli przypada dziewięćdziesiąt sztuk broni. To sprawia, że w ich rękach znajduje się 270 milionów pistoletów, strzelb i karabinów (co stanowi 40% cywilnej broni palnej świata). Najwięcej sztuk broni posiadają mieszkańcy stanów południowych i środkowo-zachodnich, najmniej – wschodnich. Broń posiada co trzeci Amerykanin. Każdego roku jeden na trzydzieści tysięcy ginie od kuli.

„To nie pistolety zabijają, ale ludzie” – głosi slogan zwolenników prawa do posiadania broni w USA. „To ludzie są zabijani, a nie pistolety” – odpowiadają przeciwnicy swobodnego dostępu do broni. Obie strony wybiórczo traktują statystyki, używają demagogicznych argumentów, posiłkują się korzystnym i dla siebie badaniami i różnie interpretują te same zapisy konstytucji. Dla jednych możliwość nieograniczonego dostępu do broni to kwestia samoobrony, narodowej tożsamości i wolności obywatelskiej. Przedstawiciele drugiej strony wzdragają się na samo słowo „pistolet”, a posiadaczy broni uważają za barbarzyńców.

Marek Wałkuski stara się rzeczowo i merytorycznie opowiadać o sporach, które toczą się we współczesnej Ameryce. Nigdy ich nie rozstrzyga. Rzadko kiedy czytelnik może też poznać osobiste zdanie Wałkuskiego w konkretnym temacie. W każdym kolejnym rozdziale dziennikarz konsekwentnie zadaje kłam stereotypom na temat Stanów Zjednoczonych. Wałkowanie Ameryki w swoim wydźwięku bardzo przypomina doskonałe Made in USA Guya Sormana. Wałkuski patrzy na Amerykę z dużą życzliwością, jednak nie bezkrytycznie. Aczkolwiek unika łatwego krytykowania. Dzięki jego wysiłkom tak odlegli Amerykanie stają się dobrymi znajomymi z sąsiedztwa.

W Ameryce można znaleźć wszystko – rzeczy absurdalne, dziwaczne, a nawet idiotyczne. Jednak sama Ameryka nie jest krajem absurdalnym, dziwacznym ani idiotycznym. To dobrze zorganizowane społeczeństwo, kraj ludzi praktycznych i racjonalnych. Amerykanie kierują się ideałami i są tolerancyjni. Ich naczelną dewizą jest „żyj i daj żyć innym”.

W Stanach Zjednoczonych presja społeczna na dostosowanie się do szeroko pojętej normy jest niewielka, dlatego to kraj, w którym nie brak różnorakich ekscentryków. Od tej reguły jest jedno odstępstwo. W Ameryce trzeba być wierzącym. Prawie wszyscy Amerykanie wierzą w Boga lub inną siłę wyższą, co sprawia, że Stany Zjednoczone są najbardziej religijnym krajem Zachodu. Ateista nie ma szans zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. W przeprowadzonym przez Instytut Gallupa kilka lat temu sondażu dziewięciu na dziesięciu Amerykanów zadeklarowało gotowość do głosowania na katolika, Afroamerykanina, Żyda, kobietę i Latynosa. Ponad 2/3 ankietowanych byłoby skłonnych poprzeć mormona i wielokrotnego rozwodnika. Nawet homoseksualista otrzymał 55% pozytywnych deklaracji. Na szarym końcu rankingu znalazł się ateista, na którego większość Amerykanów nie oddałaby głosów w wyborach. Komentując wyniki tego sondażu, publicysta dziennika „Washington Post” stwierdził, że prezydentem USA prędzej niż ateista zostałby satanista, bo w Ameryce „trzeba w coś wierzyć”.

Opowiadając o religijności Amerykanów, Marek Wałkuski zwraca uwagę na nietypowe dla Europejczyków formy przyciągania wiernych do kościołów. Mówi o przykościelnych tablicach reklamowych, najczęściej spotykanych obok świątyń protestanckich. Billboardy z religijnym, nierzadko żartobliwym przesłaniem, wpisały się na stałe w krajobraz amerykańskich miejscowości. Do kościołów przyciągają też charyzmatyczni pastorzy. Kierujący położonym na przedmieściach Waszyngton McLean Bible Church, Lon Solomon, jest tego najlepszym przykładem. W jego świątyni co tydzień modli się aż trzynaście tysięcy osób! McLean Bible Church to jeden z protestanckich megakościołów, które ich przeciwnicy nazywają mckościołami albo religijnym Disneylandem. Amerykanie nie tylko chętnie obnoszą się z własną religijnością, ale i cechują się dużą otwartością na inne wyznania. To dlatego z powodzeniem funkcjonują w Stanach Zjednoczonych nierzadko bardzo egzotyczne dla Europejczyków kościoły, jak chociażby brazylijski Kościół União de Vegetal, Kościół Eutanazji, Stowarzyszenie Aetheriusa czy Kościół Wszystkich Świętych.

Marek Wałkuski w Wałkowaniu Ameryki sporo miejsca poświęca też muzyce country stanowiącej duszę Ameryki, amerykańskiemu kultowi samochodu czy miejscu Polonii w amerykańskim społeczeństwie. Swoje rozważania kończy rozdziałem, w którym diagnozuje problemy, z którymi w najbliższych dekadach będą musieli zmierzyć się obywatele Stanów Zjednoczonych. Do najważniejszych zagrożeń zalicza duże bezrobocie, stale narastający dług publiczny oraz pogłębiające się nierówności społeczne. Amerykanie wciąż też muszą uporać się z problemem nielegalnej imigracji. Dla tysięcy osób Stany Zjednoczone nadal są wymarzonym miejscem na ziemi. Pozostają także takim nawet po bliższym poznaniu. Nie można jednak pokusić się o stwierdzenie, że wszyscy imigranci byli zachwyceni Stanami Zjednoczonymi. Zygmunt Freud, który zaledwie przez kilka dni wygłaszał wykłady na temat psychoanalizy na amerykańskich wyższych uczelniach, wrócił z podróży bardzo zniesmaczony. Co więcej, kiedy w Austro-Węgrzech rozpoczęły się prześladowania Żydów, odmówił emigracji za ocean, a jako powód podawał humorystycznie, iż szkodzi mu amerykańskie jedzenie. Markowi Wałkuskiemu Ameryka smakuje wybornie, a to sprawia, że Wałkowanie Ameryki to niezwykle apetyczna lektura. Nie tylko dla amerykanistów.

Dziennik Literacki 2014-01-01


W charakterystyczny dla siebie, dowcipny i przenikliwy sposób autor opowiada o życiu w Stanach Zjednoczonych i specyfice tego wielkiego kraju, z jego ogromną powierzchnią, liczbą mieszkańców, różnorodnością kulturową, kontrastami społecznymi i wyzwaniami, jakie Ameryka stawia przed przybyszem z Europy. Zamiast łatwego krytykowania Stanów Zjednoczonych Marek Wałkuski stara się, aby czytelnik zrozumiał Amerykę.

glos-tn.krakow.pl 2013-09-19


Marek Wałkuski (rocznik 1967) to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie i dziennikarz radiowej Trójki (1990-2002). Jest autorem licznych reportaży i relacji podróżniczych. Wydana w 2012 roku książka „Wałkowanie Ameryki” jest jego debiutem literackim. To nietypowy reportaż podróżniczy, próbujący wytłumaczyć zachowania Amerykanów niezrozumiałe dla Polaków.

W „Wałkowaniu Ameryki” Marek Wałkuski na nieco ponad 300 stronach przedstawił specyficzny obraz statystycznego Amerykanina, tzw. „Przeciętnego Józka”, jego – czasami dosyć dziwne - zwyczaje, pochodzenie, historię, wyznawaną religię a nawet używany język i podejście do obcokrajowców oraz ludzi innych ras. Wszystko to okraszone zostało opowieściami z życia autora w Stanach Zjednoczonych.

Tytuł nawiązuje bowiem nie tylko do nazwiska dziennikarza i jego przeżyć, ale też Ameryka zostaje naprawdę przez niego „przewałkowana”. Wałkuski dowodzi, że każda nacja ma swoje racje i w życzliwy dla obu stron sposób konfrontuje je ze sobą.

Książkę czytać zaczęłam rano, skończyłam następnego dnia wieczorem – pochłonęła mnie bez reszty. Język jest na tyle przystępny i czasem wręcz dowcipny, że nawet ludzie niezainteresowani socjologią czy Stanami Zjednoczonymi znajdą w „Wałkowaniu Ameryki” coś dla siebie. Warto w ramach porównania przeczytać „Zapiski z wielkiego kraju” Billa Brysona – myślałam, że będzie to podobny typ literatury, i cóż, myliłam się. O dziwo – lepiej czytało mi się książkę Wałkuskiego od zabawnych felietonów Brysona.

„Wałkowanie Ameryki” polecam wszystkim, którzy są otwarci na poznawanie innych kultur, którzy chcą zrozumieć Amerykanów i dowiedzieć się całej masy ciekawostek na temat ich i ich ojczyzny (lub, jakby to lepiej ująć, ich ojczyzny z wyboru). Naprawdę warto.

Książkowy Blog Karolina Furyk, 2013-07-14


(...) Choć tytuł Wałkowanie Ameryki sugeruje czynność spłaszczania, to zawartość bliższa jest raczej mieleniu na drobne kawałeczki. Albo żmudnemu przeżuwaniu, kawałek po kawałku, amerykańskiej ziemi, ludzi i kultury.

Wałkuski Amerykę smakuje nieśpiesznie i raczej na zimno, brak tu ociekających emocjami westchnień nad cudownością i chwil uniesienia na wiszących mostach. Wałkuski Amerykę pokazuje z perspektywy życzliwego, acz neutralnego obserwatora – nie turysty, nie imigranta, nie amerykańskiego neofity, tylko dziennikarza.

Ten reportażowy sposób prowadzenia czytelnika przez Stany dobrze się sprawdza w roli przewodnika – a może nawet podręcznika? Banalne i na pozór oczywiste fakty (np. że Amerykanie kochają broń, albo że bogatych uważają za wybrańców Boga), dopiero po dokładnym ‚rozwałkowaniu’ odsłaniają ukryte warstwy i prawdziwy sens.

Autor z żelazną konsekwencją poddaje obróbce kolejne sfery Amerykańskiego Snu – religię, prawo, patriotyzm, muzykę country, gospodarkę, edukację i oczywiście polską emigrację – i objaśnia je szczegołowo i zaskakująco ciekawie. Przynajmniej jak dla mnie. Brak mu przy tym zacięcia do wartościowania tego, o czym pisze. Autor stara się zachować dziennikarską obiektywność, choć i tak czujemy, że w tle czai się lekki podziw dla tego kraju, który powstał ze zlepku tak wielu kultur, połączonych marzeniem o wolności.

Czytając Wałkowanie… czuję, że wgryzam się w USA głębiej niż typowy sympatyk i bardziej ją teraz rozumiem. Po rozwałkowaniu jesteśmy w stanie wreszcie ujrzeć amerykański „big picture”- wyrwane z kontekstu skrawki wiedzy nabierają wreszcie sensu. Okazuje się, że Tam wszystko jest logiczne, bo wynikają z czegoś: z konstytucji, z historii, z przekonań religijnych, albo z decyzji Sądu Najwyższego. I choć książka jest napisana dość oschle i bezosobowo, co zwolennikom angażujących emocjonalnie książek może przeszkadzać (dla nich pozycja piętro wyżej), to mi pasuje taki sposób pisania. Gdzie to Ameryka jest na pierwszym planie, a nie czyjś sen – choćby nawet spełniony.

gaata.pl 2013-06-04


Kiedy czytałam tę książkę, dosłownie co kilka stron zmieniałam zdanie, co do tego, czy ten kraj mi się podoba i czy chciałabym go odwiedzić, czy raczej nie cierpię amerykańskiej mentalności, a i tej kultury pełnej sprzeczności i różnorodności. Mniej więcej co rozdział mi się zmieniało…

Nie zmienia to jednak faktu, że dawno nie miałam w rękach tak ciekawej książki opisującej jakikolwiek kraj, czy kulturę. W ciepły i niezwykle interesujący sposób, Marek Wałkuski pisze o Amerykanach i ich dziwactwach, fascynacjach, relacjach z obcokrajowcami, wyznaniach, a także sławnej amerykańskiej wolności. Jestem pełna uznania dla opisów kraju i jego mieszkańców, które czytałam wielokrotnie jak fragmenty powieści obyczajowych, a nie reportażu.

mapymysli.com Katarzyna Żbikowska


Jeśli wierzyć słowom autora, głównym celem książki jest walka z mitami i wyjaśnienie przeciętnemu Kowalskiemu niepokazywanej w hollywoodzkich produkcjach strony USA. "Chciałem obronić Amerykę przed stereotypami, uproszczeniami i krytyką, bo w ostatnich latach ten kraj stał się "chłopcem do bicia" - mówił Wałkuski w Czwórkowym "Poranku OnLine". Tak też należy podejść do "Wałkowania Ameryki" - jako przystępnej wikipedii, napisanej przez Polaka, który spędził w Stanach kilka lat.

Paradoksem jest, że mimo zalewu informacji, filmów, muzyki rodem zza Atlantyku, o Stanach Zjednoczonych Ameryki wciąż wiemy niewiele. Wiedząc, kto jest prezydentem, nie wiemy nic o systemie wyborczym. Czytając o strzelaninach w szkołach, nie wiemy, dlaczego Amerykanie upierają się przy łatwym dostępie do broni. Słuchając Shania Twain nawet się nie domyślamy, że reprezentuje najpopularniejszy w Stanach styl muzyki, którego twórcy mają wpływ nawet na preferencje wyborcze swoich słuchaczy.

Wydaje nam się, że Amerykanie są nam bliżsi kulturowo, niż, powiedzmy, Chińczycy. Ale mierzymy ich naszą europejską miarą i na tej bazie budujemy wiele mitów i stereotypów. Zbyt wiele. I tu pojawia się "Wałkowanie Ameryki", aby rzucić światło na liczne nieznane nam fakty.

Fakty te często są zaskakujące. Nieraz szokują. Czasami wywołują pobłażliwy uśmieszek, który po chwili znika i jego miejsce zastępuje zazdrość. Czego zazdroszczę Amerykanom? Wolności. Bo wszystko, co amerykańskie, łącznie z ogromną religijnością, wynika z szeroko pojmowanej wolności. Choć nam, Europejczykom, a w szczególności pokoleniom pamiętającym PRL i ZSRR, wiele rzeczy wydaje się być wręcz absurdalne. Ale to wolność daje Amerykanom siłę i przewagę, jaką mogą dziś się cieszyć.

Czy Ameryka Wałkuskiego jest bez wad? Nie. Reporter pisze też o wysokim bezrobociu, o pogłębiających się nierównościach społecznych, o problemach związanych z terroryzmem, z kryzysem bankowym. O rozterkach dzisiejszej Ameryki, która wciąż chce być najważniejszym mocarstwem na mapie politycznej świata, ale musi borykać się z wieloma wewnętrznymi problemami. Przyszłość USA autor widzi optymistycznie, jednak nie narzuca swojej opinii. Parafrazując innego, znanego z youtube reportera, mówi jak jest.

Czuję jednak spory niedosyt. W "Wałkowaniu Ameryki" zabrakło mi prawdziwych ludzi. Wałkuski przytacza statystyki, buduje portret "przeciętnego Amerykanina", analizuje teksty piosenek country - cała ta informacja jest jednak mocno uśredniona. A przecież average Joe to setki pojedynczych historii. I jestem pewna, że te historie byłyby niezwykle interesujące dla przeciętnego Kowalskiego.

misja-ksiazka.blogspot.com Ana Matusevic


Pewnego pięknego dnia usiadłem sobie w blasku zachodzącego słońca na werandzie mojego domku na prerii, odłożyłem na bok rewolwer, poprawiłem kapelusz i zadałem sobie powyższe pytanie. Oh yeah!

Wydawnictwo Bezdroża po raz kolejny nam zaufało i podesłało do recenzji książkę ze swojej kolekcji. Radość podwójna, bo po pierwsze książka to o Ameryce (i to nic że północnej). A po drugie – autorem jest Pan Wałkuski, korespondent Polskiego Radia, którego często można usłyszeć w naszej ulubionej Trójce.

Autor spędził w USA ponad 10 lat i widać, że ma o czym opowiadać. No właśnie, czyta się to jak dobrą opowieść – lekką, łatwą i przyjemną, choć poruszane w niej tematy nie zawsze są przyjemne. Pan Wałkuski idzie tropem wielu stereotypów, które utrwaliły się na temat Amerykanów, i stara się opisać je z perspektywy osoby tam mieszkającej. Tak więc mamy tu obszerne fragmenty o inteligencji Amerykanów, ich relacjach rasowych, religijności i stosunku do broni.

Z książki dowiemy się na przykład, że jeśli w Ameryce mówimy 3G, to nie odnosi się to wcale do cyfrowej sieci telefonii komórkowej, bazującej na trzeciej generacji rodziny standardów IMT-2000, ale do trzech dużo istotniejszych rzeczy, czyli God, Gold and Guns…

Bardzo ciekawy jest fragment o marketingu religijnym, który w USA osiągnął szczyt profesjonalizmu. Oto próbki haseł mających zwrócić uwagę przyszłych wiernych:

“Są pytania, na które Google nie da odpowiedzi” lub “Najlepsza pozycja to ta na klęczkach”.

Dowiedzieć się z niego też można o istnieniu Kościoła Eutanazji oraz Kościoła Uniao do Vegetal.

Dodatkowo możemy przeczytać, którzy z polskich polityków wypadają dobrze za oceanem i jak to właściwie jest z tymi wizami dla obywateli naszego kraju.

A kończąc ten wpis, powiem tylko, że każdy kraj ma swoje disco polo, nawet takie mocarstwo jak Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

Po tej książce na pewno nie należy się spodziewać rzeczy odkrywczych o USA i ich mieszkańcach, bo chyba nawet nie taki był zamysł autora. Jest to jednak bardzo przyjemna lektura, która w spójny i dowcipny sposób opisuje najważniejsze aspekty medialnego wizerunku tego kraju. Znajdziemy tu wiele ciekawostek oraz, co najważniejsze, świeże spojrzenie na Amerykę oczami człowieka z zewnątrz. Miłej lektury!

www.obuszki.wordpress.com obuszki, 2013-03-18


Hello America!

Jedni Amerykę kochają, drudzy jej nienawidzą. W umysłach tych pierwszych jest oazą liberalizmu, a dla tych drugich – korporacyjnym wyzyskiwaczem ubogich. Orędownicy Ameryki chwalą ją za wolność ponad wszystko, a przeciwnicy przypominają, że w lipcu zeszłego roku podczas premiery nowego „Batmana” do kina wpadł psychopata w masce Bane’a, zamordował 12 osób, a trzy razy tyle ranił. W rozmowie o kulturze jedni przywołają Hemingwaya, Steinbecka, Raya Charlesa i wielu innych artystów ze świata literatury, filmu czy muzyki, drudzy wskażą z pogardą na popkulturową papkę, hollywoodzkie gnioty, celebryckie hordy i nastoletnie śpiewające gwiazdki, na których koncerty przychodzą piszczące tysiące licealnych głuptaków. I tak w koło Macieju, że posłużę się naszym rodzimym powiedzeniem. Taka jest i taka już pozostanie Ameryka. Dlatego lepiej oddać głos komuś, kto przespał się w amerykańskiej pościeli, a samą Amerykę zna praktycznie od podszewki, zachowując przy tym całkiem spory fragment zwierciadła-pryzmatu polskiego spojrzenia. No dobrze, europejskiego spojrzenia, żeby siebie i rodaków nie usadzać na starcie gdzieś w oślej ławce. Takim człowiekiem jest Marek Wałkuski. Zatem do rzeczy.

„Wałkowanie Ameryki” to nie proza ani nawet pamiętnik, choć niektóre epizody noszą znamię wspomnień autora. To precyzyjna robota świetnego reportera, który w Stanach Zjednoczonych rozpoczął nowy rozdział życia, obejmując posadę korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie (wcześniej w latach 1990-2002 był filarem radiowej Trójki). Książka pełna suchych faktów, statystyk, ale i ciekawych opowieści i anegdot. Hołdująca co prawda amerykańskiemu stylowi życia i popierająca takiż sposób myślenia, ale na jej kartach znajdziemy również uwagi krytyczne, a także punkty sporne, w których autor w dość obiektywny sposób stara się ukazać różnice i „stany zapalne” w opozycji Europa (Polska) – Ameryka. W całej publikacji zabrakło niestety jakiejkolwiek oprawy graficznej – mam na myśli głównie zdjęcia, których całkiem brak.

Wałkuski w Ameryce mieszka z żoną, tutaj wychowuje się jego syn. „W Polsce Konrad nie lubił szkoły, bo była dla niego źródłem stresu i lęków. W H-B Woodlawn panowała przyjazna atmosfera, dzięki której uczniowie mogli odkrywać świat i realizować swoje pasje” – pisze na początku, ponieważ w przypadku syna istniała obawa o barierę językową (sprawa dla wielu Polaków drażliwa), ale „Amerykanie nauczyli go w rok mówić i pisać po angielsku”. Po dziesięciu latach amerykańska adaptacja „Wałka” dokonała się w pełni i, wnioskując ze słów samego autora, odbyło się to płynnie i naturalnie. Przeczytałem gdzieś, że wpłynęło to na jego obraz Ameryki, której autor „wybaczył wszystkie grzechy”. To prawda, że Wałkuski jest Stanami Zjednoczonymi zafascynowany, ale siła argumentów, które za tym przemawiają, jest przekonywująca.

Odrębne rozdziały poświęcone są zagadnieniom społecznym, kulturowym, politycznym i etnicznym, przy czym konstrukcja książki jest zmyślna. Rozdziały płynnie przechodzą jeden w drugi, a ich kolejność wydaje się być optymalnie ułożona. Po krótkim wstępie mamy więc kilka słów o amerykańskim luzie, gościnności, równości wobec prawa, indywidualizmie, poczuciu wyjątkowości i patriotyzmie – „pojęciach-wytrychach” w kontekście snucia opowieści o mentalności ludzi zza Wielkiej Wody. „Bycie Amerykaninem jest ideologicznym wyznaniem” – pisze Wałkuski. Odrzucenie doktryny zbudowanej na amerykańskim systemie wartości charakteryzuje wyłącznie nie-Amerykanina (un-American). To właśnie hołdowanie specyficznemu systemowi wartości, a nie przynależność grupowa, zbudowało tożsamość Stanów Zjednoczonych i sprawiło, że wielki kraj mógł otworzyć granice dla coraz to nowych grup imigrantów. Gdyby jednak „przewałkować” amerykańskie społeczeństwo pełną parą, wyłoni się z niego…

Average Joe

Przeciętny Amerykanin nazywa się James Smith. Smithów jest 2,4 miliona (wielu jest także Johnsonów, Williamsów i Brownów), wliczając w to panie, wśród których „po czterdziestce” najwięcej nosi imię Mary. Jednak w XXI wieku rodzice nadają swoim synom najczęściej imię Jacob (z kolei córki otrzymują ostatnio imiona bardziej „modne”: Lisa, Jessica, Ashley lub Jennifer). Nam Amerykanin kojarzy się nieodmiennie z Johnem, ale Johnem jest raptem jeden na 150 chłopców (trzecia dziesiątka w „tabeli imion”). Average Joe ma 37 lat (ustalone za pomocą mediany, czyli wartości środkowej, a nie średniej statystycznej, która jest zazwyczaj mniej obiektywna), a odchodzi z tego świata, przeżywszy lat 78.

Ma biały kolor skóry, ale już w 2042 r. „białasy” będą stanowić mniej niż połowę społeczeństwa, choć pozostaną jeszcze długo najliczniejszą grupą demograficzną. Przeciętny Joe przy wzroście 177,5 cm waży 88 kg, a Mary przy 163 cm – 74 kg. Oboje cierpią na lekką nadwagę, ponieważ ich wskaźnik BMI wynosi 28,4 (normalna waga wg WHO to wskazanie poniżej 25). Nie ma się jednak co dziwić, bo otyły (BMI +30) jest co trzeci mieszkaniec Ameryki, przy czym 12 milionów to ludzie otyli chorobliwie. Amerykańska otyłość jest jednak w Europie podniesiona do rangi mitu. Prawdą jest, że bardzo grubych Amerykanów jest o wiele więcej niż Europejczyków, ale przeciętny Joe nie jest grubasem. Statystykę zawyżają bowiem Latynosi, którzy mają specyficzną budowę ciała, a także Afroamerykanie (głównie Murzynki), wśród których grubasów jest o wiele więcej. Podobnie jak na prowincji, ponieważ w większych miastach ludzie bardziej dbają o formę, często uprawiając rekreacyjnie jakiś sport.

Average Joe w przeszłości był niebieskooki, dziś dominującym kolorem oczu jest brązowy. Słucha jednej z ponad 3000 stacji radiowych grających country i prawdopodobnie ma w domu album Gartha Brooksa – wokalisty, który sprzedał już… 128 milionów płyt, bijąc na głowę Led Zeppelin i Pink Floyd, a przegrywając w liczbie sprzedanych egzemplarzy jedynie z The Beatles i Elvisem Presleyem. Przeciętny Joe mieszka w dużym domu (średnia wielkość przeciętnego amerykańskiego domu jest największa na świecie) z garażem na 1-2 samochody i z ogródkiem, w którym trawnik kosi 40 razy do roku. Średnia wartość takiego domu waha się granicach 180 tys. dolarów. Typowy Amerykanin trzyma się blisko… wody. Przeszło połowa z nich mieszka w odległości nie większej niż 80 km od wybrzeża Pacyfiku i Atlantyku, w tym także Zatoki Meksykańskiej. 90% jeździ do pracy samochodem, a tylko co dwudziesty korzysta w tym celu z komunikacji miejskiej. 2/3 pracujących stanowią „białe kołnierzyki”, czyli urzędnicy za biurkiem, mniej niż ¼ to „kołnierzyki niebieskie” (pracownicy fizyczni). Average Joe z zawodu jest jednak sprzedawcą, który to zawód wykonuje 4,2 miliona ludzi (średni zarobek rzędu 2000 dolarów miesięcznie). Przeciętny dochód w pracy na etat to w przypadku mężczyzny 3600 dolarów/miesiąc, a w przypadku kobiety 2900 dolarów/miesiąc. Przeciętna rodzina żyje za 4200 dolarów/miesiąc, lecz jest również zadłużona na średnio 9000 dolarów z tytułu zaległości przy spłacaniu kart kredytowych. W wyniku kryzysu gospodarczego, a także wysokiego oprocentowania kart kredytowych (niemal zawsze ponad 20%), kwota ta dość szybko rośnie. Łączne zadłużenie Amerykanów wynosi 12 bilionów dolarów, co oznacza wartość 10 razy większą niż w przypadku przeciętnego Polaka.

Average Joe lubi się napić, ale głównie piwa, w którym gustuje 60% pijących. Po mocniejsze trunki sięga tylko jeden na pięciu Amerykanów. Aż 1/3 społeczeństwa stanowią jednak abstynenci. Joe i Mary rzadko wyjeżdżają na wakacje poza kontynent, co jest spowodowane korzystnymi warunkami i mnogością turystycznych atrakcji, które rozciągają się na terenie całych USA. Ich ulubioną rozrywką jest telewizja, a w przeciętnym domu na 2,5 człowieka przypada 2,7 telewizora. Odbiorniki są włączone przez 8 godzin na dobę, z czego przez 5 godzin są śledzone aktywnie. Average Joe jest chrześcijaninem (aż 90% Amerykanów deklaruje, że wierzy w jakiegoś Boga), ale tolerancyjnym wobec innych wyznań, wyłączając z tej grupy islam. Tolerancja panuje też w kwestiach różnic rasowych (86% – na przestrzeni ostatnich 50 lat dokonał się ogromny przełom) oraz w sprawie małżeństw homoseksualnych (w maju 2011 r. akceptowało je 53% społeczeństwa). Jeżeli zdołaliście doczytać do tego momentu, to z przykrością muszę poinformować Was, że Average Joe… niestety nie istnieje.

Problem Lincolna

Osobny rozdział poświęcony jest nierówności rasowej i walce z nią, która od czasów Abrahama Lincolna i słynnej 13. poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych toczyła się jeszcze przez przeszło sto lat po śmierci prezydenta. Prawne zdelegalizowanie segregacji rasowej nastąpiło dopiero w 1964 r., a i to nie od razu zmieniło podejście białej części społeczeństwa do Afroamerykanów, głównie w konserwatywnym Dixielandzie, czyli na amerykańskim południu, gdzie niewolnictwo i segregacja rasowa utrzymywały się najdłużej. Wałkuski przyznaje, że wizerunek czarnoskórych Amerykanów wciąż jest daleki od ideału, na co sami jednak po części „pracują”, uważając częstokroć, że za lata nierównego traktowania należą im się szczególne przywileje. Wciąż aktualne jest określenie „królowa pomocy społecznej”, za którym kryje się stereotypowa leniwa Murzynka, korzystająca z socjalnej pomocy państwa na różnych frontach. Prestiż Afroamerykanów podnosi się bardzo powoli, w czym mają pomagać liczne akcje afirmacyjne.
Powiadam pani sąsiadce, że Bóg jest jeden

W Ameryce to nieprawda. Wątek religii jest zresztą jednym z najbardziej interesujących w książce. W obrazie Wałkuskiego niczym w zwierciadle odbija się smutna polska rzeczywistość. Zaczyna on od tego, że Ameryka jest krajem bardzo wierzącym, w którym liczba wiernych „praktykujących” jest o wiele większa niż w Polsce. Ponad 90% Amerykanów deklaruje wiarę w Boga lub inną siłę wyższą, zaś ateista nie ma szans zostać prezydentem USA. Według badań Instytutu Gallupa dziewięciu na dziesięciu amerykańskich obywateli zagłosuje na Latynosa, Murzyna, Żyda, katolika, mężczyznę bądź kobietę, 2/3 z nich na mormona, a nawet wielokrotnego rozwodnika, a 55% bez żadnych oporów na homoseksualistę z przekonującym programem politycznym, ale zdecydowana większość nie oddałaby głosu na ateistę. „Washington Post” postawił teorię, że prędzej niż ateista prezydentem USA zostałby… satanista, ponieważ w Ameryce „trzeba w coś wierzyć”.

Co rzuca się od razu w oczy, to pluralizm wyznaniowy. Kościoły i grupy wyznaniowe muszą rywalizować ze sobą o nowych wyznawców, prowadzić z nimi aktywny dialog, przekonywać do swoich wartości. Powoduje to ciągły rozwój instytucji religijnych, nawet tych najbardziej konserwatywnych. W Polsce kościół katolicki ma zagwarantowane przodownictwo „odgórnie”, na bazie historii i tradycji, i może właśnie dlatego liczba zdeklarowanych wiernych ciągle spada, a prestiż samej instytucji kościoła mocno w ostatnich latach podupadł. Wałuski wskazuje na fakt, iż księży katolickich często nie rozlicza się za ich działalność, a pełniona przez nich funkcja staje się nie misją, a rutyną. W Ameryce jest odwrotnie, a na miejsce duchowego przywódcy, który „podpadnie” swoim wiernym, czeka stu innych, reprezentujących różne wyznania, choć najczęściej chrześcijaństwo lub jego liczne odłamy. Relacje między duchownymi a wiernymi są najczęściej swobodne.

Pomimo tego że kraj jest tak bardzo wierzący, konstytucja gwarantuje całkowity rozdział kościoła od państwa. Niedopuszczalna jest religia w szkołach, a wieszanie w urzędach, budynkach rządowych, szkołach czy innych terenach publicznych symboli religijnych – zakazane konstytucyjnie. Wyjątek stanowi „Przysięga wierności”, w której występuje odwołanie do Boga. Od lat stanowi ona spór pomiędzy sądami i konstytucjonalistami, a jej zwolennicy zaznaczają, iż słowa przysięgi mają charakter historyczny i ceremonialny. Państwo w żaden sposób nie dotuje kościołów, które utrzymują się wyłącznie z pieniędzy wiernych i wychodzą na tym bardzo dobrze. Z drugiej strony państwo w żaden sposób nie ingeruje w działalność kościołów, a amerykańskie rozumienie wolności dopuszcza pewne restrykcje bądź ograniczenia tylko i wyłącznie w przypadku, gdy idzie za tym ważny interes społeczny i zostaje on precyzyjnie określony.

Mamy więc Kościół Eutanazji, w którym podstawowym przykazaniem jest „Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”, a jego czterema filarami są: samobójstwo, aborcja, sodomia i kanibalizm. Na drugiej flance stoi natomiast Kościół Wszystkich Światów, oparty na fikcyjnej religii z powieści fantastycznonaukowej Roberta Heinleina „Obcy w obcym kraju”, który zachęca do pozytywnej seksualności będącej wyrazem świętości. Kościoły te, w oczach przeciętnego człowieka zapewne absurdalne, skupiają wokół siebie garstkę „wyznawców”, którzy dopóki nie łamią prawa, mają prawo funkcjonować na takiej samej zasadzie jak każda inna grupa wyznaniowa. I zazwyczaj nikomu to nie przeszkadza, ponieważ to Ameryka, gdzie liczy się przede wszystkim szeroko pojęta…
Wolność obywatelska

Na straży szerokich praw obywatelskich stoi konstytucja, która znacznie ogranicza władzę instytucji państwa. Spośród kilku przykładów na potwierdzenie tej tezy, które przytacza Wałkuski, bodaj najbardziej obrazowy jest „casus znieważenia flagi”. Tego, ile dla Amerykanina znaczy flaga narodowa, nie trzeba nikomu wyjaśniać. Jeszcze w latach 60. przeciwnicy wojny wietnamskiej i imperialnej polityki USA, którzy wyrażali swój protest, paląc Stars and Stripes, byli masowo aresztowani i stawiani przed sądem. Później stopniowo zmniejszano rygor prawny, aż w 1989 r. Sąd Najwyższy anulował wszelkie przepisy zakazujące niszczenia flagi. „W tak patriotycznym kraju jak USA była to decyzja bardzo odważna – pisze Wałkuski. – Oznaczała bowiem, że w sporze pomiędzy patriotyzmem a wolnością zwyciężyła wolność”.

Doprowadziła do tego przełomowa decyzja podczas procesu młodego komunisty – skazanego za profanację flagi na rok więzienia i 2000 dolarów grzywny. Po walce stoczonej przez adwokatów Gregory’ego Lee Johnsona, Sąd Najwyższy orzekł, że państwo w celu ochrony ważnych dla siebie symboli nie może używać prawa karnego. „Uważamy, że amerykańska flaga zasługuje na wyjątkowy szacunek w naszym społeczeństwie. Jednak jej pozycja nie zostanie osłabiona, gdy pozwolimy ją niszczyć, albowiem flaga reprezentuje wolność, w tym również wolność wypowiedzi” – napisali sędziowie w uzasadnieniu.

Podobnie rzecz ma się z wolnością słowa. Nie ma mowy o wyrokach czy grzywnach dla ludzi obrażających głowę państwa, senatorów, pastorów czy inne osoby publiczne. Osoba piastująca publiczne stanowisko musi pogodzić się z tym, że może być poddawana krytyce, nawet w najmniej wyszukanych lub wręcz wulgarnych słowach. Członkowie Kościoła Baptystycznego Westboro, których główne motto brzmi „Bóg nienawidzi pedałów”, zasłynęli tym, że podczas pogrzebów amerykańskich żołnierzy organizowali pikiety. Na ich transparentach można było przeczytać hasła typu: „Dziękujemy Bogu za śmierć żołnierzy” albo „W tym miesiącu w Iraku i Afganistanie zginęło sześciu żołnierzy. Czekamy, aż zginie ich sześć tysięcy”. Zrobił się z tego niemały skandal, a w 2007 r. ława przysięgłych sądu federalnego nakazała zapłacić na rzecz ojca jednego z żołnierzy, który wytoczył kościołowi proces, 11 milionów dolarów odszkodowania. W razie utrzymania w mocy wyroku kościół by oczywiście zbankrutował. Po kilku odwołaniach i apelacjach sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Ten, mimo ogromnej presji ze strony polityków i opinii publicznej, uniewinnił kościół całkowicie stosunkiem głosów 8-1. Uzasadnienie brzmiało tym razem: „Słowo jest potężne. Może skłonić ludzi do działania, wywołać łzy, radość i smutek. Może też, tak jak w tym przypadku, spowodować ogromne cierpienie. Jednak nie jest właściwą reakcją na ból karanie osoby, która wygłasza swoje poglądy. Wolność słowa wymaga ochrony nie tylko poglądów, które nam się podobają ,ale również mowy nienawiści. Tylko w ten sposób zapewnimy swobodę debaty publicznej”.

Inna sprawa, że w amerykańskiej debacie publicznej do rzadkości należą niestosowne słowa i brudne zagrywki. Oczywiście opiera się na umiejętnym wodzeniu za nos politycznego oponenta i znakomitym zespole PR-owym, ale próżno w niej szukać słów znanych doskonale tym, którzy śledzą słowne wyczyny większości polskich polityków. A wiecie czemu? Bo wysokiego standardu rozmowy nie pilnuje sąd, ale sami dziennikarze oraz ich odbiorcy. Chcesz się obrzucać błotem – lądujesz u Jerry’ego Springera albo w brukowych mediach, a nie przy stole, gdzie się rozmawia o poważnych sprawach.

Te dwie sprawy pokazują, jak ważną dla Amerykanów jest kwestia wolności obywatelskiej. Tak zbudowany system prawny nie pozwala policjantom na znane u nas „rutynowe kontrole” policyjne, jeśli kierowca nie łamie przepisów prawa. Pozwala odbywać jazdy w ramach kursu na prawo jazdy u boku przyjaciela-kierowcy bądź kogoś z rodziny, by nie pakować bez potrzeby kasy w ośrodki nauki jazdy. Sprawia, że prawo do posiadania broni, tak krytykowane w Europie, jest dla Amerykanów wyrazem wolności. Tworzy sądy o modelu skargowym, a nie inkwizycyjnym, dzięki czemu skazanego sądzą inni obywatele, a nie sędzia będący przedstawicielem z ramienia państwa.

experymentt.wordpress.com 2013-03-18


Nietrudno zauważyć, iż niektórzy ludzie mają tendencję do wyrażania opinii w wielu sprawach, o których nie mają pojęcia. Lubią mieć zdanie na każdym temat, nawet kiedy niewiele o czymś wiedzą. Wychodzą z założenia, że lepiej mówić, aby mówić, niżeli robić to z głową. W taki sposób powstają wszelkie uprzedzenia oraz stereotypy, najczęściej krzywdzące i zupełnie niesprawiedliwe. Na szczęście istnieją osoby, które starają się przekazywać sprawdzone informacje, poparte różnorodnymi badaniami, a także własną obserwacją. Do tego grona można zaliczyć Marka Wałkuskiego, który przez wiele lat pracował w Programie Trzecim Polskiego Radia. W 2011 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Obecnie jest korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie, co przyczyniło się do powstania książki Wałkowanie Ameryki, będącej przybliżeniem tego, jak wygląda życie w tym kraju.

Stany Zjednoczone to ogromny kraj, cechujący się wielokulturowością oraz różnorodnością etniczną. Marek Wałkuski, za pomocą tej książki, zadaje kłam stereotypom, a niekiedy potwierdza krążące opinie na temat mieszkańców Ameryki. Autor podaje wiele statystyk, a także wyników badań, robiąc to w niezwykle przystępny sposób, aby nie zanudzić czytelnika. Nie przepuszcza żadnej okazji do lepszego poznawania mieszkańców, a obserwowanie ich sprawia mu frajdę. Nawet najzwyklejsza kawiarnia Starbucks jest miejscem, w którym Marek Wałkuski korzysta ze sposobności obcowania z wielokulturową Ameryką, zauważając podobieństwa i różnice między ludźmi, które widać nie tylko w ich wyglądzie czy zamówieniach, podczas dokonywania istotnych wyborów - czarna kawa, a może frappuccino z bitą śmietaną i cynamonowym ciastkiem?

Książka składa się z trzynastu rozdziałów, w których poruszane są niezwykle rozległe kwestie - zaczynając od typowych cech mieszkańców Ameryki oraz ich różnorodności etnicznej, rasowej i religijnej, poprzez tendencję do posługiwania się nieformalnym językiem oraz skrótowcami, kończąc na Polakach mieszkających w Stanach Zjednoczonych, jak również na wszelkich sprawach związanych z jazdą samochodem po amerykańskich ulicach. Autor bardzo skrupulatnie podchodzi do wszelkich zagadnień, jakie porusza, analizując je z niezwykłą spostrzegawczością. Podaje wiele ciekawostek, a także dość istotnych informacji, zwłaszcza dla osób, które mają zamiar odwiedzić ten kraj.

Z różnorodnych badań wynika, iż typowy Amerykanin nazywa się James Smith, ma 177,5 cm wzrostu i waży 88 kg. Natomiast przeciętna mieszkanka Stanów Zjednoczonych ma na imię Jane, waży 74 kg i mierzy 163 cm wzrostu. Ponadto typowy Amerykanin jest dziesięć raz bardziej zadłużony niż typowy Polak, a jego poziom inteligencji wcale nie odbiega od poziomu, jaki reprezentują Europejczycy. Dodatkowo Amerykanie są najczęściej otwarci i pomocni, a ich relacje zazwyczaj przyjmują charakter nieformalny. Mieszkańcy bardzo pilnują równego traktowania, jednocześnie uważając, że ich kraj jest najwspanialszy i żaden inny nie może równać się z USA. Amerykanie mają tendencję do oceniania ludzkiej wartości moralnej przez pryzmat sukcesu ekonomicznego. Tak naprawdę, w Stanach Zjednoczonych nikt nie odbiega od normy z prostego powodu - takiej normy nie ma. Ludzie są przyzwyczajeni do inności, która staje się czymś zupełnie normalnym i zwyczajnym, dlatego nikt nie zaprząta sobie tym głowy.

Niektóre zasady i normy chętnie zobaczyłabym w Polsce, głównie jeśli chodzi o kwestię rozdziału kościoła od państwa, co uważam za coś bardzo potrzebnego w naszym kraju. Bardzo podoba mi się również to, że dzieci obcokrajowców, którzy przybyli do Ameryki, mają w szkole zapewnioną opiekę specjalnej nauczycielki, pomagającej im w aklimatyzacji. Co więcej, nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała, iż zazdroszczę Amerykanom International House of Pancakes, czyli Międzynarodowego Domu Naleśników, który byłby istnym rajem dla mnie, a szczególnie mojego podniebienia.

Przyznam szczerze, że do Wałkowania Ameryki podchodziłam dość niepewnie, ponieważ nie wiedziałam, czego mogę spodziewać się po tej lekturze. Przeczuwałam, że będzie to swojego rodzaju poradnik dotyczący tego, jak przeżyć w Ameryce. Cieszę się, że moje przypuszczenia były bezpodstawne i nie sprawdziły się, ponieważ tę książkę czyta się jak dobrą, wciągającą powieść.
Wałkowanie Ameryki to pozycja obowiązkowa dla osób zafascynowanych tym krajem. Natomiast uważam, że nawet ludzie, którzy zawsze dość obojętnie lub negatywnie podchodzili do Stanów Zjednoczonych, znajdą w tej książce wiele interesujących informacji, co sprawi, że łaskawszym okiem spojrzą na ten kraj, wypełniony różnorodnością po brzegi.

Sylwuch.blogspot.com 2013-03-27


Stany Zjednoczone. Synonim ziemi obiecanej. Miejsca, gdzie spełnia się sens o sukcesie i bogactwie. Dzięki ciężkiej pracy i wierze w to, że los się do nas uśmiechnie można wznieść się na szczyt. Kraj z najlepszą koszykarską ligą, NBA. Z Disneylandem. Coroczną galą wręczenia Oskarów. Słoneczną Kalifornią i „polskim” Chicago. Marek Wałkuski, wieloletni korespondent Polskiego Radia, zabiera czytelnika w podróż po tej krainie .

Robi to w sposób interesujący i profesjonalny. Nie są to jedynie subiektywne odczucia dziennikarza mieszkającego w Waszyngtonie. „Wałkowanie Ameryki” to zbiór anegdot, spostrzeżeń oraz wnikliwych obserwacji. Przemieszany ze zbiorem danych statystycznych i analiz poświęconych społeczeństwu amerykańskiemu.

To opowieść osoby zafascynowanej krajem, gdzie przyszło mu pracować i mieszkać. Jest w niej miejsce na opis wielokulturowości i powiązanej z tym językowej „wieży Babel”. Amerykańskiej fladze. Prawu do posiadania broni. I wielu innych aspektów, rozwijanych w poszczególnych rozdziałach. Sprawia to, że „Wałkowanie Ameryki” jest przyjemną i pouczającą lekturą.

Z życia książek Przemek Opłocki, 2013-03-17


Wpadła mi w ręce książka Marka Wałkuskiego pt. “Wałkowanie Ameryki”. I choć dawno, dawno temu miałam okazję dołożyć kamyczek do sukcesu wydawniczego, jakim stała się amerykańska historia Pana Marka (pozdrawiam!), wcześniej nie miałam szansy przeczytać jego książki od deski do deski. Wreszcie parę dni temu dokończyłam czytelniczego dzieła i raportuję na świeżo co następuje:

Nie czytaj tej książki jeśli:

- nie obejrzałeś w życiu ani jednego filmu o kowbojach;

- nigdy nie byłeś w McDonald’s;

- nie ciekawi Cię, po której szkolnej masakrze za pomocą karabinu maszynowego Amerykanie ograniczą dostęp do broni (od razu rozwiewam wątpliwości – nigdy);

- wcale a wcale nie obchodzą Cię losy świata;

- masz pewność, że w pełni rozumiesz amerykański mental.

W innym wypadku – czytaj! Czytaj koniecznie.

Kto zna Marka Wałkuskiego z radiowej Trójki, ten nie będzie zaskoczony ani formułą książki, ani niesamowitą ilością informacji, którą przekazuje w każdym, krótkim felietonie (dobre do czytania w momencie, gdy mamy tylko pięć minut dziennie – codziennie). Autor pokazuje nam USA od czysto ludzkiej strony. Opisuje nie tyle Amerykę, co Amerykanów. Ich zwyczaje, ulubione rozrywki, stosunek do religii, broni, emigrantów, samych siebie i do reszty świata. Z książki wyłania się bardzo szczegółowy portret przeciętnego “Johna Smitha” – który nawiasem mówiąc nie istnieje ;) . Co więcej Marek Wałkuski nie ogranicza się do podania faktów. Nie pisze tylko, że mieszkańcy USA są uśmiechnięci, pewni siebie, czy niezainteresowani innymi krajami. Wyjaśnia przede wszystkim, dlaczego są właśnie tacy. I to moim zdaniem jest najcenniejszą wartością “Wałkowania Ameryki”.

Czy zastanawialiście się np. kiedykolwiek, dlaczego każdy Amerykanin, choćby mu się właśnie życie zawaliło, na pytanie “jak się masz?”, odpowie zawsze “dzięki, świetnie”? Ja myślałam o tym parę razy. I nic nie wymyśliłam! A Pan Marek mi wyjaśnił: to wszystko przez Kalwina! Otóż kalwiniści wierzą, że o tym, czy człowiek pójdzie po śmierci do piekła, czy do nieba, zdecydowano już przed urodzeniem. I żadne ludzkie starania tego nie zmienią. A objawem pozytywnych boskich planów wobec danej osoby jest jej życiowe powodzenie – zdrowie, rodzina, bogactwo… Czy muszę dodawać, że w grupie amerykańskich pionierów była spora nadreprezentacja kalwinistów? :)

“Wałkowanie Ameryki” gorąco polecam!

grafomanya.wordpress.com 2013-03-18


Na półki księgarń trafia kolejna książka o Stanach Zjednoczonych. Po Marcinie Wronie swoimi spostrzeżeniami na temat kraju uznawanego za Mekkę wolności i swobód obywatelskich podzielił się z czytelnikami Marek Wałkuski, dziennikarz radiowej „Trójki". To pozycja słodko-gorzka, bowiem autor stara się obiektywnie spojrzeć na ogromny przecież kraj, zróżnicowany kulturowo.

naszemiasto.pl BLD, 2013-02-18


Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii Na te i wiele innych pytań odpowiada Marek Wałkuski, wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie. Wszystko w charakterystyczny dla niego, dowcipny i przenikliwy sposób.

warszawa.naszemiasto.pl ŁT


Stany Zjednoczone wśród Polaków nie zawsze cieszą się dobrą opinią. Obraz tego ogromnego kraju jest pokazywany w mediach tak wycinkowo i wybiórczo, że łatwo jest sobie wyrobić nieprawdziwe przekonania. O mieszkańcach USA powtarzane są też liczne stereotypy, ale czy dotykają one w ogóle prawdy?

Dziennikarz i korespondent Polskiego Radia, Marek Wałkuski, który mieszka za oceanem od wielu lat, bierze na warsztat najbardziej charakterystyczne zjawiska amerykańskiego życia. Opisuje więc kim jest amerykański Jan Kowalski, czyli John Smith i czy w ogóle taki przeciętny mieszkaniec istnieje w wielokulturowym i zróżnicowanym tyglu.

Kwestia wieloetniczności też zostaje poruszona, bo choć USA to kraj otwartości i tolerancji, to napięcia na tle rasowym i narodowościowym wciąż są obecne, co nie może dziwić, biorąc pod uwagę liczbę legalnych i nielegalnych imigrantów, co roku przybywających do USA. Przybysze ci często asymilują się i zostają Amerykanami z krwi i kości, co oznacza przywiązanie do wolności, indywidualizmu... również do swojego samochodu oraz specyficzne podejście do posiadania broni.

Obywatele Stanów, czego się nie spodziewałam, to w większości ludzie religijni, określający się jako wierzący, tworzący tysiące różnorodnych zgromadzeń i kościołów. Życie religijne przypomina bowiem hipermarket Wall-Mart, półki którego są pełne różnych towarów. Amerykanie również mogą swobodnie wybierać swoje wyznanie i zmieniać je w ciągu życia, kuszeni przez... reklamy kościołów. Jeżeli ktoś kocha samochody i uwielbia nimi jeździć, to w USA czułby się pewnie jak w raju. Nie chodzi tu tylko o doskonałą infrastrukturę drogową, ale o całą otoczkę kulturową samochodu. Jest on wyrazem wolności, niezależności i wygody.

Mówiąc o USA, nie da się pominąć kwestii polityki i pozycji tego kraju jako supermocarstwa. Wydarzenia ostatnich lat zrodziły pogląd, że obserwujemy schyłek Stanów Zjednoczonych, jednak Marek Wałkuski nie podziela tej opinii. Siła tego kraju, według autora, to nie tylko gospodarka, dyplomacja i wojsko, ale ponadto atrakcyjność kulturalna i światopoglądowa. Stany są ewenementem w historii, żadne bowiem wzorce nie są tak chętnie kopiowane w innych krajach na całej kuli ziemskiej. Choć takie kraje jak Rosja czy Chiny są potęgami gospodarczymi i militarnymi, to mało kto chce wzorować się na ich systemie prawnym, społecznym, a jeśli chodzi o kulturę to wystarczy porównać ile filmów, książek, albumów muzycznych itp. „eksportują” Stany, a ile inne państwa.

USA nie są wolne od problemów i niesprawiedliwości, wielu mieszkańców żyje poniżej progu ubóstwa, tracą oni prace i domy i często zostają „na lodzie”, ponieważ system pomocy społecznej jest inaczej skonstruowany niż w Europie.

Jest to kraj kontrastów, wielu kultur, narodów i religii, pełen różnych dziwactw i zaskakujących ciekawostek. Po lekturze Wałkowania Ameryki czuje się lepiej przygotowana do odwiedzenia tego kraju, wydaje mi się, że lepiej go rozumiem, zamiast powierzchownie go oceniać i ogromnie chciałabym kiedyś zestawić moje wyobrażenia o Stanach z rzeczywistością.

Kto czyta żyje podwójnie (Biblioteczka Kolmanki) kolmanka


Z Ameryką jest jak z seksem. Nawet nie to, że napisano o niej już całą bibliotekę książek i nic nam po nich. Jest tak, że niby wszyscy coś wiedzą, coś słyszeli, ale tylko nieliczni potrafią o niej opowiadać. Marek Wałkuski, po ponad 10 latach pracy korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie, zna ją od podszewki. Do tego w sposób błyskotliwy i żywy umie pisać o niej nadal jako Europejczyk z szeroko otwartymi oczami. W ten sposób powstała książka, która wymyka się jednoznacznej ocenie.

Stany Zjednoczone to dziś kulturowy, rasowy, językowy i ideologiczny tygiel, który stale się przeobraża. Wszelkie stereotypy, choć nadal bardzo silnie zakorzenione, szczególnie w Europie, szybko upadają. Dlatego wraz z adaptacją autora w nowym miejscu rozpoczyna się opowieść nie tyle o Stanach w skali makro, ile o sposobie życia i mentalności poznawanych przez polskiego emigranta mieszkańców. Wszystko po to, aby dać nam poczuć ducha Ameryki, gdzie obowiązuje nadal tylko jedna zasada: „żyj i daj żyć innym".

Wałkuski w każdym z 13 rozdziałów książki wychodzi od pozornie błahych sytuacji, ale to tylko impuls do opowieści o gospodarce, życiu codziennym czy kulturze w Nowym Świecie.

To składa się w napisane z reporterskim szlifem kompendium o światowym supermocarstwie. A jak na dobre kompendium przystało, z każdą stroną czytelnik dostaje sporo twardych danych. Często nieco nudnych, niebawem już nieaktualnych, ale próbujących uchwycić amerykańską rzeczywistość. To nie powinno dziwić, bo to także bardzo sprytny, ale jednak mato udany zabieg maskowania subiektywizmu, który czasem delikatnie wkrada się w opowieść o rzeczywistości zza oceanu. Choć warto dać mu jeszcze dodatkowy plus, bo udało się uniknąć perspektywy polonocentrycznej, a oddzielny rozdział, poświęcony Polsce i choćby polish jokes, okazuje się najmniej interesujący.

Książka Marka Wałkuskiego wciąga jak dobra partia brydża. Nie pozostawia niedosytu, a jeśli już, to tylko na kolejne rozdanie. Może i tym razem bez wałków, ale pora na wałkowanie Europy.

Wiedza i Życie Michał Nalewski, 2013-02-01


"Wałkowanie Ameryki" to spojrzenie na Stany Zjednoczone oczami nie tylko reportera, ale także , a może przede wszystkim polskiego emigranta. Autor opisuje nie tylko miejsca , zachowania Amerykanów, ale także obala niektóre mity dotyczące ich zwyczajów i zachowanie. "Wałkowanie Ameryki" to nie tylko suche fakty wzbogacone danymi statystycznymi, to także osobisty wspomnienia z wydarzeń mających miejsce podczas pobytu Wałkuskiego w Stanach Zjednoczonych.

Książka podzielona jest na trzynaście tematycznych rozdziałów. W każdym z nich autor porusza ważne lub mniej ważne jakby się mogło zdawać na początku, kwestie dotyczące życia Amerykanów. Spotykamy się w nich nie tylko z rzeczowym przedstawieniem faktów, lecz znajdziemy w nich także opisy śmiesznych sytuacji ,które zdarzyły się autorowi , czy też ciekawostek na temat mentalności amerykańskiego społeczeństwo. "Wałkowanie Ameryki" to idealne kompendium wiedzy dla każdego , kto interesuje się Ameryką i chce dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat.

Wałkuski posługuję się prostym i lekkim językiem, co sprawia,że książkę czyta się nadzwyczaj szybko. Sama byłam zdziwiona jak szybko skończyłam ją czytać. Ciekawym wzbogacenie całości było wprowadzenie szczegółowych danych dotyczących treści poruszanych kwestii jak na przykład wysokość zarobków przeciętnego Amerykanina. Znajdziemy tu także ciekawe zwroty pochodzące ze slangu, czy też dowiemy się jakie są różnice pomiędzy językiem używanym przez Afroamerykanów , a reszty społeczeństwa

Ciężko jest zaszufladkować tę książkę do jakiejkolwiek kategorii, gdyż tak naprawdę jest w niej wszystko. Począwszy od elementów dotyczących historii, obyczajów, życia codziennego, ekonomi , gospodarki, kultury, wyników badań, skończywszy na osobistych przemyśleniach autora. "Wałkowanie Ameryki" to obraz tego mocarstwa od podszewki. Widziany oczyma człowieka pochodzącego z zupełnie innego kraju, mającego daleko odmienne spojrzenie na świat niż przeciętny Joe. Co więcej autor pokazuje jak wiele stereotypów dotyczących Amerykanów zostało niesłusznie wykreowanych i jest to tylko pusty obraz nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

"Wałkowanie Ameryki" polecam wszystkim nie tylko miłośnikom Stanów Zjednoczonych, ale także tych którzy chcą wzbogacić swoją wiedzę na temat tego mocarstwa. Gwarantuje wam ,że czas spędzony z tą książką nie będzie to dla was czasem straconym. Co więcej dowiedziecie się z niej wiele interesujących faktów, o których nawet nie mieliście pojęcia.

recenzje-paulamore.blogspot.com 2012-12-12


Gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych miałem, podobnie jak wielu moich równolatków, kompletna fazę na USA. W czarnej nocy Stanu Wojennego Ameryka jawiła nam się jako raj na ziemi. Nie wiedzieliśmy o niej zbyt wiele, właściwie całą wiedzę zawdzięczaliśmy filmowym produkcją. Wtedy to za namową jednego z licealnych nauczycieli sięgnąłem po “Nieoczekiwaną Amerykę” pióra profesora Mikołaja Kozakiewicza. Ten bardzo osobisty zapis obserwacji poczynionych przez autora podczas jego rocznego pobytu za oceanem był dla nas jak świeży powiew powietrza. Pamiętam zaskoczenie gdy czytałem, że Amerykanie często przyczają sobie drobne. Jak to ci bogaci ludzie muszą pożyczać drobniaki? Odpowiedź była prosta,nie noszą gotówki, za większe zakupy płaca kartami kredytowymi a monety potrzebują na maszynę z kawą, batonami czy zakup gazety. Pamiętam tez zachwyty nad prasa lokalną, inicjatywami studenckimi i cała resztą postaw obywatelskich, które to w Polsce występowały wtedy w dużym deficycie. Książka przechodziła z rąk do rąk i była tematem wielu dyskusji. Zwłaszcza, że w równych częściach chwaliła ono co Ameryce dobre, pokazywała też ciemne strony amerykańskiej codzienności. Wtedy nie bardzo chcieliśmy wierzyć w to, że w USA coś może być nie fajne. Dziś nie mam już tych złudzeń i po latach o tamtej publikacji myślę nadal bardzo ciepło.

Mniej więcej w tym samym czasie, około 1983 roku zostałem słuchaczem radiowej Trójki. Towarzysze jej nie przerwanie do dziś. Słuchałem też PR3 12 lat temu, szczególnie wydań porannych Zd3 kiedy prowadził je Marek Wałkuski. Uwielbiałem to poczucie humory, tę niewymuszoną lekkość, ten tembr głosu. Dziś w każdy piątek słucham rozmów Wałkuski-Strzyczkowski.

Dlaczego o tym piszę? Po prostu kilka tygodni temu ukazała się książka pana Wałkuskiego, do tego książka dotycząca właśnie Ameryki. Natychmiast pobiegłem po nią do sklepu. Moje oczekiwania były olbrzymie i dziś wiem że chyba zbyt wygórowane, Już pierwszy kontakt zaskoczył mnie całkowitym brakiem ilustracji. Niestety nie było pierwsze rozczarowanie. Spodziewałem się zapisu przygód jakie korespondent Polskiego Radia miał w Stanach. Spodziewałem się skrzącego poczucia humory właściwego piątkowym korespondencją. Miałem nadzieję na coś w stylu “Zapiski korespondenta zagranicznego” Jana Zakrzewskiego. Tymczasem dostaje prawie podręcznik przestawiający mi współczesną Amerykę. Mamy rozdziały poświęcone demografii, religii, muzyce południa, motoryzacji i innym aspektom codzienności. Dowiadujemy się, że pełna integracja rasowa ciągle nie nastąpiła, czytamy o atawistycznej miłości do broni, o wielokulturowości, dużo za dużo jest o szacunku dla indywidualności obywatela. Tematy ograne, mało odkrywcze. Wszystko to wiem, choć w USA nigdy nie byłem. Gorzej, wiedziałem to nawet przed lekturą “Wałkowania Ameryki”, pisząc precyzyjnie nie znałem szczegółowego procentowego opartego o badania demograficzne rozkładu populacji. Teraz to wiem i jakoś nie sprawia mi to frajdy.

W książce jest jeden mały epizod który dał mi frajdę przy czytaniu, opis bojkotu zespołu Dixie Chicks. Takich, nietypowych opowieści się spodziewałem. Sporo jest natomiast elementów które mnie irytują. Pierwszą z nich jest bezkrytycyzm, w USA wszystko jest lepsze, urzędy sprawniejsze, swobody obywatelskie są tam pełniejsze itd. Marek Wałkuski niby nie ocenia, podaje fakty ale wyraźnie widać, że w Amerykę wsiąkł, pokochał ją i ta miłość w sposób typowy dla zakochanego sprawie, że nie widzi on wad. Parokrotnie powtarza zdanie, tu u nas w Ameryce. Do tego czasami pojawiają się dziwne, rażące sformułowania. Prawo jazdy nazywa plastikowym kartonikiem. Na Boga , albo plastikowe albo kartonik. Do tego sam dobór tematów. Parokrotnie wspomina o edukacji. Zawsze w superlatywach. Dlaczego nie ma wówczas słowa o podziale kastowym obecnym w każdej amerykańskiej szkole średniej. Dlaczego nie ma słowa o walce o popularność, o imperatywie bądź popularny. Przecież to właśnie słynny podział na beauty people, nerdów i całą resztę jest największą z plag amerykańskiej edukacji. I to właśnie ten proceder, porównywalny jedynie z falą w wojsku, jest niekłamanym źródłem frustracji które w skrajnych sytuacjach prowadzą znanych z telewizyjnych i radiowych wiadomości szkolnych strzelanin. Przecież pan Marek kilka takich tragedii relacjonował. Nie wierzę by tak wytrawny dziennikarz nie poznał tła tych wydarzeń.

Podsumowując książka mnie bardzo rozczarowała. Nie znalazłem obok opowieści o bojkocie, kilku tekstów piosenek i szczegółowych danych statystycznych w tej publikacji nic czego przy najmniej z grubsza bym nie wiedział.

Jedyną nadzieją jest to, że pan Wałkuski w jednym z wywiadów promujących książkę opowiedział o liście tematów które chciał poruszyć. Ta książka zawiera nawet nie połowę z nich. Cóż pozostaje liczyć na część drugą, pogłębioną i mniej jednostronną, pokazującą również mroczniejsze aspekty życia. Do tego pełną anegdot, jak choćby nieudane napady na bank. Liczę na więcej reportażu, więcej humoru a mniej suchych faktów. Po kolejną książkę sięgnę z pewnością, tak jak nadal będę słuchał Trójki i piątkowych rozmów. Szkoda ze chwilowo bez Kuby który rozpoczyna właśnie swój samotny rejs przez Atlantyk.

blurppp.com 2012-10-20


To książka napisana przez dziennikarza radiowej Trójki i wieloletniego korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie. W tym miejscu przypomina mi się William Thacker (w tej roli Hugh Grant) z filmu Notting Hill, gdy poleca Annie Scott (granej przez Julię Roberts) przewodniki po Turcji: „ Podejrzewam, że jej autor był nawet Turcji , co pomaga”.

Marek Wałkuski patrzy na Amerykę przez pryzmat stereotypów, którymi jesteśmy przesiąknięci i przez, które lubimy oceniać innych. Jednym z nich jest pogląd, że amerykanie mają braki w wiedzy ogólnej i nasza encyklopedyczna wiedza jest dużo lepsza. Tu pozwolę sobie na małą dygresję. Osobiście spotkałem Niemca, który nie wiedział, co to jest Unia Europejska, natomiast mój kolega na studiach nie mógł pojąć jak możemy nie wiedzieć, co jest stolicą Mali z tego, bowiem kraju ów kolega pochodził.

Wracając jednak do książki. Ameryka z książki Marka Wałkuskiego jest bardziej ludzka i codzienna. Podróż autora przez Amerykę to nie tylko pokonywanie kilometrów, ale również zakrętów historii i wszystkiego tego, co stworzyło ten kraj, który dla niektórych Europejczyków jest nie zrozumiały. Autor stara się sięgnąć do genezy, co spowodowało, że jest to całkiem inny kraj. Pozwala to nam zrozumieć, dlaczego Amerykanie mają dostęp do broni, lubią muzykę country i mówią amerykańskim angielskim. W książce znajdziemy też dużo ciekawostek statystycznych np.: ile metrów kwadratowych ma dom przeciętnej amerykańskiej rodziny, ile Amerykanin zjada hamburgerów, jak 75% Amerykanów zakłada papier toaletowy na rolkę uchwytu, jak daleko mieszkają od mamusi i jaki kolor oczu ma statystyczny Amerykanin. Dowiemy się też ile czasu przeciętny Amerykanin spędza codziennie w łazience i ile z tego czasu poświęca na kąpiel.

meskimbyc.pl Mirek, 2012-12-17


Stany Zjednoczone mają równie dużo zwolenników, co przeciwników, wywołując jednocześnie czasami bardzo skrajne emocje. Aby obiektywnie spojrzeć i ocenić amerykańskie społeczeństwo warto byłoby, choć trochę mu się przyjrzeć. Z pomocą przychodzi tu nowa książka dziennikarza radiowego Marka Wałkuskiego – „Wałkowanie Ameryki”.

Zaznaczę na wstępie, że sięgając po tą pozycję spodziewałem się nieco innej formy, dlatego też jestem nią nieco rozczarowany. Nie mogę natomiast napisać o niej, że jest zła, bo z pewnością byłaby to opinia krzywdząca. Osobiście liczyłem na więcej historii z życia wziętych, spisanych anegdot i przykładów popartych codziennymi doświadczeniami. Tego mi nieco zabrakło. W zamian dostajemy bardzo dużo danych statystycznych, które poza badaczom (czy studentom) piszącymi prace, mało, komu się przydadzą. Niektóre z nich dochodzą – w moim mniemaniu – do granicy absurdu. Dowiadujemy się m.in. ile procent Amerykanów po skorzystaniu z papieru toaletowego zgniata go a ilu po prostu wyrzuca, czy jak wielu z nich zakłada papier na rolce tak, aby rozwijał się do góry… Ciekawe prawda?! Czytając książkę kilka razy byłem wręcz znudzony tymi danymi i przytłoczony ich natłokiem. To jest mój największy zarzut w stosunku do tej pozycji (nie wspominając o tym, że dane statystyczne, jak to zwykle bywa, szybko się zmieniają i stają nieaktualne).

Co otrzymamy poza tym? 304 strony (wersja ebook) obrazu amerykanów i próby wyjaśnienia ich fenomenu, często na zasadzie kontrastów. Książka podzielona jest na 13 rozdziałów, które opisują m.in. kwestie rasowe, Polaków w Ameryce, religię, muzykę, czy prognozy na najbliższe lata dla Stanów Zjednoczonych, które według jednych mówią o tym, że państwo jest na skraju bankructwa i nic nie jest im w stanie pomoc, a inne o tym, że delikatny kryzys owszem widać, ale potęga gospodarcza i militarna nie jest w żaden sposób zagrożona.

Autor porusza też obszernie problem powszechnego dostępu amerykanów do broni. To w kontekście ostatnich wydarzeń w Newton, rozdział szczególnie interesujący. Na paradoks zakrawa fakt, że po takich tragediach Amerykanie nadal uparcie twierdzą, że posiadanie broni jest ich obywatelskim prawem, i że nikt nie może im go odebrać. W rozmowie z „przeciętnym Kowalskim”, autor dowiaduje się, że w chwili, gdy ktoś zmieniłby prawo, w Stanach wybuchłaby od razu krwawa rewolucja. I choć jest to wypowiedź jednego człowieka, można być pewnym, że wielu innych myśli bardzo podobnie. Dlatego też chyba nigdy nie doczekamy się dnia, kiedy to uczniowie będą w pełni bezpieczni i nie będą martwić się, że przynajmniej raz w roku jakiś szaleniec nie przeprowadzi swojego „rajdu”, zabijając przy tym kilka lub kilkanaście osób. Warto przeczytać ten rozdział, aby lepiej zrozumieć myślenie Amerykanów i jak tłumaczą swoje zamiłowanie do broni palnej.

W książce „wałkowany” jest również temat miłości amerykanów do motoryzacji, muzyki Country i tak bardzo popularnej w Stanach wolności słowa oraz prawa do obrony. Ten ostatni wątek jest bardzo interesujący i wyjaśnia, na czym polega prawo właściciela (obywatela) do obrony swojego terytorium. Warto byłoby pomyśleć, nad wprowadzeniem niektórych rozwiązań i u nas, aby nie dochodziło do takich absurdów, że osoba ratująca swoje życie siedzi na ławie oskarżonych, a napastnik jest wolny. Zresztą w książce tej, zawartych jest wiele innych gotowych rozwiązań, które można „przeszczepić” na nasz grunt, aby obywatelom żyło się łatwiej. Jak słusznie zauważają bohaterowie książki to przecież nie obywatel jest dla kraju, ale państwo dla niego. Podobnie z urzędnikami i ustawami, które powinny chronić interes obywatela, a nie rzucać mu kolejne kłody pod nogi. Pod tym względem Amerykanie mogą uchodzić za raj na ziemi i służyć, jako przykład dla innych.

Marek Wałkuski nie pomija również kwestii religii, popełniając przy tym (według mnie) ogromny błąd, a mianowicie porównuje on - zrównując wręcz - religię chrześcijańską do takich absurdalnych tworów jak „Kościół Eutanazji”. Czym jest ten „kościół”? Otóż:

„Najważniejsze przykazanie tego kościoła brzmi: Nie będziesz uczestniczył w prokreacji”. Dodatkowe cztery filary tej religii to: samobójstwo, aborcja sodomia i kanibalizm.”

W dalszej części książki autor piszę:

„Istnienie Kościoła Eutanazji jest dowodem na to, że Stany Zjednoczone są miejscem zarówno dla dużych, uznanych religii z tradycjami, jak i dla małych, nowych wyznań. Bo niby dlaczego Ci, którzy wierzą w Boga, mieliby być lepiej traktowani od wierzących w pozaziemskie istoty?”

Wolność wyznania to jedno a ludzka głupota to zupełnie coś innego i stawianie znaku równości między Kościołem Katolickim, a osobami namawiającymi do kanibalizmu i zabijania się, jest co najmniej nie na miejscu (bez względu czy się wierzy w Boga czy nie). W rozdziale tym, można wyczuć (a może to tylko moje odczucia?) delikatną niechęć autora do tej najpopularniejszej w Polsce religii.

Pomimo kilku wad, które dostrzegłem w tej pracy, z pewnością nie jest to pozycja zła. Jest specyficzna i nie do każdego dotrze, ale osobom zafascynowanym, choć w nieznacznym stopniu Stanami Zjednoczonymi spodoba się z pewnością. Dowiedzą się oni kilku nowych faktów, zapoznają się z mniej znanymi epizodami w historii tego kraju. Z kolei Ci, którzy nie należą do zwolenników i nie marzą o spełnieniu „amerykańskiego snu”, mogą na swoje potrzeby wyłowić z książki argumenty do dyskusji na temat USA i poparcie swoich tez. Każdy natomiast może wyciągnąć z niej cenne wskazówki, do czego prowadzi zbyt liberalne prawo i jak można ułatwić prostymi rozwiązaniami życie społeczeństwa.

Z notki wydawcy:

„Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”

Jeśli chcesz poznać odpowiedzi na te pytania i chcesz dowiedzieć się o wiele więcej na temat Amerykanów ta książka jest dla Ciebie. Innym również (z dozą ostrożności) polecam.

Na koniec ciekawostka:

Z każdego wyprodukowanego w Chinach laptopa o wartości 1000 dolarów, azjatycka fabryka dostaje ich 30 (czyli 3% wartości), podczas gdy do Microsoftu i Intela trafia dolarów 300. Nie napracować się fizycznie i zarobić na „własności intelektualnej” i pomysłach, to jest doskonałe rozwiązanie dla gospodarki i obalenie mitu o tym, że Chiny stają się powoli potęgą. Długo jeszcze nią nie będą, pozostając tanią siłą roboczą innych.

jaroslawd.blogspot.com Jaroslaw_D


Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Zamiast łatwego krytykowania Stanów Zjednoczonych Marek Wałkuski stara się, aby czytelnik zrozumiał Amerykę. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu „mędrców” schyłek Ameryki.

Eurostudent 2012-12-05


To niewiarygodne, ale jeśli wierzyć Markowi Wałkuskiemu, autorowi „Wałkowania Ameryki" (Editio), „wskaźnik inteligencji przeciętnego Amerykanina jest dokładnie taki sam jak Europejczyka".

Rzeczpospolita Kamila Bauman, 2012-12-01


Autor książki, Marek Wałkuski, urodził się w 1967 r. W Programie Trzecim Polskiego Radia pracował w latach 1990-2002. Prowadząc poranne wydanie audycji "Zapraszamy do Trójki" stworzył własny, niepowtarzalny styl. Jest autorem licznych relacji reporterskich i reportaży. Opracowywał analizy słuchalności w Agencji Reklamy Polskiego Radia. Obecnie jest korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie.
W 2011 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Popularnie i czule nazywany... "Wałek".
A teraz krótki quiz – z czym wam się kojarzy USA? Chodzi mi o takie pierwsze skojarzenie, bez zbędnego zastanawiania się.
Dla mnie to – Kaczor Donald, Wielki Kanion, Miś Yogi i Park Yellowstone i duuuże, naprawdę duże odległości i całkiem pokaźna grupa dziwnych ludzi.
Marek Wałkuski jadąc w styczniu 2002r. do USA, jako korespondent Polskiego Radia, oczywiście doszkolił się trochę i jego mniemanie o tym, czym jest Ameryka było odrobinę głębsze niż moje (ja nigdy tam nie byłam, nie wiem czy w sumie żałować, czy nie), ale zderzenie z rzeczywistością amerykańską częstokroć okazywało się co najmniej dziwne, a niekiedy bolesne, tym bardziej, że do USA jechał z rodziną. A wiadomo, że wyjazd z dzieckiem (niezależnie od tego ile ma ono lat), to coś zupełnie innego niż wyjazd samotny.
Pierwszy lekki szok i zdziwienie miały miejsce przy szukaniu mieszkania do wynajęcia. Szybko okazało się, że to mieszkanie, które przypadło do gustu Wałkuskiemu, było jednym z gorszych, jakie mógł wybrać. Dlaczego? Tego nie zdradzę.
Takich dziwów (ale dziwów w naszym pojęciu, bo dla Amerykanów dziwne było to, że Wałkuski i inni imigranci się dziwią) opisuje autor bardzo dużo.
Ale, jak może dla nas nie być dziwnym kraj, w którym (podam pierwszy lepszy przykład z książki) stolica kraju liczącego ponad 300 mln obywateli (wg oficjalnych danych), Waszyngton, podzielona jest na trzy części. Pierwsza to właściwy Waszyngton, czyli Dystrykt Kolumbii (DC). Pozostałe dwie części położone są w przylegających stanach – Wirginia i Maryland. Ponieważ (jak pisze autor książki) w USA stany mają ogromną autonomię, aglomeracja waszyngtońska podlega trzem różnym systemom prawnym i administracyjnym. W każdej z w/w części Waszyngtonu obowiązują inne stawki podatkowe, inne procedury urzędowe, inne programy szkolne. Jeżeli ktoś przeprowadza się z jednej części miasta do drugiej, musi wyrobić sobie nowe dokumenty i przerejestrować auto. Przejeżdżając samochodem z Wirginii do Dystryktu Kolumbii, należy przerwać rozmowę telefoniczną, bowiem w DC obowiązuje całkowity zakaz używania telefonów w czasie jazdy, a tego zakazu nie ma w części miasta, która się znajduje w Wirginii. W częściach Waszyngtonu należących do Maryland i Wirginii ciągle obowiązuje kara śmierci, którą w DC zniesiono w 1981r.
To jednak dopiero początek dziwnych rzeczy, o których pisze Marek Wałkuski, taki amerykański czubek góry lodowej dziwów nad dziwami.
Autor w arcyciekawy sposób opisuje życie przeciętnego człowieka w tym supermocarstwie, jakim bez wątpienia jest USA. Ale czy to naprawdę najpotężniejsze państwo świata? A może wręcz odwrotnie – kolos na glinianych nogach, który chyli się ku upadkowi?
Czy to ostoja wolności i demokracji, czy dżungla pełna świrów latających z bronią w ręku?
Raj dla imigrantów, ziemia obiecana, czy miejsce, gdzie się zaharujesz, a jeżeli nie masz znajomości i tak do niczego nie dojdziesz?
Neutralne światopoglądowo państwo, czy kraj mega nawiedzonych fanatyków religijnych, gdzie każdy może założyć swój kościół i zbierać wokół sobie podobnych?
Na te i wiele, wiele innych pytań (i to takich, o których wam się nie śniło) odpowiada Marek Wałkuski w swojej książce. Czyni to przy tym w sposób dla siebie bardzo charakterystyczny (kto słucha Polskiego Radia ten wie, o co mi chodzi) inteligentny, lekko złośliwy, ironiczny.
Książkę czyta się doskonale, niezwykle szybko, a pod koniec lektury dziwimy się, że jeszcze się dziwimy. Takie są Stany Zjednoczone Ameryki ala Marek Wałkuski. Autor z pewnością nie wyczerpał wszystkich tematów, nie pokazał nam każdego oblicza Ameryki i przeciętnego jej mieszkańca, ale jest to po prostu niemożliwe. Jego opisy i oceny Ameryki są na pewno subiektywne, wielu mogą się one nie podobać, ale to normalne, obiektywna opinia o tym naprawdę zadziwiającym kraju po prostu nie istnieje.
Przyznam, że o ile mojego męża zainteresowała cała książka, ja opuściłam niektóre rozdziały, ponieważ ich tematyka po prostu mnie nie interesowała, ale przy lekturze tego typu pozycji to normalne.
Książkę czyta się doskonale, szybko, przyjemnie, tak jakby słuchało się opowieści dobrego znajomego.
Lekki minus daję za całkowity brak fotografii, które zdecydowanie ubarwiłyby lekturę. Niemniej jest to doskonała, wartościowa i niezmiernie ciekawa pozycja.
Gorąco zachęcam do lektury. Wiele się z niej dowiecie, wiele razy zdziwicie, uśmiechniecie, ale z pewnością książka, podobnie jak Ameryka nie pozostawi was obojętnymi.

blog Pasje i fascynacje mola ksiazkowego 2012-11-27


„Wałkowanie Ameryki” to książka wyrastająca z ciekawości i fascynacji Stanami Zjednoczonymi, stąd mało w niej krytycznych uwag, a więcej podziwu dla Ameryki i jej mieszkańców. To swoiste kompendium wiedzy o USA – pełne danych statystycznych, faktów historycznych i przydatnych informacji dla tych, którzy chcieliby kiedyś odwiedzić opisywane przez autora miejsca.

Marek Wałkuski (dziennikarz radiowej Trójki oraz wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie) napisał książkę, która w założeniu miała przełamywać stereotypy na temat Amerykanów i rzucić nowe światło na motywy ich postępowania, zwyczaje, kulturę itp. Autor opisuje zatem życie typowego mieszkańca Stanów Zjednoczonych, jego luźne podejście do stroju, łatwość nawiązywania kontaktów, silną potrzebę bycia samodzielnym i nacisk, jaki kładzie na indywidualizm oraz wolność. Ukazuje, z czego wynika przekonanie o powszechnym prawie do posiadania broni, analizuje teksty piosenek country oraz miłość Amerykanów do samochodów i dróg (sam wyraźnie nimi zafascynowany). Sporo miejsca poświęca także życiu religijnemu, językowi czy problemom na tle rasowym. Nie jestem jednak pewna, czy udało mu się w pełni osiągnąć zamierzony cel.

W „Wałkowaniu Ameryki” brakuje trochę osobistego spojrzenia na kraj, próby wejścia w opisywaną przestrzeń. Wydaje się, jakby autor obserwował Amerykę zza szyby lub spoza – mimo wszystko – różowych okularów. Niby pojawiają się anegdotki „z życia wzięte”, ale stanowią one jedynie wstęp do suchych informacji statystycznych, historycznych itp. W ten sposób czytelnik otrzymuje coś na kształt „morfologii narodu”, gdzie ukazane zostały wszystkie najważniejsze elementy składające się na Amerykę i jej mieszkańców. Być może takie po prostu było założenie Wałkuskiego.

Pomijając jednak wady książki, które z pewnością nie każdemu będą one przeszkadzać, trzeba przyznać, że czyta się ją wspaniale. Dobrze napisana, bogata w ciekawostki pozwala miło spędzić dwa-trzy wieczory i z pewnością jest lekturą godną polecenia. Dzięki pracy Wałkuskiego czytelnik może poczuć ducha Stanów Zjednoczonych. Jego książka jest nim bowiem przesiąknięta od pierwszej do ostatniej strony.

Xiegarnia.pl Patrycja Chajęcka, 2012-11-27


„Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego jest pozycją ciekawą. Zawiera w sobie informacje oparte na doświadczeniu i obserwacji autora jako korespondenta Polskiego Radia
w Waszyngtonie.

Tytuł i przednia część okładki dobrze ze sobą współgrają i korespondują (możemy tu zobaczyć wałek do ciasta i amerykańską flagę, co nietuzinkowo razem wygląda.

Pozycja jest wciągająca, da się ją czytać i to ze zrozumieniem po całym męczącym dniu, jako relaks, czas tylko dla siebie. Pewnym utrudnieniem w odbiorze mogą być jedynie zwroty angielskojęzyczne, dla osób tego języka nie znających. Zdziwić początkowo też może niestandardowa czcionka, do której jednak po chwili można się przyzwyczaić.

Dzięki tej pozycji możemy poznać USA trochę od innej strony niż ta pokazywana
w programach informacyjnych czy serialach. Mimo wszystko jest tu duża baza subiektywnego spojrzenia, bo być może i sam autor inaczej by patrzył na ten kraj, gdyby jednak zamieszkał przy Columbia Pike. Autor odwołuje się jednak również do twierdzeń innych ludzi (nie tylko do własnych doświadczeń), którzy pisali o tymże państwie i jego mieszkańcach, a także do danych statystycznych.

Pozycja ta może się przydać dla tych, którzy chcieliby poznać lepiej ten zróżnicowany kraj, przygotowują się do podróży do niego, albo może przygotowują prezentację na pedagogikę porównawczą (mogą tu znaleźć kilka ciekawych informacji o szkołach w USA na podstawie doświadczeń autora i jego syna), choć ilość informacji nie jest byt duża.

Pozycja zawiera również bibliografię, co oczywiście jest jej atutem i wskazuje, że choć
w pewnej części oparta o własne przeżycia i doświadczenia, odnosi się również do poglądów
i informacji spostrzeżonych i opisanych przez inne jednostki.

Życzę przyjemnej lektury w te coraz dłuższe wieczory :)

swiatairi.blogspot.com Airi, 2012-11-26


Zrozumieć Amerykę M.Wałkuski, "Wałkowanie Ameryki", Wydawnictwo Helion, Gliwice 2012 Dorota Sierakowska: Książka Marka Wałkuskiego to jedna z tych pozycji, które można określić jako książkę dla każdego ciekawego świata czytelnika. "Wałkowanie Ameryki" to kompleksowa, pasjonująca opowieść o Stanach Zjednoczonych - jednym z najważniejszych kulturowo państw na współczesnej mapie świata. Lekkie pióro wieloletniego dziennikarza radiowej Trójki sprawia, że książka wciąga już od pierwszych zdań.
Marek Wałkuski bierze pod lupę amerykańskie społeczeństwo, konfrontując z rzeczywistością popularne w Polsce stereotypy dotyczące Amerykanów. Czytając jego książkę, poznamy portret statystycznego mieszkańca USA i dowiemy się, dlaczego ludzi w tym kraju cechuje sztuczny optymizm i czy faktycznie nie grzeszą inteligencją. Dowiemy się także, jakie Amerykanie mają podejście do takich kwestii jak patriotyzm czy posiadanie broni. Przekonamy się, do czego prowadzi tak głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze dążenie do wolności każdego obywatela. Poznamy też Amerykę od strony jej różnorodności kulturowej - dowiemy się, jak odnajdują się w tym kraju mniejszości narodowe, w tym Polacy.

"Wałkowanie Ameryki" to pozycja dla szerokiego kręgu odbiorców, która dostarcza wielu ciekawych informacji dotyczących Stanów Zjednoczonych - pozwala lepiej poznać ten kraj i zrozumieć postawę jego mieszkańców.

Gazeta Wyborcza Dorota Sierakowska, 2012-11-22


Przed lekturą Wałkowania Ameryki moje pojęcie o Stanach Zjednoczonych było bardzo nikłe. Barack Obama ze swoimi planami tarcz antyrakietowych, misje kosmiczne NASA, hamburgery* (a co za tym idzie - otyłość) i Amerykanie z nieodłącznym uśmiechem i zapewnieniem, że "jest świetnie"... Aby wyzbyć się myślenia stereotypowego i rozszerzyć swoją wiedzę postanowiłam "przewałkować" książkę Marka Wałkuskiego (ciekawe czy tytuł celowo nawiązuje brzmieniowo do nazwiska autora). Lektura okazała się - zresztą zgodnie z moimi oczekiwaniami - niezwykle interesująca.

Marek Wałkuski jest korespondentem radiowej Trójki oraz Polskiego Radia w Waszyngtonie. Przez pewien czas po przeprowadzce do Dystryktu Kolumbii adaptował się do funkcjonowania w społeczeństwie jakże innym od europejskiego, przez co autorowi nie brak świeżego spojrzenia, a czasem - zadziwienia. Temat został ujęty niemal kompleksowo. Autor omówił amerykański odpowiednik Jana Kowalskiego czyli statystycznego Amerykanina oraz jego wszelkie możliwe warianty etniczne czy wyznaniowe (Stany Zjednoczone sprzyjają powstawaniu nowych kościołów, nawet tak dziwnych jak Kościół Eutanazji czy Stowarzyszenie Aetheriusa, które wyznaje kult kosmosu, z którego Ziemia czerpie energię i skąd przybędą mistrzowie ratujący świat). Dokonał analizy języka amerykańskiego, przybliżył czytelnikowi muzykę country, zagłębił się w kwestie patriotyzmu oraz szeroko pojętej wolności, a także rozważał po co Amerykanom broń i czy ogólny dostęp do niej ma wpływ na skalę przestępczości w kraju.

Czytając Wałkowanie Ameryki zostałam dosłownie zalana informacjami, są one jednak podane w bardzo przystępnej formie, dzięki czemu książkę czyta się z ogromną przyjemnością. Niestety Wałkuski nie rozwiał wszystkich moich wątpliwości - fenomen XXL (nazwałam tak zamiłowanie do ogromnych porcji żywnościowych, np. powiększonych zestawów w sieciach fastfoodowych czy specyficznego pojęcia słowa "mini"**) nadal pozostał dla mnie zagadką. Nie zmienia to jednak faktu, iż Wałkowanie Ameryki jest prawdziwą kopalnią wiedzy o Stanach Zjednoczonych, ukazującą ich niezwykłą różnorodność i odmienność względem Europy. Czy u nas możliwa byłaby instytucja kościoła dla zmotoryzowanych, w którym uczestnicy ceremonii pobierają na wstępie samoobsługowe zestawy do komunii świętej?

Zapraszam do lektury!

poczytajka.blogspot.com poczytajka


Z czym kojarzą nam się Stany Zjednoczone? Wielkie samochody, ogromne przestrzenie, przepiękne krajobrazy, olbrzymie parki narodowe, swobody obywatelskie, wydajny aparat sądowniczy, jeansy Levis'a, muzyka country, Wall Street, Statua Wolności, renomowane uczelnie, McDonald's, Coca-Cola itd.

Każdy ma pewne wyobrażenia o tym kraju, o mentalności ludzi iich zachowaniach, o sposobie na życie, o jedzeniu, o polityce, , , szkolnictwie, religii i wielu innych. Najczęściej nasza opinia o Ameryce jest wykreowana poprzez hoolywodzkie produkcje filmowe, głupkowate reality show czy doniesienia serwisów plotkarskich o życiu gwiazd.

Marek Wałkuski to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie, który spędził w tym kraju ponad 10 lat. Dzięki temu miał możliwość poznania kultury i mentalności Amerykanów od środka. Żyjąc w obcym państwie przez tak długi okres można wiele rzeczy zaobserwować, zrozumieć, doświadczyć na własnej skórze. Dlatego "Wałkowanie Ameryki" to bardzo ciekawa pozycja opisująca realne sytuacje, wydarzenia z życia codziennego. Nie ma tam suchych teorii i zasłyszanych opinii czy utartych stereotypów.

Pierwsze rozdziały początkowo przerażają ilością różnych liczb, procentów i statystyk. Można powiedzieć, że czułem się jakbym czytał fragmenty rocznika statystycznego. Jednak po dalszej lekturze doceniam sens umieszczenia ich w książce. Doskonale tłumaczą i wyjaśniają niektóre zachowania i obyczaje Amerykanów. Zestawiają i ukazują różnorodność etniczną, kulturalną, obyczajową, a dodatkowo wyjaśniają różnice w wychowaniu czy edukacji.

Autor książki porównuje Amerykę i Polskę i uwypukla różnice w mentalności oraz zachowaniu poszczególnych obywateli. Stany Zjednoczone to system edukacji oparty głównie o wiedzę praktyczną a nie "pamięciówkę", całkowity rozdział władzy państwowej od kościoła, stanowienie precyzyjnego i logicznego prawa (bez bubli), tolerancyjne podejście do czyjejś odmienności, poszanowanie flagi i symboli narodowych itd.

Książka odpowiada na główne pytania jakie zadają sobie Europejczycy: "Jakie są Stany Zjednoczone?", "Jak się tam żyje statystycznemu John'owi Smith?", "Dlaczego jest tak wielkie poparcie dla broni?" czy też "Skąd taka ogromna miłość do swojego kraju i przekonanie o wyjątkowości?".

Lektura ta to wielka przyjemność czytania. Nie ma tu ocen czy opinii o tym kraju, a jedynie w bardzo rzetelny sposób przedstawione obserwacje i fakty. Autor doskonale pokazuje i tłumaczy, dlaczego niektóre "polskie afery" wywołane nietaktem Amerykanów to tylko szum naszych mediów, a nie prawdziwe i celowe działania amerykańskich polityków. To tylko My Polacy myślimy, że wszyscy powinni wiedzieć o każdej naszej nawet najdrobniejszej uroczystości czy rocznicy oczekując życzeń i listów.

Żałuję, że książka powstała tak późno. Będąc w 2004 roku w Stanach wielu rzeczy nie musiałbym się domyślać lub dopytywać. Uważam, że każda osoba wyjeżdżająca na dłużej do USA powinna przed wyjazdem ją przeczytać. Pomoże ona zrozumieć mentalność miejscowych oraz realia życia w tym olbrzymim i ciekawym kraju, zamieszkiwanym przez bardzo różnych ludzi.

Gorąco polecam.

lkedzierski.com 2012-11-19


Czym jest Ameryka? Supermocarstwem, ostoją demokracji, czy może krajem pełnym zwariowanych ludzi, którym wszystko wolno? Na temat Stanów Zjednoczonych krąży wiele opinii i żartów.

Jak jest naprawdę? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Marek Wałkuski - korespondent Polskiego Radia, od 10 lat mieszkający w Waszyngtonie.

„Wałkowanie Ameryki” to swego rodzaju skarbnica wiedzy o Ameryce. Już od pierwszych stron mamy pewność, że autor niezwykle starannie i rzetelnie przygotował się do napisania tej książki. W dużej mierze opiera się ona na danych statystycznych, dzięki którym dowiadujemy się praktycznie wszystkiego o przeciętnym amerykańskim Kowalskim. Książka zawiera 13 rozdziałów - każdy z nich dotyczy innego aspektu życia w Ameryce. Szczególnie interesujące są rozdziały poświęcone relacjom rasowym, religijności oraz szeroko rozumianej amerykańskiej wolności.

Wałkuski, będąc osobą na stałe mieszkającą i pracującą w Waszyngtonie, poznał na wylot wszelkie zachowania Amerykanów. W nasze ręce oddał książkę, w której przedstawia osobiste spostrzeżenia na temat Stanów Zjednoczonych. Nie ukrywa, że darzy ten kraj życzliwością i chce abyśmy i my spojrzeli na niego bardziej przychylnie. Jednocześnie stara się nie oceniać tego, co widzi. Nie koloryzuje i nie unika pisania o wadach amerykańskiego społeczeństwa.

Sięgając po tę książkę, spodziewałam się humorystycznej opowieści o życiu w Ameryce. Liczyłam na wiele anegdot, które miały potwierdzić mój stereotypowy wizerunek Amerykanów. Zamiast tego, trzymałam w rękach suchą opowieść o Stanach Zjednoczonych. Początkowo czułam się przytłoczona ilością niezwykle szczegółowych danych statystycznych i tak naukowym podejściem do tematu Jednak z każdą kolejną stroną coraz bardziej fascynował mnie opisywany świat. Dzięki tej książce po raz pierwszy spojrzałam na Amerykę z podziwem.

Czy autorowi udało się zatem osiągnąć zamierzony cel? Wydaje mi się, że tak. Stany Zjednoczone to kraj niezwykle zróżnicowany, tak bardzo inny od Polski. Dzięki Wałkuskiemu możemy dowiedzieć się, co tak naprawdę oznacza ta „inność” i w pewnym momencie zaczynamy czuć sympatię do Amerykanów, którzy być może wcale nie są tacy głupi za jakich ich mamy.

dlaLejdis.pl Agata Woźniak, 2012-11-17


Ameryka i jej mieszkańcy to bardzo często w naszym mniemaniu naród zadzierający nosa z bogatymi ludźmi, którzy mogą wszystko, wtrącają się we wszystko, mieszkają w ogromnych domach, jeżdżą dużymi samochodami a przy okazji są niedouczonymi ignorantami. Z drugiej jednak strony wiele osób ma przed oczami ten tzw. "American dream" i jedyne o czym marzy, to zniesienie wiz dla Polaków i wyjazd do kraju mlekiem i miodem płynącego.

Jaka jest prawda? Kto ma rację? Jak rzeczywiście wygląda życie przeciętnego Amerykanina i czy żyje on w luksusie? Osobie, która obserwuje z daleka ciężko tak naprawdę stwierdzić jak wygląda życie w Ameryce od kuchni, bo z odległości, wszystko zawsze wygląda lepiej. W końcu jeden dolar to ok. czterech złotych, więc dlaczego miałoby być tak źle? Przecież to istny raj! Wystarczy spakować manatki, wyjechać no i żyć i nie umierać!

Autor książki mieszka w Ameryce od wielu lat. Marek Wałkuski jest korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie, więc miał okazję odwiedzić różne zakątki tego kraju. Dzięki temu posiada informacje z wiarygodnego źródła jakim jest samo życie. Dzięki obserwacjom, wyjazdom, rozmowom z innymi i własnemu doświadczeniu stworzył książkę, która sprawia, że my, jako odbiorcy, staramy się Amerykę zrozumieć. Pan Marek "przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju, patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przed wielu >>mędrców<< schyłek Ameryki".

Dzięki tej lekturze dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy, wśród których znajdują się takie tematy jak: patriotyzm, edukacja, posiadanie i użytkowanie broni, muzyka country, religia, samochody i kierowcy, Polska w Ameryce, przeciętny Smith konta przeciętny Kowalski a także wiele, wiele innych!!

Ten tytuł polecam każdemu! Fantastyczne źródło wiedzy na temat kraju zza oceanu, w którym znajdziemy całą masę ciekawostek o których wcześniej nie miałam pojęcia. Przystępny język, lekkie pióro autora, ciekawy temat - to wszystko składa się na lekturę, z którą naprawdę miło spędziłam czas. Pozycja ta trafia na moją listę bestsellerów i dla odświeżenia wiedzy (która swoją drogą też jest najświeższa, bo autor pisze o wielu rzeczach, które miały również miejsce w tym roku) na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę! Jeżeli Ameryka Was fascynuje, na pewno nie zawiedziecie się na tej książce ;)

mipropiabiblioteca.blogspot.com 2012-10-24


Pisanie o Ameryce nie jest łatwym zadaniem. Wydaje się, że niemal wszystko zostało na ten temat już powiedziane. Dlatego, gdy otrzymałam do recenzji książkę Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki", nie spodziewałam się niczego odkrywczego. Jednak Wałkuski, na szczęście, nie stara się obalać mitów. Autor to wieloletni korespondent Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych, miał więc okazję osobiście poznać kulturę Stanów Zjednoczonych. Chwilami miałam wrażenie, że za dużo tam danych statycznych i liczb, a za mało przemyśleń autora, zwłaszcza na początku książki, ale książka szybko się rozkręca, a jej lektura pozwala na bliższe poznanie i zrozumienie przeciętnego Smitha, a raczej głównie faktu, że takowy nie istnieje...

Jachting 2012-11-01


Podobnie jak Pawlak, który w filmie Sami Swoi powiedział -" Taki był ładny, amerykański'' wszyscy nadal patrzymy na Stany Zjednoczone przez pryzmat stereotypów i dziwnych plotek. Dla jednych z nas Ameryka jest archetypem miejsca, w którym z pewnością osiągniemy sukces, jak również stanowi nasz wymarzony cel idealnej podróży. Dla innych zaś jest to obiekt nazbyt wylewnie okazywanych negatywnych uczuć, wyrażano często z niewytłumaczalnych powodów (np. jakim cudem oni są lepsi od nas, Polaków w tak wielu dziedzinach).

Marek Wałkuski postanowił raz na zawsze obalić funkcjonujące wśród nas stereotypy i pokazać Amerykę taką, jaką jest ona naprawdę, jednocześnie nie narzucając nikomu subiektywnych opinii. W tym celu korespondent Polskiego Radia napisał niebywale ciekawą i wydaje mi się ważną dla polskiej społeczności książkę, która pozwoli każdemu spojrzeć na Stany Zjednoczone w nieco inny sposób.

Ciężko jest przypisać "Wałkowanie Ameryki" do jednego gatunku literatury,gdyż znajdziemy tu wiele elementów związanych z ekonomią, socjologią,gospodarką, kulturą, życiem codziennym i wieloma innymi dziedzinami. Nie oznacza to jednak, że książkę tę czyta się długo i ciężko, niczym podręcznik szkolny. Marek Wałkuski w świetny sposób potrafi wplatać w tekst przeróżne dane i sprawiać, że nawet te najnudniejsze, np liczbowe nie utrudniają nam lektury, a jedynie poszerzają naszą wiedzę.

Prawdą jest, że "Wałkowanie Ameryki" jest książką, która bardzo szybko się zestarzeje. Za pięć, czy dziesięć lat gęsto nagromadzone dane i statystyki będą nieaktualne. Mimo to, jeśli wybieracie się w najbliższym czasie do Stanów Zjednoczonych, lub też jesteście po prostu ciekawi świata koniecznie zaopatrzcie się w tę pozycję. Marek Wałkuski nafaszeruje wasze głowy ogromem przydatnych informacji i da wam nowe, świeże spojrzenie na ten jakże intrygujący kraj. Polecam!

podwojne-zycie-z-ksiazka.blogspot.com Dominika Kacik, 2012-11-11


Temat USA wałkowany jest ostatnio z powodu wyborów prezydenckich, ale Marek Wałkuski, korespondent radiowej Trójki od lat poznaje ten kraj od podszewki. Wałkuje więc z wdziękiem i dziennikarskim pazurem! W „Wałkowaniu Ameryki" (Editio) opisuje życie codzienne, media, przestępczość, edukację, system polityczny. Powołuje się nie tylko na źródła, których jest bardzo dużo, ale też sprawdził te informacje w codziennym życiu. Świetna rzecz dla przyszłego dziennikarza, ale i kogoś, kto myśli o stosunkach międzynarodowych, amerykanistyce.

Cogito 2012-11-08


Przeciętny Amerykanin, powiedzmy James Smith, waży 88 kg przy 177,5 cm wzrostu. Z książki Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki" dowiadujemy się ponadto, że zjada rocznie 8 kg boczku i wypija 190 litrów napojów gazowanych. Jego droga z domu do pracy wynosi 25 km. A jeśli skończył podstawówkę, gimnazjum i liceum (bez studiów), to przez 12 lat przed rozpoczęciem lekcji 2 tysiące razy przysięgał wierność amerykańskiej fladze. Polski uczeń ironizuje za Muńkiem Staszczykiem, by „nie pluć na godło". I, oczywiście, pluje.

Tygodnik Angora 2012-11-11


Ameryka w oczach i uszach korespondenta Polskiego Radia Marka Wałkuskiego. Zadajemy sobie pytania czy jest to światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce , gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?

Autorem tej książki, która stara się odpowiedzieć na gąszcz wymienionych wyżej pytań jest redaktor Marek Wałkuski, dziennikarz radiowej trójki i wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie, który w charakterystyczny dla siebie dowcipny i przenikliwy sposób opowiada o życiu w Stanach Zjednoczonych i specyfice tego wielkiego kraju, z jego ogromną powierzchnią, liczbą mieszkańców, różnorodność kulturową, kontrastami społecznymi i wyzwaniami, jakie Ameryka stawia przed przybyszem z Europy i nie tylko.

Fakt jest taki, że o Ameryce krążą legendy, na podstawie których powielamy stereotypy, budujemy opinie o wielkości tego „narodu” choć w rzeczywistości niewiele o nim wiemy. W momencie kiedy usłyszałam wywiad promujący wydanie książki w radiowej Trójce od razu zapragnęłam ją mieć. Powodów było kilka, między innymi ogromna ciekawość jak to tak naprawdę w tej Ameryce jest, po wtóre ciekawość jaki oczami widzi ją dziennikarz, który spędził tam niemalże 10 lat. Czy będzie to obraz obiektywny czy raczej oparty na subiektywnych odczuciach człowieka, który na co dzień styka się z kompletnie inną kulturą.

Książka Wałkuskiego o tytule spokrewnionym z jego nazwiskiem tj. Wałkowanie Ameryki w dosłowny i przenośny sposób wałkuje ten kraj wszerz i wzdłuż. Jest to co prawda pozycja niewielkiego formatu ale za to z niesamowitą ilością treści, danych statystycznych, przykładów i opisów z rozwałkowaną flaga Stanów Zjednoczonych na okładce. Autor w wywiadach podkreślał, że nie przelał na papier jedynie obserwacji, spostrzeżeń ze swojego pobytu w Stanach, ale starał się pogłębić swoją wiedzę. Dziennikarz podkreślał również, że zależy mu na tym, by czytelnicy „Wałkowania..” poczuli amerykańskiego ducha, zrozumieli, jak się żyje w Ameryce.

Zamiast łatwego krytykowania Ameryki Marek Wałkuski stara się , aby odbiorca zrozumiał ten kraj. Pisze ciekawie, ale nie ogranicza się do samych ciekawostek. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu „mędrców” schyłek Ameryki.

Ta książka to dla mnie podróż w nieznane, jakby ponowne odkrywanie czegoś co niby wiem, że istnieje ale nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam czy analizowałam. Składa się z ona trzynastu odrębnych rozdziałów, w których odkrywamy po kolei kim jest przeciętny Smith, czym jest ichniejszy patriotyzm, po co Amerykanom broń, czym dla nich jest wolność a czym muzyka country, co z tą religią i rasizmem i wiele wiele innych istotnych i ważnych dla tego kraju kwestii. Niby każdy rozdział i podrozdział jest osobnym niezależnym omówieniem danego tematu, stereotypu ale autor to bardzo fajnie wplótł w relację z osobistej przygody obcowania z Ameryką, jaką miał przyjemność doświadczać przez ponad 10 lat. Na przykład opisując wybór miejsca zamieszkania czy szkoły dla syna opisał również problemy jakie napotkał po drodze, podał wskazówki jak sobie poradzić z tym czy owym, co jest moim zdaniem jest informacją bezcenną, szczególnie dla kompletnie nieświadomych przybyszy zza oceanu.

Z książki o Wałkowaniu Ameryki dowiedziałam się mnóstwo i tyle samo informacji mi z pewnością umknęło, gdyż jest ona tak bogata w informację, że nie możliwe jest przyswojenie aż tak dużej wiedzy zaledwie po jednorazowym przeczytaniu. Jednocześnie nie jest to tylko stos danych statystycznych ubranych w dodatkowe opisy. Jest to świetna opowieść przygodowo – odkrywcza napisana w świeży i lekki sposób przez co jest łatwo przyswajalna. Nie będę przytaczać setki przykładów, które totalnie mnie zaskoczyło i jednocześnie zmieniło obraz postrzegania Ameryki ale zdecydowanie będę do niej wracać często i gęsto.

kirzenska.wordpress.com Katarzyna Irzeńska


Książka „Wałkowanie Ameryki” wzbudzała we mnie w równym stopniu ciekawość, jak i rezerwę. Tytułowe wałkowanie, kojarzyło mi się z czymś żmudnym, może nudnym, dodatkowo wiedziałam, że nie będzie to książka podróżnicza.
A więc jaka?
W trakcie lektury, która- z ogromnej ciekawości zajęła mi tylko jeden dzień- zastanawiałam się jak określiłabym jej zawartość. Wymyśliłam, że jest to najciekawszy podręcznik socjologiczny, jaki przyszło mi czytać. Zanim zaczęłam, ktoś powiedział, że w książce jest dużo statystyk- to sprawiło, że lekturę odkładałam w czasie- ale dawno, a może nigdy, nie czytałam z ciekawością takiego nagromadzenia statystyk. Forma, w jakiej autor prezentuje nam omawiane zagadnienia (min. religia, edukacja, odżywianie, posiadanie broni, pojęcie wolności) jest przystępna, choć nie pozbawiona głębokiej analizy i odwołania do przeprowadzonych badań.
W trakcie lektury nie raz będziemy się zastanawiać, czy Stany Zjednoczone to „światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach? Ostoja wolności i demokracji, czy dżungla, gdzie przybysze sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni, aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni?”

Jeśli ktoś oczekuje jednoznacznej odpowiedzi, to się rozczaruje. Runie wiele naszych stereotypów, niejednokrotnie będziemy przecierać oczy ze zdumienia- sądząc, że mamy do czynienia z błędem drukarskim (zwłaszcza czytając rozdziały: „Wolność gwarantowana”, „Sam się obronię”, czy „Raj dla bogów”). Po 300 stronach będziemy wiedzieć sporo więcej, ale nadal nie będziemy w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytania dotyczące Ameryki.

Bo Ameryka taka właśnie jest- wielowymiarowa i trochę mniej oczywista niż nam się wydaje.
Doskonała książka. Porywająca, wzbudzająca ciekawość, zaskoczenie i refleksję o wiele głębszą, niż tylko: Odwiedzić, czy nie odwiedzić miejsce, które ktoś określił mianem- „brzydkiego kraju, który koniecznie trzeba zobaczyć” …
A najlepiej chyba- przeczytać tę książkę i skonfrontować to wybierając się do Stanów:)

http://mumagstravellers.blogspot.com/ 2012-10-22


Jak pozostałe imperia: Chiny czy Rosja, Stany Zjednoczone są krajem innym. Dla nas, operujących stereotypami, że Amerykanie to ignoranci, że wszyscy chodzą z bronią, że tylko gonią za pieniądzem, a w wolnym czasie Murzynów biją, są krajem dziwnym, niezrozumiałym, czasem śmiesznym. Nieprawda, że to nie jest kraj dla starych ludzi, jak twierdzą w tytule swego filmu bracia Coen. To jest kraj dla starych ludzi, to w ogóle jest kraj dla ludzi. Kraj doskonale zorganizowany, w którym życie jest łatwiejsze niż gdzie indziej. A że nie znają języków obcych - nie muszą, swój wystarcza. Nie wyjeżdżają - nie ma potrzeby, to cały świat zjeżdża do nich. To kraj ludzi praktycznych, dobrze zorganizowanych i bardzo tolerancyjnych dla różnorodności. Wolny kraj, wolnych ludzi wyznających zasadę „żyj i daj żyć innym". Kraj, gdzie prawie każdy wierzy w jakiegoś boga, a państwo doskonale separuje się od Kościoła. No i kraj - kierowców raj. Z szerokimi ulicami, wielopasmowymi autostradami, z samochodowymi kinami, bankami, a nawet domami pogrzebowymi... Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia, z dziesięcioletnim stażem w USA, w swej książce będącej połączeniem encyklopedii i bedekera w bardzo przystępny sposób wyjaśnia, jak ta wieża Babel funkcjonuje. Bardzo ciekawe i bardzo przydatne.

Tygodnik Angora Bogdan Wojdyła, 2012-11-04


Kiedyś dawno, dawno temu, za górami, za lasami i jednym oceanem, pewna rozczarowana europejskim zepsuciem, hipokryzją i nepotyzmem wróżka, postanowiła stworzyć całkiem nowe społeczeństwo. Państwo, w którym każdy człowiek będzie równy wobec prawa, gdzie dobrobyt będzie gościł w każdym domostwie, a religia stanie się indywidualną sprawą każdego obywatela. Czy to czary i magia legły u podstaw USA? Czy może jednak opowieść o dzielnym Krzysztofie Kolumbie i jeszcze dzielniejszych angielskich pielgrzymach jest tą właściwą opowieścią eksplikującą powstanie Stanów Zjednoczonych Ameryki? Sprawę przesądziły ostatecznie źródła historyczne i za prawdziwą uważa się wersję drugą, lecz fakt pozostaje faktem – kraj Jerzego Waszyngtona jest (prawie) zrealizowanym marzeniem o prawdziwie demokratycznej społeczności. Itaką południowoamerykańskich, azjatyckich, afrykańskich a także europejskich imigrantów. Marek Wałkuski, wieloletni korespondent Polskiego Radia, który ma to szczęście (tak, tak mówimy o szczęściu i to podwójnym, bo przecież wiza w przypadku obywatela Polski to jeszcze kwestia przypadku) mieszkać i żyć w Ameryce. A życie to z wielkim optymizmem i zapałem opisał w swojej książce „Wałkowanie Ameryki”. W publikacji po którą zaprawdę warto sięgnąć jeśli: byłeś lub wybierasz się do Stanów, jeśli kochasz lub nienawidzisz Stany lub po prostu lubisz literackie podróże z sporą dawką niebagatelnego humoru (właściwe podkreślić!).

Książka Wałkuskiego to kompendium wiedzy o współczesnej Ameryce. W trzynastu rozdziałach autor porusza najważniejsze kwestie dotyczące Stanów, m.in. prawo do posiadania broni, relacje rasowe, trudności językowe tego wieloetnicznego państwa, prawo do wolności wypowiedzi i wyznania, a nawet idee muzyki Country. Na kartach książki znalazło się także miejsce na szeroko pojętą tematykę polską – od polish jokes, przez Puławskiego do Brzezińskiego. Od Kwaśniewskiego do Sikorskiego. Reporter sporo miejsca poświęca przede wszystkim jednak przeciętnemu Amerykaninowi. Statystyka zdaje się być głównym jego orężem w literackich zmaganiach:

„W typowym [amerykańskim – M.D.] domu znajdują się zwykle dwie łazienki. Amerykanin spędza w nich średnio pół godziny dziennie, z czego około 10 minut poświęca na kąpiel. Większość Amerykanów sika pod prysznicem, a tylko co piąty śpiewa. Po załatwieniu potrzeb fizjologicznych przeciętny Joe składa papier toaletowy zamiast go zgniatać”.

Przeciętny Amerykanin w oczach polskiego korespondenta to osoba nad wyraz uczynna, bezinteresowna, tolerancyjna i wierząca. Wiara jednakże nie jest monolityczna, lecz wręcz przeciwnie – wielkim i trudnym do skategoryzowania pojęciem. Bo oprócz religijnych pewniaków, takich jak katolicyzm, protestantyzm, czy islam, w Stanach można znaleźć także wyznawców Kościoła Eutanazji, którego głównym założeniem jest idea, że na świecie jest zbyt wiele ludzi i dlatego warto poddać się eutanazji… Lub przyjemniej – kościół, którym główną doktryną jest pozytywna seksualność. Ale nie ważne w co się wierzy (co ciekawe wszystkie – nawet najbardziej kontrowersyjne religie mają prawo bytu i nikt za oceanem nie nazwie ich sektą), ważny jest już jest sam akt wiary. Ludziom niewierzącym po prostu się nie ufa. Dlatego każdy urzędujący i przyszły prezydent Stanów kończy swoje przemówienie słowami „Boże, pobłogosław Stany Zjednoczone Ameryki”.

Wałkuski na kartach swojego reportażu przekonuje, że to właśnie idee protestantyzmu były główną składową sukcesu Ameryki, a w szczególności zaś zasada predestynacji. Ponieważ Amerykanie cenią sukces i poważają tych, którym się powiodło, spełnianie dobrych uczynków, wspomniana już wyżej bezinteresowna pomoc, altruizm jest dowodem na to, że to właśnie nas Bóg wybrał. Naszym szczęściem dzielimy się z innymi. Powodzenie w życiu jest dowodem wyjątkowości, co za tym idzie ideologiczna podstawa takiego myślenia dała bardzo mocne fundamenty współczesnemu kapitalizmowi. Jednak prosperita kraju Baracka Obamy ma również drugą, bardzo mocną podstawę – pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji, która oprócz gwarancji wolności słowa daje przeciętnemu obywatelowi także możliwość ochrony przed prześladowaniem ze strony władzy. Indywidualne podejście do każdego obywatela, świadomość własnej wartości, to bardzo mocne i rzetelne argumenty, które, jak słusznie zauważa autor, dają Stanom realną przewagę nad Chinami. Kapitalizm z uwzględnienia odrębności każdego ludzkiego bytu, zdaniem Wałkuskiego, lepiej się sprawdza.

W „Wałkowaniu Ameryki” ciekawostka goni ciekawostkę. Czasami czytelnikowi brakuje aż tchu. Nadmiar informacji po kilku stronach zaczyna być nużący, lecz po kilku głębokich oddechach (lub filiżance dobrej kawy) czytelnik znów z wielką rozkoszą sięga po książkę. I choć korespondent Polskiego Radia z bezkrytycznym optymizmem podchodzi do wszystkiego co amerykańskie (jak chociażby moderowanie komentarzy na stronie internetowej „New York Times’a”, co dla mnie osobiście jest sprawą dość kontrowersyjną) to trudno odmówić mu racji, że w kraju Hemingway’a można się zakochać. Zakochać się i to się po uszy. A dobra wróżka – no cóż – może i dla mnie również wyczaruje kiedyś wizę. Trzymam mocno kciuki.

lekturyreportera.pl Monika Długa


Z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę Marka Wałkuskiego opowiadającą o kraju, do którego wyjechał, w którym się zadomowił i z którego relacjonuje najważniejsze wydarzenia. Tekst właściwy książki rozpoczyna się od zdania: „W styczniu 2002 r. zostałem oddelegowany do Waszyngtonu jako korespondent Polskiego Radia” (s. 13). Wielu słuchaczy Trójki zapewne pamięta ten moment.
Ja przynajmniej bez trudu przypominam sobie telefonujące do radia osoby, które nie ukrywały żalu i poczucia, że pożegnanie dziennikarza to koniec pewnego etapu w historii ulubionej stacji. Nie ukrywam, że sama jako wierna słuchaczka podzielałam ów żal.

Z zainteresowaniem więc sięgnęłam po książkę Marka Wałkuskiego opowiadającą o kraju, do którego wyjechał, w którym się zadomowił i z którego relacjonuje najważniejsze wydarzenia. Tytuł publikacji jest zdecydowanie niebanalny – z jednej strony dowcipnie nawiązuje do nazwiska autora, z drugiej sugeruje, że mit Ameryki zostanie i podtrzymany, i krytycznie zrekonstruowany zarazem. Tak dzieje się faktycznie. Wałkuski, to trzeba przyznać, opowiada zajmująco – świetnie dobiera odpowiednie dane, pokazuje charakterystyczne wyznaczniki kulturowe, zestawia to, co jednostkowe, z tym, co globalne, przygląda się różnicy, odsłaniając jednocześnie tkwiącą w niej wspólnotowość, wreszcie zgrabnie miesza własne doświadczenie z wiedzą nabytą za sprawą lektur i opowieści innych ludzi.

W efekcie mamy do czynienia z intrygującym połączeniem wspomnień i obserwacji z pierwszej linii frontu ze znakomicie przygotowaną dokumentacją dotyczącą historii, obyczajów, zachodzących zmian społecznych, a wszystko to w eseistycznym, trzymającym w napięciu i niebanalnym stylu. Równowagę tę warto docenić w szczególny sposób, bowiem wielu autorom nie udaje się jej zachować – epatują wówczas sobą lub przesadzają z informacjami zapośredniczonymi.

Na uwagę zasługuje również wielość podjętych przez Wałkuskiego tematów. Uważny czytelnik może dowiedzieć się i w jaki sposób komunikują się Amerykanie (zaakcentowano optymizm i uprzejmość), i jak dbają o prawo do wyrażania własnych poglądów (łącznie z głoszeniem tych niepopularnych oraz z zakładaniem grup religijnych, które w naszej kulturze zyskałyby miano sekt), i jak wielką przyjemnością może być w Stanach Zjednoczonych jazda samochodem (brak biurokracji jako atut i świetne drogi), i tego, kto obecnie słucha country oraz dlaczego banalny tekstowo przekaz może mieć wydźwięk polityczny (zniszczenie płyt popularnego zespołu w akcie protestu przeciwko krytyce prezydenta), i jak to się dzieje, że religijność (ateista nie mógłby zostać prezydentem USA) oraz wszechobecny patriotyzm nie kłócą się z tolerancją, akceptacją dla różnorodności, poszanowaniem wolności, i o tym, jak doszło do tego, że getta podtrzymujące biedę i wykluczenie znajdują się w centrach miast, a najbogatsi zamieszkali na przedmieściach. Długo można by jeszcze wymieniać.

Kolejną listę arcyciekawych wątków dałoby się też stworzyć odnotowując ciekawostki, tworzące rejestr specyfiki kulturowej (np. fakt, iż Amerykanie w przeciwieństwie do Polaków nie świętują rocznic swoich klęsk). Wałkuskiemu udaje się nie tylko sportretować niejednoznaczność Ameryki, ale również pokazać źródła jej siły wynikające m.in. z przywiązania do indywidualności przy jednoczesnym dużym uwrażliwieniu społecznym, bycia światowym liderem w dotowaniu nauki (sic!) czy poszanowania idei wolności i równości. Kończąc lekturę tej książki chciałoby się poprosić autora o jeszcze. Bogactwo tematów czeka, a „wałkowanie Ameryki” w taki sposób tylko podsyca czytelnicze apetyty.

biznes.onet.pl 2012-10-28


Żyją tu ludzie, którzy przygotowują się na sądny dzień, gromadząc zapasy żywności i broni oraz zamieniając domy w twierdze. Są też tacy, którzy konstruują katapulty, by móc strzelać dynią do celu - tak o USA pisze Marek Wałkuski w „Wałkowaniu Ameryki". I od razu dodaje, że powielanie tego typu osobliwości przez media tworzy wypaczony obraz Ameryki. Do tego dochodzą stereotypy - „że wszyscy Amerykanie kochają broń, że ich Bogiem jest pieniądz, że są ignorantami oraz egoistami". Jaka zatem jest Ameryka? Dużo bardziej skomplikowana. Choćby taki Waszyngton, do którego Wałkuski został oddelegowany jako korespondent Polskiego Radia. Gdy spojrzymy na niego z „góry" wydaje się jednością. Po chwili dostrzeżemy jednak, że monolitem nie jest. Składa się z Waszyngtonu właściwego, czyli DC (District of Columbia) oraz dwóch innych części znajdujących się w dwóch(!) stanach. „Podlega więc trzem systemom prawnym i administracyjnym. (...) W Dystrykcie Kolumbii legalne są małżeństwa osób tej samej pici, w Maryland trwa walka o ich zalegalizowanie, a Wirginia nie uznaje tego typu związków" -to tylko jeden z przykładów owego pokomplikowania spraw. I w taki oto sposób Wałkuski - dowcipnie, ze swadą, a także krytyczną życzliwością - prowadzi nas meandrami amerykańskiej rzeczywistości. Z owego wielonarodowego tygla wybiera, co ciekawsze dania i przyprawy. Wyjaśnia i rozwikłuje—Lepiej niż wielu amerykanistów. By jednak zrozumieć Amerykę trzeba się tam wybrać, oczywiście wcześniej czytając „Wałkowanie".

Dziennik Polski DMA, 2012-10-20


Gorąco zachęcam do przeczytania książki Marka Wałkuskiego – "Wałkowanie Ameryki". Wydawać by się mogło, że dziennikarze radiowi zajmują się rzeczywistością dość pobieżnie, tak na potrzeby minutowej korespondencji. Wałkuski jest zaprzeczeniem tej tezy. On zna Amerykę lepiej niż wielu tzw. amerykanistów.

Książka jest ciekawa, dowcipna, a przy okazji bardzo solidnie udokumentowana.

Wszystkim, którzy zdążą przed wyborami prezydenckimi do niej zajrzeć, łatwiej będzie zrozumieć werdykt, który zapadnie 6 listopada. Co by się nie zdarzyło.

mareksiwiec.natemat.pl 2012-10-19


Światowe supermocarstwo czy kolos na glinianych nogach?

Ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? Przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Neutralne światopoglądowo państwo czy kraj fanatyków religijnych? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie? Inteligentni, życzliwi, otwarci, bezpośredni i optymistyczni? A może niedouczeni, zarozumiali, ograniczeni, nietolerancyjni i aroganccy? Otwarci na świat czy zaściankowi? Pewni siebie czy zakompleksieni? Książka "Wałkowanie Ameryki" ukazuje ten fascynujący, pełen kontrastów kraj oraz jego zróżnicowanych pod względem etnicznym i wyznaniowym mieszkańców.

Marek Wałkuski, nazywany przez słuchaczy "Wałkiem", to znany dziennikarz radiowej "Trójki" i wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie. W "Wałkowaniu Ameryki" w charakterystyczny dla siebie, pełen humoru i przenikliwy sposób opowiada o życiu w Stanach Zjednoczonych. Ukazuje specyfikę tego państwa - z jego ogromną powierzchnią, wielką liczbą ludności, mnogością kultur i nierównościami społecznymi. Odnalezienie się w tym świecie może być dla przybysza z Europy nie lada wyzwaniem. Marek Wałkuski unika łatwego krytykowania. Stara się, aby czytelnik zrozumiał USA. Pisze interesująco, ale nie ogranicza się do samych ciekawostek. Przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. Patrzy na Stany Zjednoczone z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przez wielu "mędrców" schyłek Ameryki.

Onet.pl - Kultura 2012-10-15


Przywykliśmy uważać Amerykanów za grubasów i dziwaków, którzy na dodatek mylą Poland z Holland. Z mitami narosłymi wobec kraju "najlepszego keczupu na świecie”, w książce "Wałkowanie Ameryki" rozprawia się korespondent Polskiego Radia ze Stanów.
Marek Wałkuski i Justyna Dżbik - Chciałem obronić Amerykę przed stereotypami, uproszczeniami i krytyką, bo przez ostatnie lata ten kraj stał się takim chłopcem do bicia. W wielu wypadkach wynikało to z niezrozumienia – wyjaśniał Marek Wałkuski w Czwórkowym "Poranku OnLine".

W książce "Wałkowanie Ameryki" dziennikarz rozprawia się ze stereotypem Ameryki jako kraju pełnego zadufanych w sobie, a przy tym niezbyt rozgarniętych ludzi, nie mających pojęcia o tym co się dzieje na świecie.

- Wskaźnik inteligencji przeciętnego Amerykanina jest dokładnie taki sam jak Europejczyka. To, że na prowincji nie interesują się wydarzeniami światowymi wynika z tego, że dla nich, to jest nieistotne. Dla nich ważniejsza jest rodzina, religia, sport – wyjaśniał.

To co zafascynowało Marka Wałkuskiego w Stanach, to umiłowanie Amerykanów do indywidualizmu i wolności. To z tych dwóch wartości wynika amerykańska tolerancja dla wszelakiej maści dziwaków i przywiązanie do taniej benzyny oraz jazdy samochodem. – Amerykanie nie korzystają zbyt często z komunikacji zbiorowej, bo po pierwsze, jest ona tam słabo rozwinięta, po drugie ogranicza ich spontaniczność, zbytnio podporządkowuje rozkładowi – opowiadał gość Justyny Dżbik.

Dziennikarz zapewniał też, że dane na temat otyłości Amerykanów są przesadzone.

Polskie Radio Pr.3 (Trójka) 2012-09-18


Marek Wałkuski, w latach 1990 – 2002 pracował w Programie Trzecim Polskiego Radia, gdzie prowadził audycję „Zapraszamy do Trójki”. Robił to w charakterystyczny tylko dla siebie sposób, zyskując ogromne uznanie i sympatię słuchaczy, którzy nadali mu pieszczotliwą ksywkę „Wałek”. Od dziesięciu lat Marek Wałkuski jest korespondentem Polskiego Radia w Stanach Zjednoczonych i niejako na ten jubileusz sprezentował sobie książkę zatytułowaną „Wałkowanie Ameryki”.

Sprezentował sobie, ale przede wszystkim czytelnikom i Wydawnictwu Helion, bowiem ta opowieść radiowego korespondenta o Stanach Zjednoczonych ma wszelkie przesłanki do tego, by stać się bestsellerem czytelniczym. W olbrzymim skrócie można nazwać książkę „Wałkowanie Ameryki” amerykańskim niezbędnikiem lub jak kto woli: amerykańskim ABC. Na pewno powinien ją przeczytać każdy, kto w jakimkolwiek charakterze planuje odwiedzić USA. Ale i osoby średnio zainteresowane tym mocarstwem znajdą tu ogromną ilość wiedzy na jego temat o tyle wiarygodną, że podaną przez osobę przebywającą za oceanem wiele lat i racji pełnionej funkcji oraz pasji poznawczych zdążyła poznać tamtejszą rzeczywistość w wielu aspektach.

Te aspekty zawarte zostały przez Marka Wałkuskiego w trzynastu rozdziałach traktujących między innymi o religii, zróżnicowaniu etnicznym amerykańskiego społeczeństwa, wielości języków przez nie używanych (łącznie jest ich 327, a wśród nich także teksański… śląski), muzyce country. Jest też o zamiłowaniu Amerykanów do motoryzacji i ich przywiązaniu do prawa do samoobrony. Posiadanie samochodu i broni jest bowiem dla obywateli USA widomym świadectwem wolności, którą ten naród umiłował sobie ponad wszystko. Wolność i ogromny patriotyzm Amerykanów zdają się być leitmotivem opowieści Marka Wałkuskiego o Stanach Zjednoczonych i ich mieszkańcach, wśród których nie brakuje też ludzi z polskim rodowodem (Polakom tworzącym historię i dzień dzisiejszy USA autor poświęca odrębny rozdział). Dla wzmocnienia swoich obserwacji i przekonań na temat Ameryki i Amerykanów Marek Wałkuski przytacza dość często dane statystyczne oraz wyniki badań naukowych dotyczących danego zagadnienia. Także takie, które nie jest łatwo znaleźć w poważnych opracowaniach, jak choćby te dotyczące liczby Amerykanów… sikających pod prysznicem, a także nakładających rolkę papieru toaletowego tak, by papier rozwijał się do góry. Przy pomocy danych statystycznych polski korespondent kreśli portret przeciętnego obywatela USA, określa najczęściej występujące w tym kraju imię, nazwisko, średni wiek, cechy charakteru. „Wałkowanie Ameryki” to także, zwłaszcza dla czytelnika planującego emigrację za ocean, pożyteczny poradnik, w jaki sposób na przykład znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce zamieszkania (czy wiedzieli Państwo, że kod pocztowy może wskazywać rangę społeczną danej dzielnicy, a przez to jej mieszkańców?)

Wszelakie ciekawostki Marek Wałkuski podaje w charakterystyczny dla siebie sposób, czyli obrazowo, lekko i ze sporą dozą humoru (niektórych rozdziałów, jak choćby tego zatytułowanego „Przyjdź do nas, przeklęty grzeszniku” nie powstydziłby się najwytrawniejszy satyryk). Są też, oczywiście, quasi eseje utrzymane w poważniejszym tonie i o niemałej wartości merytorycznej (np. o historii polskiej emigracji, kształtowaniu się amerykańskiej tolerancji czy powstaniu Kościoła mormonów). Widać w nich, że poza lekkością pióra i zacięciem narracyjnym autor dysponuje ogromną znajomością tematu, popartą cytowanymi materiałami źródłowymi.

Polecając wszystkim lekturę książki „Wałkowanie Ameryki” namawiam Marka Wałkuskiego do napisania kolejnej. Może o jego przygodach jako amerykańskiego korespondenta Polskiego Radia? Myślę, że przytrafiły mu się takie jak ta opisana w omawianej książce, a będąca udziałem dziennikarza innej rozgłośni i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jestem przekonany, że Lektury Reportera obejmą ją, podobnie jak „Wałkowanie…” patronatem medialnym.

lekturyreportera.pl Krzysztof Krzak, 2012-10-11


Czy da się znaleźć statystycznego mieszkańca USA, zrozumieć jego postawy, podejście do religii i kwestii wolności? Da się. Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia, prześwietla supermocarstwo na swój, pełen dowcipu, sposób.

Marek co piątek w Trójce opowiada o Stanach Zjednoczonych. Z jego ust ten kraj aż kipi napadami na banki i innymi absurdami. Jednak w książce autor nie krytykuje, nie ogólnikuje. Stara się, aby czytelnik zrozumiał Amerykę — przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju. I pozwala znaleźć odpowiedzi na masę pytań: USA to ostoja wolności i demokracji czy dżungla, w której ludzie sami wymierzają sprawiedliwość? To przystań dla imigrantów czy miejsce, gdzie przybysze z zagranicy są obywatelami drugiej kategorii? Jakie naprawdę są Stany Zjednoczone? I jacy są Amerykanie?

Niezależnie od tego, na której stronie tę książkę otworzymy, opowieść Marka porywa natychmiast. „Wałkowanie Ameryki" skrzy się od anegdot, nieznanych powszechnie faktów i interesujących spostrzeżeń autora. Na każdy z poruszanych tematów ma wiele do powiedzenia. Szkoda tylko, że w książce brakuje zdjęć. Stany to przecież bardzo malowniczy kraj.

GAZETA OLSZTYŃSKA Ada Romanowska, 2012-09-29


Podstawy Stanów

Ciężko jest to sobie wyobrazić, ale powstała książka, która na Stany Zjednoczone patrzy sucho, bez emocji oraz negatywnych konotacji. Książka dzięki której niektórzy nieco przychylniej spojrzą na Amerykanów. Kto wie, może nawet ich polubią.

„Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego to pozycja napisana z perspektywy Polaka, który w USA mieszka, pracuje i wychowuje dzieci (autor książki na stałe osiedlił się w Waszyngtonie, jest korespondentem Polskiego Radia). Po kilku latach pobytu zdążył na wylot poznać zachowania, tradycje, zamiłowania i uprzedzenia Amerykanów i, jako dziennikarz, dokładnie je przefiltrować. Dlatego jest najbardziej kompetentną osobą do tego, aby pisać o ich inteligencji, formach spędzania wolnego czasu, upodobaniach kulinarnych, rodzinnych tradycjach oraz religijności. Dzięki perspektywie osoby współegzystującej z mieszkańcami USA materiał staje się bardzo wiarygodny. Szkoda tylko, że nie przyjął on formy reportażowej. Wałkuski przez znaczną część książki ogranicza się do wymieniania i podawania statystyk. Fakt faktem, że są to dane zebrane niezwykle rzetelnie. Podana na końcu „Wałkowania” bibliografia imponuje swoją obszernością. W kontekście książki są to informacje przydatne, jednak najbardziej interesujące są prywatne spostrzeżenia dziennikarza. Wałkuski nie skupia się bowiem jedynie na prozaicznych sprawach.

Porusza tematy patriotyzmu i dostępu do broni, wspomina o kwestiach prawnych oraz rasowych. Są też rozdziały poświęcone uzbrojeniu, gospodarce i kłopotom, z którymi boryka się wielkie mocarstwo. Czyli wszystko to, co, jedynie pobieżnie, możemy znać z mediów oraz książek Michaela Moore’a. „Wałkowanie Ameryki” przynosi więc zupełnie inną perspektywę. Czytelnik dowiaduje się jak to wszystko wygląda od środka i z czego tak naprawdę wynika. Ponadto Wałkuski nie wartościuje i nie poddaje się pokusie oceny. Stawia się w roli osoby trzeciej, która widzi zarówno wady, jak i zalety. A jako Polak zajmuje się także problematyką rodaków zamieszkujących Amerykę Północną. Wobec nich również nie wytacza jednoznacznych wniosków ubolewając jedynie nad powolną utratą tradycji i korzeni (w tym języka polskiego).

Mamy więc do czynienia z solidną publikacją, która w pewien sposób odziera Amerykę z mitów,
a samych Amerykanów przedstawia jako ludzi z sąsiedztwa, którzy wcale nie są tacy głupi, ani tacy otyli. Dziennikarz ewidentnie dobrze czuje się w USA i trochę tego dobrego samopoczucia przelał na „Wałkowanie Ameryki”. Podążając za nim czytelnik dowie się wszystkiego, co najważniejsze o mieszkańcach Stanów, utrwali język, dowie się kilku mniej oczywistych rzeczy, nabierze większej wyrozumiałości dla Amerykanów, a przede wszystkim przekona się, że ten diabeł wcale nie jest taki straszny.

Opętani Czytaniem Michał Baniowski


Ile waży przeciętny Amerykanin? Skąd zamiłowanie mieszkańców USA do posiadania broni? Jakimi są kierowcami? Z jakimi wyzwaniami muszą obecnie mierzyć się Stany Zjednoczone? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce dziennikarza radiowej Trójki, Marka Wałkuskiego zatytułowanej "Wałkowanie Ameryki" .

Dzieło Marka Wałkuskiego to zawarte zaledwie na 300 stronach, kompendium wiedzy na temat zwyczajów, przekonań i mentalności mieszkańców Stanów Zjednoczonych Ameryki. Autor przytacza liczne statystyki, badania naukowców oraz niezliczone anegdoty, by jak najbardziej przybliżyć czytelnikowi ten potężny kraj oraz jego niezwykle różnorodnych mieszkańców.

Książka nie jest typowym reportażem i trochę brakuje w niej bardziej robudowanej fabuły. Nagromadzenie statystyk, badań i zestawień może męczyć czytelnika i sprawiać, że treść momentami staje się trudniej przyswajalna.

Dla wszystkich miłośników kraju Wuja Sama, oraz dla tych, którzy chcą dowiedzieć się o jego mieszkańcach czegoś więcej niż tylko tego, że kochają fast foody i bejsbol, książka Wałuskiego będzie bez wątpienia cennym przewodnikiem i źródłem niezliczonych ciekawostek oraz ważnych informacji, bez których zrozumienie i pokochanie Ameryki, byłoby trudniejsze.

Przez autora przemawia sympatia do Stanów i ich mieszkańców, życzliwe spojrzenie na ich specyficzne zwyczaje i przekonania oraz fascynacja, która z każdą kolejną stroną udziela się także czytelnikowi.

Dziennik Gazeta Prawna; WPROST Anna Sobańda, 2012-10-04


Jak przeciętny Polak ma ratować się przed stereotypami? Jak ma nie umrzeć ze śmiechu na przykład po obejrzeniu teledysku do piosenki Toby’ego Keitha „Courtesy of Red, White and Blue (The Angry American)”? Co ma zrobić, aby przestać zżymać się obsesyjnie na „amerykański imperializm”, co tak chętnie czynią nasi politycy w sprawie wiz dla Polaków? Może na przykład poświęcić jeden dłuższy wieczór na lekturę „Wałkowania Ameryki”.

Marek Wałkuski, dziennikarz i wieloletni korespondent z Waszyngtonu, w swojej książce stara się powiedzieć o Stanach Zjednoczonych więcej, niż mogłyby pomieścić zwięzłe doniesienia radiowe. Z wielkim pożytkiem dla polskiego czytelnika. Polacy o Ameryce i Amerykanach wiedzą bowiem niewiele – zazwyczaj tyle, ile przekażą im media i popkultura. A Polskie media, bądźmy szczerzy, nie garną się do pogłębionych analiz spraw zagranicznych – w relacjach telewizyjnych czy radiowych po prostu nie ma na to miejsca, hollywoodzkie filmy zaś wypełnia jedynie amerykańska mitologia.

Część spośród mnóstwa statystyk i liczb, setek anegdot i ciekawostek przytoczonych przez autora na trzystu stronach książki może wydać się słabo udokumentowana lub wątpliwa, bo została podana jedynie w formie zasłyszanych informacji lub podpatrzonych sytuacji. Ale czy wszystko musimy brać tak serio? Autor dołożył starań i zakończył książkę bibliografią, jednakże chodzi mu o to, by czytelnik poczuł – i choć trochę zrozumiał – Amerykę, a nie zebrał o niej encyklopedyczną wiedzę.

Lektura książki sprawia, że staje się to możliwe. Nie znajdziemy w niej analiz politycznych ani historyjek z życia kolejnych prezydentów czy celebrytów, wyruszymy za to w podróż po stanowiącej tygiel etniczny i językowy współczesnej Ameryce. Autor wytłumaczy nam, czym dla Amerykanów jest flaga i dlaczego można ją palić. Dlaczego spłakane studentki zapalające znicze po tragicznych szkolnych strzelaninach chwalą się przechowywanym pod łóżkiem pistoletem i dlaczego obywatele Stanów powinni mieć prawo do obrażania prezydenta. Poczytamy też o megakościołach, muscle cars i Vietnamese Americans łowiących krewetki.

Książka Wałkuskiego to opowieść dla zwykłych Polaków o zwykłych Amerykanach – o ich życiu codziennym i ważnych dla nich wartościach. A gdybyśmy wiedzieli o nich przynajmniej tyle, ile przekazuje w książce autor, byłoby nam łatwiej zrozumieć, dlaczego Barack Obama w swoich wystąpieniach mówi tyle o klasie średniej, trosce o rodziny żołnierzy poległych w Iraku i Afganistanie, a także dlaczego uważa, że jednym z wielkich sukcesów jego prezydentury jest uratowanie General Motors.

Kultura Liberalna Ewa Serzysko


Marek Wałkuski udowadnia, że pisanie o Ameryce nie jest rzeczą łatwą. Co więcej – okazuje się, że branie obywateli USA jako frajerów jedzących tylko w fast foodach jest daleko idącym uproszczeniem. Tajemną wiedzą o kraju, do którego chcieliby wyjechać wszyscy polscy młodzi – wkurwieni pisze w książce “Wałkowanie Ameryki”.

Pierwsze problemy, jakie napotka człowiek chcący zamieszkać w USA to wybór adresu. I nie chodzi tu o to, że Amerykanie nie kupują z reguły mieszkań na własność, a wynajmują. Dla nich widok z okna jest ważny ale nie najważniejszy. To, gdzie mieszkasz wpływa na odbiór twojej osoby przez cały pozostały czas.

Kim w ogóle jest przeciętny Amerykanin, którego dla ułatwienia Wałkulski nazywa Smithem? Po co każdemu obywatelowi broń jak ma wolność słowa? I dlaczego większość namiętnie słucha muzyki country oraz czeka na finał Super Bowl. Autor stara się nam to wszystko jakoś wytłumaczyć.

Chociaż czasami się nie da. Związki polityczno – religijne, Barack Obama czy kaznodzieje, którzy pragną zbawić każdego napotkanego grzesznika. A i jeszcze ta amerykańska Wieża Babel, w której każdy mówi innym angielskim. Jak żyć, drogi korespondencie, jak żyć?

Brakuje mi tam jednak opowieści o McDonaldzie, Dzikim Zachodzie i bohaterach komiksów. Kiedy jednak, Drogi Czytelniku, chciałbyś dowiedzieć się czegoś o Ameryce Wałkuski jest dla Ciebie.

albecki.pl 2012-10-04


Ameryka prawdziwie "przeWałkowana"

Czy można "opowiedzieć” Amerykę? Znaleźć jej statystycznego mieszkańca, zrozumieć jego postawy, podejście do religii i kwestii wolności? Opisać paradoksy, prawo tworzone na precedensach? Odbyć z czytelnikiem podróż, w czasie której spotka się dziesiątki osobowości? Można.

Trzeba być jednak nie tylko świetnym dziennikarzem radiowym, ale także… pisarzem. To połączenie jest, oczywiście, możliwe. Oto kolejny dowód: Marek Wałkuski.
O ukazującej się właśnie książce "Wałkowanie Ameryki" pisze Michał Nogaś.

Kiedy samoloty uderzały w wieże World Trade Center, Marek przygotowywał się do kolejnego wydania porannego "Zapraszamy do Trójki”. Jego oczy, tak jak i oczy całego świata, zwrócone były wówczas na Stany Zjednoczone. Wtedy nie mógł nawet jednak podejrzewać, że za kilka miesięcy jego życie całkowicie się zmieni. " W styczniu 2002 roku zostałem oddelegowany do Waszyngtonu jako korespondent Polskiego Radia” – pisze w pierwszym zdaniu pierwszego rozdziału. Słuchacze Trójki – na wieść o tym – mocno posmutnieli, a Wałkuski zaczął przygotowywania do najważniejszego, być może, zadania w swoim życiu. Trzeba było nieco podszkolić język angielski – by móc swobodnie porozumiewać się nie tylko na ulicy, ale i na korytarzach Kongresu, wynająć mieszkanie, sprowadzić rodzinę, odnaleźć się w innej rzeczywistości. Słowem – stworzyć nowy dom. Dekadę później, w tym – już wcale nie takim nowym – domu, zaczął spisywać swoją opowieść o odkrywaniu Ameryki. Jako osoba niezwykle spostrzegawcza – miał o czym pisać.

Wiele rzeczy widać, oczywiście, gołym okiem. To, że Stany Zjednoczone są etnicznym tyglem, prawdziwą wieżą Babel, że do dziś można się tam zetknąć ze skutkami segregacji rasowej. Także to, że nigdzie na świecie, na terytorium jednego państwa, nie mieszka tylu wyznawców najróżniejszych religii, założycieli kościołów i związanych z wiarą stowarzyszeń. A także i to, że Amerykanie niezwykle cenią sobie wolność – gwarantowaną w konstytucji, że wielu z nich nie wyobraża sobie życia bez prawa do posiadania w swym domu broni, że czują się wybrani, by przewodzić światu. Ale Marek Wałkuski postanowił głębiej przyjrzeć się każdemu z tych tematów. Oparł się nie tylko na własnych obserwacjach, ale bardzo dokładnie wczytał się w wyniki badań opinii publicznej, w prace socjologów i innych naukowców. Efekt jest znakomity – w trzynastu rozdziałach prawdziwie "przewałkował” Stany Zjednoczone (nierzadko z wrodzonym sobie poczuciem humoru), oddając jednocześnie do rąk czytelników wciągającą i pouczającą książkę.

Niezależnie od tego, na której stronie tę książkę otworzymy, opowieść Marka porywa nas natychmiast. "Wałkowanie Ameryki” skrzy się bowiem od anegdot, nieznanych powszechnie faktów, interesujących spostrzeżeń autora. Pierwszy z brzegu przykład – zajrzyjmy do rozdziału drugiego ("Dzieci wuja Sama”). Pisząc o wychowaniu patriotycznym, Wałkuski wspomina o "Przysiędze wierności fladze”, składanej przez uczniów codziennie przed rozpoczęciem lekcji (" co oznacza, że przeciętny uczeń przez dwanaście lat edukacji w podstawówce, gimnazjum i liceum ponad 2000 razy przysięga wierność amerykańskiej fladze ”). Przypomina, że w latach 30. XX wieku tekstowi roty sprzeciwili się świadkowie Jehowy. Argumentując przy tym, że przysięgę wierności składać mogą jedynie Bogu. Orzeczenie Sądu Najwyższego, odrzucające ich skargę, inni obywatele przyjęli jednoznacznie. Uznano że świadkowie Jehowy nie są patriotami. Byli za to atakowani, nierzadko w brutalny sposób. By zapobiec dalszym aktom samosądów, Sąd Najwyższy USA zmienił orzeczenie, przyznając że " zawarte w konstytucji (…) prawo do wolności wypowiedzi oznacza również prawo do milczenia ”. I taka interpretacja obowiązuje do dziś.
W innym, szóstym rozdziale "Raj dla bogów”, Wałkuski przybliża polskiemu czytelnikowi niezwykłą mozaikę różnych amerykańskich kościołów i – co ważne – także ich przywódców. Przytacza także dane, z których wynika, że 44 proc. Amerykanów uważa, że otrzymało od Boga misję do spełnienia, że mogą mówić o sobie, że są błogosławieni. W kraju, w którym rozdział kościoła od państwa jest bardzo wyraźny i w którym religia jest w życiu publicznych wszechobecna, gdzie za wierzących uważa się 90 proc. obywateli i gdzie – w ciągu życia – wiarę zmienia 1 z nich, konkurencja między kościołami jest niezwykle silna. Kapłani prześcigają się w pomysłach na to, jak przyciągnąć wiernych. Marek Wałkuski cytuje w swej książce teksty z przydrożnych tablic, stojących w bezpośredniej bliskości kościołów w różnych stanach: " Bóg jest w odległości jednej modlitwy”, "W piekle nie ma klimatyzacji”, "Modlitwa – bezprzewodowy i darmowy dostęp do Boga”, „Są pytania, na które Google nie da odpowiedzi ”. Choć czasem ta walka o wiernego przybiera co najmniej dziwne formy – "Jedno ze zgromadzeń baptystycznych z Missouri reklamowało się hasłem: ‘Najlepsza pozycja to ta na klęczkach’” – dodaje.

Pisząc o amerykańskim etnicznym tyglu, szukając jednocześnie typowego mieszkańca Stanów Zjednoczonych, Wałkuski podaje dane, od których aż kręci się w głowie! Typowy amerykański Kowalski nazywa się James Smith , waży 88 kg przy 177,5 cm wzrostu, zjada rocznie 8 kg boczku i wypija 190 litrów napojów gazowanych, jego droga z domu do pracy wynosi 25 km. Być może ma polskie korzenie (3,2 proc. obywateli), być może jego przodkowie przybyli z Niemiec (niemieccy Amerykanie mieli dwóch prezydentów – Eisenhovera i Hoovera), może uwielbia kurczaka z goframi, świeżymi owocami i syropem klonowym? Prawdopodobnie nie ma nawet paszportu – bo i po co, wakacje zwykle spędza podróżując po innych stanach? Jedno jest pewne – i zatrważające – typowy Smith sięga po jedną książkę w roku! I choć "Wałkowanie Ameryki” to udana próba opisania całego społeczeństwa tego czwartego pod względem wielkości terytorium i trzeciego pod względem liczby mieszkańców kraju, autor nie zapomina o własnych korzeniach. Osobny rozdział poświęca 10-milionowej Polonii (nasi pradziadkowie byli w grupie pierwszych osadników, uznawano ich za znakomitych rzemieślników), mocno stereotypowemu postrzeganiu jej przez innych mieszkańców Stanów Zjednoczonych (w zdecydowanej większości także potomkom emigrantów), wspomina o tzw. "polish jokes” (" – Jak pokonać polską kawalerię? – Wyłączyć karuzelę. ”). Co ciekawe, przytacza teorię, jakoby źródłem niewybrednych żartów o Polakach była faszystowska propaganda, której odpryski trafiły do USA wraz z imigrantami z Niemiec. Wydaje się jednak, że prawda leży gdzie indziej – pierwszymi emigrantami znad Wisły byli prości chłopi, mający w Nowym Świecie problemy nie tylko lingwistyczne. Wałkuski, skłaniając się ku tej wersji, cytuje w swej książce brytyjskiego socjologa i specjalistę od humoru etnicznego Christie Daviesa. I choć mieszkańcy USA czasem sobie z polskich sąsiadów niewybrednie żartują, każdy, kto choć raz był w Stanach Zjednoczonych, wie, że Polska i tak jest obecna w prawie każdym amerykańskim domu (z czego lokatorzy często nie zdają sobie sprawy…). Najpopularniejsza w USA woda mineralna to "Poland Spring” – źródło bije w miasteczku w stanie Maine.

Na każdy z poruszanych tematów Marek Wałkuski ma polskiemu czytelnikowi wiele do powiedzenia. Niezależnie od tego, czy jest to opowieść o genealogicznym archiwum Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (mormoni) i o chrztach udzielanych przez jego członków innym – "niewiernym” – już po ich śmierci (mormoni ochrzcili np. papieża Jana Pawła II!) czy też gdy pisze o przywódcy pewnego indiańskiego plemienia, który specjalizował się w walce z… aligatorami, nie sposób nie zauważyć tytanicznej wręcz pracy, jaką włożył w powstanie tej książki. Efekt jest taki, że trzynaście rozdziałów – mimo że pełnych faktów, danych, nazwisk i nazw własnych – czyta się jak świetną powieść, choć przecież wszystko jest w "Wałkowaniu Ameryki” z życia wzięte.
By jednak do końca być szczerym, przyznam, że jest coś, co nie do końca mi się w tej książce podoba. To brak zdjęć, które znakomicie ilustrowałyby Markowe wyprawy, spotkania, opisy. Na szczęście na radiowych stronach internetowych możemy to nadrobić – w naszej galerii zamieszczamy kilkanaście zdjęć autorstwa Marka Wałkuskiego. Dzięki nim możemy spojrzeć na Stany Zjednoczone, na ich różnorodność, jego oczami.

Polskie Radio Michał Nogaś, 2012-09-14