Recenzje:
22 maja 2018 roku Miłka Raulin, jako dziesiąta, a równocześnie najmłodsza Polka, stając na szczycie Mount Everestu zdobyła Koronę Ziemi. Zdobywając wszystkie 9 najwyższych gór poszczególnych kontynentów. Bo chociaż jest ich tylko 7, licząc osobno oba amerykańskie, to na dwu z nich trzeba wspiąć się na dwa szczyty. W Europie zachodniej na Mont Blanc (4810 m n.p.m.), a na Kaukazie na Elbrus (5642 m n.p.m.). Natomiast w Australii i Oceanii nie tylko na Górę Kościuszki (2228 m n.p.m.) na tym kontynencie, ale również na Piramidę Carstensza (4884 m n.p.m.) w Indonezji. Relacja ze zdobywania tych szczytów, a zarazem realizacji w ciągu siedmiu lat indywidualnego programu autorki - podróżniczki, który nazwała „Siłą Marzeń”, ukazała się właśnie w Bezdrożach, jako pierwsza pozycja literatury podróżniczej 2019 roku. Stanowiąc, mam nadzieję, świetną zapowiedź kolejnych tegorocznych w tej oficynie wydawniczej. „Ta książka – pisze autorka we wstępie – jest opowieścią o drodze – długiej wyprawie po marzenia, widzianej z perspektywy matki pracującej na pełnym etacie. Trudności życia codziennego przeplatają się w niej z pasją do przygód i górskich wypraw. To opowieść o „wysokogórskim romansie” i ambitnym marzeniu, które od kilku lat wprowadzają mnie w stan permanentnej super organizacji. Opowiem Wam, jak zaczęła się moja wielka przygoda z górami i jak realizuje się tak szalony projekt, dysponując jedynie dwudziestoma sześcioma dniami urlopu. Skąd pozyskać gigantyczne fundusze potrzebne na wyprawę na Antarktydę czy Everest, na co uważać, podróżując w pojedynkę. I czego tak naprawdę się bałam jadąc sama w nieznane. Gorąco wierzę, że moja historia przekona Was do tego, byście odkryli swoją własną siłę marzeń i już dziś rozpoczęli podróż do wyśnionego celu, mając w plecaku brak czasu i gotówki, ale i wielkie chęci oraz wiarę. Wiarę, że się uda.” Jest to historia, ale także książka, dosyć niezwykła. Wzbogacona o blisko 140, głównie kolorowych zdjęć, dokumentujących kolejne wyprawy oraz biografię autorki i mapki okolic najwyższych szczytów kontynentów z pokonanymi przez nią trasami wspinania się na nie. Przy czym nie stanowi tylko relacji czy opowieści o tych wyprawach. Przeplatają się one bowiem z ciekawymi faktami z dzieciństwa i młodości autorki, jej studiów na politechnikach: najpierw gdańskiej, później warszawskiej, z niemowlakiem przynoszonym na zajęcia, a czasami również na egzaminy. Pracy w korporacjach i jej dwukrotnym utraceniu. A także o sprawach „sercowych”, osobistych, przede wszystkim jednak o tytułowej sile marzeń i ich realizacji w sposób nierzadko niecodzienny. Osiągnięcie celu było naprawdę niezwykłe. Milka, że posłużę się tym, używanym przez nią zdrobnieniem imienia Bogumiła, nawet zdobywając Koronę Ziemi była i pozostała we wspinaczkach górskich amatorką. Myślę, iż nie obrazi się, że tak ją określam. Okazała się w tej dziedzinie niezwykle pracowitym i zdolnym samoukiem. Nie przeszła bowiem tradycyjnej drogi naszych najsławniejszych taterników – alpinistów – himalaistów. Najpierw wspinaczki skałkowe, później góry krajowe i europejskie, a dopiero po wielu obozach kondycyjnych i wyprawach, udział w tych na najwyższe, trudne szczyty świata. Pół-Kaszubka, jak sama się określa, wychowana i mieszkająca w dzieciństwie na Wybrzeżu, „złapała górskiego bakcyla” wchodząc pierwszy raz, jako małolatka, podczas kolonijnej wycieczki na Śnieżkę. Później było trochę wspinaczek i zajazdów na linie ze starego, opuszczonego mostu. Samodzielna organizacja przez 16-latkę, dla rówieśników, wyprawy na Szlak Orlich Gniazd. A w „wielkim świecie” niesamowita przygoda z wyjazdem na wyprawę do Peru, z wejściem na wulkan Mismi (5597 m n.p.m.) – relacja z niej to jedne z wielu świetnych opisów w tej książce – po wygraniu konkursu i przejściu całej serii sprawdzianów kwalifikacyjnych. Zakończonej złapaniem tam lambliozy i długim leczeniem szpitalnym w kraju, ale także bodźcem do późniejszego zwiedzania świata. Po obronie dyplomu magistra inżyniera trakcji elektrycznych organizacja kilkuosobowej wyprawy na… Mount Blanc. Na „wariackich papierach”, bez niezbędnej wiedzy, doświadczenia i przygotowania w tym zakresie. Gdy czytałem, z jakim wyposażeniem („Ty bierzesz linę, ty wypożyczasz auto, ty bagażnik, a ty kombinujesz namiot”… oraz z 4 bochenkami chleba pod głową w samochodzie), włosy stawały mi na głowie, jak dalece można być nieodpowiedzialnym. Ale udało się! Miłka szybko uczyła się, także od bardziej doświadczonych wspinaczy. Chociaż jej pierwsza wyprawa w indyjskie Himalaje i zdobycie tam 6-tysięcznika w niewielkiej grupie, a następnie kolejna, już samotna – w stresie po stracie pracy i rozstaniu się z ojcem synka, okazały się kolejnym, dobrym przygotowaniem do realizacji życiowego programu „Siła marzeń”, zapoczątkowanego w 2011 roku. I potwierdziły nie tylko jej umiejętność szybkiego uczenia się oraz nabywania doświadczenia, także w sprawach organizacyjnych, ale i twardość charakteru. Gdy okazało się w trakcie kilkuosobowej, też zakończonej sukcesem, wyprawy na kolejny 6-tysięcznik, że w nieuczciwej agencji turystycznej w Katmandu oszukano ją, naiwną i niedoświadczoną, na ponad 200 dolarów oraz odmowie zwrotu tej kwoty przez właściciela z lekceważącym, w rodzaju naszego „widziały gały co brały”, to tak długo przez kilka dni siedziała przed jego kantorkiem w koszulce z napisem, że to oszust i ostrzegała innych potencjalnych klientów przed korzystaniem z jego usług, iż w końcu załamał się i z wściekłością pieniądze jednak zwrócił. Realizację marzenia zdobycia Korony Ziemi kontynuowała kolejno. W Afryce, wchodząc na Kilimandżaro w 3-osobowej grupie wspinaczy z kilkunastoosobową obsługą. Organizując, po kolejnym zwolnieniu z pracy w innej korporacji, wyprawę na Elbrus, z dojazdem grupki do punktu wypadowego na Kaukazie… samochodem, bo tak wypadało taniej. Z mocnymi tam przeżyciami, bo ta „Góra wiecznych wiatrów” okazała się wyjątkowo niegościnna. Ale została zdobyta, przynosząc kolejne doświadczenia. Przy okazji sporo z tej książki można dowiedzieć się o realiach pracy w międzynarodowych korporacjach. W których, jak je ocenia autorka, „bycie ambitnym w dużej firmie czy korporacji nie jest mile widziane.” Wichury i problemy z aklimatyzacją podczas wyprawy na Aconcaguę, najwyższy szczyt Ameryki Południowej, po raz pierwszy niemal 7-tysięcznik, uzmysłowiły Milce, jak ważna oraz nieodzowna jest aklimatyzacja i stopniowe przygotowywanie organizmu do rozrzedzonego powietrza. Im więcej zdobytych szczytów przybywało, tym podróżniczka lepiej zdawała sobie sprawę, że bez wsparcia sponsorów realizacja jej programu – marzenia, będzie niemożliwa. Jakoś poszło jeszcze z wyprawą na Piramidę Carstensza w Indonezji, a następnie Górę Kościuszki w Australii. Ta pierwsza jest stosunkowo łatwa do zdobycia. Ale aby je móc zacząć, trzeba przez niemal tydzień przedzierać się przez błotnistą dżunglę. Bo na znacznie łatwiejszej trasie jest wielka kopalnia złota, która nie wpuszcza na swoje terytorium obcych. Zaś Papuasi na tych szlakach, którymi chodzą turyści i wspinacze, niemal przed każdą wioską organizują „punkty kontrolne” wymuszając płacenie myta za przejście, bo to dla nich główne źródło dochodów. W jednym z takich miejsc grupa, w której szła Milka, musiała nawet przymusowo spędzić wigilię, gdyż przewodnik nie mógł dogadać się ze starszyzną co do kwoty okupu. Problemy finansowe, zawsze ważne dla „kobiety pracującej” i to z dzieckiem, dały o sobie znać szczególnie przed wyprawą na szczyt Denali (dawniej Mount McKinley) na Alasce. Jak się okazało, nie tylko trudny do zdobycia ze względu na niskie temperatury i wichury dochodzące do 160 km/h oraz konieczność samodzielnego noszenia bardzo ciężkich bagaży, bo nie ma tam tragarzy do wynajęcia, ale również wysokie koszty. Zdarza się tam, że część uczestników wypraw zmordowanych podejściem oraz problemami zdrowotnymi, załamuje się i rezygnuje nawet 50 metrów (wysokości) od szczytu, czyli 20 minut wspinaczki. Miłka weszła, ale z początkami obrzęku płuc ze względu na niedotlenienie i niesiony ciężar. Dwa ostatnie szczyty, wejście na które pozwoliłoby Milce osiągnąć cel marzeń, okazały się niemal poza zasięgiem jej możliwości. Nie tylko ze względu na trudy wspinaczki, ale jeszcze bardziej barierę finansową. Wyprawa na Masyw Vinsona (4892 m n.p.m.) na Antarktydzie, to wydatek co najmniej 40 tys. $. Zaś na Mount Everest nie mniej niż 80 tys. $. Kwoty, jak napisała autorka, poza granicami jej wyobraźni. Przy okazji rozważając, jaka jest, lub była, cena drugiej strony medalu „sukces” w różnych dziedzinach: nauki, życia, sportu itp., na konkretnych przykładach. W jej, jak obliczyła, bilans wkładu pracy w realizację programu „Siła marzeń”, to poświeconych na to 10.220 godzin, czyli 425 dni bez przerwy i głęboka anemia w 2016 roku. Opisy, jak zabiegała o sponsorów, zwłaszcza ostatnich dwu wypraw, to kolejny, ciekawy wątek książki. Zanim na wyprawę na Dach Świata pozyskała głównego i kilku innych, których loga znalazły się na jej kasku i kombinezonie w których zdobyła Mount Everest, wysłała do starannie wyselekcjonowanych firm i organizacji około 3 tysięcy ofert sponsorskich. A i tak uzyskanych pieniędzy byłoby za mało, gdyby nie pomoc 328 internautów, którzy nie tylko słowami poparli ten projekt. Ciekawych i pouczających wątków, a nie tylko relacji z kolejnych wspinaczek, jest w tej książce więcej. Podobnie jak faktów i informacji. Chociażby o tym, jak tragarze z tanich, nierzetelnych agencji, porzucali wspinaczy na trasie. Czy np. że Szerpowie zatrudnieni przez agencję Summie Climb, której właścicielem jest zresztą człowiek z polskimi korzeniami, nie tylko nie zapewnili wspinaczom zakontraktowanej ilości tlenu i telefonu satelitarnego, ale okradali zwłoki dopiero co zmarłego uczestnika wyprawy. Relacja książkowa Miłki kończy się zdobywaniem środków na ostatnią wyprawę. I zdjęciami z Mount Everestu potwierdzającymi jej sukces – zrealizowanie programu Siła Marzeń. A także zapowiedzią, że o tej wyprawie napisze osobną książkę. Ale sądzę, że i z tej, która już ukazała się, warto przytoczyć jeszcze dwa ważne cytaty. „Nie wspinam się – napisała tuż przed tą ostatnią zwycięską wyprawą – w stylu alpejskim, wyczynowo, zimowo, ekstremalnie. Nie zamierzam wytyczyć nowej drogi na Dach Świata ani przekroczyć kolejnej granicy ludzkiej wytrzymałości, wchodząc na czas. Planuję tylko (i aż) dokończyć mój projekt, szczęśliwie powrócić do domu i żyć dalej, możliwie długo i w dobrym zdrowiu”. I „Na swojej drodze nie spotkałam przypadkowych ludzi. Wszyscy pojawili się w moim życiu by mi pomóc, wskazać drogę lub czegoś mnie nauczyć.” Życzliwości do innych oraz stosunku do siebie i świata wielu czytelników może się od niej uczyć. Książka Miłki Raulin wnosi sporo nowego do naszej literatury podróżniczej. Można się z niej dowiedzieć także jak wytyczać sobie życiowe cele, nawet wydające się tylko nieziszczalnymi marzeniami. I realizować je – oraz jak, pokonując trudności i życiowe załamania. Jest to więc lektura nie tylko dla amatorów podróży czy górskich wypraw. Nie muszę chyba dodawać, że naprawdę warta jest – co polecam – przeczytania. Gratulując przy okazji autorce realizacji jej życiowego projektu oraz tej książki. I życząc, aby po tych sukcesach wytyczyła sobie inny, kolejny ambitny cel, Bo po lekturze książki jakoś nie mogę sobie wyobrazić, aby na tym poprzestała.

Globtroter Cezary Rudziński; 2019-01-30


Każdy człowiek ma jakieś marzenia. Dla jednej osoby będzie to osiągnięcie rodzinnego spokoju i szczęścia, a dla drugiej egzotyczne podróże i luksusowe prezenty. Przekraczanie granic wytrzymałości ludzkiego organizmu czy zwyczajne zdanie egzaminu na prawo jazdy. Miłka Raulin w swojej książce udowadnia jak wyboistą i stromą drogę musiała pokonać, aby cegiełka po cegiełce wejść na szczyt do celu jakim było zdobycie Korony Ziemi jako najmłodsza Polka. Ta młoda, delikatna kobieta ma w sobie tak ogromną siłę, że myślę, że każdy kto lubi czytać o ciekawych postaciach będzie usatysfakcjonowany lekturą. Miłka rozpoczyna książkę od swojego dzieciństwa, które chociaż bez bogactwa i przepychu upłynęło jej na beztroskich wakacjach na wsi. We krwi autorki płynie kaszubska krew i jak sama twierdzi to ona popchnęła ją do marzeń o czymś tak niewyobrażalnym jak zdobycie Korony Ziemi. Dalej kobieta opisuje swoje lata w szkole, powoli rodzącą się miłość do gór, studia, macierzyństwo oraz poszczególne etapy wejść na najwyższe szczyty kontynentów. Pin on Pinterest W trakcie lektury doszłam do jednego wniosku – nie ma trafniejszego tytułu na całą działalność Miłki i jej książkę niż Siła marzeń. Ta dziewczyna całą sobą udowadnia, że granice istnieją tylko w naszej głowie i wystarczy mocno czegoś chcieć, wierzyć w powodzenie swojego celu i konsekwentnie do niego dążyć, a spełni się wszystko. Koniecznie musicie przeczytać tę książkę i przekonać się na własnej skórze o czym piszę. Życiorys Miłki nie zapowiadał jej takiego sukcesu, miała nawet kilka pasm nieszczęść, które okazały się napędem do wytężonej pracy i przyszłych sukcesów. Samotne macierzyństwo, studiowanie na typowo męskim kierunku, utrata pracy i przeprowadzka w drugi koniec Polski. Niejedna osoba by się załamała, a ta dziewczyna nie tylko ogarnęła bycie matką ze zdobywaniem szczytów, ale też zajęła się zorganizowaniem wypraw, pozyskaniem funduszy, wygłaszaniem prelekcji. Muszę przyznać, że z każdym rozdziałem mój podziw dla niej rósł coraz mocniej. To postać kobieca, o których chce się czytać i która dodaje mnóstwo motywacji i energii do działania. Miłka Raulin udowadnia, że każde marzenie jest ważne i warto o nie powalczyć, a fakt bycia kobietą nie powinien podcinać skrzydeł tylko jeszcze je usprawniać. Podsumowując, książkę lekko i szybko się czyta. Autorka pisze prostym, żywym językiem. Jej życiorys jest tak barwny i pasjonujący, że tę opowieść się po prostu pochłania i zaraz po skończeniu książki rusza do działania. Ja przeczytałam ją już ponad tydzień temu, a ta zaraźliwa motywacja i energia do działania autorki jeszcze się u mnie utrzymuje. Koniecznie muszę czytać więcej historii tak ciekawych osób co i wam polecam. Ocena: 4/6

moje-ukochane-czytadelka.blogspot.com Klaudia Kasznicka


Nic nie ma takiej mocy jak marzenia Marzysz? To normalne. Każdy człowiek marzy. Każdy człowiek ma jakieś cele i plany. Nie każdy oczywiście je spełnia i realizuje. Nie każdemu marzenia się spełniają. Czasem na przeszkodzie w ich ziszczeniu stajemy sobie my sami. Nikt inny tylko my sami. Bo granice rodzą się często tylko i wyłącznie w naszych umysłach. Osobą, która idzie do przodu i konkretnie realizuje swoje plany jest Miłka Raulin. Chcecie Ją poznać? Naprawdę warto, bo to kapitalna Dziewczyna, która jako trzecia Polka włożyła na skroń Koronę Ziemi i jest w tym gronie Pań najmłodsza. Miłka jest córką, siostrą, mamą 12-letniego synka. Miłka jest szczęśliwą i spełnioną kobietą, która żyje z pasją. Kocha szybowce, góry i podróże. Nosi na głowie koroną, choć nie jest z królewskiego rodu, nie została miss ani nie poślubiła monarchy. Swoją koronę zdobyła sama stawiając stopę na najwyższych szczytach poszczególnych kontynentów. Zajęło jej to siedem lat. Pochłonęło mnóstwo czasu, pieniędzy, wyrzeczeń. Dało satysfakcję, radość i spełnienie marzenia. Zahartowało i nauczyło wielu rzeczy. Odmieniło życie raz na zawsze. I dało wiele przyjemności. Dodało pewności siebie i wiary we własne siły. Dziś Miłka w swojej książce dzieli się z czytelnikami nie tylko swoimi przeżyciami, ale i ogromną pozytywną energią, która w niej drzemie. W żyłach Miłki płynie kaszubska krew, a ona sama nie została wychowana przez rodziców pod kloszem. Od dziecka lubiła wyzwania. Pierwszą poważniejszą podróż odbyła do Peru w ramach programu "Zdobywcy". W Andach zdobyła szczyt Mismi, a zgubiła depresję. Góry weszły jej na poważnie w krew. A potem zaczęło się zdobywanie kolejnych szczytów i podróże. Chwile radości i trudności. Górskich wrażeń, widoków i smagającego lodowatego wiatru. Zimno, śnieg i lód. Przygoda i mierzenie się z naturą. Górski romans trwał siedem lat i zaowocował postawieniem stopy na Dachu Świata. Miłka nie jest profesjonalną himalaistką, jest zwyczajną kobietą pracującą na etacie, mamą i duszą zakochaną w górach. Swoje sukcesy okupiła ciężką pracą, konsekwencją, uporem i zacięciem. Pomógł jej życiowy optymizm i siła marzeń, która może bardzo, bardzo wiele i uskrzydla. Książka jest fascynująca i niezwykła. Czytałam ją mocno zaangażowana w jej treść. Razem z Autorką przeżywałam górskie przygody. Tekst był mi bardzo bliski ze względu na podobne poglądy na życie i góry, podobną osobowość, którą góry w ludziach wyzwalają. Emocjom nie było końca. Wyobraźnię rozbudzał nie tylko tekst, ale i zdjęcia. Ilość endorfin po lekturze znacząco wzrosła, a ja poczułam, że w górskim i życiowym szaleństwie nie jestem sama (Miłka zdobyła fundusze na wyprawę na Everest, ja przeszłam 24-kilometrową trasę gniazdo Tarnicy i Halicza z wypadniętym dyskiem i skierowaniem na operację neurochirurgiczną. Bo kto da radę, jak nie my). Książka niesamowicie ładuje akumulatory czytelników, daje siłę do zmagania się z codziennością i trudnymi wyzwaniami. Uczy marzyć konsekwentnie i wytrwale. Wyzwala moc, która w nas drzemie czasem bardzo cicho i jest nieodkryta. Po lekturze czuję się silniejsza i zmotywowana. Czytanie to też górska przygoda, to możliwość odkrycia fenomenu gór, ich piękna i wpływu na ludzki umysł. Książka zawiera 14 niesamowicie ciekawych rozdziałów. Ostatni opowiada o Evereście, ale i zapowiada książkę poświęconą tylko tej górze. Czekam na nią. Tymczasem polecam "Siłę marzeń" każdej osobie, która ma ochotę na książkę górską, lubi literaturę podróżniczą, kocha poznawać przez czytanie ciekawe osobistości, ma marzenia i chce je spełnić, czy czuje się wypalona. W każdym przypadku ta lektura będzie idealna. Gorąco polecam dziękując Miłce za tak cudowny czas z Jej książką w ręku.

Cudownyswiatksiazek3.blogspot.com Malineczka74


Słyszeliście o Miłce Raulin, najmłodszej Polce z Koroną Ziemi? Niesamowita historia! 💙 "Wszystko się zaczęło w 2011 roku. Miłka Raulin, mając już na koncie zdobyty Mont Blanc, postanowiła wspiąć się na wszystkie najwyższe wierzchołki kontynentów. Tak powstał projekt Siła marzeń - Korona Ziemi, który Miłka realizowała konsekwentnie przez siedem lat. 22 maja 2018 roku ukończyła swój plan, gdy stanęła na szczycie Mount Everestu. Ta książka jest opowieścią o długiej wyprawie po marzenia, wyprawie realizowanej z perspektywy matki pracującej na pełnym etacie. Mówi o tym, jak zaczął się ten 'wysokogórski romans' i jak wykonać z powodzeniem szalony projekt, dysponując jedynie dwudziestoma sześcioma dniami urlopu. Pasja do przygód i dalekich wypraw przeplata się w książce z trudnościami życia codziennego. Przeczytacie więc także o górskich kłopotach i lekcjach z nich płynących. O podejmowaniu życiowych decyzji, samotnym macierzyństwie, utracie pracy. O drugiej stronie medalu i rachunku, jaki trzeba zapłacić, podejmując każde wyzwanie. Przede wszystkim jednak jest to książka o wielkiej sile marzeń, o tym, że nie ma rzeczy niemożliwych, nie do spełnienia i że zawsze warto mimo przeciwności dążyć do wymarzonego celu!" @bezdroza.pl Gorąco wierzę, że moja historia przekona Was do tego, byście odkrywali swoją Siłę Marzeń i już dziś rozpoczęli podróż do upragnionego celu, nie mając wprawdzie w plecaku czasu i gotówki, ale niosąc w nim wielkie chęci i wiarę. Wiarę, że się uda! Świat jest bowiem ogromny i hojny. Zadba o to, by niczego Wam nie zabrakło, i podeśle wszystko, czego potrzebujecie, pod warunkiem że tak właśnie będziecie o nim myśleć. ~ Miłka Raulin

www.instagram.com/keepcalm_drinkcoffee


Ha, czekałam z tą książką na pierwszy śnieg - i proszę, jest! Historia Miłki Raulin, najmłodszej Polki, która 22 maja tego roku zdobyła Koronę Ziemi, czyli 9 najwyższych szczytów świata to genialna opowieść o dziewczynie, która uwierzyła w swoje - zdawać by się mogło, absurdalne - marzenie, i konsekwentnie do niego dążyła. Uwierzcie mi jednak: ta książka to nie żaden tandetny motywator jakich jest wiele na półkach, a fantastyczny kawał pierwszoosobowego reportażu o polskim himalaizmie. Przede wszystkim jednak to historia kobiety, która oprócz tego, że jest alpinistką, jest też matką - i ten aspekt był dla mnie, oczywiście z całym zachwytem górami - najciekawszy. Super babeczka! [Czasami zdarza mi się sięgnąć po książkę na zasadzie "a, dobra, wezmę: dają / jest tania / o, dobry opis na okładce". Z reguły kończy się to klapą, ale są wyjątki - i książka Miłki właśnie do nich należy. Powiem szczerze: nie spodziewałam się ani tak ciekawej historii, ani takiego wydania - na kredowym, albumowym papierze, z mnóstwem zdjęć i mapami.

www.instagram.com/meaculpabibliophilia


To książka o spełnianiu marzeń i o kulisach sukcesu. Autobiografia z wątkiem poradnikowo-coachingowym. Miłka to najmłodsza Polka, która zdobyła Koronę Ziemi. 22 maja weszła na Everest, zamykając tym samym swój 7-letni projekt „Siła marzeń”. Udowadnia, że jeśli się czegoś naprawdę chce, to da się to osiągnąć i że prawdziwa siła tkwi w nieustępliwości w dążeniu do celu. Ta filigranowa kobieta, pracująca na pełnym etacie i samotnie wychowująca syna, wie co mówi – zdobyła najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. Jaką zapłaciła za to cenę? Licząc w złotówkach: pół miliona złotych. Poza tym tysiące godzin poświęconych na planowanie wypraw, przygotowania do wyjazdów, szkolenia, szukanie sponsorów, treningi, prelekcje… Poza tym przewlekłe przemęczenie, anemia, niedosypianie i w końcu ogromna satysfakcja z osiągniętego celu. Pytając o motywację wspinania się po wysokich górach, mówi: „Góry mają tyle twarzy. Są majestatyczne. Są piękne i dostojne, ale potrafią być groźne i bezwzględne. Potrafią wycisnąć z ciebie ostatnią resztkę sił, ostatnią kroplę potu i krwi, ale przede wszystkim potrafią dotrzeć do najgłębszego miejsca w twoim sercu, by na zawsze zrobić w nim skan swojej panoramy…” „Siła marzeń”- czego się spodziewać? Książka bardzo ładnie wydana, na kredowym papierze, z dużą ilością zdjęć z wypraw i mapkami na wewnętrznych stronach okładek. E-book zdecydowanie traci w porównaniu do tradycyjnego wydania. Czytając rekomendacje, biorąc pod uwagę cały projekt zdobywania Korony Ziemi, spodziewałam się po książce trochę większego rozmachu: idealizacji i kreacji, z przemilczeniem kwestii niewygodnych. Tymczasem czytamy o skromnych początkach projektu, lowcostowych wyprawach na pierwsze szczyty, błędach przy wspinaczce (atak szczytowy bez odpowiedniej aklimatyzacji). Język miejscami dość prosty, redakcyjnie powykreślałabym kilka miejsc, w których powraca ten sam wątek. Po namyśle stwierdzam jednak, że te wady są zaletami. Bo kto chce czytać o ideałach, którzy nijak mają się do naszej szarej codzienności? Miłka pokazuje kulisy swojego projektu, a właściwie jego ewolucję od pojawienia się myśli o Koronie Ziemi , przez pierwsze wyprawy organizowane przez nią od A do Z, poszukiwania sponsorów najbardziej kosztowych wypraw: Piramidę Carstensza, McKinley, Mt Vinson, po domknięcie projektu zdobyciem Everestu. „Przygotowania do wyprawy w Himalaje” — jak to dumnie brzmi! A jak skromnie wyglądało naprawdę…”. Brak profesjonalnego sprzętu i minimum środków finansowych. Bez zacięcia i wywyższania się opowiada o miłości do gór, która doprowadziła ją do realizacji tak śmiałego przedsięwzięcia. Skromna dziewczyna i wielki cel, duże marzenie i jeszcze większa determinacja. „Nie ma czegoś takiego jak porażka. Są tylko kolejne próby. (…) Najważniejsze jest to, żeby nie móc zarzucić sobie, że się nie próbowało, i walczyć do końca! Zawsze.” Udziela rad, dzieli się doświadczeniami i przemyśleniami. Zachęca do słuchania wewnętrznego głosu, intuicji, do zainspirowania się jej historią i do rozpoczęcia drogi do celu, jakikolwiek by on nie był. Jeśli lubisz książki o silnych kobietach, motywujące do działania, biografie, książki o górach i takie z happy endem – to „Siła marzeń” jest dla Ciebie.

http://detalistka.pl Detalistka


Kolejna cudowna powieść jaka trafiła ostatnio w moje ręce - tym razem jest to książka autorstwa Miłki Raulin pod tytułem "Siła Marzeń, czyli jak zdobyłam Koronę Ziemi" i została ona wydana przy udziale wydawnictwa @bezdroza.pl Jeśli nie wiecie jeszcze kim jest autorka to przybliżę Wam, że w tym roku stanęła ona na Mount Evereście i tym samym została najmłodszą Polką, która zdobyła Koronę Ziemi. Cały projekt trwał przez 7 lat (2011-2018) i w tym czasie Miłka Raulin postanowiła zdobyć najwyższe wierzchołki na wszystkich kontynentach. W swojej książce autorka opowiada o wielu trudach życia codziennego z jakimi niejeden z nas jak i również ona sama musi się zmierzyć - samotne macierzyństwo, utrata pracy - to tylko niektóre z nich. Z każdej życiowej lekcji należy jednak brać jak najwięcej pozytywów, bo takie podejście zdecydowanie pomaga w realizacji marzeń. No i przede wszystkim głównym kluczem jest konsekwentne dążenie do celu, nawet wtedy, gdy wszyscy wokół mówią, że i tak się nie uda. Książka ta niesie ze sobą wspaniałe przesłanie o tym, że warto marzyć i warto te marzenia spełniać. Autorka swoim przykładem pokazuje, iż nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji jest jakieś wyjście, a także zachęca by zawsze stawiać sobie wysokie cele i nieustannie je realizować. Jeśli szukacie ogromnej dawki pozytywnej energii to ta książka jest właśnie dla Was A Wy macie jakieś swoje wielkie marzenia? Uważacie że warto do nich dążyć czasami nawet za wszelką cenę? Chętnie dowiem się jakie jest Wasze zdanie na ten temat

www.instagram.com/beti_91


Korzystając z kilku minut przerwy w naszej bazie 😂 dokończyłam czytanie książki @sila.marzen Sięgałam po tą książkę z nadzieją na kolejną świetną pozycję o wysokogórskich wyprawach, a dostałam o wiele więcej. Przeżyłam wspaniałą przygodę i dowiedziałam się, że jeśli się chce można osiągnąć naprawdę dużo. Siła marzeń to idealny tytuł dla tej pozycji. Miłka Raulin to wspaniała dziewczyna i poczułam się zainspirowana jej siłą charakteru, motywacją i dążeniem do celu. No i mój młodszy syn też ma na imię Jeremi. Cudowną książka

https://www.instagram.com/magdaandbooks/