Recenzje:
Drań z Manhattanu”, to pełna energii, miłości i namiętności opowieść o dwójce interesujących osobowości, których losy w nader nieoczekiwany sposób się łącza. Tyle wystarczyłoby Graham Morgan, młody z klasą biznesmen zakochał się w pewnej siebie i szczerej dziewczynie, której zdjęcie znalazł w telefonie. Zapytacie na pewno jakim cudem tam się znalazło? Zaś odpowiedz, jest prosta, obie postacie nieoczekiwanie napotykają się w metrze, z tą różnicą, że dziewczyna, Soraya Venedetta, dostrzega tylko swój obiekt westchnień, któremu to wypadł telefon. Trafia on w jej ręce, a chcąc mu zostawić po sobie pamiątkę, zrobiła sobie jego komórką zdjęcie. Rodzi się więc i w nim płomień pełen miłości w stronę Włoszki. Przy tej historii nie da się nudzić, mówię to z pełną odpowiedzialnością za moje słowa. Gdyż to, z jaką ciekawością się obserwowało losy tejże dwójki, było czymś przyjemnym, momenty pełne śmiechu tylko to potwierdzały. Pełen determinacji mężczyzna i uparta kobieta, czy z tego związku coś wyniknie? Czas na pewno to zweryfikuje, a nam czytelnikom tej książki zostaje śledzenie ich losu. Moim zdaniem nie ma, co więcej, zdradzać, gdyż by tylko to zepsuło sam obraz całej książki. Na pewno na plus zasługuje sama postać Grahama który, pomimo, że ma pieniądze nie odbiło mu z powodu ich i potrafi się zachować, zaimponować swojej kobiecie, a czegoś takiego mi brakowało w takim gatunku. Dlatego z wielką przyjemnością wam polecam tę książkę byście i same się przekonały, jak świetnie jest napisana!

Aleksandra Zawadzka (DEPRECATED)


Duety pisarskie. Pojawia się ich coraz więcej i budzą coraz większą popularność. Przyczyna jest prosta: co dwie głowy, to niejedna. I tak oto fan jednego autorka za sprawą wspólnie napisanej książki, może stać się również fanem drugiego. Dobry i sprytny chwyt, ale nigdy nie wiadomo, czy połączenie sił okaże się tak dobre, jak powinno być z założenia. Jak było w tym przypadku? Soraya i Graham po raz pierwszy spotkali się w pociągu, ale to nie tam się poznali. Przypadkowy splot wydarzeń sprawił, że Soraya została posiadaczką telefonu tego przystojnego, władczego mężczyzny, który zwrócił jej uwagę przy pierwszym spojrzeniu. Niestety dziewczyna nie ma pojęcia kim jest nieznajomy. Do czasu aż myszkuje w jego kontaktach i znajduje tam jego nazwisko. W końcu postanawia osobiście oddać telefon właścicielowi. Nie spodziewa się jednak tego, jak potoczy się to spotkanie. Kolejna książka, na którą nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie poleciłaby mi jej znajoma blogerka. Opis jest zbyt pospolity, by przykuć moją uwagę, a sam pomysł na fabułę wydaje się być odgrzewanym kotletem, a jednak... Jednak to tylko mylne wrażenie, ponieważ chociaż Drań z Manhattanu posiada kilka podobieństw do powieści tego typu, posiada też wiele elementów, które go różnią. Pierwszy i najważniejszy z nich to Soraya. Światło, istny blask, najjaśniejszy punkt tej historii. Uwielbiam ją od pierwszej chwili, w której ją poznałam. Zdobyła moje serce i to ona jest dla mnie miłością w tej opowieści. Krągła Włoszka z niewyparzonym językiem i błyskotliwym umysłem oraz ogromnym poczuciem humoru. Dziewczyna pracuje jako asystentka w kąciku porad i to, co tam wyczynia, przechodzi ludzkie pojęcie. Dawno nie ubawiłam się tak, jak przy czytaniu jej odpowiedzi na pytania od czytelników. Jej nietypowa fryzura i charyzmatyczna osobowość były idealnym połączeniem. Sam Graham nie jest może najbardziej złożoną czy oryginalną postacią, ale jest pozytywnym zaskoczeniem, ponieważ spodziewałam się, że okaże się być totalnym "złamasem", który nie będzie miał za grosz szacunku do kobiety, o której względy zabiega, a było zgoła odwrotnie. Ten zimny drań był w stosunku do bohaterki opiekuńczy i troskliwy, choć również uparty i zaczepny. Uwielbiam ich chemię i potyczki słowne. Nawet, jeśli większość z nich miała wydźwięk czysto seksualny. Skoro już jestem przy tym temacie, należy wspomnieć, że Drań to typowy erotyk i nie można go postrzegać inaczej. Większa część fabuły opiera się właśnie na dążeniu do intymnego spotkania, ale chociaż raczej nie czytam już tego gatunku, to co zaserwowały mi autorki było satysfakcjonujące. Podczas czytania tej historii nie czuje się zniesmaczenia czy odrazy, ponieważ wszystko jest przedstawione w sposób przyjemny, bez zbędnej nachalności i wulgarności. Drań z Manhattanu to lekka, gorąca historia o uczuciu między bogatym finansistą a zwykłą dziewczyną z niezwykłym poczuciem humoru. Nie brak tu pieprznych scen, ale też normalnych rozmów i całkiem zwyczajnych spotkań. Brakuje na rynku wydawniczym erotyków, w których przemoc i pogarda do kobiety nie gra pierwszych skrzypiec. Ja osobiście potrzebowałam książki, która pokaże mi, że można napisać historię taką jak ta, która nie będzie uprzedmiotowiać kobiety i pokazywać jej ciągłego upokarzania. Moim zdaniem jeden z lepszych erotyków, jakie dane mi było przeczytać. Jeżeli mam polecić jakąś książkę z tego gatunku, to właśnie Drań z Manhattanu na to zasługuje.

mowa-ksiazek.blogspot.com Martyna Lewandowska; 2018-09-03


I mam juz trzy książki z serii napisanej przez Vi Keeland oraz Penelope Ward Zaczęłam od "Drań z Manhattanu" (recenzja na moim profilu), a że książka bardzo mi się spodobała postanowiłam przeczytać dwie kolejne. Najpierw "Playboy za sterami" a dziś skończyłam "Milioner i Bogini". Która z tych części podoba mi się najbardziej? Ciężko powiedzieć, wszystkie są świetne i z pewnością nie wije w nich nudą. To nie banalne opowieści jakich możemy znaleźć wiele, to coś innego. Przez to właśnie tak je lubię. Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać "Drania" bo od tej książki zaczęła się moja przygoda z całą serią Znacie te książki? A może macie je na liście pozycji do przeczytania? Jedno jest pewne, satysfakcja gwarantowana

https://www.instagram.com/rhythm_of_my_life_/ Kinga Litkowiec


Wesoły duet po raz kolejny. Vi Keeland i Penelope Ward już nie raz pokazały, że razem potrafią napisać świetną książkę, w której podczas lektury zacznie nas boleć brzuch od śmiechu. „Drań z Manhattanu”, który został wydany w Polsce, za pośrednictwem wydawnictwa EditioRed, rozpoczyna napisaną wspólnie z Ward serię książek jednotomowych, ale w podobnych klimatach. Soraya jest nietypową dziewczyną. Każdego dnia wedle swojego nastroju farbuje końcówki swoich czarnych włosów i tylko osoby bliżej z nią zaprzyjaźnione wiedzą, co też dany kolor oznacza. Dziewczyna pracuje w małej redakcji, gdzie jedyną rzeczą jaką się zajmuje jest odpowiadanie na listy i mejle czytelników, do kolumny „Zapytaj Idę”. Praca nie jest fascynująca, a Soraya kompletnie się do niej nie nadaje, ze swoją bezpośredniością, jednak aby utrzymać się i żyć z dachem nad głową codziennie rano wykonuje przejazd metrem do miejsca zatrudnienia. Pewnego dnia, po długim szukaniu wolnego miejsca, dziewczyna wpada do przedziału z nadętym bufonem, który od samego rana gani swojego pracownika przez telefon. Mimo że mężczyzna wygląda apetycznie, kiedy otwiera usta wychodzi z niego rasowy gnojek. Soraya stara się nie zwracać na tego typka uwagi, ale kiedy metro zatrzymuje się na jego stacji ten wysiada i gubi telefon. Pod nogami dziewczyny z kolorowymi włosami. Soraya ma dylemat. Oddać telefon, czy nie, a w międzyczasie przeglądając go zaczyna dowiadywać się o niejakim Grahamie Morganie wielu ciekawych rzeczy. „Drań z Manhattanu” wciągnął mnie od samego początku. Niebanalna główna bohaterka, oczarowała mnie swoim charakterem i zachowaniem, a główny bohater, choć cham jakich mało okazał się mieć dobre serce. Wkręciłam się w tę książkę i nie mogłam się oderwać, aż... żarło i zdechło. A wiecie dlaczego zdechło? Bo autorki na siłę starały się wydłużyć książkę. „Drań z Manhattanu” powinien mieć maksymalnie 250-270 stron. Ma za to całe 320, z czego ostatnie 50 to męczarnia podczas lektury. Autorki wymyśliły sobie powód w całej fabule, który miał mieć rozwiązanie dopiero przy końcówce książki i twardo drążyły go do znudzenia. Choć sama książka do 3/4 swojej objętości była naprawdę świetna i ciekawa, a przy okazji wywoływała salwy śmiechu, tak końcówka męczyła totalnie mój mózg i spowodowała ziewanie. Na to ziewanie, najlepsza była oryginalna okładka z Dusanem Sunsjarem, który jest jednym z moich ulubionych modeli (idźcie zobaczyć jego konto na instagramie!). Chociaż pod koniec, nawet okładka przestała pomagać. Biegnę sprostować. „Drań z Manhattanu” nie jest złą książką. Można się przy nim uśmiać do bólu brzucha i naprawdę świetnie bawić. Autorki mimo prostej fabuły, stworzyły fantastycznych bohaterów, które ten fabularny schemat rozjaśniają. Szczególnie Soraya, będąca typową „kobietą z jajami” jest jedną z lepszych bohaterek, jakie miałam okazję spotkać w książkach. Poza tym usilnym wydłużeniem całej historii nie można się do niczego przyczepić w tej pozycji. Zatem jeżeli przełkniecie, podobnie jak i ja to zrobiłam końcówkę, która napisana została powiedzmy „lekko na siłę”, to całą książkę zaliczycie do bardzo udanych i pełnych humoru. Autorki nie straciły rezonu z dawkowaniem śmiechu w odpowiednich momentach, co później w sumie potwierdziły w „Simon, I want You”. Mam też nadzieję, że i ten tytuł pokaże się u nas w Polsce, z tą cudną okładką. To tak na marginesie. „Drań z Manhattanu” to pozycja warta przeczytania. Idealnie was odstresuje po męczącym dniu i sprawi, że mięśnie brzucha też trochę popracują. Polecam!

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com Emilia Zaręba


Soraya jest Włoszką z temperamentem. Pyskata, przeklina, mówi co myśli i wcale się tego nie wstydzi. Końcówki włosów farbuje sobie w zależności od humoru. Pracuje też w kąciku porad, a do pracy codziennie jeździ metrem. To właśnie tam przykuwa jej uwagę pewien mężczyzna, który dość głośno rozmawia przez telefon, a potem ten telefon zostawia w metrze. Soraya przegląda go, kilka dni zastanawia się co z nim zrobić, ale w końcu postanawia go oddać. Graham jest finansistą. W młodym wieku ma bardzo dobrą renomę. Jest władczy, aroganci i chamski. Ludzie nie znoszą z nim pracować, a jego sekretarki zwalniają się jedna po drugiej. On tylko pamięta chyba imię tej pierwszej. Kiedy Soraya chce mu oddać telefon, słyszy jak Graham się zachowuje, pyskuje mu i w dodatku w telefonie zostawia swoje trzy pamiątkowe zdjęcia. Zwraca tym uwagę mężczyzny, który dość szybko potem łączy fakty i dociera do niego, że Soraya to ta kobieta, która podróżuje z nim metrem. Ich wymiana smsów jest bezpośrednia, niekoniecznie grzeczna, ale i zabawna. Coś ich do siebie ciągnie, ale czy to się sprawdzi, kiedy w rzeczywistości dzieli ich tak wiele? Jak tylko zobaczyłam, że współautorką jest Keeland, musiałam ją przeczytać. Ostatnio lubię jej twórczość - co prawda na razie czytałam może jej dwie książki, ale jej styl bardzo mi się podoba. Świetnie się bawię przy jej książkach. Soraya nie ufa mężczyznom. Boi się zaangażować w poważny związek. Co jest przyczyną? Musicie przeczytać :) Ale temperament to ta kobieta ma! Nie boi się powiedzieć to, co myśli. Jest szczera, zabawna, a jej odpowiedzi czasami są wyuzdane, chociaż pod tym względem to Graham rządzi. Soraya jest naprawdę barwną postacią i ją bardzo polubiłam. Głównie za to, że jest wyszczekana i pyskata, a te cechy są moje :D Nie chcę tego czuć do kogoś takiego jak Ty. Graham z kolei jest chamski, warczy na każdym kroku, nie lubi jak mu się przeszkadza. Ma nawet problem z zapamiętaniem imienia swojej sekretarki - z drugiej strony nic dziwnego, skoro te potrafią się zmieniać codziennie. Ciężko z nim wytrzymać. Jest trudnym człowiekiem do współpracy. W relacji z Sorayą jest wyuzdany, mówi jej wprost, co by chciał z nią zrobić, ale jednak ma do niej szacunek i czeka. Chociaż wariuje, kiedy tak czeka na tę kobietę. Ma też za sobą doświadczenia, te przykre. I przeszłość spowodowała to, jakim jest teraz człowiekiem, ale dzięki Sorayi staje się bardziej znośny, co zauważają również inni pracownicy. Ich relacja zostaje wystawiona na próbę. Jedno z nich myśli, że podejmuje słuszną decyzję, ale czy faktycznie tak będzie? Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia tak, jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień, jaki mi został. Ta historia jest zabawna. Nie raz głośno się śmiałam z zachowania bohaterów i ich tekstów. Autorki naprawdę świetnie sobie poradziły. Książka jest lekka, zabawna, szybko się ją czyta, a styl autorek tylko w tym wszystkim pomaga.

Whothatgirl.blogspot.com Patrycja Cygan


Soraya to kobieta mająca swoje krągłości, ale nadrabiająca temperamentem i ciętym językiem. Nigdy nie spodziewała się, że będzie miała okazję zapoznać się z zabójczo przystojnym biznesmenem, który dla ludzi jest ogólnie dupkiem. Ich spotkanie zostanie zainicjowane przez zgubiony telefon mężczyzny. Jednak nie dane było, żeby Soraya mogła oddać mu zgubę osobiście, a w ramach zemsty, by pokazać co stracił, zostawiła mu kilka fotek przedstawiających jej atuty. Od tej pory ta dwójka nie będzie mogła o sobie zapomnieć. Tylko czy dane będzie im się poznać i zbliżyć? Czy ich życie jest taką bajką, jak się wydaje? Czy pojawią się osoby trzecie? Długo zbierałam się, by wreszcie sięgnąć po tą powieść. Nie wiem nawet dlaczego, skoro uwielbiam pióro Vi Keeland. Dlatego gdy moje ostatnio przeczytane powieści, nie były już wystarczająco dobre, musiałam sięgnąć po coś sprawdzonego. Vi jak zwykle mnie nie zawiodła. Ta powieść bardzo mi się spodobała i będę Wam ją teraz wychwalać. Książka może wydawać się banalna. Zwykła dziewczyna i to nie super modelka i przystojniak, który jest dupkiem. Dwa różne światy, a połączy ich miłość. No i zawsze muszą pojawić się jakieś trudności, bo wtedy powieść nie miałaby aż tylu stron. Jednak kto z nas nie lubi czasami przeczytać książki niezobowiązującej i po prostu przyjemnej? Mogę powiedzieć, że książka wywoła u Was wiele emocji. Historia niby banalna, ale jest napisana w taki sposób, że to wręcz niemożliwe, by nie wywołała u czytelnika jakichkolwiek emocji. Autorki już się o to postarały. Stworzyły również świetnie wykreowane postacie. Soraya to kobieta twarda, roztropna i zabawna. Ma cięte riposty i wie czego chce. Może nie zawsze dostaje to co chce, ale nie poddaje się i uparcie dąży do swego. Bardzo przypadła mi ona do gustu i mocno się z nią zżyłam. Rozumiałam jej zachowanie i choć czasami serduszko mi się krajało to wiem, że sama postąpiłabym podobnie. Zaś Graham to facet, o którym marzy wiele dziewczyn. Bogaty, przystojny, sarkastyczny, jednak pracoholik i facet, który zmienia kobiety jak skarpetki. Każda chciałaby go usidlić, a żadnej się nie udaje. Jak się go pozna bliżej i że tak powiem od środka, to zupełnie inaczej zaczyna się na niego patrzeć. Dlatego przypadł mi tak bardzo go gustu. Co mogę jeszcze powiedzieć, ta książka jest dla mnie naprawdę dobra. Potrzebowałam powieści, która mnie wciągnie, wywoła emocje i w której poznam kolejnego przystojniaka i to wszystko dostałam. Świetny styl pisania, dobrze wykreowani bohaterowie i wciągająca fabuła. Nie potrafię powiedzieć o tej powieści złego słowa, bo one wszystkie znikały, przy tylu pozytywnych. Dlatego jeżeli poszukujecie właśnie takiej powieści, którą pochłoniecie w kilka godzin, to ten wybór będzie idealny. Nie stracicie na nią czasu i po niej będzie Wam tylko mało. Świetny duet autorek i z wielką przyjemnością przeczytam inne powieści spod ich pióra!

Citeofbooks.blogspot.com


Graham i Soraya poznają się przypadkowo, a raczej zaczynają znajomość dzięki zgubionemu telefonowi. Czy ta dwójka ognistych charakterów ma szansę na szczęście? Czy może los ma dla nich niespodzianki? Wybuchowe charaktery prowadzą nas przez drogę pełną szalonych wydarzeń. Są one ze sobą splecione, a nawet uzupełniają siebie wzajemnie. Historia zawarta w książce porusza temat, który nie jest prosty, ale autorki pokazały, że można szybko go zrozumieć. Bo przecież problemy nie powinny stanowić trudności tylko łatwo się rozwiązywać. Głównie odczuwane są tu złość, smutek,szczęście, ale także pożądanie i zazdrość. Według mnie powyższa książka jest lekka, a przede wszystkim zabawna. Wciąga od pierwszej strony aż do końca. Od samego początku wciąga czytelników w emocjonalny wir wydarzeń. Jak dla mnie ta książka zdecydowanie powinna pojawić się u każdego w domu. Moja ocena: 10/10

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska


Chyba każdy słyszał już, że miłość nie wybiera i może spotkać cię wszędzie bez względu na wiek, wygląd czy rasę. Bywają uczucia, które z wierzchu nie dają głębszych nadziei na sukces. Czasami zamiast rozczarowania i niespełnionych pragnień dostajesz szacunek, oparcie i dziką namiętność. Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Soraya Venedetta od razu zauważyła tego przystojnego mężczyznę, od którego biła energia roznosząca się po całym przedziale metra. Jego głos wdarł się w jej myśli i na długi czas będzie władał jej umysłem. Kobieta nie wierzy jednak, że ma jakieś szanse u tak władczego mężczyzny. Jej krągłości i włoski temperament w jej mniemaniu nie podobają się facetom. Jest jeszcze jedna przeszkoda, która nie pozwala myśleć o żadnych relacjach. Facet to arogant i pewny siebie despota. Graham J. Morgan ma 29 lat i osiągnął szczyt. Własny biznes, pasmo sukcesów i wygląd, który przyciąga kobiety. Całe życie poświęcił nauce i pracy, to w niej odnajdując sens. Nie wie, że jedna jazda metrem i zgubiony telefon przeorganizują jego życie. Gdy odzyskuje zgubę, a przy okazji słyszy od nieznajomej parę niewybrednych zdań, jego spokój zostaje zburzony. Tylko jak odnaleźć tę kobietę o zmysłowym głosie i ponętnych kształtach, gdy masz tylko niewyraźne zdjęcia? Duet pisarski Keeland&Ward powraca i zachęca ciekawym tytułem. Co ma czytelnikom do zaoferowania Drań z Manhattanu? Bardzo dużo dobrego. To niezwykle lekka i przyjemna historia z pazurem, pełna humoru, namiętności i wyborów. Autorki w ciekawy i płynny sposób ukazały na pozór zwykłą historię jakich wiele, gdzie bogaty i przystojny facet interesuje się zwykłą dziewczyną z przedmieścia. Nic bardziej mylnego. Nie znajdziecie tu kobiety, która nie zna swej wartości a uległością i słabym charakterem mogłaby obdarować pół miasta. Podobnie rzecz ma się z Grahamem, który nie ukrywa traumatycznych i mrocznych wydarzeń przeszłości, a z każdej jego wypowiedzi bije szczerość i naturalność. Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia. Świetnie skonstruowani bohaterowie i wciągająca od pierwszych chwil fabuła, tak gęsta od temperamentu i humoru sprawią, że z chęcią poznacie bliżej Grahama i jego wybrankę. Jak przystało na romans, nie zabraknie ognia. Pieprzne sceny i namiętność wybuchająca z taką siłą i naturalnością sprawią, że uśmiech i wypieki nie opuszczą waszych twarzy. Losy tej niesztampowej dwójki są idealnym przekrojem tego, co autorki posiadają najlepszego w swym stylu pisania. Lekka i zabawna historia o miłości, która pokonuje uprzedzenia, pozycje biznesowe i stare rany. Nie straszna jej nawet największa tajemnica i błędy sprzed lat. To książka pełna niebezpiecznie dobrego humoru i nieprzesadzonych scen miłosnych, która zapewni wam niezapomniany wieczór wypełniony temperamentem i smakowitym uczuciem, które może rozkwitnąć w niespodziewany sposób. Pyskata Soraya i pewny siebie Graham sprawią, że poznacie smak namiętności, ciężar tajemnic i zdrady oraz jej konsekwencje, a także traumę z dzieciństwa, która często może przysparzać problemów nawet w pozornie szczęśliwym życiu. Myślę, że kilka godzin spędzonych w ich towarzystwie zachęci każdego do tak niebanalnych i dobrych książek kobiecych. Polecam tym lubiącym gatunek i tym, co spodziewają się schematów. Odnajdźcie lekkość i naturalność pod postacią relacji, która wyrywa się konwenansom. Ocena książki: 9/10

Martawsrodksiazek.blogspot.com Marta Daft


"- Staram się tylko być gentlemanem. Miałaś ciężkie popołudnie. Znam jednak doskonały sposób, aby poprawić ci nastój. - Jasne, że znasz. - To mój obowiązek i traktuję go bardzo poważnie. - Wiesz, co naprawdę poprawiłoby mi humor? - Dawaj. - Ty, jeśli przestaniesz być gentlemanem." Połączenie dwóch dobrych autorek, przystojniak w koszuli na okładce oraz ciekawy opis... czy to gwarantuje niesamowitą mieszankę wybuchową? Obie Panie mają lekkie pióro, co w połączeniu dało naprawdę ciekawy efekt. Ja naprawdę nie wiem jak te kobiety to robią, że piszą książkę razem, a finalnie nie widać w ogóle różnicy, kto gdzie pisał. Całość jest spójna i logiczna. Powiedziałabym wyważona w sam raz: nie za długie opisy, seks nie przesadzony, bohaterowie posiadają tło psychologiczne, są też ciekawi i rozbudowani bohaterowie drugoplanowi. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Zdecydowanie największą zaletą tej książki są słowne potyczki i docinki między dwójką głównych bohaterów. Soraya ma cięty język, jest przebojowa, a także zmienia kolor końcówek włosów, zależnie od nastroju, co zdecydowanie wyróżnia tę książkę z tłumu. Do tego jest również Graham, z opryskliwego szefa zmienia się w faceta próbującego zdobyć tą jedyną, konkretną kobietę. Autorki świetnie grają na emocjach czytelnika pokazując nam radość bohaterów, ich smutki, chwile zawahania oraz moc wielkiego pożądania. Zakończenie do ostatniego momentu nie jest oczywiste, a końcówka zwala z nóg zaskakującym, nowym wątkiem. SORAYA to charakterna kobieta, która zawsze mówi to, co myśli. Już w pierwszych scenach z metra pokazuje swój charakterek i cięty język. Podczas jednej z takich podróży spotyka na swojej drodze przystojnego gościa w eleganckim garniturze. Kobieta przypadkowo słyszy jego rozmowę przez telefon, kiedy on jest dla kogoś ewidentnie nieuprzejmy. Chwilę później znajduje jego komórkę, gdy ten opuszcza pociąg. Dziewczyna jednak nie oddaje jej od razu, ale postanawia przejrzeć jej zawartość. Jego opryskliwy stosunek do pracowników wyrabia mu u niej opinię wielkiego drania. Postanawia oddać mu telefon osobiście, jednak ten nie chcąc jej wpuścić do biura "drań" znów zachowuje się jak dupek. Zostawia mu więc nietypową niespodziankę na komórce oraz swój numer, by mężczyzna pożałował swojego zachowania. GRAHAM jest oszałamiająco przystojny, pewny siebie, arogancki i niejedna osoba uznałaby go za palanta, jednak w głębi serca, to naprawdę ciepły i serdeczny człowiek. Świat mężczyzny w ciągu paru tygodni się zmienia. Poznaje wyszczekaną, pyskatą Soraye, i już wie, że nic nie będzie już takie samo. Ktoś w końcu rzucił mu wyzwanie... a może rzucił nieco szczerej prawdy w oczy. Jesteśmy naocznymi świadkami zmian zachodzących w bohaterze, co sprawia, że jest on naprawdę dobrym i ciekawie wykreowany "książkowym ciasteczkiem". "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg." To co najbardziej mi się podobało to zaloty głównych bohaterów. Nie jest to typowa relacja hate-love, ale mamy tutaj kilka intrygujących bitew słownych. Ich wspólna relacja rozwija się w naturalny i niewymuszony sposób. Z pozoru lekka opowieść, która niejedną osobę może rozśmieszyć i wzruszyć. Jednak pod płaszczykiem dobrego humoru oraz wielu zabawnych sytuacji, obie autorki przemyciły ważne zagadnienia, takie jak : poświęcenie, wartość prawdy, zawiść, zazdrość, chęć zemsty, relacje z pracownikami. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, że książka nie jest przepełniona schematami. Ona nie jest typową szczupłą super pięknością, która zachowuje się jak sierotka Marysia i nagle trafiła złoty los na loterii, bo ktoś na nią spojrzał, tylko kobietą z krągłościami, z ognistym temperamentem i ostrym językiem. Tak naprawdę sama zdobyła uwagę tego faceta. On nie jest typowym bad boyem, który bierze zawsze to, na co ma chwilowy kaprys, tylko dorosłym facetem po przejściach, który trzyma się swoich postanowień nie chcąc się ponownie sparzyć. „Drań z Manhattanu” to rozpalający zmysły erotyk. Scen seksu jest sporo, ale nie zastępują nam one fabuły, wszystko było z umiarem. W tych scenach autorki zdecydowanie się postarały, prezentując całość bardzo subtelnie, z wyczuciem i smakiem. Książka jest krótka i stanowi idealną lekturę na weekend, bądź dla bardziej zapalonych czytelników... jeden gorący, pełen wrażeń wieczór. Jest to idealna mieszanka tego, co najlepsze w romansach, czyli ciekawy przekaz oraz dowcipne dialogi. Momentami wzrusza i łamie serce. Wciągająca od pierwszych stron. Autorki stworzyły emocjonującą historię o miłości i przewrotności losu, dodając książce również pikanterii. Osobiście mogę ją jak najbardziej szczerze, ze spokojnym sumieniem polecić. Dawno się tak dobrze nie bawiłam i myślę, że tą historię będę miło wspominać jeszcze przez jakiś czas :)

http://iskraczyta.blogspot.com/ Kinga Ksel


Dziś przychodzę do Was z propozycją, po którą postanowiłam sięgnąć głównie dlatego, że o Vi Keeland mówi się, że jeśli już coś napisze, staje się to bestsellerem. Czy Drań z Manhatanu mnie oczarował? Otóż na początku, kiedy przewracałam kartkę za kartką, pomyślałam sobie : ,,Nie, no! Kolejna opowieść o bogatym, nadętym, przystojnym, wysportowanym i aroganckim dupku z sierotką Marysią w tle'' ale.... ... szybko zmieniłam zdanie. Graham J. Morgan to mężczyzna, który dzięki swojej ciężkiej pracy osiągnął sukces na rynku i jest uznanym biznesmenem. Oczywiście jego cechy zewnętrzne nie idą w parze z charakterem, więc jest nieziemsko przystojny, a arogancja to jego drugie imię. Traktuje ludzi z góry, a jego pracownicy dosłownie trzęsą przed nim portkami... i spódnicami też :) Soraya Venedetta temperamentna, śliczna i seksowna Włoszka, której niewyparzony język jest atutem tej opowieści. Postać wzbudza sympatię i mnie osobiście cieszy, kiedy kobieta ma przysłowiowe jaja i nie jest ciepłą rozmemłaną kluchą. Soraya zwraca uwagę na Grahama w metrze. Zaintrygował ją jego wygląd i może na tym by się skończyło, gdyby nie fakt, że Graham gubi telefon, który Soraya znajduje. Od tego momentu akcja wkracza na tory, kiedy uśmiech nie schodzi z twarzy. Dziewczyna postanawia oddać zgubę właścicielowi i kiedy dociera do jego firmy, okazuje się, że ,,Pan właściciel''wcale nie ma ochoty wpuścić jej do swojego gabinetu. Soraya zostawia w telefonie Grahama kilka swoich zdjęć, na które młody biznesmen reaguje jak typowy samiec. Intrygującym pozostaje fakt, że Soraya nie uwieczniła na zdjęciach swojej twarzy. Czy tych dwoje młodych ludzi pochodzących z dwóch różnych światów może połączyć prawdziwe i głębokie uczucie? Czy można zmienić człowieka, który wykreował się na drania? Jakie przeszkody przyjdzie im pokonać, ile wątpliwości rozwiać i co zaakceptować, dowiecie się, sięgając po tę pozycję. Drań z Manhatanu to zabawna i seksowna historia. Jak się okazuję, obie Autorki stworzyły naprawdę godną zainteresowania lekką i ciekawą opowieść. I może komuś na początku, wydawać by się mogło, że zalatuje Grey'em, to zapewniam, że watki erotyczne dawkowane są w odpowiednich proporcjach, chociaż nie ukrywam, że są opisane dość konkretnym językiem. Cała fabuła niesamowicie wciąga. Dwa mocne charaktery zderzają się ze sobą, tworząc dynamiczną całość, która bardzo często wywołuje uśmiech na twarzy. W książce nie brakuje zwrotów akcji, więc bądźcie przygotowani, że oprócz słodkich pocałunków przystojnego finansisty i temperamentnej uroczej Sorai, znajdziecie tutaj coś, co was zaskoczy. Mnie nie pozostaje nic innego jak polecić Wam tę książkę, po którą pewnie jeszcze raz kiedyś sięgnę.

https://czytelniczyniedosyt.blogspot.com/ Magdalena Krauze


Ocena: 10/10 Czy władczy finansista z ogromnymi pieniędzmi i jeszcze większym mniemaniem o sobie jest odpowiednim facetem dla krągłej Włoszki z Bensonhurst, której cechami charakterystycznymi są niewyparzony język i oryginalna fryzura? Soraya Venedetta doskonale zdawała sobie sprawę, że nic z tego nie będzie. Mężczyzna, którego zauważyła w metrze, był niewiarygodnie przystojny, miał cudowny, niski głos, a do tego władzę i pieniądze. Zachowywał się natomiast arogancko i despotycznie. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu pięknego drania, jednak szanse na to wydawały się bliskie zeru — dopóki Soraya nie znalazła jego zgubionego w metrze telefonu. Graham J. Morgan ma dopiero 29 lat, ale już jest uznanym biznesmenem, jego firma świetnie prosperuje. Mężczyzna całkowicie poświęcił się nauce i pracy, nic więc dziwnego, że odnosi imponujące sukcesy. Wszystko jednak się zmienia, gdy znajduje w swojej komórce zdjęcia nieznajomej piękności. Widać na nich fantastyczny dekolt, śliczne nogi i wyjątkowo zgrabny tyłek. A potem okazuje się, że dziewczyna ma także długie, lśniące włosy, słodką twarz anioła i iście diabelski temperament. Jednym celnym zdaniem burzy jego spokój na długo. To pełna humoru i wdzięku opowieść o miłości, która narodziła się między antypatycznym, bogatym despotą i charakterną, odważną Włoszką, która zawsze mówi, co myśli, i robi to, co uznaje za słuszne. Dzieli ich właściwie wszystko, ale łączy dzika namiętność i pełne poświęcenia uczucie. "Drań z Manhattanu" to idealny przykład na to, że w dzisiejszych czasach można stworzyć świetną książkę o miłości i nie skupiać uwagi czytelnika tylko i wyłącznie na seksie i przelotnych znajomościach. Duet Keeland & Ward uważam za bardzo udany, chociaż jestem tylko po lekturze jednej książki, ale czuję, że na tym się nie skończy. Graham to mężczyzna twardo stąpający po ziemi. Nie jest lubianym szefem, jest gburowaty, arogancki i brak mu szacunku do innych ludzi. Soraya natomiast to temperamentna włoszka. Burza loków, niewyparzony język i zadziorny charakter. Połączy ich banalna sytuacja, która mogła mieć miejsce w życiu każdego z nas. Mężczyzna gubi telefon w metrze, ona go znajduje i postanawia oddać. Jednak sytuacja nie wygląda tak, jakby tego oczekiwała. Spodziewała się podziękowań lub chociaż dobrego słowa, a tu Graham okazał jej sto procent swojego czarnego charakteru. Od tego momentu mamy możliwość śledzenia słodko-gorzkiej i momentami mocno zabawnej historii, od której zwyczajnie nie da się oderwać. Styl autorek jest dla mnie tak przyjemny, że ta książka ląduje na półce moich ulubionych, życiowych historii. Autorki pokazują nam, że życie nie zawsze jest czarne i białe, ma w sobie wiele odcieni szarości. Życie Grahama zostało wystawione na wielką próbę, a Soraya stanie przed trudnym wyborem, która rzuci cień na jej relację z mężczyzną. Książka jest pełna miłości, z każdej strony i sytuacji można wyciągnąć wartościowe wnioski odnośnie własnych doświadczeń. Kilka faktów, oryginalnie poprowadzona akcja i minimalna ilość scen łóżkowych sprawiło, że lektura tej książki to zdecydowanie inny romans niż te, które teraz się pojawiają. Miła odmiana, a świetny styl, dynamika i cudownie wykreowane postacie to główne zalety tej powieści. Gwarantuję, że przy Sorayi i Grahamie nie będziecie się nudzić, a czas spędzony z "Draniem z Manhattanu" będzie Waszym nalepiej wykorzystanym, w ostatnich dniach. Książkę polecam z całego serducha. Dawno się tak nie ubawiłam w trakcie lektury. Zawirowania losy, trudne decyzje, problemy, które mogą dotyczyć każdego z nas, drobne kłamstwa, które później przybierają wielką wagę, to właśnie urzekło mnie w tej powieści. Jestem pewna, że na sto procent sięgnę po kolejne książki stworzone przez te autorki. Wam również polecam!

subiektywne-recenzje.blogspot.com/ Katarzyna Próchno


Nowy Jork, Brooklyn, Manhattan. Mnóstwo taksówek, aut, ludzi pędzących w tylko wiadomym sobie celu. Zatłoczone metro i pełne szumu. Jedzie metrem zwyczajna kobieta, uciekając przed pewnym adoratorem, wpada na niego i już wie, że ten facet jest niebezpieczny. Z racji swojego złośliwego charakteru bez pardonu podsłuchuje mężczyznę wydzierającego się do komórki. A potem niczym fatum on gubi ją w zamęcie i zdenerwowania. Tak oto zaczyna się niezwykła przygoda miłosna głównej bohaterki Soraya. Niczego niespodziewająca się coraz bardziej pogrąża się w miłości do nieznajomego nadętego gościa z metra. Z racji wrodzonego wrednego charakteru rozpoczyna flirtować z nieznajomym mężczyzną. Lecz on nie pozostaje dłużny i pobudza jej zamknięte serce. Ich rozmowy są przesycone seksem i sprośnymi tekstami. Wprost prowadzą wyścig, kto kogo bardziej prześcignie we wredności, flircie i seksizmie. Akcja książki toczy się w Nowym Jorku. W zwykły dzień główna bohaterka spotyka na swojej drodze mężczyznę, którego od razu bierze za dupka. Graham później nazwany draniem droczy się z nią podczas przepychanek słownych. Lecz czuje do niej pociąg nie tylko seksualny. Dotąd poświęcał się pracy i zdobywanie fortuny. Soraya dla niego zaczęła być odskocznią i przystanią, tak zapragnął czegoś więcej niż tylko kobiety na jedną noc. Zaczynają się ze sobą spotykać i rozmawiać. Niespodziewanie ich związek musi przetrwać ciężką próbę. Potem pewne dobre dusze powodują, że Soraya ulega własnym demonom i rozterkom. Autorki przenoszą nas do świata bogatych i snobistycznych postaci. Jednocześnie zderzają się dwa światy. Jeden pełen ludzi, którzy są rekinami poszukującymi majątki i drugi zwykły szary świat człowieka pracującego na zwykłym etacie a myślą, by przeżyć i zapłacić rachunki. Opisy miejsc i zdarzeń są bardzo wyraziste i jasne. Łatwo można sobie wyobrazić wieżowiec i biuro głównego bohatera, zmieniającego sekretarki jak rękawiczki. Możemy poczuć zapach zadymionego biura, w którym pracuje główna bohaterka. Czytając powieść, wprost siedzimy, w metrze tuż obok głównych bohaterów. Słyszymy klekot wagonów, skrzypienie kół na szynach i rozmowy ludzi wokół nas. Nie musimy bardzo się wysilać, aby sobie to wszystko wyobrazić, bo tak dobrze jest opisane i przekazana. Soraya jest silną i młodą kobietą. Nauczyła się, że gdy ma zamknięte serce, nie jest raniona przez innych ludzi. Jej główną cechą charakteru jest złośliwość i sarkastycznego poczucia humoru. Gdy zaczyna flirtować z nieznajomym, ze wszystkich sił stara się mu oprzeć. Skrzywdzona przez najbliższych nie potrafi się zaangażować i jedyną jej obroną jest sarkazm i cynizm. Nie chce pozwolić sobie na to, aby ktoś ją więcej skrzywdził. Pracując u kobiety, która doradza zakochanym, nauczyła się, że nie ma prawdziwej miłości i każdy rani każdego nawet nie wiadomo, jakby go kochano. Sama odpowiadając na maile od różnych osób, nie potrafi się powstrzymać przed udzieleniem prawdziwej i szczerej odpowiedzi. Jej szczerość i prawdomówność trafia do zatwardziałego serca Grahama. Ona stawia mu warunki, wiedząc, jakim jest człowiekiem, robi niemal wszystko, aby jej nie zranił i porzucił. Nie może uwierzyć, że się w niej zakochał. Myśli, że on szuka kolejnej zabawki na jedną noc. Graham J. Morgan już samo nazwisko mówi o tym, jakim jest człowiekiem. Młody finansista utrzymujący ludzi na dystans i niezbyt mile się z nimi obchodzi. Również on został skrzywdzony, przez kogoś, kogo kochał i w to najbardziej podły sposób. Jego serce stało się kamieniem, popadł w pracoholizm, zatopił się w świecie akcji, walki rekinów, akcji i pieniędzy. Jedyną ważną dla niego osobą jest babcia. Lecz zmienia się to wszystko, gdy gubi telefon i spotyka Soraye. To ona budzi w nim uczucia, które już dawno pochował w sercu. Zaczyna walczyć sam ze sobą i z jej oporem wobec niego. Jego pierwszą myślą jest to, że chce ją zaciągnąć do łóżka i napotyka opór, a żadna mu jeszcze nie odmówiła. Jej cięte riposty, wesołe docinki i szczere słowa sprawiają, że chce czegoś więcej niż przelotnej znajomości na jedną noc. Zaczyna pragnąć miłości nawet za cenę ograniczeń, jakie postawiła mu Soraya. Styl autorek jest bardzo lekki i przyjemny. Podzielone na dwie części przemyślenia głównych bohaterów pozwalają wgłębić się w ich psychikę i osobowość. Dialogi są przesycone seksem, flirtem i wesołymi testami. Czyta się je bardzo szybko i płynnie. Dodatkową rozrywką są porady niejakiej Idy. Wywołują na twarzy uśmiech czytelnika. Minusem jest to, że historia była krótka i w niektórych momentach można było rozwinąć i dodać więcej dreszczyku emocji oraz napięcia. Jeszcze jednym minusem były niektóre dialogi i opisy scen erotycznych, jak dla mnie były trochę obskurne i prostackie. Książka jest dla tych, którzy lubią lekkie i przyjemne romanse. Ta książka przenosi nas do świata rekinów finansowych, zadymionego Nowego Jorku i zabieganych ludzi, którzy nie mają czasu na nic innego tylko pracę. Ta książka jest pełna złośliwego humoru, wrednego odszczekiwania i seksualności niemal na każdej stronie powieści.

Sztukater.pl KRAKOWSKA WIEDŹMA


Tytułowy "Drań z Manhattanu" to Graham Morgan. Bogaty, arogancki, piekielnie przystojny właściciel dobrze prosperującej firmy. Kobiety traktuje dość przedmiotowo i ani myśli się zakochać. Jego plany psuje Soraya. Apetycznie krągła dziewczyna z wyzywającą fryzurą i ciętym językiem. Gdy Soraya znajduje w metrze telefon Grahama, postanawia oddać mu go osobiście. Jednak, gdy mężczyzna nie ma zamiaru nawet wyjść ze swojego biura, rozzłoszczona dziewczyna zostawia w telefonie kilka swoich zdjęć i opuszcza biurowiec. Mężczyzna przeglądając telefon znajduje odważne zdjęcia tajemniczej dziewczyny i zaintrygowany postanawia ją odnaleźć. Zaczynają SMS-ować i mimo wielu zauważalnych różnic dobrze się dogadują. Czy przystojny, zuchwały kawaler i charakterna włoszka to przepis na związek idealny? Nie do końca lubię książki pisane przez więcej niż jednego autora, muszę jednak przyznać, że "Drań z Manhattanu”, to naprawdę dobra, pełna ciekawych dialogów i humorystycznych sytuacji książka. Owszem, początkowo fabuła jest dość schematyczna jak to ostatnimi czasy bywa w romansach, jednak dzięki ciekawie wykreowanym postaciom i wciągającej historii książka nabiera charakteru i z czasem schemat przestaje być zauważalny. Jeśli chodzi o postaci, to Soraya totalnie mną zawładnęła. Błyskotliwa, charyzmatyczna i pewna siebie. Boi się zaangażować, jednak z biegiem czasu otwiera się coraz bardziej i nie skłamię, jeśli stwierdzę, że to jedna z ciekawszych postaci typowych romansów. Graham to facet, o którym marzą kobiety, jednak on nie ma czasu na związki. Gdy pojawia się Soraya, jest zaskoczony jak ta kobieta intensywnie na niego działa i zmienia jego światopogląd. Wychodzi z niego czuły gość, który jestem pewna skradnie wasze serca. Czytając tę książkę naprawdę dobrze się bawiłam. „Drań z Manhattanu”to nie tylko lekka, ale również zaskakująca, totalnie przewrotna i wciągająca książka, którą się czyta z ogromną przyjemnością! Jeśli lubicie gorące romanse z ciekawą fabułą, to zdecydowanie jest to książka dla was.

http://www.zakladkimadebya.pl Aleksandra Załustowska


"Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia." Jak pogodzić bogatego, zakochanego w sobie mężczyznę z kobietą, która lubi postawić na swoim? I absolutnie nie pozwala sobą pomiatać? Czy dwójka tak skrajnie odmiennych bohaterów ma szansę na wspólną przyszłość? Historia zamknięta w tej powieści to nic innego jak płomienny romans, w którym dwa odmienne światy zderzają się ze sobą w walce żywiołów. Bogaty król finansów ma o sobie wysokie mniemanie. Nie boi się też stawiać czoła kobietom o nieutemperowanych charakterach. Jednak pewnego dnia spotyka na swojej drodze Sorayę i jego pewność siebie zaczyna tracić na wartości. To ona, z nieprzeciętnym charakterem i ciętym językiem zaczyna sprowadzać Grahama na ziemię. Chciała mu zwrócić zagubiony telefon. On jednak nie potrafił tego docenić. Zaczęło się więc niewinnie i nawet trochę niegrzecznie. Ale z czasem wulkan emocji eksplodował. Bohaterowie w tej powieści to znak charakterystyczny i chyba najlepsze co może Was tutaj spotkać. Mocne charaktery zderzają się ze sobą na każdym kroku, powodując zgrzyty i tworząc dialogi pełne sarkazmu i ironii, dzięki czemu uśmiech z twarzy czytelnika nie schodzi nawet na minutę. Ona temperamentna, pewna siebie, częściej najpierw działa niż myśli, sprawia że wiele kobiet chciałoby stanąć po jej stronie i przejąć chociaż połowę przekonania o sobie jako kimś naprawdę ważnym. On natomiast to typowy Grey, zadufany w sobie bogaty pan, który szuka jedynie radości i uciechy, z minimalnym zaangażowaniem uczuć. Tylko czy na pewno tak to działa? Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Sorayi i Grahama to typowa forma dla gatunku romansowo-erotycznego, więc właściwie nie spodziewałam się niczego innego. Jednak nie żałuję takiego posunięcia ze strony autorek: dzięki temu jasno wiedziałam co czai się w umysłach bohaterów, o czym myślą i do czego dążą a fabuła tym samym pozbawiona została niedopowiedzeń. Nie jest to książka, która zaskakuje zwrotami akcji, ale na pewno przyciąga uwagę dynamiką. Cała historia ładnie się ze sobą łączy, prowadzi od wydarzenia do wydarzenia i sprawia, że z każdą kolejno przeczytaną stroną rośnie apetyt na więcej przygód głównych bohaterów. To typowa forma romantyczna, w której od nienawiści do miłości jest zaledwie jeden krok. Ale duet spisał się na medal nie zapominając także o wartościach ważnych dla każdego - o przyjaźni, o rodzinie, o miłości i nawet o życiu w duecie, co jak się okazuje jest prawdziwym wyzwaniem. "Drań z Manhattanu" to historia w sam raz na leniwe popołudnie. Z sympatycznymi bohaterami, których nie sposób nie polubić, z dialogami przy których nie sposób się nie uśmiechać i z akcją, która zadowala od początku do końca. Nie zabraknie także emocji, wokół których zakręci się sama fabuła! Vi Keeland i Penelope Ward razem działają bardzo pozytywnie i oby więcej powstało książek z takiego połączenia. Polecam!

thievingbooks.blogspot.com ELLIE MOORE


Bardzo lubię książki Vi Keeland, więc z przyjemnością sięgnęłam i po tę, zastanawiając się przy tym, jak udał się ten duet z Penelope Ward. Mogę już na początku Wam powiedzieć, że całkiem nieźle wyszła paniom ta historia. ;) Początek jednak nie był ciasteczkiem malinowym, którym delektowałabym się z przyjemnością. Niestety, wydawało się, że raczej będzie to dosyć nudna lektura i mało zaskakująca. Lecz, po przebrnięciu przez pierwsze strony, powoli akcja zaczęła się rozkręcać i zyskiwać w moich oczach poprzez kilka ciekawych rozwiązań zastosowanych przez autorki. Fabuła napisana została zarówno z punktu widzenia Grahama Morgana, jak i Sorayi Venedetty. Dzięki temu możemy śledzić ich losy z obydwu stron, co przyznaję bez szemrania, że bardzo lubię. Również narracja pierwszoosobowa mi nie przeszkadzała, co niekiedy niestety sprawia, że lektura staje się bardziej udręką niż przyjemnością. Tu, na szczęście była tym drugim. Historia przedstawia losy dwójki, całkowicie odmiennych ludzi, którzy poznają się poprzez zgubiony telefon przez jedno z nich. Pewnego dnia bowiem, jadąc do pracy metrem, Soraya dostrzega eleganckiego mężczyznę, który objawia wredny charakterek podczas prowadzonej przez niego rozmowy telefonicznej. Wybiegając pośpiesznie z pojazdu na swojej stacji, nie zauważa, że zostawił po sobie ślad w postaci telefonu. Soraya postanawia temu draniowi, jak go określa, oddać zgubę, choć nie od razu. Jest z natury ciekawską osóbką, więc sprawdza zawartość przedmiotu, który ukazuje sprzeczne informacje o jego właścicielu. Tym bardziej, zaciekawiona nim postanawia w końcu osobiście przekazać zgubę. Gdy mężczyzna w dość bezpośredni sposób oznajmia, że nie ma dla niej czasu, Soraya pozostawia telefon zafrapowanej recepcjonistce wraz z intrygującą wiadomością dla jego właściciela. Tak, by zapamiętał sobie, że ma czego żałować. :) Cóż można powiedzieć o samych bohaterach? Są odmienni, to z całą pewnością, a jednocześnie wydają się do siebie idealnie pasować poprzez wzajemne uzupełnienie. Soraya jest temperamentną Włoszką, która mówi to co myśli, nie owijając w bawełnę. Pracuje w dziale porad „Zapytaj Idę”, gdzie stara się dawać rady czytelnikom, na temat przesyłanych przez nich pytań odnośnie swoich rozterek i bolączek życiowych. Cóż, może trafniej będzie powiedzieć, że udziela porad sporadycznie, gdy jej szefowa łaskawie wyda na to swoją zgodę. Z uwagi na bardzo otwarte i szczere odpowiedzi Sorayi, nieczęsto to się jednak zdarza. Kobieta uważa bowiem, że szkoda czasu na łgarstwa. Jeśli coś chce powiedzieć, po prostu to robi. Kobieta podbiła moje serce swoją barwnością, zarówno co do wyglądu, jak i charakteru. Wyszczekana, bezpośrednia, szczera i jednocześnie obawiająca się otworzyć swoje serce — tak mogłabym ją w skrócie podsumować. Zmiany swoich emocji przejawiała poprzez ufarbowane końcówki włosów, co niekiedy stanowiło ostrzeżenie dla jej otoczenia. Czasami w książce wyraźnie objawiała się jej niepewność co do tego, że ona również zasługuje na miłość i szczęście, tak jak każdy inny. „Naprawdę z całego serca chciałam z ufnością patrzeć na to, co się między nami rodziło, ale mimo wszystko jakaś część mnie wciąż kazała mi trzymać dystans. On jednak był taki pewny i tak całkowicie pozbawiony obaw, że jego spokój koił moje nerwy. Nienawidziłam tej słabej i strachliwej istoty, jaką w sobie nosiłam. Chyba przyszedł czas, abym spróbowała się jej pozbyć.” Graham z kolei trzyma wszystkich wokół na dystans i nie przejmuje się, że przy okazji nie liczenia się z innymi ludźmi, może ich skrzywdzić. Zbudował wokół siebie mur, którego dotąd nikt nie zdołał naruszyć. Liczy się dla niego tylko praca, babcia i pies Blackie. Tylko przy babci Lil staje się „miękką kluchą”. Jest to przy okazji kolejna kobieta w tej książce, która mnie urzekła swoją siłą, a także oddaniem i miłością do wnuka, dla którego pragnie wszystkiego co najlepsze, nie zamykając przy tym oczu na jego wady. „— Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia tak, jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień, jaki mi został.” Mężczyzna, jakoś od samego początku, pomimo swojego chamstwa — co tu dużo kryć takiego go poznajemy — czymś mnie ujął. Przede wszystkim powolnym zdobywaniem względów Sorayi, choć równie dobrze mógł dać sobie spokój i ruszyć na połów w innym stawie. Również wyjaśnienia, które otrzymujemy odnośnie tego, co takiego uczyniło go twardym i niedostępnym dla innych spowodowało, że moje serce zmiękło dla Grahama jeszcze bardziej. Jak to zwykle bywa, tak w życiu, a szczególnie w książkach, pojawiają się w fabule problemy, z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć. A jest ich całkiem sporo, jak na jednotomową pozycję. Wszystko jednak zostaje czytelnikowi wyjaśnione i nie pozostawia się nierozwiązanych wątków. Choć Graham całkiem szybko dochodzi do wniosku, że z temperamentną włoszką może połączyć go głębsze uczucie, o tyle Soraya dosyć długo trzyma biednego pana „Celibat z Manhattanu” w niepewności. Nie pomaga z pewnością fakt, że niczym koszmar z którego nie można się obudzić, do życia Grahama wkracza ponownie jego dawna narzeczona wraz z niespodziankami, które spowodują spory zamęt u naszych bohaterów. Świeży związek zostaje zatem wystawiony na poważną próbę. Czy Grahamowi i Sorayi uda się pokonać przeciwności losu i pogodzić z przeszłością, która oboje prześladuje? Tego musicie się dowiedzieć sami sięgając po tę lekturę. ;) „(…) Gdy się odwróciłam i spojrzałam na niego, dotknął czołem mojego czoła i szepnął: — Będę czekał tak długo, jak będziesz chciała. Nigdzie się nie wybieram.” Oboje, zarówno Soraya jak i Graham, są doświadczeni przez życie, co odbija się na ich teraźniejszości i decyzjach jakie podejmują. Autorki pokazują poprzez tę historię, że to, co wydarzyło się w naszym życiu może mieć na nas zgubny wpływ tylko wtedy, gdy na to sami pozwolimy. „Ujęła dłońmi moją twarz i powiedziała: — Jesteś niesamowity. Będę szczęśliwa, jadąc z tobą dokądkolwiek. — Lecz gdy to mówiła, na jej twarzy nie było widać uśmiechu.” W każdym bądź razie, perypetie tych dwojga szczerze mnie ubawiły, szczególnie w początkowych fazach ich znajomości, choć przez całość książki przejawiał się „przedmiot” przez który się poznali, a który wprawiał mnie niezmiennie w rozbawienie. Ich esemesowe gierki oraz zabawne teksty pisane poprzez dział „Zapytaj Idę” były ciekawym zabiegiem dokonanym przez autorki, który się idealnie w tej pozycji sprawdził. Także doskonale wykreowane postaci, które różni prawie wszystko, a jednocześnie wydają się jakby byli wzajemnie dla siebie stworzeni powoduje, że z chęcią śledzi się ich losy. Ja z przyjemnością przyglądałam się zmianom, jakim ulegali bohaterowie. To w jaki sposób się otwierali na nowe możliwości. Ich zabawnym potyczkom i grze, która oboje czegoś nauczyła. Podsumowując, w książce pojawia się kilka zwrotów akcji, które nadały jej tempa i pozwoliły zerknąć głębiej w życie zarówno Grahama, jak i Sorayi. Choć początek mnie nie kupił, to już cała reszta jak najbardziej tak. „Drań z Manhattanu” jest pozycją zabawną, romantyczną, jednocześnie dającą do myślenia co do tego, czym właściwie jest rodzina, szczęście i jak wiele w związku dwojga ludzi znaczy szczerość. Autorki pokazały jak istotna jest wzajemna rozmowa i podejmowanie wspólnie decyzji, bowiem nie zawsze to, co nam się wydaje dobre dla drugiej osoby, faktycznie takie jest. Czy warto zatem przeczytać tę pozycję? Stanowczo tak, gdyż pomimo tytułu zwiastującego typowe romansidło, ta książka zawiera w sobie znacznie więcej, niż tylko seksownego faceta i piękną kobietę z romansem jako głównym wątkiem. ;) Historia Sorayi i Grahama jest jednocześnie seksowna, zabawna i wzruszająca. Myślę, że wiele czytelniczek przyjemnie spędzi przy tej lekturze czas.

Zażyj Kultury Anna Zborowska


"Czasem życie rzuca Ci podkręconą piłkę , coś, czego kompletnie się nie spodziewałeś. Bywa, że jesteśmy zmuszeni wybrać, czy chcemy być szczerzy wobec siebie, czy honorowi wobec tych, których kochamy." Soraya Venedetta jest ognistą Włoszką. Końcówki włosów maluje na kolor, który odpowiada jej nastrojowi. Ma cięty język, a jej charakterystyczna fryzura zawsze rzuca się w oczy. Mężczyzna, którego zauważyła w metrze, był niewiarygodnie przystojny, miał cudowny, niski głos, a do tego władzę i pieniądze. Zachowywał się natomiast arogancko i despotycznie. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu pięknego drania, jednak szanse na to wydawały się bliskie zeru — dopóki Soraya nie znalazła jego zgubionego w metrze telefonu. Postanowiła oddać go przystojnemu nieznajomemu, jednak została przez niego źle potraktowana. Postanowiła dać mu nauczkę "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak." Graham J. Morgan ma dopiero 29 lat, ale już jest uznanym biznesmenem. Ma dużo pieniędzy, a jego firma świetnie prosperuje. Mężczyzna całym sercem poświęcił się pracy, nic dziwnego, że odnosi sukcesy. Jednak tylko w życiu zawodowym tak świetnie mu się układa. Mężczyzna od lat już nie wierzy w prawdziwą miłość i szczere kobiety. Na co dzień jest apodyktyczny, opryskliwy i nie szanuje pracowników. Jego zachowanie ulega stopniowej zmianie, gdy odnajduje w swoim telefonie zdjęcia nieznajomej piękności. Widać na nich fantastyczny dekolt, śliczne nogi i wyjątkowo zgrabny tyłek. A potem okazuje się, że dziewczyna cała jest piękna, a do tego ma ognisty temperament. "Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia." Drań z Manhattanu to niezwykła wielowątkowa powieść. Ten opis to dopiero początek. Liczyłam, że będzie to lekka powieść z gorącym romansem w tle. Pomyliłam się. Oczywiście czytało mi się ją bardzo przyjemnie i również był gorący romans, ale ta powieść to zdecydowanie coś więcej, o wiele więcej. Z każdą stroną, z każdą chwilą pojawiały się nowe wiadomości o przeszłości bohaterów, o których nawet sami oni nie wiedzieli, co wpływało na ich dotychczasowe życie. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Rodziły się nowe wątpliwości, nowe problemy, poważne problemy i rozważania na trudne tematy. I chociaż czasami denerwowały mnie decyzje podjęte przez bohaterów, to tak na prawdę, sama nie wiem jak zachowałabym się na ich miejscu. Jeśli znacie twórczość autorek powinnyście wiedzieć, że to jest niezwykła książka. Trudne sytuacje bez wyjścia, miłość nieznająca końca, liczne wątki i wciągająca fabuła. W Draniu z Manhattanu można zakochać się już od pierwszych stron. Moja ocena: 10/10

Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł


Jeśli już po kilkunastu pierwszych zdaniach książki wybuchasz śmiechem, to musi oznaczać dwie rzeczy. Po pierwsze, trafiłaś lub trafiłeś na naprawdę dobrą książkę. Po drugie – autorką tej książki musi być Vi Keeland. W tym akurat przypadku towarzyszy jej, równie dobra, Penelope Ward. Soraya Venedetta jest Włoszką z niewyparzonym językiem i oryginalną fryzurą, natychmiast zdradzającą jej samopoczucie. Graham J. Morgan to dwudziestodziewięcioletni uznany biznesmen, właściciel znakomicie prosperującej firmy. Snobistyczny dupek, arogancki drań i despota w jedym, który swoim głosem, wyglądem i zachowaniem zwraca na siebie uwagę Sorai podczas podróży metrem. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko jego bliższemu poznaniu, ale przecież szanse na to są bliskie zeru. Do czasu, aż przypadkowo odnajduje jego telefon w wagonie pociągu. Gdy go w końcu oddaje prawowitemu właścicielowi, zostawia na nim „niespodziankę” w postaci kilku zdjęć swoich części ciała oraz wiadomości, wyrażających jej zdanie o nim. Zafascynowany nimi Graham postanawia odnaleźć właścicielkę owych atutów. Nie spodziewa się, że pozna piękną dziewczynę o twarzy anioła i temperamencie diabła. Dzieli ich wszystko, ale łączy namiętność i niespodziewane uczucie. Moje uwielbienie dla tworzonych przez Vi Keeland zapewne jest Wam znane, jeśli tylko śledzicie nasz portal. Przepadłam w twórczości tej autorki, odkąd w moje ręce trafił „Gracz”. Później była znakomita seria MMA, niesamowity „Bossman” a jeszcze dwie kolejne książki tej autorki czekają. Penelope Ward skradła moje serce „Przyrodnim bratem”. Kiedy więc zobaczyłam, że wydawnictwo Editio Red postanowiło wydać ich wspólną historię, wiedziałam już, że muszę ją koniecznie przeczytać. W sumie chyba nikogo to nie dziwi, bo jak by mogło być inaczej? Ta historia zaskoczyła mnie ilością dialogów, których jest tu po prostu mnóstwo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, w której bohaterzy by ze sobą tak dużo rozmawiali, w różnych formach, a nie dominowały wewnętrzne monologi czy też ich myśli. Co zasługuje na uwagę, to forma rozmów pomiędzy postaciami. To nie tylko bezpośrednie rozmowy w cztery oczy. To także mnóstwo zabawnych smsów wymienianych pomiędzy nimi od samego początku ich, dość oryginalnie rozpoczętej, znajomości. Oprócz tego porozumiewają się w dość nietypowy sposób. Graham pisze maile z pytaniami do kącika porad, w którym pracuje Soraya, a ta odpowiada mu na nie tak, jakby był dla niej obcą osobą. "– Ten człowiek ma dwie twarze. Potrafi być albo kompletnie nieczuły na potrzeby innych, albo troskliwy o niemożliwości. Wydaje mi się, że nie odziedziczył genu umiarkowania. – Doskonale go podsumowałaś. – Ktoś powinien stale go obserwować i zwracać mu uwagę, gdy jest wredny." Znajdziecie tu sytuacje, które są zabawne, śmieszne, a nawet bawią do łez, ale nie tylko tak będzie w tej powieści. Będzie również miejsce na wzruszenie i smutek. Taka mieszanka wybuchowa. Fabuła od pierwszych stron nabiera tempa, praktycznie nie zwalniając nawet na chwilę. Ciągle się tu coś dzieje. Nie ma scen, które były by przegadane lub miałyby po prostu zapchać strony książki, dla jej większej objętości. Każda scena ma swój sens i nawet, jeśli w danym momencie nie wynika z niej nic konkretnego, to możecie być pewni, że rozwinie się to w dalszej części powieści. Lubię czytać powieści pisane w pierwszoosobowej narracji. Wynika to z tego, że jako czytelnik mogę się poczuć, jakbym to ja był bohaterem tej historii. Wejść w jego głowę i ciało, wczuwając się w przeżywane przez niego emocje. Wydaje mi się, że wówczas jestem bliżej związana z bohaterami, a także samą, opowiadaną przez autora, historią. W przypadku „Drania z Manhattanu” również mamy do czynienia z pierwszoosobową narracją, podzieloną pomiędzy Sorayę i Grahama. A jacy są nasi bohaterzy? Oryginalni. Szczególnie Soraya. To dziewczyna z niewyparzoną buzią. Nie boi się mówić tego, co myśli, bez względu na to, kto jest jej rozmówcą. Prowadzi to do wielu zabawnych sytuacji. Zdecydowanie ma typowo włoski temperament, który okazuje na każdym kroku. Graham jest zaś typem, który pod maską zimnego, wyrachowanego drania, skrywa prawdziwe oblicze. Zranionego mężczyzny, który poprzysiągł sobie nigdy więcej nie dać się skrzywdzić żadnej kobiecie. Nie trudno się domyślić, że przed Sorayą odkrywa swoje dobre oblicze. Mamy tu także kilka ciekawych postaci drugoplanowych, które znakomicie ubarwiają całą historię i należy do nich m.in. babcia Grahama. Gwarantuję, że pokochacie tę niesamowitą, bezpośrednią i zabawną kobietę. Jeśli myślicie, że to typowy, szablonowy romans, na zasadzie poznali się, przepadli w sobie nawzajem, dzieje się coś, co powoduje, że się rozstają i później wracają do siebie by żyć długo i szczęśliwie, to się mylicie. Vi Keeland i Penelope Ward zadbały o to, by było ciekawie, ale i jednocześnie chwytająco za serce, powodując momenty wzruszenia. „Drań z Manhattanu” przypomina mi nieco serię Driven, która nie jest typowym romansem. Fani tej serii z całą pewnością wiedzą, o czym piszę, natomiast ci z Was, którzy jej nie czytali, mogą się o tym przekonać sięgając zarówno po „Drania …”, jak i serię Driven. Dodatkowo czytelnicy, którzy czytali „Przyrodniego brata”, powinni wyłapać w tej historii pewien motyw, nawiązujący do tej właśnie książki. Ciekawa jestem, czy go skojarzycie.

Kulturantki.pl Kasia


Jak już mogliście zauważyć, bardzo lubię książki Vi Keeland, nie przekonała mnie jednak do siebie Penelope Ward. Z doświadczenia też wiem, że do duetów lepiej podchodzić z dystansem. Podeszłam więc do Drania z Manhattanu jak pies do jeża, jednak wystarczył mi pierwszy rozdział, aby wiedzieć co to za książka... Po pierwszym rozdziale przypomniałam sobie również, że już kiedyś czytałam Drania, więc byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Soraya poznaje Grachama przypadkiem i to w nie najlepszych okolicznościach. Oboje spotkali się w metrze, mężczyzna rozmawiał przez telefon i jego konwersacja nie należała do najmilszych. Ona natomiast wszystkiemu się przysłuchiwała, a w jej głowie kołatało się jedno określenie na tego faceta „drań”. Niespodziewanie drań wysiada z metra, zostawiając telefon na siedzeniu. Soraya niewiele myśląc, zabiera aparat z myślą, że musi oddać go właścicielowi. Niestety Gracham okazuje się większym bucem, niż przypuszczała, na szczęście kobieta potrafi się odegrać pięknym za nadobne. Naprawdę nie wiem, dlaczego nie skojarzyłam tej książki wcześniej. Dopiero charakterystyczna scena z pociągu przypomniała mi, że książka już dawno za mną. Postanowiłam przeczytać jednakże historię jeszcze raz, bo w ostatnim czasie niewiele romansów mnie wciąga. Autorki pokusiły się na narrację pierwszoosobową naprzemienną, co dało im pole do popisu na płaszczyźnie kreacji bohaterów. Zarówno Soraya, jak i Graham zostali ukształtowani na prawdziwych ludzi takich jak my wszyscy. Mają w sobie charyzmę nutkę zarozumiałości (Graham ma jej więcej) i rewelacyjne poczucie humoru. Historia napisana lekkim przyjemnym językiem, w dialogach spotkamy się z zabawnymi przytykami głównych bohaterów, ale nie zabraknie również emocji związanych z przeszłością Grahama. Wątek miłosny, który gra tu pierwsze skrzypce został wykreowany naprawdę dobrze. Może jest nieco przewidywalny, ale wydaje mi się, że w każdym romansie takie wątki są łatwe do odgadnięcia. Ważne jednak aby autor potrafił czymś zatrzymać czytelnika przy lekturze, zaintrygować, rozbawić, wzruszyć... A Penelope Ward i ViKeeland zrobiły to idealnie. Drań z Manhattanu to lekka książka w sam raz na letni wieczór, nie wymaga myślenia, jest rozrywką i oderwaniem od rzeczywistości. Bawiłam się świetnie, przypominając sobie tę historię, czułam te same emocje co za pierwszym razem, lekkość i humor bawił w równie znacznym stopniu, co za pierwszym razem. Całość oceniam pozytywnie i uważam, że książka może się spodobać wielbicielom romansów i pióra Vi Keeland. Ja cieszę się, zeta historia została wydana na naszym rynku i m nadzieję, że wam również się spodoba.

http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com (DEPRECATED)


Jeśli już po kilkunastu pierwszych zdaniach książki wybuchasz śmiechem, to musi oznaczać dwie rzeczy. Po pierwsze, trafiłaś lub trafiłeś na naprawdę dobrą książkę. Po drugie – autorką tej książki musi być Vi Keeland. W tym akurat przypadku towarzyszy jej, równie dobra, Penelope Ward. Soraya Venedetta jest Włoszką z niewyparzonym językiem i oryginalną fryzurą, natychmiast zdradzającą jej samopoczucie. Graham J. Morgan to dwudziestodziewięcioletni uznany biznesmen, właściciel znakomicie prosperującej firmy. Snobistyczny dupek, arogancki drań i despota w jedym, który swoim głosem, wyglądem i zachowaniem zwraca na siebie uwagę Sorai podczas podróży metrem. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko jego bliższemu poznaniu, ale przecież szanse na to są bliskie zeru. Do czasu, aż przypadkowo odnajduje jego telefon w wagonie pociągu. Gdy go w końcu oddaje prawowitemu właścicielowi, zostawia na nim „niespodziankę” w postaci kilku zdjęć swoich części ciała oraz wiadomości, wyrażających jej zdanie o nim. Zafascynowany nimi Graham postanawia odnaleźć właścicielkę owych atutów. Nie spodziewa się, że pozna piękną dziewczynę o twarzy anioła i temperamencie diabła. Dzieli ich wszystko, ale łączy namiętność i niespodziewane uczucie. Moje uwielbienie dla tworzonych przez Vi Keeland zapewne jest Wam znane, jeśli tylko śledzicie nasz portal. Przepadłam w twórczości tej autorki, odkąd w moje ręce trafił „Gracz”. Później była znakomita seria MMA, niesamowity „Bossman” a jeszcze dwie kolejne książki tej autorki czekają. Penelope Ward skradła moje serce „Przyrodnim bratem”. Kiedy więc zobaczyłam, że wydawnictwo Editio Red postanowiło wydać ich wspólną historię, wiedziałam już, że muszę ją koniecznie przeczytać. W sumie chyba nikogo to nie dziwi, bo jak by mogło być inaczej? Ta historia zaskoczyła mnie ilością dialogów, których jest tu po prostu mnóstwo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio czytałam książkę, w której bohaterzy by ze sobą tak dużo rozmawiali, w różnych formach, a nie dominowały wewnętrzne monologi czy też ich myśli. Co zasługuje na uwagę, to forma rozmów pomiędzy postaciami. To nie tylko bezpośrednie rozmowy w cztery oczy. To także mnóstwo zabawnych smsów wymienianych pomiędzy nimi od samego początku ich, dość oryginalnie rozpoczętej, znajomości. Oprócz tego porozumiewają się w dość nietypowy sposób. Graham pisze maile z pytaniami do kącika porad, w którym pracuje Soraya, a ta odpowiada mu na nie tak, jakby był dla niej obcą osobą. "– Ten człowiek ma dwie twarze. Potrafi być albo kompletnie nieczuły na potrzeby innych, albo troskliwy o niemożliwości. Wydaje mi się, że nie odziedziczył genu umiarkowania. – Doskonale go podsumowałaś. – Ktoś powinien stale go obserwować i zwracać mu uwagę, gdy jest wredny." Znajdziecie tu sytuacje, które są zabawne, śmieszne, a nawet bawią do łez, ale nie tylko tak będzie w tej powieści. Będzie również miejsce na wzruszenie i smutek. Taka mieszanka wybuchowa. Fabuła od pierwszych stron nabiera tempa, praktycznie nie zwalniając nawet na chwilę. Ciągle się tu coś dzieje. Nie ma scen, które były by przegadane lub miałyby po prostu zapchać strony książki, dla jej większej objętości. Każda scena ma swój sens i nawet, jeśli w danym momencie nie wynika z niej nic konkretnego, to możecie być pewni, że rozwinie się to w dalszej części powieści. Lubię czytać powieści pisane w pierwszoosobowej narracji. Wynika to z tego, że jako czytelnik mogę się poczuć, jakbym to ja był bohaterem tej historii. Wejść w jego głowę i ciało, wczuwając się w przeżywane przez niego emocje. Wydaje mi się, że wówczas jestem bliżej związana z bohaterami, a także samą, opowiadaną przez autora, historią. W przypadku „Drania z Manhattanu” również mamy do czynienia z pierwszoosobową narracją, podzieloną pomiędzy Sorayę i Grahama. A jacy są nasi bohaterzy? Oryginalni. Szczególnie Soraya. To dziewczyna z niewyparzoną buzią. Nie boi się mówić tego, co myśli, bez względu na to, kto jest jej rozmówcą. Prowadzi to do wielu zabawnych sytuacji. Zdecydowanie ma typowo włoski temperament, który okazuje na każdym kroku. Graham jest zaś typem, który pod maską zimnego, wyrachowanego drania, skrywa prawdziwe oblicze. Zranionego mężczyzny, który poprzysiągł sobie nigdy więcej nie dać się skrzywdzić żadnej kobiecie. Nie trudno się domyślić, że przed Sorayą odkrywa swoje dobre oblicze. Mamy tu także kilka ciekawych postaci drugoplanowych, które znakomicie ubarwiają całą historię i należy do nich m.in. babcia Grahama. Gwarantuję, że pokochacie tę niesamowitą, bezpośrednią i zabawną kobietę. Jeśli myślicie, że to typowy, szablonowy romans, na zasadzie poznali się, przepadli w sobie nawzajem, dzieje się coś, co powoduje, że się rozstają i później wracają do siebie by żyć długo i szczęśliwie, to się mylicie. Vi Keeland i Penelope Ward zadbały o to, by było ciekawie, ale i jednocześnie chwytająco za serce, powodując momenty wzruszenia. „Drań z Manhattanu” przypomina mi nieco serię Driven, która nie jest typowym romansem. Fani tej serii z całą pewnością wiedzą, o czym piszę, natomiast ci z Was, którzy jej nie czytali, mogą się o tym przekonać sięgając zarówno po „Drania …”, jak i serię Driven. Dodatkowo czytelnicy, którzy czytali „Przyrodniego brata”, powinni wyłapać w tej historii pewien motyw, nawiązujący do tej właśnie książki. Ciekawa jestem, czy go skojarzycie.

Kulturantki.pl Kasia


"Czasem życie rzuca Ci podkręconą piłkę , coś, czego kompletnie się nie spodziewałeś. Bywa, że jesteśmy zmuszeni wybrać, czy chcemy być szczerzy wobec siebie, czy honorowi wobec tych, których kochamy." Soraya Venedetta jest ognistą Włoszką. Końcówki włosów maluje na kolor, który odpowiada jej nastrojowi. Ma cięty język, a jej charakterystyczna fryzura zawsze rzuca się w oczy. Mężczyzna, którego zauważyła w metrze, był niewiarygodnie przystojny, miał cudowny, niski głos, a do tego władzę i pieniądze. Zachowywał się natomiast arogancko i despotycznie. Dziewczyna nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu pięknego drania, jednak szanse na to wydawały się bliskie zeru — dopóki Soraya nie znalazła jego zgubionego w metrze telefonu. Postanowiła oddać go przystojnemu nieznajomemu, jednak została przez niego źle potraktowana. Postanowiła dać mu nauczkę "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak." Graham J. Morgan ma dopiero 29 lat, ale już jest uznanym biznesmenem. Ma dużo pieniędzy, a jego firma świetnie prosperuje. Mężczyzna całym sercem poświęcił się pracy, nic dziwnego, że odnosi sukcesy. Jednak tylko w życiu zawodowym tak świetnie mu się układa. Mężczyzna od lat już nie wierzy w prawdziwą miłość i szczere kobiety. Na co dzień jest apodyktyczny, opryskliwy i nie szanuje pracowników. Jego zachowanie ulega stopniowej zmianie, gdy odnajduje w swoim telefonie zdjęcia nieznajomej piękności. Widać na nich fantastyczny dekolt, śliczne nogi i wyjątkowo zgrabny tyłek. A potem okazuje się, że dziewczyna cała jest piękna, a do tego ma ognisty temperament. "Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia." Drań z Manhattanu to niezwykła wielowątkowa powieść. Ten opis to dopiero początek. Liczyłam, że będzie to lekka powieść z gorącym romansem w tle. Pomyliłam się. Oczywiście czytało mi się ją bardzo przyjemnie i również był gorący romans, ale ta powieść to zdecydowanie coś więcej, o wiele więcej. Z każdą stroną, z każdą chwilą pojawiały się nowe wiadomości o przeszłości bohaterów, o których nawet sami oni nie wiedzieli, co wpływało na ich dotychczasowe życie. Wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Rodziły się nowe wątpliwości, nowe problemy, poważne problemy i rozważania na trudne tematy. I chociaż czasami denerwowały mnie decyzje podjęte przez bohaterów, to tak na prawdę, sama nie wiem jak zachowałabym się na ich miejscu. Jeśli znacie twórczość autorek powinnyście wiedzieć, że to jest niezwykła książka. Trudne sytuacje bez wyjścia, miłość nieznająca końca, liczne wątki i wciągająca fabuła. W Draniu z Manhattanu można zakochać się już od pierwszych stron. Moja ocena: 10/10

Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł


Miłość - każdy jej szuka, niewielu potrafi znaleźć. Miło jest mieć osobę, która akceptuje nas z wszystkimi zaletami, ale również wadami. Oczywiście romans musi mieć też pikantne elementy. Soraya Vendetta spotyka swojej drodze mężczyznę, który bardzo ją intryguje. Od dłuższego czasu przypatruje mu się, aż pewnego dnia dostaje w swoje ręce jego telefon. Chce go oddać, ale rozmowa jej uświadamia, że koleś jest wielkim bucem z przerośniętym ego. Niezrażona postanawia oddać mu własność. Kontakt face to face utwierdza ją w przekonaniu trzymania się od niego jak najdalej. Graham Morgan to największy dupek, który za wszystkie pieniądze świata nie kupi ogłady. W ramach zemsty zostawia telefon w recepcji. Nie zapomina oczywiście o oryginalnej nauczce. Od tego czasu Graham jest zaintrygowany kobietą i postanawia dowiedzieć się, kim jest. Czy Soraya da mu szansę? Czy mężczyzna cokolwiek zdziała? Co wyniknie z ich kolejnego spotkania? Liczyłam na kolejny sztampowy erotyk, który będzie powieleniem wielu schematów. Otrzymałam jednak naprawdę ciekawą książkę, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Głównie skupia się na wątku przyciąganiu do siebie bohaterów, ale uzupełniona jest o kilka ciekawych rzeczy. Jest to powieść, która nie opiera się na scenach seksu i kopulowaniu w każdym możliwym miejscu. Nazwałabym ją bardziej romansem z elementami erotyki. Wszystko jest bardzo dobrze wyważone. Nie poczułam się zniesmaczona nawet przez moment. Relacje wszystkich bohaterów są bardzo dobrze opisane. Oczywiście najbardziej lubię Sorayę. Jest to silną, niezależną kobietą. Jej niewyparzony język pakuje ją w wiele dziwnych sytuacji, ale jest tak prawdziwa oraz szczera, że nie da się jej nie lubić. Bywa pyskata i prowokująca, a do tego bardzo przyciągająca swoją seksualnością. Grahama na początku nie lubiłam, ale z kolejnymi stronami - zmieniłam zdanie. Gburowatość jest jego systemem obronnym przed światem. Właśnie w ten sposób nie pozwala żeby coś go dotknęło czy skrzywdziło. Dlatego też rozstawia ludzi po kątach i nauczony jest, że każdy go słucha. Pod powłoką drania kryje się namiętny, uczuciowy oraz oddany mężczyzna, który po stracie matki się zmienił. Nadal opiekuje się babcią. Mimo wielu przeciwności, główni bohaterowie cały czas walczą o siebie. Nie mają łatwo. Co chwilę pojawia się jakaś przeszkoda. Podoba mi się, że autorki zmuszają czytelnia do zastanowienia się nad przedstawionymi wątkami - miłość, szczęście, zdrada. Fabuła rozwija się w dobrym tempie, a niespodziewane sytuacje zaskakiwały co chwilę. Dzięki temu nie da się nudzić podczas czytania „Drania z Manhattanu”. Powieść ma wiele wcześniej używanych zabiegów, ale nie jest sztampowa, a wszystko dzięki bohaterom, sytuacjom i oryginalnym połączeniom. Napiszę to otwarcie – jedna z lepszych w swoim gatunku! Tak bardzo cieszę się, że po nią sięgnęłam. „Drań z Manhattanu” jest idealna dla osób, które lubią czytać o rodzącym się uczuciu. Nie ma tu przesadnej słodyczy i bardzo wydumanych sytuacji. Bohaterowie, mimo scenerii, są prawdziwi i można się z nimi utożsamiać. Pieniądze nie zawsze dają szczęście, a bieda to nie najgorsze co może spotkać człowieka. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione, więc podejrzewam, że nie będzie kontynuacji, a szkoda. Bardzo chętnie wróciłabym do świata

dlaLejdis.pl Katarzyna Gnacikowska


Bardzo, ale to bardzo długo zastanawiałam się, co to za perełka może powstać, po połączeniu sił przez Vi Keeland i Penelope Ward. I kiedy już się o tym przekonałam, to to okazało się to wielką petardą. Miałam już wcześniej tę przyjemność czytać książki autorstwa obu tych pań i bardzo mi się one podobały. Zarówno książki Vi, jak i Penelope charakteryzują się tym, że są napisane z ogromną dawkę poczucia humoru. Ubolewam jednak nad tym, że w Polsce jak na razie została wydana tylko jedna książka Penelope Ward. Jednak podejrzałam na stronie wydawnictwa Editio, że już we wrześniu premierę będzie miała książka Najdroższy sąsiad, więc chyba więcej książek tej autorki zawita do nas. Ci, co mnie znają, to dobrze wiedzą, że Vi Keeland jest jedną z moich ulubionych autorek, więc książki jej autorstwa biorę w ciemno i nigdy nie jest mi jej za dużo. Dlatego niezmiernie się cieszę, że Drań z Manhattanu został wydany i u nas. W książce Drań z Manhattanu zostaje przedstawiona historia Sorayi Vanedetta oraz Grahama J. Morgana. W drodze do pracy główna bohaterka, zauważa przystojnego mężczyznę w garniturze. Niestety, czar pryska, gdy ta słyszy, prowadzoną przez niego rozmowę przez telefon. Jednak przeznaczenie miało inny plan wobec tej dwójki. Kiedy to Soraya miała już wysiadać, znalazła na ziemi telefon należący do tajemniczego przystojniaka. Następnego dnia nadarzyła się okazja, aby go zwrócić właścicielowi, jednak Soraya tego nie zrobiła. Kilka dni później udała się do jego firmy, aby oddać zgubę, tylko że seksowny biznesman ją olał. To rozwścieczyło temperamentną włoszkę, która zostawiła mu telefon wraz ze swoim numerem i zdjęciami, na których nie pokazała swojej twarzy. Te zdjęcia pobudziły tylko wyobraźnię Grahama… To kolejna opowieść, która prowadzi od nienawiści do miłości. Tym razem mamy dowcipną bohaterkę i palantowatego bohatera. Bardzo przypadł mi do gustu sposób opisu wzlotów oraz upadków w relacji tej dwójki. Graham jest gorący jak diabli, a wraz z rozwojem jego postaci w tej książce, zakochiwałam się w nim coraz bardziej. Kiedy stał się on troskliwym facetem, ceniącym lojalność, to ja w tamtym momencie przepadłam całkowicie. Doceniam jego szczerość, gdy wyraża swoje frustracje i obawy. Bardzo rzadko też mi się zdarza, abym tak uwielbiała główną bohaterkę od początku do końca książki. Soraya Vebedetta to moja idolka!!! Jest ostra, energiczna, wesoła oraz dowcipna! Podziwiam jej osobowość i zasłużyła na mój szacunek. Z radością zaliczam ją do jednej z moich ulubionych bohaterek. Razem ta dwójka tworzy mieszankę wybuchową, jestem pewna, że polubicie ich tak samo jak ja. I będzie Wam ich jeszcze za mało. Możecie też być pewni, że ta historia wciągnie Was od pierwszych swoich stron, mówię Wam to z własnego doświadczenia. Bez wątpienia ta książka charakteryzuje się ogromną dawką poczucia humoru, co jest typowe dla obu tych autorek. Czytając Drania z Manhattanu możecie być pewni, że zaśmiejecie się nie jeden raz, a to dzięki dialogom i absurdalnością pewnych sytuacji. Drań z Manhattanu jest uzależniający. Dosłownie nie mogłam przestać czytać tej historii. Nie sądziłam, że ta książka okaże się, aż tak dobra. Domyślałam się, że może być zabawna i przyjemna w czytaniu, ale to co zastałam przerosło moje oczekiwania. Vi Keeland i Penelope Ward bez wątpienia piszą książki „lekkie”, które mają tylko jedną wadę, kończą się one za szybko. Przez całą tę książkę uśmiechałam się do niej, jak idiotka. Nie było takiej rzeczy, której bym nie polubiłam w Draniu z Manhattanu. Możecie być pewni, że ta historia i bohaterowi nie są mdli. Moim zdaniem jest to kolejna idealna pozycja na lekturę podczas wakacji. Książka Drań z Manhattanu otrzymuje najwyższą notę, czyli 6 gwiazdek.

coffee-cup90.blogspot.com/ Coffee_cup90


Drań z Manhattanu – to pełna nietuzinkowego humoru i miłosnego szaleństwa historia, która jest literackim owocem dwóch bestsellerowych pisarek Vi Keeland i Penelope Ward. Wyobraź sobie, że na stacji ponurego metra, wśród gęstego i hałaśliwego tłumu dostrzegasz „go„. Zabójczo-przystojnego i piekielno-aroganckiego mężczyznę, który swoim niepowtarzalnym urokiem i łobuzerskim uśmiechem potrafi jednym tylko spojrzeniem, doprowadzić cię do bram zmysłowego raju. Ten młody, tajemniczy nieznajomy jest jak zakazany owoc z niebiańskiego ogrodu Eden, który kusi twoje czułe serce, pragnieniem niezapomnianej i zmysłowej przygody. Czy jeśli pojawi się okazja, to dasz się namówić na małą randkę z tym przystojnym, niegrzecznym draniem? Głównymi bohaterami tej historii jest Soraya Vendetta – urokliwa, krągła Włoszka z Bensonhurst oraz Graham J. Morgan – przystojny, bogaty biznesmen z Manhattanu, którego charakterek bliższy jest ognistemu piekłu niż przytulnemu niebu. On jest jak upadł anioł – arogancki i piekielnie przystojny. Ona – czarująca i barwna, niczym seksowna bogini z Venus. Razem tworzą niepowtarzalną parę gorących kochanków, których namiętność i szaleństwo mają w sobie smak słodkiej czekolady, dotyk zmysłowego ognia oraz zapach aromatycznego wina. Drań z Manhattanu to niesamowicie namiętna, szaleńczo zmysłowa i pełna dobrego humoru historia, która rozpala nasze czytelnicze zmysły do granic wszelkich możliwości. Wciąga jak tornado, pochłania jak ocean i oczarowuje jak pierwsza, młodzieńcza miłość. Ta książka, to prawdziwy wulkan energii, który działa na czytelnika niczym literacki afrodyzjak, który zabiera nas w niezapomnianą podróż ku szczeremu szczęściu i namiętnemu uniesieniu. Polecam gorąco!

blackcrow87.wordpress.com Ewelina Chojnacka


Czasem los splata ze sobą drogi dwóch przypadkowych osób. Często mówi się wtedy o przeznaczeniu. Czy i tutaj tak było? Zapraszam na recenzję. Soraya siedząc w metrze, którym jechała do pracy, zauważyła pewnego przystojnego mężczyznę. Od razu rzuciło się jej w oczy, że facet to władczy i arogancki dupek. Całą drogę obserwowała jego rozmowę telefoniczną. Jednak, wysiadając mężczyzna zgubił telefon, który znajduje Soraya. Dziewczyna chcąc mu go oddać zaczyna szukać w nim informacji o jego właścicielu. Oddając mu go dochodzi do pewnego incydentu, a niewyparzony język Sorai nie pozwala zostawić tego bez nauczki. Zostawia w telefonie nieznajomego pewną wiadomość oraz kilka zdjęć i odchodzi. To sprawia, że Graham nie może przestać o niej myśleć i postanawia ją odnaleźć. Co wyniknie z ich znajomości? Czy ich skomplikowana relacja ma szansę przetrwać? Ludzie popełniają błędy, ale też wyciągają z nich lekcje i się zmieniają. Błądzenie jest rzeczą ludzką, a wybaczenie - boską. Autorki wykonały kawał świetnej roboty. Styl jest lekki i przyjemny, a język prosty. Akcja non stop pędzi do przodu i nie zanudza zbędnymi opisami. Książkę czyta się bardzo szybko. Wciąga od pierwszych stron i nie sposób jej odłożyć. Okładka przyciąga i cieszy oko. Wszystko idealnie ze sobą współgra i tworzy spójną całość. Wydawnictwo bardzo się postarało. Bohaterowie to świetnie wykreowane osoby. Uwielbiam ich! Soraya to Włoszka o gorącym temperamencie. Nie owija w bawełnę, jest szczera i ma cięty język, a kolor końcówek jej włosów oznacza jaki ma nastrój. Pracuje w biurze z poradami sercowymi „Zapytaj Idę”, które przysporzy nam wiele śmiechu. W przeszłości została zraniona i teraz boi się zaufać. Graham to zimny i bezwzględny drań. Jest dominujący, bogaty i seksowny. Jednak pod tym kryje się dobry i zabawny mężczyzna, który wiele wycierpiał w przeszłości. Jest bezpośredni i wali prosto z mostu. Ich przekomarzania i aluzje doprowadzały mnie do wybuchów śmiechu :D Inni bohaterowie również zyskali moją sympatię (z jednym wyjątkiem) i dopełniali całą opowieść. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Drań z Manhattanu to zabawna i wzruszająca historia pełna bólu, utraty i walki z własnymi demonami. Magnetyczne przyciąganie i chemia między głównymi bohaterami aż bije z każdej strony. Jednak to nie jest zwykły erotyk, jakim może się wydawać. Mamy pikantne sceny, ale jest to też opowieść o miłości, trudnych wyborach i troski o drugą osobę. Podsumowując, z całego serca Wam ją polecam. To historia, obok której nie da się przejść obojętnie. Zapewni Wam oderwanie się na kilka godzin od rzeczywistości i dużą dawkę śmiechu. Nie pożałujecie, że poświęciliście jej swój czas :)

www.instagram.com/katherine_the_bookworm/


Drań z Manhattanu opowiada historię trochę inną niż wszystkie, które czytałam. Soraya Venedetta jest kobietą z ciętym językiem i dość nietypową fryzurą. jak co rano jedzie metrem, lecz tym razem jej uwagę przyciąga tajemniczy mężczyzna, który wydaje się władczy i zimny. Ma niski głos, jest niewiarygodnie przystojny i zachowuje się arogancko. Dziewczyna od razu wie, że taki facet krzyczy „kłopoty”. Niestety kiedy znajduje jego telefon jest zmuszona mu go oddać, trochę czasu zajmuje jej poznanie tożsamości tajemniczego mężczyzny. Graham Morgan jest władczym, bogatym i przystojnym finansistą. Kiedy tajemnicza kobieta pragnie zwrócić mu jego telefon, a ten ją ignoruje ta mówi do niego słowa, które będą go dręczyć przez długi czas. W swoim telefonie odnajduje jej zdjęcia, a tak konkretniej to zdjęcia jej biustu, nóg i pośladków, od tamtej chwili nie może jej wyrzucić z głowy. Kiedy na zdjęciu zauważa mały tatuaż odruchowo zaczyna jej szukać. Gdy się już odnajdują Graham widzi, że dziewczyna jest tak samo piękna co pyskata. Połączyła ich namiętność, są zupełnie różni pod każdym możliwym względem. Czy namiętne uczucia wystarczą aby pokonać wszystkie przeciwności losu? Książka bardzo mi się podobała, pierwszy raz czytałam coś od tej autorki i jestem mile zaskoczona. W książce są pewne zwroty akcji, których nie przewidziałam, a to dobrze, gdyż przeważnie jestem w stanie przewidzieć większość historii, bo są one przewidywalne. Soraya tak naprawdę do końca sama nie wie czego chce, nie potrafi podjąć jednej decyzji i nie potrafi otworzyć się i szczerze porozmawiać z Grahamem. Nie potrafi się zdobyć na całkowicie szczerą rozmowę nawet gdy los rzuca im tak ogromną kłodę pod nogi. Koniec końców zakończenie jest dość przyjemne. Myślę, że jeśli szukacie oderwania od ciężkich powieści to ta świetnie się sprawdzi. Mimo wszystko nie można żałować czasu poświęconego na przeczytanie. :) Do następnego napisania! :)

http://dangerouslove98.blogspot.com


Obserwując mojego bloga, mogliście zauważyć moją sympatię do książek Vi Keeland. Autorka miewa gorsze momenty, tak jak każdy autor, ale cenię jej powieści przede wszystkim za duży humor. Relacje bohaterów są w pełni naturalne, dialogi swobodne i niewymuszone, a historie po prostu interesujące, mimo że czasem autorka sięga po schematyczne rozwiązania. Drań z Manhattanu to książka, która powstała przy współpracy z Penelope Ward — autorką wielu książek z gatunku literatury erotycznej oraz romansu, m.in. Przyrodniego brata i serii The Rush. Pisarki postanowiły połączyć siły i nie napisały jednej, ale aż osiem wspólnych powieści. Pewnego pięknego popołudnia Soraya spotyka na swojej drodze przystojnego Grahama Morgana. Nie zamieniają jednak ze sobą żadnego słowa, ponieważ kobieta przypadkowo słyszy jego rozmowę przez telefon, a następnie znajduje jego komórkę, gdy ten opuszcza pociąg. Niestety, ale mimo że diabelsko przystojny mężczyzna jest kimś, na kim Soraya mogłaby zawiesić oko, jego opryskliwy stosunek do pracowników sprawia, że kobieta bierze go za największego drania, jakiego widział świat. Postanawia oddać mu telefon, jednak do bezpośredniego spotkania nie dochodzi, a zamiast tego ma okazję ponownie się przekonać jaki z niego dupek. Zostawia mu więc niespodziankę na komórce oraz zapisuje swój numer, by mężczyzna pożałował swojego zachowania. Nie wie jednak, że spotka się z nim ponownie szybciej, niż by chciała. Kolejna książka Vi Keeland, która zdecydowanie podbiła moje serce. W tak upalne dni wolę sięgać po coś lżejszego, a Drań z Manhattanu właśnie taki się okazał. Z pozoru lekka opowieść, która niejedną osobę rozbawi do łez. Jednak pod płaszczykiem dobrego humoru oraz wielu śmiesznych sytuacji, obie autorki przemyciły ważne zagadnienia, takie jak zatajanie prawdy przed dziećmi (ale nie tylko przed nimi), zawiść, zazdrość, mszczenie się na innych ludziach. Okazuje się, że prawda w dzisiejszych czasach jest towarem deficytowym i nie każdego na nią stać. Drań z Manhattanu przełamuje schemat zwykłego romansu i oferuje czytelnikowi coś więcej niż opis scen erotycznych. Jest pikantny, ale nie brakuje też odrobiny romantyzmu i zabawy. Relacja Grahama i Sorai jest naturalna i zdrowa, a przy tym niezwykle zabawna. Wszystko między nimi opisane jest w niewymuszony sposób. Rozmowy, jakie ze sobą prowadzą są pełne docinek i śmiesznych żartów. W tej książce fantastyczne jest właśnie to, że bohaterowie ze sobą rozmawiają, jednak ich rozmowy nie są wyłącznie pustymi i pozbawionymi sensu dialogami. Byłam zaskakiwana przez nich niemal na każdym kroku. Postaci stworzone przez pisarki nie są nudne, mdłe czy nijakie. Są pełnokrwistymi postaciami, do których nietrudno zapałać sympatią. Są wykreowani w fantastyczny sposób. Zdecydowanie różnią się od bohaterów, które miały już okazję stworzyć obie autorki. Soraya jest energiczną i pełną pozytywnej energii kobietą, która wie, czego chce w życiu, dąży do celu, ale jednocześnie nie potrafi przeciwstawić się swojej szefowej. Pracuje w gazecie, gdzie zajmuje się jedną z rubryk. Jest bardzo charakterna i nie daje z siebie zrobić idiotki. Niejednemu facetowi potrafi pokazać, gdzie jego miejsce. Jednocześnie pragnie stabilnego związku, w którym mogłaby czuć się bezpiecznie. Dlatego też często chodzi na randki, jednak nie są one spełnieniem jej marzeń. Mam wrażenie, że przy tworzeniu postaci Grahama swoje palce maczała szczególne Penelope Ward, bo postać ta różni się zdecydowanie od tych, które ma w zwyczaju tworzyć Vi Keeland. Oczywiście Graham jest oszałamiająco przystojny, pewny siebie, arogancki i niejedna osoba uznałaby go za palanta, jednak w głębi serca, to naprawdę ciepły i serdeczny człowiek. Jednak udaje mu się to dobrze kamuflować, dzięki czemu ludzie postrzegają go jako zimnego i bezdusznego człowieka. O Draniu z Manhattanu można pisać naprawdę wiele. Ma w sobie to, co powinien mieć dobry romans. Interesującą fabułę, ciekawie wykreowane postacie, zabawne dialogi oraz jest przepełnione namiętnością i pożądaniem, którym bohaterowie nie potrafią się oprzeć. Czytanie tej książki jest wielką przyjemnością, a czas przy niej spędzony na pewno nie jest czasem straconym. Jeżeli kolejne wspólne książki tych autorek są równie dobre, jak ta, to ja poproszę o więcej takich kolaboracji! Polecam serdecznie.

kulturalna-arena.pl Aleksandra Bartczak


Moja ocena: 8/10 Chcecie przeczytać coś zabawnego? Rzucajcie wszytsko i chwytajcie za najnowszą pozycję pisarskiego duetu Vi Keeland i Penelope Ward. W metrze, którym codziennie rano Soraya jeździ do pracy, znajduje telefon. Nie spodziewa się, jednak że jego właścicielem jest pewny siebie, przystojny i nieprzyzwoicie bogaty Graham. Dziewczyna jednak nie spodziewa się, że mężczyzna jest prawdziwym draniem. Oddając telefon Soyara postanawia zostawić bezczelnemu mężczyźnie niespodziankę w postaci kilku zdjęć. Po obejrzeniu niespodzianki Graham nie może o niej zapomnieć i postanawia odnaleźć kobietę. Pin on Pinterest Po książki Vi Keeland sięgam bez zastanowienia, zazwyczaj nie czytam nawet opisów i biorę je w ciemno. Jednakże przy tej książce miałam niemały dylemat. Zastanawiałam się, czy duet pisarski to aby na pewno dobry pomysł. Po prostu nie byłam pewna czy to mi się spodoba. Na szczęście autorki podołały i powstał naprawdę fajny i zabawny romans. Bohaterowie są bardzo fajni, zdążyłam ich polubić. Graham był przystojny, stanowczy, władczy. Soraya natomiast jest piękną uroczą Włoszką pracującą w kąciku porad Idy. Dziewczyna potrafi zabić swoim sarkazmem, co niesamowicie mi się podobało. Niestety w pewnym momencie Graham zaczął mnie irytować swoją lekkomyślnością, ale było to powierzchowne. Nie zwróciłam an to większej uwagi, ale myślę, że może to przeszkadzać części czytelników. Bawiła mnie jego desperacja. I choć naprawdę uważałam, że jest bufonem, było coś rozczulającego w szczerości, z jaką okazywał, jak bardzo chce ze mną być (...). Czułam się prawie winna, że tak sobie z nim pogrywam. ~Drań z Manhattanu - Vi Keeland, Penelope Ward~ Historia bardzo mi się podobała. Owszem może nie jestem zbyt obiektywna, bo jest to powieść autorstwa Vi Keeland a ja bardzo lubię książki tej autorki, ale myślę, że jest to idealna pozycja dla większości kobiet, które kochają romanse. - Muszę się nauczyć przestać zamartwiać tym, co będzie jutro i po prostu cieszyć się dniem dzisiejszym - Szepnęłam ~Drań z Manhattanu - Vi Keeland, Penelope Ward~ W tej książce nie ma co się doszukiwać jakiś większych problemów głównych bohaterów. Owszem oboje w życiu już odrobinę przeszli. Jeden z ważniejszych wątków autorki nawet poruszyły i to bardzo umiejętnie co bardzo mi się podobało jednakże Keeland i Ward skupiły się głównie na relacji między dwójką głównych bohaterów. Podoba mi się, że to był właśnie taki lekki i bardzo przyjemny romans, przy którym nie musiałam dużo myśleć. Jak już wspomniałam, autorki poruszyły jeden z ważniejszych tematów. Nie chciałabym Wam za dużo zdradzać i sama nie wiem jak o tym wspomnieć a przy okazji nie spojlerować Wam niczego... To może ja jednak nic nie powiem, ale wiedzcie, że autorki poruszyły coś, co jest moim zdaniem bardzo ważne. A jeśli chcecie wiedzieć, co to takiego to musicie sprawdzić sami. Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia tak, jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień jaki mi został. ~Drań z Manhattanu - Vi Keeland, Penelope Ward~ "Drań z Manhattanu" to niesamowicie seksowna i pełna humoru historia cudownej miłości. Momentami wzrusza i łamie serce. Wciągająca od pierwszych stron. Jeśli chcecie przeczytać coś piekielnie zabawnego i pociągającego, rzućcie wszystko i sięgnijcie po pisarski duet Vi Keeland i Penelope Ward.

Zaczytana Anielka Aniela


Pewnego dnia Soraya Vendetta zauważyła z metrze niewiarygodnie przystojnego mężczyznę, od którego na daleko widać było władzę i pieniądze. Zachowywał się arogancko i despotycznie, jednak ona nie miałaby nic przeciwko bliższemu poznaniu pięknego drania. Szansę na to wydawały się bliskie zeru - dopóki Soraya nie znalazła jego zgubionego w metrze telefonu. Graham J. Morgan ma dopiero 29 lat, ale już jest uznanym biznesmenem, a jego firma świetnie prosperuje. Mężczyzna wszystko poświęcił nauce i pracy, nic dziwnego więc, że odnosi takie sukcesy. Wszystko zmienia się, gdy znajduje w swojej komórce zdjęcia nieznajomej piękności. Widać na nich fantastyczny dekolt, śliczne nogi i wyjątkowo zgrabny tyłek. A potem okazuje się, że dziewczyna ma także długie, lśniące włosy, słodką twarz anioła i diabelski temperament. Jednym celnym zdaniem burzy jego spokój na długo. Dzieli ich właściwie wszystko, ale łączy dzika namiętność i pełne poświęcenia uczucie. "Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które naprawdę potrzebują wypowiedzenia." Jak to bywa z książkami, które na swoich okładkach mają przystojnych mężczyzn w różnej odsłonie, można spodziewać się, że w ich wnętrzu znajdziemy erotyk, mało wnoszący coś do naszego życia, ale umilający czas. W tym wypadku jest jednak zupełnie inaczej. "Drań z Manhattanu" to pozycja, której na pewno się nie spodziewałam. Jest to lekka i przyjemna książka kobieca, która ma w sobie dużo humoru, ciekawych i barwnych bohaterów i kilka scen erotycznych, jednak nie są one ani przesadzone, ani niesmaczne. Naprawdę wspaniale bawiłam się czytając ją i ciężko mi było się oderwać. Dawno nie śmiałam się tak podczas lektury i było to coś czego potrzebowałam. Autorki stworzyły ją w taki sposób, że strony same uciekały. Z twórczością Vi Keeland już wcześniej miałam możliwość się zapoznać i uwielbiam jej styl pisania. Książek Penelope Ward nie czytałam, jednak mam w planach to zmienić. "Drań z Manhattanu" jest napisany w sposób bardzo przystępny dla czytelnika i mało wymagający, dlatego tak naprawdę może być to lektura na jeden wieczór. Nie brak w niej emocji i kilka razy można się wzruszyć. Dodatkowo nie nudziłam się przy niej ani trochę i myślę, że nikt nudzić się nie będzie, bo akcja pędzi tutaj z każdym rozdziałem coraz bardziej. "Czasem życie rzuca Ci podkręconą piłkę , coś, czego kompletnie się nie spodziewałeś. Bywa, że jesteśmy zmuszeni wybrać, czy chcemy być szczerzy wobec siebie, czy honorowi wobec tych, których kochamy." Soraya jest bohaterką, którą od razu pokochałam i na pewno trafi ona na listę moich ulubionych książkowych postaci. Ma ona wybuchowy charakter, niesamowite poczucie humoru i podchodzi do życia z dystansem. Jest silna i mówi wszystko prosto z mostu, nie bawi się w żadne małe kłamstewka. Jednak tak jak każda kobieta, potrzebuje w życiu kogoś, komu można zaufać i poczuć się przy nim bezpiecznie. Czasem zakładamy maski, jednak w środku możemy być przerażeni uczuciem, które zaczyna się w nas rodzić i którego nie potrafimy już powstrzymać "Drań z Manhattanu" to książka, którą polecam Wam z całego serca. Moim zdaniem jest idealna na lato, lekka i zabawna. Oprócz humoru, niesie ona ze sobą też bardzo ważne przesłanie i może skłonić do refleksji. Zachęcam Was do poznania tej historii, ponieważ nie jest ona tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

https://blogmiedzystronami.blogspot.com/ Katarzyna Szybuńka


Jednym z elementów naszego życia jest poznawanie ludzi. Co chwilę w naszym życiu pojawiają się nowe osoby, w najmniej spodziewanej chwili oraz miejscu, czasem tylko na chwilę, a czasami zostają w nim dłużej i zmieniają nasz świat na zawsze. Soraya zawsze jeździ metrem. Wie, że można spotkać w nim wiele różnych osób, ale nie podejrzewała, że ujrzy, a raczej słyszy w nim tego władczego, aroganckiego, despotycznego i pewnego siebie mężczyznę. Od razu ją fascynuje, ale nawet przez chwilę nie łudzi się tym, że mógłby zwrócić na nią uwagę. Nie z jej krągłościami i włoskim temperamentem. Graham ma własny biznes, ciągnie się za nim pasmo sukcesów, wie też, że mało która kobieta jest w stanie mu się oprzeć, nie angażuje się i to on dyktuje zasady. Kiedy jednak gubi telefon w metrze i oddaje mu go kobieta, która rzuca mu parę gorzkich słów, nie potrafi o niej zapomnieć. Chce ją odnaleźć, tylko jak skoro nie wie kim ona jest, a w telefonie znajduje parę zdjęć, ale bez twarzy? Czasami słowa, które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia.* Uwielbiam pióro Vi Keeland i byłam ciekawa, jak poradzi sobie w duecie z Penelope Ward, dlatego też bez wahania sięgnęłam po ich wspólne dzieło. Czy Drań z Manhattanu przypadł mi do gustu? I to jeszcze jak! Ten duet pisarski od pierwszych stron wciąga w wir wydarzeń, dostarcza masę emocji i dba o to, by nawet przez chwilę nie było nudno. Jasne – to jest romans, zakończenie łatwo przewidzieć, ale w tym przypadku chodzi o to, że autorki tworzą historię, która bawi niesamowitym poczuciem humoru, chwyta za romantyczne struny duszy wątkiem romantycznym, przykuwa uwagę biegiem wydarzeń oraz nawet na chwilę nie pozwala o sobie zapomnieć. Niczego nie ma tutaj ani za dużo, ani za mało, Keeland i Ward świetnie się uzupełniają i szczerze mówiąc, nie byłabym w stanie wskazać kto napisał, jaki fragment. Drań z Manhattanu to cudowna mieszanka śmiechu, romantyzmu oraz dużej, opisanej ze smakiem, dawki seksu. Jestem absolutnie zakochana w Grahamie i Sorayi. Dawno nie poznałam tak wyrazistej i wyróżniającej się pary. Ona nie jest szczupłą super pięknością, która nie ma swojego zdania, tylko kobietą z krągłościami, z ognistym temperamentem i ostrym językiem. On nie odgrywa roli bad boya, tylko trzyma się swoich postanowień, broniąc się przed cierpieniem. Jednak przy kobiecie ze zdjęć zaczyna się łamać, ponieważ wie, że warto zaryzykować. Oprócz twarzy drania pokazuje też, że jest opiekuńczy, romantyczny, wytrwały, wyrozumiały, no i zabawny. Nie są idealni, ale dzięki temu tak szybko zdobyli moje serducho. Chociaż w życiu realnym nie wierzę w książkowe romanse, to uwielbiam je czytać. Każdy potrzebuje odrobiny zapomnienia. Drań z Manhattanu z miejsca zdobył moje zainteresowanie i całkowitą uwagę. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zaśmiewałam się do łez, wzruszałam czy też rozpływałam z zachwytu. Zżyłam się z tą dwójką i z zapartym tchem przewracałam kolejne strony, obserwując ich wzajemne potyczki oraz docieranie się. Ogromne brawa dla autorek za te wszystkie emocje, za samą historię i brak zbędnych dramatów. Dosłownie pochłonęłam książkę i mam niedosyt, mogłabym o tej parze czytać i czytać, a i tak byłoby mi mało. Zdecydowanie będę do niej wracać, bo na samą myśl o Draniu z Manhattanu szczerze się jak zakochana i chichoczę, przypominając sobie ich słowne potyczki. Drań z Manhattanu to obowiązkowa pozycja dla fanów tych dwóch autorek, które dały z siebie wszystko przy tworzeniu tej powieści. Polecam go też wielbicielom romansów. Idealna mieszanka tego, co najlepsze w romansach z komediowym wątkiem. Dobra zabawa gwarantowana!

http://zapatrzonawksiazki.blogspot.com/ Irena Bujak


W moim odczuciu: 9/10 On. Zgubił. Telefon. W metrze. Kiedy bardzo przystojny mężczyzna, na którego od kilku tygodni zapatruje się Soraya gubi telefon w metrze, wydaje się, że szczęśliwy los chciałby, żeby zwróciła na niego uwagę. Dzwoni, aby dowiedzieć się kto jest właścicielem, jednak szybko dowiaduje się, że powinna utopić ten telefon w rzece, bo jego właściciel jest idiotą. Nie zrażając się jednak, dowiaduje się, że właścicielem jest niejaki Graham Morgan, który prowadzi świetnie prosperującą firmę. Dziewczyna idzie mu go zanieść, jednak spotyka się z niemiłym podejściem jego oraz jego pracowników. W końcu zostawia telefon na recepcji, w galerii zostawiając kilka swoich zdjęć i wysyłając mu esemesa, aby za szybko nie zapomniał o swojej wybawczyni... Największą zaletą jest oryginalność tej książki. Opis wskazuje na zwyczajną, powtarzalną i schematyczną opowieść, a jednak okazuje się, że ta wcale taka nie jest. Cóż, wydaje mi się, że stało się to głównie dzięki naprawdę niestandardowym głównym bohaterom, których pokochałam nad życie. Graham wcale nie jest typową "kopią Greya". Zamiast tego uwielbia spędzać czas ze swoją rodziną. Kochał swoją mamę ponad życie, a kiedy zmarła całkowicie się załamał. Teraz dba o swoją ukochaną babcię i jest naprawdę, naprawdę oddany. Natomiast Soraya farbuje końcówki swoich włosów na kolor odpowiadający uczuciom górującym w jej życiu. Czuje się nieszczęśliwa? Niebieskie. Impreza? Fiolet. I tym podobne. Jest naprawdę wyszczekaną i niesamowitą kobietą. Poza tym, ta dwójka szczerze przyciąga czytelników do zainteresowania się ich relacją. Są niesamowicie skłonni do poświęceń, szczególnie jeśli chodzi o dbanie o dobrostan swojego partnera. Cieszyło mnie bardzo, że poświęcono całe pole do popisu tematowi poświęcenia dla miłości. Pomimo tego, że książka to jednotomówka i prawdopodobnie jednotomówką pozostanie, ponieważ wątki się bardzo dobrze pozamykały, to udało się na tych 300 stronach ukazać wiele etapów związku wraz ze wzajemnym walczeniem o szczęście. Dodatkowo, bardzo widocznym motywem w tej książce jest motyw niewybaczalnej zdrady. Wiele wydarzeń się obraca pośrednio i bezpośrednio wokół niego. Wydaje mi się, że autorki chciały zasugerować zastanowienie się nad tym, co by się stało gdyby. Podobało mi się w szczególności, że ukazały ten motyw w kilku sytuacjach, ponieważ chciały czytelnika trochę zmusić do refleksji nad nim i bardzo dobrze im się to udało. Jednocześnie dzięki temu akcja cały czas miała bardzo dobre tempo, cały czas działo się coś innego, niespodziewanego, więc wieczór z nią spędzony był bardzo przyjemy i naprawdę szybko się czytało. Podsumowując, książka jest bardzo ciekawa, zawiera kilka naprawdę interesujących wątków, jest krótka, dobrze napisana, a więc czyta się ją jak najbardziej przyjemnie. Z mojej strony - osobiście bardzo, bardzo polecam.

https://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/ Wiktoria Trebuniak


Drań z Manhattanu to lekka, sympatyczna i zabawna, wciągająca od samego początku powieść kobieca z elementami erotyzmu. Potrzebowałam właśnie takiej lektury i po tej mam ochotę na więcej, zdecydowanie za mało takich lektur ostatnio czytałam. Może niektóre fragmenty czy kroki jakie podejmą bohaterowie były przewidywalne, ale cóż z tego? Cóż przy fakcie jak tą książkę się czyta i jakie salwy śmiechu wywołuje. Nie pamiętam kiedy aż tak wybuchałam śmiechem. Ba! Ryczałam ze śmiechu! Te teksty! A przy końcu to płakałam i ze śmiechu i ze wzruszenia! Czytelnik znajdzie w tej lekturze odskocznie od problemów dnia codziennego, taki poprawiacz humoru. Rozweselacz, czasoumilacz. Jeśli szukasz takiej lektury to dobrze trafiłeś, oto książka która wywoła uśmiech i pozszywa zmęczone serduszko. Czytelnik polubi bohaterów... uroczą Włoszkę, której zachowanie i charakter jest bardzo żywe, jest bardzo bezpośrednia, trochę zamknięta w sobie, nieco zagubiona, ale bardzo kochana. Czytelnik polubi nawet tego zboczonego Drania, bogatego, hamskiego skurczybyka, któremu w głowie tylko sex, który dwuznacznymi tekstami sypie jak z rękawa. Który na śniadanie, obiad i kolację mógłby dostawać deser, nie jedząc głównego dania i który myśli, że owy deser powinien pojawić się na jego złotej tacy sam. Na pstryknięcie palców. Ale , ale.. przeciwieństwa się przyciągają, autorki postarały się nam to udowodnić. I pomyśleć, że ta dwójka kompletnie różnych osób spotkała się przez totalny przypadek. Totalnie odjechany przypadek. Są tak odmienni, a jednocześnie tacy sami. Chemia wokół nich aż skwierczy. Uważaj, żebyś się nie poparzył czytelniku od nadmiaru ognia i cudownych emocji podczas czytania. 🔥 Polecam!

https://www.instagram.com/magia_stron/ Klaudia Stygar


Wygląda dość banalnie, z obrazkiem przystojnego mężczyzny, który pojawia się na okładkach co drugiego romansu. Jaka zatem jest? „Drań z Manhattanu” to kombinacja pióra słynnej Vi Keeland i niemniej popularnej Penelope Ward. Pozytywne opinie, wielkie oczekiwania i wreszcie moje osobiste przeżycia, które miałam okazję skonfrontować z dotychczasowymi doświadczeniami związanymi z prozą obu autorek. Jeśli oczekujecie tego, że wreszcie ktoś zaneguje dobrą jakość tej historii, na pewno nie będę to ja. Dlaczego? Bo niniejsza publikacja to piekielnie dobry romans. I zrobię wiele, by Was do niego przekonać. ZARYS FABUŁY Graham J. Morgan to młody, ambitny i doszczętnie wredny właściciel prężnie działającej firmy, który ani myśli o tym, żeby się zakochać. Nieliczący się z uczuciami innych nie ma pojęcia, że już wkrótce pewna nieznajoma wygarnie mu w twarz to, co o nim myśli. I zostawi w jego telefonie swoje prowokujące zdjęcia. Soraya Venedetta nie jest klasyczną pięknością. Ma krągłości, kolorowe końcówki włosów i niewyparzoną buzię. Kiedy pewnego dnia niespodziewanie zauważa pozostawiony w metrze telefon pewnego aroganckiego dupka, postanawia mu go oddać. I czegoś go nauczyć. Przypadkowe spotkanie i wielkie zgrzyty zmieniają się w coś, czego zupełnie nie mogą przewidzieć. Czy to miłość? Przecież pochodzą z zupełnie innych światów. PRZYPOMINA GREYA? TYLKO Z POZORU. Na pierwszy rzut oka fabuła może przypominać nieco greyowską koncepcję romansu. Może i jest w tym źdźbło prawdy, ale nie warto sugerować się skojarzeniem. Dlaczego? Zacznę od bohaterów. Graham, owszem, jest młodym, niezależnym i poturbowanym przez los przystojniakiem. Ale… oprócz fasady oziębłego dupka niesie ze sobą pokłady skrywanego dystansu, humoru i czułości. Na pewno daleko mu do fanatyka BDSM, choć od grzesznych myśli nie stroni. Nie może być inaczej, kiedy ma u boku tak bardzo opierającą się i przezabawną Sorayę. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak polubiłam książkową bohaterkę. Pracująca dla nieznośniej i wymagającej szefowej jako poradnik na ludzkie troski, zawsze potrafi rzucić jakąś poprawiającą humor ripostą. I nie jest to nic wymuszonego. Ta powieść autentycznie bawi do łez. COŚ NA POPRAWĘ HUMORU? PROSZĘ. Są książki lekkie, ale płytkie i nieangażujące. Są też takie pozornie proste, może nie wielce głębokie, ale potrafiące pochłonąć. „Drań z Manhattanu” z pewnością należy do drugiej ze wspomnianych kategorii. Już na samym początku, po pierwszej wymianie zdań wiedziałam, że to jest to, czego szukałam na lato. Historii o miłości z niewymuszoną namiętnością, bez wyidealizowanych sytuacji, z żartami naturalnie wynikającymi z danych sytuacji – nie takimi, które są budowane na siłę. Śmiałam się nieraz i nie dwa, kibicowałam bohaterom i łapczywie brnęłam do końca. To, co stanowi największy atut książki, to bez dwóch zdań dialogi. Umiejętność budowania dobrych bohaterów Penelope Ward i fabularne pomysły Vi Keeland przyczyniły się do powstania czegoś naprawdę godnego uwagi. I tak, jak nie przepadam za autorskimi duetami, tutaj pisarkom wyszedł on jak najbardziej na dobre. W tle odbijająca się głośnym echem przeszłość Grahama, nieudane randki Sorayi i motyw spajający całą akcję – porady pisane wiernym czytelniczkom (i czytelnikowi!) niejakiej Idy. To romans, ale z subtelną erotyką. Skupiający się raczej na postaciach oraz ich uczuciach aniżeli zarzucaniu kolejnych stron scenami seksu. IDEALNA NA LATO Bawiłam się świetnie. „Drań z Manhattanu” to rzeczywiście bardzo pozytywna, poprawiająca humor książka. Są wpadki, klejące się rozmowy, niewymuszony humor, no i w końcu, jest miłość. Jeśli szukacie dobrej powieści na lato, wiecie czego szukać. Ja szczerze polecam.

http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777


Soraya Venedetta to żywiołowa kobieta, która wyróżnia się typem urody i barwną fryzurą. Należy do osób, jakie nie owijają w bawełnę, prosto z mostu wygłasza, co jej leży na sercu. Pracuje jako asystentka autorki kącika z poradami sercowymi w znanej gazecie. Niestety jej niewyparzony język i brak taktu są niemałą przeszkodą w pisaniu sugestii dla zagubionych czytelników, dlatego wypowiada się sporadycznie. Tak naprawdę, by nakreślić właściwą wskazówkę, często musi używać całkowitych antyfor swoich pierwszych myśli. Gdy pewnego dnia jedzie do pracy metrem, nie przypuszcza nawet, co ciekawego szykuje dla niej los. W przedziale przypadkowo słyszy rozmowę niesłychanie przystojnego, eleganckiego faceta. Mężczyzna niestety okazuje się zbyt pewnym siebie i lekceważącym gburem. Najwidoczniej piękne opakowanie nie zawsze idzie w parze z równie wspaniałym sercem. Gdy wysiadając dostrzega, że przystojniak zgubił telefon, zabiera go i postanawia wkrótce oddać, najpierw jednak pragnie przejrzeć dane, by móc lepiej poznać drania. Po oględzinach wybiera się do biura, w celu doręczenia zguby do rąk właściciela. Niestety Graham lekceważy ją, więc wściekła zostawia mu w pamięci telefonu nietypową pamiątkę. Zaintrygowany biznesmen szybko uświadamia sobie jak wielki popełnił błąd i pragnie za wszelką cenę odnaleźć kobietę, jednak ona nie zamierza podawać mu się na tacy. Czy mimo fatalnego pierwszego wrażenia Graham zdoła zyskać sympatię pyskatej Sorai? Już po przeczytaniu opisu byłam pewna, że książka nie tylko mnie rozbawi do łez, ale i poruszy do granic. Największą tajemnicą natomiast była przeszłość Grahama. Niemal od pierwszej strony zastanawiałam się, co takiego musiało go spotkać, że zachowywał się jak nadęty dupek. To, czego się dowiedziałam, było przygnębiające, jednak nagły powrót jego demonów przeszłości dosłownie zmiażdżył mi serce. Nie spodziewałam się aż tylu zwrotów akcji i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem talentu autorek, gdyż napisanie przezabawnej, fascynującej powieści, w której przewija się tak wiele trudnych tematów, to nie lada wyzwanie. "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. " Całość napisana jest niezwykle lekkim, przyjemnym piórem, dzięki czemu kartki same przelatują przez ręce. Historię dopełniają zabawne, emocjonujące dialogi, które wywołują niekontrolowane wybuchy śmiechu, prowadzące niekiedy nawet do łez. Zdecydowanie największą zaletą powieści są słowne potyczki między dwójką głównych bohaterów. Cięty język Sorai, jej przebojowość, a także zmiana kolorów włosów, zależnie od nastroju, to z pewnością elementy, jakie skradną wam serce. Nie można również zapomnieć o Grahamie, który nie tylko zniewala swą urodą, ale jednym tekstem potrafi rozpalić kobietę do czerwoności. Starcie dwóch różnych, silnych osobowości jest niesłychanie ekscytujące, dlatego czytelnik na czas lektury zupełnie zapomina o otaczającej go rzeczywistości i z zapałem śledzi kolejne spotkania tej niezwykłej pary. Postacie nakreślone przez autorki to osoby nietuzinkowe, interesujące, jak najbardziej autentyczne. Każde z nich zmaga się z demonami przeszłości, chowa swoje lęki i obawy, mające źródła w dawniejszych latach. Nie można tego nazwać ukrywaniem się pod maską, gdyż z pewnością są szczerzy w tym co robią, jednak ich pewne postawy są konsekwencjami wyjątkowo przykrych, nawet traumatycznych sytuacji. Czy uczucie, jakie powoli się między nimi rodzi, będzie w stanie uwolnić ich od najgorszych wspomnień? I czy rzeczywiście wystarczy sama miłość, by móc zapewnić sobie szczęśliwe zakończenie? "Czasami słowa które zostały niewypowiedziane, są tymi, które najbardziej potrzebują wypowiedzenia." Jak pewnie wszystkie czytelniczki, kibicowałam tej dwójce całym sercem. Pokochałam Sorayę, doceniałam jej wpływ na przemianę Grahama i nienawidziłam, gdy farbowała końcówki na czerwono. Niestety szybko się okazało, że lęk przed zranieniem to tylko drobnostka. Nasi bohaterowie znienacka zostali zasypani wyjątkowo trudnymi problemami i nikt nie był w stanie przewidzieć, jak dalej potoczą się ich losy. Wybory, jakich będą musieli dokonać, są nadzwyczaj trudne, a niepewność rosnąca z każdą stroną, umiejętnie podnosi czytelnikowi ciśnienie i nie pozwala przerwać lektury ani na sekundę. Ta książka to emocjonalny rollercoaster, który zafunduje wam zarówno brzuch bolący od śmiechu, jak i piekące oczy, będące konsekwencją wylania wielu łez. "Wiedziałam, że go kocham. I w tej chwili wiedziałam tylko . Mogłam mieć nadzieję, że to wystarczy." "Drań z Manhattanu" to wciągająca, nieprzewidywalna, zabawna, ale i poruszająca powieść, od której nie sposób się oderwać. Genialnie nakreślone, wyraziste postacie, demony przeszłości, jakie wracają ze zdwojoną mocą, dylematy między powinnością a pragnieniem szczęścia, a przede wszystkim fascynujące, wesołe dialogi, przesycone sarkazmem i ekscytującymi docinkami, tworzą razem wybuchową mieszankę, fundującą świetną rozrywkę, relaks i zapomnienie. To zdecydowanie lekka i przyjemna pozycja, która zarówno poprawia humor, napawa optymizmem, ale i skłania do głębszych refleksji. Po prostu mieszanka idealna! Gdybym tylko miała farbę do włosów pod ręką to przysięgam, że moje końcówki już byłyby w kolorze różowym. Dlaczego? Bo po prostu zakochałam się na zabój w tej ujmującej historii! Polecam całym sercem!

zfascynacjaoksiazkach.blogspot.com/


Milioner i piękna kobieta, czy tego już czasem gdzieś nie było? Owszem, takie historie się zdarzają, ale ta zdecydowanie jest inna. A dlaczego? Szczególnie dzięki temu, że nie jest nudna. Potrafi zaskoczyć i ma ciekawych bohaterów. A i jeszcze jeden ważny element: poczucie humoru, którego tutaj nie brakuje. W tej książce swoje siły połączyły dwie znane autorki i co z tego im wyszło? Coś bardzo dobrego! Uwielbiam, gdy kobieta pisze powieści dla kobiet, a co dopiero dwie kobiety! Prawdziwa mieszanka wybuchowych emocji, przystojny mężczyzna, pikantne sceny, romans, uczucie, emocje… Soraya to kobieta, pewna siebie, która nie boi się wyrażać swojego zadania, co robi wręcz bez zastawienia. Posiada temperament, który ciężko okiełznać. Graham, mężczyzna pewny siebie, nawet zbyt pewny, postrzegany jako ktoś niedostępny dla zwykłych ludzi, ale jednak dopuszcza do siebie tą nieokiełznaną Włoszkę. Jednak ta relacja z jej strony jest ostrożna, zaangażowanie uczuciowe z kimś pokroju Grahama to ryzyko, którego ciężko się podjąć. Ale kto nie ryzykuje, ten.... nie cierpi. Gdy przeszłość da o sobie znać, nawet deklaracje przestają mieć znaczenie. Pomiędzy bohaterami od początku rodzi się napięcie, które z każdą kolejną stroną wzrasta. Takie coś niewątpliwe lubię, to daje czytelnikowi emocje, a w powieści dzięki temu dużo się dzieje. Powieść oferuje nam to, czego czytelnik powinien oczekiwać od dobrego romansu. Faktem jest, że niektóre rzeczy można przewidzieć, ale ta historia, napisana niebywale lekko, z elementami, które zaskakują jest idealną pozycją dla każdej z nas. Przecież nie zaszkodzi na chwilę przenieść się do świata takich bohaterów, którzy nas nie zanudzą, momentami zdenerwują, ale na dokładkę zafundują kilka przyjemnych godzin podczas podróży, w którą nas zabiorą. Książkę polecam, przy niej nawet sen staje się nieistotny.

Facebook.com/ksiazki.takie.jak.my


Co wyjdzie z powieści stworzonej przez autorkę seksownej serii MMA Fighter oraz autorki grzesznej i wciągającej książki jaką jest "Przyrodni brat" ? Jeszcze więcej namiętności, pasji i magii! "Drań z Manhattanu" to historia, która poruszy wszystkie czytelnicze struny u miłośniczek romansów. "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak". Soraya codziennie do pracy dojeżdża metrem. Podczas jednej z takich przejażdżek zauważa gniewnego i niezwykle przystojnego mężczyznę, który na pierwszy rzut oka jest wyjątkowym dupkiem, jednym z tych, jakich kobieta nie cierpi. Kiedy tajemniczy mężczyzna wysiada, Soraya zauważa, że zostawił telefon. Jednak zanim ma okazję mu go oddać, on znika. Postanawia więc zanieść mu telefon do jego firmy, ale kiedy zostaje potraktowana przez niego dosyć nieprzyjemnie, Soraya zostawia mu dosyć dosadną wiadomość. Graham nie potrafi zapomnieć o nadawczyni dosadnego przekazu. Postanawia ją odnaleźć. " - Jestem zabawny? - Owszem. Jesteś. - Jestem niemal pewien, że nikt dotąd mnie tak nie nazwał. - Pewnie przez to, że większość ludzi widzi tylko dupka, jakim jesteś na zewnątrz. - To by oznaczało, że wewnątrz jestem kimś więcej niż tylko dupkiem. Nasze oczy się spotkały, gdy mu odpowiedziałam. - Z jakiegoś powodu wierzę, że tak jest. Że masz w sobie więcej niż arogancką postawę i seksowną powierzchowność". Nie będę ukrywać, że nieco martwiłam się tym, czy książka stworzona przed dwie różne autorki mnie do siebie przekonana. I wiecie co? Jestem nią oczarowana! "Drań z Manhattanu" posiada w sobie wszystko, co tak bardzo uwielbiam w tego typu książkach: namiętność, pasję, emocje i wyrazistych bohaterów. Graham to dosyć silna i twarda osobowość. Traktuje ludzi z góry i nie ułatwia im życia. Nie od razu go polubiłam, ale z każdą stroną lepiej go odkrywałam i pod tą warstwą drania, zaczął stopniowo wyłaniać się troskliwy i czuły mężczyzna, który za bardzo został zraniony. Jest władczy i przyzwyczajony do tego, że ludzie rzucają mu się do stóp Do czasu... Bo pełna temperamentu Włoszka nie miała zamiaru tego robić. Soraya to jedna z tych kobiecych postaci, które mają jaja. Jest świetna! Pyskata, zabawna, nie daje sobie w kaszę dmuchać, a do tego jest zadziorna i pełna zmysłowości. Myślicie, że w tej książce to nadal facet jest kotem, a kobieta myszką? Że to ona stara się zwrócić na siebie jego uwagę? Nie! Tu jest zupełnie na odwrót. Polubiłam obydwie te postacie, ale z czasem Graham zacząć mnie denerwować, miałam ochotę nim telepnąć. W książce nie zabraknie przeszkód w życiu obojga bohaterów, kobietę będzie w związku z nimi dręczyć wiele obaw, a Graham zwyczajnie będzie na nie ślepy. Ja rozumiem, że to dla niego też nowa sytuacja, ale myślę, że czasem trzeba też postawić się na miejscu drugiej osoby, by zrozumieć z czym ona się boryka. "Drań z Manhattanu" to powieść, która wciągnęła mnie od pierwszej strony, a po zaledwie kilku zauroczyła. Znajdziecie tu ciekawie wykreowanych bohaterów, również tych drugoplanowych, którzy nieco zamieszają. Soraya to według mnie jedna, z najlepszych kobiecych postaci, które można spotkać w tego typu powieściach. Nie brak tu również emocji: wraz z bohaterami przeżywałam ich ból, rozterki i strach, które ich dręczyły. Zżyłam się z nimi, stali się dla mnie bliscy. Nie zawsze wiedziałam, co autorka zaserwuje tej dwójce, przez co wiele razy przechodziłam palpitacje serca, a ostatnie strony przeczytałam w wielkim napięciu. "Drań z Manhattanu" to pełna namiętności, zabawna i zadziorna historia, która mnie osobiście powaliła na kolana. Wiecie co czuję po skończeniu tej książki? Smutek i żal, że to koniec. Tęsknię za tą dwójką i zdecydowanie chciałabym więcej. Więcej Sorayi i Grahama ale również duetu tworzonego przez Vi Keeland i Penelope Ward. Autorki zresztą napisały wspólnie parę książek, które w planach ma wydać Wydawnictwo Editio. Nie pozostaje nic oprócz czekania i zacierania łapek.

redgirlbooksbloguje.blogspot.com Ewelina Żyła


Zaczęło się słodko, lekko i przyjemnie, aż w pewnej chwili nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Nadanie fabule pewnego niepokoju zrobiło tutaj całą robotę, ponieważ był on ciągle z nami. Czuliśmy go na każdej stronie, ale nie przyćmił innych emocji. Było dużo śmiechu, uśmiechów i rozmyśleń. Drań z Manhattanu zaczyna się, gdy Soraya Venedetta i Graham Morgan siedzą oboje w pociągu. On nieziemsko przystojny, ona uważająca się za przeciętną kobietę. Nie mieli przyjemnego pierwszego spotkania, ponieważ Graham zachowywał się jak arogancki palant nie tylko dla niej, ale dla osoby, z którą rozmawiał przez telefon. Kiedy Graham przypadkowo zostawił swój telefon w pociągu, Soraya podniosła go i zdecydowała się go zwrócić następnego dnia. Ale zanim to zrobiła, najpierw poszperała odrobinę w jego telefonie. Po zwróceniu telefonu do Morgan Financial Holdings, której jest właścicielem, Graham nadal zachowywał się jak kutas, co skłoniło ją do zrobienia zdjęcia jej seksownych części ciała za pomocą telefonu, po czym przekazała go swojej recepcjonistce. Pierwsza część tej powieści była przyjemna, zalotna . Do tego dochodziła seksowna wymiana SMS-ów Grahama i Sorayi. Podoba mi się, że te postacie mają niezaprzeczalną chemię, dzięki której napięcie seksualne stało się jeszcze bardziej wyczuwalne. Druga część stała się czymś poważnym z powodu nagłego zwrotu akcji. Coś czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. I kiedy już to nastąpiło, pojawiła się kolejna niespodzianka. Jedyny zarzut do całości to denerwujący bohaterowie drugoplanowi tacy jak Avery oraz Genebieve. Za ich sprawą miałem ochotę przestać to czytać. Ale z drugiej strony właśnie dodanie takiego kwasu do powieści nadało jej dobrego smaku. Książka nie była pozbawiona pewnych przewidywalnych sytuacji, ale efekt końcowy był oczywiście satysfakcjonujący. Jeżeli macie ochotę na lekką, ale też zabawną i uroczą historię to koniecznie sięgnijcie po Drania z Manhattanu! Nie będziecie żałować :)

https://bartoszczyta.blogspot.co.uk/ Bartłomiej Bartoszyński


Mówi się, że przypadki chodzą po ludziach, ale jak nie są to przypadki, jak jest to coś zdecydowanie większego? Przenieśmy się na Manhattan, wsiądźmy do metra i ruszmy ku przygodzie. Przygodzie, w której czeka na nas przystojny drań. Oj kto nie lubi drani? Przecież coś do takich nas ciągnie. Chociaż chęć walnięcia w głowę za bycie dupkiem bywa nie raz niemała, to perspektywa tego napięcia, tego co nieznane jest duża. Taka niepewność sprawia, że życie nabiera smaku, ale może nieść też gorycz rozczarowania. Soraya to Włoszka z temperamentem wręcz do nieokiełznania i kolorem włosów dopasowanym do nastroju. (Niekiedy mogłabym nie nadążyć się farbować, jakbym tak robiła ;) ). W metrze spotyka mężczyznę, który już z daleka emanuje pewnością siebie, ale i wygląda na drania, w sumie przystojnego drania. Soraya pomimo jego arogancji, którą można wywnioskować z jego postawy i rozmowy telefonicznej, ma ochotę poznać go, ale to ktoś poza jej zasięgiem. Lecz los postanowił jej podarować taki mały bonus, może za to, że jej dzieciństwo nie było udane, a może takie miał kaprys. Znajduje telefon, który należy do tego tajemniczego mężczyzny. Wie, że należy go oddać i robi to.... kilka dni później. Ale arogancka natura naszego drania, sprawia, że jedynie zostawia telefon jego sekretarce, a w nim pamiątkę w postaci kilku zdjęć. Graham, bo tak ma na imię, nie liczy się z nikim. Jest szefem, którego nikt nie chce mieć, ale potrafi odnosić sukcesy i ludzie go szanują. Gdy na swojej zgubie dostrzega kilka zdjęć, pewnych części ciała Soray, w tym tatuaż na nodze, chce dowiedzieć się kim jest ta kobieta, o której nie może zapomnieć, nie może zapomnieć, że chociaż na odległość, postawiła mu się, nie bała się wyrazić własnego zdania. Zafascynował go jej ostry temperament, a gdy zobaczył jej twarz, mury, które budował wokół siebie, zaczęły się sypać kawałek po kawałku. Niestety zdobycie nieufnej Włoszki jest niebywale trudnym wyzwaniem. A co najważniejsze przeszłość wstaje z czteroletniego snu i jeszcze bardziej zaburza jego spokój. Niesie niespodziankę, która może zagrozić Soray i temu co pomiędzy nimi zaczyna się rodzić. Przejdą przez wielką próbę, której mogą nie przetrwać. „Drań z Manhattanu” to powieść, która już od początku nas bawi i wciąga bardzo szybko w swoją historię. Taki naturalny antydepresant. Powiem, że bawiłam się wybornie przy tej opowieści, ale nie tylko dobry humor mnie urzekł, ale również cała historia, pełna napięcia i wyczekiwania. Nieprzewidywalny los, to jest coś co może namieszać w życiu. Nasi bohaterowie to zderzenie silnych charterów, które mógłby wzajemnie w łatwy sposób doprowadzić do zniszczenia, ale takie sile charaktery, gdy już się spotkają, nie ma sposobności, aby mogły iść w przeciwnym kierunku i zapomnieć o sobie. Nasz drań, ma więcej warstw, które gdy odkrywamy, z czasem zaczynają nasz fascynować i chcemy go więcej. Bohaterów nie da się nie lubić. Książka lekka, ale z czymś co na pewno nie pozwoli o sobie zapomnieć. Świat, w który wprowadzają nas autorki daje nam wiele przyjemności i nie małą porcję emocji. Książkę się pochłania w zdecydowanie za szybkim tempie, bo aż nie chce się kończyć tej ciekawej historii. Akcja nie nuży, cały czas coś się dzieje i to coś ciągle nas zaskakuje. Książka idealna na wakacje, jak i na chłodniejsze dni, bo podgrzeje wtedy temperaturę. Polecam!

Pisanie / czytanie - moja pasja (DEPRECATED)


Soraya Venedetta pełni rolę asystentki autorki kącika z poradami sercowymi "Zapytaj Idę". W drodze do pracy jej uwagę przykuwa przystojny mężczyzna. Los sprawia, że gubi on swój telefon. Soraya ma okazję oddać mu telefon lecz zanim to zrobi zamierza troszeczkę poszperać by czegoś się o nim dowiedzieć. Okazuje się, że przystojniak to Graham Morgan. Zarządza on aktywami firmy Morgan Financial Holdings. Soraya przekonuje się, że wszystko uchodzi mu na sucho a dla swoich pracowników jest bardzo opryskliwy. Rozmowa przez interkom udowadnia, że facet jest dupkiem. Zostawia mu prezent pożegnalny - trzy wyzywające zdjęcia i wiadomość. Graham jest zaskoczony. Nikt w biurze nie odważył się odzywać do niego tak jak ona a wiadomość, którą zostawiła na jego telefonie kompletnie go rozbiła. Nie chce nawiązywać relacji dlatego zraża ludzi do siebie. Soraya niesamowicie go pociąga. Mężczyzna nie cofnie się przed niczym by zdobyć to czego pragnie. Graham jest przyzwyczajony, że ludzie mu ulegają, jednak Soraya nie jest dziewczyną łatwą do zdobycia. Soraya miesza mu w głowie, ma problem z rozszyfrowaniem jej. Morgan chce by dziewczyna spędziła z nim trochę czasu. Niczego nie mogą sobie obiecać ale nie chcą by ich znajomość się zakończyła. Wpadli w najgorsze tarapaty jakich nie byliby w stanie kiedykolwiek sobie wyobrazić. Soraya jest Włoszką z gorącym temperamentem. Nie owija w bawełnę i rzuca prosto z mostu to co myśli. Boi się zranienia i wciąż nie wybaczyła ojcu, że porzucił rodzinę. W towarzystwie Grahama czuje się jakby miała znowu trzynaście lat i żołądek ściska jej się z nerwów. Dostrzega jednak, że za arogancką powłoką kryje się wrażliwy mężczyzna. Otoczył się szczelnym murem i nie potrafi w stu procentach komuś zaufać ale pyskata, rudowłosa Włoszka wstrząsnęła jego uporządkowanym światem. Dominujący, kontrolujący mężczyzna przybrał arogancką postawę. Stracił kilka najważniejszych osób w swoim życiu a jego jedyną rodziną jest schorowana babcia. Zimny i bezwzględny drań traci głowę dla Sorai. Tej dziewczyny nie sposób jest nie polubić. Szczera aż do bólu, prawdomówna, bezpośrednia i pyskata. Końcówki włosów odzwierciedlają jej aktualny nastrój. Graham jest egocentrykiem i zarozumialcem ale tylko z pozoru. Bohaterowie zostali wykreowani rewelacyjnie. Uwielbiam ich! "Drań z Manhattanu" to lektura przy której można się uśmiać, wzruszyć i dostać wypieków. Świetnie wykreowani bohaterowie wiodą prym w tej historii. Razem tworzą świetną parę. Uzupełniają się, czasami nie zgadzają a ich przekomarzanki są przekomiczne. Bezkonkurencyjne dialogi nie raz rozłożyły mnie na łopatki. Już od pierwszych stron trudno nie zapałać sympatią do Sorai i Grahama. Oboje mają mocne charaktery. Oboje są nieustępliwi, mają za sobą bagaż przykrych doświadczeń, jednak udaje im się odnaleźć odrobinę miłości i szczęścia. Akcja tej książki pędzi niczym rollercoaster. Styl pisania autorek nie zawodzi. Co dwie głowy to nie jedna. Autorki stworzyły świetną historię. W tej książce nie brakuje emocji i wzruszeń. Przy niej nie można się nudzić. "Drań z Manhattanu" to powieść przepełniona ogromnym poczuciem humoru. Obserwujemy rodzące się uczucie. Drogę od przyjaźni aż do zalążków większego uczucia. Ciągle coś się dzieje i z zapartym tchem śledzimy losy bohaterów. Historię czyta się szybko, dzięki prostemu stylowi, jakim została napisana. Od tej historii ciężko się oderwać. Ta książka ma w sobie dużo więcej od tego co sugeruje mega przystojniak na okładce. Rewelacyjna historia, którą przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Chcę więcej takich książek. Gorąco polecam! Moja ocena: 10/10

https://www.zaczytanapatka.blogspot.com Patrycja Stolarz


Kiedy kilka miesięcy temu w zapowiedziach wydawnictwa EditioRed zobaczyłam tę książkową pozycję, na mojej twarzy zagościł uśmiech – ogromny uśmiech. Dlaczego? Bo od dawna marzyłam, aby jakieś wydawnictwo wprowadziło na nasz rodzimy rynek wydawniczy książki duetu Penelope Ward/Vi Keeland. Choć te, pisane przez nie osobno, już od jakiegoś czasu można spotkać na półkach w księgarniach, to na historie pisane przez nie w duecie musieliśmy trochę poczekać. Jednak cierpliwość się opłaciła, a w dzisiejszej recenzji opowiem wam dlaczego „Drań z Manhattanu” to znakomita książkowa rozrywka. Soraya Vendetta to piękna włoszka z temperamentem, która na co dzień pracuję jako asystentka legendarnej autorki kącika z poradami sercowymi Zapytaj Idę. Choć nie jest to praca jej marzeń, to pozwala ona opłacić rachunki i inne wydatki. Nasza bohaterka codziennie jeździ do pracy metrem. Nie wie jednak, że pewnego dnia ta podróż zmieni jej życie. A wszystko przez znaleziony przez nią telefon, który wypadł pewnemu przystojniakowi, którego chwilę wcześniej obserwowała. Jedną rozmowę telefoniczną i jedną wizytę w wyszukiwarce Google później Soraya poznaje nazwisko i miejsce pracy mężczyzny z metra. Jednak wizyta w Morgan Financial Holdings nie poszła po myśli naszej bohaterki. Dlaczego? Bo Graham Morgan okazał się dupkiem, który nawet nie otworzył jej drzwi do swojego gabinetu i odprawił ją przez głośnik w telefonie sekretarki, zanim jeszcze Soraya zdążyła mu powiedzieć, że ma jego zgubę. Nasza bohaterka zirytowana zachowaniem „pana aroganckiego” postanowiła zabawić się jego kosztem i zanim oddała telefon jego sekretarce zostawiła na nim zdjęcia swojego dekoltu, nóg i tyłka, a wszystko z dodatkiem wyciągniętego środkowego palca (hihihi). Graham Morgan to dwudziestodziewięcioletni właściciel jednej z najprężniej działających firm inwestycyjnych w Nowym Jorku. Jest chamski, arogancki, pewny siebie, a jego asystentki zmieniają się prędkością szybszą niż porusza się światło. Nikt nie może znieść „pana dupka” ups, chciałam napisać szefa Grahama J. Morgana. O jego charakterze miała okazję przekonać się także pewna napastliwa kobieta, którą pogonił, a która jak się okazało znalazła jego telefon. I to co w nim zostawiła sprawiło, że nasz bohater zaczął żałować, że jednak osobiście z nią nie porozmawiał. „Moim dniem zawładnęły para cycków i tatuaż z piórem. Co gorsza, ich właścicielka była pyskata”. Ostatecznie, to właśnie niewinny tatuaż sprawił, że Graham w swojej następnej podróży metrem rozpoznał Sorayę – diablicę i anioła w jednym. Kilkanaście wymienionych SMS-ów później Soraya zgodziła się w końcu na kolację z Grahamem, który jak było widać z treści wiadomości, jest nią zafascynowany i zdecydowanie ma ochotę poznać bliżej ją i jej wdzięki. Jak to u Vi Keeland i Penelope Ward bywa bohaterowie często muszą mierzyć się z demonami przeszłości. W przypadku naszych bohaterów nie jest inaczej. Soraya ma dość krytyczny stosunek do mężczyzn, bo przejechała się na tym najważniejszym mężczyźnie w jej życiu – swoim ojcu, który zostawił ją i jej matkę dla innej kobiety. Graham z kolei, kilka lat wcześniej został zdradzony przez najbliższe mu osoby. Jego ukochana Genevieve, wdała się w romans z jego najlepszym przyjacielem Liamem, a potem została jego żoną. Kiedy relacja Grahama i Sorai się rozwija, ten dostaję wiadomość o śmierci Liama i choć w głębi duszy go nienawidzi, postanawia wybrać się na pogrzeb. Nie przypuszcza jednak, jak to wydarzenie wywróci jego życie do góry nogami. Bo śmierć dawnego przyjaciela i rozmowa z wdową po nim to jedno, ale zobaczenie ich czteroletniej córki, która ma dokładnie taki sam odcień oczu jak twój i przypomina młodszą wersję twojej matki to już zupełnie inna historia. Fani świetnie napisanych romansów z dużą dawką genialnego poczucia humoru i zabawnych dialogów nie zawiodą się, jeśli sięgną po książkę duetu Keeland/Ward. Od dawna jestem zakochana w stylu pisania zarówno jednej, jak i drugiej autorki, a kiedy połączą one swoje siły nie ma mowy żeby powstało coś słabego.

booksbymags.blogspot.com Magdalena Szabelska


Zostałam naprawdę mile zaskoczona. Spodziewałam się czegoś w rodzaju prostackiej i przesyconej erotyką poczytajki, a dostałam fajna i dość uroczą historię. Autorki posługują się lekkim i przystępnym stylem, z łatwością wciągnęłam się w lekturę. Fabuła jest dość schematyczna, jak to bywa w tego rodzaju książkach, jednak momentami autentycznie zaciekawia. Kreacja bohaterów wyszła naprawdę dobrze. Postacie są charakterne, w żadnym stopniu nie sprawiają wrażenia papierowych. Polubiłam Soraye i Grahama, chociaż początkowo niemiłosiernie mnie irytowali i drażnili. Autorkom dobrze wyszło nakreślanie uczucia, które ich połączyło. Chemia pomiędzy nimi była naprawdę odczuwalna. Z przyjemnością i ciekawością obserwowałam ich perypetie. „Drań z Manhattanu” to naprawdę fajny i godny polecenia erotyk.

http://czytaczyk.blogspot.com/ Weronika Turska


Kiedy w metrze, którym codziennie dojeżdża do pracy, Soraya Venedetta znajduje telefon, nie spodziewa się, że to początek przygody pełnej emocji. Jak się okazuje, przedmiot należy do boskiego, emanującego pieniędzmi Grahama Morgana, którego, zafascynowana, obserwowała przez całą drogę. Mężczyzna tak samo jak przystojny, jest też aroganckim bucem, więc oddając telefon, niewyparzony język Sorai nie pozwala jej nie zostawić w nim wiadomości, a także kilku zdjęć, by zrozumiał, co traci. To sprawia, że Graham nie może przestać o niej myśleć i postanawia ją odnaleźć. Jest to początek skomplikowanej relacji pomiędzy ekscentryczną Włoszką, piszącą porady w magazynie a zadufanym w sobie szefem, których połącza namiętność i niespodziewana więź. Jednak na ich drodze ku szczęściu ma stanąć błąd z przeszłości, który może tylko rozdzielić albo umocnić obojga kochanków. "Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg." Ta książka wzbudziła we mnie mnóstwo tak silnych i różnych emocji... Nawet teraz, dwa dni po jej lekturze, z gniewu mam ochotę czymś rzucić, a jednocześnie wypić coś gorzkiego, bo od słodkości bolą mnie zęby. Pamiętam, jak zawczasu pomyślałam sobie, że to fajne, ale i zaskakujące, że w fabule nie ma żadnego dramatu. Po czym takowy się pojawił i sprawił, że rwałam sobie włosy z głowy, chcąc utopić pewną bohaterkę i jestem pewna, że to zasługa kochanej Penelope Ward. Z kolei cudowna Vi Keeland po raz kolejny stanęła na wysokości zadania i stworzyła postaci, w których się zakochałam. Zarówno Soraya, jak i Graham to osoby, które zawsze mówią, co myślą. Ona zawdzięcza to włoskiemu temperamentowi, a on raczej gburowatości. Są przeciwieństwami i nic ich nie łączy, poza fascynacją od pierwszego wejrzenia i świadomością, że jeśli się w nią zagłębią, to z pewnością będzie coś więcej i będą musieli się zaangażować. Ona jest szalona, energiczna i farbuje końcówki włosów w zależności od nastroju. Jednak dręczy ją strach przed odrzuceniem, zasiewający wątpliwości w kontaktach z mężczyznami, szczególnie takimi jak ten przystojny, pewny siebie bogacz. On jest władczy, zuchwały i lekceważący. Ma za sobą trudne przejścia: stratę oraz złamane serce, które go takim uczyniły. Kiedy poznaje Sorayę, zaczyna mu na niej zależeć, lecz nie wie, czy jest jeszcze zdolny do miłości. Obojga polubiłam prawie tak samo bardzo. Porywający facet i urocza kobieta, która zabija swoim sarkazmem. Z czasem jednak zaczęłam odnosić wrażenie, że Graham stał się krótkowzroczny i to już do końca nie zniknęło. Nie widział problemów ani obaw, z jakimi borykała się Soraya i to sprawiało, że miałam ochotę rzucić książką. Choć nie tak bardzo jak obecność niejakiej Genevive, która mocno skomplikowała im życie. Chciałabym móc wyciąć ją z historii i ze swojego umysłu, bo myśl o niej budzi we mnie wściekłość. Autorki wykonały naprawdę świetną robotę, jeśli chodzi o kreację bohaterów. W tle pojawia się kilka postaci, które przewijają się i dopełniają historii, ale nie odgrywają żadnej ważniejszej roli. Ciekawym motywem są jednak maile do Idy, najpierw zabawne, później doprowadzające mnie do smutku i melancholii. Sama historia jest niezobowiązująca i lekka, delikatnie poruszająca rodzinne problemy, z dużą ilością miłosnych rozterek. Te miałam sama, co rusz zmieniałam zdanie, co do tego, jak powinna postąpić bohaterka i cały czas serce biło mi jak na wyścigach, gdy przerzucałam strony, by poznać ostateczne rozwiązanie. Choć zakończenie wydaje się lekko naciągane, jakby wszystkie problemy magicznie zniknęły, to całość bardzo mi się podobała i jestem pewna, że zarówno fani gatunku, jak i autorek nie będą rozczarowani. Drań z Manhattanu to świetna lektura, która rozbawiła mnie już od pierwszych stron. Pełna żaru, niespodzianek, urocza, a do tego elektryzująca, dokładnie tak jak Graham. Autorki stworzyły emocjonującą historię o miłości i przewrotności losu, dodając książce również pikanterii. "Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak."

Sunreads.blogspot.com Sandra Siwak


"Drogi Draniu, odnoszę wrażenie, że w twoim przekonaniu wszystkie kobiety powinny z marszu rozkładać przed tobą nogi. Zgaduję, że istnieje powód, dla którego ta kobieta myśli, że uprawianie seksu z tobą wpłynie niekorzystnie na jej samopoczucie. Może póki co postaraj się ją poznać. A w międzyczasie poddaj się kojącemu działaniu zimnej wody. Wydaje mi się, że będzie ci potrzebne." Kiedy dowiedziałam się o książce, której autorki bardzo lubię wprost nie mogłam się doczekać, kiedy ją przeczytam. Byłam ciekawa co to będzie. Czy Vi i Penelope stworzą coś świetnego? Otóż tak. Ich książka jest świetna! Tytuł jak i okładka idealnie pasują do treści zawartej w książce. Vi Keeland ma talent do kreowania idealnych męskich bohaterów w swoich powieściach. Za to Penelope dodaje ten sarkastyczny i cięty język postaci. Autorki w śmieszny sposób wtrąciły tu wątek o Pięćdziesięciu twarzach, ale tym razem Grahama.😂 Co jak co ale wyobraźnię co do imion to one miały - Soraya Venedetta, Ginevieve Moreau. Opis widniejący na odwrocie książki, zawiera wszystko to, co powinien, aby czytelnik zechciał sięgnąć po właśnie ten tytuł. "Temu mężczyźnie udało się obudzić we mnie coś, co od dawna było uśpione. Potrzebowałam lampki wina i orgazmu. Niekoniecznie w tej kolejności. Jeśli mam twardo stać na straży własnego postanowienia, że będziemy się poznawać, a nie uprawiać seks, absolutnie konieczne jest, abym wzięła sprawy w swoje ręce." Polubiłam bohaterów tej książki. Saraya to pełna życia, szczęśliwa, sarkastyczna osoba, którą nie łatwo zagiąć. Jest twarda, a jej cięty język sprawia, że można ją od pierwszej chwili polubić. Jak wiadomo każda Włoszka ma swój ognisty charakterek, którego tutaj nie zabrakło. Dziewczyna boi się zaufać facetom. Owszem spotyka się na randki, ale żeby zakochać się?! Nieee! Przez sytuację, która miała miejsce w jej dzieciństwie nie potrafi zaufać i się otworzyć. Boi się zranienia. Wszystko to przez jej ojca, który w momencie poznania innej kobiety, odciął się od dotychczasowej rodziny, wybrał tę nową. "- Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia tak, jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień, jaki mi pozostał." Graham J. Morgan to seksowny biznesmen. Jest ciągle sfrustrowany, jest po prostu nieszczęśliwy. Kiedy jego matka umarła, jego świat się zawalił. W momencie gdy znów komuś zaufał, jego kobieta zdradzała go z jego przyjacielem i współpracownikiem. Ale to nie wszystko... Świat mężczyzny w ciągu paru tygodni się zmienia. Poznaje wyszczekaną, pyskatą Soraye, i już wie, że nic nie będzie już takie samo. Jesteśmy naocznymi świadkami zmian zachodzących w bohaterze. Jego ewolucję emocjonalną. Niestety nie mogę wam już nic więcej zdradzić! Aby dowiedzieć się, czy i wy polubicie tych bohaterów, musicie sięgnąć po tę powieść. "- Czasem życie rzuca ci podkręconą piłkę, coś, czego kompletnie się nie spodziewałeś. Bywa, że jesteśmy zmuszeni wybrać, czy chcemy być szczerzy wobec siebie, czy honorowi wobec tych, których kochamy." Książka jest ciekawa, idealna na letnie wieczory. Lekka, ale bardzo wciągająca. Zapewnia wiele ciekawych momentów. Tajemnica, zdrada, poświęcenie to główne cechy tej książki, ale nie zapominajmy też o wyśmienitym poczuciu humoru. Miło spędziłam czas z twórczością tych autorek. Wiezizalam, że połączenie tych dwóch wspaniałych pań, to będzie po prostu petarda! Obie autorki mają swoje działa, które uwielbiam, ale ta książka jest świetna! Polecam!! Moja ocena 10/10

zapiski-ksiazkoholiczki.blogspot.com Ania Gołuch-Bidas


Bardzo lubię książki Vi Keeland, więc z przyjemnością sięgnęłam i po tę, zastanawiając się przy tym, jak udał się ten duet z Penelope Ward. Mogę już na początku Wam powiedzieć, że całkiem nieźle wyszła paniom ta historia. ;) Początek jednak nie był ciasteczkiem malinowym, którym delektowałabym się z przyjemnością. Niestety, wydawało się, że raczej będzie to dosyć nudna lektura i mało zaskakująca. Lecz, po przebrnięciu przez pierwsze strony, powoli akcja zaczęła się rozkręcać i zyskiwać w moich oczach poprzez kilka ciekawych rozwiązań zastosowanych przez autorki. Fabuła napisana została zarówno z punktu widzenia Grahama Morgana, jak i Sorayi Venedetty. Dzięki temu możemy śledzić ich losy z obydwu stron, co przyznaję bez szemrania, że bardzo lubię. Również narracja pierwszoosobowa mi nie przeszkadzała, co niekiedy niestety sprawia, że lektura staje się bardziej udręką niż przyjemnością. Tu, na szczęście była tym drugim. Historia przedstawia losy dwójki, całkowicie odmiennych ludzi, którzy poznają się poprzez zgubiony telefon przez jedno z nich. Pewnego dnia bowiem, jadąc do pracy metrem, Soraya dostrzega eleganckiego mężczyznę, który objawia wredny charakterek podczas prowadzonej przez niego rozmowy telefonicznej. Wybiegając pośpiesznie z pojazdu na swojej stacji, nie zauważa, że zostawił po sobie ślad w postaci telefonu. Soraya postanawia temu draniowi, jak go określa, oddać zgubę, choć nie od razu. Jest z natury ciekawską osóbką, więc sprawdza zawartość przedmiotu, który ukazuje sprzeczne informacje o jego właścicielu. Tym bardziej, zaciekawiona nim postanawia w końcu osobiście przekazać zgubę. Gdy mężczyzna w dość bezpośredni sposób oznajmia, że nie ma dla niej czasu, Soraya pozostawia telefon zafrapowanej recepcjonistce wraz z intrygującą wiadomością dla jego właściciela. Tak, by zapamiętał sobie, że ma czego żałować. :) Cóż można powiedzieć o samych bohaterach? Są odmienni, to z całą pewnością, a jednocześnie wydają się do siebie idealnie pasować poprzez wzajemne uzupełnienie. Soraya jest temperamentną Włoszką, która mówi to co myśli, nie owijając w bawełnę. Pracuje w dziale porad „Zapytaj Idę”, gdzie stara się dawać rady czytelnikom, na temat przesyłanych przez nich pytań odnośnie swoich rozterek i bolączek życiowych. Cóż, może trafniej będzie powiedzieć, że udziela porad sporadycznie, gdy jej szefowa łaskawie wyda na to swoją zgodę. Z uwagi na bardzo otwarte i szczere odpowiedzi Sorayi, nieczęsto to się jednak zdarza. Kobieta uważa bowiem, że szkoda czasu na łgarstwa. Jeśli coś chce powiedzieć, po prostu to robi. Kobieta podbiła moje serce swoją barwnością, zarówno co do wyglądu, jak i charakteru. Wyszczekana, bezpośrednia, szczera i jednocześnie obawiająca się otworzyć swoje serce — tak mogłabym ją w skrócie podsumować. Zmiany swoich emocji przejawiała poprzez ufarbowane końcówki włosów, co niekiedy stanowiło ostrzeżenie dla jej otoczenia. Czasami w książce wyraźnie objawiała się jej niepewność co do tego, że ona również zasługuje na miłość i szczęście, tak jak każdy inny. „Naprawdę z całego serca chciałam z ufnością patrzeć na to, co się między nami rodziło, ale mimo wszystko jakaś część mnie wciąż kazała mi trzymać dystans. On jednak był taki pewny i tak całkowicie pozbawiony obaw, że jego spokój koił moje nerwy. Nienawidziłam tej słabej i strachliwej istoty, jaką w sobie nosiłam. Chyba przyszedł czas, abym spróbowała się jej pozbyć.” Graham z kolei trzyma wszystkich wokół na dystans i nie przejmuje się, że przy okazji nie liczenia się z innymi ludźmi, może ich skrzywdzić. Zbudował wokół siebie mur, którego dotąd nikt nie zdołał naruszyć. Liczy się dla niego tylko praca, babcia i pies Blackie. Tylko przy babci Lil staje się „miękką kluchą”. Jest to przy okazji kolejna kobieta w tej książce, która mnie urzekła swoją siłą, a także oddaniem i miłością do wnuka, dla którego pragnie wszystkiego co najlepsze, nie zamykając przy tym oczu na jego wady. „— Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia tak, jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień, jaki mi został.” Mężczyzna, jakoś od samego początku, pomimo swojego chamstwa — co tu dużo kryć takiego go poznajemy — czymś mnie ujął. Przede wszystkim powolnym zdobywaniem względów Sorayi, choć równie dobrze mógł dać sobie spokój i ruszyć na połów w innym stawie. Również wyjaśnienia, które otrzymujemy odnośnie tego, co takiego uczyniło go twardym i niedostępnym dla innych spowodowało, że moje serce zmiękło dla Grahama jeszcze bardziej. Jak to zwykle bywa, tak w życiu, a szczególnie w książkach, pojawiają się w fabule problemy, z którymi bohaterowie muszą się zmierzyć. A jest ich całkiem sporo, jak na jednotomową pozycję. Wszystko jednak zostaje czytelnikowi wyjaśnione i nie pozostawia się nierozwiązanych wątków. Choć Graham całkiem szybko dochodzi do wniosku, że z temperamentną włoszką może połączyć go głębsze uczucie, o tyle Soraya dosyć długo trzyma biednego pana „Celibat z Manhattanu” w niepewności. Nie pomaga z pewnością fakt, że niczym koszmar z którego nie można się obudzić, do życia Grahama wkracza ponownie jego dawna narzeczona wraz z niespodziankami, które spowodują spory zamęt u naszych bohaterów. Świeży związek zostaje zatem wystawiony na poważną próbę. Czy Grahamowi i Sorayi uda się pokonać przeciwności losu i pogodzić z przeszłością, która oboje prześladuje? Tego musicie się dowiedzieć sami sięgając po tę lekturę. ;) „(…) Gdy się odwróciłam i spojrzałam na niego, dotknął czołem mojego czoła i szepnął: — Będę czekał tak długo, jak będziesz chciała. Nigdzie się nie wybieram.” Oboje, zarówno Soraya jak i Graham, są doświadczeni przez życie, co odbija się na ich teraźniejszości i decyzjach jakie podejmują. Autorki pokazują poprzez tę historię, że to, co wydarzyło się w naszym życiu może mieć na nas zgubny wpływ tylko wtedy, gdy na to sami pozwolimy. „Ujęła dłońmi moją twarz i powiedziała: — Jesteś niesamowity. Będę szczęśliwa, jadąc z tobą dokądkolwiek. — Lecz gdy to mówiła, na jej twarzy nie było widać uśmiechu.” W każdym bądź razie, perypetie tych dwojga szczerze mnie ubawiły, szczególnie w początkowych fazach ich znajomości, choć przez całość książki przejawiał się „przedmiot” przez który się poznali, a który wprawiał mnie niezmiennie w rozbawienie. Ich esemesowe gierki oraz zabawne teksty pisane poprzez dział „Zapytaj Idę” były ciekawym zabiegiem dokonanym przez autorki, który się idealnie w tej pozycji sprawdził. Także doskonale wykreowane postaci, które różni prawie wszystko, a jednocześnie wydają się jakby byli wzajemnie dla siebie stworzeni powoduje, że z chęcią śledzi się ich losy. Ja z przyjemnością przyglądałam się zmianom, jakim ulegali bohaterowie. To w jaki sposób się otwierali na nowe możliwości. Ich zabawnym potyczkom i grze, która oboje czegoś nauczyła. Podsumowując, w książce pojawia się kilka zwrotów akcji, które nadały jej tempa i pozwoliły zerknąć głębiej w życie zarówno Grahama, jak i Sorayi. Choć początek mnie nie kupił, to już cała reszta jak najbardziej tak. „Drań z Manhattanu” jest pozycją zabawną, romantyczną, jednocześnie dającą do myślenia co do tego, czym właściwie jest rodzina, szczęście i jak wiele w związku dwojga ludzi znaczy szczerość. Autorki pokazały jak istotna jest wzajemna rozmowa i podejmowanie wspólnie decyzji, bowiem nie zawsze to, co nam się wydaje dobre dla drugiej osoby, faktycznie takie jest. Czy warto zatem przeczytać tę pozycję? Stanowczo tak, gdyż pomimo tytułu zwiastującego typowe romansidło, ta książka zawiera w sobie znacznie więcej, niż tylko seksownego faceta i piękną kobietę z romansem jako głównym wątkiem. ;) Historia Sorayi i Grahama jest jednocześnie seksowna, zabawna i wzruszająca. Myślę, że wiele czytelniczek przyjemnie spędzi przy tej lekturze czas. Lily Moja ocena: 4,5/6

niegrzecznerecenzje.blogspot.com Lily


Kto czytał książki Vi Keeland wie, że może się po nich spodziewać lekkiej i przyjemnej lektury. Tak jest i w tym przypadku. „Drań z Manhattanu” to zabawna i seksowna historia, nie przeładowana jednak scenami erotycznymi. Autorki oprócz wątku romansowego poruszyły w tej książce również trudne i bolesne tematy, ale zrobiły to w bardzo delikatny, wyważony sposób, absolutnie nie spłycając tych problemów. Według mnie jednak największą zaletą tej powieści jest jej główny bohater, bardzo go polubiłam i kibicowałam mu do samego końca. Na początku Graham wydaje się być prawdziwym draniem i gburem, który jest tak skupiony na sobie, że nie potrafi nawet zapamiętać imienia swojej asystentki. Jednak wraz z rozwojem akcji dowiadujemy się o nim coraz więcej i okazuje się on zupełnie inny niż nam się wydawało. Owszem bywa nieuprzejmy dla pracowników, ale prywatnie jest bardzo ciepły, uwielbia oglądać telenowele, kocha swojego psa i ma niesamowite, lekko wulgarne poczucie humoru. Jest również bardzo oddany swojej rodzinie, a zwłaszcza babci, która go wychowała po śmierci matki. Byłam zachwycona tym, jak starał się zdobyć główną bohaterkę, jak się o nią troszczył i zabiegał o jej uczucie.

Instagram.com/gilbertwedelreaders Joanna Dębicka


Co się stanie, gdy w najbardziej niesprzyjających i nietypowych okolicznościach przetną się drogi aroganckiego nowojorskiego drania o pięćdziesięciu twarzach oraz temperamentnej i wyszczekanej Włoszki? Jak się możecie domyślać zderzenie dwóch kompletnych przeciwieństw nie wróży niczego dobrego. Lód i ogień. Wybuchowa para. Dwa różne światy, dwa odmienne charaktery i jedno niezaspokojone, palące pragnienie, którego nie da się zignorować. Historia Grahama i Sorai oficjalnie dołączyła do moich ulubionych. Już dawno nie czytałam tak pozytywnie zakręconej i jednocześnie wzruszającej książki. ,,Drań z Manhattanu" to bardzo oryginalny romans, który zaczyna się od zgubionego telefonu, a kończy na kąciku porad sercowych. Gł. bohaterowie podbili moje serce. Graham to z pozoru zwyczajny arogancki dupek i snob, który lubuje się w drogich garniturach i w gnębieniu swoich pracowników. Ale ten zimny, nieprzystępny i zamknięty w sobie drań, pod szorstką powłoką ukrywa szczerozłote serce. Soraya to szalona, wybuchowa dziewczyna z charakterem. Cechuje ją zadziorność i to, że nie daje zbić się z tropu. Krótko mówiąc, jest ona jedyną kobietą, która nawet z największego palanta potrafi wydobyć wspaniałego mężczyznę. ,,Drań z Manhattanu" to nieprzewidywalna (wiele się tutaj dzieje), błyskotliwa, szalenie zabawna (przekomarzanki gł. bohaterów były przekomiczne, podobnie jak słane przez Grahama prośby o poradę do gazety prowadzącej kącik porad, w którym pracuje Soraya), a także niesamowicie seksowna (choć scen erotycznych nje ma tutaj zbyt wiele i nie są one rozwlekłe) historia miłości, która spadła na bohaterów niczym grom z jasnego nieba i musiała przejść wiele prób. Przygotujcie się na prawdziwe trzęsienie ziemi, bo Vi Keeland i Penelope Ward przygotowały dla nas niezłą petardę, która wciąga bez reszty i gwarantuje ogrom doznań.

www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ Katarzyna Górka