Recenzje:
ana i Landon znali się jako dzieciaki, niestety ich znajomość została brutalnie przerwana przez przeprowadzkę rodziny dziewczyny. Wiele lat później pod wypływem alkoholu i dużej dawki sentymentalnego nastroju Rana odszukuje w internecie swoją dziecięcą miłość i dzwoni do niej❗️ Od tej pory ta para będzie ze sobą w stałym kontakcie, niestety tylko telefonicznym bo dzielą ich setki kilomtrów… Jak to w powieściach tej autorki bywa, będzie bardzo zabawnie, romantycznie, ale również historia będzie miała ukryte tzw. drugi dno… Książka miała swoją premierę 19 lutego 2019 r. nakładem Wydawnictwa Editio, autorką jest bardzo lubiana przeze mnie Penelope Ward. Rana i Landon byli przyjaciółmi za dziecka. Ich znajomość została brutalnie zerwana poprzez eksmisje jej rodziny z mieszkania. Lata minęły, a dziewczynka wyrosła i stała się piękną kobietą, niestety nie mającą szczęścia w miłości- często wracająca do młodzieńczych szczęśliwych lat z kolegą. Jeden telefon po pijaku odmienia wszystko! Od tego momentu ta dwójka pozostaje ze sobą w stałym kontakcie, oczywiście telefonicznym. Mieszkają setki kilometrów od siebie, taka mała niedogodność… „… wydzwanianie do ludzi po pijaku w czwartkowe wieczory. Czy udało ci się zaskoczyć jeszcze jakieś inne ofiary, czy skupiłaś się wyłącznie na mnie?” Komu zdarzyło się czytać wcześniejsze książki Penelope, wie że są to fajne, zabawne erotyki, a ten zapewniam, że również taki jest! Przez większość historii naprawdę cały czas się uśmiechałam! Landon bardzo chce zobaczyć Ranę, jak zmieniła się od dziecka, ona również tego pragnie ale boi się. Pewnego dnia chłopak decyduje się na odważny krok, wysyła jej swoje zdjęcie na plaży! Dziewczyna jest zaskoczona jak przystojnym mężczyzną stał się jej ukochany z dzieciństwa! Ona niestety uparcie nie chce wysłać mu swojego zdjęcia… odważa się pewnego dnia przesłać mu jedynie -albo aż tyle- ujęcie siebie od tyłu w stroju do tańca brzucha, ponieważ właśnie tym się zajmuje! Dlaczego tak uparcie ukrywa swoją twarz? Co się za tym kryje?! „Z każdą sekundą robiłam się coraz bardziej mokra. Z moich ust wyrwało się ciche westchnięcie”. Zdradzę wam, że pewnego dnia zdarzy się wypadek i to on zmobilizuje dziewczynę do tego, aby w przysłowiowej sekundzie polecieć setki kilometrów do Landona, żeby zobaczyć go. Ale czy to będzie dobra decyzja?! Jakie będą tego konsekwencje… „Wyznanie mu prawdy wiązało się z ogromnym ryzykiem, ale musiałam je podjąć”. Z pozoru łatwa i pozytywna historia, która nas cieszy i raduje, ale jak zwykle u autorki mamy ukryte także tak zwane drugie dno… bardzo życiową historię dwójki ludzi, których życie tak naprawdę nie było usłane różami. Co stanie się gdy znów trafią na siebie? Jak przeszłość wpłynęła na ich teraźniejszość, czy coś zostało jeszcze z dziecięcych wspomnień?! Dużo pytań i ciekawych odpowiedzi! Polecam! Moja ocena 6,5/10

Blonderka.pl Agnieszka Rybska


Jeden telefon zmienia ich życie. Rana przez pijacki wybryk odnawia kontakt z Landonem, którego nie widziała od wielu lat. Czy tym razem ich znajomość przetrwa? Czy życie pozwoli im na szczęście? "Napij się i zadzwoń do mnie" to opowieść o dwójce przyjaciół, którzy utracili ze sobą kontakt. Rana i Landon obwiniali się wzajemnie o to, dlaczego tak się stało. Gdy dowiadują się w końcu prawdy postanawiają zadbać by ich kontakt ponownie się nie zerwał. W moim odczuciu główni bohaterowie to dwójka zagubionych w świecie ludzi. Życie pokrzywdziło zarówno Ranę, jak i Landona, choć nie pokazują tego po sobie. Można powiedzieć, że podobne przeżycia zbliżają ludzi, a szczególnie tych, którzy kiedyś się znali. Historia sama w sobie jest ciekawa, ale nie wciągająca. Z jednej strony obserwujemy przyjaźń, która stopniowo się naprawia. Natomiast z drugiej strony odkrywamy życie bohaterki, która przez większość czasu siedzi na tyłku i się nad sobą użala lub robi rzeczy, które nie przynoszą większego efektu, a nawet doprowadzają do bezmyślnych decyzji. Moim zdaniem jest to opowieść za bardzo rozwleczona w czasie. Za dużo w niej powrotów do rzeczy, które dawno się wydarzyły. Zamiast żyć teraźniejszością to ciągle wracają do tego, co było kiedyś i czego już nie powinni rozdrapywać. Według mnie książka jest w niektórych momentach zabawna, a przede wszystkim emocjonalna. Dodatkowo zwroty akcji dodają jej tajemniczości. Widać, że autorka chciała zrobić z tej arcydzieło, lecz tym razem jej nie wyszło. Moja ocena: 7/10

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska


Napij się i zadzwoń do mnie Penelope Ward od dłuższego czasu przyzwyczaja czytelniczki do wysokich standardów, jeśli chodzi o erotyki. Nigdy nie są one oklepane czy nudne a na dodatek bardzo często potrafią zaskakiwać. Każda z nich dotyka problemów, z którymi większość z nas boryka się na co dzień. "Napij się i zadzwoń do mnie" zaczyna się gdy Rana – główna bohaterka - nie do końca trzeźwa na ciele i umyśle, postanawia wykonać telefon do swojego przyjaciela z dzieciństwa, by zarzucić go epitetami oraz głęboką pogardą. Landon jednak okazuje się nie tylko kimś zupełnie innym niż zapamiętała, ale również fascynacja nim nie minęła jej jak sądziła. Z każdą wiadomością, z każdą rozmową oboje zbliżają się do siebie. Niestety życie nie jest takie kolorowe a Rana skrywa kilka tajemnic, które mogą zniszczyć nie tylko ich wspólną przyszłość. „ – Mam tyle niedoskonałości. – Podobnie jak wiele z najpiękniejszych diamentów świata. Nie ma nic złego w niedoskonałościach. To one czynią nas ludźmi. Odchyliłam głowę do tyłu i wzięłam głęboki oddech, chłonąc jego słowa. Jakimś sposobem wiedziałam, że nie zapomnę ich do końca życia.” Cała historia pomimo niewątpliwego napięcia między bohaterami oraz erotyzmu, nie skupia się tylko na tym. Ukazuje problemy oraz konsekwencje trudnych decyzji zwykłych ludzi. Gdy wydaje nam się, że wszystko się układa, nagle pojawia się coś co kompletnie temu przeczy. Samo zakończenie nie jest przesłodzone, jest dokładnie takie samo jak życie. Pani Ward jak zawsze postawiła sobie bardzo wysoko poprzeczkę, o czym może świadczyć rosnąca popularność książek. Historia choć oczywiście przewidywalna ma momenty, które potrafią zaskoczyć czytelnika. Poczucie humoru, żarty i kipiące seksem podteksty. Autorka nie zwalnia tępa. Polecam nie tylko fanom, ale również tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z tą autorką.

Bookhunter.pl Sylwia Sirroco Stinia


Dość nietypowy tytuł od razu zwrócił moją uwagę. A Penelope Ward znam już z innych książek, dlatego długo nie zastanawiałam się, aby ją przeczytać. Rana Saloomi to piękna i mądra dziewczyna. Pracuje jako tancerka brzucha w okolicznej knajpce. Mieszka z dość dziwnym współlokatorem, ponieważ nie stać by jej było na mieszkanie. Pewnego wieczoru pod wpływem alkoholu, dzwoni do swojego dawnego przyjaciela z dzieciństwa. Ma do niego wielki żal od lat i w końcu wszystko mu wyrzuca. Jak się później okaże, każde pamięta te wydarzenia całkiem inaczej. Wyjaśniają sobie wszystko i postanawiają odnowić kontakt. Coraz częstsze rozmowy zbliżają ich do siebie. Jednak dzielą ich tysiące kilometrów. Na przeszkodzie stoją również tajemnice. - Masz obsesję na punkcie swojego wyobrażenia na mój temat - na punkcie tajemnicy. Rzeczywistość jest dużo bardziej popaprana. - Czy rzeczywistość nie jest taka za każdym razem? Związek polega na akceptowaniu tego, co dobre, co złe i co brzydkie. Nikt nie jest doskonały. Landon ma swój własny biznes, a dokładniej budkę z kanapkami. Jest to naprawdę oryginalne zajęcie, które przynosi mu dochody. Zmienił się i już nie jest tym chłopakiem, którego znała Rana. Pogubił się w życiu, by móc znowu się odnaleźć. Jednak nigdy nie pogodził się z utratą przyjaciółki. Całość wypada w porządku, choć środek książki nieco nudnawy. Bohaterka za bardzo użalała się nad sobą, a bohaterowie zamiast porozmawiać ze sobą, unikali rozmów na bolesne tematy. Wiem, że autorkę stać na więcej, dlatego oczekiwałam czegoś lepszego. Na okładce mamy przystojniaka z tatuażami, który przyciąga wzrok. Książka może i nie jest wysokich lotów, ale czyta się ją bardzo szybko. Uświadamia nam, że sekrety mogą zniszczyć każdą relację, a na wybaczenie może być czasem za późno. Nie żałuję, że ją przeczytałam. Można przeczytać w jeden wieczór. - Mam tyle niedoskonałości. - Podobnie jak wiele z najpiękniejszych diamentów świata. Nie ma nic złego w niedoskonałościach. To one czynią nas ludźmi. Odchyliłam głowę do tyłu i wzięłam głęboki oddech, chłonąc jego słowa. Jakimś sposobem wiedziałam, że nie zapomnę ich do końca życia.

Woceanieslow.pl Anka Ania


Drink, jeden telefon i odnowiona przyjaźń, czyli recenzja powieści Penelope Ward pt ."Napij się i zadzwoń do mnie" Czy kiedykolwiek zrobiłaś coś głupiego po wypiciu sporej dawki alkoholu? Zadzwoniłaś do byłego lub wyznałaś jakiemuś przystojniakowi swoje uczucia? Jeśli chociaż na jedno pytanie odpowiedziałaś tak, to znaczy, że ta książka może być dla Ciebie i to właśnie Ty doskonale zrozumiesz położenie głównej bohaterki. Czy jesteś gotowa na historię pełną miłości i skrywanej urazy? Po wypiciu butelki dobrego wina wiele może się zdarzyć — szczególnie jeśli w zasięgu ręki ma się telefon, a szlachetny trunek posłużył do wskrzeszenia wspomnień z czasów, kiedy się było zakochaną smarkulą. Rana Saloomi, śliczna i bystra tancerka brzucha, najwidoczniej o tym zapomniała. Pamiętała natomiast świetnie dawne dni. I oczywiście Landona Rodericka. Jej rodzice wynajmowali od Rodericków mieszkanie w garażu. Rana była wtedy taka szczęśliwa. Oboje byli zaledwie nastolatkami, ale więź, która ich połączyła, była niezwykła. Wszystko się skończyło, gdy rodzice Rany zostali wyrzuceni z wynajmowanego lokum i rodzina musiała wyjechać na drugi koniec stanu. Tamtego dnia kontakt się urwał. Dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak o niej zapomniał i że ona powinna zrobić to samo. Niestety, jej się to nie udało — mimo upływu lat nie zapomniała. Rana wyrosła na przepiękną młodą kobietę i wciąż się zastanawiała, kim stał się jej dawny adorator, co robi, jak wygląda i czy znalazł już miłość swojego życia. Któregoś czwartkowego wieczoru, po nieudanym dniu i opróżnieniu butelki shiraza, znalazła numer jego telefonu i… zadzwoniła. I nie była to ich ostatnia rozmowa. Landon wcale o niej nie zapomniał, ale nie zdradził, dlaczego nie próbował jej odszukać. Twierdził również, że jego rodzice nie wyrzucili jej rodziny z mieszkania, a cała historia wyglądała inaczej. Wkrótce okazuje się, że tajemnic i niedopowiedzeń jest więcej. Także Rana nie chce zdradzać swoich. Właściwie najrozsądniej byłoby rzeczywiście o sobie zapomnieć. Ale… ani on, ani ona nie umieją tego zrobić. Napięcie rośnie. Pożądanie buzuje. W obojgu rodzi się przeczucie, że zawsze należeli do siebie. Jak jednak zaufać komuś, kto boi się szczerości? Usłyszałeś już dosyć, żeby się rozłączyć? Jest to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i z pewnością nie będzie ono ostatnie, ponieważ jak doskonale wiecie uwielbiam twórczość Pani Penelope Ward. Po przeczytaniu poprzedniej powieści autorki totalnie zakochałam się w jej piórze i obiecałam sobie, że przeczytam każdą historię spod jej pióra. Gdy dowiedziałam się, że zostanie wydana jej najnowsza książka pt."Napij się i zadzwoń do mnie" to od razu wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po tę pozycję. Jak już wcześniej wspomniałam totalnie zakochałam się w "Mieszkając z wrogiem", dlatego po cichu liczyłam, że w tej historii również się zakocham. Niestety tak się nie stało, ale to nie oznacza, iż źle z nią spędziłam czas, wręcz przeciwnie. Naprawdę spodobała mi się opowieść głównej bohaterki, ale niestety zabrakło mi w niej jakieś magii i wzajemnego pociągania. Nie była zła, ale nie mogę nazwać jej też rewelacyjną czy idealną. Czegoś mi w niej zabrakło i uwierzcie mi na słowo, że piszę to z naprawdę ogromnym bólem serca. Bohaterowie zostali fajnie nakreśleni w szczególności główna męska postać i to właśnie od niego zacznę ten akapit. Londona polubiłam od pierwszej strony, chociaż nie ukrywam, że początkowo wydawał mi się odrobinę płytki. Ale takie wrażenie odniosłam tylko raz podczas lektury. Trochę denerwowało mnie to, że na początku tak naciskał na Ranę, żeby wysłała mu aktualne zdjęcie, ale później kiedy przeanalizowałam ich relacje, doszłam do wniosku, że miał do tego pełne prawo i zrozumiałam jego powódki. Ostatnio raz widział ją ponad dziesięć lat temu, a teraz rozmawiali ze sobą codziennie przez telefon, więc nic dziwnego że chłopska kusiło to jak wygląda jego dawna przyjaciółka. Oczywiście London nie był natarczywy i z czasem przestał na Ranę naciskać kiedy zrozumiał że dziewczyna ma kompleksy. Spodobała mi się ta zmiana i chłopaka, ponieważ udowodnił że jest dojrzały i cierpliwy i jest gotów poczekać na to, aż ona będzie w końcu gotowa. Ogólnie muszę przyznać, iż chłopak był mega opiekuńczy, troskliwy i uroczy w każdym calu. Nie był pozbawiony wad i skrywał pewne tajemnice, ale i tak go uwielbiam! A pod sam koniec kompletnie mnie zauroczył - jego oddanie i mądrość życiowa była naprawdę wyjątkowa. Jeżeli natomiast chodzi o Ranę to do niej mam malutkie zastrzeżenia. Początkowo nie mogłam się do niej przekonać i brakowało mi w niej zadziorności i chociaż minimalnej pewności siebie. Rozumiem, że autorka chciała ją wykreować na pokrzywdzoną i skrzywdzoną osobę, ale czasami te jej wszystkie kompleksy wydawały się zbyt wyolbrzymione. Ale, ale, poczekajcie. Kiedy w końcu w całości poznałam jej trudną przeszłość to zrozumiałam co autorka chciała przekazać nam na kartach powieści. Teraz kiedy jestem już po lekturze "Napij się i zadzwoń do mnie" mogę śmiało napisać, że Pani Ward ma talent do skomplikowanych i czasami trudnych kreacji głównych bohaterów. Autorka w swojej najnowszej powieści poruszyła naprawdę kilka ważnych wątków. Pokazała nam czytelnikom jak decyzje rodziców mogą wpłynąć na dalsze życie dzieci, jak wygląda życie młodej osoby gdy po kilkunastu latach dowiaduje się, że została adoptowana i to jak przyjaźń może zamienić się w piękną i silną miłość.To wszystko znajdziecie w powieści pt."Napij się i zadzwoń do mnie". Na sam koniec chcę napisać tylko jedno - nie zrażajcie się dość przeciętnym początkiem, ponieważ z każdą kolejną stroną jest coraz lepiej. Ostatnie pięćdziesiąt stron było naprawdę emocjonujące, a ja z zapartym tchem obserwowałam poczynania poznanych bohaterów. Droga Czytelniczko, jeśli poszukujesz pięknej historii miłosnej z odrobiną pikanterii w roli głównej to śmiało możesz sięgnąć po ten tytuł. Moim zdaniem będziesz zadowolona!

Detektyw Książkowy Natalia Kleczewska


Drogi Czytelniku... Na wstępie muszę zaznaczyć, iż jest to książka zawierająca sceny seksu, więc jest docelowo skierowana do pełnoletnich miłośników literatury. Druga szansa, spotkanie po latach, miłość, błędy... To temat rzeka. Właśnie z tym próbuje zmierzyć się Penelope Ward w swojej najnowszej powieści pod tytułem „Napij się i zadzwoń do mnie”. Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze zapraszam do lektury. Wspaniale było przenieść się do świata Rany, jej rodziców, Landona, jego rodziców, Lenny'ego i innych. Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze. Już odpowiadam. Po pierwsze, bohaterowie. Są bardzo dobrze wykreowani, zróżnicowani i interesujący. Mogę z czystym sumieniem przyznać, że polubiłam Ranę i Landona. Może nie od razu, ale jednak. Jeśli zaś chodzi o Lenny'ego, cóż on nie przypadł mi do gustu. Dlaczego? A tego już musicie się dowiedzieć sami (być może ktoś oceni go inaczej), nie chcę zdradzić za wiele. Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że tym razem prawdziwy rollercoaster, bynajmniej dla mnie, to niedopowiedzenie. Sporo mi do niego brakuje. Książka zaczyna się spokojne, rozkręca się dopiero z czasem. Autorka dawkuje nam emocje małymi porcjami. Niestety brakuje mi tu (kurcze, mam nadzieję, że to nie będzie nowa tradycja) zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych emocji i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony. Są oczywiście, lecz mam duży niedosyt. Po trzecie, pewna lekcja. Penelope przekazuje nam w tej książce cenną naukę. Jaką? Cii, każdy powinien ją odkryć sam. Po czwarte, sceny erotyczne. Są 'smacznie' napisane, nie są przesadzone i zbyt wulgarne. Powieść jest lekką lekturą do poduszki. Opowieść pokazuje, że naprawdę niewiele potrzeba (na przykład jeden telefon właśnie) by zmienić całe życie, by to, na co długo pracujemy się posypało oraz to, że na naprawę błędów nigdy nie jest za późno. Książka praktycznie czyta się sama. Historia wciąga (może nie od pierwszych stron, ale jednak), sprawia, że chce się być częścią życia (mimo iż bardzo pokręconego) naszych bohaterów i nie opuszczać aż do ostatniej linijki. Autorce dziękuję za tę historię. Z przyjemnością sięgnę po kolejne perełki autorstwa pani Ward. Ogólna ocena - 5,5/6. :) POLECAM, POLECAM, POLECAM. Warto po nią sięgnąć.

recenzjeemocjamipisane.blogspot.com Izabela Raszka


Tym razem Penelope Ward powraca do nas z najnowszą powieścią „Napij się i zdzwoń do mnie”. Już wcześniej miałam okazję poznać twórczość autorki i kiedy zobaczyłam kolejną zapowiedź postanowiłam, że przeczytam. Kolejną zaletą jest też okładka, która sama w sobie przyciąga wzrok i kusi, aby po nią sięgnąć. Tylko jak ma się tylko to, co w środku do okładki? Poznajemy Ranę, która ma kompleksy na temat swojej urody. Już, jako dziecko nie czuła się ładna a jej matka ją w tym utwierdzała. Później zostaje okłamana przez rodziców na temat wyprowadzki i jej rodzina się rozpada. Matka ucieka z kochankiem a dziewczynka zostaje z ojcem. Po latach usamodzielnia się i pracuje, jako tancerka. Pewnego wieczoru pod wpływem wypitego alkoholu i wspomnień o przyjacielu postanawia zadzwonić. Mówi to, co czuje, lecz już po chwili żałuje tego telefonu. Ma nadzieję, że London o nim zapomni, lecz tak się nie dzieje. On pamięta i chce wszystko wyjaśnić. London to przyjaciel z dziecięcych lat Rany. Kiedy dziewczyna się wyprowadziła jego życie się trochę zmieniło. Poznaje prawdę, o której nigdy rodzice mu nie mówili i wyprowadza się na drugi koniec kraju. Tam zakłada swój biznes i dobrze mu się wiedzie. Do momentu, kiedy pewnej nocy dostaje telefon. Dawne uczucia, o których myślał, że zapomniał odżywają i nie może już tak szybko zapomnieć o Rana Banana. Książka ma dla mnie bardzo miły klimat, czyta się lekko, płynnie i przyjemnie. Powieść ta nadaje się najlepiej na wieczory gdzie mogę usiąść wygodnie i zanurzyć się w książce bez przeszkód. Styl pisarki bardzo przypadł mi do gustu jest prosty i lekki, co za tym idzie przyjemny w odbiorze. Znakomite dialogi, fabuła, świetnie zbudowane postacie to nie tylko to skrywa w sobie ta książka. „Napij się i zadzwoń do mnie” jest to zabawna i pełna humoru opowieść o miłości, dla której nie ma znaczenia czas. Czasami się mówi, że związek na odległość nie przetrwa, lecz to wszystko zależy tylko od nas samych. Autorka w swojej powieści postanawia nam pokazać jak miłość i związek może przetrwać. Ja przy tej książce bardzo dobrze się bawiłam czytając. Czekam na więcej takich książek!

zaczarowana-ksiazka.blogspot.com Beata Matuszewska


Penelope Ward przyzwyczaiła swoje czytelniczki do romansów, które znajdują się na naprawdę wysokim poziomie. Dlaczego warto sięgnąć po jej powieść Napij się i zadzwoń do mnie? Co czyni ją wartą uwagi? Nieoczekiwany telefon po latach Rana i Landon znają się od dziecka. Przyjaźnili się i świetnie bawili do czasu, aż dziewczynka przeprowadziła się wraz z rodzicami do innego miasta. Pomimo iż Rana straciła kontakt z Landonem, nie potrafi o nim zapomnieć. Gdy jako dorosła kobieta znajduje jego numer telefonu, dzwoni do niego pod wpływem alkoholu. To nie będzie ich pierwsza i zarazem ostatnia rozmowa po latach. Powieść o poszukiwaniu samej siebie Mogłoby się wydawać, że powieść Napij się i zadzwoń do mnie należy do tych z gatunku lekkich i przyjemnych. Nic bardziej mylnego. Choć tytuł książki sugeruje, iż mamy do czynienia z lekturą lekką i przyjemną, to Penelope Ward porusza w niej wiele trudnych tematów takich jak porzucenie, druga szansa, rodzina i poszukiwanie samej siebie. Nieoczekiwane zwroty akcji Napisz i zadzwoń do mnie to dobrze skonstruowana powieść, która intryguje czytelnika już od pierwszej strony. Podczas lektury książki zupełnie nie odczuwa się upływającego czasu. Penelope Ward często wykorzystuje nieoczekiwane zwroty akcji, co czyni jej historię jeszcze bardziej atrakcyjną. Bohaterowie tacy sami jak my Rana i Landon to ludzie, którzy mają swoje obawy i wady. W rezultacie każda z nas odnajduje w nich znajomych z sąsiedztwa, którym także bardzo daleko do ideału. Przekomarzanie się głównych bohaterów przyprawia o salwy niekontrolowanego śmiechu. Rana i Landon nie potrafią ujawnić wszystkich swoich tajemnic, brak szczerości staje się przeszkodą na drodze do szczęśliwego i udanego związku. Czy uda im się opowiedzieć o tym, co od dawna skrywają w sobie?

Menopauza.pl


W moim odczuciu: 10-/10 Wszystko zaczyna się od chwili, gdy Rana wraca do domu po ciężkim dniu pracy i otwiera butelkę wina. Pije w samotności, ale wszystko przez to, że już powoli zaczyna mieć dość swojego życia. Bierze do ręki listy, które podarował jej przyjaciel, gdy była jeszcze w liceum. W pewnym momencie wpada na szalony pomysł. Postanawia go odnaleźć i zadzwonić do niego. Wykrzyczeć mu w twarz, że po przeprowadzce wszystko stało się inne, a jej życiowe błędy są tak okropne. O dziwo, udaje jej się. Jest to jedna z najbardziej szalonych powtórnych unii, na jakie kiedykolwiek się natknęłam. Bohaterowie zaczynają ze sobą rozmawiać, odbywają się kolejne rozmowy, SMS i... wydaje się, że mają się coraz bardziej ku sobie. Pozostaje pytanie - gdzie ich to zaprowadzi, skoro mieszkają na przeciwnych końcach kraju? Okej, wiem. Od momentu, w którym napisałam o nieprzyjaznych opiniach kręcicie się na krzesłach, żeby się dowiedzieć, czy książka to chłam i jestem przekupiona. Otóż, nie jestem (a szkoda, byłoby na pierdółki do zdjęć na instagramie). Historia Rany jest całkowicie inna i wyróżnia się na tle opowieści Penelope Ward. Ma całkowicie odmienny wydźwięk, ponieważ dotyka tematów, do których zazwyczaj ta autorka się nie zapędza. Bazuje na naprawdę silnej więzi, która wytworzyła się pomiędzy bohaterami już w przeszłości. Niemniej, znowu znajdują wspólną nić porozumienia. Później jednak dochodzą do tego sekrety. Oooogrooomna liczba sekretów, którymi bohaterowie zdecydowanie nie chcą się chwalić. A jednak muszą wszystko przepracować, aby w końcu mogli zdecydować się na dalsze kroki w relacji. Tym razem ta książka to nie romansidło, które ma zachwycać chwilowo, na jeden wieczór. Autorka postanowiła wpleść w książkę prawdziwą fabułę. Nie odklepać erotyka, nie odklepać romansu, tylko stworzyć coś, co pozostanie w naszych myślach. I to dlatego tak bardzo mi się spodobała. Oczywiście, że było to ryzykowne. Sami możecie zobaczyć na różnorodnych portalach, jak moi znajomi po fachu są nie do końca przekonani. Mi, osobiście, brakowało książki dopracowanej. Która w końcu podjęłaby trudniejsze tematy, zahaczała o obyczajówkę, była dobrze napisana i miała przekonujących bohaterów. Osobiście uważam, że dostałam to w całkiem niezłym stylu w Napij się i zadzwoń do mnie. Podobało mi się, że Rana w przeszłości była chłopczycą. Podobało mi się, że nie zawahano się, gdy autorka postanowiła wspomnieć o wolontariacie. Pokochałam to, że Logan stwierdził, iż nie ma co się śpieszyć. Okej, wiadomo - zawsze można było coś doszlifować, błąd jest rzeczą ludzką. Tym razem najbardziej rzuciło mi się w oczy, że być może powrócenie do relacji z dawnych lat i wymaganie od czytelnika zrozumienia, może być dla niektórych kłopotliwe. Niektórzy zarzucają brak rozwinięcia relacji. Jak dla mnie, to autorka zabłysnęła oryginalnymi pomysłami na jej przedstawienie i rozwinięcie. Podsumowując, osobiście dam 10 z małym minusikiem na 10. Czuję się sprawiedliwa wobec siebie, muszę gdzieś sobie zapisać, że książka jest oryginalna i niesamowita, ponieważ podejrzewam, że w przyszłości jeszcze nie raz będę chciała sięgnąć po tak odmienne dzieło pani Penelope Ward. Osobiście bardzo Wam polecam. Ja oczekiwałam od książek tej autorki czegoś więcej i w tej książce właśnie to dostałam. Jeśli też tego chcecie to sięgnijcie. Jeśli jednak nie chcecie ryzykować, to wybór jest Wasz.

Tysiąc Żyć Czytelnika Wiktoria Trebuniak


"- Przysłałeś mi malutką butelkę wina. - Uznałem, że jeśli prześlę wielką, to możesz ją wyżłopać w całości - zażartował. - Pod koniec tej rozmowy znowu obrzucałabyś mnie przekleństwami." Nadeszło do mnie kochane Editiored, które serwuje mi mega przyjemne chwile z Penelope Ward. Książki tej autorki biorę w ciemno i niemalże zawsze jestem zadowolona na 100%. Tym razem rozbawił mnie już tytuł. Wątek rozmów po alkoholu mega mnie zaintrygował i nie mogłam się doczekać. Miałam rację! Humor w tej książce trzyma się od początku do końca! RANA to dziewczyna, która mimo dużej ilości kompleksów jest tancerką. Kilkanaście lat temu jej rodzice opuścili dom, w którym miała przyjaciela z dzieciństwa. Niestety nie powiedzieli jej prawdy, że tak naprawdę nie zostali stamtąd wyrzuceni przez właścicieli. Pewnego wieczoru pod wpływem wspomnień i gniewu wyszukuje "chłopca od serca" w Internecie i dzwoni. Alkohol rozwiązuje jej usta i sypią się poważne zarzuty. Następnego dnia chciałaby zapomnieć o tym wydarzeniu, ale trzeźwy mężczyzna wszystko pamięta i chciałby wyjaśnić tę sytuację. LANDON to facet, który wcześnie opuścił rodzinny dom i założył własny biznes. Choć nie jest miliarderem, to wiedzie mu się dobrze. Jego sukcesem jest nie tylko firma, ale też zadbane ciało, które przyciąga wiele kobiet. Jest jednak taka, o której myślał, że nigdy nie usłyszy, że nigdy jej nie zobaczy. Wszystko się zmienia, kiedy odbiera telefon od Rany i okazuje się, że stare uczucia nie rdzewieją. To, co najbardziej mi się spodobało w tej książce to główny bohater (tak wiem, okładka działa na wyobraźnię, a Landon to faktycznie przystojniak, ale nie o to chodzi). Jest on dojrzałym mężczyzną, który wziął życie w swoje ręce i ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Jest zabawny, spostrzegawczy i taktowny. Ma trudną przeszłość, ale stara się być lepszym człowiekiem. Boi się wyjawić swoich sekretów, ale nie tchórzy i przyznaje się do wszystkiego, jest chętny do szczerej rozmowy. Kiedy poznaje sekrety dziewczyny to nie ocenia z góry. Mówi wprost, że potrzebuje kilku dni na przemyślenie sprawy. Bohaterowie tutaj są rozsądni i choć strasznie na siebie napaleni, to mają gdzieś w tym wszystkim głowę. Książka jest pełna zabawnych dialogów, które sprawiły, że wyglądałam jak głupia zaśmiewając się przy ludziach w pracy. Całość dostarczyła mi ogromnej frajdy i pozostawiła we wspaniałym nastroju. Oby więcej takich książek, bo bardzo lubię takie polecać! "- Wcale nie jest tu tak bajkowo, jak mówią. Czasem mam wrażenie, że bezzasadnie zrównujesz słoneczną pogodę ze szczęściem. Słońce zawsze zachodzi, Rana. Nie da się nim wszystkiego zakryć."

http://iskraczyta.blogspot.com/ Kinga Ksel


Czas na recenzję książki, która wpadła w moje ręcę już dość dawno "Napij się i zadzwoń do mnie" to kolejna pozycja z @editio.red którą trzeba przeczytać. Jeden telefon pod wpływem emocji i alkoholu może przynieść nieoczekiwane skutki. Czy nagle przerwana przyjaźń w dzieciństwie może po wielu latach przerodzić się w miłość? Kiedy randki przez telefon przestają wystarczać? Nie wiecie? Pewnie dlatego, że jeszcze nie poznaliście tej książki. Kochani, jakie macie plany na ten weekend?

Instagram.com/rhythm_of_my_life_/ Kinga Litkowiec


Z twórczością Penelope Ward miałam już okazję wcześniej się zapoznać i przyznam, że jak na razie jest to najsłabsza jej książka. Sama historia przypomina sinusoidę, ma swoje ciekawsze i bardziej monotonne momenty. Całościowo jednak, nie wypada źle. ;) Rana Saloomi, piękna i bystra dziewczyna, która pracuje jako tancerka brzucha, pewnego wieczoru, upojona procentami postanawia zadzwonić do przyjaciela z dzieciństwa, Landona Rodericka. Znajomość pomiędzy tą dwójką urwała się nagle, po wyprowadzce w nieciekawych okolicznościach rodziców Rany, kiedy była jeszcze nastolatką, z mieszkania wynajmowanego u Rodericków. Na pozór luźna rozmowa przez telefon zapoczątkuje coś głębszego niż mogliby oboje się spodziewać. Zarówno Landon jak i Rana, wiele przeszli przez minione lata, jednak nadal coś ich do siebie przyciąga, pomimo tego, iż dzieli ich tysiące kilometrów. „ – Mam tyle niedoskonałości. – Podobnie jak wiele z najpiękniejszych diamentów świata. Nie ma nic złego w niedoskonałościach. To one czynią nas ludźmi. Odchyliłam głowę do tyłu i wzięłam głęboki oddech, chłonąc jego słowa. Jakimś sposobem wiedziałam, że nie zapomnę ich do końca życia.” Długie rozmowy powodują, że oboje zbliżają się do siebie, poznając za każdym razem skrawek siebie nawzajem. Najpierw połączy ich romans przez telefon, następnie w wyniku pewnych okoliczności, uczucie w realnym życiu. A jednak, oboje dzieli tajemnica, która może ich rozdzielić na zawsze. Zarówno Rana, jak i Landon, jako bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Wyraziści, dający się od razu polubić, skradną zapewne niejedne serducho. Oboje poranieni przez los, oboje próbujący ułożyć swoje życie na nowo, ponownie zaufać drugiej osobie i zaakceptować młodzieńcze błędy. Niewątpliwie obie postaci mają w sobie coś pociągającego, co powoduje, że mamy ochotę oboje przytulić, wrzucić do jednego samolotu i wysłać w ich wymarzone miejsce na ziemi. Humorystyczne akcenty wprowadzone do fabuły przez autorkę przełamywały bardziej smutne fragmenty. Całość jest napisana w narracji pierwszoosobowej, poprowadzona z punktu widzenia Rany, oprócz epilogu, który przejął na wyłączność Landon. ;) „Pod wieloma względami nasza historia przypominała kostkę Rubika – była kolorowała i skomplikowana.” Autorka pokazuje w swojej powieści, że zanim zaakceptujemy innych, musimy zacząć akceptować siebie i swoje niedoskonałości, oraz nauczyć się żyć z konsekwencjami podjętych w przeszłości decyzji. „ – Masz obsesję na punkcie swojego wyobrażenia na mój temat – na punkcie tajemnicy. Rzeczywistość jest dużo bardziej popaprana. – Czy rzeczywistość nie jest taka za każdym razem? Związek polega na akceptowaniu tego, co dobre, co złe i co brzydkie. Nikt nie jest doskonały.” Historia ma, moim zdaniem, trzy etapy – ciekawy początek, nudnawy i niewiele wnoszący do fabuły środek i intrygujący, niespodziewany koniec. Pomimo monotonnego nieco środka, całościowo ta historia się broni i warto się z nią zapoznać. Może i nie jest najlepszą z napisanych przez autorkę, to jednak niesie w sobie przesłanie i wzruszającą opowieść, którą z przyjemnością przeczytałam. Moja ocena: 4,5/6

niegrzecznerecenzje.blogspot.com Lily


Po wypiciu butelki dobrego wina wiele może się zdarzyć – szczególni jeśli w zasięgu ręki ma się telefon, a szlachetny trunek posłużył do wskrzeszenia wspomnień z czasów, kiedy było się zakochaną smarkulą. Rana Saloomi, śliczna i bystra tancerka brzucha, najwidoczniej o tym zapomniała. Doskonale pamiętała natomiast dawne dni, I oczywiście Landona Rodericka. Jej rodzice wynajmowali od Rodericków mieszkanie w garażu. Rana była wtedy taka szczęśliwa. Oboje były zaledwie nastolatkami, ale więź, która ich połączyła, była niezwykła. Wszystko skończyło się, gdy rodzice Rany zostali wyrzuceni z wynajmowanego lokum i rodzina musiała wyjechać na drugi koniec stanu. Tamtego dnia kontakt z Landonem się urwał. Dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak o niej zapomniał i ona powinna zrobić to samo. Niestety, się jej to nie udało – mimo upływu lat nie zapomniała. Rana wyrosła na przepiękną młodą kobietę i wciąż zastanawiała się, kim stał się jej dawny adorator, co robi, jak wygląda i czy znalazł już miłość swojego życia. Któregoś czwartkowego wieczoru, po nieudanym dniu i opróżnieniu butelki shiraza, znalazła numer jego telefonu i… zadzwoniła. I nie była to ich ostatni rozmowa. Landon wcale o niej nie zapomniał, ale nie zdradził, dlaczego nie próbował jej odszukać. Twierdził również, że jego rodzice nie wyrzucili jej rodziny z mieszkania, a cała historia wyglądała inaczej. Wkrótce okazuje się, że tajemnic i niedopowiedzeń jest więcej. Także Rana nie chce zdradzać swoich. Właściwie najrozsądniej byłoby o niej zapomnieć. Ale ani on, ani ona nie umieją tego zrobić. Napięcie rośnie. Pożądanie buzuje. W obojgu rodzi się przeczucie, że zawsze należeli do siebie. Czy można jednak zaufać komuś, kto boi się szczerości? Źródło opisu: https://editio.pl/ksiazki/napij-sie-i-zadzwon-do-mnie-penelope-ward,napijs.htm Do tej pory twórczość Penelope Ward znałam tylko z duetów, które tworzyła wraz z Vi Keeland. Byłam bardzo ciekawa książki, która wyszła wyłącznie spod jej pióra. Sam opis i zarys fabuły wydał mi się intrygujący, ale czy nie doświadczyłam przypadkiem rozczarowania? Rana to piękna, młoda dziewczyna z poczuciem humoru, która nigdy nie zapomniała o chłopcu z dzieciństwa. Za uśmiechem kryje się jednak osoba niepewna siebie, z kompleksami, która dźwiga na barkach spory ciężar. Wiemy od początku, że Rana skrywa jakąś tajemnicę, jest wspomniane o co mniej więcej może chodzić, ale jeśli mam być szczera, nie domyśliłam się całej prawdy, którą skrywała. I to właśnie ją poznajemy bardziej, bo z jej perspektywy są prowadzone rozdziały. Landon do chłopak, za którym ogląda się niejedna kobieta. Przystojny, z tatuażami, z poczuciem humoru i pewny siebie. I jak się okazuje, on również kryje w sobie pewne tajemnice. Jest to też chłopak o wielkim sercu, który momentami pokazuje się również od wrażliwej strony. Oboje prócz tajemnic łączy także niełatwa przeszłość. Popełnili błędy, z których nie są dumni, ale które ich ukształtowały. Stworzyli dość ciekawą parę, którą połączyło coś już wtedy, gdy byli dziećmi. A gdy ich kontakt został odnowiony, choć ciągnęli znajomość przez telefon to wiedzieli, że to jest coś więcej. Niestety – choć wolałabym tego słowa nie używać – książka nie była do końca taka, jakiej się spodziewałam. Styl autorki nie we wszystkich momentach mi pasował. Były chwile, kiedy czytało mi się naprawdę płynnie i przyjemnie, ale czasami coś mi nie do końca zgrywało. Wyczuwałam tak jakby… lekką nutę nienaturalności. W opisach, czasem w dialogach. Nie cały czas. Te odczucia pojawiały się tylko chwilami, ale jednak były. Czasami wydawało mi się, że pomiędzy wydarzeniami są szybkie przeskoki, albo niektóre momenty były za słabo rozwinięte. Na przykład w przypadku kolacji w restauracji. Miałam wrażenie, że ledwo się rozpoczęła, a zaraz się skończyła. Natomiast opisanie kolacji u rodziców Landona zajęło autorce dwa akapity, kiedy stanie w korytarzu i powitanie zajęło więcej miejsca. Ja rozumiem, że nie we wszystkim należy się rozpisywać, ale to było dla mnie takie nienaturalne – znów to słowo. Dodatkowo, choć mieliśmy opisywane uczucia, ja nie potrafiłam tego… wyczuć. Trochę mi tu tego brakowało. Bywało zabawnie, ale nie odczuwałam czegoś głębszego. Aby jednak nie było, że ta historia ma tylko minusy, to jest nieprawda, abyście nie zrozumieli mnie źle. Sam zamysł mi się podoba. Autorka pokazała, że nawet związek na odległość ma szansę, jeśli tylko się chce i potrafi się o to zawalczyć. Stworzyła historię, której jeszcze nigdy nie spotkałam. Stworzyła swoim postaciom przeszłość, której się nie spodziewałam. Ta książka ma także swoje plusy, naprawdę. I mimo tego, co mi nie pasowało, ta historia zyskała u mnie ogromny plus, kiedy przeczytałam epilog. Zazwyczaj możemy się spodziewać tradycyjnego i żyli długo i szczęśliwie. Natomiast tutaj autorka nam pokazała, że nawet w książce życie nie jest idealne, że nie wszystko jest tak jakbyśmy tego chcieli, nie wszystko układa się po naszej myśli. „Napij się i zadzwoń do mnie” to książka, która ma swoje wady i zalety. Może i nie znajdzie się u mnie na szczycie najlepszych książek, ale nie była też taka zła. Mimo minusów, które wymieniłam, na swój sposób mi się też podobała. Myślę, że najlepiej abyście sami przeczytali tę książkę i przekonali się czy wam będzie się podobała. Na pewno w przyszłości jeszcze sięgnę po książkę spod pióra Penelope Ward i mam nadzieję, że moja opinia pomogła wam podjąć decyzję czy sięgnąć po „Napij się i zadzwoń do mnie”.

Books-hoolic.blogspot.com Natalia Paradzińska


Penelope Ward to autorka takich hitów jak „Przyrodni brat”, „Najdroższy sąsiad” czy „Mieszkając z wrogiem”. Pisarka wyróżnia się niebanalnymi historiami i bohaterami z krwi i kości, którzy ciężko pracują i mają swoje problemy. Ward funduje nam zawsze coś oryginalnego i wymagającego myślenia. I tak też jest w przypadku „Napij się i zadzwoń do mnie”. Rana i Landon przyjaźnili się w dzieciństwie. Można powiedzieć, że Landon był wielką miłością Rany. Do czasu aż jaj rodzice uciekają z mieszkania. Kontakt między dwójką młodych ludzi urywa się. Do czasu aż kilkanaście lat później pijana Rana postanawia odnaleźć swojego przyjaciela i wypłakać mu swoje żale. Spontaniczny telefon jest impulsem, który sprawi, że rozmowy będą coraz częstsze, coraz dłuższe i coraz śmielsze. Między Raną i Londonem nawiązuje się telefoniczny romans. Dziewczyna, choć coraz bardziej zaczyna zakochiwać się w swoim przyjacielu nie chce zdecydować się na spotkanie w cztery oczy. Dopiero wypadek Londona sprawia, że Rana spontanicznie leci na drugi koniec kraju, aby zobaczyć mężczyznę. Jednak kilkudniowy pobyt z Londonem nie jest do końca taki jak sobie wyobrażała kobieta. Oboje mają tajemnice. Oboje boją się zaufać w stu procentach. Oboje mają problem z wybaczaniem… Czy zdołają zbudować związek? Penelope Ward kolejny raz zafundowała nam książkę, która prócz sporek dawki erotyzmu ma w sobie to COŚ. Autorka porusza ważne i trudne tematy, przez co skłania czytelnika do myślenia i zadumy. Ward pisze lekko, zabawnie, wzruszająco i pikantnie. Jest to jedna z moich ulubionych autorek. „Napij się i zadzwoń do mnie” trafia do moich ulubieńców. Gorąco polecam.

Lubimy Czytać Literatura_Zmysłów


Rana to odważna dziewczyna, która ledwo wiąże koniec z końcem, ale jakoś sobie radzi. Musiała nauczyć się być zaradną, bo dawno temu jej matka porzuciła ją i jej ojca, uciekając do kochanka. Dziewczyna nigdy nie zaznała matczynej miłości i nie trudno jest się domyślić, że miała dość burzliwy okres nastoletniego buntu. Podjęła wtedy kilka decyzji, z których konsekwencjami musi się borykać do dziś. Po ciężkim dniu postanowiła upić się winem i powspominać stare czasy. To właśnie wtedy wpadł jej do głowy pomysł, żeby zadzwonić do swojego dawnego kolegi i wyrzucić w końcu z siebie to, co od dawna leży jej na sercu. I tak właśnie zrobiła. Nie podejrzewała tylko, że Landon do niej oddzwoni. Ani że będzie chciał odnowić ich znajomość. Landon mieszka praktycznie na drugim końcu kraju i dlatego jedynie rozmawiają przez telefon. Dziewczyna wywołuje na jego ustach uśmiech, co od dawna mu się nie zdarzało. Jednak odważna tancerka brzucha wcale nie jest już taka odważna, jeśli chodzi o kontakty z dawnym przyjacielem. Jest wręcz nieśmiała i wstydzi mu się pokazać swoje zdjęcie. Kiedy już to robi pod wpływem impulsu, ich rozmowy stają się coraz intensywniejsze i nie są już tylko niewinnym flirtem. Chłopak nie ukrywa swojej fascynacji Saloomi i chciałby się z nią spotkać, lecz ta ma obawy i nie chce się spieszyć. Wszystko zmienia się w chwili, gdy na jej SMS odpowiada nie Landon, a jego przyjaciel, który informuje ją o wypadku. Tancerka rzuca wszystko i pod wpływem emocji leci do niego. W Kalifornii ich relacja wchodzi na zupełnie inny poziom. Oboje zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, ile znaczy dla nich to drugie. Każde z nich ma jednak swoje sekrety. A przeszłość lubi o sobie przypominać i niszczyć. Czy Rana będzie potrafiła żyć ze świadomością, jak Landon zarabiał na życie przez pierwszych kilka lat pobytu w Kalifornii? Czy Landon będzie w stanie zaakceptować to, co zrobiła Rana i zrozumieć jej motywację? Cóż, tego nie zdradzę, bo nie chcę psuć Ci zabawy. 😉 Muszę jednak przyznać, że jestem nieco zawiedziona, ponieważ po Penelope Ward spodziewałam się więcej. Akcja miejscami trochę się ciągnie, są spore przeskoki czasowe... Książkę czyta się dobrze, ale mogłoby być lepiej. 😜 Moja ocena: 4.0/5

https://ohhmylotus.blogspot.com


Penelope Ward znam głównie dzięki jej powieści pisanych wspólnie z Vii Keeland. Ich duet po prostu uwielbiam! Dlatego też bardzo chętnie sięgam po ich pojedyncze powieści. Nie ukrywam, że widząc tytuł Napij się i zadzwoń do mnie, pomyślałam sobie, że będzie to kit. Ale to przecież Penelope - dlatego też postanowiłam dać jej szansę. I całe szczęście, nie żałuję. Styl autorki jest lekki i przyjemny. Naprawdę fajnie się czytało. Sama historia nie jest skomplikowana. Owszem, znajdziemy tutaj sceny seksu, ale nie ma ich pełno. Są umiarkowane, choć motyw seksu analnego wydawał mi się wzięty z du... - dokładnie tak, jak teraz to czytacie. Tak ni stąd, ni zowąd. Co mogę powiedzieć o bohaterach? Każde z nich przeszło swoje i każde popełniło błędy - a co najważniejsze, obydwoje wyciągnęli wnioski i wbrew pozorom zmienili się na lepsze. Nie mamy tutaj tylko taniego romansu - znajdziemy temat buntu, zostawienia dziecka, adopcji, czy "sprzedawania się". Może trochę za dużo zdradzam, ale chcę pokazać, że pomimo feralnego tytułu, książka jest dobra. Jest też krótka - idealna na wieczór. Więc jeśli macie ochotę na coś więcej niż typowy romans - to polecam! Nawet pomimo tej jednaj wady związanej z seksem analnym ;)

Whothatgirl.blogspot.com Patrycja Cygan


"Pod wieloma względami nasza historia przypominała kostkę Rubika – była kolorowa i skomplikowana. Całe lata trwało, zanim zdołaliśmy ją poskładać, gdy nagle pewnego niedzielnego popołudnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie elementy powskakiwały na swoje miejsce." Czasami jedna nieprzemyślana decyzja może doprowadzić do szeregu zaskakujących wydarzeń. Wystarczył telefon do kogoś z przeszłości, by odświeżyć dawno zapomniane emocje. Okazało się, że dawne rany wciąż pozostają świeże. Penelope Ward powraca z kolejną gorącą powieścią, tym razem bardziej w stylu New Adult. Zabiera swoich czytelników w podróż pełną emocji i ukrytych znaczeń, po raz kolejny pokazuje się z dobrej strony jako autorka, która doskonale wie jak wydobyć na światło dnia wszystko co najlepsze w podjętej przez siebie historii. Jej książki są pełne uroku, nadziei i uczuć przepełniających bohaterów tak sympatycznych, że nie sposób ich nie polubić. Opowieść rozpoczyna się od przyjaźni, która narodziła się niespodziewanie. Rodzice Rany wynajmowali kąt do spania od rodzin Landona. Wspólnie dorastali i dzielili się troskami, więc połączyła ich silna więź. Jednak coś poszło nie tak. Nagle dziewczyna musiała opuścić przyjaciela, bo ich rodzicie nie doszli do porozumienia. Nie widzieli się przez lata, chociaż obydwoje nie przestali o sobie myśleć. W końcu, pewnego dnia Rana zdecydowała się wykonać telefon. Zaryzykowała i... rozpoczęła znajomość na nowo. Tylko czy na pewno postąpiła słusznie? Najnowsza powieść Ward to historia, której zdecydowanie warto poświęcić swoją uwagę. Jest zaskakująca i pomysłowo wykonana. Nie tylko opiera się na zasadach dorastania, pierwszych wyborach i ich konsekwencjach, ale także na przeszłości, która okazała się inna niż wszyscy myśleli. Autorka postawiła na taje,nicę, którą stopniowo wyjaśniała, a która - jak się okazało - intrygująco połączyła się z aktualnymi wydarzeniami. Okazało się, że informacje które posiadała Rana były sprzeczne z tymi, którzy przekazali jej rodzice a to co wydarzyło się kiedyś miało zupełnie inne oblicze. Więc jak żyć w zgodzie z kimś, kto przecież nie powinien być już przyjacielem? Najłatwiej więc byłoby faktycznie więcej się ze sobą nie kontaktować. Tylko czy rozum może konkurować z sercem? Chociaż tytuł wskazuje na banalną historię, nie znajdziecie w niej ani momentu banalności. To dojrzała, wielowarstwowa, zaskakująca historia, która ma w sobie dużo elementów romantycznych, ale nie zapomina także o realności i poczuciu prawdziwego życia. Ward swoim dopracowanym i świadomym stylem prowadzi nas przez problemy pełnowymiarowych bohaterów konkretnie opowiadając o bólu, stracie, rodzinie, przyjaźni i winie, która konkuruje z przeszłością. "Napij się i zadzwoń do mnie" to jak do tej pory najlepsza książka autorki. Świadoma w każdym zdaniu, przekazująca ponadczasowe wartości, wciągająca i bardzo dobrze napisana. Nie słodka, ale i nie gorzka - lekka i swobodna kiedy trzeba, miejscami poważna zgodnie z podjętymi wątkami. Mnóstwo w niej emocji i niezapomnianych chwil, czyli to zdecydowanie historia, którą śmiało mogę polecić każdemu.

thievingbooks.blogspot.com Thieving Books


Po kilku lampkach wina, mnóstwo rzeczy może się wydarzyć, a największą katastrofą jest, gdy w pobliżu znajduje się nasz telefon, a trunek spowodował przypływ wspomnień. Rana Saloomi powróciła pamięcią do dawnych lat, właśnie po wypiciu wina, a jej myśli krążyły wokół Landona Rodericka. Jako nastolatków połączyła ich bardzo silna więź, niestety, to co piękne kiedyś się kończy. W ich przypadku rozłąkę spowodowała wyprowadzka Rany z rodziną na drugi koniec stanu. Myślała, że chłopak o niej zapomniał i ona powinna zrobić to samo. Jednak pewnego wieczoru po paskudnym dniu i wypiciu całej butelki Shiraza, znalazła jego numer i zadzwoniła.... „- Słuchaj, jeszcze raz powtarzam, że ten telefon to nieporozumienie. I tak nie ma sensu odgrzewać całej sprawy po trzynastu latach. Trzymaj się i dobran... - Dlaczego akurat dziś do mnie zadzwoniłaś? - Upiłam się. - Zadzwoniłaś do mnie po pijaku? - Tak. - Ciągle jeszcze jesteś pijana? - Zaczyna mi niestety mijać.” Czy Rana i Landon ponownie się spotkają, a może pozostaną tylko przy wzajemnych telefonach? Czy pomimo upływu 13 lat nadal płoną w nich te same uczucia, co przed rozłąką? Jakie tajemnice z przeszłości skrywają? „Przez całą resztę dnia byłam kłębkiem nerwów, nie mogąc się doczekać telefonu od Landona. Przez mój umysł przelewała się nawałnica emocji, a ja miotałam się między poczuciem ulgi a paniką. Z jednej strony podjęłam wreszcie decyzję, aby porzucić rozmyślania o przeszłości Landona, co sprawiło, że w końcu czułam, iż możemy zrobić kolejny krok w budowaniu naszego związku. Z drugiej strony sama nie odważyłam się jeszcze odkryć przed nim własnych wstydliwych sekretów i szczerze powiedziawszy, nie miałam pojęcia jak ich wyznanie wpłynie na nasze relacje.” Penelope Ward to bestsellerowa autorka „New York Times” oraz „USA Today”, często można spotkać wydane przez nią powieści w duecie z Vi Keeland, która jest również jedną z moich ulubionych autorek. Powieści, które wyszły spod jej pióra, są pisane w bardzo spójny sposób, płynnie przechodzi z jednego rozdziału do drugiego i potrafi zachęcić czytelnika do tego, aby jak najbardziej zagłębił się w czytaną historię i sytuację bohaterów. „Napij się i zadzwoń do mnie” zawierała wszystko to, co w powieściach uwielbiam, znajomość z młodych lat, długa rozłąka, a następnie odnowiony kontakt, a jak do tego dodamy wytatuowanego przystojniaka z mroczniejszą przeszłością i kobietę z równie potwornie minionym czasem, to jestem w siódmym niebie. Fajnie, że autorka nie odkrywa przed czytelnikiem od razu wszystkich kart, tylko stopniowo wprowadza nas do tego, jakie tajemnice skrywają bohaterowie, co ciąży na ich barkach. Uczucie pomiędzy Raną a Landonem również nie jest przyśpieszane na siłę, wszystko dzieje się w idealnym tempie. Jak dla mnie jest to powieść perfekcyjna. Oprócz miłości, która pojawia się stopniowo, mamy nutkę dramatyzmu, ale także ogromną dawkę humoru, dzięki czemu niejednokrotnie zanosiłam się śmiechem. Bohaterowie zostali świetnie ucharakteryzowani, nie są przedstawieni jako osoby nieskazitelne, wręcz przeciwnie, każda z nich ma zarówno wady, jak i zalety, co zdecydowanie dodaje im uroku, ciągnie się za nimi czarna przeszłość i błędy młodości, ale czy każdy z nas nie podjął kiedyś niewłaściwej decyzji, której konsekwencje ciągnęły się za nami przez wiele lat? Napomknę jeszcze tylko słówko o okładce, a właściwie mężczyźnie tam zawartym, który moim zdaniem idealnie pasuje do powieści i pobudza jeszcze bardziej wyobraźnię . Penelope Ward napisała powieść o miłości, zaufaniu i szczerości, ale także o życiowych wyborach, decyzjach, które podejmujemy każdego dnia, a te niewłaściwe mogą zaważyć na naszej przyszłości. Jednak otrzymujemy również ogromną dawkę humoru, która niejednego czytelnika rozbawi do łez. Ja ogromne Was zachęcam do przeczytania tej propozycji i poznania historii Rany i Landona. A czy Wam zdarzyło się kiedyś napisać lub zadzwonić do kogoś pod wpływem pijackiej chwili i później tego żałować? Mi zdarzyło się to niejednokrotnie, a kiedy ochłonęłam, myślałam, że spalę się ze wstydu. :)

girlsbookslovers.blogspot.com Paula


Wszyscy doskonale wiemy, że pod wpływem alkoholu człowiek robi różne rzeczy. Często takie, których nigdy nie uczyniłby na trzeźwo. Oprócz tych możliwych tragicznych skutków decyzji osób w stanie silnie wskazującym na spożycie alkoholu są także takie, które w swoich konsekwencjach są może mniej drastyczne, lecz zapamiętywane na długo. Bo alkohol i odwaga z nim związana często nie prowadzi do niczego dobrego, jeżeli w pobliżu znajduje się telefon. Bo właśnie on staje się łatwą możliwością kontaktów z osobami, do których mamy z najróżniejszych powodów żal, ale jednocześnie nie możemy przestać o nich myśleć. To częsty motyw, wykorzystywany szczególnie w filmach romantycznych czy powieściach, kiedy kobieta (zwykle) pod wpływem alkoholu kontaktuje się ze swoim byłym facetem, by w przypływie odwagi albo wyznać mu swoje uczucia, albo wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje. Podobny wątek wykorzystała także Penelope Ward w swojej książce Napij się i zadzwoń do mnie. Rana jest ledwo trzymającą koniec z końcem tancerką brzucha w restauracji. Mimo swojego oszałamiającego wyglądu, stroni jednak od mężczyzn, skupiając się na odnawianiu relacji ze swoim ojcem i opiekowaniu się swoją podopieczną z programu Starsza Siostra, Lilith. Przychodzi jednak dzień, kiedy życie Rany daje jej mocno w kość, a po kilku kieliszkach wina w jej głowie pojawia się pomysł odnalezienia przyjaciela sprzed lat, z którym była bardzo blisko, kiedy byli nastolatkami. Jeden telefon do mieszkającego w Kalifornii Landona Rodericka i życie Rany staje na głowie. Pomiędzy tą dwójką na nowo tworzy się dawno zaniedbana więź, oboje odkrywają, że po latach również są sobie bardzo bliscy, mimo upływu lat i wielu niedopowiedzeń związanych z ich ostatnimi wspólnymi chwilami. Znajomość kwitnie, pojawia się zauroczenie, jednak pomiędzy Landonem i Raną pojawia się coraz więcej problemów, które trudno przeskoczyć. Każde z nich posiada trudny do udźwignięcia bagaż doświadczeń, a skrzętnie skrywane tajemnice mogą okazać się doskonałym powodem do zerwania kontaktów. Czy para przyjaciół sprzed lat, pomiędzy którymi powoli rozrasta się silne uczucie, zdoła znaleźć drogę do szczęścia przez cały bałagan, który przez całe życie ich otaczał? Czy ta najgorsza prawda, która ponoć jest lepsza od kłamstwa, nie zmieni ich postrzegania siebie nawzajem? Za każdym razem, kiedy ogarniała mnie ta melancholia, z jakiegoś powodu moje myśli zaczynały zawsze krążyć wokół Landona. Nie miałam pojęcia, dlaczego po trzynastu latach wciąż myślałam o tym chłopaku. Choć technicznie rzecz biorąc, teraz był już mężczyzną. Już podczas lektury poprzedniej książki Penelope Ward, czyli Najdroższego sąsiada doszłam do wniosku, że jest ona jedną z bardziej utalentowanych autorek tego gatunku. Potrafi otoczyć wątek romansowo-erotyczny ciekawymi wątkami pobocznymi, często łączącymi się z przeszłością bohaterów lub ich najbliższym otoczeniem, chociażby rodziną. I mimo że nie są to motywy oryginalne czy odkrywcze, to nie czyta się tych książek jak pustych, nic nieznaczących historyjek bez najmniejszego sensu. Tutaj jest podobnie. Zarówno Rana, jak i Landon, którzy wywodzą się z kompletnie różnych środowisk, posiadają na swoich barkach ciężar trudny do zniesienia. Ich prywatne, osobiste historie poruszają, nadając tej dwójce realnych rysów zwykłych ludzi, a nie przerysowanych marionetek, z jakimi często mamy do czynienia w powieściach z tego gatunku. Czego mi tutaj zabrakło? Mam wrażenie, że autorka trochę za szybko wrzuciła czytelnika w główny wątek książki. Przydałoby się na samym początku jakieś rozwinięcie tego, jak aktualnie wygląda życie Rany. Ale, na szczęście, autorka rehabilituje się w dalszej części książki, trochę odstawiając na bok romans Rany i Landona, aby w tym miejscu zainteresować czytelnika przeszłością tych postaci i konsekwencjami ich działań z nią związanymi. W pewnych momentach także wkradło się trochę zbyt wiele patosu w nieodpowiednich momentach, przez co czytelnik nie do końca wiedział, skąd ta nagła zmiana tonu całej opowieści. "Muszę ci to powiedzieć, Landon. Strasznie chcę ci to powiedzieć. POWIEM ci. Ale nie dzisiaj. Nie chcę tego zrujnować." Jednak Napij się i zadzwoń do mnie jest źródłem rozrywki i w tym zadaniu spełnia się wyjątkowo dobrze. To historia nie bez humoru, z ludzkimi dramatami i pasjonującym wątkiem miłosnym. W dodatku dobrze napisana, przez co historię Landona i Rany można poznać w jeden wieczór.

senseofreading.blogspot.com/ Monika Majorke


Niespotykany tytuł. Zachęcająca okładka. Gorąca opowieść, szczególnie dla kobiet spragnionych romansów. Historia przyjaciół z dzieciństwa których rozdzielił los. Mimo upływu lat nie zapomnieli o sobie. Rana, młoda, śliczna, czarnowłosa tancerka brzucha, uwielbiająca wino, pewnego dnia po wypiciu znacznej dawki alkoholu postanawia zadzwonić do przyjaciela z dzieciństwa, którego nie widziała od ponad 13 lat. Bohaterka będąc dzieckiem, mieszkała wraz z rodziną w garażu, przerobionym na mieszkanie u Rodericków- rodziców Landona, przyjaciela z dzieciństwa. Jej rodzice, po jakimś czasie zostali wyrzuceni za niepłacenie czynszu. Kobieta dzwoniąc do Landona, przystojnego wytatuowanego mężczyzny, "wygarnia mu swoje żale" po czym szybko zakańcza połączenie. Bohater dzwoniąc do Rany, tłumaczy jej, że zaszło nieporozumienie. W jego wersji wydarzeń, podczas jego nieobecności, wszyscy wynieśli się dobrowolnie, znikając z ich życia. Jaka jest więc prawda? Długo rozmawiając ze sobą, opowiadają sobie o dotychczasowym życiu. Rana opowiada o swoim współlokatorze "Który chce ją zabić", ponieważ ma obsesję na jej punkcie, jednocześnie jej nienawidząc. "-Przyłapałam dziś mojego współlokatora, jak spał z moimi leginsami na twarzy. -To ten sam koleś, który chce cię zabić?-Tak" Na jednej rozmowie jednak się nie kończy. Po kilku dniach kobieta dostaje w sms jego zdjęcie. Za jakiś czas, wysyła mu swoje. Bohaterowie umawiają się na "Wirtualną randkę" po czym bohaterka dostaje paczkę od Landona. Co znajduję się w paczce, oraz jaki ma to związek z ranką? Oczywiście że wam nie zdradzę, sami się przekonajcie. Powiem wam jednak, że robi się od niej cieplutko na sercu. Nigdy nie słyszałam o podobnej randce na odległość. Oboje z każdym dniem, coraz bardziej zakochują się w sobie. Bohater chce się spotkać, lecz Rana nie jest jeszcze na to gotowa. Nie mniej jednak trzech dniach ciszy do Kobiety przychodzi wiadomość że Landom miał wypadek. Zszokowana bohaterka rzuca wszytko, wybiegając z pracy, aby zaraz pojawić się na lotnisku. Nie mając pieniędzy na bilet, w stroju tancerki, błaga kasjerkę o pomoc. Jak uda jej się dostać do ukochanego? Będąc w szpitalu, okazuje się że bohatera tam nie ma. Landon został wypisany ledwie 20 minut temu. Wychodząc przed szpital Rana widzi mężczyznę czekającego na samochód. To on. Postanawia napisać do niego sms. Gdy bohater odwraca się w jej stronę, nie wierzy on własnym oczom. Oboje udają się do mieszkania Landona, aby kobieta mogła się umyć oraz przebrać. Rana przesypia noc w łóżku bohatera, gdy ten śpi na kanapie. Można sobie wyobrazić jak cudownie jest spać słysząc szum fal za oknami. Od razu człowiek tęskni za ciepłymi, słonecznymi dniami. Rankiem para je śniadanie na plaży. Dowiadujemy się że kobieta miała operację plastyczną. Oboje opowiadają sobie o historiach z dzieciństwa. Następnie udają się na zakupy do centrum handlowego, aby Rana miała odzież na zmianę. W pewnym momencie mierząc strój kąpielowy bohaterce upada telefon. Gdy ta schyla się, aby go podnieść... materiał majtek, które ma na sobie rozdziera się z trzaskiem! Na szczęście Landon rusza jej na ratunek szybko wpychając Ranę do przymierzalni. Oboje wybuchają śmiechem z zaistniałej sytuacji. Wieczorem para spotyka się w knajpie, gdzie bohater przedstawia dziewczynie swoich znajomych. Po powrocie do domu Rana postanawia wykonać dla Landona prywatny, bardzo namiętny taniec brzucha. Między bohaterami wybucha żar, budzi się coraz większe pożądanie. Kobieta postanawia zostać tam tydzień, gdzie w kolejnych dniach ma okazję popracować z Landonem w jego Lunchboxie, zwiedzić kilka pięknych miejsc, oraz dowiedzieć się więcej o życiu mężczyzny. W przed dzień wyjazdu kobiety, Landon zabiera Ranę do jednej z najlepszych restauracji. Spotkanie przebiega w świetnej atmosferze, lecz do czasu, gdy przy ich stoliku pojawia się kobieta, prosząc go, aby ten "wrócił do branży" W pełnej napięcia ciszy oboje wracają do domu. Landon wyjawia kobiecie swoje sekrety. Rana wraca do domu, gdzie czeka ją niespodzianka. Współlokator "Który chciał ją zabić" zniknął zabierając wszystko ze swojego pokoju, oraz połowę jej ciuchów, w tym strój do tańca. Co będzie się dalej działo? Czy kobieta mu wybaczy? Czy będzie dane im być razem? Nie tylko Landon ma tajemnice. Co Rana ukrywa ze swojej przeszłości? Jak zakończy się książka? Książkę bardzo dobrze się czyta. Jest ona "lekka", pozbawiona długich opisów. Bohaterowie się nie mylą, mają ciekawie wykreowane charaktery. Zostawiam ocenkę 7/10

Atramentoweksiazki.blogspot.com Dominika Rudzka


Mówi się, że pod wpływem alkoholu ludzie gadają głupoty. Że płynące w krwi procenty odbierają zdolność jakiegokolwiek rozsądnego myślenia. A jednak z drugiej strony, w pijackim amoku nieraz człowiek odważy się powiedzieć to, czego na trzeźwo nigdy by nie zrobił, a co tkwi w głębi jego serca od dłuższego już czasu. Alkohol rozwiązuje więc języki, uzewnętrznia prawdę i nie, żebym stawała w obronie ognistego płynu, ale gdyby nie pewna butelka wina, Rana Saloomi nigdy nie zdecydowałaby się na tak wielki krok, posunięcie, które zmieniło bieg jej życia. Co się wydarzyło i czy zdążyła tego pożałować? O tym pisze Penelope Ward w swojej nowej powieści „Napij się i zadzwoń do mnie”. Wszystkie wielbicielki romansów zapraszam na recenzję. ZARYS FABUŁY Są takie uczucia, które pomimo upływu czasu wciąż nie chcą odejść. Wie o tym Rana Saloomi, która miała w przeszłości okazję przeżyć coś niezwykłego u boku Landona. Chłopaka, od którego rodziców jej rodzina wynajmowała lokum. Wszystko zmieniło się w dniu, kiedy wyrzuceni na bruk Saloomowie wyjechali w siną dal. Kontakt dziewczyny i chłopaka urwał się i tak pozostało aż do teraz. Bowiem wszystko wskazuje na to, że nadchodzi czas na przełom. Ośmielona dobrym winem Rana, znalazłszy numer telefonu Landona, postanawia do niego zadzwonić. To, co zdaje się być incydentem, okazuje się jednak początkiem czegoś nowego. Wygląda na to, że pomimo upływu czasu oboje wciąż tak mocno o sobie pamiętają. Sęk w tym, że mają nieco odmienne wizje dotyczące przeszłości, inne perspektywy, własne racje i… sekrety, których najwyraźniej za nic na świecie nie chcą ujawnić. Czy związek bez solidnej bazy szczerości ma szansę na powiedzenie? I co tak naprawdę stało się w zamierzchłych latach? ROZDZIELENI, SKONFRONTOWANI Przyjaciele z dzieciństwa, którzy na wskutek biegu wydarzeń zostają rozdzieleni. Mają swoje żale i wspomnienia, teraz, kiedy minęło już trochę czasu, przychodzi im skonfrontować się ponownie. Penelope Ward kolejny raz postawiła na postaci chwytliwe, bo ze zrównoważoną dawką idealności oraz wad. Jest przystojny bohater, relacja więc budzi wyobraźnię, ale pojawiają się także popełnione błędy i słabości. I choć Landon ciągnie za sobą – jak większość postaci tego gatunku – jakieś cienie przeszłości, obyło się bez wielkiej dramy i niegasnących schematów. To nie jest toksyczny związek, jednak zarówno Landon jak i Rana muszą przepracować swoją przeszłość i etapowo dotrzeć do siebie tak, by stworzyć coś stabilnego, szczerego i pewnego. Czy im się to uda? SPOTKANIE PO LATACH Rozpoczyna się od spontanicznej i nie do końca przemyślanej decyzji. Potem następuje czas rozmów telefonicznych, które jednak stanowią bezpieczną opcję, ponieważ dzielący postaci dystans dodaje im pewności siebie. Jak się zachowają, kiedy przyjdzie im ponownie spojrzeć sobie prosto w oczy? Pierwsze spotkanie na pewno budzi emocje. Powieść owszem, skupia się w dużej mierze na wątku miłosnym naznaczonym piętnem skomplikowanej i niejasnej przeszłości. Czytelnik ma okazję przyglądać się tajemnicom bohaterów i posmakować ich odkrycia. Pojawiają się wyraziste wątki poboczne w postaci rodzinnych relacji. Być może nie jest to wybitnie oryginalna, czy też zaskakująca historia, ale nie powiela słowo w słowo utartych schematów. NA JEDNYM POZIOMIE Penelope Ward pisze lekko i przyjemnie. Jej książki czyta się jak dobrą przygodę potrafiącą zafundować relaks. U mnie obyło się bez skrajnych emocji i głębokich wrażeń, niemniej jednak wiem czego spodziewać się po autorce i na pewno się nie zawiodłam. Myślę, że jej powieści mają bardzo wyrównany, podobny poziom – to lektury dla romantyczek wiernych amerykańskim romansom. Historia o skrywanym żalu, przebaczeniu, o odkrywaniu tajemnic i przede wszystkim o mocy miłości. Polecam.

http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ werka777


Przyznam się wam, że jak zobaczyłam ten tytuł w zapowiedziach, to nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Jednak jak nie ocenia się książki po okładce, tak nie powinno się oceniać książki po tytule. Jednak mniejsza o to. Przejdźmy do fabuły. Jak sam tytuł wskazuje, w książce chodzi o telefon wykonany po pijaku. Jednak tak szczerze...kto z nas nie ma na swoim koncie telefonu lub wiadomości wysłanej pod wpływem procentów.?? Chyba nikt Rana Saloomi i Landon Roderic w dzieciństwie byli przyjaciółmi. Jednak jak to w życiu bywa, ich drogi się rozeszły. Dodam jednak, że każde z nich ma swoją wersję powodów tego rozstania. Rana jednak często myśli o Landonie. I pewnego dnia, pod wpływem impulsu, i alkoholu, dzwoni do niego, by wyrzucić z siebie wszystko co jej leży na wątrobie. Czy jeden telefon wykonany ,,po pijaku" może odmienić czyjeś życie?? Nie będę wam dokładnie pisać, jak właśnie ten jeden telefon odmienił życie naszych bohaterów, ale powiem wam, że musicie koniecznie się sami o tym przekonać. Powieść ta wciągnęła mnie dosłownie od pierwszych stron. W sumie mogę głośno powiedzieć, że zakochałam się w niej od pierwszych stron. Bardzo podobało mi się w tej historii, że głównych bohaterów poznajemy bardzo dokładnie. Zaznajamiamy się z ich historią i tym jakie sekrety ukrywają. Pod wieloma względami nasza historia przypominała kostkę Rubika-była kolorowa i skomplikowane. Całe lata trwało, zanim zdołaliśmy ją poskładać, gdy nagle pewnego niedzielnego popołudnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie elementy powskakiwały na swoje miejsce. Im dalej zagłębiałam się w tę powieść, tym bardziej byłam zżyta z bohaterami. Wygadujesz przedziwne rzeczy i jesteś chodzącą tajemnicą..., ale przynosisz ulgę mojej duszy, Rana Czytając tę książkę czułam smutek i radość. I powiem wam, że pomimo iż nie było to moje pierwsze spotkanie z Panią Ward, i że mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać to i tak autorka pozytywnie mnie zaskoczyła. Czasem mam wrażenie, że bezzasadnie zrównujesz słoneczną pogodę ze szczęściem. Słońce zawsze zachodzi, Rana. Nie da się nim wszystkiego zakryć Penelope Ward ma niebywałą umiejętność pisania lekkich i zabawnych historii, i jednocześnie wpleść w powieść naprawdę poważne tematy. Przez jej historię dosłownie się płynie, zanurzając się w nurtach satysfakcji, przywracając każdą stronę. A cała historia w niej opisana mogłaby spotkać każdego z nas. Motyw poznawania się bohaterów poprzez rozmowy telefoniczne jest bardzo dobry. Odbiega od schematów, które znamy z romansów. Z niecierpliwością godną głównych bohaterów, sama wyczekiwałam tych telefonów. A kiedy już myślałam, że wiem wszystko, autorka zrobiła coś takiego, że nie wiedziałam jak się nazywam. Reasumując, Moi drodzy, jeżeli uważacie, że Napij się i zadzwoń do mnie, to kolejny płytki romans to bardzo się mylicie. Cała książka odbiega od wszystkiego co znamy w romansach, no może poza dobrym zakończeniem, ale chyba nie będziecie narzekać z tego powodu. Niby można powiedzieć, że książka jakich wiele na naszym rynku, ale ja nie przestałam jej czytać, póki nie skończyłam ostatniej kartki. Tak mnie wciągnęła, że nie chciałam jej odłożyć. Penelope Ward stworzyła piękną, a zarazem zabawną historię o miłości, akceptacji i wybaczeniu popełnianych błędów. W mojej skromnej opinii, jeżeli poszukujecie wciągającego i zarazem zabawnego romansu, to koniecznie musicie zakupić tę pozycję. Daję sobie rękę obciąć, że tak jak ja będzie zadowoleni z przeczytania tej książki.

Gypsygirlrecenzuje.blogspot.com/ Ewelina Pańczyk


Złych decyzji, dobre konsekwencje...? Szaloną decyzję Rany, by zadzwonić do przyjaciela z dzieciństwa, śmiało można zwalić na alkohol. Ponowne pojawienie się uczuć do chłopaka jednak, to całkiem inna sprawa. A wszystkiemu z pewnością nie pomaga fakt, że uroczy nastolatek, którego znała w przeszłości, wyrósł na bardzo przystojnego, czarującego mężczyznę... Lata obcowania z literaturą nauczyły mnie już, by pewnych rzeczy nie oczekiwać, zwłaszcza nie od romansów. Wiem już na przykład, że w tego typu powieściach nie ma mowy o jakiejś oryginalnej treści, o nieprzewidywalnej akcji, czy niepowtarzalności fabularnej. Również przed przystąpieniem do lektury recenzowanej przeze mnie dziś pozycji, nie spodziewałam się po niej niczego specjalnego i myślę, że właśnie dlatego, koniec końców książkę skończyłam zadowolona, z co prawda nie ambitnej, ale naprawdę przyjemnej treści. Przed sięgnięciem po ten tytuł wiedziałam już mniej więcej jak pisze Penelope Ward, ponieważ miałam już wcześniej do czynienia z jej piórem. W środku zatem, nic mnie nie zaskoczyło. Dostajemy barwny duet głównych bohaterów, pojawiającą się nagle relację, która jednak rozwija się w całkiem uroczy sposób, zwłaszcza biorąc pod uwagę przeszłość pary, oraz góry dramy do tego. Zarówno za Raną, jak i Landonem - męskim bohaterem powieści, ciągną się demony przeszłości i muszę przyznać, że na tyle na ile nie były dla mnie one jakoś skrajnie szokujące, na tyle naprawdę z zainteresowaniem śledziłam odkrywanie kolejnych warstw tajemnic, za którymi kryli się obydwoje. Podobało mi się również jak zdrowo rozwijała się więź pomiędzy nimi. W dzisiejszych czasach naprawdę trudno znaleźć romans, w którym relacja głównych bohaterów byłaby pozbawiona toksyn, ale Ward jakoś się prześlizgnęła przez mój radar i ostatecznie naprawdę zapewniła mi przyjemną lekturę. Jestem nieco niepocieszona tym, jak prosta czasami bywała fabuła i jakimi banałami naszprycowane były niektóre momenty książki, ale koniec końców nie mogę odmówić autorce tego, że zapewniła mi całkiem niezłą dawkę romansu, podanego w rozsądnej dawce. Całość przywodzi uśmiech na twarz i pomimo dramatów bohaterów, naprawdę wzbudza raczej pozytywne uczucia, podnosząc nieco na duchu i czarując uroczą relacją Rany i Landona. Jeśli macie ochotę na miły, lekki i sympatyczny romans - serdecznie polecam Napij się i zadzwoń do mnie. Autorka poruszyła w nim temat rodzinnych relacji, błędów z przeszłości, akceptowania siebie, godzenia się ze swoimi błędami i pokonywania kompleksów. Osobiście, mimo że nie była to jakaś szokująca czy odkrywcza lektura, naprawdę się cieszę, że ją poznałam, ponieważ przypomniała mi, jak bardzo czasami potrzebuję czegoś lekkiego, czegoś na jeden raz, co odwróciło by moją uwagę i zagwarantowało mi kilka godzin relaksu. Nie spodziewajcie się po tym tytule cudów, a jestem pewna, że zauroczy was romansem i całkiem sensowną, nieco dowcipną treścią.

sherry-stories.blogspot.com Joanna Ciesielka


Jeśli tylko czytacie erotyki czy też inne powieści mocno naszpikowane gorącymi scenami, na pewno świetnie znacie - albo przynajmniej kojarzycie - Penelope Ward. Pani ta to już swego rodzaju ikona, a jej duet z Vi Keeland w tymiga podbił serducha tysięcy spagnionych emocji dziewcząt. Fanki chwalą ją za umiejętne budowanie napięcia, za niesamowitą chemię między bohaterami i za szalenie lekkie pióro. Od dłuższego czasu chciałam sprawdzić czy w tych wyrazach zachytu tkwi choć ziarenko prawdy; niestety - tytuły jej powieści skutecznie niszczyły moje plany. "Playboy za sterami", "Milioner i bogini" czy - HIT! - najnowsze "Napij się i zadzwoń do mnie". No powiedzcie sami, czy to w ogóle może być dobre? Ha. Wyobraźcie sobie, że tak, owszem, może. Alkohol, smętny nastrój i telefon - to prawie nigdy nie jest dobre połącznie. A już zwłaszcza wtedy, gdy do tego trio dodamy Ranę Saloomi. Rana zarabia na życie jako tancerka brzucha. Od lat pielęgnuje w sobie urazę do Landona Rodericka - niegdyś jej przyjaciela i potencjalny obiekt westchnień. Landon i Rana wspólnie się wychowywali - w każdym razie do czasu, gdy rodzice Landona wyrzucili Ranę i jej rodzinę za zaległości w spłacie czynszu. Landon - jak na wspaniałego przyjaciela przystało - nawet się nie pożegnał... Kilkanaście lat później dziewczyna wciąż nie potrafi zapomnieć tej zniewagi. Otumaniona alkoholem i pogrążona w swych smutkach chwyta za książkę telefoniczną i w końcu za telefon. Nawiązuje połączenie i krótką rozmowę z Landonem, o której natychmiast pragnie zapomnieć. Tyle że hm, Landon pragnie z kolei czegoś ZUPEŁNIE innego. CHRYSTE PANIE. Nie mam pojęcia, kto wymyślił ten tytuł, ale proszę, błagam, niech będzie to ostatni tego typu, bo inaczej albo zabiję kogoś śmiechem, albo sama umrę z powodu niedotlenienia wywołanego dzikim chichotem. "Napij się i zadzwoń do mnie" - czy Wy słyszycie jak to brzmi? :D Na szczęście idiotyczny tytuł to jedyny minus tej książki, bo treść - o dziwo! - okazała się naprawdę przyjemna. Po pierwsze - to erotyk, który ma fabułę. Wow! I nie chodzi mi tu już wyłącznie o romantyczne losy dwójki głównych bohaterów, ale i o wątki poboczne - jak chociażby problemy z samoakceptacją czy przyjaźń panny Saloomi z pewną dziewczynką z sąsiedztwa. Co najlepsze, Ward zastosowała pewien plot twist, który zaskoczył nawet tak starą wyjadaczkę jak ja . Może nie zapiera on dechu w piersiach i nie sprawia, że krew w Waszych żyłach zmieni kierunek, ale szczerze? Nie spodziewałam się takiego rozwiązania w TAKIEJ książce. Po drugie - kurczę, to było naprawdę, napawdę zabawne ;) Wartkie dialogi, współlokator-chyba-psychopata, który zamiast psychopatą okazuje się.... nie, spokojnie, niczego Wam nie zdradzę; rozmowy Landona i Lilith, przekomarzanki głównych bohaterów - nie jest źle, pani Ward, naprawdę nie jest źle ;)I last, but - bo jakżeby inaczej - not least. To było całkiem smaczne! Nie uświadczycie tu opisów parzących się niczym królicza para bohaterów ani budzących politowanie epitetów, nie będziecie wzdychać ze zgorszeniem do nieba ani pędzić do najbliższego konfesjonału. Książka Ward jest momentami pieprzna, czasem gorzka i - nawet! :D - miejscami słodka. Słowem - idealnie doprawiona ;)

Naksiazki.blogspot.com Paulina Lipka-Bartosik


Hej, dzisiaj przychodzę do Was z recenzją "Napij się i zadzwoń do mnie" pisaną na gorąco, tuż po przeczytaniu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Zacznę od tego, że mimo pięknej pogody, nie mogłam zrobić dobrego zdjęcia, jakoś nic mi nie pasowało do tej okładki i tego hipnotyzującego wzrokiem przystojniaka. Trochę się bałam tej książki, bo do tej pory twórczość autorki znałam jedynie z duetu, który tworzy razem z Vi Keeland. Nie wiedziałam czego się spodziewać po samej Penelope. Na pewno nie pomyślałabym, że zdarzy mi się uronić łzę podczas lektury. Widziałam reakcje niektórych osób na to, że oryginalny tytuł został zmieniony, mnie samej podobało się to i ze względu na polski tytuł zainteresowałam się tą książką. Nie spotkałam się jeszcze z takim pomysłem na fabułę i to duży plus, bo niełatwo wymyślić coś innego niż wszyscy. Historia Rany i Landona od samego początku mnie wciągnęła i nie mogłam się oderwać od czytania do samego końca. Bohaterowie skrywali tajemnice, o jakich bym ich nigdy nie podejrzewała. Sprawiło to, że gorący romans i erotyk, jakiego się w gruncie rzeczy spodziewałam, całkowicie zmienił swoje oblicze i pozytywnie mnie zaskoczył. Poza namiętnymi scenami, które niewiele pozostawiały wyobraźni, były też słodko-gorzkie chwile z przeszłości tej dwójki, a także obraz ich relacji z rodzicami i kimś jeszcze, ale nie mogę Wam zdradzić, o kogo chodzi. Zaciekawieni? Mam nadzieję, że tak, bo "Napij się i zadzwoń do mnie" to naprawdę niebanalna i warta uwagi pozycja do przeczytania na jeden wieczór, bo wciąga już od pierwszych stron. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam sporo do nadrobienia i koniecznie muszę się zabrać za pozostałe książki autorki @penelopewardauthor

https://instagram.com/humorzasta_zolza Paulina Gałecka


Pewnie nie tylko mi okładka tej książki od razu skojarzyła się z typową historią o facecie, który w przedmiotowy sposób traktuje kobiety. Jestem tym bardziej zaskoczona, że "Napij się i zadzwoń do mnie" to taka inspirująca książka! Opowiada o Ranie - pięknej tancerce brzucha, która zmaga się ze swoimi wewnętrznymi demonami. Nie jest szczęśliwa i wciąż rozpamiętuje przeszłość. Jej częścią był Landon - chłopak, z którym przyjaźniła się jako nastolatka, mieszkając wraz z rodzicami w wynajmowanym lokum w garażu jego domu. Pewnego wieczoru pijana Rana postanawia odnaleźć kontakt do dawnego przyjaciela i zadzwonić do niego. Jest przekonana, że po tylu latach od nagłego zniknięcia jej i jej rodziców, nie będzie miał pojęcia, kim jest. Kiedy po pijackich wyrzutach Rany Landon nazywa ją tak, jak robił to lata temu, zaskoczona dziewczyna rozłącza się. Landon jednak nie daje za wygraną i ponownie kontaktuje się z Raną. Ich przyjaźń, teraz już dużo dojrzalsza, zaczyna kiełkować na nowo. Oboje skrywają wiele tajemnic i na początku nie wiedzą, jak bardzo mogą sobie pomóc. Jestem zachwycona obojgiem bohaterów. Tym, jacy potrafią być pomimo traumatycznych przeżyć oraz tym, jak bardzo potrafią wspierać się nawzajem, mimo bólu, jaki zadają sobie będąc całkowicie szczerymi. Ta historia pokazuje, jak wiele możemy wybaczyć drugiemu człowiekowi jeśli nam zależy. Uczy też, że kiedy wyrzucimy z głowy bolesną przeszłość, możemy zbudować piękną przyszłość - o ile mamy przy sobie kogoś, kto naprawdę nas kocha. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta książka będzie miała w sobie taką wartość.

Instagram.com/eddieegger Justyna Bieszke


Witajcie Kochani!! Przychodzę dzisiaj do Was z najnowszą książką Penelope Ward, która ukazała się na naszym rynku wydawniczym tydzień temu. W tym miesiącu zrecenzowałam już dla Was jedną książkę tej autorki, więc to chyba jest jakiś znak😉 Od kiedy prowadzę bloga, coś takiego przytrafiało mi się wyłącznie z książkami Vi Keeland. Z każdą kolejną przeczytaną przeze mnie historią autorstwa Penelope, staję się jej większą fanką. Według mnie książka Napij się i zadzwoń do mnie jest jeszcze lepsza niż poprzednie powieści tej autorki, które czytałam (oczywiście chodzi mi o te napisane solo). O czym jest książka Napij się i zadzwoń do mnie?? „Po wypiciu butelki dobrego wina wiele może się zdarzyć — szczególnie jeśli w zasięgu ręki ma się telefon, a szlachetny trunek posłużył do wskrzeszenia wspomnień z czasów, kiedy się było zakochaną smarkulą. Rana Saloomi, śliczna i bystra tancerka brzucha, najwidoczniej o tym zapomniała. Pamiętała natomiast świetnie dawne dni. I oczywiście Landona Rodericka. Jej rodzice wynajmowali od Rodericków mieszkanie w garażu. Rana była wtedy taka szczęśliwa. Oboje byli zaledwie nastolatkami, ale więź, która ich połączyła, była niezwykła. Wszystko się skończyło, gdy rodzice Rany zostali wyrzuceni z wynajmowanego lokum i rodzina musiała wyjechać na drugi koniec stanu. Tamtego dnia kontakt się urwał. Dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak o niej zapomniał i że ona powinna zrobić to samo. Niestety, jej się to nie udało — mimo upływu lat nie zapomniała. Rana wyrosła na przepiękną młodą kobietę i wciąż się zastanawiała, kim stał się jej dawny adorator, co robi, jak wygląda i czy znalazł już miłość swojego życia. Któregoś czwartkowego wieczoru, po nieudanym dniu i opróżnieniu butelki shiraza, znalazła numer jego telefonu i… zadzwoniła. I nie była to ich ostatnia rozmowa. Landon wcale o niej nie zapomniał, ale nie zdradził, dlaczego nie próbował jej odszukać. Twierdził również, że jego rodzice nie wyrzucili jej rodziny z mieszkania, a cała historia wyglądała inaczej. Wkrótce okazuje się, że tajemnic i niedopowiedzeń jest więcej. Także Rana nie chce zdradzać swoich. Właściwie najrozsądniej byłoby rzeczywiście o sobie zapomnieć. Ale… ani on, ani ona nie umieją tego zrobić. Napięcie rośnie. Pożądanie buzuje. W obojgu rodzi się przeczucie, że zawsze należeli do siebie. Jak jednak zaufać komuś, kto boi się szczerości? Usłyszałeś już dosyć, żeby się rozłączyć?” Jeżeli chodzi o książkę Napij się i zadzwoń do mnie to muszę się przyznać, że absolutnie ją uwielbiam. Pochłonęłam tę powieść w dwa wieczory i żałowałam, że tak szybko ona się skończyła. Uwielbiam, gdy książka wciąga mnie od samego początku, a na jej koniec mogę stwierdzić, że spełniła ona moje oczekiwania. Zdaję sobie sprawę z tego, że historia przedstawiona w tej powieści momentami bywa banalna i przewidywalna, ale to nie zmienia faktu, że czytało mi się ją naprawdę dobrze. Od pierwszych stron wyczuwalne jest poczucie humoru Penelope, które do tej pory widywałam w książkach, które pisała w duecie z Vi. Należy jednak zwrócić uwagę też na to, że w Napij się i zadzwoń do mnie, Penelope porusza również niełatwe tematy, z których można coś wyciągnąć. Cieszę się, że ta autorka w tej powieści zwróciła uwagę na temat samoakceptacji, ponieważ wiele osób ma z tym problem, o czym możemy przekonać się na przykładzie Rany. Zdecydowanie o wiele bardziej lubię książki, gdzie główni bohaterowie mają ogromny bagaż doświadczeń i nie jest on za lekki. Zarówno Landon i Rana mają wiele sekretów, które czegoś ich nauczyły, ale kładą się one cieniem na ich wspólną przyszłość. To sprawia, że odbieram ich za bardziej ludzkich. Podziwiam tę dwójkę za szczerość wobec siebie, bo nie zawsze jest łatwo się przyznać do błędów popełnianych w przeszłości. Oczywiście w tej książce nie mogło zabraknąć scen erotycznych, jednak nie wylewają się one z tej powieści. Kiedy jednak się już pojawiają, to są one bardzo gorące i jestem pewna, że pobudzą Wasze zmysły do czerwoności. Zdecydowanie Napij się i zadzwoń do mnie to moja ulubiona książka o Penelope Ward, jak do tej pory! Jest to emocjonalna, słodko-gorzka historia dwójki osób po przejściach. Ta książka pochłonęła mnie całkowicie, ponieważ cieszyłam się ze wzlotów, a smuciłam z upadków Landona i Rany. Jest to historia mówiąca o drugiej szansie oraz akceptowaniu swoich wad, co nie jest łatwe. Książka Napij się i zadzwoń do mnie otrzymuje ode mnie 5 gwiazdek.

coffee-cup90.blogspot.com/ Justyna Coffee_Cup90


Mistrzyni humoru powraca. Penelope Ward znamy nie od dzisiaj. Wydawnictwo EditioRed co chwilę wydaje nam kolejne pozycje tej autorki, które cechuje świetny humor i ból brzucha od śmiechu po skończeniu każdej książki Ward. „Napij się i zadzwoń do mnie” to jedna z nowszych pozycji, która po angielsku nosi tytuł „Drunk Dial”. Przyznam szczerze, że osobiście wolałabym już ten angielski tytuł, niż dosłowne tłumaczenie na nasz język, ale mniejsza z tym. Na pochwałę zasługuje oryginalna okładka, która doskonale oddaje głównego bohatera. Rana Saloomi nie miała łatwego życia. Małżeństwo jej rodziców zostało zaaranżowane i po pewnym czasie jej matka zaczęła spotykać się ze swoim kochankiem, odtrącając męża i córkę od siebie. Aż w końcu uciekła w siną dal. Dziewczyna wychowywana przez ojca, który starał się ją kontrolować, zaczęła wymykać się z domu. Wpadła w złe nawyki, ale wyszła po latach na prostą i aktualnie pracuje jako tancerka tańca brzucha w restauracji. Pewnego dnia, Rana będąc pijana, postanawia zadzwonić do swojego starego przyjaciela, u którego mieszkała z rodzicami, za dobrych czasów. Landon Roderick odbiera po kilku sygnałach, a Rana po pijaku wyrzuca mu wszystko, co chciała powiedzieć, po czym rozłącza się w panice. Jednak chłopak nie chce odpuścić i dzwoni do niej ponownie. A potem znowu. I znowu. Jedna pijacka rozmowa, zmienia się w historie opowiadane przez telefon. A pod wpływem chwili rozmowy telefoniczne zmieniają się w spotkanie na żywo. Tylko czy oboje są gotowi na związek? Wspominałam już, że lubię Penelope Ward? Pewnie tak. „Napij się i zadzwoń do mnie” to kolejna udana książka, pełna wesołych sytuacji i tekstów zwalających z nóg. Z początku nie byłam przekonana do bohaterów. Ani Rana, ani Landon nie byli ciekawi. Ot, ona tańczy i ma ciężką przeszłość, której nie chce zdradzić, a on prowadzić footruck i też ma ciężką przeszłość, którą trzyma w tajemnicy. No super. Gdzie tu porozumienie? Potem jednak między tą dwójką pomału zaczęłam dostrzegać rozkwitające ziarenko porozumienia, a Landon zaczął pomału opowiadać Ranie o wszystkim, co ukrywał. Z wzajemnością, chociaż u dziewczyny wyszło to znacznie później. Podobało mi się, że Ward uknuła sobie historię, której nie wyjawiła tak całkiem od razu, chociaż można było się domyślić, jak potoczy się fabuła. Wprawdzie brak porozumienia między bohaterami z początku naprawdę mi przeszkadzał, tak potem było już coraz lepiej. Humor, jaki jest w tej książce, możemy spotkać tylko u Ward, albo Keeland. Obie autorki mają bardzo podobne klimatycznie książki, a ich duety sami wiecie jakie są. Lubię czytać te autorki zarówno w duecie, jak i osobno. Tutaj także nie zabrakło wesołych sytuacji, które czasami były dla bohaterów żenujące (dobrze, że tylko dla nich). „Napij się i zadzwoń do mnie” to udana książka. Czyta się ją niezwykle szybko i przyjemnie. Powiem Wam, że nie poczułam nawet upływu czasu podczas lektury, tak samo jak nie wyczułam, jak szybko kartki przelatywały mi między palcami, aż pocałowałam tylną okładkę. Ta książka dobrze wchodzi, a jeszcze bardziej śmieszy. Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję. Jest idealna na wieczór, aby odpocząć i zrelaksować się, a także pobudzić trochę mięśnie brzucha.

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com Emilia Zaręba


Ta książka bardzo mnie zaskoczyła, ogólnie spodziewałam się innej historii niż w rzeczywistości, dostajemy od autorki. Sam tytuł, podpowiada nam co może nas spotkać. Czy, aby na pewno? Owszem zaczyna się od pijackiego telefonu, ale ta książka jest bardziej złożona, to nie tylko romans, a piękna i niełatwa historia miłosna dwójki przyjaciół z młodzieńczych lat. Rana poznaje Landona jako dziecko. Przyjaźnią się do czasu, aż dziewczyna musi się wyprowadzić. Jest przekonana, że to rodzice chłopaka są odpowiedzialni za wyrzucenie jej rodziny z domu. Była w końcu tylko dzieckiem i wierzyła w to, co jej powiedziano. Kontakt między nimi się urywa, a ona sądzi, że Landon o niej zapomniał i sama musi zrobić to samo. Kilkanaście lat później po wypiciu butelki wina i kolejnym okropny dniu, postanawia odnaleźć numer dawnego przyjaciela, swojej pierwszej miłości i wyrzucić mu wszystko, co leży jej na sercu. Mimo upływu lat, Rana nie zapomniała chłopaka z młodości. Ona sama wyrosła, stała się piękną kobietą. Zastanawiała się jednak kim stał się Landon, jak wygląda i co robi. Czy jeden telefon po pijaku może na zawsze odmienić twoje życie? Landon nigdy nie zapomniał dziewczynki, z którą spędzał czas jako dziecko. Nie zdradził jednak dlaczego nigdy jej nie szukał, ale twierdził, że to nie jego rodzice odpowiedzialni są za ich wyprowadzkę i historia wyglądała inaczej. Wkrótce dziewczyna dowiaduje się prawdy. Odkrywa też, że tajemnic jest więcej, sama nie zdradza całej prawdy. Jak łatwo byłoby wszystko zakończyć po tym pierwszym telefonie. Niestety przyciąganie między nimi jest silniejsze. Mimo że dzieli ich odległość, nie mogą przestać o sobie myśleć. Jednak, czy to uczucie ma szansę przetrwać, gdy oboje boją się być ze sobą szczerzy? Penelope Ward kolejny raz mnie zaskakuje. Uwielbiam jej lekki i zabawny styl oraz to jak idealnie potrafi w powieść wpleść cięższe tematy. Książka od początku do końca wciąga, z zapartym tchem czytasz co jeszcze spotka bohaterów oraz jak potoczą się ich losy. W "Napij się i zadzwoń do mnie" autorka serwuje nam romans, historię o akceptacji samego siebie, rodzinnych skomplikowanych relacjach oraz drugich szansach na miłość życia. Bardzo polubiłam naszych bohaterów i mocno im kibicowałam. Jeżeli masz ochotę na zwykły, płytki i nic niewynoszący romans, tutaj go nie znajdziesz. Ta książka wywołuje emocje, a przede wszystkim działa na czytelnika. Już nie mogę się doczekać kolejnych dzieł od Penelope Ward i tego, co wymyśli następnym razem. Książkę oczywiście gorąco polecam. "Usłyszałeś już dosyć, żeby się rozłączyć?"

Marta-ksiazkowa-kraina.blogspot.com Marta Bobola-Zagożdżon


„Pod wieloma względami nasza historia przypominała kostkę Rubika – była kolorowa i skomplikowana. Całe lata trwało, zanim zdołaliśmy ją poskładać, gdy nagle pewnego niedzielnego popołudnia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie elementy powskakiwały na swoje miejsce.” Rana i Landon poznali się w dzieciństwie. Byli przyjaciółmi, do czasu aż Rana wyprowadziła się z rodzicami do innego miasta, wtedy kontakt się urwał. Od tamtej pory jednak Rana często myśli o Landonie, jest ciekawa jak mu się ułożyło. Kilkanaście lat później pod wpływem alkoholu Rana odnajduje numer Landona i dzwoni do niego. Jak się okazuje, ta rozmowa nie będzie ich ostatnią… Napij się i zadzwoń do mnie” to coś więcej niż tylko zwykły romans. Choć tytuł sugeruje tylko lekką i zabawną historię, autorka dodała do fabuły także ciężkie tematy jak porzucenie, druga szansa, rodzina i poszukiwanie samego siebie. Przyznaję, że jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Penelope Ward, ale z pewnością nie jest ostatnie. Książka jest bardzo dobrze przemyślana i napisana, autorka wciągnęła mnie już od pierwszych stron w historię Rany i Landona, potwierdzając swoje pisarskie umiejętności, ukazując zwroty akcji które sprawiają że chce nam się śmiać i płakać – zarówno ze szczęścia jak i ze smutku. Zarówno postać Rany jak i Landona są tak realne i wadliwe, że odnosimy wrażenie że mogą być naszymi najbliższymi przyjaciółmi, kimś z bliskiego nam otoczenia. Autorka świetnie rozwinęła obie postaci, uwielbiałam patrzeć na ich naprawdę zabawne przekomarzanie się, ale także jak szczerzy są ze sobą. Przez to cała historia była tak prawdziwa. Ale nie była całkiem lekka, jak puch czy unoszący się kurz. Landon i Rana musieli zaufać sobie na tyle, aby wyjawić dręczące ich tajemnice z przeszłości. Wiadomo, że każdy z nas ma swoją przeszłość… Pytanie tylko, czy da się zbudować szczery i prawdziwy związek, zatrzymując niektóre tajemnice dla siebie? Czy warto mówić o sobie wszystko? Często wydaje nam się, że nikt nie ma prawa oceniać nas na podstawie naszej przeszłości. Ale nigdy nie możemy być pewni tego, jak zareaguje druga osoba i możemy zapłacić wysoką cenę za szczerość. „Wszystko rozbija się o to, że nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Jak wyznać komuś, kto w ciebie wierzy, że może nie jesteś godny jego zaufania? Jest mi wstyd, ale nigdy nie będę w stanie wymazać tego rozdziału mojego życia, choćbym nie wiem jak tego pragnął.” „Mimo, że obiecałam sobie, iż powiem mu wszystko w wieczór przed jego odlotem do Kalifornii, to czasem zdarza się, że tajemnica przytłacza człowieka tak mocno, iż nie da się jej dłużej ukrywać. Prawda często wydostaje się na światło dzienne niezależnie od naszych planów.” Penelope Ward na przykładzie Rany i Landona uświadamia nas, że każdy popełnia w życiu złe decyzje, ale jest to w porządku o tyle, o ile się z nich uczymy. I że prawda zawsze – prędzej czy później – wyjdzie na jaw, bez względu na to, czy tego chcemy czy nie chcemy. Najważniejsze, żeby utrzymać długotrwały związek, musi on mieć solidne fundamenty, a szczerość jest jednym z nich. Przy lekturze będziecie śmiać się i płakać, ale będzie czerpać mnóstwo radości z jej czytania. Z wielką przyjemnością nadrobię poprzednie książki Penelope Ward i nie mogę się już doczekać kolejnych jej historii, jestem ciekawa co jeszcze wymyśli.

Instagram.com/motheroftworeads Edyta Giersz


"Zdawałam sobie sprawę z ryzyka, że wyznanie mu prawdy może obrócić się przeciwko mnie, że jeśli Landon weźmie to do siebie, może być na mnie wściekły. Mogło się zdarzyć, że straci do mnie szacunek." Od przyjaźni do miłości jest jeden krok. Rana i Landon zrozumieli to dopiero po kilkunastu latach i całym bagażu doświadczeń życiowych. Gdy stanęli twarzą w twarz, zrozumieli, że jedno bez drugiego nie potrafi normalnie funkcjonować. Buchające każdym zakamarkiem ciała pożądanie przypomniało im o błędach z przeszłości. Pojawiły się wątpliwości i strach, ale także nadzieja, że pokonają wzajemne demony. Patrząc na okładkę książki wnioskowałam, że historia kryjąca się za nią będzie zupełnie inna niż w rzeczywistości. Spodziewałam się kolejnego dupkowatego kolesia i zadziornej laseczki. Początek opowiadający o kluczowym telefonie po pijaku nie zapowiadał tego, co miało spotkać mnie w dalszej podróży z Raną i Landonem. Pióro Penelope Ward znam głównie z duetu z Vi Keeland, a dokładnie z książki "Milioner i Bogini". Już wtedy doszłam do wniosku, że kobiety mają talent do kreowania męskich postaci w sposób oryginalny i nie zapominają o sporej dawce humoru. Śmiech będzie Wam towarzyszył przez większą część książki, ponieważ dialogi między bohaterami są po prostu mistrzowskie. Lekkość z jaką książka została napisana sprawia, że lektura jest wciągająca i uzależniająca. Powieść przeczytałam w jeden dzień i zdecydowanie jest to mój rekord! W Napij się i zadzwoń do mnie spotkałam Londana, faceta wprost idealnego, borykającego się z przeszłością i odrazą do własnej osoby, Ranę dziewczynę, która nie miała w życiu łatwo, a po zerwanej przyjaźni z Landonem jej egzystencja była usiana różnymi perturbacjami. Motyw przyjaźni z dzieciństwa i wielkiej miłości z nią związaną, jest dość popularny, jednakże ma w sobie coś, co łamie czytelnikowi serducho i wydusza łzy. W przypadku tej książki nie chodzi tylko o miłość między przyjaciółmi, którzy odnowili kontakt po kilkunastu latach, ale głównie o zdolność wybaczania samemu sobie, zaufanie względem bliskich i pogodzenie się przeszłością, która odbiła na nich swoje piętno. I być może nie powinnam o tym wspominać, bo to nieco będzie spoiler, ale autorka ma u mnie ogromnego plusa za wplecenie w powieść tematu adopcji. Gdy doszłam do momentu, gdzie adopcja stała się głównym wątkiem, miałam wrażenie jakbym czytała poniekąd o sobie, zrozumiałam istotne rzeczy, ale tak jak w przypadku Landona, jest już za późno na naprawienie moich błędów. Ja już nie jestem w stanie nić zrobić, ale jestem przekonana, że każda adoptowana osoba powinna przeczytać tę książkę, ponieważ oprócz całej literackiej otoczki, Napij się i zadzwoń do mnie uświadamia najważniejszą rzecz, o której dzieci adoptowane zapominają w momencie poznania prawdy. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że kiedykolwiek spotkam się w powieści z tematem adopcji, szczególnie jeśli chodzi o gatunek romans, a to tylko dlatego, że adopcja to niestety nadal temat tabu i mimo upływu lat, pogodzenia się z tym faktem, to nadal boli, ale Napij się i zadzwoń do mnie udowadnia, że adopcja nie jest rzeczą złą, że adoptowanie dzieci nie są w żaden sposób gorsze, a matki decydujące się na ten krok, nie są zimnymi sukami. "Pod wieloma względami nasza historia przypominała kostkę Rubika – była kolorowa i skomplikowana. Całe lata trwało, zanim zdołaliśmy ją poskładać, gdy nagle pewnego niedzielnego popołudnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystkie elementy powskakiwały na swoje miejsce." Oczywiście oprócz "ciężkiego" wątku, jest dużo napięcia, pożądania, słów, tajemnic, przyjaźni i miłości, ukazanej w najpiękniejszych barwach. Autorka napisała świetną książkę, obok której nie powinno przechodzić się obojętnie. Penelope Ward bez wątpienia kupiła mnie swoim piórem, oryginalnością i tendencją do tworzenia męskiego ideału. Szczerze polecam!

Lawendowaczytelnia.blogspot.com Aneta Krajewska


Książki tej autorki bardzo lubię - zarówno te pisane solo jak i w duecie. Zawsze wiem, że dostanę ciekawą historię napisaną w świetnym stylu. "Napij się i zadzwoń do mnie" to kolejna książka Penelope Ward, którą wręcz pochłonęłam. Nie mogłam oderwać się od lektury, na co tak naprawdę liczyłam zabierając się za jej czytanie. Historia młodych ludzi, którzy pomimo wieku wiele przeszli. Znają się od dzieciństwa jednak w pewnym momencie ich drogi się rozeszły. Ciekawy i dość śmieszny zbieg okoliczności sprawia, że ich kontakt odnawia się na nowo. Po latach rodzi się pomiędzy nimi coś, co samych ich zadziwia. Jest to historia przedstawiająca zbolałą duszę bohaterki, jej cierpienie, jednak nie jest to przedstawione w sposób, który ma zdołować czytelnika. Co to, to nie. Cała ta historia otulona jest humorem, pomimo niektórych wydarzeń także pozytywną energią. To nie jest typowa książka, która nastawia czytelnika tylko na cierpienie bohaterów. To książka, która da wiele frajdy, uśmiechu i zabawy. Pełna emocji, humoru, a także namiętności. Jestem po raz kolejny zachwycona tym, jak autorka przedstawia te słodko - gorzkie historie. Jej styl jest niesamowity, a "Napij się..." po raz kolejny udowadnia, że Penelope Ward ma głowę pełną pomysłów na świetne historie. Zdecydowanie polecam Wam tą książkę, jeśli liczycie na historię, która umili Wam czas, to na pewno się nie zawiedziecie

https://www.instagram.com/zaczytana_angelika/ Angelika Słotwińska


Ranę i Landona od dzieciństwa łączyła bliska przyjaźń. Wychowani praktycznie na jednym podwórku uwielbiali spędzać razem czas. Jednak po przeprowadzce dziewczyny do innego miasta ich kontakt się urwał. Kilkanaście lat później Rana nadal tęskni za przyjacielem i w trudnych chwilach pociesza się dowcipnymi liścikami, które ten kiedyś dla niej napisał. Pewnego razu, po naprawdę paskudnym dniu, kobieta upija się i dzwoni do Landona. Jak się okazuje, nie będzie to ich ostatnia rozmowa… Jeśli zasugerowaliście się tytułem i spodziewacie się kolejnego głupiutkiego romansu, to jesteście w błędzie. „Napij się i zadzwoń do mnie” to naprawdę świetna i przemyślana powieść z dojrzałymi, mądrymi bohaterami. Autorka oprócz wątku romansowego, porusza w niej sporo trudnych tematów - takich jak wczesne macierzyństwo, konsekwencje adopcji czy też brak akceptacji samego siebie i swojego wyglądu. Sam romans również jest poprowadzony w interesujący sposób. Bohaterowie dość powoli i „odpowiedzialnie” odnawiają znajomość, stawiając przede wszystkim na szczerość - zaczynają od codziennych rozmów telefonicznych i smsów, następnie umawiają się na wirtualne randki, a dopiero później przechodzą do spotkań w realu. Plusem tej książki jest brak wielkich dramatów, kłótni czy nieporozumień, które mogłaby wyjaśnić zwykła rozmowa. Podobało mi się też nieprzesłodzone i realistyczne zakończenie. Oczywiście książka, jak to romans, kończy się happy endem, ale problemy bohaterów nie zostały rozwiązane jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dalej muszą nad nimi pracować. Polecam

Instagram.com/gilbertwedelreaders Joanna Dębicka