Sześć tysięcy dwieście cztery strony, dwie serie, dziesięć książek, jedenaścioro bohaterów, jedna autorka – Katarzyna Barlińska „P.S. Herytiera”, znana też jako „PIZGACZ”. Jej najnowsza książka, „Bitter. Rozkwit. Faza II”, jest więc poniekąd jubileuszowa – to dziesiąta wydana powieść tej pisarki. Pomimo że ma dopiero 23 lata, podbiła tysiące czytelniczych serc w Polsce. O jej książkach mówią, że „są każdą możliwą emocją”. Przy okazji premiery „Rozkwitu. Fazy II” zadaliśmy Kasi kilka pytań o trylogię „Bitter”, ale też o jej doświadczenia jako autorki. Zapraszamy do lektury!
„Bitter, Rozkwit. Faza II” to trzecia książka w ramach trylogii „Bitter”. Na początek zatem pytanie, którą z dotychczasowych trzech części pisało Ci się najlepiej.
Najlepiej pisało mi się właśnie „Fazę II” – dzięki dynamice interakcji między bohaterami. Ta książka jest najdłuższa ze wszystkich dotychczasowych tomów trylogii, a ja jestem zadowolona z tego, jak rozwinęłam fabułę. Włożyłam sporo pracy w przemyślenia bohaterów i rozkwit ich ewoluujących emocji.
W trylogii „Bitter”, która, jak wiemy, wchodzi w skład zapowiedzianej serii „Tasteless”, postanowiłaś wykorzystać postaci z uniwersum wcześniej wydanego „Hell”. Jak Ci się udało rozdzielić te dwie historie, choć bohaterowie pozostali ci sami?
Na początku był z tym pewien problem – w nowe uniwersum wchodziłam na krótko po zakończeniu „Extinguish the Heat. Rundy siódmej”. Pisząc pierwsze rozdziały „Bitter.Idea”, myślami ciągle byłam w „Hell”, ale im więcej czasu spędzałam z dzieciakami z Naperville, tym stawało się to prostsze. Oddzieliłam te dwie historie grubą kreską, są bowiem na tyle różne, że przyszło mi to naturalnie. Co więcej – uważam, że czytanie o Victorii Clark i innych postaciach z „Hell” w świecie „Bittera” to dobra zabawa, jeśli podejdzie się do tego z lekkim nastawieniem i bez niechęci.
Czym zatem „Bitter” różni się od „Hell”?
Najprostsza odpowiedź brzmi: prawie wszystkim. Mamy dwie różne historie, które łączy tylko to, że są w nich ci sami bohaterowie. Ci sami z nazwiska i wyglądu – cechy charakteru, osobowości i emocje są inne ze względu na przeszłość. „Hell” jest ciężką historią, niekiedy skomplikowaną, bo im dalej w las, tym więcej wątków i trudności. „Bitter” od początku miał być lekką książką, taką do pochłonięcia w jeden wieczór.
A czym w takim razie różnią się bohaterowie?
Tutaj odpowiedź jest jeszcze prostsza: wszystkim. W „Hell” Victoria Clark była wesołą, pewną siebie dziewczyną. Kroczyła przez życie otoczona przyjaciółmi, choć nie cieszyła się pełną autonomią. W „Bitterze” Victoria to bezwzględna i ambitna intrygantka, skupiona na dążeniu do wyznaczonych sobie celów. Z każdej sytuacji lubi wynieść coś dla siebie, nie wykona ruchu, dopóki się nie upewni, że przyniesie jej to korzyść.
Za to Nathaniel… Chyba nie muszę przedstawiać tej postaci z serii „Hell”, w końcu jest to chłopak, którego z opowieści znają wszyscy. W „Bitterze” spotykamy inteligentnego, ale nieco wycofanego dziedzica imperium farmaceutycznego. Jest najmłodszym z trzech braci Mitchellów – tak, tutaj Matt, Luke i Nate to bracia. O ironio, uwielbianym przez mieszkańców Naperville.
Czy czujesz, że nowa seria była dla Ciebie także nowym wyzwaniem?
Oczywiście. Każda książka to nowe wyzwanie. Jednocześnie czułam dużą ekscytację w związku z tym projektem. „Bitter” to coś nowego. Bardzo potrzebowałam tej historii.
„Bitter. Rozkwit. Faza II” to Twoja dziesiąta książka, swojego rodzaju pisarski jubileusz. Jak postrzegasz swój dzisiejszy warsztat w porównaniu z okresem, gdy powstawała powieść „Start a Fire”?
Uważam, że mocno się rozwinął. Jest progres, choć wiem, że może być lepiej, dlatego się nie zatrzymuję. Nie chcę stagnacji. Pragnę dawać czytelnikom jakościowe teksty. Nikogo nie zaskoczę stwierdzeniem, że nie jestem zadowolona ze swojego debiutu – taki sąd wygłosi pewnie dziewięćdziesiąt procent autorów. Nie patrzę jednak wstecz i zamiast się gryźć, wolę wyciągać wnioski i przede wszystkim brać do serca konstruktywną krytykę odbiorców.
Wiemy, że Twoje książki są zawsze pełne tajemnic. Jak dużo jest ich w „Bitterze”?
Całkiem sporo, ale nic nie zdradzam – w końcu to tajemnice.
Jest też coś, co czytelnicy kochają – „smaczki”, „easter eggi”, zostawiane w tekście przez autora. Lubisz stosować ten zabieg, prawda? Dużo ich ukryłaś w „Fazie II”?
Lubię puszczać oko do czytelnika, więc tak, ukryłam kilka niespodzianek w tekście.
Twoje pisarskie plany sięgają daleko. Wiemy, że seria „Tastless” to kilka zapowiedzianych tomów. Czego czytelnicy mogą oczekiwać?
Nie chcę za wiele zdradzać, na razie skupiam się na „Bitterze”. Powiem tylko, że na czytelników czeka wiele smaków.
Czujesz się spełniona jako autorka? Czy zawód pisarza jest dla Ciebie tym, co już zawsze chciałabyś robić w życiu?
W tym momencie tak myślę, choć nie wiem, co przyniesie życie. Pisanie to dla mnie coś więcej niż zawód, to moja pasja. Już jako mała dziewczynka oddałam książkom serce. Ale – tak jak wspominałam – nie wiem, co się wydarzy w przyszłości. Chcę czerpać z życia jak najwięcej i podążać za tym, co naprawdę mnie porusza.

