Dorosłość potrafi zaskoczyć bardziej, niż się tego spodziewamy – pełna jest wątpliwości, trudnych wyborów i emocji, o których zbyt rzadko mówi się na głos. Książka „In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie” Aleksandry Pawlik powstała z potrzeby nazwania tych doświadczeń i dania czytelnikowi poczucia, że nie pozostaje sam ze swoimi rozterkami. W szczerej rozmowie autorka opowiada między innymi o kulisach powstawania bestselleru, przebytych lekcjach dorosłości oraz o tym, dlaczego wsparcie i empatia są w dzisiejszych czasach tak ważne.
Jaka myśl jako pierwsza przyszła Ci do głowy, gdy pojawiła się propozycja, byś napisała książkę?
Moją pierwszą myślą było: uważaj, czego sobie życzysz, a zwłaszcza, czego życzysz sobie na głos. Kiedy propozycja napisania książki stała się faktem, minęły zaledwie trzy miesiące, odkąd w jednym z podcastów powiedziałam, że moim wielkim marzeniem jest stworzenie przewodnika dla młodych dorosłych. Można więc powiedzieć, że ten pomysł od dawna tkwił w mojej głowie i czekał tylko na znak od wszechświata, bym wreszcie zaczęła go realizować.
Od początku wiedziałaś, co chcesz przekazać w „In my 20s. 26 lekcji, które dałabym młodszej sobie”?
Samo sedno, czyli przesłanie książki, było dla mnie jasne od początku. Wiedziałam, jakie lekcje i doświadczenia chcę przekazać. Prawdziwym wyzwaniem okazało się znalezienie dla nich odpowiedniego „opakowania” – czyli formy. Do tej pory moją jedyną praktyką w tworzeniu długich tekstów były prace akademickie. Szybko zrozumiałam, że styl naukowy, choć precyzyjny, zupełnie nie pasuje do osobistego i ciepłego poradnika, jaki chciałam stworzyć. Dlatego tak wiele uwagi poświęciłam strukturze, szukając klucza, który sprawi, że książka będzie komfortowa w pisaniu dla mnie i przede wszystkim przystępna dla czytelnika.
Do kogo jest skierowana Twoja książka? Czy założyłaś, że będą ją czytać tylko osoby będących w swoich latach dwudziestych?
Chociaż tytuł wskazuje właśnie na nie, moim największym marzeniem było, aby każdy, kto sięgnie po tę książkę, poczuł, że nie jest sam ze swoimi rozterkami. To dla mnie największa miara jej sukcesu. Musiałam nadać książce pewne ramy, bo uważam, że jeśli coś jest dla wszystkich, to w efekcie jest dla nikogo. Jednak „In My 20s” to rzecz uniwersalna. Jest dla młodszych czytelników, którzy dopiero wkraczają w dorosłość, dla moich rówieśników, ale także dla osób starszych. Wierzę, że ci, którzy już odrobili te lekcje, znajdą w niej cenną okazję do refleksji, do przypomnienia sobie własnej drogi i docenienia postępu, jaki zrobili.
W książce wcielasz się w rolę starszej siostry dla czytelnika, a wiemy, że siostry bywają dogłębnie szczere. Jak dużo bezlitosnej prawdy o życiu znajdziemy w książce?
Prawdy o życiu jest w książce sporo, ponieważ pisałam ją przede wszystkim dla siebie, a dokładniej – dla młodszej wersji mnie. Ta perspektywa pomogła mi w tym, by lekcje były szczere i czasem konfrontowały czytelnika z brutalną rzeczywistością dorosłości.
Jednocześnie w treści książki jest wiele ciepłych słów skierowanych do czytelników. Chciałaś, by w ten sposób osoby czytające „In my 20s” nie tylko poznały prawdę o dorosłym życiu, ale też poczuły Twoje wsparcie?
Nie chodziło mi wyłącznie o bezwzględne konfrontowanie z trudnymi realiami, lecz również o stworzenie przestrzeni, w której czytelnik poczuje się zaopiekowany, zrozumiany i upewni się, że nie jest w tym wszystkim sam. Chciałam przede wszystkim pokazać, że niezależnie od naszych indywidualnych ścieżek większość z nas, wchodząc w dorosłość, mierzy się z bardzo podobnymi rozterkami.
Dorosłość bywa trudna, burzliwa i przytłaczająca – czy wszystkie lekcje w „In my 20s” to Twoje własne doświadczenia?
Nie wszystkie. Większość rozdziałów opiera się na moich doświadczeniach, ale tam, gdzie brakowało mi osobistych spostrzeżeń, czerpałam z historii bliskich mi osób. Uważam, że to w żaden sposób nie umniejsza wartości książki. Wręcz przeciwnie – utwierdziło mnie w przekonaniu, że problemy, z którymi zmagamy się w wieku dwudziestu kilku lat, są niezwykle uniwersalne. Po prostu zbyt rzadko rozmawiamy o nich otwarcie.
Ile ze swoich lekcji sama zastosowałaś lub wciąż stosujesz?
Szczerze mówiąc, większość to lekcje, które już odrobiłam i, jak to się mówi, „przerobiłam na własnej skórze”. Ale kto z nas nie wpada ponownie w te same pułapki? Jesteśmy przecież tylko ludźmi. Myślę, że posiadanie tej książki będzie teraz dla mnie ogromnym ułatwieniem w życiu. Kiedy znajdę się w trudniejszej sytuacji, będę mogła sobie z łatwością przypomnieć, o czym pisałam w danym rozdziale i ponownie skorzystać z własnej rady.
Jak się czujesz z tym, że Twój debiut literacki został bestsellerem?
Paradoksalnie miano bestsellera, choć oczywiście jest ogromnym wyróżnieniem, nie poruszyło mnie tak jak bezpośredni odzew od czytelników. To wiadomości typu „Ola, potrzebowałam tej książki”, „to najlepsza książka rozwojowa, jaką przeczytałam”, „czułam się, jakbym siedziała na kawie z przyjaciółką” czy „w pełni opisałaś wszystkie rozterki i problemy, z którymi się zmagam, i czuję, że teraz z tą książką będzie mi łatwiej” są dla mnie największą nagrodą. Od początku zależało mi, by „In my 20s” była książką bliską ludziom, używaną i czytaną, a nie tylko stojącą na półce. Fakt, że jako debiutantka osiągnęłam status autorki bestsellera, jest dla mnie powodem do dumy i ogromnie mnie cieszy, że dzięki temu mogłam dotrzeć z moją treścią do tak szerokiego grona odbiorców.
Jaka jest najlepsza rada, którą usłyszałaś, gdy sama miałaś dwadzieścia lat?
Absolutnie najlepsza rada, jaką otrzymałam, stała się jedną z kluczowych lekcji w książce: jeśli coś kosztuje cię twoje zdrowie psychiczne, to znaczy, że jest to za drogie. Uniwersalna zasada, która ma zastosowanie w każdej dziedzinie życia – w pracy, w relacjach, w codziennych wyborach. Wierzę, że w swojej prostocie niesie ze sobą niezwykle ważną prawdę, o której zbyt często zapominamy.

