Zuzanna Kulik powraca! Autorka doskonale znana szerszej publiczności, głównie za sprawą serii Mała Charlie, skradła w ostatnim czasie wiele czytelniczych serc, dzięki czemu stała się jedną z najbardziej cenionych pisarek młodego pokolenia. Niezmiennie uwielbiana i rozchwytywana podczas spotkań autorskich czy targów książki, tym razem oddaje w nasze ręce Bad Decisions – romans biurowy z elementami hate-love w tle. W naszej rozmowie opowiada między innymi o tym, jak sukces Małej Charlie wpłynął na jej życie, co nowego przygotowuje dla swoich wielbicieli i z jaką tematyką chciałaby popracować w przyszłości.

Czy od zawsze wiedziałaś, że zostaniesz pisarką? Było to Twoje wielkie marzenie, czy raczej podchodziłaś do tego, jak do planu na przyszłość, który po prostu musisz zrealizować?

 

Nie, nigdy nie przypuszczałam, że tak potoczy się moja kariera. Z początku pisałam tylko dla siebie. Było to dla mnie czymś więcej niż czytanie, bo mogłam sama stworzyć historię i poprowadzić ją tak jak chcę. Później założyłam profil na portalu Wattpad i wtedy wszystko jakoś samo „poszło”.

 

Mogę śmiało powiedzieć, że masz już spory dorobek jako pisarka. Teraz wydałaś swoją 9 książkę, czyli „Bad Decisions”. Ale sukces nie przyszedł od razu. Czy swoją twórczość możesz podzielić na etapy? Jak myślisz, który z nich był przełomowy?

 

Ja liczę czas do wydania Małej Charlie i po jej wydaniu. Ten pierwszy był z pewnością trudniejszy i wiele razy w siebie wątpiłam. Sukcesy były małe, jednak potrafiłam się także z nich cieszyć. Później przyszedł czas na pierwszy bestseller i wtedy zrozumiałam, że ciężka praca przynosi efekty i nie należy się poddawać.

 

Z pewnością przełomowym momentem była przedsprzedaż Małej Charlie, gdy jeszcze przed premierą został wyprzedany nakład. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele czytelników chce poznać tę historię. Ta książka dała mi mnóstwo możliwości i pokazała, że było warto.

 

Jak zmieniło się Twoje podejście do pisania i budowania postaci od czasu pierwszej wydanej powieści?

 

Z pewnością rozpisałam się pod względem szczegółowości w moich książkach. Więcej uwagi poświęcam detalom i staram się wszystko połączyć ze sobą, by miało sens. Gdy pisałam swoje pierwsze książki to często pomijałam takie rzeczy jak nazwiska głównych bohaterów czy opisy miejsc, w których się znajdują. Z czasem zrozumiałam, że to także jest ważne i pozwala czytelnikowi lepiej wczuć się w historię.

 

Ogromny sukces przyniosła Ci seria „Mała Charlie”, czyli romans z różnicą wieku. Czy czułaś, że ta historia będzie przełomowa w Twojej karierze?

 

Z początku nie. Zaczęłam pisać „Małą Charlie” trochę dla zabawy i nawet nie wiem kiedy ten tekst zyskał tak dużą popularność już na Wattpadzie. Czytelnicy po prostu polubili mnie w takiej luźnej i nieco zabawnej wersji.

 

Pamiętam Twoje pierwsze spotkania z czytelnikami na Targach Książki i Twoje obawy, że nikt nie przyjdzie a przyszło sporo czytelników, którzy stali do Ciebie po kilka godzin. To wtedy poczułaś, że coś się zmieniło? Że stałaś się popularna?

 

Tak, to był ten moment, gdy zrozumiałam „O kurczę, dużo ich.” Byłam w szoku, ale ogromnie szczęśliwa, bo marzyłam o tym.

 

Lubisz spotkania z czytelnikami czy wolisz kontakt online?

 

Jestem typowym introwertykiem i zdecydowanie wybieram kontakt online, ale ostatnio polubiłam też spotkania na targach książki, chociaż bardzo mnie to stresuje.

 

Twój najnowszy romans biurowy „Bad Decisions” pokazuje bardziej dojrzałe emocje i wątki trudnych przeżyć. Co najbardziej porusza Cię lub napędza w pisaniu o traumie i skomplikowanych uczuciach?

 

W tym przypadku pierwszy raz staram się trochę mocniej wczuć w postać głównej bohaterki. Pierwotnie ta powieść miała mieć jedynie poboczny wątek traumy i nie zamierzałam tego rozwijać.

 

Czy „Bad Decisions” pisało się trudniej niż „Mała Charlie”?

 

Bad Decisions jeszcze nie było aż takim wyzwaniem dla mnie, tak jak Good Decisions. W drugim tomie zdecydowałam się rozbudować wątek przemocy wobec kobiet, przez co niektóre sceny były dla mnie trudne i musiałam poświęcić im więcej czasu niż zwykle.

 

Szybkie pytanie: Pan Woods czy Pan Sinners?

 

Pan Woods.

 

Wolisz pisać lekkie romanse czy powieści o trudnych emocjach i przeżyciach?

 

Zdecydowanie lekkie. Jako czytelnik sama wolę czytać tylko te luźne pozycje, przy których można się pośmiać i miło spędzić czas. Tym razem chciałam spróbować czegoś nowego, ale były momenty, gdy podczas pisania trudnej sceny, musiałam zrobić sobie przerwę.

 

Czy jest jakaś tematyka lub rodzaj romansu, którego jeszcze nie pisałaś, a bardzo chciałabyś się za niego zabrać?

 

Tak, romans z motywem ciąży, ale takim, gdzie fabuła opiera się całkowicie na tym motywie, a nie jest jedynie pobocznym wątkiem.

 

Czy swoją przyszłość, jako pisarska planujesz w gatunku romans czy wrócisz też do historii dla młodszych czytelników?

 

Wrócę! „Słodka Melody”, która premierę będzie mieć jeszcze w tym roku, będzie przeznaczona dla grupy czytelników 16+.

 

Jeśli mowa o przyszłości. Jakie są Twoje plany wydawnicze najbliższe miesiące?

 

Na ten moment kończę „Good Decisions”, a później zabieram się za historię Melody i Jordana, czyli „Słodka Melody”.

 

Na koniec zdradź swoim czytelnikom jakiś smaczek o „Good Decisions”?

 

Alison zmieni pracę.