Czy „Regret Me Not” od początku było planowane jako kontynuacja „Forget Me Not”? Jak powstała historia Cove i Callowaya, dlaczego Alaska stała się tłem tej opowieści i który z bohaterów okazał się większym wyzwaniem? W rozmowie autorka zdradza kulisy pracy nad książką, opowiada o swoich ulubionych motywach romantycznych, pisarskich nawykach oraz o tym, jak radzi sobie z blokadą twórczą. Nie zabrakło też zapowiedzi kolejnych premier i kilku słów o projektach, które już wkrótce trafią do czytelników.

 

Czy pisząc „Forget me not” wiedziałaś, że powstanie „Regret me not”?

Zupełnie nie! Dopiero gdy moje betki zaczęły czytać „Forget” i poznały szaloną przyjaciółkę głównej bohaterki, stwierdziły, że koniecznie chcą o niej książkę. W zasadzie dlatego powstała.

 

Skąd pomysł na historię Cove i Callowaya?

Obawiałam się, że to pytanie padnie, bo… nie pamiętam. Szczerze, naprawdę nie mam pojęcia, skąd wzięłam pomysł na tę fabułę poza faktem, że zawsze chciałam napisać coś, co działoby się na Alasce.

 

Czy od początku wiedziałaś, jak potoczy się ich relacja, czy bohaterowie Cię zaskoczyli?

Calloway na pewno mnie zaskoczył, wysyłając Cove papiery rozwodowe – na etapie planowania tej książki zupełnie nie brałam pod uwagę takiego rozwoju wypadków. Dopiero potem to jakoś zaczęło mieć sens ;)

 

Cove i Cal to bardzo różne osobowości. Która z nich była trudniejsza do napisania?

Zdecydowanie Cove! Cal to typ postaci, które uwielbiam i do których na pewno już przyzwyczaiłam moje czytelniczki – kocham pisać gburów. Czasami wręcz zastanawiam się, czy nie mam ich ZA dużo (choćby Hugh z „Do wesela się zagoi” jest podobny), ale potem przypominam sobie, że nic mnie tak nie cieszy, jak wyznanie faceta po trzystu stronach książki, że może i był mrukiem, ale to nie oznacza, że nie miał obsesji na punkcie głównej bohaterki, i wymiękam. Za to Cove była wyzwaniem – od głównych bohaterek czytelniczki zawsze oczekują więcej, bo to bohaterom więcej się wybacza, a Cove jest raczej spontaniczną i uczuciową, a przez to czasami niezbyt rozsądną postacią. Ale i tak ją kocham ;)

 

Cove żyje chwilą, Cal jest uporządkowany – czy według Ciebie przeciwieństwa naprawdę się przyciągają?

Myślę, że życie ze swoim przeciwieństwem jest dużo ciekawsze, nawet jeśli czasami może doprowadzać do szału. Uważam, że zazwyczaj lepsze są mocne emocje niż letnie emocje.

 

Która scena była dla Ciebie najbardziej emocjonalna podczas pisania?

Chyba cała perspektywa Callowaya na koniec książki. Wprawdzie w jej trakcie dostajemy wyjaśnienia i wiemy, dlaczego Calloway zachowywał się tak, a nie inaczej, i czemu podjął takie decyzje, jakie podjął, ale napisanie tego z jego perspektywy, włożenie mu do głowy pewnych myśli i patrzenie na całą sytuację jego oczami uderzyło mocniej. Mam książki, w których perspektywa głównego bohatera jest tylko dodatkiem, bez którego powieść by się obroniła, ale uważam, że w przypadku „Regret Me Not” naprawdę warto tę końcówkę przeczytać.

 

„Regret me not” pisałaś od czerwca 2024 do kwietnia 2025 a pierwszy tom powstał w okresie maj – czerwiec 2024. Czy „Regret me not” to historia, która musiała długo dojrzewać?

Myślę, że to bardziej prozaiczna kwestia – miałam w międzyczasie sporo innych deadlinów i książek do dokończenia, a w którymś momencie rodziły się też pomysły, które musiałam spisać „na już” (w tamtym okresie powstały na przykład „Puck Luck” i „Puck Off”). Kiedy już raz odejdzie się na dłużej od książki, trudno potem do niej wrócić i przez to przeciągałam dokończenie jej, jak tylko mogłam. Cieszę się jednak, że mi się udało, bo powstała z tego całkiem fajna historia.

 

Forget me not i Regret me not - grafika

 

Przy okazji pisania… masz jakieś swoje rytuały pisarskie?

Właściwie to nie. Znajome autorki czasami się dziwią, że jestem w stanie pisać zawsze i wszędzie. W internecie latają rolki, jak piszę w pociągu albo w samochodzie, i nawet jeśli mam dziesięć minut do wyjścia z domu, to potrafię odpalić plik i napisać akapit czy dwa. Zdarzyło mi się też pisać rozdział w towarzystwie pięciu innych osób, w tym dwójki dzieci. Mogę pisać właściwie w każdych warunkach i przy każdej okazji.

 

Zmagasz się czasem z brakiem weny? I jak sobie wtedy radzisz?

Po pierwsze – staram się pisać regularnie. Wyrabianie nawyku sprawia, że łatwiej wraca mi się do tekstu i chętniej siada do pisania. W tym pomagają sprinty, na które umawiamy się ze znajomymi autorkami na Discordzie, gdzie piszemy razem, na czas. Czasami jednak nawet to nie pomaga – właśnie gdy kończyłam „Regret Me Not” zmagałam się z taką blokadą i wydawało mi się, że wszystko, co piszę, jest kiepskie. Spróbowałam wtedy oderwać się na chwilę od romansów i napisać coś, co faktycznie sprawiłoby mi frajdę – a że jestem ogromną fanką romantasy i właściwie czytam obecnie tylko tego typu książki, to napisałam romantasy i to mnie trochę odblokowało. Dostaniecie je pewnie w papierze w przyszłym roku.

 

Jak reagujesz na opinie czytelników – czy wpływają one na Twój styl pisania?

Zasadniczo – nie. Bardzo mocno biorę sobie do serca opinie moich stałych betek, do tego stopnia, że przy ostatnim tekście, który czytały, całkowicie zmieniałam jeden z rozdziałów, bo im się nie podobał. Natomiast krytyczne opinie czytelników na mnie właściwie nie wpływają. Te pozytywne oczywiście dodają wiatru w żagle, ale jeśli chodzi o te konstruktywne – trudno ich słuchać, kiedy wydało się trzydzieści książek i ma się już świadomość, że ZAWSZE znajdzie się ktoś, komu twoje książki nie przypasują. W dużej mierze to kwestia gustów, nie warsztatu czy sprawności w opowiadaniu historii, i to jest okej. Zresztą czasami opinie zaskakują mnie też pozytywnie. Kiedy wydawałam „Do wesela się zagoi”, byłam przekonana, że ta książka nie zrobi furory, bo jest raczej spokojna, bez żadnych większych dramatów czy oryginalnych tropów. A jednak było mnóstwo ludzi, którzy wyrażali się o niej w bardzo pozytywnych słowach i którym ona bardzo przypadła do gustu.

 

Masz swoje ulubione motywy w romansach?

Oczywiście! Grumpy–sunshine, taką relację mogłabym pisać w każdej książce, i fake dating. Uwielbiam romanse biurowe i te historie, gdzie to on zakochuje się pierwszy i dostaje na jej punkcie obsesji.

 

Motywy Regret me not - grafika

 

Jakiego romansu – motywu nigdy nie napiszesz?

Motywu zdrady. Nienawidzę, nie popieram, nie zamierzam nigdy takiego napisać (choć w książce, którą piszę obecnie, będzie coś w ten deseń – ale nie do końca – sami zobaczycie).

 

Wydałaś już sporo książek. Czy masz jakąś ulubioną?

Czy jeśli przyznam, że tak, to będzie jak faworyzowanie części swoich dzieci? Mam ogromny sentyment do całej serii Prawda o Yarrow, to jedne z moich ulubionych książek. Kocham też „Puck Off” i „Forget Me Not”. W przyszłym roku dostaniecie trzeci tom tej serii, który szybko wbił do topki moich ulubionych, no i moje romantasy, które też uwielbiam.

 

Gdybyś mogła spędzić dzień z jednym ze swoich bohaterów – kto by to był i dlaczego?

Maverick Holmes, bo kocham hokej! Gdyby zapewnił mi VIP-owskie bilety na jeden ze swoich meczów, byłabym w siódmym niebie.

 

Jakie są Twoje plany wydawnicze na najbliższy czas?

Po „Regret Me Not” wydaję pewien romans biurowy, o którym jeszcze nie chcę mówić zbyt wiele, a potem jesienią dostaniecie „The STEM” ode mnie i Magdy Szponar, czyli drugi tom „The ASMR”. Na koniec roku planuję jeszcze jedną niespodziankę, ale o tym też na razie będę milczeć. W każdym razie – dostaniecie ode mnie jeszcze dużo dobrego, bo nigdzie się nie wybieram!