Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Dług Josephine. W kajdanach lojalności

Nie nastawiałam się jakoś mocno na tę książkę, ze względu na to, że nie miałam okazji poznać wcześniejszych tomów, więc raczej wychodziłam z założenia, że jak mi się spodoba to dobrze, a jak nie to trudno. Na początku ciężko było mi się wkręcić w te historie, styl pisania mi totalnie nie siadł, jeśli chodzi o pióro Moniki, zresztą pierwszy raz się z nim spotykam, jednak im dalej szłam w las, tym bardziej sobie uświadamiałam, że na już potrzebuję kolejny tom i przede wszystkim, chcę poznać poprzednie tomy. Historia ma w sobie bardzo wiele bólu i przede wszystkim nie każdy jeszcze opowiedział o sobie, przykładem jest Josephine, mimo iż to książka jest o niej, brakowało mi jej w niej. Kolejny raz sięgnęłam po książkę, w której mamy bardzo silną główną bohaterkę, która za każdym razem uważa, że ze wszystkim poradzi sobie sama, a kiedy ktoś wyciąga pomocną dłoń, czuję się gorsza. Mamy również tutaj Jamesa z pozoru jest chłodno nastawiony do swojej partnerki, w końcu musieli wejść w pewien układ. Brakowało mi przede wszystkim jego perspektywy, z jego słów łatwo było wywnioskować, że on również chciałby coś o sobie powiedzieć i cholera, chciałbym móc wejść do jego głową i zobaczyć, o czym tak mocno myśli, czasami miałam wrażenie, że przed Josephine nie jest prawdziwy człowiek, a robot stworzony, do tego, żeby zrealizować swój plan od A do Z i na tym zakończyć. W tej książce również uświadamiamy sobie, że ZAWSZE rozmowa jest bardzo dobrym rozwiązaniem każdego problemu, każdy z bohaterów próbuje wszystko przed każdym ukryć i mierzyć się ze swoimi demonami, ale kiedy rozplątują im się języki, nagle widzimy problem, który każdy bagatelizuje. Jestem niesamowicie ciekawa, jak się zakończy historia Josephine i Jamesa, Chryste jeszcze nigdy za nikogo tak nie trzymałam kciuków, jak za tę dwójkę, mimo iż od początku niezbyt chciałam ich widzieć razem… Pojawia się natomiast jeszcze jedna osoba, która sprawia, że mam ochotę udusić ją gołymi rękoma i jest nią Archie, to co on zrobił… Jestem pod wielkim wrażeniem, że Josephine dalej staje za nim murem, mam nadzieję, że on w końcu pęknie i zacznie ona dostrzegać w końcu siebie. Mam ogromną nadzieję, że Hilda jej w tym pomoże.

chanminax_books_love Cygal Klaudia

Harry Styles. Opowieść o talencie, wolności i muzyce. Supergwiazdy

Tytuł: Harry Styles opowieść o talencie, wolności i muzyce Autor: Dan Whitehead Wydawnictwo: Czytalisek Kategoria wiekowa: 3+ Moja ocena: ★★★★.5 Strony: 138 Recenzja🎤🎥 ★ Nigdy w życiu nie czytałam takiej formy książki, w której jest opisane kogoś prawdziwe życie. I na początku myślałam, że ta książka najzwyczajniej w świecie może nie przypaść mi do gustu. Ale z drugiej strony miałam w głowie, że to przecież książka o Harrym, więc jak mogłaby mi się nie spodobać. I muszę przyznać, że bardzo mi się podobała. To jak te wszystkie najbardziej interesujące rzeczy pokazywały się w tej książce zachęcało jeszcze bardziej do czytania. ★ Mimo wszystko myślę, że najbardziej wątek o 1D przekonał mnie do siebie i gdy czytałam o tym, jak się rozpadli zaczęłam płakać ( sama nie wiem, jak to się wydarzyło). Ale myślę, że pomimo iż połowa tej książki była poświęcona one direction ja i tak mogłabym o nich czytać i czytać, bo kocham ich od kiedy wiem o ich istnieniu. Ale bardzo podobała mi się końcówka, w której było już samo życie Harrego. ★ Jeśli interesuje was, jak Harry wspiął się tak wysoko w swojej karierze musicie to przeczytać!

booksbymajus._ Fałek Maja

Regret Me Not

📚 Czytacie romanse? A jeśli nie, to jakie gatunki literackie lubicie najbardziej? 😍 ❤️ "Regret me not" to moje kolejne spotkanie z twórczością Ludki Skrzydlewskiej i po raz kolejny dostałam historię, którą dosłownie pochłonęłam 🤍 Już sam motyw przypadkowego małżeństwa po szalonej nocy w Las Vegas brzmiał ciekawie! 🤭 A później było już tylko lepiej. Cove i Calloway to totalne przeciwieństwa: ona spontaniczna, żyjąca chwilą i kochająca adrenalinę, on uporządkowany, sztywny i kontrolujący każdy aspekt swojego życia. Teoretycznie kompletnie do siebie nie pasują... a jednak między nimi od początku czuć niesamowite napięcie. Bardzo podobało mi się to, jak autorka poprowadziła ich relację. Nie dostajemy tutaj nagłego wielkiego uczucia znikąd, tylko stopniowe odkrywanie siebie nawzajem, konfrontowanie własnych wyobrażeń i emocji, które z czasem zaczynają wymykać się spod kontroli. Motyw wspólnego wyjazdu na Alaskę tylko podkręca atmosferę bliskość, niewyjaśniona przeszłość i udawanie przed innymi tworzą naprawdę świetny klimat. Cove to bohaterka, którą bardzo łatwo polubić. Chaotyczna, impulsywna, ale jednocześnie pełna ciepła i autentyczności. Z kolei Calloway początkowo wydaje się chłodny i zdystansowany, jednak z każdą kolejną stroną coraz bardziej widać, że pod tym perfekcyjnym wizerunkiem kryje się ktoś dużo bardziej emocjonalny, niż można by przypuszczać. Uwielbiam takie kontrasty❤️👏 Ludka Skrzydlewska świetnie balansuje tutaj pomiędzy humorem, romantycznym napięciem a bardziej emocjonalnymi momentami. Dialogi są naturalne i pełne chemii, a całość czyta się niezwykle lekko. To jedna z tych książek, przy których człowiek co chwilę mówi "jeszcze tylko jeden rozdział" 📚 Więc jeśli lubicie motyw fake relationship, przypadkowego małżeństwa, przeciwieństw, które zaczynają się do siebie przyciągać, i historie pełne emocji to "Regret me not" zdecydowanie warto poznać ✨

_booki_sofii_ Kubiak Anna

Riley Thorn i trup w ogrodzie

Serię o przygodach Riley po raz pierwszy czytałam już naprawdę dawno temu, lecz gdy sukcesywnie ukazywały się u nas kolejne tomy zawsze po nie sięgałam, bo byłam niezmiennie ciekawa co tam jeszcze autorka wymyśliła, jakie śledztwo tym razem będzie rozwiązywać nasza jasnowidzka i co jeszcze wydarzy się w jej najbliższym otoczeniu. Gdy zobaczyłam zapowiedź kolejnego tomu, wiedziałam, że go przeczytam i jak zwykle naprawdę dobrze się bawiłam i to po prostu była najlepsza wersja Lucy w Lucy:))) Styl pisania autorki jest niezmiennie moim ulubionym i po prostu za każdym razem gdy w Polsce pojawia się jakaś jej książka muszę ją po prostu przeczytać, bo w tych historiach nie ma niczego co mogłaby się komuś nie podobać. Klimat, który jest nie do podrobienia, sama relacja głównych bohaterów, ale i małe miasteczko i jego specyficzni a zarazem genialni sąsiedzi, ale i poboczni bohaterowie, którzy czasami robią całą książkę. Tak jest w przypadku tej pozycji, tutaj niby mamy romans między Riley, a Nickiem, ale to wszystkie inne postacie po prostu sprawiają, że te książki czyta się z taką przyjemnością, z uśmiechem nie schodzącym z twarzy i ze łzami, ale tymi ze śmiechu. Po raz kolejny dostaliśmy śledztwo, po raz kolejny otoczka wokół niego była absurdalna, ale to też sprawiło, że tak dobrze bawiłam się czytając tę część! Kreacja bohaterów, jak to zwykle u Lucy bywa nie zawiodła, naszych bohaterów dość dobrze mieliśmy okazję poznać już w poprzednich tomach, lecz te książki raczej nazwałbym obyczajówkami, może nawet kryminałami z wątkiem romantycznym. Bo tutaj akcja rozgrywa się, w krótkim czasie, a nasi bohaterowie nie mają za wiele czasu dla siebie, bo cały czas coś im przeszkadza, a to jakaś staruszka z ich domu, a to były mąż Riley, czasami też jakiś tr0p, ale mimo to ich relacja jest jedyna w swoim rodzaju i przyciąga, żeby czytać kolejne części!!

studyjulkaaa Szatkowska Julia

Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska

440 kilometrów pieszo w kilkanaście dni po wymagającym terenie górskim. Ze wschodu na zachód. Od Prudnika po Świeradów-Zdrój. W lipcowym, momentami niemiłosiernym skwarze i przy popołudniowych gwałtownych burzach. Samotnie, ale w najodpowiedniejszym momencie zawsze z pomocą napotkanych nieznanych, dobrodusznych osób. Walcząc z bólem, brakiem sił, rozlatującym się obuwiem i niepokojem o dostępność noclegu o podstawowych, ale godnych i dających kilka godzin ukojenia warunkach. Cały czas z pasją, determinacją i przywoływanymi w myślach wspomnieniami zarówno z dzieciństwa, jak i dorosłego już życia, które dotyczą poszczególnych miejscowości, gór i regionów. Przejście Głównego Szlaku Sudeckiego - drugiego pod względem długości (po Beskidzkim) tego typu szlaku turystycznego w Polsce, stało się przedmiotem opowieści i relacji dziennikarza Michała Zabłockiego w książce zatytułowanej: „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska”. Publikacja została wydana nakładem Wydawnictwa „Sploty” z Grupy Wydawniczej „Helion”. Całość to składowa siedemnastu rozdziałów, a każdy z nich to zapis opowieści z kilkudziesięciu kilometrów marszu po szlaku, ale z wyraźnym zauważaniem tego, co jest nieco dalej niż tuż obok niego. To nie jest przewodnik turystyczny po Głównym Szlaku Sudeckim, lecz reportaż będący literaturą drogi - tej mijanej w czasie rzeczywistym i tej będącej wspomnieniami własnymi Autora, wspomagającym się zapisami szczęśliwie zachowanymi w przytaczanych w przypisach książkach oraz artykułach ze stron internetowych. Unikalnością tej publikacji są niezliczone historie podawane z charakterystyczną dla Zabłockiego swadą, do której łatwo się przyzwyczaić i dzięki temu prościej jest zrozumieć emocje towarzyszące piechurowi na poszczególnych etapach trasy. Etapach tak różnych, odmiennych od siebie, jak zróżnicowane są Góry Opawskie, Złote, Masyw Śnieznika, Góry Bystrzyckie, Orlickie, Stołowe, Sowie, Kamienne, Suche, Rudawy Janowickie, Karkonosze i wreszcie - Góry Izerskie, ale uspójnione naturalnie poprzez łączącą je sudeckość. Spójnikiem dla wszystkich tych pasm jest także narrator, dający każdemu z nich na stronach omawianej pozycji, atmosferę uważności i wrażliwości na siły oddziaływania przyrody, która niespiesznie, ale widocznie dla oka po pewnym czasie diametralnie zmienia oblicza opuszczonych wsi. Oto bowiem w miejscach niegdysiejszego istnienia zabudowań mieszkalnych, gospodarczych czy przemysłowych pojawiają się formacje roślinne i drzewa niejednokrotnie oplatające zardzewiałe konstrukcje, bezlitośnie pokazując im miejsce w szeregu na planecie. A jak przyroda radzi sobie z bezlitosnością człowieka? Wydaje się, że w wielu momentach odpowiedzi na tak zadane pytanie zdaje się szukać Autor - zaniepokojony celową monokulturą upraw i konkretnych gatunków drzew oraz w innym miejscu ich masową wycinką pod pretekstem podawanym bez stuprocentowej słuszności dla jego skuteczności i nie biorąc pod uwagę przez decydentów efektów jakie dały podobne zabiegi przed kilkuset laty, wówczas na potrzeby rozwoju epoki przemysłowej. A przecież siła drzew i ich znaczenie potrafi być ogromne. Michał Zabłocki zwraca na to uwagę choćby siedząc pod lipami w Jarnołtówku, na początkowym etapie drogi. Starożytni Germanie właśnie pod lipami rozwiązywali konflikty, wierząc, że drzewa przynoszą pokój i ujawniają prawdę… Czytelnik otrzymuje również liczne relacje z krótkich spotkań z wędrowcami przemierzającymi szlak w przeciwnym kierunku (głównie pytających bohatera książki o to, jak się chodzi po szlaku w wręcz kultowych dla całej fabuły sandałach), turystami odwiedzającymi tylko wybrane miejscowości lub zdobywającymi określone szczyty (tu tematem przewodnim jest podziw dla Autora za determinację w chęci przejścia kilkuset kilometrów), pracownikami - schronisk i innych obiektów noclegowych, terenów leśnych czy będących byłymi górnikami (z nimi wszystkimi zakres rozmów jest naprawdę ogromny, mają one zazwyczaj zabarwienie lokalne, pełne humoru, ale zdarza się, że czasami dialog bywa kłopotliwy), innymi gośćmi obiektów noclegowych (potrafiącymi w wysublimowany sposób zakłopotać w kontekście decyzji o nocowaniu następnego dnia w niepublicznym schronisku) i wreszcie z rozmów telefonicznych z bliskimi (a z teściową to nawet podczas osobistego spotkania!), którzy z troską dopingują dziennikarza i udzielają mu wskazówek. Te wszystkie kontakty są dla Zabłockiego przyczynkiem do refleksyjności nad prawdziwym doświadczeniem drogi - tym w wymiarze czysto ludzkim, dającym prawdziwie realną motywację do dalszego przejścia szlaku pomimo licznych chwil kryzysu - tak uwidaczniających się szczególnie paradoksalnie na początku, a nie w końcowym, teoretycznie najbardziej wymagającym fragmencie „GSS-u”. Istotnymi elementami, zgrabnie „wtrącanymi” do opisu wędrówki są szczegółowe, klimatyczne, czasem mające wymiar poetycki, opowieści o zrujnowanych pojedynczych obiektach oraz wielu całych wsiach, ale też o kulturze i tradycjach, które tak jak całe Sudety - mogą (nomen omen) poszczycić się długą, zakorzenioną w tym miejscu historią jaka jest nierozłącznym elementem tożsamości wielu ludów zamieszkujących te tereny - bez względu na to, po której stronie dzisiejszych granic znajduje się ich siedlisko. Tożsamości także samego piechura - wychowanego we Wrocławiu, jak sam się określa w odpowiedniej kolejności: Ślązaka, Polaka i Europejczyka dla którego to, co tu zakorzenione jest najważniejsze, a to co sztucznie wprowadzane (niepotrzebne wieże widokowe - szpecące same w sobie piękne szczyty, „tyrolizacja” ośrodków narciarskich, podhalańska przaśność) mocno wzburza, tak samo zresztą jak pewien pogląd patrona szlaku Mieczysława Orłowicza… „Znikająca kraina. Wędrówka przez góry Śląska” mimo, że nie jest przewodnikiem turystycznym, to w kilku aspektach spełnia warunki dla tego typu publikacji. Autorskie doświadczenia mogą posłużyć do decyzyjności co do słuszności dziennego kilometrażu przejścia (mając dobrą kondycję można pokonywać dłuższe dystanse, ale kosztem mniejszej uważności na to co wokół i rezygnując z kontemplacji otoczenia), wyboru miejsc noclegowych (cenne są uwagi o dłuższych odcinkach bez ani jednego takiego obiektu) i punktów konsumpcyjno-zaopatrzeniowych (dużo jest kulinarno-napitkowych polecajek, są też antypolecajki). Lekturę czyta się lekko, wszystko jest spójną całością i jedną wielką zachętą do odkrycia Sudetów na własny sposób. Niekoniecznie trzeba od razu przejść cały Główny Szlak Sudecki, warto uskutecznić realizację choćby jednego, dwóch odcinków podczas wolnego weekendu.

Mapy Współczesne - mapywspolczesne.wordpress.com Andrzej Leśny Leśny Andrzej