Recenzje
Ariana Grande. Głos, który podbił świat. Supergwiazdy
Czytanie biografii nigdy nie było moją pasją, ale kto wie, może gdybym już jako nastolatka sięgała po książki napisane w formie powieści o swoich idolach, dziś byłabym wielką zwolenniczką tego gatunku? Ariana Grande to wielka wokalistka, ale przede wszystkim zwykły człowiek. Często zapominamy, że wszystkie te wybitne postacie są takie jak my. Przeżywają całą paletę emocji, mierzą się z lękiem, stresem i oceną innych…często bardzo krytyczną. Poza blaskiem reflektorów mają też swoje życie prywatne, związki, przyjaciół i rodzinę. Ta książka przybliża historię piosenkarki- od samych początków aż po występy na największych scenach. Bardzo ważną część stanowi opis tragedii oraz tego, co działo się z Arianą po tych wydarzeniach. Sukces Ariany to nie „fart”, lecz efekt ogromnej pracy, pasji i miłości do muzyki. I właśnie to pokazuje ta książka. Czytamy również o wzruszających momentach, które ukształtowały Arianę, a także o jej determinacji w odnajdywaniu siebie. Książka została napisana w bardzo przystępny sposób. Choć język jest prosty i dostosowany do młodszych czytelników (9+), autor z dużym wyczuciem i szacunkiem opisuje trudniejsze momenty, takie jak tragedia podczas koncertu. Moim zdaniem ta książka może bardzo pozytywnie wpłynąć na młodych odbiorców, pokazując im, że sukces wymaga pracy i systematyczności, a marzenia naprawdę warto spełniać.
Riley Thorn i trup w ogrodzie
Jeśli chodzi o lekkie komedie kryminalne, to Lucy Score zdecydowanie wie, jak przyciągnąć czytelnika od pierwszej strony. Riley Thorn i trup w ogrodzie to kolejna część serii, przy której bawiłam się naprawdę świetnie. Riley po raz kolejny wpada w sam środek chaosu, a ja miałam wrażenie, że w jej życiu nic nigdy nie może potoczyć się spokojnie. Najbardziej uwielbiam jednak relację Riley i Nicka ich dialogi, drobne sprzeczki i to, jak mimo całego zamieszania zawsze są obok siebie. Nick jest dokładnie takim bohaterem, jakich lubię najbardziej: trochę mrukliwy, opanowany, ale jednocześnie bardzo troskliwy. Ogromnym plusem tej książki są bohaterowie drugoplanowi. Emeryci mieszkający z Riley i Nickiem totalnie kradną show i sprawiają, że wiele scen wywołuje szczery śmiech. Ten humor jest trochę absurdalny, momentami szalony, ale właśnie za to pokochałam tę serię. Sama zagadka kryminalna była ciekawa i dobrze poprowadzona, ale dla mnie najważniejsze były emocje i relacje między bohaterami. Lucy Score ma talent do tworzenia postaci, które wydają się prawdziwe i z którymi łatwo się zżyć. Bardzo podobał mi się też klimat całej historii lekki, zabawny, ale z nutą napięcia. To idealna książka na poprawę humoru i oderwanie się od codzienności. Czytajcie,polecam.
Włoskie komplikacje
Majowa pogoda nas nie rozpieszcza więc postanowiłam ją manifestować książkowo! Dziś zapraszam Was do Włoszech, gdzie wschody i zachody słońca można w pełni celebrować w brzoskwiniowym sadzie 🍑. To miał być trzytygodniowy wypad do Włoch, by uwolnić się od deszczowego Londynu oraz głównie, by pomóc przyjaciółce w organizacji wesela. Lisa ma być też druhną honorową oraz przygotować tort i słodkości. Jej radość jednak szybko się kończy, gdy w dniu wyjazdu odkrywa, że głównym światkiem ma być brat przyszłej panny młodej - Adam. Delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Ona ma do niego żal za sytuację z przeszłości a on uważa ją za zbyt głośną i chaotyczną osobę, która zaburza jego spokój. Chcieliby się unikać ale zostają wmanewrowani w udawane narzeczeństwo, które musi ze sobą dzielić sypialnie i świecić przykładem dla Państwa Młodych. Jak te 3 tygodnie zmienią ich życie? I kiedy nagle skończyło się udawanie a zaczęły prawdziwe uczucia? Ależ to było przyjemne i zabawne. Same motywy, które uwielbiam takie jak fake dating, enemies to lovers, age gap oraz grumpy& sunshine, które zostały świetnie poprowadzone. A wszystko to osadzone w słonecznej Toskanii pełnej wina, włoskich tradycji i brzoskwiń...😉 Cudowny klimat, ciekawi bohaterowie i miłosna historia pełna tytułowych komplikacji. Bardzo przyjemna i komfortowa lektura, przy której dobrze spędziłam czas i mogłam choć na chwilę poczuć wakacyjny vibe. A samo wydanie? Czyż nie jest urocze? Ogromnie Wam polecam 🍑
Regret Me Not
Znacie książki Ludki Skrzydlewskiej? Ja znam i lubię historie wymyślone przez autorkę. "Regret Me Not" to kontynuacja książki "Forget Me Not" i choć nie opowiada o tej samej parze bohaterów, to warto je czytać po kolei. I jak pierwszy tom mi się podobał, to ten kupił mnie bezapelacyjnie. Znalazłam tu motywy, jakie lubię w romansach, czyli grumpy sunshine, accidental marriage i fake relationship. Jednym słowem znajdziemy tu udawany związek, przypadkowe małżeństwo i mruk kontra pełna optymizmu osoba. Nie będę Wam jej spojlerować, bo to nie o to chodzi. Zdradzę tylko, że Cal jest spokojny a Cove szalona a mimo to, idealnie się uzupełniają. On zrobi dla niej wszystko, nawet jeśli wydaje się zdystansowany a ona boi się, że ich związek jest bez sensu. No i rodzina Cala... naprawdę tworzą świetną grupę, która się wspiera, ale nie wtrąca w swoje sprawy, nie poucza, tylko naprawdę wspiera. Znajdziecie w niej błyskotliwe dialogi, iskrzące humorem i nie da się ukryć, poż@daniem. Bo między tą dwójką iskrzy, aż miło. Znajdziecie w niej również kilka gorących scen, ale nie ma ich zbyt wiele, ot tyle, by było trochę pikantnie i gorąco. Jest to całkiem przyjemny romans, ale też historia o lękach, potrzebie bliskości, oraz o tym, że czasem zdarza nam się postępować impulsywnie. Opowieść, która i rozbawi i rozgrzeje.
Regret Me Not
Jest na bookstagramie ktoś, kto nie słyszał o tej autorce? Kolejna zwariowana i przezabawna pozycja od tej pani. Luźno powiązana z książką "Forget me not", ale znajomość jej nie jest potrzebna, żeby cieszyć się w pełni lekturą, a cieszyć jest się z czego. Świetna komedia romantyczna, oparta na popularnych i lubianych motywach, może szablonowa i przewidywalna, ale takie książki są sprawdzone i warto je czytać. Cove jest zadowolona ze swojego życia, pracuje robiąc to co lubi, ma mieszkanie, najlepszą przyjaciółkę, a od czasu do czasu lubi zaszaleć. Żyje chwilą, nie szuka problemów, które pozostawia by same się rozwiązały. Jeden z nich nie chce rozwiązać się sam. Calloway Shaw od dwóch lat jest jej mężem, mężem jedynie na papierze, bo ślub po pijaku w Vegas, jest czymś o czym Cove chce zapomnieć. Po dwóch latach Calloway zwraca się do niej z propozycją wyjazdu i udawaniem szczęśliwego małżeństwa, na ślubie brata, po czym obiecuje dać jej rozwód. Plan zarówno prosty jak i rozwiązujący wiele problemów, ale nie biorący pod uwagę, że wspólny tydzień może wiele zmienić. Ludka znowu rozwaliła system. Kolejna świetna, lekka i przyjemna historia, przy której zapomniałam o czasie, o własnych problemach, pozostała tylko ta historia, która mnie wciągnęła już od pierwszej strony i nie chciała wypuścić. Płynęłam z tą fabułą, prostą, zabawną, z czasem nieco pikantniejszą i coraz bardziej zajmującą, bo nawet w komediach romantycznych, pojawiają się problemy, dramy czy trudne tematy. Historia raczej typowa i przewidywalna. Ślub w Vegas, spotkanie po latach by niby rozwiązać problem, lecz pojawia się jakieś "ale". Do tego prosty układ, który z czasem komplikują uczucia. Cove i Calloway to całkowite przeciwieństwa. Ona krawcowa i kolorowy ptak, on poważny biznesmen. Cove nie była przygotowana na taką przygodę, dziewczyna niespodziewanie zostaje wciągnięta do rodzinny, takiej taką zawsze chciała mieć, dlatego wewnątrz siebie toczy walkę. Podobnie Calloway, który raz mocno się zbliża do żony, żeby później ją odpychać i zniechęcać. Widzimy tutaj niezłą huśtawkę nastrojów i z czasem coraz bardziej zastanawiamy się o co tak właściwe chodzi, skoro iskrzy, czuć chemię, ale mimo to bohaterowie nie mogą się przełamać, prawda jest nieco bolesna i trudna, więc pozostaje trzymać kciuki. Spodziewałam się świetnej komedii romantycznej i taką dostałam, nie spodziewałam się jednak (bo nie czytałam opisu) mroźnych klimatów Alaski kontrastującej z rodzinnym ciepłem. Jak już wspominałam fabuła była schematyczna i przewidywalna, ale nie jest to wadą, bo niektóre historie bronią się same, ale też czasami takich właśnie historii potrzebujemy. Takich na pograniczu prawdy a fikcji, historii które pozwalają się nam na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości, bawią ale i dają nadzieję, niosą ze sobą wiele optymizmu i pozytywnych wibracji, które później towarzyszą nam w tym realnym życiu. Podobało mi się jednak, że autorka tutaj nie poszła w ten znienawidzony przeze mnie motyw, bo jednak bałam się, że będzie podobnie jak w "Forget me not", tutaj było inaczej, tak nawet trochę oryginalnie, więc za to duży plus. Bardzo mi się podobało, nawet chyba nieco ciut bardziej niż historia Astry i Thane'a. Było zabawnie, ciekawie, momentami dramatycznie, innym razem intensywnie a nawet bardzo gorąco. Oczywiście według mnie końcówka mogła być nieco bardziej ekscytująca czy spektakularna, ale nie będę za bardzo narzekać. Doczekałam się tego na co czekałam już mniej więcej od połowy książki, więc w bardzo dużym stopniu jestem usatysfakcjonowana. Książka była rewelacyjna, przeczytałam na raz, bawiłam się wyśmienicie i oczywiście polecam.