Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Życie w fast foodzie. Co czeka McCzłowieka

Zatrudnienie się w barze szybkiej obsługi nie jest trudne. Zachęcają do tego telewizyjne reklamy i kartki w oknach restauracji. Czy jednak warto przyczyniać się do zjawiska opisanego w książce Życie w fast foodzie. Co czeka McCzłowieka" Autor książki, Morgan Spurlock jest twórcą i bohaterem filmu Super Size Me". Żywiąc się przez miesiąc jedynie w tego typu jadłodajni, znacznie przytył i stracił sporo zdrowia. Film otrzymał nominację do Oscara, choć jest niewinną potyczką w porównaniu z atakiem, jaki przypuścił Spurlock na hamburgera z frytkami w swej książce. Amerykanie to najgrubszy naród na Ziemi - dowodzi autor. 65 proc. mieszkańców USA ma nadwagę. Więc im, oczywiście, książka jest poświęcona. Jednak wszelkie uwagi, ostrzeżenia, sugestie z powodzeniem mogą odnosić się do Polaków, bowiem już 53 proc. z nas trapi ten sam problem. Na nadwagę cierpi coraz więcej polskich dzieci, a tymczasem urodzinowe przyjęcia dla małolatów w McDonaldzie są coraz popularniejsze... Ale nie tylko żywieniu poświęcony jest ten poradnik. Także chwytom marketingowym stosowanym we wszystkich innych dziedzinach przemysłu - tytoniowym, motoryzacyjnym czy farmaceutycznym. Nie ma rzeczy, której potrafimy sobie odmówić. I jedynie przeczytanie tej książki będzie jednym z nielicznych przypadków zdrowego konsumpcjonizmu"...
Dziennik Łódzki N, 11/02/2008

Maxxxymy Skowrona. Wydanie Pierwsze Poprawione

Wikipedia definiuje słowo maksyma jako „aforyzm, sentencja, krótka, zwykle jednozdaniowa wypowiedź (prozaiczna lub rymowana), wyrażająca ogólną prawdę, mądrość dotyczącą życia człowieka. Myśl filozoficzna, etyczna zawierająca pewną zasadę postępowania”. Maksymy towarzyszą nam od zawsze w życiu. Życie bez maksym byłoby: - Jak deck, na którym nikt nie scratchuje. Albo jak brzydka ostra cza-cza tańczona z brzydką dziewczyną - mówi Przemysław Skowron. - Życie bez maksym byłoby niczym, jak hip-hop bez loopów jest niczym. No właśnie, te zacytowane pochodzą z jego najnowszej książki Maxxxymy Skowrona: zabawne, pouczające i poprawiające humor. Idealny rozweselasz na jesienną pogodę i… niezastąpiona wskazówka w razie trudnych wyborów. Polecam dla relaksu. Poczytajcie sami.
Eurostudent gmj, 09/2007

Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej

".......- Dowcipny, błyskotliwy misz-masz. Lekko odjechane wrażenia, wspomnienia, skojarzenia na zupełnie dowolne tematy z życia Macatłłay Culkin słynnego Kevina. Trafny wybór na plażę. Można się nieźle pośmiać, ale też i głębiej zastanowić.
Cosmopolitan

Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina. Kiedy na świecie zapanowało szaleństwo na punkcie młodego aktora, związane z serią filmów "Kevin sam... gdzieś tam", zastanawiałem się z czego ono wynika. 10-letni Culkin grał sztywno jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, a na jego twarz-plastelinka, za duże uszy i mięsisto-gąbczaste usta wprost patrzeć nie mogłem (szczególnie po spożytym posiłku). Dochodzące zza oceanu wiadomości o zachowaniu świeżo upieczonej gwiazdy utwierdzały mnie tylko w przekonaniu, że oto mamy do czynienia z kolejnym rozpuszczonym jak dziadowski bicz gówniarzem...

Aktora przyprawiłem w ostrym sosie antypatii i bez spożywania spuściłem w ubikacji -- o wrzody na żołądku trzeba dbać. Dla pewności dwa razy ciągnąłem za skobelek...

I wtedy wpadła mi w ręce jego książka "Junior sam w domu albo Oskar de la Mancha, Rycerz Nieasertywnego Oblicza i Ludzie, których lubię najmniej". Już sam tytuł wywołał burzę niezlasowanych jeszcze życiem w tym kraju komórek mózgowych. Znając nieco (nawet jeśli to "nieco" oparte jest na doniesieniach prasowych) realia życia w Hollywood nie dziwi ostatni jego człon. Tam wszyscy się sympatycznie nienawidzą, a lista wzajemnych antypatii przebiłaby niejedną książkę telefoniczną średnio-dużego miasta.

Zastanowiło użycie sformułowań "Oskar de la Mancha" -- co w czasach, gdy większa część amerykańskiej młodzieży nie potrafi pokazać na mapie sąsiadującej z USA Kanady, świadczy o wiedzy/oczytaniu autora, oraz "Nieasertywnego" -- co w dobie sms-owych nieortograficznych skrótów myślowych zadziwia podwójnie. Prawdziwe zaskoczenie przyszło jednak, kiedy okazało się, że nie trzymam oto w ręku kolejnej wygładzonej biografii hollywoodzkiej gwiazdy, spisanej przez dorabiającego na boku akademika, po kilku seansach terapeutycznych wynurzeń, lecz... No właśnie. Z czym tak właściwie mamy do czynienia?

Już od pierwszych stron Culkin przekonuje nas do swego literackiego dyletanctwa -- mało tego -- prawie do wtórnego analfabetyzmu, która to cecha skutecznie utrudnia: jemu -- pisanie, nam zaś -- zamierzony odbiór przekazu! Aż trudno w to uwierzyć, bowiem podobnego pióra mógłby mu pozazdrościć niejeden domorosły pisarzyna (czyli jakieś 80% nazwisk zalegających społem i hurtem w księgarniach).

Sama książka to jeden wielki pocięty na nierówne kawałki monolog Juniora (bo tak nazwał się autor). Raz jest to fragment opowiadania, raz lista osób nielubianych (co Ci chłopie zrobił Kopernik!), raz opatrzona napisem "pusta strona" pusta strona. Choć sam Culkin wielokrotnie zwraca się do Czytelnika, odnosi się wrażenie, że "Junior" to książka pisana dla niego samego, że to spowiedź w pustym konfesjonale, to próba samooczyszczenia i samorozgrzeszenia. W kilku miejscach monolog przekształca się w rozmowę z ojcem, z którym nigdy nie miał dobrych stosunków i którego szczerze nienawidził, przybierającą formę niewysłanych listów. Macaulay stawia mu długą listę zarzutów, które skutecznie wypaczyły życie jemu i jego matce, choć nie unika odpowiedzialności za swój, o wiele większy w obliczu przewin ojca -- grzech zaniechania, brak reakcji, spolegliwość.

Książka nie jest jednak pasmem nienawistnych zarzutów, jest również świadectwem przeżywanej miłości i zrozumienia swego dotychczasowego życia. Jest również listą marzeń i planowanych zmian. Choć Junior nie stawia grubej kreski w życiorysie i nie odżegnuje się od przeszłości, to daje jasno do zrozumienia, że dorósł i doświadczył błogosławieństwa dojrzałości.

Nie lubiłem Macaulay′a Culkina, lecz po lekturze "Juniora" musiałem zrewidować swoje poglądy. Choć nadal uważam, że chłopina w "Kevinach sam... gdzieś tam" grał jakby połknął kij od szczotki wraz z włosiem i szufelką, to jego plastelinkowa twarz nie wzbudza już odruchów wymiotnych, powiem więcej -- zaczyna budzić sympatię. Choć książkę szczerze polecam (w 10-stopniowej skali mocna ósemka), to nadal nie mogę zrozumieć czemu aktor dołączył naszego astronoma do listy osób nielubianych. W całej książce nie padło ani jedno złe słowo na słabą płeć, a przecież Kopernik również była kobietą!

DużeKa Grzegorz Raczek; 10/2007

Sztuka wojny

Najstarszy podręcznik sztuki wojennej, powstały w Chinach w VI w. pne. -- zawiera zestaw porad dla każdego, kto zarządza ludźmi, walczy o pozycję i stosuje strategie konfliktu. Prawdziwa kopalnia pomysłów dla łajdaków z ambicjami.
Dziennik Gazeta Prawna 08/2007