Facebook
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Opinie czytelników - Rysunkowy chłopak (8)

55

2019-11-08
Złotowłosa i Książki
"Chciałam po prostu stad wyjechać i mieć wszystko gdzieś. Nie wymuszać uśmiechu, by inni w końcu się odczepili. Nie udawać kogoś, kim nie jestem. Bo w tym momencie byłam po prostu wrakiem samej siebie. Nie chciałam już udawać, nie potrafiłam spełniać wymagań innych. Miałam wszystkiego dość." Wielu ludzi cierpi na depresję. Zmaga się z tą wyjątkowo ciężką chorobą nawet od najmłodszych lat. Depresja nie wybiera sobie osób. Ona po prostu przychodzi pewnego dnia i zostaje. Jeśli od razu nie staniemy z nią do walki to z dnia na dzień szanse na wyzdrowienie drastycznie maleją. Ona odbiera radość życia, zdejmuje uśmiech z naszych twarzy, przebija serce zimnym jak stal ostrzem. To ona popycha niejednokrotnie do odbierania sobie życia. Zabiera nam wolę walki. Poddajemy się i czekamy pod tą ścianą w oczekiwaniu na ten jeden celny strzał, który zdejmie z nas ten ból. Diana Sullivan cierpi po stracie Davida. Swego brata bliźniaka. Stara się żyć ale to życie bardziej przypomina wegetację. Jest zrezygnowana. Nic jej nie daje pełni radości. Przez to jest skryta i zamknięta w sobie. Unika kontaktów z rówieśnikami. Jedyną osobę, którą dopuściła do swego serca i na widok której się cieszy jest Chanel. To jej współlokatorka. Razem studiują w Akademii Sztuk Pięknych i Komunikacji w Provo w stanie Utah. Loli jest całkowitym przeciwieństwem głównej bohaterki. Żywiołowa, szalona i chwytająca dzień dziewczyna. Nie boi się brać życia pełnymi garściami. Stara się być jak najlepszym wsparciem dla Diany. Ale niestety ciężko jest się przebić przez ten pancerz. Nawet rodzicom. Gdy pewnego dnia na jej drodze stają bracia Green przyszłość już nie jawi się w tak mrocznych barwach. Szalony Vincent okazuje się być inny od tego, za kogo uchodzi na uczelni. Za to Ryan to dojrzały mężczyzna o wielkim sercu. Wymarzony mężczyzna. Ideał. Tylko czy ideały faktycznie istnieją? Czy marzenia pokrywają się z realiami? Już od początku poznajemy problem Diany. To, że sobie najzwyczajniej w świecie nie radzi. Ale ona nie chce pomocy. Nie odczuwa potrzeby walki. Stoi nad przepaścią, z której wystarczy spojrzeć w dół, rozłożyć szeroko ręce i skoczyć. Jest tak rozbita emocjonalnie i jest takim wrakiem człowieka, że czytając sama czułam ból w swoim sercu. Chciałam jej pomóc. Na siłę zaciągnąć do lekarza aby ją uratować. Aby odbyła terapię i zaczęła walczyć o lepsze jutro. Ale Diana miała swój plan. To jest w końcu jej życie i to ona jest jego kapitanem. Kartka po kartce sztorm na morzu nabierał tempa. Wichura nasilała się rozbijając stopniowo doszczętnie jej i tak kruche życie. W momencie, gdy to akcji wkracza intymność wychodzi na jaw fakt, że główna bohaterka jest dziewicą. A Ryan jako facet o wrażliwym sercu i duszy staje na rzęsach aby dotrzeć do jej serca i skruszyć ten mur, jaki urósł od dnia śmierci Davida. Niestety nigdy nic tak łatwo nie przychodzi. A on na dokładkę sam ma problem, który ma na imię Dominika. Natomiast los na drodze Diany stawia: Denisa, Eliana i Petera... Oj, w tej lekturze nic nie jest oczywiste. Autorka kieruje naszą uwagę raz w jedną stronę, innym razem w drugą. Umiejętnie odciąga nas od dotarcia do prawdy. Kluczymy krętymi ścieżkami. A przeszkody jakie musimy przeskoczyć by pokonać cały odcinek będą wyczerpujące, frustrujące i niejednokrotnie wycisną z nas łzy. Zostaniemy zszokowani wydarzeniami, którymi zostaniemy zbombardowani. Czy podniesiemy się z popiołów? Czy Diana odnajdzie jednak w sobie siłę? Czy aby to wszystko prawda? Cała ta brutalność i to piekło, które dzień po dniu trawi ją? Czy odetchnie w końcu pełna piersią, uśmiechnie się, założy okulary i z podniesioną głową ruszy, by odkryć radośniejszą stronę życia? Mnóstwo pytań, na które chcemy poznać odpowiedź. Epizod po epizodzie mamy coraz mniej cierpliwości. Chcemy już poznać finisz tej historii. Czy Diana i Ryan będą razem. Czy on uratuje ją? Da jej powód by żyć? Czy idealnego chłopaka można sobie wymalować i znaleźć oryginał w rzeczywistości? O, tak. Tym razem autorka pokazała swoją delikatną stronę pisarskiego talentu. Nie zabrakło pikantnych , gorących i rozdzierających scen łóżkowych. Ale dramat młodej kobiety opisany był szczegółowo i dokładnie z uwzględnieniem najdrobniejszych detali. Zdradzę wam, że czytając lekturę w pewnym momencie bohaterka zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Zachowaniem pełnym sprzeczności. Ale jak dotarłam do finiszu, to dopiero wtedy zrozumiałam zamysł autorki. I dzięki takiemu sprytnemu zabiegowi odczarowała moje wrażenia. Genialna - polecam
2019-11-04
bez podpisu
Gdy zapoznawałam się z tą historią nie przypuszczałam że będę to tak przeżywać.To jak zostało to przez mnie odebrane byłam w szoku że aż tak będę przy tym płakać Były momenty wzruszenia i niedowierzania ale końcówka książki nie mogłsm tego przezyc ze w taki sposob mozna zakonczyc cala historie.Co to zrobiła autorka zeszło moje najskrytsze oczekiwania.Bądźcie przygotowani na emocjonalną i wzruszająca historię przy której nie będziecie mogli nie płakaćJest to coś innego ale będziecie mocno zaskoczeni tym co autorka dla Was przygotowała.Nie mogę zebrać slow aby opisać tego co się tam znajduje.
2019-11-05
Złotowłosa i Książki
"Chciałam po prostu stad wyjechać i mieć wszystko gdzieś. Nie wymuszać uśmiechu, by inni w końcu się odczepili. Nie udawać kogoś, kim nie jestem. Bo w tym momencie byłam po prostu wrakiem samej siebie. Nie chciałam już udawać, nie potrafiłam spełniać wymagań innych. Miałam wszystkiego dość." Wielu ludzi cierpi na depresję. Zmaga się z tym wyjątkowo ciężka chorobą nawet od najmłodszych lat. Depresja nie wybiera sobie osób. Ona po prostu przychodzi pewnego dnia i zostaje. Jeśli od razu nie staniemy z nią do walki to z dnia na dzień szanse na wyzdrowienie drastycznie maleją. Ona odbiera radość życia, zdejmuje uśmiech z naszych twarzy, przebija serce zimnym jak stal ostrzem. To ona popycha niejednokrotnie do odbierania sobie życia. Zabiera nam wolę walki. Poddajemy się i czekamy pod tą ścianą w oczekiwaniu na ten jeden celny strzał, który zdejmie z nas ten ból. Diana Sullivan cierpi po stracie Davida. Swego brata bliźniaka. Stara się żyć ale to życie bardziej przypomina wegetację. Jest zrezygnowana. Nic jej nie daje pełni radości. Przez to jest skryta i zamknięta w sobie. Unika kontaktów z rówieśnikami. Jedyną osobę, którą dopuściła do swego serca i na widok której się cieszy jest Chanel. To jej współlokatorka. Razem studiują w Akademii Sztuk Pięknych i Komunikacji w Provo w stanie Utah. Loli jest całkowitym przeciwieństwem głównej bohaterki. Żywiołowa, szalona i chwytająca dzień dziewczyna. Nie boi się brać życia pełnymi garściami. Stara się być jak najlepszym wsparciem dla Diany. Ale niestety ciężko jest się przebić przez ten pancerz. Nawet rodzicom. Gdy pewnego dnia na jej drodze stają bracia Green przyszłość już nie jawi się w tak mrocznych barwach. Szalony Vincent okazuje się być inny od tego, za kogo uchodzi na uczelni. Za to Ryan to dojrzały mężczyzna o wielkim sercu. Wymarzony mężczyzna. Ideał. Tylko czy ideały faktycznie istnieją? Czy marzenia pokrywają się z realiami? Już od początku zostajemy poznajemy problem Diany. To, że sobie najzwyczajniej w świecie nie radzi. Ale ona nie chce pomocy. Nie odczuwa potrzeby walki. Stoi nad przepaścią, z której wystarczy spojrzeć w dół, rozłożyć szeroko ręce i skoczyć. Jest tak rozbita emocjonalnie i jest takim wrakiem człowieka, że czytając sama czułam ból w swoim sercu. Chciałam jej pomóc. Na siłę zaciągnąć do lekarza aby ją uratować. Aby odbyła terapię i zaczęła walczyć o lepsze jutro. Ale Diana miała swój plan. To jest w końcu jej życie i to ona jest jego kapitanem. Kartka po kartce sztorm na morzu nabierał tempa. Wichura nasilała się rozbijając stopniowo doszczętnie jej i tak kruche życie. W momencie, gdy to akcji wkracza intymność wychodzi na jaw fakt, że główna bohaterka jest dziewicą. A Ryan jako facet o wrażliwym sercu i duszy staje na rzęsach aby dotrzeć do jej serca i skruszyć ten mur, jaki urósł od dnia śmierci Davida. Niestety nigdy nic tak łatwo nie przychodzi. A on na dokładkę ma on problem, który ma na imię Dominika. A na drodze Diany stają: Denis, Elian i Peter... Oj, w tej lekturze nic nie jest oczywiste. Autorka kieruje naszą uwagę raz w jedną stronę, innym razem w drugą. Umiejętnie odciąga nas od dotarcia do prawdy. Kluczymy krętymi ścieżkami. A przeszkody jakie musimy przeskoczyć by pokonać cały odcinek będą wyczerpujące, frustrujące i niejednokrotnie wycisną z nas łzy. Zostaniemy zszokowani wydarzeniami, którymi zostaniemy zbombardowani. Czy podniesiemy się z popiołów? Czy Diana odnajdzie jednak w sobie siłę? Czy aby to wszystko prawda? Cała ta brutalność i to piekło, które dzień po dniu trawi ją? Czy odetchnie w końcu pełna piersią, uśmiechnie się, założy okulary i z podniesioną głową ruchy by odkryć radośniejszą stronę życia? Mnóstwo pytań, na które chcemy poznać odpowiedź. Epizod po epizodzie mamy coraz mniej cierpliwości. Chcemy już poznać finisz tej historii. Czy Diana i Ryan będą razem. Czy on uratuje ją? Da jej powód by żyć. Czy idealnego rysunkowego chłopaka można sobie wymalować i znaleźć w rzeczywistości? O,tak. Tym razem autorka pokazała swoja delikatną stronę pisarskiego talentu. Nie zabrakło pikantnych , gorących i rozdzierających scen łóżkowych. Ale dramat młodej kobiety opisany był szczegółowo i dokładnie z uwzględnieniem najdrobniejszych detali. Zdradzę wam, że czytając lekturę w pewnym momencie bohaterka zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Zachowaniem pełnym sprzeczności. Ale jak dotarłam do finiszu to dopiero wtedy zrozumiałam zamysł autorki. I dzięki takiemu sprytnemu zabiegowi odczarowała moje wrażenia. Genialna - polecam
2019-11-11
Katarzyna, @katherine_the_bookworm
Ludzie reagują różnie na utratę kogoś bliskiego. Ma ona również różny wpływ na ich życie. Jedni łatwo godzą się ze stratą, mówią sobie, że tak po prostu musiało być i należy się z tym pogodzić, żyć dalej i starać się swoje życie przeżyć jak najlepiej, no przecież ludzkie istnieje jest tak kruche. Ale nie każdy potrafi tak łatwo pogodzić się z wyrokiem losu. Podobno tracąc bliską osobę, człowiek może poczuć się tak, jakby utracił cząstkę siebie, kawałek własnej duszy. Dosłownie tak, jak gdyby wraz ze śmiercią bliskiej osoby, umarł jakiś fragment jego samego. Życie po stracie ukochanej osoby, tym bardziej kogoś, kogo znaliśmy od zawsze, nie jest łatwe. Można odnieść wrażenie, że świat niegdyś pełen barw, nagle pogrążył się w mroku, przybrał odcienie szarości i już nigdy nie zachwyci wyrazistymi, żywymi barwami. Utrata bliskiej osoby, kogoś, z kim łączyła nas wyjątkowa więź, przeważnie nigdy nie przechodzi bez echa. Takie wydarzenia... takie tragedie zmieniają ludzi. Zmieniają ich życie bezpowrotnie. Pozostawiają smutek i ból. Pozostawiają pustkę, którą desperacko pragnąłby wypełnić, aby uwolnić się od cierpienia. Aby załatać dziurę w sercu. Ale w życiu przecież nic niestety nie jest takie proste... Patrząc na okładkę ,,Rysunkowego chłopaka? można by pomyśleć, że za nią kryje się kolejna przewidywalna, lekka, romantyczna historyjka z gatunku New Adult. Nie dajcie się jednak zwieść. Pozory bywają mylące. Poza tym ten, kto zna K. N. Haner, kto miał już okazję obcować z jej twórczością, doskonale wie, że autorka lubi zaskakiwać i żadna z powieści, która wychodzi spod jej pióra nie jest przesłodzoną powiastką, w której wszystkie problemy rozwiązują się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie bez kozery autorka zyskała przydomek Królowa Dramatów. Za pastelowymi kolorami, romantycznym obrazkiem i lakonicznym zarysem fabuły, kryje się powieść, która sieje spustoszenie w umyśle czytelnika. O tym miałam okazję przekonać się na własnej skórze... K. N. Haner co i rusz łamała moje serce prowadząc historię bohaterów takim, a nie innym torem, plątając ciągle ich losy, mieszając w ich życiu, po czym składała na powrót mój zdruzgotany organ w całość, by za chwilę, w kolejnym akapicie, ponownie rozerwać go na kawałki. Tyle emocji, tyle nerwów, tyle łez, ukryte za taką ładną, niepozorną oprawą. Moje serce po raz kolejny zostało podbite. Znalazłam moją następną książkową miłość, choć jest ona (z uwagi na fakt, że raz podczas lektury miałam ochotę wyrzucić tablet przez okno, a innym razem z czułością tuliłam urządzenie do siebie, by za moment chcieć je rozbić na kawałki) nieco toksyczna i burzliwa. Choć moim niekwestionowanym numerem od czasu, gdy poznałam tę powieść są oczywiście ,,Nieczyste więzy?, to jednak ,,Rysunkowy chłopak? jest dla mnie nie mniej ważny. Obydwie książki bardzo lubię i chętnie będę do nich wracała. Zresztą te dwie powieści choć tak bardzo, tak skrajnie różne, mają pewną cechę wspólną - nie da się do nich podejść na chłodno. Nie jest możliwym, aby pozostać obojętnym na treść tych książek. Przynajmniej ja nie pozostałam. Tuż po tym, jak przeczytałam ostatnie zdanie ,,Rysunkowego chłopaka?, naszła mnie chwila refleksji... Czy to moje miejsce w zakładzie psychiatrycznym, które sobie dawno temu zarezerwowałam na wypadek, gdyby jakaś książka wzbudziła we mnie tyle emocji, iż miałam wrażenie, że rozerwą mnie one od środka, dalej na mnie czeka? Bo chyba znowu zwariowałam, znowu poczułam zdecydowanie za dużo, niż powinien czuć czytelnik podczas lektury książki, podczas poznawania fikcyjnej historii, fikcyjnych postaci. Ale to wszystko wina K. N. Haner, która napisała tak dobrą książkę. Powieść, którą jednocześnie kocham i nienawidzę. (Mała dygresja: to nie jest słodzenie dla słodzenia, tylko szczera prawda, którą poznać mógł każdy, kto tamtego dnia, gdy skończyłam czytać omawianą dziś książkę, znalazł się ze mną w jednym budynku i mógł na własne oczy zobaczyć odbicie natłoku myśli krążących po głowie, na mojej twarzy.) Trochę czasu minęło od kiedy miałam okazję zapoznać się z ,,Rysunkowym chłopakiem?, ale ja ciągle myślę o tej historii. O bohaterach. O przebiegu akcji. O tych szokujących zwrotach akcji, które zaserwowała nam autorka. O tym, jak K. N. Haner tam ciągle mieszała, mąciła, czym doprowadzała mnie niekiedy do szewskiej pasji. Chyba najlepiej o książce świadczy, gdy czytelnik odkłada ją na półkę i kilka tygodni później, pomimo upływu czasu, ona dalej tkwi w jego pamięci, emocje z nią związane są wciąż żywe. Teraz piszę to opowiadanie o ,,Rysunkowym chłopaku?, myślę o nim i wiele emocji, które odczuwałam podczas lektury, właśnie do mnie powraca. Wciąż czuję ukłucie w sercu na myśl o tej dwójce wyjątkowych bohaterów i o tym, jak obszedł się z nimi los. Dochodzę właśnie do takiego momentu, kiedy chciałabym Wam przedstawić konkretne sytuacje, wydarzenia i kluczowe fragmenty oraz szczegółowo je omówić, spróbować ubrać w słowa uczucia, jakie w danym momencie mną targały... ale doskonale wiecie, że zrobić tego nie mogę. Ale wyjdzie Wam to na dobre, bo sięgając po tę powieść, będziecie mieli wielką niespodziankę. Ja tymczasem skupię się na ogólnikach. Głównymi bohaterami powieści ,,Rysunkowy chłopak? są Diana i Ryan. Diana to wrażliwa artystyczna dusza. Jest utalentowaną studentką malarstwa, która marzy o zostaniu sławną malarką, wystawianiu swoich prac w galeriach sztuki. Ma cel i do niego dąży. Ale niestety życie potrafi jednak zaskoczyć. I to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wystarczyła jedna chwila, aby życie Diany zupełnie się zmieniło. Przyczyniła się do tego utrata ukochanego brata, która spowodowała, że bohaterka nie jest już tą samą osobą, którą była wcześniej. Dziewczyna zmaga się z dojmującym bólem. Jej życiem włada smutek i cierpienie. Chciałaby żyć dalej, wieść normalne życie, jak każda osoba w jej wieku, ale coś ją blokuje. Niekiedy jej postępowanie mnie irytowało, podejmowane przez nią decyzje, dokonywane wybory nie były mi w smak. Jednakże jestem w stanie odłożyć na bok emocje i obiektywnie stwierdzić, że po części jestem w stanie zrozumieć dlaczego wtedy, czy wtedy zachowała się tak, a nie inaczej. Pomimo upływu czasu stan Diany zamiast się poprawiać, zdaje się tylko pogarszać. Wypadek, podjęta po nim decyzja, nowa droga życia, nowe problemy, natłok zdarzeń, zbyt wielki chaos w głowie, sercu i życiu. Ile jest w stanie znieść jeden człowiek? Z jak wieloma dramatami jest w stanie sobie poradzić, nim całkowicie się załamie, nim uzna, że jego życie już nigdy nie będzie lepsze? Przed całkowitym pogrążeniem się w otchłani rozpaczy Dianę ratuje Ryan. Tylko Ryan. Bohater ten, według mnie, jest takim dobrym duchem tej historii. Być może nie jest krystaliczny, - swoje za uszami ma - to jednak nie można zaprzeczyć, że pomimo wszystko, jest mężczyzną, jakiego pragnęłaby mieć w życiu każda kobieta. Przystojny, inteligentny i w dodatku zdeterminowany. Zdeterminowany, by wyprowadzić Dianę z mroku, w którym tkwi od czasu śmierci brata. Choć ma swoje własne problemy, z którymi musi się mierzyć, jest gotów w każdej chwili przybiec do Diany i pokazać jej, że może być na powrót szczęśliwa. Kwestia pozostaje tylko tego, czy ona sama pozwoli sobie w to w końcu uwierzyć. Ich relacja jest skomplikowana. Nic nie jest proste, nic nie idzie gładko w ich przypadku. Bohaterowie muszą mierzyć się z licznymi problemami, co i rusz przychodzi im uporać się z nowymi przeszkodami, które ciągle wyrastają na ich drodze. Muszą stale walczyć ze sobą i o siebie. W ich życiu nie brakuje trosk i dramatów. Czy mimo wszystko przetrwają? Czy zdołają ocalić wyjątkowe uczucie, które się pomiędzy nimi narodziło, wbrew temu, co podpowiada rozsądek? Czy Ryan uratuje Dianę przed nią samą, przed całkowitym zatraceniem się w cierpieniu, którego przysparza natłok przeciwności i kolejne osobiste tragedie? Czy bohaterowie przetrwają wszystko? A może ich wspólna chwila ulotni się szybciej, niż zdołają się obejrzeć? Czy będą ze sobą już zawsze? A może będą mogli doświadczyć wspólnego szczęścia tylko przez moment? Jaki scenariusz napisał dla nich los? Czy ich historia doczeka się szczęśliwego zakończenia? Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak bardzo ujęła mnie pełna trudów i dramatyzmu historia Ryana i Diany. Nie wiem już nawet ile łez przy niej wylałam i jak bardzo mocno przeżywałam każdą emocję, która towarzyszyła bohaterom. Książki takie, jak ,,Rysunkowy chłopak?, to z jednej strony miód na moje czytelnicze serce, ale z drugiej... Cóż, one niekoniecznie dobrze wpływają na moje zdrowie psychiczne. Takie historie, takie zwroty fabularne nie są na moje nerwy! Ale z drugiej strony... najbardziej lubię książki, które oprócz tego, że są ,,jakieś? to jeszcze potrafią mną wstrząsnąć, poruszyć mnie i dręczyć ciągłymi rozważaniami typu ,,Co by było gdyby??, ,,Co jeśli?? czy ,,A może jednak??. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki K. N. Haner ukazała relację Ryana i Diany. Jej humory i jego cierpliwość. Jej zagubienie i jego determinację. Jej pragnienie bliskości, tłumione lękiem przed daniem się ponieść chwili oraz jego próby pokazania jej, że może się temu poddać i dać sobie szansę na szczęście. Chemia pomiędzy bohaterami jest wręcz namacalna. To było piękne, a zarazem bolesne, czytać o tym wszystkim, przez co zmuszeni byli przejść ci ludzie, na jakie próby byli wystawiani i jak radzili sobie z tym, co serwuje im życie. Ich relacja jest trudna. Z logicznego punktu widzenia - zbyt skomplikowana, by zawracać sobie nią głowę. A jednak taka miłość warta jest zachodu, bez względu na wszystko. Zazwyczaj w kontekście takich relacji mówię o tym, że powieść jest słodko - gorzka. Słodycz wynika z romantyzmu i piękna tego, jak bohaterowie starają się walczyć o swoje uczucie. Natomiast gorycz odnosi się do tego, że miłość nie jest prostą sprawą. Ludzie dla niej zmuszeni są pokonywać przeszkody, mierzyć się z milionem problemów, toczyć walki, z których nie zawsze udaje im się wyjść zwycięsko, bez żadnego szwanku. Czasami po drodze się ranią, a innym razem są dla siebie podporą. Dają sobie nadzieję, ale swoimi uczynkami niekiedy również ją odbierają. Niekiedy uczucie najpierw łamie człowieka, by potem dać mu nadzieję na to, że po każdej burzy przecież w końcu wychodzi słońce. Podoba mi się to, że K. N. Haner w ,,Rysunkowym chłopaku? inaczej podeszła do tematu miłości. A właściwie chodzi o to, że miłość ukazała... Nie, może nie zagłębiamy się jednak w ten temat. Gdybym chciała Wam wyjaśnić co dokładnie mam na myśli, musiałabym zdradzić zbyt wiele elementów fabuły, zbyt wiele szczegółów, a tego zrobić nie mogę. ,,Rysunkowy chłopak? to niełatwa i pełna smutku historia, w której jest jednak światełko nadziei na to, że kiedyś w końcu będzie lepiej. Przecież życie nie jest chyba aż tak okrutne, by ciągle tylko zabierać, rzucać kłody pod nogi i ranić, prawda? Choć styl, jakim napisany został ,,Rysunkowy chłopk? jest lekki, prosty, to jednak sama historia taka nie jest. W powieści przeważają dialogi, mniej jest rozwlekłych opisów, a te które są, wydają się rzeczowe, konkretne. Autorka nie rozwodzi się nad nieistotnymi szczegółami. Każde wydarzenie, każdy problem, każda sytuacja ma znaczenie dla całej historii. Książkę czyta się szybko, ale nieprędko się o niej zapomina. ,,Rysunkowy chłopak? trzyma czytelnika w ciągłym napięciu. Ani przez chwilę nie można być pewnym tego, że to, co tu i teraz, za moment nie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. O najnowszej powieści K. N. Haner można powiedzieć jedno - spodziewaj się niespodziewanego. Autorka pokazuje nam czym są prawdziwe zwroty akcji, które sprawiają, że czytelnik zawiesza się na chwilę, cofa w lekturze i czyta dany fragment raz jeszcze, niedowierzając temu, co się właśnie wydarzyło. A w międzyczasie próbuje pozbierać szczękę z podłogi. Samo zakończenie ,,Rysunkowego chłopaka? również jest zaskakujące. Jak już wspomniałam - niczego nie da się tutaj przewidzieć... Szczypta namiętności i subtelnej erotyki. Ludzie, którzy będą stawać na drodze i nie pozwolą przejść obok nich obojętnie. Poważne tematy. Problemy. Troski. Emocje. Dramat. Trudne momenty. Ból. Cierpienie. Smutek. Nadzieja. Miłość. Tajemnice. Niedomówienia. Upadki i wzloty. Ulotne chwile. Wspomnienia, które na zawsze zamieszkują w sercu. ,,Rysunkowy chłopak? to historia o tym, co strata bliskiej osoby może uczynić z człowiekiem. Jak może ona odmienić jego życie i na nowo przewartościować. To opowieść o miłości, która pojawiła się nagle, spadła jak grom z jasnego nieba i choć nie wiem jak bardzo człowiek nie starałby się przemówić sobie do rozsądku, przekonać samego siebie, że to nie ma sensu, że to uczucie nie ma racji bytu, ona nie znika, ot tak; przezwyciężaniu słabości; radzeniu sobie z piętrzącymi się problemami; godzeniu się z własnym losem; walce o szczęście oraz otwieraniu się na nowe możliwości. ,,Rysunkowy chłopak? mówi również o tym, że chwile bywają ulotne. Nim się obejrzymy, wszystko może zniknąć. Czar pryśnie, a my pozostaniemy zdezorientowani i z jeszcze większą pustką w sercu. Kiedy już odnajdziemy miłość, musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby się jej trzymać i nie dopuścić do tego, by wymknęła nam się z rąk. Winniśmy ją celebrować, walczyć o nią i nie pozwolić, by coś lub ktoś stanął nam na drodze do szczęścia. Chwile piękne są lecz ulotne, nigdy nie wiadomo jak długo mogą trwać... #8UrodzinyEbookpointKonkurs
2019-11-24
Aga
Poniżej oczekiwań. Trochę się ciągnie akcja i nie wciąga.