Recenzje
Dzika nadzieja. Uzdrawiające słowa, które pomagają znaleźć światło w mroczne dni
Są w życiu chwile, kiedy grunt usuwa się spod nóg, a wszystko, co wydawało się stałe i pewne, nagle traci znaczenie. Wtedy człowiek doświadcza osobliwej pustki — takiej, w której nie ma już żadnych planów, pewników ani jasnych odpowiedzi. A jednak nawet w tej pustce coś pozostaje. To nadzieja. Nie zawsze jasna i pewna, często ledwie tląca się gdzieś na obrzeżach świadomości, ale obecna. To ona każe wstać kolejnego dnia, wykonać najprostszy krok, spojrzeć dalej niż tylko na chwilowe załamanie. Nadzieja w swojej najbardziej pierwotnej formie nie jest deklaracją ani ideą — jest odruchem, niekiedy jedyną deską trzymającą nas na powierzchni. I właśnie tę instynktowną nadzieję opisuje opublikowana nakładem wydawnictwa Sensus pozycja „Dzika nadzieja” autorstwa Donna Ashworth. Książka Ashworth nie wpisuje się w klasyczne ramy poradnika ani typowej literatury motywacyjnej. To raczej zbiór refleksyjnych tekstów, które balansują między poezją a osobistym zapisem doświadczeń. Autorka operuje krótką formą, często przypominającą notatki czy medytacyjne fragmenty, które można czytać zarówno linearnie, jak i wybiórczo. Taka konstrukcja nie jest przypadkowa — sprzyja zatrzymaniu się, powrotowi do konkretnych fragmentów i czytaniu w rytmie własnych emocji czy potrzeb. Jednym z najbardziej wyrazistych tematów książki - poza tytułową nadzieją - jest uważność, rozumiana jako praktyka odzyskiwania kontaktu ze sobą. Ashworth konsekwentnie kieruje uwagę czytelnika na to, co drobne i często pomijane: oddech, chwilę ciszy, prosty gest życzliwości wobec siebie. W świecie zdominowanym przez pośpiech i presję produktywności jej teksty działają jak przeciwwaga. Nie nawołują do spektakularnych zmian, lecz do zatrzymania się — czasem wręcz wymuszają to zatrzymanie poprzez swoją formę i rytm. Czytelnik nie jest w stanie przeczytać tej książki w pośpiechu, bezrefleksyjnie, bowiem jej sens ujawnia się właśnie w tych przerwach, w powolnym tempie, w leniwie upływającym czasie. Motywacja, obecna w „Dzikiej nadziei”, ma zupełnie inny charakter niż w popularnych publikacjach rozwojowych. Ashworth odrzuca retorykę sukcesu opartą na nieustannym działaniu i przekraczaniu granic. Zamiast tego proponuje motywację opartą na łagodności i akceptacji własnych ograniczeń. Jej przesłanie jest subtelne, ale stanowcze: nie zawsze trzeba iść naprzód w szybkim tempie — czasem największym osiągnięciem jest przetrwanie dnia. W tym sensie książka wpisuje się w bardziej tradycyjne rozumienie siły, które nie polega na demonstracyjnej wytrzymałości, lecz na cichej konsekwencji w działaniu. Istotnym wątkiem jest również zawoalowana krytyka współczesnego pędu życia. Autorka nie formułuje jej wprost, ale jej teksty wyraźnie wskazują na zmęczenie tempem, które narzuca dzisiejszy świat. W kontrze do tego proponuje powrót do prostoty — do wartości, które nie wymagają nieustannego udowadniania swojej wartości. W tym sensie „Dzika nadzieja” ma w sobie coś z literatury kontemplacyjnej, zakorzenionej w przekonaniu, że sens nie zawsze znajduje się w działaniu, ale często po prostu w byciu. Co prawda fragmentaryczna forma sprawia, że momentami trudno mówić o pogłębionej analizie poruszanych tematów, ale wiersze i luźne teksty zmuszają nas do myślenia. Ashworth sygnalizuje problemy inspirując do refleksji, ale również napełnia nasze serca spokojem i nadzieją. Nie ma w tych tekstach nachalności, nie ma tak modnego współcześnie konsumpcjonizmu, jest za to cisza, wspomnienia, tęsknota, samotność, ale i skupienie oraz nadzieja. To sprawia, że siła „Dzikiej nadziei” tkwi właśnie w tej nieszablonowości. To książka, która nie próbuje udawać naukowego opracowania ani kompleksowego przewodnika po życiu. Jest raczej świadectwem, zapisem pewnej postawy wobec świata, który autorka przywołuje „ku pokrzepieniu serc”. Jednocześnie to lektura wymagająca od czytelnika zatrzymania się i skonfrontowania z własnymi emocjami. Tworząc przestrzeń do osobistej refleksji przypomina, że nawet w pędzącym świecie, człowiek wciąż ma prawo zwolnić i poszukać w sobie tej najprostszej, a zarazem najtrwalszej siły, jaką jest nadzieja.
Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd. Supergwiazdy
Czy zastanawialiście się kiedyś jaką drogę musieli przejść w swoim życiu piosenkarki i piosenkarze, którzy obecnie są rozpoznawani na całym świecie, a ich muzykę zna dosłownie każdy? 🎶 Sława nie bierze się znikąd, a za karierą zawsze stoi historia pełna wyrzeczeń, ciężkiej pracy i determinacji. ✨️ „Supergwiazdy” to inspirujące biografie muzyczne, w których poznajemy życie największych ikon POPu. To opowieści o dzieciństwie, pierwszych marzeniach i trudnych wyborach, które ukształtowały ich drogę na szczyt. Bo - jak się okazuje - sam talent często nie wystarcza, by przebić się w świecie pełnym konkurencji. W serii znajdziecie już trzy pierwsze tomy: ⭐ "Taylor Swift. Od marzeń do gwiazd" ⭐ "Harry Styles. Opowieść o talencie, wolności i muzyce" ⭐ "Ariana Grande. Głos, który podbił świat". Dzięki tym książkom dowiecie się m.in. kiedy u Taylor Swift pojawiła się myśl, by zostać piosenkarką (a nie maklerką giełdową jak jej rodzice!), jak nazywał się pierwszy szkolny zespół Harry’ego Stylesa czy jak wyglądały początki kariery Ariany Grande. To książki pełne ciekawostek idealne zarówno dla fanów, jak i dla tych, którzy lubią historie o spełnianiu marzeń 🎤🎶 A Wy lub Wasze dzieci, po którą książkę sięgnelibyście jako pierwszą? 💬
Dziewczyna Caleba
„Dziewczyna Caleba” - Weronika Krzempek 💔📖✨ Ta książka wciąga jak rozmowa, której nie da się skończyć - nawet gdy zegar tyka nieubłaganie ⏳. Weronika Krzempek buduje historię pełną emocji, napięcia i tego specyficznego uczucia, kiedy serce mówi jedno, a rozum zupełnie coś innego 💭❤🔥. Caleb nie jest typowym „książkowym ideałem” - to bohater z rysami, milczeniem, które czasem krzyczy głośniej niż słowa 🤐🔥. A „ona”? Dziewczyna, która próbuje nie zgubić siebie w świecie pełnym niedopowiedzeń i spojrzeń, które znaczą więcej niż dialogi 👀🌧. Relacja między nimi przypomina burzę - piękną, ale niebezpieczną 🌩. Raz przyciąga jak magnes 🧲, raz odpycha z siłą, która zostawia ślad. I właśnie to sprawia, że trudno odłożyć książkę choćby na chwilę 📚😮💨. Styl autorki jest lekki, ale emocjonalnie gęsty - jakby każde zdanie miało ukrytą drugą warstwę znaczeń 🎭. Czytelnik nie tylko czyta, ale też czuje: napięcie, niepewność, tęsknotę. To historia o wyborach, dojrzewaniu i uczuciach, które nie pytają o pozwolenie 💔➡❤. ⭐ Jeśli lubisz książki, które: łapią za serce i nie puszczają 💓 mają intensywną relację „love-hate” 🔥 zostawiają Cię z myślami jeszcze długo po ostatniej stronie 🌙 …to „Dziewczyna Caleba” może być dokładnie tym, czego szukasz 📖
Muza rockmana
Nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba ta książka. Kiedy zabierałam się za tą książkę nie miałam żadnych oczekiwań - może też dlatego, że kiedyś czytałam jedną książkę tej autorki i mi się średnio podobała, ale chciałam dać jeszcze jedną szansę autorce i tu taka niespodzianka. Emily nie przepuściła okazji jaką dostała i choć omyłkowo została wzięta za kandydatkę do pracy, przyjmuje ją. Dziewczyna trochę w życiu przeszła a mimo to pozostaje sobą - otwarta, szczera, wierna sobie i papla co jej ślina na język przyniesie, czym też zaskarbiła sobie uwagę żywej legendy Tristana Daltreya. Tristan to chodząca legenda, ale kiedy poznaje się go bliżej jest bardziej ludzki niż może się wydawać - ma też sprawy, które przemilczał i zmaga się z nimi sam. Nie jest to typowy rockman, który ma wybujałe ego, a kobiety zmienia jak rękawiczki. Na jego prośbę zatrudniono Emily, która przy pierwszym dość nietypowym spotkaniu zaskarbiła sobie jego uwagę - zaintrygowała go. Ale mężczyzna nie wie, że ona nie przypadkiem się tam pojawiła. Będąc w trasie mieli okazję żeby się lepiej poznać. Czuć było, że tych dwoje ciągnie do siebie. Jako że Emily miała być na posyłki zespołu, Tristan zmyślnie to wykorzystywał żeby móc ją zobaczyć i z nią przebywać. Bardzo polubiłam ich oboje - oboje mierzyli się z problemami, ale nie byli przy tym sztucznym tylko właśnie autentyczni. Potrafili się od wysłuchać i rozmawiać. Przy prawie każdym ich spotkaniu uśmiech nie schodził mi z twarzy Czułam też ten klimat trasy koncertowej, choć wydaje mi się, że był dość spokojny. Nie spodziewałam się natomiast takiego plot twistu jaki tutaj jest. Fajnie też był poprowadzony motyw age gapu - subtelnie, ale można go wyczuć. Miałam momenty gdzie się uśmiałam, ale też takie które chwytały mnie za serce. Bardzo przyjemna historia - spokojna, ale z twistem. Chyba jednak jeszcze zajrzę do jakiejś książki autorki.
Śmiertelna królowa
"Ś𝐦𝐢𝐞𝐫𝐭𝐞𝐥𝐧𝐚 𝐊𝐫ó𝐥𝐨𝐰𝐚" ☆☆☆☆☆/𝟓 𝑫. 𝑨. 𝑩𝒆𝒓𝒆𝒕𝒂 Witam i o zdrowie pytam. Przychodzę dziś z recenzją "Śmiertelnej Królowej" od Dagmary Berety! O mój Boże. CO TO BYŁO?! Nie ma lepszego słowa opisujące fabułę niż "mocne". Autorka zastosowała naprawdę ogromną liczbę plot twistów, że nie oderwiecie się od lektury i nawet się nie obejrzycie, a będziecie już na końcówce! Historia po prostu wciąga i wciąga! To była jedna z pierwszych moich romantasy w życiu i teraz już rozumiem, dlaczego wiele osób tak chwali ten gatunek! CUDO! Zdecydowanie moją faworytką - jeżeli chodzi o bohaterów - jest Calvia. To postać, która jest jednocześnie divą, ale również zna granice i wie kiedy ich nie przekraczać, trzyma się swoich postanowień i jest pomocną osobą. Uwielbiam tą postać! Jedyne, co mogło zirytować czytelnika to masowe powtórzenia i przyznam, że tak zagłębiłem się w fabułę, że ich nie zauważyłem! Dla mnie pisanie powieści w pierwszej osobie jest takie bardziej obszerne. Wtedy poznajemy więcej emocji, przeżyć i prawdziwej opinii bohatera czy jego odczuć do czegokolwiek. Czytając "Śmiertelną Królową" byłem pewny, że jest to właśnie pisane w pierwszej osobie, natomiast dopiero na 50 stronie znalazłem "on"/"ona" i wtedy zrozumialem, ze to jest pisane w trzeciej osobie! Mówię to, ponieważ świadczy o tym, że autorka w bardzo dobry sposób opisuje uczucia bohaterów i ich relacje. Jak na debiut jest to cu-do-wna książka! Myślę, że nawet gdyby to nie była pierwsza książka autorki to i tak bym się zakochał w powieści. Moja ogromna polecajka dla fanów romantasy 14+ i nie tylko!