Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Driven. Namiętność silniejsza niż ból

"Driven. Namiętność silniejsza niż ból", to pierwsza książka tej autorki, którą miała okazję przeczytać. Nasłuchałam się wiele dobrego o jej twórczości i postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy rzeczywiście tak dobrze i ciekawie pisze. Bez wątpienia okładka i opis sugerują czytelnikowi, że czeka go ostra i przepełniona namiętnością historia. Ja takich naczytałam się ostatnio dosyć sporo, ale, że lubię ostrą jazdę bez trzymanki, to napaliłam się na coś naprawdę fajnego. Jesteście ciekawi, czy dołączyłam do grona wielbicielek pióra K. Bromberg? Zapraszam do dalszej lektury! Rylee Thomas, to bez wątpienia pewna siebie, ułożona i lubiąca mieć nad wszystkim kontrolę kobieta, która pragnie jedynie dobra, dla swoich dzieci. Pracuje ona bowiem z dziećmi porzuconymi przez ich rodziców. Niczego tak nie pragnie, jak zapewnić im dom i opiekę, której tak bardzo potrzebują. Razem z fundacją Corporate Cares zbierają potrzebne środki, aby móc wybudować cały kompleks obiektów, w których dzieci będą mogły się wychowywać. Niespodziewanie znajduję się ofiarodawca, który jest gotów wyłożyć ponad połowę brakującej sumy. Mało tego, obliguje się także do reklamowania fundacji, a także nakłonienia innych osób do wsparcia. Hojnym ofiarodawcą okazuje się być znany playboy, Colton Donovan. Kobieta miała go okazję bliżej poznać w dosyć niecodziennej sytuacji... Okazuje się, że ciężko jest jej odeprzeć urok tego przystojnego i seksownego mężczyzny. Niestety, dla Coltona liczy się tylko niezobowiązujący seks, a stałe związki go nie interesują, gdyż twierdzi on, że nie potrafi kochać... Czy Rylee uda się roztopić serce Coltona? Tego dowiecie się, sięgając po tę pozycję. Wspomniałam wcześniej, że ostatnio często sięgam po książki z dużą dawką erotyzmu i namiętności i pewnie to dlatego w niektórych momentach miałam wrażenie, że już tę pozycję kiedyś czytałam. Niestety jest bardzo schematyczna i mało oryginalna - przystojny, tajemniczy i bogaty mężczyzna z przeszłością, któremu wpada w oko piękna, często niewinna i mało doświadczona kobieta. Czytałam podobne historie już dziesiątki razy i mogłoby się wydawać, że powinnam mieć już ich dość. Cóż, nic bardziej mylnego, bo mimo wszystko ta książka mi się podobała. Tego typu powieści mają jedną ogromną zaletę - czyta się ja bardzo przyjemnie i przede wszystkim szybko. Czasami męczymy się daną pozycją kilka dni, czy nawet tygodni, bo ciężko jest się nam w nią wkręcić, a tu na szczęście nie mamy takiego problemu. Pochłania się ją błyskawicznie, przewracając kartkę, za kartką. Spośród ostatnio przeczytanych przeze mnie książek tego typu, ta wyróżnia się tym, że nie jest płytka, ani cukierkowa czy wręcz mdła. Niejednokrotnie przy innych pozycjach doświadczałam dużej dawki słodyczy, przez co często mnie one lekko irytowały, a tu tego nie ma. Tu otrzymujemy historię wręcz gorzką, gdyż zarówno Rylee, jak i Colton doświadczyli w życiu bólu i rozpaczy. W pewnym momencie zaczynają oni odkrywać przed sobą, jak i przed czytelnikami karty o swojej przeszłości, jednak na całą układankę to nie wystarcza. Ta zapewne ułoży się dopiero w kolejnych częściach, których już nie mogę się doczekać. Oczywiście, nie jest to ambitna pozycja, która wnosi coś do naszego życia, ale przecież nie zawsze musimy czytać takie właśnie książki. W moim mniemaniu w czytaniu chodzi przede wszystkim o różnorodność. Raz potrzebujemy się pośmiać, raz popłakać, a innym razem dostać jakąś cenną lekcję. Ta książka zapewnia nam rozrywkę, ale też sporą dawkę emocji. Więc jeżeli potrzebujecie się oderwać choć na chwilę od tej szarej rzeczywistości i zrelaksować się przy fajnej pozycji, to ta będzie do tego idealna. Warto też wspomnieć, że to pisarski debiut autorki, więc jak na pierwszą wydaną książkę, to wypadła naprawdę dobrze!
czytelniczkaa97.blogspot.com/ Małgorzata Stanisławska; 2017-07-17

Pod samym niebem

Pod samym niebem to kontynuacja opowieści o super bogatym, przystojnym, seksownym mężczyźnie o imieniu James i delikatnej, a jednocześnie bardzo silnej stewardesie Biance. Historia rozpoczyna się, kiedy dziewczyna powraca do zdrowia po ciężkim pobiciu oraz po rozstaniu z Jamesem. Jednak pociąg fizyczny jaki do siebie odczuwają i kiełkujące uczucie (u Jamesa szybciej, u Biacy niestety wolniej) nie pozwala im na zbyt długą rozłąkę... Kochankowie ponownie spotykają się na imprezie. Nie zabawiają tam jednak zbyt długo i postanawiają się wymknąć. I chociaż Bianca nie zamierza dać Cavendischowi szansy na powrót, to jest on i tak nieunikniony. James myśli o poważnym związku i nie zamierza wypuścić jej z rąk. Już od tamtego spotkania para nie rozłącza się. I pomimo, że Bianca nie chce poważnego związku, James za wszelką cenę próbuje go stworzyć i na każdej możliwej płaszczyźnie przywiązuje ją do siebie... Pierwsza cześć zrobiła na mnie duże wrażenie. Po tej książce nie spodziewałam się czegoś niezwykłego czy beznadziejnego. To jest po prostu kontynuacja i nie ma co robić o to wielkiego szumu. Fabuła nadal bardzo mnie interesowała, była niezwykła i potrafiła zaskoczyć. Paru rzeczy się spodziewałam, inne mnie zaskoczyły, oczywiście pozytywnie. Akcja była bardzo dynamiczna co jest ogromną zaletą tej książki. Tak jak poprzednia część, ta również bardzo mnie wciągnęła. Czytałam ją z zapartym tchem czekając co będzie dalej... co będzie dalej... I tak dobrnęłam do końca powieści, a akcja zakończyła się w takim momencie, że wciąż jeszcze w mojej głowie rodzi się pytanie: co będzie dalej? I czekam z niecierpliwością na następną cześć, aby dowiedzieć się jak potoczą się losy tej cudownej pary, co jeszcze spotka ich na krętej wspólnej drodze...
Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł; 2016-11-16

Przebudzenie Morfeusza

Długo zabierałam się zarówno za tę powieść, jak i za napisanie moich odczuć po jej przeczytaniu. Dlaczego? Na początku bałam się po nią sięgnąć – wiedziałam, że to ostatni tom, finał historii Morfeusza, a przecież nie chciałam jeszcze rozstawać się z bohaterami. Po jej zakończeniu jednak nie byłam w stanie napisać recenzji, ponieważ powieść rozłożyła mnie na łopatki, powaliła emocjonalnie. Nie tego się spodziewałam. I tak, K.N.Haner – zamierzam Cię zamordować za takie zakończenie. Ale do tego przejdziemy później. Cassandra odbudowuje swoje życie na nowo, tym razem z Tommym. Staje się jej całym światem, nadzieją na jakiekolwiek jutro i na to, że jej serce znów zostanie poskładane w całość po Adamie. Torronto jej sprzyja. Przynajmniej do czasu, aż przeszłość znów powraca. Dokładnie, to staje w progu jej domu. Oczywiście nie sam, bo demony ich przeszłości wracają wraz z nim, zwłaszcza Eros. Wszak to mafia, która staje się rządna krwi. Zemsta, miłość, namiętność, zdrada. Komu zaufa Cass, teraz już nie będąc samej, przecież jej siłą jest Tommy. Uda się pokonać Erosa jego własną bronią? Tego dowiemy się czytając do końca powieść. Podsumowując: Z pewnością wciągająca i nie dająca wytchnienia. Główna bohaterka drażniła mnie bardziej, niż zwykle. Spodziewałam się chyba, że teraz będzie zachowywać się dojrzalej. Myliłam się. K.N.Haner postarała się skomplikować i tak już skomplikowaną sytuację. Czy jej wyszło? Trudno powiedzieć. Mam mieszane uczucia względem logiki w powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze się bawiłam podczas czytania, a łez wylałam miliony. Emocjonalna. Zaskakująca. A okładka uwodzi. Podoba mi się, że cała seria jest utrzymana w tym samym klimacie. Polecam, bo jest idealna na letnie leniwe popołudnia w leżaku.
smag-rekomendacje.blogspot.com Subocz Magdalena; 2017-07-15

Przebudzenie Morfeusza

Adam zniknął z życia Cassandry dwa lata temu. Od tego czasu uporządkowała swoje życie. Znalazła nową pracę, naprawiła kontakty z mamą, a co najważniejsze, wychowuje swojego wspaniałego synka, który przywrócił blask w jej życiu. Niestety jej pogruchotane serce wciąż bije dla nieodpowiedniego mężczyzny. Gdy w jej życiu po raz kolejny pojawia się Adam, kobieta nie wie co myśleć. Mężczyzna pragnie ją odzyskać, a ponadto pragnie opiekować się Tommym. Cassandra po raz kolejny zagłębia się w tym niebezpiecznym świecie narażając tym razem jeszcze i synka. Wraz z pojawieniem się Adama do akcji wkraczają starzy wrogowie, a także przybywają nowi. Teraz nie wiadomo komu można ufać a komu nie. Walka trwa. Rozgrywa się o wszystko co najważniejsze: miłość, zaufanie, wolność... Cassandrę i Adama poznaliśmy już dobrze w poprzednich tomach trylogii. Cassandra z roztrzepanej, nieodpowiedzialnej, mało stanowczej, bardzo naiwnej dziewczyny zmieniła się w bardziej odpowiedzialną kobietę i matkę. Myślę, że to macierzyństwo tak na nią wpłynęło i bezwzględna chęć chronienia synka. Jak już wiecie, Adama serdecznie nienawidziłam w poprzednich tomach. Teraz moja opinia o nim diametralnie uległa zmianie. Prze te dwa lata, Adam, bardzo się zmienił. Jest zupełnie innym facetem. Nie jest już taki apodyktyczny, pragnie rodziny, pragnie Cassandry, pragnie być dla niej dobry. Robi wszystko, by móc wieść normalne życie u boku kobiety, którą kocha. Tym razem Adam bardzo u mnie zaplusował. Tak jak już pisałam w poprzedniej recenzji, że pani Haner, z każdą książką pisze coraz lepiej. Przebudzenie Morfeusza zdecydowanie jest najlepszą częścią tej trylogii. Nie podobają mi się tylko relacje rodzinne i zachowanie matki. Patrząc na realia Stanów Zjednoczonych Ameryki, to żadna matka nie mówiłaby o "zalegalizowaniu związku" czy nie zamartwiałaby się tym, że córka zapomniała kanapek do pracy. Tam ludzie żyją bez ślubów, a w pracy wychodzą na lunche, nie zabierają kanapek do pracy. Ponadto autorka nie do końca chyba wiedziała jak wygląda życie dwuletniego dziecka. Sama mam kilkuletnią siostrę i jestem na bieżąco z tymi sprawami i wiem, że dwuletnie dziecko nie śpi na każdym kroku. Na dodatek przesadzone trochę było, kiedy od płaczu, który wcale jakoś tak długo nie trwał, dziecko się rozchorowało. A do tego dziecko widząc pierwszy raz jakiegoś faceta, nie rzuca mu się od razu w ramiona. Ale myślę, że mnie to kłuło w oczy głównie ze względu na to, że widzę zachowania dziecka na co dzień, a nie będzie to jakoś szczególnie ważne dla osób, które takowej styczności nie mają. Zaskoczeniem dla mnie było zakończenie. Nie takiego się spodziewałam. Po części byłam zawiedziona, a po części, myślę, że zasługuje na uznanie, bo jest na prawdę nieprzewidywalne i ma w sobie "to coś". Myślę też, że chętnie przeczytałabym kontynuację losów Cassandry i Adama w jakiejś dodatkowej, mniej już obszernej książeczce.
Recenzjekrolewskie.blogspot.com Patrycja Sudoł; 2017-07-07

Uziemieni

Czyli oczekiwane zakończenie Ostatnio spotkałam się z opinią, że seria "W przestworzach" to cykl nieumiejętnie wzorowana na Greyu. Nie... proszę nie, nie róbcie mi tego. Mam wrażenie, że każdą książkę z elementami BDSM będziecie porównywać z twórczością E.L.James. Pewnie ktoś się teraz przyczepi i powie, że nie szanuję czyjegoś zdania. Umówmy się - szanuję KAŻDĄ konstruktywną opinię. Rozumiem też, że Grey to światowy bestseller (przypomnę: bestseler to najlepiej sprzedająca się książka), ale co on takiego ma w sobie, że ludzie porównują do niego książki z podobną mu tematyka.? To tak jakby porównywać każdą książkę o magii do Harrego Pottera! Nie no, dobra - teraz za bardzo chyba poleciałam. Ale wiecie, o co chodzi, prawda?! Literatura erotyczna opanowała cały świat. Oczywiście głównie za sprawą Greya, ale - proszę!- nie zestawiajcie tych serii ze sobą. Styl pisania R.K. Lilley jest nieporównywalnie lepszy nie tylko pod względem stylistycznym. Blankę i Jamesa od samego początku dzieliło wszystko, ale z czasem zauważają, że jednak są do siebie podobni bardziej, niż im się początkowo wydawało. Po wydarzeniach z ostatnich dni obydwoje coraz mocniej rozumieją, że uczucia jakie do siebie żywią są coraz mocniejsze i stabilniejsze.(SPOJLER: Pierwszy raz czekałam aż dwie i pół książki, by bohaterowie powiedzieli sobie w końcu " kocham się"...) "Uziemieni" pokazują jak ogromną drogę przeszli bohaterowie, by stać się kimś , kim są teraz. James od początku był słodkim, czułym, ale i dominującym kochankiem. Dopiero w tej części dowiadujemy się, jaki był naprawdę przed poznaniem swojej wybranki. Bianka z chłodnej, wyrafinowanej w pracy, wyniosłej stewardesy zmienia się w pewną siebie, czulszą malarkę. Kocham książki, które nie opierają się tylko na głównych bohaterach. Wiele autorek ma z tym problem tzn. skupiają się tylko na relacji głównych bohaterów nie zważając na tą cała otoczkę, która powinna towarzyszyć historii. Na szczęście tu tak nie jest. W "Uziemionych" poznajemy nie tylko perypetie Blanki i Jamesa, ale także cudowne wątki bohaterów pobocznych. Książka ma 391 stron, ale oczywiście połowę z tego zajmują sceny erotyczne. Wiem, że niektóre osoby odrzucą tę książkę tylko dlatego, że BDSM odgrywa tu swoją rolę. Większość myśli, że pewnie są to pierwsze skrzypce, ale jednak nie. Tych scen jest tyle, co kot napłakał i gdyby nie zaborczość, rozchwianie emocjonalne i czasem zbzikowane reakcje głównego bohatera to w zasadzie nie nazwałbym ich relacji na zasadzie pan-uległa. Historia przewidywalna, ale sądzę, że czasami warto poczytać takie książki. Wszystkie trzy utrzymują ten sam dobry poziom. Naprawdę świetnie bawiłam się czytając ich historię i nawet żałuję, że to już koniec. Nie będę doszukiwała się tu jakiej ogromniej dziury w całym. Bohaterów polubiłam i od samego początku im kibicowałam. Nawet ci drugoplanowi - jak na erotyk - są bardzo wyraziści, więc chciałabym poznać i ich historie. Fabuła płynna i wciągająca, choć zakończenie było już chyba oczywiste w drugiej części. Osobiście cieszę się, że sięgnęłam po tę historię, choć byłam przed jej przeczytaniem trochę sceptycznie do niej nastawiona. Teraz czekam na "Pana Przystojnego" czyli historię opowiadaną z perspektywy Jamesa. Już teraz zacieram ręce. Kocham jak historię przedstawiane są z dwóch punktów widzenia. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić wam "Uziemionych", a jeśli jeszcze nie czytaliście poprzednich części to całą serię.
Dziewczynaopapierowymsercu.blogspot.com Justyna Kosmal; 2017-07-18