Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Dziewczyna Caleba

DC to historia o dziewczynie która przenosi się na nową uczelnię w Bostonie po śmierci bardzo ważnego dla niej chłopaka, mimo, że jej ojcu bardzo nie podoba się ten pomysł. A potem wszystko się skomplikowało. Tak szczerze nie wiedziałam, czego dokładnie się spodziewać gdy sięgałam po tą lekturę. Po części spodziewałam się, że mnie to złamie ale z drugiej strony nie byłam tego taka pewna. No i.. w zasadzie miałam rację. Były momenty które naprawdę bardzo mnie wciągnęły. Były też takie których totalnie się nie spodziewałam. Jednak coś czego się najbardziej nie spodziewałam, to chyba zakończenie książki (UWAGA SPOILER!) no bo rozumiem, że Colton nie postępował dobrze biorąc narkotyki, ale też nie był on do końca winny śmierci Caleba. Przecież nie kazał mu jechać za nim, nie kazał mu tak zostać. Kazał mu odejść, ale Caleb tego nie zrobił - co też rozumiem. Nie rozumiem jednak i jednocześnie rozumiem postawę Brooke gdy się o tym dowiedziała. Rozumiem, że kochała Caleba i nie mogła pogodzić się z jego śmiercią. Ale podobno kochała też Coltona - więc dlaczego tak łatwo przyszło jej od niego odejść? Mimo wszystko książka bardzo mi się podobała. Była ciekawa, zaskakująca. Na pewno warta przeczytania. 4/5 ⭐

loveeonpaper Stolarska Aleksandra

Muza rockmana

„Muza Rockmana” autorstwa Penelope Ward to historia utrzymana w klimacie romansu z nutą tajemnicy i dramatem emocjonalnym, osadzona w świecie muzyki rockowej. To książka skierowana raczej do dorosłych czytelników - nie tylko ze względu na sceny romantyczne, ale też na cięższe tematy, które stopniowo wychodzą na jaw. Emily Applewood, pojawia się na kalifornijskiej pustyni z jasno określonym, choć ukrywanym celem. Przypadek (a może przeznaczenie) sprawia, że trafia do studia nagrań i zostaje wzięta za kandydatkę do pracy. Zamiast prostować nieporozumienie, podejmuje ryzyko - i w ten sposób rozpoczyna pracę jako asystentka podczas trasy koncertowej słynnego zespołu rockowego. Na trasie poznaje Tristana Daltreya - charyzmatycznego, doświadczonego muzyka, który ma za sobą burzliwą przeszłość i reputację typowego rockmana. Ich relacja rozwija się stopniowo: od ciekawości, przez napięcie, aż po silne, choć niechciane uczucie. Jednak historia nie jest prostym romansem. Emily skrywa tajemnicę, która wpływa na wszystko - jej decyzje, zachowanie i ostatecznie jej zniknięcie. Moment, w którym „mówi za dużo”, staje się punktem zwrotnym, po którym nic nie jest już takie samo. Tristan zostaje zmuszony zmierzyć się nie tylko z uczuciami, ale też z prawdą, której nie rozumie. „Muza Rockmana” to emocjonalna historia o miłości, tajemnicach i konsekwencjach przeszłości. Łączy w sobie elementy romansu, dramatu i lekkiej sensacji psychologicznej. Jeśli lubisz historie osadzone w muzycznym świecie, z wyraźnym napięciem między bohaterami i nutą tajemnicy - ta książka powinna cię wciągnąć.To nie jest lekka, beztroska opowieść - raczej coś, co zostawia po sobie pewien ciężar i skłania do refleksji nad wyborami oraz ich skutkami.
basik_czyta Koleczko Barbara

Muza rockmana

"Czułam się upojona żarliwością, z jaką na mnie patrzył. Wiedziałam, że tej nocy znowu jestem w tarapatach. Uzależniłam się już od niego na każdy możliwy sposób. Przyciągał mnie nie tylko fizycznie, ale i uwagą, jaką zawsze mi poświęcał. Granica między tym, co słuszne, a tym, co nie, niebezpiecznie się rozmyła." Są książki, które bierzesz do ręki z myślą, że będą tylko chwilową odskocznią, lekką historią na jeden wieczór, może odrobiną romantycznej rozrywki. A potem kończysz czytać i czujesz coś zupełnie innego. Ciszę. Ciężar emocji. I to niepokojące wrażenie, że ta historia gdzieś w Tobie została. „Muza rockmana” to właśnie jedna z takich książek. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się znajome: młoda dziewczyna, starszy, charyzmatyczny muzyk, trasa koncertowa i uczucie, które nie powinno się wydarzyć. Ten schemat jest tu obecny, autorka nie próbuje go ukrywać. Ale to tylko punkt wyjścia. Bo im dalej zagłębiamy się w tę opowieść, tym bardziej okazuje się, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej złożonego. To historia o spotkaniu dwóch światów, które nigdy nie miały się przeciąć. Emily, krucha, skrywająca tajemnice, a jednocześnie silniejsza, niż sama chce przyznać. I Tristan, rockman, którego życie to chaos, muzyka i nieustanny ruch, ale też samotność, której nie widać na scenie. Ich relacja nie zaczyna się od fajerwerków. Ona rodzi się powoli, w spojrzeniach, w rozmowach, w chwilach ciszy, które znaczą więcej niż słowa. Autorka doskonale balansuje między namiętnością a wrażliwością. Sceny bliskości są intensywne, ale to emocje grają tu pierwsze skrzypce, tęsknota, strach, nadzieja i pragnienie bycia kochanym mimo wszystko. To historia o tym, że miłość nie zawsze przychodzi w odpowiednim czasie… ale jeśli jest prawdziwa, potrafi przetrwać nawet najtrudniejsze próby. I właśnie ta subtelność jest jednym z największych atutów tej książki. To nie jest powierzchowne zauroczenie. To przyciąganie, które narasta, mimo prób powstrzymania, mimo świadomości, że to wszystko może skończyć się źle. Relacja typu grumpy x sunshine została tu pokazana bez przesady, za to z ogromną autentycznością i wyczuciem emocji. Narracja prowadzona z dwóch perspektyw to ogromny atut tej książki. Dzięki temu nie tylko obserwujemy rozwój relacji, ale naprawdę wchodzimy w głowy bohaterów, czujemy ich niepewność, wewnętrzne rozdarcie i rodzące się uczucia, które nie powinny mieć prawa istnieć. Ogromną rolę odgrywa tutaj klimat. Trasa koncertowa nie jest tylko tłem, ona żyje. Ciągłe przemieszczanie się, brak stabilności, intensywność codzienności, życie „w biegu”, wszystko to wpływa na bohaterów i ich decyzje. W takim świecie emocje nie mają czasu się uspokoić. One narastają, ścierają się ze sobą i prowadzą do wyborów, które nie zawsze są rozsądne… ale zawsze są ludzkie. A potem przychodzi moment, który zmienia wszystko. Sekret Emily nie jest jedynie dodatkiem do fabuły — to punkt zwrotny, który nadaje całej historii zupełnie inny ciężar. To chwila, w której romans przestaje być tylko opowieścią o uczuciu, a staje się historią o konsekwencjach, strachu i trudnych decyzjach. Emocje wybuchają z pełną siłą, a to, co wcześniej wydawało się „bezpieczne”, rozpada się na kawałki. Bohaterowie są jedną z najmocniejszych stron tej książki, właśnie dlatego, że nie są idealni. Emily potrafi wzruszyć, ale też frustrować. Tristan przyciąga charyzmą, ale nie jest wolny od błędów. Ich decyzje bywają impulsywne, czasem bolesne, ale zawsze prawdziwe. To postacie, które żyją i przez to tak łatwo się w nie angażujemy. Na uwagę zasługują również bohaterowie drugoplanowi, szczególnie relacje w zespole. Jest w nich lekkość, humor i autentyczna więź, która równoważy bardziej emocjonalne momenty historii. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się pełniejszy i bardziej wiarygodny. Styl Penelope Ward jest lekki, przystępny i niezwykle wciągający. To jedna z tych książek, które czyta się „za szybko”, nie dlatego, że są powierzchowne, ale dlatego, że historia wciąga bez reszty. „Muza rockmana” to nie jest idealny romans. Ale może właśnie dlatego działa tak dobrze. Bo zamiast perfekcji oferuje coś znacznie cenniejszego, autentyczne emocje. To opowieść o miłości, która pojawia się w najmniej odpowiednim momencie. O relacji, która nie powinna się wydarzyć… a jednak się wydarza. O ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie nawzajem w świecie pełnym chaosu. To książka, która potrafi zaskoczyć, wzruszyć i zostawić po sobie ślad. Jeśli szukasz historii, która wciągnie Cię nie tylko fabułą, ale też tym, co dzieje się między wierszami, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Milka Marcinek Mirela

Ostatni zachód słońca

Jeżeli szukaliście książki, która nie tylko będziecie czytać, ale wręcz przeżywać. To mam coś dla was. To historia, która zaczyna się od bólu, trwa w nim i gdy na końcu widzimy światełko w tunelu daje ogromnego kopniaka zostawiając w rozsypce. 💚 Główna bohaterka, Livia, wcale nie jest idealna. W przeszłości walczyła z nałogiem, była narkomanką. Nosi w sobie ciężar straty, poczucie winy i decyzję których nie może cofnąć. Obwinia się o śmierć swoich rodziców, którzy zginęli w wypadku. Jej życie to chaos emocji, od którego próbuje uciec, zaczynając wszystko od nowa. Nowi znajomi, nowa uczelnia, nowe doświadczenia, no właśnie problem w tym, że od samej siebie nie da się uciec... 💚 Relacja Livii i Jayden'a jest skompliwowana, nie jest to idealizowania historia miłosna. Jestem w stanie nawet powiedzieć że romans między bohaterami to tylko mały dodatek do książki która skupia się na zmaganiach z własnymi problemami. 💚 Jednak coś co niesamowicie mnie frustrowało przez całą historię jest to, że w momencie kiedy bohaterowie spotykają się dostajemy opisy w których Livia ma wrażenie iż zna Jayden'a ale nie pamięta go. Czytam również słowa: •"Z tobą sytuacja wygląda nieco inaczej, bo w jego głowie nie nosisz swojego imienia. Uwierz, że kiedy zda sobie z tego sprawę, obydwoje będziecie cierpieć." •"Były tak dobrze mi znane, a jednocześnie tak odległe i obce. Bo to nie były TE OCZY." Do końca książki nie dostajemy odpowiedzi o co chodzi, pomimo że wiele razy dostajemy tego typu fragmenty które mają coś sugerować. Gdy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że zapewne był to celowy zabieg. Lecz dla mnie osobiście niezwykle irytujący. Przez 320 stron dostawać takie teksty i niczego się nie dowiedzieć kończąc historię.💚 Jednak wracając do pozytywów. Największa siłą tej książki są emocje. Autorka nie boi się trudnych tematów takich jak: samotność, uzależniania, czy nie akceptacja samego siebie. Wiele relacji pokazuje jak cienka granica postawiona jest między ratowaniem kogoś a zatraceniem siebie. 💚 Styl pisania Martyny jest lekki i przystępny, dzięki któremu książkę czyta się szybko. Można odnieść wrażenie, że niektóre wątki aż proszą się o głębsze rozwinięciem bo potencjał historii jest ogromny. Liczę że kolejny tom odpowie na wszystkie pytania które zostały w mojej głowie po przeczytaniu tej historii. 🥹💚
Kafejka_lieracka Garwol Gabriela

Muza rockmana

Dziś przychodzę do Was z opinią książki Penelope Ward, czyli autorki, której książki znam i lubię. Pisze ona gorące romanse i na ogół, podobają mi się jej książki. "Muza rockmana" jednak jakoś do mnie nie przemówiła. Nie wiem dlaczego, ale uważam ją za jedną z najsłabszych z dotychczas przeczytanych. I nie chodzi mi tu o motyw różnicy wieku, jaki tu znalazłam, bo on mi akurat nie przeszkadzał. Emily to dwudziestodwuletnia, która splotem różnego rodzaju okoliczności, zostaje zatrudniona, jako asystentka jednej z bardziej znanych kapel rockowych. On to Tristan, trzydziestoośmioletni wokalista grupy. Ich relacja rozwija się powoli, podczas czteromiesięcznej trasy koncertowej zespołu. Tylko czy mogą sobie na nią pozwolić? Czy są wobec całkiem szczerzy? No cóż... Mnie jakoś nie porwała ta opowieść. Momentami się nudziłam. Chyba trochę zabrakło mi tu emocji. Jakoś nie czułam tego rozwijającego się związku, nie był dla mnie prawdziwy. Jest to opowieść o trudnych przeżyciach, stracie i przeszłości, która jest bolesna i pełna ran. Ale też o chorobie i strachu przed przeszłością. Nie ma w niej zbyt wiele erotyki, co dla mnie akurat jest jej zaletą. Nie jest to zła książka, o czym świadczy pozytywne opinie, ale jak dla mnie, nie była aż taka ciekawa, jak inne książki autorki. A czy czytać czy nie, sami zdecydujcie.
W biblioteczce Renaty Kozłowska Renata