Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Lamine Yamal. Sportowi giganci

Książka przedstawia historię niezwykle młodego piłkarza, który bardzo szybko osiągnął sukcesy na europejskiej scenie i stał się jedną z najjaśniejszych postaci FC Barcelony. Opowieść koncentruje się na jego drodze z trudnego środowiska na piłkarski szczyt oraz na wyjątkowym talencie, który budzi podziw starszych kolegów z drużyny. To inspirująca historia o błyskawicznym rozwoju i spełnianiu marzeń, skierowana zwłaszcza do młodych fanów futbolu.

_.zaczyttanaa._ Helios Katarzyna

Ostatni zachód słońca

„Ostatni Zachód Słońca” to książka, która opowiada historię Livii. Życie dziewczyny to koszmar i gdziekolwiek się pojawia, czuje na sobie negatywne spojrzenia. Każdy pamięta, że jest winna śmierci swoich własnych rodziców. To głównie przez jej skłonność do nałogów ona i jej brat zostali sierotami. Po ich stronie stała babcia i Lily, która jest ich przyjaciółką. Od niemal roku Livii udaje się zachowywać wstrzemięźliwość, ale przeszłość dalej daje o sobie znać i nie pozwala o sobie zapomnieć. Możliwe, że wybór studiów w innym mieście będzie dla dziewczyny szansą na nowy początek. Na pewno zmiana otoczenia jest jej potrzebna, ale o ile może zostawić wiele rzeczy za sobą, to przed sobą nie da się uciec. Livia musi pozbierać się na nowo i stawić czoła różnym wyzwaniom. Jedno z nich pojawia się w jej życiu wraz z tajemniczą kopertą. Jeśli Livia chce ocalić siebie i Jaydena, chłopaka, którego spotkała w nowym otoczeniu, będzie musiała zmierzyć się z tym, czego bardzo się obawia. Co do moich odczuć na temat tej książki, to były one pozytywne. Styl pisania był dla mnie bardzo lekki oraz przyjemny. Fabuła również mi się spodobała, w mojej opinii była ona świetna. Liczba stron była według mnie w porządku, biorąc pod uwagę to, że powstanie jeszcze kontynuacja. Te trzy rzeczy sprawiły, że w miarę sprawnie oraz szybko przebrnąłem przez tę książkę. W powieści było trochę ciężkich tematów, ale na szczęście nie przytłoczyły mnie zbytnio. Bohaterowie byli w porządku oraz ciekawi. Relacja Livii i Jaydena wydawała się autentyczna oraz była według mnie dobrze wykreowana. Końcówka mnie zaciekawiła i przez to jeszcze bardziej mam ochotę poznać kolejny tom tej serii. Chcę też dodać, że ta książka jest debiutem autorki i uważam, że to naprawdę bardzo udany debiut. To była moja pierwsza styczność z twórczością Martyny i na ten moment planuję sięgnąć po jej kolejne powieści, gdy zostaną wydane. Podsumowując: „Ostatni Zachód Słońca” to w mojej opinii bardzo udany debiut. Przyjemnie mi się go czytało oraz lubię głównych bohaterów i relacje pomiędzy nimi. Jeśli lubicie motywy tej powieści, książki, które potrafią zaciekawić od pierwszych stron, oraz macie ukończone 18 lat, to jestem w stanie polecić Wam tę powieść.

zaczytany.mati Giezek Mateusz

Piekielne miejsce

Są takie książki, które zaczynają się jak obietnica terapii: cisza, natura, nowe życie, oddech. I są takie, które już na pierwszych stronach powinny mieć dopisek: „jeśli wierzysz w spokój, to lepiej usiądź”. „Piekielne miejsce” Anny Wolf należy do tej drugiej kategorii - i robi to z uśmiechem kogoś, kto doskonale wie, że zaraz rozwali ci emocje jak domek z kart. Bo tak, Samantha Baker robi to, co każda rozsądna kobieta po serii życiowych katastrof: pakuje walizki, odcina się od FBI, przeszłości, błędów i emocjonalnego bagna, które ciągnie się za nią jak cień po nieudanej relacji. Montana ma być jej resetem. Nowym początkiem. Tlenem. Tylko że w świecie Anny Wolf „nowy początek” to bardzo eleganckie określenie na „zaraz zacznie się coś jeszcze gorszego”. Na początku jest prawie sielankowo. Cisza, przestrzeń, konie, małe miasteczko, które wygląda jak miejsce, gdzie największym problemem powinno być to, że ktoś źle zaparkował pick-upa. I właśnie wtedy włącza mi się lampka ostrzegawcza: skoro jest tak spokojnie, to znaczy, że zaraz ktoś tu odpali emocjonalną bombę. I nie myliłam się ani trochę. Bo „Piekielne miejsce” to nie jest historia o ucieczce. To historia o tym, że przeszłość ma wyjątkowy talent do znajdowania ludzi, którzy bardzo chcą się zgubić. Samantha może zmienić adres, stan i całe otoczenie, ale nie zmieni faktu, że w środku nadal nosi wszystko to, przed czym próbuje uciec. A to „wszystko” ma imię, twarz i - niestety - bardzo dobry timing. Patrick. Ten człowiek to osobna kategoria problemów. To nie jest bohater, którego się „lubi”. To jest bohater, którego się analizuje, przeklina, a potem i tak czyta dalej, bo coś w nim działa jak emocjonalny narkotyk. Ich relacja z Sam to nie jest romans - to pole minowe, na którym każde słowo może być detonatorem. Przyciąganie i odpychanie? To brzmi zbyt delikatnie. Oni się orbitują, zderzają i rozwalają sobie nawzajem spokój z chirurgiczną precyzją. I najlepsze jest to, że to działa. Bo Wolf ma tę bezczelną umiejętność pisania relacji, które są jednocześnie toksyczne i magnetyczne. Takie, na które patrzysz i myślisz: „nie, absolutnie nie”, a po trzech stronach: „okej, ale jeszcze chwilę”. I zanim się zorientujesz, jesteś po uszy w tej historii, kibicując ludziom, którzy powinni najpierw iść na terapię, a dopiero potem do siebie. Ale żeby nie było - to nie jest tylko romans z problemami. To jest historia, która ma w sobie coś znacznie cięższego. Duszny klimat, napięcie, które wisi w powietrzu jak burza przed uderzeniem, i to nieustanne poczucie, że coś jest nie tak. Że to miasteczko nie jest tak niewinne, jak wygląda. Że ludzie wiedzą więcej, niż mówią. A przeszłość Sam nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa - ona dopiero się rozkręca. Wątek kryminalny wchodzi tu cicho, ale robi dokładnie to, co powinien: rozwala poczucie bezpieczeństwa. I nagle okazuje się, że to, co miało być ucieczką, jest tylko kolejnym etapem gry, w której stawką jest coś znacznie większego niż spokój ducha. Styl Anny Wolf? Dalej ten sam, który uzależnia. Lekki, dynamiczny, z dialogami, które mają więcej napięcia niż niejedna scena akcji. To ten typ pisania, przez który mówisz „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientujesz się, że właśnie zaczynasz kolejny. I kolejny. I jeszcze jeden, bo przecież teraz to już nie możesz przerwać. I humor - czarny, złośliwy, momentami wręcz bezczelny. Taki, który pojawia się dokładnie wtedy, kiedy sytuacja powinna być śmiertelnie poważna. I właśnie dlatego działa. Bo życie też tak wygląda - najpierw dramat, potem śmiech, a na końcu zdanie: „serio, to się właśnie wydarzyło?”. Samantha to bohaterka, która nie jest idealna - i dzięki temu jest świetna. Popełnia błędy, podejmuje decyzje, które potrafią doprowadzić do szału, ale jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że chcesz dla niej dobrze. Nawet jeśli ona sama robi wszystko, żeby to „dobrze” skutecznie sabotować. A zakończenie? Powiedzmy sobie szczerze - Anna Wolf nie jest typem autorki, która daje czytelnikowi spokojnie zamknąć książkę i iść spać. Ona raczej rzuca cię w ścianę emocji i mówi: „radź sobie”. I ty siedzisz, patrzysz w sufit i zastanawiasz się, czy możesz się jeszcze na nią obrazić, skoro i tak wiesz, że przeczytasz wszystko, co napisze. „Piekielne miejsce” to książka, która udaje, że daje oddech, a tak naprawdę tylko sprawdza, jak długo wytrzymasz bez powietrza. To historia o ucieczce, która nigdy nie jest ucieczką, o uczuciach, które nie znają granic i o tym, że czasem największym zagrożeniem nie są ludzie z przeszłości… tylko ci, których nie potrafisz z niej wyrzucić. Jeśli więc liczysz na spokój - nie tutaj. Ale jeśli masz ochotę na emocjonalny chaos, napięcie, które wchodzi pod skórę, i historię, która zostawia cię z myślą „co ja właśnie przeczytałam i czemu było to takie dobre?” - to witaj. W piekielnym miejscu. Zaskakująco ciężko się z niego wychodzi.

z_milosci_do_bookow Kuryło Katarzyna

Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1

Jakie to było dobre. Przeczytałam tę książkę za jednym zamachem. Jest to pierwszy tom serii Vancouver Agigators : miłość na lodzie. Jestem nią oczarowana. Kocham hokejówki, więc nie było innej możliwości jak po nią tylko sięgnąć. Już na samym wstępie autorka rzuca nas w paszczę dobrego humoru. Historia skupia się na Winnie Berlin, która po wypadku samochodowym podczas burzy trafia do domu Poxleya "Poxa" Vane'a - gburowatego hokeisty, który nie jest zachwycony jej obecnością. No co tu dużo mówić nie darzą się oni sympatią, ale kochanie nie musicie się martwić bo to niedługo się zmieni. Pierwszy raz mam styczność z piórem autorki i mogę was zapewnić, że nie ostatni. Meghan ma rewelacyjne pióro. Delikatne, lekkie i hipnotyzujące. Dzięki temu książkę czyta się w szybkim tempie. Bardzo polubiłam bohaterów drugoplanowych. Oni nadają tej historii takiej wyrazistości. Nie zabraknie pikantnych scen pełnych ognia, tajemnic i dobrego humoru, a dialogi pomiędzy bohaterami to majstersztyk. Jeśli lubicie komedie romantyczne i serię Off-Campus Elle Kennedy to ta książka jest dla was idealna.

Zaczytana_mama_trojki_dzieci Garbalska Karolina

Redemption of Sins

Jeśli miałabym opisać "Redemption of Sins" jednym zdaniem, powiedziałabym, że jest to o historia, która chce złamać ci serce, ale robi to trochę zbyt delikatnie, jakby bała się zostawić po sobie prawdziwy ślad. To trzeci tom serii, który wyraźnie skręca w inną stronę, zamiast lodowisk i sportowych emocji dostajemy szpitalne korytarze, wojenne wspomnienia i ludzi, którzy próbują poskładać się na nowo. Killian wraca z wojny bardziej jako cień samego siebie niż bohater, a Kiara od lat ratuje innych, choć sama niekoniecznie wie, jak poradzić sobie z własną przeszłością. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze niedokończona historia ich miłości. Brzmi intensywnie? Bo takie właśnie powinno być. I tu zaczyna się mały zgrzyt. Największą siłą tej książki są emocje, ale nie te wielkie, dramatyczne wybuchy, tylko te ciche, ukryte między słowami. Najbardziej poruszył mnie wątek małej Skye. To właśnie ona kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej historia jest surowa, momentami wręcz niewygodna, ale jednocześnie niesamowicie ludzka. To jeden z tych elementów, które zostają w głowie na długo po zamknięciu książki. Relacja Kiary i Killiana? Spokojniejsza, niż można by się spodziewać. I to akurat działa na plus, zamiast niekończących się dramatów dostajemy rozmowy. Normalne, potrzebne, momentami bardzo dojrzałe. Problem w tym, że trochę brakuje tu iskry. Niby wszystko jest na miejscu, ale trudno złapać z nimi głębszą więź. Mam też wrażenie, że ta historia próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon. Wojna, trauma, strata, drugie szanse, relacje rodzinne, praca socjalna, to wszystko aż prosi się o rozwinięcie. A tutaj dostajemy raczej szkice niż pełne obrazy. Wątki pojawiają się, zarysowują i zanim zdążą wybrzmieć, to już znikają gdzieś w tle. Efekt? Czyta się szybko, płynnie i bez większego wysiłku, ale równie szybko ta historia gdzieś się rozmywa. Nie znaczy to, że to zła książka. Wręcz przeciwnie, ma w sobie coś „otulającego”. To taki typ historii, który dobrze sprawdzi się wieczorem, kiedy nie masz siły na ciężkie, przytłaczające lektury, ale nadal chcesz poczuć coś więcej niż tylko lekką rozrywkę. Szkoda tylko, że przy odrobinie większej objętości i głębi mogłaby być naprawdę mocna. To książka z ogromnym potencjałem, kilkoma naprawdę poruszającymi momentami i bohaterami, których da się polubić, ale trudno pokochać. Jeśli lubisz historie o drugich szansach i emocjach podanych w przystępnej formie, to warto spróbować. Jeśli jednak szukasz czegoś, co rozbije cię na kawałki, możesz poczuć lekki niedosyt

Bookparadise.pl Natalia Zaczkiewicz