Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Dziennik Nel

𝓚𝓪𝓽𝓮𝓰𝓸𝓻𝓲𝓪 𝔀𝓲𝓮𝓴𝓸𝔀𝓪 : 15+ ✩ 𝓞𝓬𝓮𝓷𝓪 : ✩ ✩ ✩ ✩,5/5 ✩ 𝓡𝓮𝓬𝓮𝓷𝔃𝓳𝓪 : ( 𝓶𝓸𝔃𝓮 𝔃𝓪𝔀𝓲𝓮𝓻𝓪𝓬 𝓼𝓹𝓸𝓳𝓵𝓮𝓻𝔂 ) 𝓜𝓸𝓳𝓪 𝓸𝓹𝓲𝓷𝓲𝓪 °❀⋆.ೃ࿔:・°❀⋆.ೃ࿔:・ „Dziennik Nel” to historia, która od pierwszych stron wciąga w świat emocji, trudnych relacji i tego wszystkiego, co siedzi głęboko w środku bohaterki. To nie jest lekka opowieść - to coś bardziej osobistego, momentami nawet surowego, ale właśnie przez to tak prawdziwego. Poznajemy Nel - dziewczynę z trudną przeszłością, która trafia do nowej szkoły i od początku musi mierzyć się nie tylko z nowym otoczeniem, ale też z tym, co już przeżyła. Jej historia jest pełna emocji, buntu, zagubienia i potrzeby bycia zrozumianą. To bohaterka bardzo wrażliwa, ale jednocześnie zamknięta w sobie i ostrożna wobec innych. Bardzo spodobało mi się to, że możemy poznać Nel „poza filmem”. Jej perspektywa daje zupełnie inne spojrzenie na wydarzenia i relacje, które wcześniej mogliśmy znać tylko powierzchownie. Tutaj wchodzimy dużo głębiej w jej emocje, myśli i to, co naprawdę czuje. Warto też zwrócić uwagę na pióro autorki - jest bardzo autentyczne i emocjonalne. Sposób, w jaki prowadzi narrację, sprawia, że naprawdę można poczuć to, co przeżywa Nel. Wszystko jest napisane w prosty, ale trafiający sposób, bez zbędnego przesadzania, dzięki czemu historia wydaje się jeszcze bardziej prawdziwa. Ogromnym plusem jest też wydanie tej książki - jest przepiękne i naprawdę dopracowane. Strony stylizowane są na prawdziwy dziennik, co dodaje całości autentyczności i sprawia, że czytając, można poczuć się, jakby zaglądało się do czyichś bardzo osobistych zapisków. To książka, która momentami może być cięższa emocjonalnie, ale jednocześnie bardzo wciągająca i szczera. Dla mnie to była naprawdę dobra historia i cieszę się, że mogłam poznać Nel z tej strony - bardziej prawdziwej. 🖤

Reading_by_Liwia Ziółkowska Liwia

Muza rockmana

To jedna z tych historii, które wciągają Cię niepostrzeżenie - zaczynasz „na chwilę”, a kończysz z poczuciem lekkiego emocjonalnego rozedrgania… i myślą, że coś tu jednak mogło wybrzmieć mocniej. Emily to bohaterka, którą naprawdę łatwo polubić. Jest naturalna, trochę zagubiona, ale nie bezbarwna - ma w sobie coś cichego, delikatnego, a jednocześnie zaskakująco silnego. Jej decyzja o wejściu w zupełnie obcy świat muzyki i ruszeniu w trasę to taki moment „co mi szkodzi?”, który pociąga za sobą lawinę emocji. I właśnie to było dla mnie piękne - obserwowanie, jak dziewczyna z bagażem tajemnic próbuje odnaleźć siebie wśród hałasu koncertów, autobusów, hoteli i ludzi, którzy żyją zupełnie innym rytmem. Klimat trasy koncertowej? Naprawdę dobrze oddany. Czuć ten kurz, zmęczenie, adrenalinę i napięcie. Ten świat nie jest tylko błyszczący - ma w sobie też coś surowego i samotnego. I to świetnie kontrastuje z rozwijającą się relacją Emily i Tristana. A Tristan… no cóż. To dokładnie ten typ bohatera, który powinien działać - i działa. Starszy, doświadczony, z przeszłością, która go ukształtowała. Ma w sobie magnetyzm, ale też pewną melancholię, która sprawia, że nie jest tylko „rockowym bad boyem”. Jego relacja z Emily rozwija się powoli, z wyczuwalnym napięciem, spojrzeniami, niedopowiedzeniami. I to jest naprawdę dobre - to budowanie emocji, które nie są od razu wyłożone na stół. Ich historia ma w sobie coś kruchego. Coś, co od początku daje Ci sygnał: „to nie będzie proste”. Ale… Im dalej w fabułę, tym bardziej zaczęłam czuć, że pewne elementy są potraktowane zbyt bezpiecznie. Sekret Emily, który miał być osią całej historii, nie uderzył mnie tak, jak się spodziewałam. Był ważny, owszem - ale zabrakło mi tego mocnego „wow”, tego momentu, który wbija w fotel i zostaje na dłużej. Do tego dochodzą decyzje bohaterów, które momentami wydają się trochę zbyt impulsywne albo… po prostu wygodne dla fabuły. Szczególnie końcówka - emocjonalna, ale jednak lekko przewidywalna. I to jest chyba największy minus tej książki: potencjał był ogromny, a finalnie dostałam historię bardzo dobrą, ale nie wybitną. Mimo to - naprawdę dobrze się to czyta. To historia o uczuciu, które pojawia się nie w odpowiednim czasie, nie w odpowiednich okolicznościach i między ludźmi, którzy wiedzą, że to może się nie udać. O tajemnicach, które potrafią zniszczyć coś pięknego. I o tym, że czasem trzeba odejść, nawet jeśli serce krzyczy, żeby zostać. To taka książka, która daje emocje tu i teraz - może nie roztrzaska Cię na kawałki, ale na pewno sprawi, że na chwilę się zatrzymasz i poczujesz ten specyficzny, lekko gorzki smak historii, która mogła być jeszcze bardziej intensywna.

Gypsygirlrecenzuje.blogspot.com/ Ewelina Pańczyk

Blade. Canmore #1

Jakie książki przychodzą Ci na myśl w podobnym klimacie? Drogi Czytelniku, ta historia udowadnia, że nie warto oceniać książki po pierwszych stronach, bo to, co najpiękniejsze, często kryje się dopiero w jej głębi… „Blade” to tytuł, o którym było głośno jeszcze przed premierą — fragmenty, które widziałam, skutecznie rozbudziły moją ciekawość, więc wiedziałam, że prędzej czy później ta książka musi trafić w moje ręce. W końcu to się stało, choć mój entuzjazm zdążył już nieco opaść i sięgając po egzemplarz, nie miałam wobec niego dużych oczekiwań. Ostatecznie myślę, że wyszło to na dobre, bo, jak już wiesz z początku mojej wypowiedzi, nie od pierwszych stron było tak, jak sobie to wyobrażałam. Pozwól, Drogi Czytelniku, że zaczniemy od aspektów, które nie do końca zagrały. Nie zniechęcaj się jednak od razu — później jest już tylko lepiej. W końcu debiutowi można wybaczyć kilka potknięć, prawda? „Blade” to książka, w której już prolog pokazuje, że nie będzie to jedynie słodki romans sportowy. To przede wszystkim historia o nastolatce, która próbuje poskładać swoje życie na nowo — jednak zamiast zadbać o siebie, skupia się na innych, przez co gubi się jeszcze bardziej. Aczkolwiek dobry prolog to nie wszystko, by w pełni zadowolić czytelnika i wciągnąć go na tyle, aby nie chciał odkładać książki. To właśnie z tym miałam największy problem — pierwsza połowa dłużyła mi się na tyle, że radość z czytania stopniowo wyparowała, a jej miejsce zajęło zwyczajne zmęczenie. Pierwsze rozdziały opierają się głównie na codzienności Maeve — chodzeniu do szkoły, opiece nad bratem i udzielaniu korepetycji. Oczywiście takie elementy są potrzebne, jednak tutaj brakowało czegokolwiek więcej. A przecież początek jest kluczowy, to on decyduje, czy czytelnik będzie chciał czytać dalej. Niestety w tym przypadku zabrakło momentu, który sprawiłby, że pomyślę: „Okej, robi się naprawdę ciekawie, chcę wiedzieć, co będzie dalej”. Zamiast tego pojawiła się monotonia, momentami większa niż w codziennym życiu, przez co trudno było mi odnaleźć przyjemność z lektury. Na plus zasługuje wprowadzenie wątków związanych z chorobą brata głównej bohaterki — to kolejny element pokazujący, że nie jest to wyłącznie słodka historia dla nastolatków. Oprócz tego nie znalazłam wielu pozytywnych aspektów, oczywiście nadal mówimy o początku historii. Sama główna bohaterka, przez to, że była ciągle zajęta, nie dała się bliżej poznać, a ja nie zdążyłam się do niej przywiązać na tyle, by móc powiedzieć, że ją lubię. Wręcz przeciwnie — momentami zwyczajnie mnie irytowała, do tego stopnia, że miałam ochotę wejść do książki i nią potrząsnąć. Szybko jednak przypominałam sobie, że to wciąż nastolatka i to w pewien sposób mnie powstrzymywało. Jeśli chodzi o bohatera, który rzekomo zadurzył się w naszej Maeve, to również mam mieszane uczucia. Jego zachowanie zupełnie nie wskazywało na to, że coś do niej czuje, chyba że mówimy o niechęci. Nie podobały mi się jego „podchody”, które momentami przypominały raczej dokuczanie niż jakąkolwiek formę okazywania uczuć. Nie jestem zwolenniczką pokazywania emocji poprzez dręczenie drugiej osoby, bo inaczej trudno to nazwać. Jasne, przyznał, że nie zachowywał się wobec niej w porządku i nawet wyjaśnił swój punkt widzenia, ale to nie sprawiło, że przestałam być czujna — wciąż nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać. Później było już tylko lepiej i muszę przyznać, że przy niektórych scenach moje serce zabiło nieco szybciej. „Blade” to nie jest książka, o której można mówić wyłącznie w negatywny sposób — gdy Martyna nabrała pewności siebie, co było od razu zauważalne, historia stała się pełniejsza, a akcja nabrała tempa. W efekcie nie miałam ochoty robić nic innego poza czytaniem. Jak na debiutancką autorkę przystało, w drugiej połowie pokazała, że potrafi wykreować nietuzinkowe postaci, które próbują odnaleźć się w życiu nieustannie rzucającym im kłody pod nogi. Maeve w końcu zaczyna dostrzegać, że praca to nie wszystko — że trzeba również korzystać z życia — a Fane chce jej w tym towarzyszyć. Ich historia w końcu nabrała romantycznego charakteru, a uczucia stały się wyraźnie odczuwalne. Nie miałam już wątpliwości co do zamiarów Fane’a — choć wiem, że w kolejnej części może się to jeszcze zmienić. Tak, „Blade” to nie jest jednotomowa historia, jednak na ten moment pozostaję przy pozytywnym nastawieniu. Jeśli chodzi o Maeve, która, jak wiesz, na początku mnie irytowała, tutaj moje odczucia względem niej znacząco się zmieniły. Zaczęłam rozumieć jej decyzje i zachowania, a także dostrzegłam, jaka jest naprawdę. Mogę śmiało powiedzieć, że w końcu zdobyła moje serce. Z dużym zainteresowaniem obserwowałam, jak zmienia się pod wpływem Fane’a — i nie ukrywam, sprawiało mi to prawdziwą przyjemność. Warto też wspomnieć o pozostałych wątkach — tajemniczej kobiecie, na którą z niecierpliwością liczę w kolejnej części, oraz o chorobie brata, o której już wspominałam. Te elementy sprawiły, że czytanie było prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem: radość mieszała się z przerażeniem, a w niektórych momentach pojawiały się łzy. Dzięki nim historia nabrała głębi, a bohaterowie stali się bardziej realni i bliscy sercu czytelnika. Drogi Czytelniku, „Blade” to historia, która potrafi zaskakiwać i wzruszać, nawet jeśli początki bywają nieco ospałe. Martyna w drugiej części pokazała, że potrafi wykreować postaci z krwi i kości, a Meave i Fane udowodnili, że uczucia mogą być prawdziwe, głębokie i odczuwalne na każdym kroku. Historia przeplata emocje - od radości, przez niepewność, aż po momenty wzruszenia - i zmusza do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. Choć debiut nie był wolny od niedoskonałości, to druga połowa książki sprawia, że czytelnik chce zanurzyć się w świat bohaterów i śledzić każdy ich krok. To lektura, która potrafi zostawić w sercu ciepło i sprawić, że trudno będzie o niej zapomnieć.

booktok_zaczytana Gleba Julka

Zagubione sny

Jeden dzień. Tyle zajęło mi przeczytanie tej książki. Nie dlatego, że jest cienka (bo zdecydowanie nie jest), ale dlatego, że wciągnęła mnie tak bardzo, że wszystko inne przestało mieć znaczenie. To jedna z tych historii, przy których „jeszcze jeden rozdział” nagle zamienia się w całą noc czytania. Widać, że autorka miała konkretny pomysł i dokładnie wiedziała, co chce przekazać. Historia jest dopracowana, spójna i przemyślana wszystko ma tu swoje miejsce i sens. Naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić. Nawet gdy próbowałam znaleźć jakiś minus, po prostu nic nie przychodziło mi do głowy. Podczas czytania poczułam coś, czego dawno mi brakowało — taki powrót do początku mojej czytelniczej przygody. Teraz wiele książek wydaje mi się do siebie podobnych, powtarzalnych, opartych na tych samych schematach. A tutaj? Zupełnie inaczej. „Zagubione sny” dały mi iskierkę nadziei, że wciąż są autorzy, którzy tworzą coś autentycznego, świeżego i swojego, a nie kopiują pomysły innych. Najbardziej doceniam właśnie tę inność. Nieszablonowość to coś, czego zawsze szukam w książkach i tutaj zdecydowanie to znalazłam. To historia, która wyróżnia się na tle innych i zostaje w głowie na dłużej. Zdecydowanie uważam, że to książka warta uwagi i taka, do której chce się wracać myślami nawet po zakończeniu czytania. 📖✨

Magic.book322 Bernacka Vanessa

Psychozmienni. Krwawe dziedzictwo #1

Ta książka to rozrywka w najczystszej formie, kocham! Kto czytał Blood of Hercules, ten wie, że Jasmine potrafi cholernie dobrze w motyw reverse harem 😁 i tu to mamy! I kochamy całym sercem. Sadie jest pierwszą kobietą alfą w historii. Trafia na front walki z fae do obozu z 3 innymi alfami. Alfa dupki w ich przypadku to określenie bardzo pasujące. Trzech gigantycznych, diabelnie przystojnych zmiennokształtnych, których celem wydaje się uprzykrzyć życie Sadie. Oczywiście z czasem sytuacja zaczyna się diametralnie zmieniać 😁 co ciekawe w tej książce mamy slow burn. I to taki pełną parą, dostajemy dosłownie jedną scenę spicy między główną bohaterką a....No tego nie zdradzę 😎 No i po dodze kilka scen z naszymi chłopakami. Tak, również między sobą. 🤭Rozdziały są w większości z perspektywy Sadie, ale jest też kilka z pov facetów. Moim absolutnie ulubionym gościem jest Cobra. Tak, imię zobowiązuje, potrafi panować nad wężami stworzonymi z cieni. Jest zamknięty w sobie, gburowaty i ogólnie nienawidzi kobiet (traumatyczna przeszłość 😢). No, ale nasza Sadie, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, zaczyna go bardzo wkurzać i intrygować jednocześnie. Kto się czubi, ten się lubi itd 😁 książka jest napisana mega lekkim i przyjemnym językiem, czyta się na jedno posiedzenie. Jest bardzo zmysłowo i erotycznie pomimo braku nagromadzenia scen spicy. Uwielbiam każdą minutę spędzoną z tym tytułem. Końcówka totalnie rozwala mózg i nie ma opcji, żebym wyczekała na polską premierę kolejnej części. Totalnie polecam na poprawę humoru, choć wiem, że nie wszystkim podpasuje ze względu na bardzo ironiczny i miejscami wulgarny humor. Sadie ma głos w głowie, który ją zachęca do na zmianę rzeźni i masakry oraz intensywnej kopulacji 😅

Social media Szewczyk KAMILA