Bony podarunkowe Podaruj prezent
ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Frenemy. Przyjaciel czy wróg?

Fajna rozrywka, śmiech i lektura na jeden wieczór - tak opisałabym tę książkę. Bawiłam się przy niej naprawdę dobrze. Początkowo miałam mieszane uczucia przez decyzje bohaterki i podczas czytania czułam podskórny stres przed tym, co może się wydarzyć. Jednak przeważyły pozytywne emocje - radość, ekscytacja, ciekawość, a momentami nawet śmiech. Autorka zaskoczyła mnie tym, jak poprowadziła historię i jak wykreowała bohaterów. Myślałam, że przewidzialam, jak wszystko się potoczy - a jednak moje wizje sprawdziły się tylko częściowo. Gdy zaczęłam czytać, nie mogłam się oderwać, a strony same się przewracały. Nie zwracałam uwagi na dłuższe rozdziały ani na to, co dzieje się wokół - po prostu żyłam tą historią przez kilka godzin. Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny. Na początku lekko przeszkadzały mi wulgaryzmy i sposób narracji, ale z czasem się do tego przyzwyczaiłam i czytanie sprawiało mi czystą przyjemność. Erika nie jest idealną postacią - i to duży plus. Popełnia błędy i uczy się siebie oraz relacji z innymi. Chase natomiast bardzo mnie zaskoczył. Spodziewałam się zupełnie innej postaci - i to zaskoczenie było zdecydowanie na plus. Podobało mi się też, że autorka porusza wiele problemów, zarówno u głównych, jak i postaci drugoplanowych: rozwód rodziców, strach przed porzuceniem, brak pewności siebie, manipulacje, wykorzystywanie władzy czy porównywanie się do rodzeństwa. Ta różnorodność to duży plus, bo więcej osób może odnaleźć w tej historii coś dla siebie. Jeśli chodzi o minusy - zabrakło mi większego przywiązania do historii. Uważam czas spędzony z tą książką za dobrze wykorzystany, ale nie jest to opowieść, która zostanie ze mną na długo. Polubiłam bohaterów i fabułę, ale czegoś mi zabrakło. Były momenty śmiechu i nawet łez, ale nie przeżyłam tej historii całą sobą. Co do wydania - uważam, że dobrze oddaje klimat książki. Szkolna atmosfera jest bardzo wyczuwalna. Znalazłam dosłownie dwa drobne błędy w tekście (brak literki), poza tym nie mam się do czego przyczepić. Podsumowując, myślę, że to idealna pozycja na jeden wieczór. Lekka, wciągająca historia, mimo poruszania poważniejszych tematów. Bardzo polecam 💚

@czytanietostylzycia Szafrańska Julia

Do wesela się zagoi

To jest dokładnie taka książka, jaką bierzesz, kiedy chcesz się trochę wyluzować, a nie myśleć o sensie życia przez trzy dni. „Do wesela się zagoi” od Ludki Skrzydlewskiej to lekka obyczajówka z romansem, ale nie taka totalnie cukierkowa raczej coś w stylu: życie daje w kość, ale jakoś się to wszystko układa. Historia kręci się wokół Sutton i Hugh. Ona trochę przytłoczona życiem i obowiązkami, on raczej zamknięty w sobie i poukładany aż za bardzo. Klasyka: dwa różne światy, które wpadają na siebie i zaczyna się coś dziać. Brzmi znajomo? No brzmi, ale to niekoniecznie minus, bo autorka ogarnia ten schemat całkiem sprawnie. Największy plus tej książki to klimat. Małe miasteczko, trochę dramatu, trochę ciepła, trochę humoru. Czyta się szybko i bez bólu i serio, można połknąć w jeden wieczór. Dialogi są naturalne, bohaterowie nie są sztuczni jak z reklamy pasty do zębów, tylko mają swoje problemy i czasem robią głupoty (czyli jak normalni ludzie). Nie ma tu jakichś wielkich plot twistów ani akcji jak w thrillerze. To raczej historia o relacjach, o tym, że każdy coś przeżył i trochę się boi kolejnego rozczarowania. Ale właśnie przez to jest to takie…życiowe. Czy coś przeszkadza? Jeśli ktoś nie lubi przewidywalnych romansów, to może trochę kręcić nosem, bo wiadomo mniej więcej, w którą stronę to idzie. Ale jeśli wchodzisz w to dla klimatu i emocji, to raczej będziesz zadowolony.
_..wyczytany.._ Dzięgielewski Sebastian

Muza rockmana

Dziś przychodzę do Was z opinią książki Penelope Ward, czyli autorki, której książki znam i lubię. Pisze ona gorące romanse i na ogół, podobają mi się jej książki. "Muza rockmana" jednak jakoś do mnie nie przemówiła. Nie wiem dlaczego, ale uważam ją za jedną z najsłabszych z dotychczas przeczytanych. I nie chodzi mi tu o motyw różnicy wieku, jaki tu znalazłam, bo on mi akurat nie przeszkadzał. Emily to dwudziestodwuletnia, która splotem różnego rodzaju okoliczności, zostaje zatrudniona, jako asystentka jednej z bardziej znanych kapel rockowych. On to Tristan, trzydziestoośmioletni wokalista grupy. Ich relacja rozwija się powoli, podczas czteromiesięcznej trasy koncertowej zespołu. Tylko czy mogą sobie na nią pozwolić? Czy są wobec całkiem szczerzy? No cóż... Mnie jakoś nie porwała ta opowieść. Momentami się nudziłam. Chyba trochę zabrakło mi tu emocji. Jakoś nie czułam tego rozwijającego się związku, nie był dla mnie prawdziwy. Jest to opowieść o trudnych przeżyciach, stracie i przeszłości, która jest bolesna i pełna ran. Ale też o chorobie i strachu przed przeszłością. Nie ma w niej zbyt wiele erotyki, co dla mnie akurat jest jej zaletą. Nie jest to zła książka, o czym świadczy pozytywne opinie, ale jak dla mnie, nie była aż taka ciekawa, jak inne książki autorki. A czy czytać czy nie, sami zdecydujcie.
W biblioteczce Renaty Kozłowska Renata

Muza rockmana

Była to moja pierwsza styczność z romansami Penelope Ward i na pewno w przyszłości sięgnę po inne. Jest to dokładnie taka książka, jakiej w tym czasie potrzebowałam, czyli niewymagająca i zapewniająca dobrą rozrywkę. "Muza rockmana" to romans, który opowiada o Emily Applewood, dziewczynie skrywającej jakiś sekret. Od początku wiemy, że coś się kryje za jej działaniami, jednak zbyt szybko nie dowiemy się co. Zostaje ona, całkowicie przypadkowo, zatrudniona jako asystentka na trasie muzycznej rockowego zespołu, którego ona nawet nie zna. Zaczyna powoli rozwijać się jej relacja z wokalistą tego zespołu, jednak nie jest to takie proste, jest on od niej wiele lat starszy, a dodatkowo nie wyjawiła mu swojego sekretu. Im dalej w to brną, tym bardziej się wszystko komplikuje. Fabuła książki nie jest jakaś zawiła, typowy romans, choć wątek tego sekretu mnie intrygował. Uważam, że jego rozwiązanie było trochę dziwne, na pewno nie tego się spodziewałam. Niektóre motywacje bohaterów nie miały dla mnie sensu, jednak nie gryzło to jakoś bardzo. Ogólnie autorka ma niezwykle przyjemny styl, a książkę czytało się bardzo szybko. Jest to świetna opcja gdy chce się sięgnąć po coś lekkiego.

julia_ksiazkowe_love Mikołajczyk Weronika

Psychozmienni. Krwawe dziedzictwo #1

Nie sądziłam, że książka, która jest tak absurdalna, momentami wręcz komicznie niedorzeczna, sprawi mi aż tyle frajdy. "Psychozmienni" okazali się tym, czego dokładnie potrzebowałam. Autorka ani przez moment nie próbowała zrobić z tej powieści czegoś bardziej ambitnego. I właśnie dzięki temu nie zrażałam się do niej. Akcja pędziła bardzo szybko i naprawdę trudno było mi się nudzić. Ciągle coś się działo, bohaterowie wpadali z jednej dziwnej sytuacji w drugą. Świat przedstawiony ma w sobie wszystko - z jednej strony to fantasy, z drugiej pojawiają się nowoczesne technologie, a znowu później występują konie jako główny środek transportu. I wiem, to może brzmieć dla was jak chaos, ale przez to było tak zabawnie. Ten świat zdecydowanie nie był logiczny ani dopracowany w każdym szczególe. Był tłem dla czystej rozrywki i szczerze mówiąc, naprawdę mi się to podobało. Spodobało mi się, jak autorka prowadziła relację między bohaterami. Spodziewałam się typowego romantasy, w którym wszystko działoby się błyskawicznie i po kilku rozdziałach bohaterowie rzuciliby się sobie w ramiona, ale tutaj zostałam pozytywnie zaskoczona. Między postaciami od początku czułam napięcie i chemię, ale autorka nie przyspieszała tej relacji na siłę. Dzięki temu każde ich spotkanie, każde drobne gesty miały większe znaczenie i kumulowały w sobie ogromną ilość emocji. Powolny rozwój relacji spowodował, że ich dynamika była dla mnie o wiele bardziej angażująca. Sadie nie należała do najbardziej konsekwentnie napisanych postaci, bo jej przemiana z wycofanej i zastraszonej dziewczyny w pewną siebie wojowniczkę nastąpiła bardzo szybko, ale mimo wszystko naprawdę ją polubiłam. Najbardziej podobało mi się, że mimo swojej postury nie dawała się zdominować i pokazywała swoją siłę, nawet kiedy stała naprzeciwko ludzi wielokrotnie od siebie silniejszych. Jeśli chodzi o męskich bohaterów, to autorka doskonale wiedziała, co robi. Jax, Ascher i Cobra byli dokładnie tacy, jakich oczekiwałam po tego typu historii - potężni i niebezpieczni - ale każdy z nich był charyzmatyczny, przez co nie zlewali się w jedno. Styl autorki jest lekki, dynamiczny, bezpretensjonalny i nastawiony przede wszystkim na dobrą zabawę. Humor tej książki był dla mnie najlepszym elementem, bo właśnie on sprawił, że najbardziej absurdalne momenty nie irytowały mnie, tylko bawiły. Nie jest to historia bez wad. Fabuła bywa nielogiczna, świat przedstawiony nie zawsze się kleił. Niektóre elementy były za bardzo wygórowane, a konstrukcja niektórych scen budziła we mnie wątpliwości. Tylko, że paradoksalnie właśnie jakimś cudem to wszystko było urokiem tej książki. Autorka posiada taki dar, że zwyczajnie odpuściłam analizowanie i dałam porwać się nieziemskiej zabawie. Jeśli będziecie tutaj szukali dopracowanej budowy świata czy ambitnej fabuły - raczej się rozczarujecie. Jeśli podejdziecie do tej historii z nastawieniem na rozrywkę, to możecie bawić się równie dobrze jak ja. 3/5

Bookish.soul Kryś Paulina