ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »
« < 1 2 3 4 5 ... 1426 > »

Bogaty i grzeszny. Bogactwo i grzech #1

Dziś trochę seksów

Meghan March to jedna z autorek, których książki biorę w ciemno. O każdej porze dnia i nocy. O czymkolwiek by nie były to wiem że przy jej lekturach totalnie się odmóżdżę i zrelaksuje. Do tej pory byłam przezwyczajona do mocnych scen od których leciały iskry, do przekomarzających się bohaterów którzy torpedowali przeciwnika sarkazmami, do kolesi z syndromami eleganckich palantów i zawziętych gorących bohaterek. Jakież było moje zdziwienie kiedy dostałam tu historie niczym zakazane love Romea i Dżulii ale na szczęście w wersji hot. Uff bo już się bałam że będą tu Szekspirowskie romantika. Żeby nie było - Szekspir peace

Bohater to typowy idealny men do którego ciężko się przyczepić. Prawie jak książę z bajki z grubym portfelem. Za to główna bohaterka to totalnie zwykła dziewczyna. Autorka postawiła na dramatyczne erotikolovestory skupiając się w dużej mierze na uczuciach bohaterów i ich rozterkach co muszę przyznać wyszło całkiem nieźle. Trochę lajtowo ale przyjemnie.

Mimo tych zwaśnionych rodzin rządzących przez pełnych werwy emerytów ze strzelbami gdzie jedni szastają hajsem na prawo i lewo a drudzy należą do obozu looserów, wciągnęłam się w te emocje kipiące od bohaterów. Gorących scen na szczęście mimo wielu obyczajowych dylematów tu nie zabrakło. Fajne postacie do których można zapałać uczuciem, sympatią i nienawiścią są zdecydowanie mocną stroną tej książki. Jednak zabrakło mi tu pazura i przekomarzań, które były domeną stylu autorki. To dopiero pierwszy tom historii więc może w kolejnych bohaterowie włączą dopalacz

Jeśli szukacie lekkiego trochę dramatyczno - rozterkowego erotyku, który poruszy waszą wrażliwą stronę to coś dla was. Książka do połknięcia na raz p.s. Autorka wie jak zirytować czytelnika ucinając książkę w takim momencie że chce się biec do drukarni i przekabacić nocnego ciecia o zwędzenie drugiego tomu - to lubie
Bookandcaffeine.blogspot.com Olga Kowalkowska

Sentymentalna bzdura

Powrót do miejsca, które zostawiliśmy za sobą już lata temu, bywa trudny, zwłaszcza gdy istnieje wiele przesłanek ku temu, iż z wielu powodów może się on zakończyć nieuchronną katastrofą i przyczynić do uwolnienia trzymanych w klatkach wspomnień demonów, które powinny już zawsze pozostać w ukryciu. Konfrontacja z nimi nie może przynieść nic dobrego, a jedynie otworzyć dawne rany i przysporzyć nowych cierpień. A niekiedy może stać się początkiem nowych kłopotów... Dom rodzinny powinien być miejscem, z którego trudno jest nam odejść, a jeśli już musimy to zrobić, powinien być on czymś, za czym tęsknimy, co wspominamy z nostalgią i gdzie z przyjemnością wracamy, kiedy tylko mamy ku temu okazję. Na ogół ludzie radują się na myśl, że po długim czasie rozłąki, mogą wreszcie spotkać się z rodziną, wspólnie świętować ważne chwile, istotne wydarzenia, odwiedzić znane sobie miejsca. Nie każdy jednak tak to odbiera. Niektórzy ludzie z uwagi na bolesne wspomnienia, woleliby raczej raz na zawsze zapomnieć o tym, że gdzieś tam jest miejsce, które kojarzy się z traumą oraz ludzie, którzy zawiedli w momencie, gdy ich wsparcie było potrzebne najbardziej. Każda rodzina ma swoje tajemnice. Niektóre są bardziej mroczne, niż inne. Bywa, że w życiu człowieka przydarza się coś, co skutecznie waży na jego przyszłości, coś co w jakiś sposób go zmienia, a przede wszystkim sprawia, że jedyne, czego tak naprawdę pragnie, to ucieczka byle dalej od miejsca, które kojarzy się z cierpieniem, niezrozumieniem, ale głównie z zagrożeniem. Niektóre wydarzenia potrafią bardzo niekorzystnie wpłynąć na relacje międzyludzkie, zburzyć coś, czego być może nigdy nie będzie się już dało odbudować. Potrafią poróżnić, przyczyniają się do powstania napiętych stosunków, i wytworzenia się dystansu. Sprawiają, że człowiek zaczyna nosić w sercu urazy, których nie da się wyplenić. W konsekwencji czego pragnęłoby się odciąć od wszystkiego i wszystkich raz na zawsze, pozostawić za sobą przeszłość i zacząć żyć po swojemu w zupełnie nowym miejscu. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Przynajmniej nie w pełni. Są takie sytuacje, w których nie sposób wymigać się od konfrontacji ze źródłem swoich lęków. W końcu kiedyś przychodzi taki moment, gdy trzeba się zmierzyć z przeszłością, powrócić do miejsca, w którym wszystko się zaczęło i zmierzyć z tym, co szykuje los... Wspominałam Wam już o mojej tajnej liście powieści najlepszych z najlepszych? Fakt którego nie da się ukryć - polecam wiele książek, wiele oceniam pozytywnie i mogę powiedzieć o większości powieści które czytam, że je lubię w mniejszym lub większym stopniu. Są jednak takie książki, które podobają mi się znacznie bardziej od innych i te właśnie trafiają na wspomnianą prywatną listę ulubionych ulubieńców. ,,Sentymentalna bzdura” jest właśnie jedną z tych powieści, które sobie na niej zapisałam już parę ładnych miesięcy temu, kiedy to miałam przyjemność zapoznać się z tą cegiełką po raz pierwszy. Dziś jestem już po drugim czytaniu i mogę wreszcie przerwać milczenie i podzielić się z Wami moimi wrażeniami po lekturze. Notabene bardzo pozytywnymi wrażeniami. ,,Sentymentalna bzdura” jest pierwszą wydaną powieścią Ludki Skrzydlewskiej. Kiedyś ta historia podbijała serca czytelników z wattpada. Tam cieszyła się ona ogromnym zainteresowaniem, o czym świadczy informacja, iż ,,bzdurka” uzyskała ponad milion odsłon. Szczerze mówiąc wcale mnie to nie dziwi, gdyż jest to książka naprawdę warta uwagi, dobrze napisana i dopracowana. Do jakiego gatunku literackiego można zaliczyć debiutancką powieść Ludki Skrzydlewskiej? Umownie jest ona po prostu romansem, ale książka ta jest właściwie lubianym przez czytelniczki miksem gatunkowym. Odnajdziemy tutaj trochę erotyki, a także odpowiednią dawkę sensacji. ,,Sentymentalna bzdura” to jedna z tych książek, które początkowo przerażają pokaźnymi gabarytami, ale lęk przed tym, że na lekturze przyjdzie nam spędzić długie i męczące, wypełnione nudą dni szybko mija, gdyż książka już po kilku przeczytanych rozdziałach tak wciąga, że nim się zorientujemy, docieramy do połowy, a później mija kolejne mgnienie oka i łapiemy się na tym, że właśnie czytamy ostatnie strony. O czym opowiada ,,Sentymentalna bzdura”? To historia młodej dziewczyny, która została przez złośliwych nazwana Królową Śniegu, ze względu na swoją oziębłość, nieufność względem mężczyzn, stronienie od okazywania prawdziwych uczuć oraz zdawać by się mogło niewzruszoną pozę, jaką przybiera dla świata. Gwałtowne reakcje w pewnych sytuacjach też raczej nie ocieplają jej wizerunku. Główną bohaterką i narratorką powieści jest Veronica Cross. Poznajemy ją w dniu, gdy wszystko, co tylko mogło poszło nie tak. Życie znowu jej się pokomplikowało. Ten dzień okazał się dla Vee (nazywaną również Ron albo Ronnie) obfity w rewolucyjne zmiany i nieoczekiwane rewelacje. Jego punktem kulminacyjnym okazał się telefon od matki, która w ostatniej chwili, ażeby Vee nie mogła znaleźć na poczekaniu jakiejś wymówki, poinformowała ją o ślubie starszej siostry, który ma się odbyć za kilka dni. Dziewczyna nie jest z pewnych względów zbyt entuzjastycznie nastawiona do pomysłu powrotu do rodzinnego miasteczka po pięciu latach separacji od tamtego miejsca, znajomych, a przede wszystkim rodziny. Choć bardzo chciałaby uniknąć tego wydarzenia, raczej nie ma wyjścia, musi stawić czoła temu, co nieuniknione i pozwolić sobie na wkroczenie ponownie na terytorium człowieka, który stał się sprawcą tego, że musiała zostawić za sobą wszystko i uciec jak najdalej się dało, by móc wieść w miarę normalne życie. To przez tego mężczyznę życie Vee się posypało. To on sprawił, że przeszłość dziewczyny jest smutna, a zachowane wspomnienia są tymi, które chciałaby wyrzucić z pamięci. To przez niego nosi na duszy rany, skazy, których ani dystans, ani czas nie były w stanie w pełni wyleczyć. Jedyne czego Veronica pragnęła opuszczając rodzinne miasteczko, to móc zacząć od nowa i chociaż spróbować zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Nieszczęśliwie złożyło się, że chcąc unikać tego człowieka, Vee musiałaby unikać również całej swojej rodziny. Powód? Największy koszmar bohaterki, człowiek przez którego dziewczyna ma awersję do mężczyzn, nie potrafi do żadnego się zbliżyć, żadnemu zaufać na tyle, by wpuścić go do swojego życia, jest bratem przyszłego męża jej siostry. I jak na ironię, jej rodzina za wszelką cenę chciałaby ją z nim zeswatać, co napawa ją lękiem i obrzydzeniem. Alternatywy jakie ma Veronica na wyjazd na ślub siostry? Może udać się tam sama, zaryzykować próby swatania i mieć nadzieję, że mężczyzna jej koszmarów zostawi ją w spokoju, zaniecha nachalnych zaczepek, dzięki czemu nie będzie musiała się obawiać powtórki z rozrywki, albo... Albo dopuścić się oszustwa, pojawić na weselu z fałszywym narzeczonym u boku, mężczyzną, który jednocześnie będzie pełnił funkcję jej osobistego ochroniarza przed ewentualnym niepożądanym atakiem i uniemożliwi kochanej rodzince podjęcia prób swatania z diabłem wcielonym. Tylko jak znaleźć narzeczonego na ostatnią chwilę? W takich przypadkach nieoceniona okazuje się pomoc ze strony przyjaciół. Tak się złożyło, że najlepszy przyjaciel Vee ma starszego brata geja, który zgodził się bezinteresownie pomóc dziewczynie w odgrywaniu szopki przed rodziną... Tylko czy Henry naprawdę jest gejem, a jego rzekomo bezinteresowna pomoc to tylko życzliwa przysługa dla brata? Jaka okaże się prawda ukryta pośród stosu kłamstw, niedomówień i zatajonych prawd? Veronica to kobieta, która raczej nie wzbudza sympatii od pierwszego spotkania. Jest zimna, potrafi być niemiła i wybuchowa. Trzyma na dystans przedstawicieli płci przeciwnej i zawzięcie wzbrania się przed przyznaniem do tego, co tkwi w głębi jej serca. Stara się unikać konfliktów, konfrontacji, ale jeśli są one nieuniknione, upewnia się, że jest na nie przygotowana i dzielnie stawia im czoła. Veronica jest postacią dosyć specyficzną, ale czy można ją winić za to, jaka jest, kiedy poznajemy całą prawdę na temat jej przeszłości, dowiadujemy się co naprawdę przeżyła? Gdy poznajemy otoczenie, w którym żyła i ludzi, którzy mieszali jej w głowie? Veronica jest przede wszystkim bardzo zagubiona. Nie wie w jakim kierunku zmierza jej życie. Nie ma wygórowanych ambicji. Ciągle szuka swojej drogi, stara się odnaleźć siebie. Próbuje swoich sił w różnych pracach, ale żadna zdaje się nie być tą odpowiednią, w której dobrze by się czuła. Nie wie co tak naprawdę chciałaby robić w życiu, z czym powinna związać swoją przyszłość. Nie jest też zainteresowana romansami, czy tymi dłuższymi, czy też przygodami na jedną noc. Veronica jest po prostu inna, niedopasowana do żadnych znanych nam schematów. Jest kimś, kogo możemy początkowo traktować z góry, a kto jednak zyskuje przy bliższym poznaniu. Wydawać by się mogło, że nic i nikt nie będzie w stanie skruszyć lodu wokół serca Vee. Że na zawsze pozostanie ona Królową Śniegu, ale oto na scenę wkracza Henry - przystojny, wzbudzający sympatię, wesoły i nieustępliwy, również mający za sobą trudne przeżycia. Coś pod jego wpływem zaczyna się zmieniać w głównej bohaterce. Nie są to zmiany bardzo drastyczne, ale jednak zauważalne. Czyżby ten tajemniczy osobnik, który idealnie wchodzi w swoją rolę i roztacza urok nad rodziną dziewczyny, mógł okazać się również tym, który przełamie jej wszelkie opory, utoruje sobie drogę do jej serca i stanie się remedium na nieciekawą przeszłość? A może to właśnie on będzie przyczyną prawdziwych kłopotów Veroniki? Kim tak naprawdę jest mężczyzna, którego dziewczyna sprowadziła do rodzinnego domu, który budzi w niej coś, czego nigdy dotąd nie czuła, a kto zdaje się nie być z nią tak do końca szczery? Co nim kierowało kiedy zgodził się na tę całą ślubną farsę? Czy okaże się on jednak kolejnym mężczyzną, którego Vee powinna się obawiać, od którego powinna trzymać się z daleka? Czy utwierdzi ją w przekonaniu, iż wszyscy mężczyźni są tacy sami i jedyne co potrafią, to zadawać kobietom cierpienie na rozmaite sposoby? A może wręcz przeciwnie? Nie można powiedzieć, że pomiędzy Veronicą i Henry’m brakuje chemii. Pomiędzy bohaterami wytworzył się nieco dziwny rodzaj relacji. Mają odgrywać rolę szczęśliwych narzeczonych, ale jak to zrobić, kiedy ona niechętnie godzi się na czułości, nie potrafi okazywać ciepłych uczuć, a on bardzo się stara nadrabiać za nich oboje? Coś jednak wkrótce zaczyna się dziać, czyżby to miłość właśnie wkroczyła na scenę? A może to coś innego? Na pewno nie brak pomiędzy nimi napięcia. Często się przekomarzają, toczą boje powodowane różnicą zdań w wielu kwestiach. Są różni jak ogień i woda, z czego nie trudno się domyślić kto reprezentuje jaki żywioł. A właściwie można by powiedzieć: ogień i lód. W jaką stronę rozwinie się relacja Henry’ego i Vee i co wyniknie z bycia ,,wspólnikami w zbrodni”, możecie się przekonać w tylko jeden sposób - sięgając po omawianą książkę. ,,Sentymentalna bzdura” to powieść, w której znaleźć można po trochu wszystkiego. Jest wiele tajemnic, w zasadzie każdy zdaje się tutaj coś ukrywać. Niektóre sekrety są mniejsze, a inne całkiem duże. Wychodzą one jednak na jaw stopniowo. Nie jest tak, że autorka już na wstępie odkrywa wszystkie karty, obnaża całą prawdę i wyjaśnia to, co wyjaśnienia wymaga. Wszystko następuje w swoim czasie. Fabuła została dokładnie przemyślana i rozplanowana w taki sposób, aby proporcje były odpowiednio wyważone, by nie było tak, że na przykład w pierwszych rozdziałach dzieje się za dużo na raz, a później długo, długo nic, tylko nuda, by dopiero pod koniec coś się ponownie ruszyło. Jakby tak się zastanowić, to w tej książce ciągle coś interesującego się dzieje. Jest w niej wiele niepewności i napięcia, które narasta stopniowo. Choć pewnych rozwiązań możemy się domyślać, to jednak wiele kwestii stoi pod znakiem zapytania praktycznie do samego końca powieści. Znalazło się kilka ciekawych zwrotów fabularnych i zaskoczeń. Są w ,,Sentymentalnej bzdurze” zawiłe relacje łączące bohaterów. Jedne postacie zdają się mieć czyste intencje, stać po stronie głównej bohaterki, natomiast inni... no cóż, do nich należałoby podejść z dystansem i poddawać w wątpliwość to, po czyjej tak naprawdę stoją stronie. Działało mi na nerwy postępowanie niektórych bohaterów drugoplanowych, bagatelizowanie przez nich poważnych spraw i ta ich hipokryzja. Emocje. Gra pozorów. Uczucia. Romans. Intrygi. Niebezpieczeństwo. W ,,Sentymentalnej bzdurze” nie mogło zabraknąć również i nuty pikanterii. To nie jest jednak tego typu książka, w której znajdziecie całe mnóstwo wulgarnych scen erotycznych. Jeśli już o erotyce mowa, to tylko w niewielkich ilościach i w subtelnym wydaniu. Ludka Skrzydlewska nie poskąpiła tej historii również i odrobiny humoru. Było kilka całkiem zabawnych wymian zdań pomiędzy bohaterami i sytuacji, podczas czytania których na usta mimowolnie wpełzał mi uśmiech. Chociaż mogłoby się wydawać, że taka długa powieść okaże się nudna i przytłaczająca, to jednak wcale taka nie jest. Akcja postępuje dynamicznie, stale coś interesującego się dzieje. Ciekawość czytelnika odnośnie tego, jakie sekrety jeszcze kryją poszczególni bohaterowie, jak potoczy się ich historia, jakie wątki się wywiążą i jakie zakończenie będzie miała ta opowieść, rośnie z każdą przewróconą stroną. Autorka wbrew pozorom porusza na łamach swojej powieści również i trudne tematy, ale jakie i w jakim kontekście, już Wam nie zdradzę. Debiutancka powieść Ludki Skrzydlewskiej przedstawia nieoczywistą, pełną napięcia, nasyconą całą gamą emocji historię, od której nie sposób się oderwać! ,,Sentymentalna bzdura” to historia o tym, że czasami z przypadku mogą zrodzić się całkiem ciekawe rzeczy. Wydawać by się mogło, że kontrolujemy sytuację, że nic nas nie zaskoczy, nie zdoła nas wzruszyć na tyle, by zrobić coś, czego do tej pory unikaliśmy. A jednak są takie sprawy, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować... To opowieść o uczuciach, na które w pewnych przypadkach być może warto się jednak otworzyć; walce z demonami przeszłości; sprawiedliwości, której nie zawsze staje się zadość; skomplikowanych relacjach rodzinnych; sprawach, o których trzeba mówić i za które warto walczyć do końca, choć czasami szanse na wygraną są bardzo nikłe oraz o tym, że każdy człowiek w chwilach dla siebie najgorszych najbardziej potrzebuje wsparcia ze strony najbliższych osób, a kiedy go nie otrzymuje, zamyka się w swojej skorupie... a właściwie to sam staje się skorupą człowieka, który egzystuje, a nie żyje naprawdę z uwagi na to, że odcina się od uczuć i przez długi czas zamyka się na to, co mogłoby mu pomóc w procesie gojenia ran, co sprawiłoby, że nie żyłby stale w błędnym przekonaniu, iż cały świat jest zły, a wszyscy ludzie to potwory. ,,Sentymentalna bzdura” mówi również o tym, jak pewne wydarzenia wpływają na życie człowieka, jak je komplikują i co potrafią z nim zrobić, jakie zmiany powodują i do czego go zmuszają.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/

Nieujarzmiona przeszłość. Kaci Hadesa

Mówi się, że miłość posiada wielką moc. Potrafi uratować człowieka przed samotnością, pogrążeniem się w bólu, osunięciem w odmęty rozpaczy, a przede wszystkim przed nim samym. Czasami warto jest się na to uczucie otworzyć, pozwolić sobie, by w naszym życiu pojawiła się ta odpowiednia osoba, która weźmie nas za rękę, wyprowadzi z mroku i powiedzie w stronę światła, i przy której będziemy mogli zaznać spokoju ducha oraz na moment zapomnieć o tym, co nas dręczy. Jednakże jak można rozpoznać prawdziwą miłość? Jak odróżnić ją od pożądania, czy chwilowego zauroczenia? Skąd mamy wiedzieć, że to jest właśnie to, czemu powinniśmy się poddać? Jak uporać się z tym, że czasami nasze serce rozdarte jest na pół i zupełnie nie wiemy, czy to, co czujemy ma prawo w ogóle nazywać się miłością... Jak powinna wyglądać miłość? Czy powinna ona podlegać jakimkolwiek prawom, zasadom i ulegać schematom? Każda miłość jest inna. Czy jest coś złego w tym, że niekiedy dzielimy uczucia na pół i traktujemy na równi dwie osoby, na których zależy nam najbardziej na świecie i to do tego stopnia, że pragniemy za wszelką cenę znaleźć sposób, by nie musieć z żadnej z nich w przyszłości rezygnować? Dlaczego wciąż tak wielu ludzi próbuje nakazywać innym co mają robić, jak mają kochać? Nikt nie powinen stawać na drodze miłości, jakakolwiek by ona nie była. Choć nam być może podoba się standardowy model związku, który łączy mężczyznę i kobietę, nie mamy prawa oceniać tych, którzy kochają po prostu inaczej. Miłość ma wiele form, wymiarów i odcieni. Większość ludzi zna i praktykuje tylko jeden, ten najbardziej popularny, ale czy to oznacza, iż to właśnie on jest jedynym właściwym, jedynym dopuszczalnym, a wszystkie inne to tylko bzdurne fanaberie, wymysły, dewiacje? Miłość to czyste piękno, nawet jeśli czasami sprawia ból i wiąże się z cierpieniem. Miłość to coś, o co warto walczyć, co warto pielęgnować, niezależnie od tego, co będą nam próbowali wmawiać inni ludzie. Ludzie, którzy nie znają prawdy, którzy nie potrafią zrozumieć tego, iż to wyjątkowe uczucie powinno pozostać ponad wszelkimi podziałami, wolne od poddawania ocenie, szufladkowania jako coś Miłość ma prawo wychodzić poza sztywne ramy I nikomu nic do tego, jeśli tylko nikomu nie dzieje się krzywda i nie dochodzi do łamania prawa. W miłości nie powinno chodzić o kolor skóry, o narodowość, pochodzenie, wygląd czy przynależność, ani też o liczby, kwestie dotyczące tego ile osób tworzy oparty na tym uczuciu związek. Kochać można na wiele sposobów i wiele osób. Bo kto powiedział, że miłość można czuć tylko w stosunku do jednej osoby? Jako że serce to pojemny organ, może się w nim mieścić więcej osób, które darzymy najsilniejszym, najpiękniejszym uczuciem. Uczuciem, które może być lekiem na całe zło. Bezgraniczna miłość, jakakolwiek by ona nie była, potrafi najskuteczniej uciszyć szepty przeszłości. Nie wymaże wspomnień, ale być może pomoże się z nimi kiedyś w końcu uporać, zapędzić prześladujące nas demony w najciemniejszy kąt umysłu i tam je pozostawić. Choć nie jest to łatwe, gdy wszystko zdaje się być przeciwko tobie, gdy twoje życie wygląda tak, a nie inaczej, warto dać swojej miłości szansę. Czasami ryzyko, poddanie się uczuciom wypełniającym serce i pozwolenie by one nas poprowadziły, może okazać się wyzwalające... Długo czekałam na ten moment i kiedy on wreszcie nastąpił, moje czytelnicze serduszko wypełniła nieopisana radość. Kilka dni temu wreszcie miałam okazję powrócić do bardzo wysoko przeze mnie ocenianej serii pełnokrwistych, brudnych i mrocznych dark romansów. Kaci Hadesa autorstwa Tillie Cole należą do grona moich książkowych ulubieńców, moich pewniaków, po które sięgam z ogromnym entuzjazmem i z tomu na tom zakochuję się coraz bardziej. Zgoda, jedne historie w przypadku tej konkretnej serii okazują się lepsze, inne ciut słabsze, ale jeszcze nigdy się na żadnej poważnie nie zawiodłam. Choć czasami narzekałam w recenzjach na to, że w niektórych tomach autorka poszła schematem i w konsekwencji opowieści o tym, jak kolejni Kaci zostają usidleni przez wybranki swego serca, są do siebie bardzo podobne, to i tak każda z nich mi się na swój sposób podobała. Cóż tu wiele mówić... a raczej pisać - ja po prostu mam wielką słabość do tej łączącej w sobie elementy romansu, erotyki oraz sensacji serii i raczej nie zanosi się na to, by mi się ona kiedyś znudziła. Tydzień temu w moje ręce wpadł szósty już tom Katów Hadesa, zatytułowany ,,Nieujarzmiona przeszłość”, którego byłam ciekawa chyba najbardziej spośród wszystkich. Choć nie powinno się oceniać książek po okładkach, to w tym wypadku nie mogę się powstrzymać i muszę wspomnieć o tym, że oprawa każdego tomu tej konkretnej serii Tillie Cole to (moim skromnym zdaniem) prawdziwe mistrzostwo! Aż chce się sięgać po książki z takimi okładkami, które po pierwsze idealnie pasują do treści za nimi ukrytej, po drugie, cieszą oko i po trzecie, świetnie oddają klimat wchodzących w skład serii historii. Nie ma nic lepszego, niż dobra książka ozdobiona równie dobrą okładką. Dotychczas mieliśmy okazję przekonać się jak kochali, na jakie poświęcenia się decydowali, czego musieli się dopuścić w imię miłości oraz jak wyglądały początki związków Katów takich, jak: Styx, Ky, Flame, Rider i AK. Tym razem przyszedł czas na dwóch cajuńskich braci - Cowboy’a i Hush’a. Kiedyś wspomniałam o tym, że seria Kaci Hadesa z tomu na tom staje się coraz lepsza i teraz, będąc po lekturze ,,Nieujarzmionej przeszłości”, w pełni to zdanie podtrzymuję. Przyznam szczerze, iż choć najnowsza historia z serii jest chyba tą jak dotychczas najbardziej niekonwencjonalną, zważywszy na to, jaki temat jest tutaj na pierwszym planie, to podobała mi się ona chyba najbardziej. Podczas lektury każdej części Katów doświadczałam wiele emocji, ale najwięcej ich było właśnie w tej nowej książce. Tillie Cole jak zwykle poruszyła bardzo trudne tematy, wykreowała bohaterów, których życie nie oszczędzało, których prześladują liczne demony, i którzy mierzyć się muszą z wieloma przeszkodami, okopywać trudności i radzić sobie z kolejnymi wyzwaniami. W ich świecie nic nie jest proste, łatwe, ani bezpieczne. Każdy dzień wiąże się z ryzykiem, iż promyk szczęścia, który udało im się odnaleźć w tym bezkresnym mroku, może w każdej chwili zostać im brutalnie odebrany, albo po prostu zgasnąć przedwcześnie, skąpany w rzece krwi... Ona i oni - nietypowy trójkąt, który udowadnia, że przyjaźń i miłość to prawdziwa siła. Sia to młoda kobieta, która kilka lat temu popełniła poważny błąd i zapłaciła za niego wysoką cenę. Ta dziarska, zdeterminowana i odważna kobieta, zaufała nieodpowiedniej osobie. Chciała zamanifestować swój bunt przeciwko rodzinie i klubowi motocyklowemu, a właściwie jego działalności, panującym w tych kręgach zasadom i w konsekwencji swoich działań trafiła wprost do prawdziwego piekła na ziemi. Sia przeżyła coś, czego nie życzy się nikomu. Była młoda, naiwna, gniewna i chciała po prostu czegoś innego, niż to, co przyniosło jej życie. Wpadła w poważne kłopoty, doświadczyła ogromu bólu i cierpienia, a teraz, choć udało jej się wydostać z tego piekła, nie jest tak całkiem wolna, ciągle musi żyć w ukryciu, samotnie w swojej samotni na teksańskim ranczo, gdyż zagrożenie nie zniknęło. Demony przeszłości nie chcą jej opuścić. Każdego dnia mierzy się z poczuciem winy, miewa koszmary związane z tym, czego doświadczyła, jednocześnie obawiając się, że któregoś dnia to, co chciała zostawić za sobą, od czego z pomocą swojego brata Ky’a, zastępcy prezesa klubu motocyklowego Kaci Hadesa, udało jej się uciec. Ale przeszłość ma to do siebie, że lubi powracać i ponownie mieszać w życiu. Demony przeszłości Sii nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Jest ciągle świadoma tego, że przyjdzie czas, gdy się o nią upomną. Groźbą jest realna - ktoś, kto nie lubi odpuszczać, wkrótce przyjdzie po Się i nic nie będzie w stanie go powstrzymać przed próbą ponownego schwytania jej w swoje szpony... Ale zawsze warto próbować, nie wolno się poddawać, podawać swojej głowy na srebrnej tacy tym, którzy jej pragną. I tutaj na scenę wkracza duet Cowboy i Hush - dwóch członków klubu, którzy na ogół trzymają się na uboczu -zawsze razem - i stanowią kontrastowy duet. Cowboy jest głośny i nie szczędzi sobie żartów. Jest tym, który stara się uratować przyjaciela przed nim samym, przed demonami, które prześladują do zbyt długo. Hush jest z kolei tym wycofanym, zamkniętym w sobie, cichym i skrywającym mroczne sekrety, które dręczą go każdego dnia. Do Katów Hadesa dołączyli razem. Znają się od bardzo dawna i łączy ich silna więź, przyjaźń, która zdarza się niezwykle rzadko, i której nic nie jest w stanie rozerwać, zniszczyć. W życiu przeszli już wiele. Zbyt wiele się wydarzyło, by mogli o tym całkiem zapomnieć. Znają się bardzo dobrze, świetnie się rozumieją, mają wspólne tajemnice i dzielą najgorsze wspomnienia. Razem dźwigają na barkach ciężar przeszłości poznaczonej traumą, nieopisaną tragedią, bólem, bliznami - tymi na ciele i duszy - które nie zanikną wraz z upływem czasu. Przeszłości, która kiedyś przyczyniła się do tego, że musieli porzucić wszystko, co im jeszcze pozostało i opuścić rodzinne miasto, udać się w nieznane. Swój azyl odnaleźli dopiero wtedy, gdy trafili do głównego oddziału Katów. Przeszłość usunęła się w cień, mogli na moment zapomnieć o tym, przez co razem przeszli i skupić się na tym, co tu i teraz. A tak się złożyło, iż pewnego dnia otrzymali ważne zadanie, które skutecznie zaabsorbuje ich uwagę - mieli udać się na ranczo Elysii Willis, nazywanej Sią i zająć się jej ochroną przed tym, co zbliża się nieuchronnie. Sprawa jest jednak dosyć skomplikowana, gdyż szybko okazuje się, że pomiędzy Sią, Cowboy’em i Hush’em zaczyna tworzyć się więź, która z każdym dniem staje się coraz silniejsza, umacnia się i coraz trudniej im panować nad uczuciami, które zalewają wnętrze i pragną przedostać się na zewnątrz. Zaczynają kruszeć mury, które zostały postawione tuż po tym, jak doświadczyli całego syfu, który do dziś dnia się za nimi ciągnie. Pożądanie zaczyna przejmować kontrolę. Serca zostają otwarte. Uczucia rosną, a wnętrze zaczyna wypełniać spokój... ale na jak długo? Jak długo potrwa blogi stan, w który popadli Cowboy, Sia i Hush? Jak długo będą mogli tlwić w swojej bezpiecznej bańce, żyć jak chcą, zanim dopadnie ich bezlitosna rzeczywistość? Zanim przyjdzie im się zmierzyć z nadciągającym niebezpieczeństwem, stanąć oko w oko z przeszłością, wyjść do świata i wyznać prawdę na temat skomplikowanego uczucia, które ich łączy i wziąć na klatę to, jak zostanie odebrane to, co sobie stworzyli? Czy uda im się pokonać każdą przeszkodę, jaka zostanie postawiona na ich drodze? Czy wyjdą cało z każdej konfrontacji i odnajdą upragnione szczęście? Czy razem przetrwają wszystko? A może nie jest impisane szczęśliwe zakończenie? W każdej chwili wiele ryzykują. Coś może pójść nie tak i to, co zbudowali, może rozpaść się jak domek z kart... Tillie Cole to kobieta, która bez wątpienia nie może narzekać na brak wyobraźni, ani na niedobór inwencji twórczej. Trzeba po prostu mieć talent, by napisać książkę, w której mamy tak wiele elementów. W ,,Nieujarzmionej przeszłości” znalazł się niecodzienny romans, relacja opierająca się na fundamencie pełnego pikanterii trójkąta uczuciowego, a oprócz tego również i tematy trudne, tabu, a na dokładkę gorący seks i wartka akcja. Na dokładkę mamy tajemnice, niebezpieczeństwo, rozmaite emocje, problemy... A to wszystko skondensowane w jednej, liczącej trochę ponad trzysta stron książce. Czego chcieć więcej? Podczas lektury ,,Nieujarzmionej przeszłości” nie można się nudzić, z uwagi na to, iż w książce praktycznie bez przerwy dzieje się coś interesującego. Nowa część serii Kaci Hadesa na pewno nie jest ckliwym, monotematycznym romansidłem. Jest tutaj gorycz przełamywana nutą słodyczy. Są krew i łzy. W książce mamy więcej niż tylko jeden ściśle określony wątek. Mamy też różnorodność w kwestii spojrzeń na przedstawianą historię. Mamy aż troje głównych narratorów, a to daje nam szerszą perspektywę, pozwala poznać bliższej i lepiej zrozumieć każdego z bohaterów wiodących oraz spojrzeć na ich sytuację z kilku równych stron. ,,Nieujarzmiona przeszłość” ma świetny, podszyty mrokiem klimat. Jest tutaj tajemnica, niebezpieczeństwo oraz niepewność. Nie można narzekać również na brak dreszczyku emocji. Mamy także trochę sensacji, co zaspokoi potrzeby fanów mocniejszych wrażeń, ale również i coś dla tych, którzy lubią zanurzyć się w świecie erotycznych fantazji. Dzieło roczne i seksowne - bardzo pożądane połączenie jeśli mowa o współczesnych romansach. Tillie Cole wie, jak rozpalić wyobraźnię czytelnika, a sceny erotyczne w ,,Nieujarzmionej przeszłości” są naprawdę pikantne. Wielu co bardziej wrażliwych, hołubiących nieco bardziej konwencjonalne opowieści, ta powieść z różnych względów może zniesmaczyć. Mnie natomiast się ona podobała. Nie mam nic przeciwko takiej tematyce, jaką poruszyła ale takie pomyłki trochę rażą w oczy. Poza tym szczegółem nie mam chyba żadnych zarzutów. No, może jeden - mam sporego kaca książkowego i najchętniej od razu sięgnęłabym po kolejny tom Katów Hadesa, który - jak można się domyślić na podstawie rozdziału dodatkowego - zapowiada się całkiem interesująco. Trudna przeszłość. Niełatwa tematyka dotycząca między innymi dyskryminacji. Blizny na ciele i duszy. Niebezpieczeństwo czające się na każdym kroku. Uczucie, które nie wpisuje się w żadne ramy. Kaci Hadesa, jak na prawdziwych katów przystało, wymierzają sprawiedliwość każdemu, kto odważy się zadrzeć z ich braćmi, a sam Hades niech ma w swojej opiece tych, którym przyjdzie do głowy, by wyrządzić jakąkolwiek krzywdę ich kobietom. Lecz czy zawsze będą w stanie ochronić każdego kogo kochają? A może pewne straty są nieuniknione? ,,Nieujarzmiona przeszłość” to historia o tym, że miłość potrafi być jednocześnie najprostszą i najbardziej skomplikowaną rzeczą na świecie. Czasami serce zaczyna bić szybciej nie dla jednej, lecz dla dwóch osób. I jak tutaj wybrać z kim chciałoby się spędzić przyszłość, kiedy uczucia są równie gorące i silne względem obydwu? Ale czy zawsze trzeba się ograniczać tylko do jednej opcji? Czy trzeba słuchać tego, co mówią ludzie, którzy są zbyt ograniczeni, by pojąć to, co naprawdę czujemy, by zrozumieć nasze postępowanie i dokonywane przez nas wybory? To opowieść o miłości, która ma wiele twarzy; wyjątkowej przyjaźni, której siła zadziwia i która godna jest pozazdroszczenia; walce z demonami przeszłości; wspomnieniach, które wieżą człowieka w klatce, uniemożliwiając mu zasmakowanie wolności od ich jarzma i zaznania upragnionego spokoju; stawianiu czoła wyzwaniom rzucanym przez życie; pokonywaniu przeszkód stojących na drodze do szczęścia oraz o tym, że rodzinę nie zawsze definiują więzy krwi. ,,Nieujarzmiona przeszłość” mówi również o tym, by nie zważać na to, co myślą i mówią na nasz temat inni, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu jakakolwiek odmienność się nie spodoba. Odmienność w kwestii pochodzenia. Odmienność poglądów. A nawet i odmienność w kwestii miłości. Trzeba po prostu robić swoje, żyć tak, jak chcemy, bo tylko to daje gwarancję szczęścia.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/

Chaser. Dive Bar

Eric ma złożoną historię. Odebrałam go jako wrażliwego faceta z większymi seksualnymi potrzebami. Słynie z nocnych zabaw z płcią piękną zaznaczając o braku zainteresowania na dłuższy związek, flirtów przy barze i uwielbieniem do kobiecych piersi. Na swojej zmianie Nell suszy mu głowę jaki z niego babiarz i bałamutnik. Chodź chce zaprzeczyć tym aluzjom nie może oderwać wzroku od przechodzącej pięknej klientki i ma zamiar spędzić z dziewczyną gorąca noc w sypialni. Między dwójką ewidentnie iskrzy od pierwszej rozmowy, jednak gdy Jean wstaje uwidacznia się jej ciążowy brzuszek, co działa jak kubeł zimnej wody. Z pewnego siebie flirciarza szybko przechodzi w zimnego palanta proponując pomoc w przeprowadzce. Z czasem dociera do niego, że jest rozczarowaniem dla przyjaciół i w bardzo nieodpowiedniej chwili zmusza się do wyjazdu, aby przemyśleć kilka ważnych spraw w swoim życiu. *

Mimo, że to fikcja literacka genialnie została przedstawiona sytuacja samotnej matki, trudności z tym związanych, ogromem rodzicielskiej miłości oraz opieki nad nie swoim dzieckiem -dylemat i odpowiedzialność Mężczyzn za nowonarodzoną Istotę. Czy w tym przypadku uważany za palanta i Casanovę Eric temu podoła?

Humor, romans, seks, ŻYCIE -nie wiem jak #kyliescott to robi, ale każda jej kolejna książka jest pyszniejsza, pikantniejsza i nie mogę się jej odczekać. Byłam autentycznie zła, kiedy tak naskakiwano na Erica i nikt nie spostrzegał jego przemiany. Zdecydowanie polecam!
www.instagram.com/piekielnie_grzeszne_ksiazki Karolina Koziar

Słodki upadek

Dobry wieczór! Lubicie książki Tillie Cole? Do tej pory można ją było poznać zarówno z delikatniejszych historii jak i tych mrocznych. I przyznam szczerze, że oba oblicza jej twórczości lubię "Słodki upadek" to historia pewniej pary drugoplanowych bohaterów "Słodkiego domu" oraz "Słodkiego Romeo". Jednak pojawiają się tutaj także inni bohaterowie, których poznać mogliśmy w poprzednich książkach tej serii. Przeżycia tych bohaterów są zupełnie inne, jednak równie wciągające i pełne emocji. Autorka ukazuje ich trudne historie i to, co przeszli. To słodko-gorzka historia o duchach przeszłości, o trudnych wyborach, bolesnych doświadczeniach. Jednak jest to także historia pełna nadziei, miłości, pokazująca siłę uczucia, jakie może połączyć dwoje ludzi. Autorka jak zwykle świetnie przedstawia emocje bohaterów, dobrze kreuje ich postacie i skupia się na tym, by jak najlepiej przedstawić to, co czują w danej sytuacji. Ta historia porusza, momentami łamie serce, by swoim zakończeniem poskładać je na nowo. I chociaż nie jest to lekka historia, to czyta się ją naprawdę szybko. Jak zwykle przy książkach tej autorki jestem bardzo zadowolona z lektury, a Wam serdecznie polecam tę książkę
https://www.instagram.com/zaczytana_angelika/ Angelika Słotwińska
« < 1 2 3 4 5 ... 1426 > »