Recenzje
Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata
Rowerem na dach świata? Autor książki „Campa w sakwach, czyli rowerem pod bezdrożach Tybetu” nie tyko udowadnia, że taka wyprawa jest możliwa, ale że samotna podróż na dwóch kółkach gwarantuje o wiele większe emocje i poznanie Tybetu z całym jego kolorytem.
„Campa w sakwach, czyli rowerem pod bezdrożach Tybetu” to historia opowiadająca o dwóch wyprawach do Tybetu. Do miejsca magicznego, ale i trudnodostępnego, bowiem podróżowanie po tej krainie wymaga uzyskania wielu zgód. Autor udowadnia jednak, że Tybet da się zwiedzić, pokonując go rowerem i co ważne, można go w ten sposób poznać o wiele lepiej niż przeciętny turysta korzystający z wygód na czterech kółek.
Autor książki, Piotr Strzeżysz, nie jest rowerowym nowicjuszem – to zapaleniec, który zwiedził wcześniej ponad trzydzieści krajów na czterech kontynentach. Jego pozytywne nastawienie oraz ciągła ciekawość sprawiają, że historię jego podróży wspaniale się czyta.
Podróżując samotnie na rowerze, poznaje on miejsca na ogół niedostępne zwykłym turystom. Autor często korzysta z gościny miejscowych lub uprzejmości i pomocy spotkanych po drodze robotników. Wówczas na moment ma okazję podpatrzyć zwyczajne życie tych skromnych ludzi. Na pożegnanie często dostaje od nich tytułową campę – czyli tybetańską potrawę mającą dawać siłę i energię na cały dzień.
Po przybyciu do Chin szybko okazuje się, że jednym z ważniejszych problemów wyprawy jest bariera językowa. Z bezsilnością wywołaną całkowitym brakiem zrozumienia autor książki spotyka się często, czy to na ulicy w dużych miastach, gdzie jest całkowicie ignorowany, czy na stacjach kolejowych, gdzie często okazuje się, że albo nie ma dla niego biletów, albo pozostały już tylko te drogie...
Autor „Campy w sakwach” nie rysuje nam cukierkowego obrazu Tybetu. Nie tak rzadkie pozostaje zawyżanie rachunków, wszechobecne prośby o wsparcie (money! money! money!) czy ucieczka przed kamieniami rzucanymi przez dzieci.
Tego typu wątpliwe atrakcje nie są w stanie jednak odebrać autorowi radości z faktu bycia w drodze. Widać, że każda chwila spędzona na rowerowym siodełku jest tą najlepszą.
Wyprawa opisana jest w sposób ciekawy i barwny. Poznajemy Lhasę, snujemy się z autorem po drogach Tybetu, docieramy w końcu do bazy pod Everestem.
Trzeba pamiętać, że to nie jest rowerowa eskapada po miejskim parku tylko przejazd przez Tybet! Nie ma co ukrywać – to wyprawa dla prawdziwych rowerowych twardzieli, którym nie straszne jest pokonywanie dużych wysokości po kiepskich drogach, czy nawet w głębokim śniegu.
Magię tej wyprawy wzmacniają liczne zdjęcia, które stanowią fantastyczne uzupełnienie historii, a także poglądowa mapka, dzięki której możemy śledzić trasę przejazdu. Książkę tę można bowiem traktować jako swoisty przewodnik po Tybecie, czy po zwyczajach panujących w Państwie Środka.
Jedno jest pewne – każdy marzyciel o dalekich wyprawach będzie czytał ją z zapartym tchem i pewnie zainspiruje ona wielu czytelników do zwiedzenia tej niezwykłej krainy…
„Campa w sakwach, czyli rowerem pod bezdrożach Tybetu” to historia opowiadająca o dwóch wyprawach do Tybetu. Do miejsca magicznego, ale i trudnodostępnego, bowiem podróżowanie po tej krainie wymaga uzyskania wielu zgód. Autor udowadnia jednak, że Tybet da się zwiedzić, pokonując go rowerem i co ważne, można go w ten sposób poznać o wiele lepiej niż przeciętny turysta korzystający z wygód na czterech kółek.
Autor książki, Piotr Strzeżysz, nie jest rowerowym nowicjuszem – to zapaleniec, który zwiedził wcześniej ponad trzydzieści krajów na czterech kontynentach. Jego pozytywne nastawienie oraz ciągła ciekawość sprawiają, że historię jego podróży wspaniale się czyta.
Podróżując samotnie na rowerze, poznaje on miejsca na ogół niedostępne zwykłym turystom. Autor często korzysta z gościny miejscowych lub uprzejmości i pomocy spotkanych po drodze robotników. Wówczas na moment ma okazję podpatrzyć zwyczajne życie tych skromnych ludzi. Na pożegnanie często dostaje od nich tytułową campę – czyli tybetańską potrawę mającą dawać siłę i energię na cały dzień.
Po przybyciu do Chin szybko okazuje się, że jednym z ważniejszych problemów wyprawy jest bariera językowa. Z bezsilnością wywołaną całkowitym brakiem zrozumienia autor książki spotyka się często, czy to na ulicy w dużych miastach, gdzie jest całkowicie ignorowany, czy na stacjach kolejowych, gdzie często okazuje się, że albo nie ma dla niego biletów, albo pozostały już tylko te drogie...
Autor „Campy w sakwach” nie rysuje nam cukierkowego obrazu Tybetu. Nie tak rzadkie pozostaje zawyżanie rachunków, wszechobecne prośby o wsparcie (money! money! money!) czy ucieczka przed kamieniami rzucanymi przez dzieci.
Tego typu wątpliwe atrakcje nie są w stanie jednak odebrać autorowi radości z faktu bycia w drodze. Widać, że każda chwila spędzona na rowerowym siodełku jest tą najlepszą.
Wyprawa opisana jest w sposób ciekawy i barwny. Poznajemy Lhasę, snujemy się z autorem po drogach Tybetu, docieramy w końcu do bazy pod Everestem.
Trzeba pamiętać, że to nie jest rowerowa eskapada po miejskim parku tylko przejazd przez Tybet! Nie ma co ukrywać – to wyprawa dla prawdziwych rowerowych twardzieli, którym nie straszne jest pokonywanie dużych wysokości po kiepskich drogach, czy nawet w głębokim śniegu.
Magię tej wyprawy wzmacniają liczne zdjęcia, które stanowią fantastyczne uzupełnienie historii, a także poglądowa mapka, dzięki której możemy śledzić trasę przejazdu. Książkę tę można bowiem traktować jako swoisty przewodnik po Tybecie, czy po zwyczajach panujących w Państwie Środka.
Jedno jest pewne – każdy marzyciel o dalekich wyprawach będzie czytał ją z zapartym tchem i pewnie zainspiruje ona wielu czytelników do zwiedzenia tej niezwykłej krainy…
next.pl 2012-04-17
Głodne emocje. Jak schudnąć mądrze, skutecznie i na zawsze
Program coachingu zdrowia „Psycho-Dietetyka" jest tym, czego potrzebujesz, by schudnąć i na długo cieszyć się upragnioną sylwetką! Wszelkie diety-cud i środki wspomagające odchudzają jedynie Twój portfel, natomiast coaching zakłada, że to Ty posiadasz wewnętrzny potencjał pozwalający na skuteczne rozwiązane wszystkich Twoich problemów z wagą.
Książka Anny Sasin to z pewnością wyjątkowa propozycja na naszym rynku. Pozwala Czytelnikowi zagłębić się w samego siebie, by poznał mechanizmy, które sprawiają, że dosłownie zajada złe emocje mijającego dnia. Autorka, dzięki odwołaniu się do potencjału, który posiada każdy z nas, radzi jak pozbyć się zbędnych kilogramów bez efektu jo-jo. W przystępny i pełen smaku sposób łączy psychologię z dietetyką. Tłumaczy związek między emocjonalnością a objadaniem się i pokazuje, jak duże znaczenie w osiągnięciu zamierzonego celu odgrywa pozytywne myślenie oraz szacunek do siebie i swojego ciała.
Książka Anny Sasin to z pewnością wyjątkowa propozycja na naszym rynku. Pozwala Czytelnikowi zagłębić się w samego siebie, by poznał mechanizmy, które sprawiają, że dosłownie zajada złe emocje mijającego dnia. Autorka, dzięki odwołaniu się do potencjału, który posiada każdy z nas, radzi jak pozbyć się zbędnych kilogramów bez efektu jo-jo. W przystępny i pełen smaku sposób łączy psychologię z dietetyką. Tłumaczy związek między emocjonalnością a objadaniem się i pokazuje, jak duże znaczenie w osiągnięciu zamierzonego celu odgrywa pozytywne myślenie oraz szacunek do siebie i swojego ciała.
21. wiek 2012-05-01
Campa w sakwach, czyli rowerem na Dach Świata
Jakie książki lubię najbardziej? Od jakiegoś czasu podróżnicze- zwłaszcza te, przy których otaczający mnie świat przestaje istnieć a od czytania odrywa mnie jedynie zbyt głośne burczenie w brzuchu!
„Campa w sakwach, czyli rowerem na dach świata” Piotra Strzeżysza to pierwsza książka z serii Szlaki ludzi ciekawych, którą przeczytałam i kolejna o podróży rowerowej.
Tytuł serii zobowiązuje oraz składa obietnicę. Jak się okazało zarówno po pierwszej jak i ostatniej stronie- z pokryciem!
Książki można czytać z różnych pobudek. Podróżnicze głównie dlatego, by przenieść się w inny świat, by przeczytać jak dostać się w miejsca, do których podobno dotrzeć trudno albo wręcz do których dotrzeć się nie da! Takie miejsce, jako cel podróży wybrał autor. Tybet. Wg wszelkich znaków na niebie i ziemi, podróż, której odbyć nie można bez pliku stosownych pozwoleń, nie będąc członkiem większej grupy lub wycieczki zorganizowanej. Podróż rowerowa po Tybecie? Zabroniona.
W swej odwadze, delikatnej ignorancji i niechęci do wszechobecnej biurokracji podróżnik decyduje się wykupić tylko jedno- z wielu ponoć koniecznych- pozwolenie, którego i tak nikt przez cała drogę od niego nie zażądał.
Oczywiście podróż nie mogła się odbyć tylko i wyłącznie ze względu na determinację autora, bo i ta na nic się zdawała, gdy na przykład próbował kupić bilety. Jak zawsze na drodze pojawiali się życzliwi ludzie, którzy pomagali walczyć z oporem materii w tym przypadku językowej lub ratowali strudzonego, rowerowego włóczykija ciepłym posiłkiem i dachem nad głową. Nie brakowało też sytuacji w których jedyną reakcją na spotkanie drugiego człowieka było narastające zdziwienie i złość, jak choćby wtedy, gdy napotkane dzieci natarczywie żądały pieniędzy.
Oprócz wrażeń gwarantowanych podczas lektury książki podróżniczej(spora dawka praktycznych informacji, piękne zdjęcia), niekłamaną przyjemność sprawiły mi fragmenty niejako filozoficzne. Momenty, w których autor dzieli się z czytelnikiem rozważaniami o naturze głębszej niż trasa, posiłek, który trzeba zdobyć lub przeszkody, którym trzeba podołać. Nie brak myśli o idei podróżowania rowerem, o sztuce prostoty i odwadze w podróży! A wszystko przyprawione szczyptą- nie tak pikantnych jak chińskie jedzenie- dystansu i humoru jakie towarzyszą autorowi w postrzeganiu otaczającego go świata.
„Rower to wolniejsze odkrywanie, głębsze poznawanie i wolność wyboru, niezależność i samowystarczalność. Rower prowadzi Cię do miejsc, o których nie wiedziało się, że istnieją, pomaga przeżyć chwile, o których nie myślało się, że mogą się wydarzyć. Niezaplanowane, ulotne jak kurz nieprzebytych jeszcze dróg. Gdyby nie rower, umknęłyby niezauważone, przejechane, migawkowo dostrzeżone z okna pędzącego autobusu lub jeepa. Bo są takie chwile, obrazy, spotkania, które zdarzają się tylko gdzieś pomiędzy, a rower pozwala im zasinieć.” (str. 43)
„Uśmiecham się. Cały mój dom razem z meblami upchany w czterech niewielkich sakwach. Dobra, krzepiąca myśl jak niewiele potrzeba do życia.” (str.15)
„Kreślenie czarnych scenariuszy jest jednak pozbawione sensu (…) Pewien stopień ryzyka i niebezpieczeństwa jest wpisany w wędrówkę i trzeba go umieć zaakceptować i nie myśleć o nim, w przeciwnym razie nie ma sensu wybierać się w podróż. Lepiej zostać w domu przed telewizorem albo pokopać ogródek.”(str. 169)
Ciekawym- częściowo wymuszonym przez sytuację, jaka miała miejsce na koniec letniej wyprawy Piotra- zabiegiem jest umieszczenie w książce relacji z drugiej- niemal lustrzanej podróży na Dach Świata i dalej. Sporą część trasy autor odbywa ponownie, tym razem zimą a wtedy nieoceniona okazuje się tytułowa campa czyli…
Musicie przeczytać sami- gorąco polecam!
„Campa w sakwach, czyli rowerem na dach świata” Piotra Strzeżysza to pierwsza książka z serii Szlaki ludzi ciekawych, którą przeczytałam i kolejna o podróży rowerowej.
Tytuł serii zobowiązuje oraz składa obietnicę. Jak się okazało zarówno po pierwszej jak i ostatniej stronie- z pokryciem!
Książki można czytać z różnych pobudek. Podróżnicze głównie dlatego, by przenieść się w inny świat, by przeczytać jak dostać się w miejsca, do których podobno dotrzeć trudno albo wręcz do których dotrzeć się nie da! Takie miejsce, jako cel podróży wybrał autor. Tybet. Wg wszelkich znaków na niebie i ziemi, podróż, której odbyć nie można bez pliku stosownych pozwoleń, nie będąc członkiem większej grupy lub wycieczki zorganizowanej. Podróż rowerowa po Tybecie? Zabroniona.
W swej odwadze, delikatnej ignorancji i niechęci do wszechobecnej biurokracji podróżnik decyduje się wykupić tylko jedno- z wielu ponoć koniecznych- pozwolenie, którego i tak nikt przez cała drogę od niego nie zażądał.
Oczywiście podróż nie mogła się odbyć tylko i wyłącznie ze względu na determinację autora, bo i ta na nic się zdawała, gdy na przykład próbował kupić bilety. Jak zawsze na drodze pojawiali się życzliwi ludzie, którzy pomagali walczyć z oporem materii w tym przypadku językowej lub ratowali strudzonego, rowerowego włóczykija ciepłym posiłkiem i dachem nad głową. Nie brakowało też sytuacji w których jedyną reakcją na spotkanie drugiego człowieka było narastające zdziwienie i złość, jak choćby wtedy, gdy napotkane dzieci natarczywie żądały pieniędzy.
Oprócz wrażeń gwarantowanych podczas lektury książki podróżniczej(spora dawka praktycznych informacji, piękne zdjęcia), niekłamaną przyjemność sprawiły mi fragmenty niejako filozoficzne. Momenty, w których autor dzieli się z czytelnikiem rozważaniami o naturze głębszej niż trasa, posiłek, który trzeba zdobyć lub przeszkody, którym trzeba podołać. Nie brak myśli o idei podróżowania rowerem, o sztuce prostoty i odwadze w podróży! A wszystko przyprawione szczyptą- nie tak pikantnych jak chińskie jedzenie- dystansu i humoru jakie towarzyszą autorowi w postrzeganiu otaczającego go świata.
„Rower to wolniejsze odkrywanie, głębsze poznawanie i wolność wyboru, niezależność i samowystarczalność. Rower prowadzi Cię do miejsc, o których nie wiedziało się, że istnieją, pomaga przeżyć chwile, o których nie myślało się, że mogą się wydarzyć. Niezaplanowane, ulotne jak kurz nieprzebytych jeszcze dróg. Gdyby nie rower, umknęłyby niezauważone, przejechane, migawkowo dostrzeżone z okna pędzącego autobusu lub jeepa. Bo są takie chwile, obrazy, spotkania, które zdarzają się tylko gdzieś pomiędzy, a rower pozwala im zasinieć.” (str. 43)
„Uśmiecham się. Cały mój dom razem z meblami upchany w czterech niewielkich sakwach. Dobra, krzepiąca myśl jak niewiele potrzeba do życia.” (str.15)
„Kreślenie czarnych scenariuszy jest jednak pozbawione sensu (…) Pewien stopień ryzyka i niebezpieczeństwa jest wpisany w wędrówkę i trzeba go umieć zaakceptować i nie myśleć o nim, w przeciwnym razie nie ma sensu wybierać się w podróż. Lepiej zostać w domu przed telewizorem albo pokopać ogródek.”(str. 169)
Ciekawym- częściowo wymuszonym przez sytuację, jaka miała miejsce na koniec letniej wyprawy Piotra- zabiegiem jest umieszczenie w książce relacji z drugiej- niemal lustrzanej podróży na Dach Świata i dalej. Sporą część trasy autor odbywa ponownie, tym razem zimą a wtedy nieoceniona okazuje się tytułowa campa czyli…
Musicie przeczytać sami- gorąco polecam!
http://mumagstravellers.blogspot.com/ 2012-04-01
Filozofia sukcesu, czyli f**k it
Pewnego dnia John C. Parkin i Gaia Pollini postanowili otworzyć w sercu Włoch ośrodek wypoczynkowy, który nazwali „The Hill That Breathes”… Ośrodek ten miał być oazą, w której odwiedzający go goście mieli odnaleźć spokój. I tak też w gruncie rzeczy było – ludzie, którzy do niego trafiali uczyli się dystansować i uwalniać od tego, co ich w jakikolwiek sposób ograniczało, w myśl jednej zasady, na którą składały się dwa proste słowa: „Pieprz to”. Dla jednych zabrzmi dziwacznie, dla drugich całkowicie znajomo…
Nie od dziś wiadomo, że ludzie mają tendencję do przesadzania i znajdowania problemów tam, gdzie ich nie ma. Czy aby na pewno jest to takie dobre? Z całą pewnością nie, a już na pewno nie na dłuższą metę. Więc po co rwiemy sobie włosy z głowy, zamiast wszystko na spokojnie przemyśleć? Przyczyna jest prosta – zbyt poważnie wszystko traktujemy.
Książka „Filozofia sukcesu, czyli f**k it!”, która kryje w sobie niebanalne przesłaniem łamie nasze standardy myslenia – autorzy nawołują do zdystansowania się wobec wszystkiego, co nas martwi i trafi. I jak się okazuje, wcale nie jest to takie trudne!
„Filozofia sukcesu…” to mała perełka, która ma wielką moc. Można ją czytać od początku do końca, bądź na wyrywki, otwierając na chybił trafił – za każdym razem trafi nam się prosta rada, która sprawi, że uśmiechniemy się od ucha do ucha. Książka ta przede wszystkim pokazuje, że czasem lepiej jest najzwyczajniej w świecie odpuścić, niż brnąć w coś, co zamiast nas uszczęśliwić, przynosi nam dodatkowe problemy i zmartwienia.
Z całą pewnością znajdą się osoby, które uznają tę książkę za coś absurdalnego i totalnie zbędnego, co kosztuje znacznie więcej, niż powinno. Pieprzyć to! Życie jest jedno, a i tak nigdy nie dogodzimy każdemu. Nie musimy! Na szczęście nie mamy takiego obowiązku. Tym, którzy chcą się uśmiać, bądź sprawić komuś niebanalny prezent z przymrużeniem oka, dając do zrozumienia, żeby nieco spuścili z tonu, z pełną odpowiedzialnością polecam książkę głoszącą nową, lepszą filozofię – „F**k it! By żyło się lepiej!” Tym, którzy nie maja poczucia humoru i dystansu do siebie i swoich pieniędzy radzę… poszukać jej w bibliotece ;)
Nie od dziś wiadomo, że ludzie mają tendencję do przesadzania i znajdowania problemów tam, gdzie ich nie ma. Czy aby na pewno jest to takie dobre? Z całą pewnością nie, a już na pewno nie na dłuższą metę. Więc po co rwiemy sobie włosy z głowy, zamiast wszystko na spokojnie przemyśleć? Przyczyna jest prosta – zbyt poważnie wszystko traktujemy.
Książka „Filozofia sukcesu, czyli f**k it!”, która kryje w sobie niebanalne przesłaniem łamie nasze standardy myslenia – autorzy nawołują do zdystansowania się wobec wszystkiego, co nas martwi i trafi. I jak się okazuje, wcale nie jest to takie trudne!
„Filozofia sukcesu…” to mała perełka, która ma wielką moc. Można ją czytać od początku do końca, bądź na wyrywki, otwierając na chybił trafił – za każdym razem trafi nam się prosta rada, która sprawi, że uśmiechniemy się od ucha do ucha. Książka ta przede wszystkim pokazuje, że czasem lepiej jest najzwyczajniej w świecie odpuścić, niż brnąć w coś, co zamiast nas uszczęśliwić, przynosi nam dodatkowe problemy i zmartwienia.
Z całą pewnością znajdą się osoby, które uznają tę książkę za coś absurdalnego i totalnie zbędnego, co kosztuje znacznie więcej, niż powinno. Pieprzyć to! Życie jest jedno, a i tak nigdy nie dogodzimy każdemu. Nie musimy! Na szczęście nie mamy takiego obowiązku. Tym, którzy chcą się uśmiać, bądź sprawić komuś niebanalny prezent z przymrużeniem oka, dając do zrozumienia, żeby nieco spuścili z tonu, z pełną odpowiedzialnością polecam książkę głoszącą nową, lepszą filozofię – „F**k it! By żyło się lepiej!” Tym, którzy nie maja poczucia humoru i dystansu do siebie i swoich pieniędzy radzę… poszukać jej w bibliotece ;)
molksiazkowyy.blogspot.com 2012-03-24
Głodne emocje. Jak schudnąć mądrze, skutecznie i na zawsze
Nie od dziś wiadomo, że odchudzanie rozpoczyna się w głowie. Jako, że kobiety są bardziej emocjonalne od mężczyzn, to właśnie ich najczęściej dotyka problem otyłości. Znana trenerka i psychoterapeutka, w tym także od spraw żywienia- Anna Sasin, w swojej kolejnej publikacji „Głodne emocje. Jak schudnąć mądrze, skuteczne i na zawsze”, pomaga zrozumieć swoim czytelniczkom, że z powodu nadmiernych emocji mogą mieć problemy z utrzymaniem wymarzonej wagi.
Wykorzystując doświadczenie i wiedzę, autorka wprowadza do słownika kobiety wyrażenie „głodne emocje”, które są powodem jej problemów z wagą. Uważając, że za naszą nadwagą stoją przede wszystkim problemy, myśli i uczucia im towarzyszące pomaga wyzbyć się negatywnego postrzegania samej siebie, tym samym zmieniając nasze nastawienie, a także i nawyki żywieniowe.
Choć kobieta wie, że gdy jest jej smutno, jest zestresowana, bądź z innych powodów chce poprawić sobie nastrój sięga po słodycze lub jakąś inną przekąskę. Ciągłe podjadanie między posiłkami, bądź zastępowanie posiłków zakąskami może doprowadzić tylko do jednego- nadwagi. Kobiety gorzej radzą sobie z emocjami, w związku z czym w większości to właśnie one muszą potem rozpaczać, gdy znów stają na wadze, a wiadomo, że każda kobieta chce wyglądać pięknie. Anna Sasin, która nie raz spotykała się z taką sytuacją i zawsze dzielnie służy radą i pomocą kobietom, które je odwiedzają w końcu postanowiła spisać zbiór porad, a także i informacji dla kobiet borykających się z nadwagą, aby schudnąć, a także zmienić styl życia, który pomoże nam uniknąć efektu jojo. Jak to robi? Na początek dowiemy się, czym tak naprawdę są „głodne emocje” i jak odróżnić głód emocjonalny od faktycznego. Będzie to niezwykle pomocne, jako, że często mamy problem z zapychaniem się sądząc, że faktycznie jesteśmy głodne. Za pomocą testów sprawdzimy, czy i nas dotyczy ten problem, dostaniemy także kilka ogólnikowych rad i sposobów na ogarnianie naszych nerwów. Ponadto poznamy kilka dobrych metod na wprowadzanie zmian w swoim nastawieniu. Doświadczony coach próbuje uzmysłowić nam, że mamy problem, czy to z nawykami wyniesionymi z domu, czy pewnością siebie, czy też motywacją, a następnie serwuje rady i ćwiczenia, które pomogą nam to zmienić. Jednakże praca nad samym swoją psychiką to jedynie połowa sukcesu.
Obok naszego nastawienia i miłości do samej siebie, istotna jest zmiana żywienia. Sprawienia, aby spożywane przez nas produkty były bogate we wszystkie składniki odżywcze, a także regularnego spożywania posiłków. Kiedy nauczymy się jeść o określonych porach, będziemy czuły się najedzone nawet niewielkimi porcjami. Dlatego też w drugiej części swojej książki, autorka spisuje dla nas wszystko co najważniejsze o składkach, chociażby budulcowej mocy białek, czy energetycznemu działaniu węglowodanów, witaminach, ale też i solach mineralnych. Uzmysławia nam istotę ich odpowiedniego zbilansowania, abyśmy były silniejsze, piękniejsze i przede wszystkim zgrabniejsze. Jednakże samo rozłożenie na czynniki pierwsze posiłku niewiele nam może pokazać, dlatego, aby być bardziej dobitną, autorka daje nam gotowe jadłospisy na całe dni, jadłospisy, które składają się z pięciu pełnych posiłków. Wszystko dostosowane do naszych wymagań. To bardziej obrazuje nam co możemy jeść i w jakich ilościach, chociaż jak sama twierdzi, nie zabrania nam jedzenia tego co chcemy. Na sam koniec pisze również o zaletach różnych sposobów relaksacji, a także charakteryzuje kilka ćwiczeń ruchowych, które nie będą wymagały od nas większego wysiłku, a które nas usprawnią i w dodatku poprawią zdrowie.
Poradnik Anny Sasin, to nie tylko zbiór niezbędnych informacji o żywieniu, psychologicznych porad jak zmienić nastawienie, ale także i praktycznych ćwiczeń, które pomogą nam zrozumieć same siebie będąc tym samym pomocnymi do kształtowania naszej lepszej przyszłości. Dzięki ćwiczeniom i testom zawartych w „Głodnych emocjach” możemy spojrzeć na nasze problemy bardziej obiektywnie i ocenione one będą przez doświadczonego coacha. Dzięki tabelom możemy pracować nad sobą w dowolnej chwili, a programy żywieniowe wykorzystywać w codziennym życiu. Jest to niezastąpiona publikacja, która naprawdę może pomóc nam pracować nad swoim ciałem bez wykańczających ćwiczeń i rygorystycznych diet pełnych zakazów, a przede wszystkim pomóc utrzymać wymarzoną wagę do końca życia.
Wykorzystując doświadczenie i wiedzę, autorka wprowadza do słownika kobiety wyrażenie „głodne emocje”, które są powodem jej problemów z wagą. Uważając, że za naszą nadwagą stoją przede wszystkim problemy, myśli i uczucia im towarzyszące pomaga wyzbyć się negatywnego postrzegania samej siebie, tym samym zmieniając nasze nastawienie, a także i nawyki żywieniowe.
Choć kobieta wie, że gdy jest jej smutno, jest zestresowana, bądź z innych powodów chce poprawić sobie nastrój sięga po słodycze lub jakąś inną przekąskę. Ciągłe podjadanie między posiłkami, bądź zastępowanie posiłków zakąskami może doprowadzić tylko do jednego- nadwagi. Kobiety gorzej radzą sobie z emocjami, w związku z czym w większości to właśnie one muszą potem rozpaczać, gdy znów stają na wadze, a wiadomo, że każda kobieta chce wyglądać pięknie. Anna Sasin, która nie raz spotykała się z taką sytuacją i zawsze dzielnie służy radą i pomocą kobietom, które je odwiedzają w końcu postanowiła spisać zbiór porad, a także i informacji dla kobiet borykających się z nadwagą, aby schudnąć, a także zmienić styl życia, który pomoże nam uniknąć efektu jojo. Jak to robi? Na początek dowiemy się, czym tak naprawdę są „głodne emocje” i jak odróżnić głód emocjonalny od faktycznego. Będzie to niezwykle pomocne, jako, że często mamy problem z zapychaniem się sądząc, że faktycznie jesteśmy głodne. Za pomocą testów sprawdzimy, czy i nas dotyczy ten problem, dostaniemy także kilka ogólnikowych rad i sposobów na ogarnianie naszych nerwów. Ponadto poznamy kilka dobrych metod na wprowadzanie zmian w swoim nastawieniu. Doświadczony coach próbuje uzmysłowić nam, że mamy problem, czy to z nawykami wyniesionymi z domu, czy pewnością siebie, czy też motywacją, a następnie serwuje rady i ćwiczenia, które pomogą nam to zmienić. Jednakże praca nad samym swoją psychiką to jedynie połowa sukcesu.
Obok naszego nastawienia i miłości do samej siebie, istotna jest zmiana żywienia. Sprawienia, aby spożywane przez nas produkty były bogate we wszystkie składniki odżywcze, a także regularnego spożywania posiłków. Kiedy nauczymy się jeść o określonych porach, będziemy czuły się najedzone nawet niewielkimi porcjami. Dlatego też w drugiej części swojej książki, autorka spisuje dla nas wszystko co najważniejsze o składkach, chociażby budulcowej mocy białek, czy energetycznemu działaniu węglowodanów, witaminach, ale też i solach mineralnych. Uzmysławia nam istotę ich odpowiedniego zbilansowania, abyśmy były silniejsze, piękniejsze i przede wszystkim zgrabniejsze. Jednakże samo rozłożenie na czynniki pierwsze posiłku niewiele nam może pokazać, dlatego, aby być bardziej dobitną, autorka daje nam gotowe jadłospisy na całe dni, jadłospisy, które składają się z pięciu pełnych posiłków. Wszystko dostosowane do naszych wymagań. To bardziej obrazuje nam co możemy jeść i w jakich ilościach, chociaż jak sama twierdzi, nie zabrania nam jedzenia tego co chcemy. Na sam koniec pisze również o zaletach różnych sposobów relaksacji, a także charakteryzuje kilka ćwiczeń ruchowych, które nie będą wymagały od nas większego wysiłku, a które nas usprawnią i w dodatku poprawią zdrowie.
Poradnik Anny Sasin, to nie tylko zbiór niezbędnych informacji o żywieniu, psychologicznych porad jak zmienić nastawienie, ale także i praktycznych ćwiczeń, które pomogą nam zrozumieć same siebie będąc tym samym pomocnymi do kształtowania naszej lepszej przyszłości. Dzięki ćwiczeniom i testom zawartych w „Głodnych emocjach” możemy spojrzeć na nasze problemy bardziej obiektywnie i ocenione one będą przez doświadczonego coacha. Dzięki tabelom możemy pracować nad sobą w dowolnej chwili, a programy żywieniowe wykorzystywać w codziennym życiu. Jest to niezastąpiona publikacja, która naprawdę może pomóc nam pracować nad swoim ciałem bez wykańczających ćwiczeń i rygorystycznych diet pełnych zakazów, a przede wszystkim pomóc utrzymać wymarzoną wagę do końca życia.
irka.com.pl agniecha, 2012-03-10