Recenzje:
Dzisiaj mafia kojarzy się głównie z Ojcem chrzestnym w reżyserii Francisa Ford Coppola. Tomasz Bielecki w swojej książce Krótka historia mafii sycylijskiej postanowił przedstawić dzieje tej organizacji, zaczynając jednak nie od XIX wieku, a od wieku XIII, wyjaśniając tym samym mechanizmy i strukturę mafii. Nie szczędzi ciekawostek, szokujących szczegółów – ale czy warto sięgać po tę pozycję? Tomasz Bielecki jest dziennikarzem, historykiem i politologiem. Jego zainteresowania i praca reporterska rysowały się od początku wokół organizacji przestępczych, Włoch, Watykanu, ale także wokół Bliskiego Wschodu, w związku z którym wyspecjalizował się jako reporter w temacie walki z terroryzmem. Jego najnowsza pozycja dotyczy mafii sycylijskiej – organizacji działającej poza prawem do zarabiania pieniędzy. Swoją książkę autor podzielił na osiem rozdziałów, z czego sześć zatytułował nazwiskami słynnych mafiosów – Vito Cascio Ferro, Cesare Mori, Luciano Leggio, Salvatore Riina, Tommaso Buscetta i Bernardo Provenzano. Pozostałe dwa zostały poświęcone mafii na wojnie oraz Watykanowi, Berlusconi’emu i potędzie Kalabrii. Na przestrzeni tych rozdziałów autor przedstawił historię mafii sycylijskiej poczynając od XIX wieku. Zaznaczył jednak we wstępie, że mafia ma swój początek już w… XIII wieku. Jednak autor skupił się na dziejach tej organizacji poczynając od wieku XIX, gdyż wówczas przyjęła ona kształt w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Przytoczenie jednak jej XIII-wiecznych początków pozwoliło wyjaśnić jej etymologię. W XIII wieku w Palermo odbył się bunt przeciwko rządom francuskich Andegawenów, którego przyczyną było znieważenie jednej z mężatek przez żołnierzy francuskich. Miały wówczas padać takie oto słowa z ust rozwścieczonego tłumu: Morte ai Francesi indipedenza anela! (wł. Śmierci Francuzów pożąda niepodległość!). Pierwsze litery tych słów układają się w wyraz mafia. W tej historii dzisiejsza mafia szuka swoich korzeni, lubując się przy tym w przedstawianiu się jako starej organizacji, surowej, bezwzględnej i okrutnej, lecz jednocześnie honorowej i działającej w słusznej sprawie. Takich mitów usprawiedliwiających działalność mafii jest sporo i jej badaczom na pewno sprawiają one niemałą trudność. Autor, który jest przede wszystkim dziennikarzem, przebrnął przez temat dość krytycznie, choć nie w stopniu wystarczającym jak na historyka przystało, a bardziej właśnie w kontekście dziennikarskim, aniżeli naukowym. Niemniej jednak, jest to dziennikarstwo na wysokim poziomie, w którym nie narzuca się odbiorcy własnych wniosków, a jedynie go na nie nakierowuje. Czytelnik w książce znajdzie wiele szczegółów i pozna strukturę i organizację mafii, jednak zabraknie mu na pewno przypisów do cytowanych słów. Książka została na szczęście opatrzona bibliografią, a nawet skorowidzem. Szkoda, że autor nie pokusił się o zamieszczenie fotografii, które z pewnością wzbogaciłyby pozycję. Książka ta jest dobrą lekturą dla mało wymagającego czytelnika, który podchodzi do tematu po raz pierwszy.

https://historykon.pl/ Agnieszka Popiak


„Śmierci Francuzów pożąda niepodległość!” (Morte ai Francesi indipendenza anela!) – takie hasło wykrzykiwano w Palermo w trakcie Nieszporów Sycylijskich, czyli powstania wyspiarzy przeciwko władzy francuskich Andegawenów w XIII w. Pierwsze litery zawołania tworzą słowo M-A-F-I-A. Jednakże mafia tak naprawdę zaczęła funkcjonować na południu Włoch dopiero w XIX w. Autor książki postanowił opowiedzieć o tej fascynującej i zarazem okrutnej organizacji przez pryzmat kilku krótkich rysów szefów sycylijskiej mafii. Z opisu wyłania się obraz instytucji funkcjonującej zgodnie z kodeksem, w którym króluje omertà, czyli zmowa milczenia. Ten, kto ją łamał, źle kończył. Zdrajcy byli duszeni, tracili życie od kul lub ginęli bez śladu. Zgodnie z lupara bianca (biała strzelba) byli zabijani bez pozostawiania ciał. Zwłoki zalewano betonem w fundamentach budynków, palono czy rozpuszczano kwasem. Z dokładnością kronikarza autor książki przybliża początki mafii, które były związane ze zjednoczeniem Włoch. Niedotrzymanie obietnic danych mieszkańcom wyspy spowodowało bunt tamtejszej ludności, która została objęta powszechnym zaciągiem do wojska oraz obciążona nowymi podatkami. W efekcie wytworzył się alternatywny system sprawiedliwości reprezentowany przez „sektę zbójecką”, jak początkowo nazywano mafię. „Ludzie honoru” wpływali na każdy aspekt życia codziennego Sycylijczyków. W dalszej części książki autor przybliża losy organizacji w XX w. Po II wojnie światowej mafia zaczęła współpracować z amerykańskim półświatkiem w handlu narkotykami. Używki były transportowane do Stanów Zjednoczonych w skrzynkach z pomidorami czy pojemnikach z oliwą. Na przełomie lat 80. i 90. XX w. przeprowadzono Maxiprocesso, czyli największy w historii włoskiego wymiaru sprawiedliwości proces sądowy przeciwko sycylijskiej mafii. Ostatecznie mafia nie straciła na swojej sile i funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Pewną nadzieją na zmianę tego stanu rzeczy jest organizacja Addiopizzo, sycylijski ruch antymafijny, którego nazwa oznacza odmowę płacenia haraczu mafii. Książka Tomasza Bieleckiego to krótka, aczkolwiek wnikliwa próba wyjaśnienia mechanizmów funkcjonowania mafii. Autor, który w swojej dziennikarskiej pracy zajmował się m.in. tematyką Włoch i Watykanu, w przystępny sposób opowiada o początkach, rozwoju i funkcjonowaniu tej krwawej instytucji. Książkę polecam tym, którzy szukają dreszczyku emocji oraz interesują się tematyką półświatków.

http://www.sladamihistorii.pl/ Jakub Raczkiewicz


Pewnie wiele osób zna ,,Ojca chrzestnego”, nawet jeśli nie interesuje się zbytnio tematyką związaną z mafią. Jednak ja od zawsze lubiłam czytać o grupach przestępczych i oczywiście zaczynałam od poznania polskiej historii Pruszkowa. Raczej nie ma co porównywać Włoch oraz Sycylii z Polską, ale jednak warto poszerzać horyzonty i przy okazji pozostać w jakimś stopniu patriotą. Więc uważam, że nadal będę sięgać po publikacje o mafii pruszkowskiej, bo takowe ciągle się pojawiają, chociaż zauważam w nich wiele sprzecznych informacji, bo jak wiadomo – ile osób, tyle wersji. A jak było z mafią sycylijską? Skąd wzięło się słowo MAFIA? Od francuskich słów ,,Morte ai francesi indipendenza anela”. Geneza powstania tego zdania oraz jego skrótu, jest dość prosta, ale nie będę Wam jej opowiadać, bo autor wszystko świetnie wyjaśnił w swojej książce i na pewno nie zrobię tego lepiej. Chociaż muszę przyznać, że nigdy przez myśl nie przeszło mi analizowanie tego słowa, skąd się wzięło i jakie ma znaczenie. Po prostu to było dla mnie od początku przesądzone – jest taka, bo jest i koniec. Jednak fajnie wiedzieć, że ma ona jakiś sens i nie wzięła się znikąd. ,,Pierwszą innowacją wprowadzoną w Palermo przez Leggia i jego klan stały się uprowadzenia ludzi dla okupu. Faszyści prawie całkowicie położyli kres mafijnym porwaniom, ale ten sposób zarobkowania był zakorzeniony w XIX w. i uchodził w cosa nostrze za jak najbardziej zgodny z jej kodeksem honorowym.” Na samym początku we wstępie możemy przeczytać ogólnie o genezie powstania mafii, jej historię czy jaką rolę odegrała sytuacja w Sycylii czy Włoszech w powstaniu tej organizacji. Autor dość jasno wszystko wyjaśnia, wątpliwe kwestie opisuje w przypisach i nie zagłębia się w informacje, które nie są istotne. Ta część jednak sprawiła mi mały kłopot, bo jednak historia to moja wielka słabość i kompletnie nie rozumiem większości kwestii, a o opisywanych rejonach wiem tylko jedno – rządził tam Mussolini. Mimo wszystko, przeczytałam i na pewno kilka rzeczy zapamiętałam, a taki wstęp pomógł mi lepiej zrozumieć całą treść. Później możemy przeczytać o kilku osobistościach, które wyróżniły się w historii mafii sycylijskiej. Każdy rozdział opowiada o innej osobie, jej wejściu w przestępczy świat i tym, jak dochodziła do władzy. Autor nie skupia się tylko na jej związkach z przestępstwami i zbrodniami, ale także opisuje jej najbliższe otoczenie. Oczywiście nie brakuje informacji o tym jak władza usiłowała walczyć z mafią, zgładzić ją i zdmuchnąć z powierzchni ziemi. Jedni się starali bardziej, inni miej, a jeszcze inni w ogóle udawali, że niczego nie widzą. Sam Mussolini podjął walkę, ale jego działania miały raczej oddziaływanie krótkoterminowe i tylko względnie odnosił sukcesy. Całość to nie tylko informacje dotyczące historii mafii, opisy poszczególnych klanów czy roli jaką odgrywała przestępczość w państwie. Autor także opisuje trochę sytuacji, które obrazują nam, jak taka grupa działa, jakie ma zasady, jakie metody, kim w ogóle są poszczególni ludzie w hierarchii lub kto wykonuje wyroki śmierci. Nie brakuje również opisów wydarzeń, które do dziś są owiane tajemnicą, ale także obrazują nam brutalność mafii i ich bezwzględność, jeśli chodzi o załatwianie własnych spraw, zwłaszcza z osobami, które im zagrażają w ten czy inny sposób. ,,W 1968 r. włoski sąd skazał zaocznie Buscettę na dziesięć lat więzienia za rozboje, kradzieże, udział w działaniach bandyckich, lecz zarazem, z braku dostatecznych dowodów, uwolnił go od zarzutów morderstwa z czasów pierwszej wojny mafijnej. Boss Dwóch Światów niezbyt zaprzątał sobie głowę tym zaocznym wyrokiem, bardziej zajmowało go nadzorowanie międzynarodowych szlaków przerzutu narkotyków.” Dla mnie ta książka okazała się świetnym informatorem i sprawiła, że znacznie poszerzyłam swoją wiedzę o mafii sycylijskiej. Co prawda, nie wiedziałam o niej zbyt wiele, ale zawsze ten temat mnie ciekawił i w końcu miałam okazją zaspokoić swój głód wiedzy. Dzięki dość szerokiemu spojrzeniu na sprawę, autor przekazał w książce najważniejsze informacje z samej historii, ale także opisał trochę zasad, które obowiązują w tamtym świecie. Książka ta jest przeglądem struktur mafii na przestrzeni lat. Autor zaczyna od początków jej istnienia i posuwa się w latach do przodu. Oczywiście te ostatnie rozdziały okazały się dla mnie najciekawsze, bo jednak wydarzenia w nich opisane toczyły się już w XXI wieku, gdy miałam okazję chodzić po tym świecie, chociaż wtedy jeszcze raczej miałam zerowe pojęcie o mafii. Jednak fajnie jest poznać kilka spraw, które miały miejsce w niedalekiej przeszłości, bo to sprawia, że mam większą świadomość świata, w którym przyszło mi żyć. ,,Krótka historia mafii sycylijskiej” to z pewnością książka warta uwagi, ale osoba, która nigdy nie interesowała się tym tematem, nie powinna zaczynać od tej pozycji, bo może nie przebrnąć. W środku znajdziemy przeróżne treści, ale nie jest to w żadnym wypadku pozycja, która zapewni nam rozrywkę. Nie znajdziemy w niej obszernych opisów struktur lub metod działania mafii, bo jednak autor stawia na przedstawienie historii i genezy powstania grup przestępczych. Jednak osobom, które interesują się tym tematem, naprawdę polecam. Ocena: 9/10

Bookparadise.pl Patrycja Bomba


Ocena 4,5/6 Recenzja mojego męża. Niezła, ciekawie napisana choć z pewnością nie wyczerpująca tematyki książka. Dobra do przeczytania w kilka godzin. Świetnie się sprawdzi jako lektura w trakcie nadchodzącego lata. Bohaterka niniejszej książki, włoska mafia to działająca nieomal jawnie przestępcza organizacja, a jednocześnie maszyna do zarabiania brudnych pieniędzy idących w miliardy. Zwalczana od dekad, nadal działa. Największe sukcesy odnosi na południu Włoch, gdzie struktury mafijne są wyjątkowo silne i trwałe, a przy tym zdające się być niezmiennymi, monolitem. Autor analizuje tę organizację od czasów II wojny światowej aż do współczesnych nam lat. Sporo dowiadujemy się o strukturze, historii, działalności włoskiej mafii. Książka podzielona jest na 9 części. W każdej z nich omówione jest inne zagadnienie dot. mafii, poczynając od krótkiego wprowadzenia, poprzez słowniczek pojęć o mafii, rozwój przed, w czasie i tuż po II wojnie światowej, opis najkrwawszych dokonań tej organizacji, rys najokrutniejszych i najbardziej znaczących postaci w strukturach, aż po dzień zwyczajny w tej organizacji i opowieść o tych, którzy złamali świętą zasadę omerta, czyli milczenia i współpracowali z organami ścigania. Ponieważ mafia związana jest nierozerwalnie z włoską i światową polityką, im także Bielecki poświęca sporo miejsca w swojej książce. Sporo miejsca autor poświęca związkom mafiosów z politykami zarówno włoskimi, jak i spoza tego kraju. Zadziwiające, jak daleko sięgały macki mafii, jak przekupni potrafią być ludzie bez względu na zajmowane stanowisko. Książka ta to jakby takie kompedium wiedzy o mafii, które opiera się na dotychczas wydanych publikacjach, już istniejących ustaleniach. Krótka historia mafii nie jest książką naukową, czy popularnonaukową. jest ona zbiorem informacji, wiedzą w pigułce. Krótka historia mafii sycylijskiej napisana jest ciekawie choć brak mi przypisów, które pozwoliłyby zainteresowanym osobom sięgnąć do innych pozycji, poszerzyć swoją wiedzę. Książkę czyta się dobrze, polecam na kilkugodzinną lekturę.

pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com Katarzyna Maciejewska


Nie jestem jakimś wielkim fanem wszystkiego, co włoskie, a nawet same Włochy nie są moją wielką miłością, ale temat mafii sycylijskiej jest w kręgu moich zainteresowań. Chociażby dlatego, że nie mogłam się oderwać od Ojca chrzestnego Mario Puzo. Dlatego sięgnęłam po książkę Bieleckiego. Krótka historia mafii sycylijskiej jest faktycznie krótka. Mała książeczka licząca sobie zaledwie jakieś 230 stron to wręcz pigułka jeśli chodzi o historię sycylijskiej grupy przestępczej. Pewnie się zastanawiacie co jest w środku i do kogo ona w takim razie jest skierowana? Już śpieszę z odpowiedzią. W środku znajdują się biografie poszczególnych bossów mafii na przestrzeni dziejów. Dlatego tytuł moim zdaniem jest troszkę mylący, ponieważ nie jest to historia całej mafii, tylko samego szefostwa, ale mimo wszystko jest to bardzo dobra książka dla osób zainteresowanych tematów. Może okazać się niezbędnym tytułem dla studentów zgłębiających tematykę Sycylii na stosunkach międzynarodowych, politologii czy bezpieczeństwie. Sporą zaletą jest obszerna bibliografia, więc praca może być istotnym drogowskazem do prac naukowych. Sama książka mi się podobała, ale nie poleciłabym jej laikowi. Jednak lektura jej wymaga biegłej znajomości historii Włoch, ale także Europy i świata. Niemniej książkę oceniam pozytywnie.

http://malinowskak.blogspot.com Katarzyna Malinowska


Jest niczym bluszcz oplatający drzewo. Wydaje się niewinna, nieszkodliwa, czasem nawet pomocna. To pułapka – choć jej nie widać, w gruncie rzeczy jest strukturą w strukturze, momentami z bluszczu zmienia się w hubę. Taka jest mafia. Wzorem dla wszystkich organizacji przestępczych, jak i źródłem zainteresowania i momentami niezdrowej fascynacji jest mafia sycylijska. Powieść Ojciec chrzestny Mario Puzo, jak i film Francisa Forda Coppoli pod tym samym tytułem, ze znakomitymi kreacjami Marlona Brando i Ala Pacino zbudowały legendę organizacji, która… no właśnie, jaka jest? Wokół mafii narosło wiele mitów, począwszy od samej etymologii nazwy. Osławieni „ludzie honoru” po dziś dzień tym mitom nie zaprzeczają (no chyba, że należą do tzw. „skruszonych” – ci opowiadają bardzo dużo). Dlatego też badaczom ciężko jest czasem oddzielić fakty od mitów. Stąd do książek o cosa nostra należy podchodzić z dużą ostrożnością. omasz Bielecki już na wstępie podkreśla, że jego opracowanie nie jest analizą naukową w pełnym znaczeniu tego słowa. Bielecki opiera się zresztą bardziej na istniejących już publikacjach, zaś jeśli chodzi o działalność mafijną po II wojnie posiłkuje się głównie prasą z tego okresu. Podobnie jak relacje członków mafii, także artykuły prasowe należy traktować z potrzebnym dystansem. Autor jest z zawodu dziennikarzem, dlatego też jego opracowanie jest bardziej wynikiem swoistego śledztwa dziennikarskiego. Bielecki w ciekawy sposób pokazuje związek mafii z włoskimi politykami. Relacje te rozwinęły się już po II wojnie światowej, gdy doszło do taktycznego sojuszu pomiędzy mafią a partiami rządzącymi we Włoszech. Jego główną przyczyną była potrzeba przeciwstawienia się rosnącej pozycji Włoskiej Partii Komunistycznej. Książka Bieleckiego dzieli tę historię na dwie części: mafia sprzed wojny i mafia powojenna. Ta pierwsza wciąż pozostaje nie do końca odkrytą tajemnicą. Bielecki omawia jej początki oraz proces zakorzeniania się „ludzi honoru” w sycylijskim a później apenińskim świecie. Autor interesująco opisuje też pierwsze próby walki z mafią. Jak na ironię, najskuteczniejsi w tej materii okazali się faszyści – dopóki mafia nie spenetrowała władz partii i nie pozbyła się z Sycylii Cesare Moriego. Ale pamięć o Żelaznym Prefekcie przetrwała. Bielecki swoje „śledztwo” poświęca jednak przede wszystkim powojennej i współczesnej mafii. Świetnie opisuje znane już czy mało znane związki włoskich włodarzy z „ludźmi honoru”. Skupia się jednak na jej stopniowym odchodzeniu od „tradycyjnych zasad” działalności mafii, cokolwiek to określenie oznacza. Pojawienie się Luciano Leggio, Bernardo Provenzano czy osławionego Salvatore Riiny zmienia całkowicie oblicze mafii. się przeobraża się ona w brutalną, bezwzględną i pazerną organizację. Zwłaszcza działalność Rinny, zwanego „Bestią” (La belva) staje się wizytówką „ludzi honoru”. Stosowane przez niego i jemu podobnych metody spowodowały, że określenie „ludzie honoru” przeszło do lamusa. Czytając książkę Bieleckiego, można dojść do wniosku, że późniejszy kryzys i cios w postaci „Maksiprocesu” (był to wielki proces głównych capo sycylijskich) to wina Rinny. Mafia stała się po prostu zbyt widoczna i zbyt głośna (czasami dosłownie, a to przez stosowanie zamachów bombowych). Ambicja Rinny by stać się capo di tuti capi (szefem wszystkich szefów) ziściła się tylko częściowo. Ale chociaż on i jego druh Provenzano ostatecznie ponieśli porażkę, z tej burzy zwycięsko wyszła cosa nostra. I wszystko wskazuje na to, że powróciła ona do dawnych, „słusznych” zwyczajów i metod. Bielecki nie narzuca czytelnikowi gotowych wniosków, raczej delikatnie go na nie naprowadza. Stara się przede wszystkim trzymać faktów. Dla Bieleckiego historia mafii nie kończy się wraz z „Maksiprocesem”. Próba dziennikarskiego śledztwa w sprawie związków mafijnych z czołowymi politykami oraz Kościołem katolickim (sprawa Banco Ambrosiano) choć niewątpliwie intryguje, pozostaje tylko dochodzeniem poszlakowym. Ale nie zniechęca do zadawania pytań. Bielecki nie napisał wyczerpującej monografii – nie to zresztą było jego ambicją. Jego książka stanowi przystępny i interesujący, a co najważniejsze – udany przyczynek do barwnych dziejów mafii sycylijskiej. Zachęcam do lektury.

Histmag.org MICHAŁ STANISZEWSKI


To dzieło polskiego autora, dla mnie osobiście jest połączeniem dwóch wyżej wymienionych tytułów. Tomasz Bielecki rzeczowo i rzetelnie przedstawia zjawisko jakim jest mafia. Opis początków powstawania organizacji, podany jest nawet bardziej szczegółowo niż u Clarie Sterling, czasem ma się wrażenie, że aż nazbyt szczegółowo. Dalsze rozdziały podane są już w bardziej przystępnej formie i czyta się je naprawdę przyjemnie. Autor nie tylko przedstawia historię cosa nostry ale nie zapomina też o jej powiązaniach z Kościołem i polityką. Książka dla kogoś, kto chce poznać losy mafii a jednocześnie nie boi się zagłębić w szczegółowe informacje.

http://online-mafia.pl


Majowy dzień był ciepły i pogodny. Nad Sycylią niebo było niemalże bezchmurne, ale dzięki lekkiemu wietrzykowi słońce niezbyt dawało się we znaki. Miasteczko Piana dei Greci, oddalone zaledwie godzinę drogi od Palermo, pękało w szwach. Ludzie tłoczyli się na ulicach a okna domów wypełniały ciekawskie twarze. Służby porządkowe starały się zapanować nad tłumem. W oddali dało się już zauważyć długi konwój, gapie mocniej naparli na korowód milicjantów. Ci jednak zdołali, przy pomocy funkcjonariuszy w cywilu, utrzymać porządek. Mussolini jechał w limuzynie bez dachu, jego ochrona, tłocząca się wokół samochodu i ustawiona przy drodze, była bardzo liczna i elegancko umundurowana. Dokładnie tak jak lubił premier. Benito kątem oka obserwował siedzącego obok i uśmiechającego się przesadnie Francesco Cuccia, burmistrza miasteczka. Jednak to nie był jedyny tytuł jaki nosił współpasażer włoskiego premiera. Przyszłemu dyktatorowi Włoch obił się o uszy jego inny tytuł, Don Ciccio, "człowiek honoru" - mafiozo. Ludzie na Sycylii jak i nawet niektórzy w partii faszystowskiej Włoch mówili, że to on uwolnił wyspę od czerwonych koszul. Mussolini zdawał sobie sprawę, że Cuccia i jemu podobni od lat robią to samo co faszyści odkąd doszli do władzy. Mianowice zwalczają swoją "konkurencję" i socjalistów wszelkimi sposobami, nie stroniąc od przemocy i mordu. Jednak ten dziwny, teatralnie obnoszący się z Krzyżem Kawalerskim Królestwa Włoch na piersi człowiek, działał mu na nerwy. Limuzyna zwolniła wjeżdżając w uliczki Piana dei Greci, tak by tłum mógł dokładnie przyjrzeć się nowemu premierowi. Mussolini czuł się wspaniale, wiwatujący tłum wprawił go w wyśmienity humor. Wszystko zostało zrujnowane gdy Francesco Cuccia odwrócił się w jego stronę i pompatycznie wyszeptał: - "Ekscelencjo, pan jest ze mną i pod moją ochroną. Po co tylu gliniarzy?" Przyszły dyktator zaskoczony takim pytaniem uśmiechnął się przez zaciśnięte zęby. Jednak nim zdołał cokolwiek powiedzieć lub zrobić, burmistrz zwrócił się w stronę tłumu. -"Niech nikt nie śmie nawet tknąć Mussoliniego. Jest moim przyjacielem. I najlepszym człowiekiem na świecie" Faszystowski lider poczuł jak wzbiera w nim wściekłość. Miał ochotę wypchnąć burmistrza ze swojego samochodu a najlepiej by ten wpadł przy tym pod koła samochodu. Zachował jednak kamienną twarz, w końcu ludzie mu się przyglądali a on musiał odegrać swoją rolę perfekcyjnie. Samochód podskakiwał na szosie prowadzącej w stronę Palermo. Tym razem jednak obok Benito Mussoliniego, zamiast pyszałkowatego burmistrza - mafiosa siedział sekretarz premiera i ze spokojem wysłuchiwał krzyków swojego szefa. -"Słyszałeś, co powiedział? Ja jestem pod jego ochroną?!" Przyszły Duce już wiedział co musi zrobić. Nie może nikomu pozwolić by zachowywał się protekcjonalnie w stosunku do niego. A już na pewno, każdy kto chciałby stawiać się na pierwszy plan musi ponieść karę... *Sfabularyzowany tekst na podstawie książki Tomasza Bieleckiego "Krótka historia mafii sycylijskiej". Członkowie mafii sycylijskiej oczekują na proces. Palermo, luty 1928 rok. O włoskiej mafii słyszał chyba każdy, jednak jak powstała i dlaczego akurat nazywa się "mafia", nie wszyscy wiedzą. Historię jej powstania, jak również najciekawsze epizody i postacie, bardzo trafnie w swojej książce pod tytułem "Krótka historia mafii sycylijskiej" opisał Tomasz Bielicki. W oparciu o jego publikację chciałbym przybliżyć pierwsze chwile tej nietuzinkowej "organizacji". Zacznijmy może od legendy, którą powtarzali członkowie jak i ludzie pragnący dodać romantyzmu tej przestępczej organizacji. Wszystko miało się zacząć już w średniowieczu od tajemniczego bractwa Beati Paoli. Miało ono pomagać i bronić uciśnionych, prostych ludzi, niczym włoska wersja Robin Hooda. Właśnie z tych korzeni i tradycji miała czerpać późniejsza Cosa Nostra, czyli mafia sycylijska. Jednak już samo istnienie takowego bractwa jest wątpliwe. Co do samej nazwy to sformalizowała się ona dosyć późno i została rozpropagowana przez teatr w latach 1863 - 1865. Przyjęto bowiem, że słowo mafia jest skrótem od słów które krzyczeli powstańcy sycylijscy w trakcie walk w Palermo, zwanych "nieszporami sycylijskimi" w 1282 roku. Zawołanie to brzmiało: "Morte ai Francesi indipendenza anela" , czyli: Śmierci Francuzów pożąda niepodległość. Pierwsze litery tego zawołania w języku włoskim tworzą słowo M.A.F.I.A. Tak więc pierwsza organizacja przestępcza, przypisuje sobie tradycje szlachetnych wojowników o prawa i wolność włoskiej ludności. Jednak są to jedynie historie mające na celu upiększenie i złagodzenie faktycznej działalności i początków Mafii. Ta zaś zaczęła się kształtować dopiero w XIX wieku z sycylijskich gangów przestępczych. Ewoluowały one do zorganizowanych grup, nazywających siebie rodzinami. Jej członkowie pierwotnie obwołani byli "ludźmi honoru", gdyż od samego początku starano się na zewnątrz zachować wizerunek instancji walczącej sprawiedliwie i honorowo o rozstrzyganie sporów oraz problemów, tam gdzie zawiodła biurokracja. Trzeba nam wiedzieć, że Włochy były państwem podzielonym na mniejsze księstwa rządzone w sposób absolutystyczny a wręcz feudalny. Stan ten trwał aż do 1859, jednak nawet po zjednoczeniu półwyspu apenińskiego, południe a szczególnie Sycylia były traktowane po macoszemu. Taka legenda więc trafiała wśród zwykłych ludzi na podatny grunt. Być może właśnie to a na pewno w znacznej mierze przesądziło o wyjątkowości i sukcesie Cosa Nostry. Mafiosi, rozumiejąc mentalność wyspiarzy jak i rolę tradycji w ich życiu, "podłączyli" się bardzo szybko pod Kościół katolicki czyniąc ze swych organizacji na pozór coś w rodzaju zakonu a na pewno ludzi działających w zgodzie z Bożą wolą. Już sam rytuał przyjęcia nowego członka na łono organizacji był czymś mistycznym. W swojej książce Tomasz Bielecki pisze: "Jeżeli zdradzę, to niech me ciało spłonie, tak jak płonie ta karta! - brzmi opisana po raz pierwszy już w XIX w. klątwa z obrzędu wejścia nowego człowieka do kręgu mafijnego, z czasem coraz częściej nazywanego rodziną. Płonąca karta czy papier to święty obrazek najczęściej z wizerunkiem L’Annunciaty (Matki Boskiej w scenie zwiastowania), czasem ze świętym Antonim bądź z Michałem Archaniołem. Kandydat na „człowieka honoru” powinien ów obrazek splamić własną krwią z nakłutego igłą lub nożem palca wskazującego prawej ręki (tego, którym pociąga się za cyngiel)." Propagując wiarę, mafia zyskiwała często poparcie duchownych a niejednokrotnie ich oddanie w roli członka organizacji. Ludzie z "rodziny" zajmowali również określone miejsca na wszelkiego rodzaju wydarzeniach religijnych. To w której kolejności szło się za świętą figurą lub krzyżem, mówiło wtajemniczonym gdzie znajduje się w hierarchii mafijnej dana osoba. Powiązanie wiary i honoru ze swoimi działaniami i tłumaczenie ich tym, okazało się wyjątkowo skutecznym narzędziem działającym aż do dziś. Jak opisuje Bielicki w książce "Krótka historia mafii sycylijskiej". Jeden z mafiozów, Leonardo Messina, który zgodził się współpracować z prokuraturą zeznawał w 1992 roku: "Nauczano mnie, że mafia narodziła się po to, by zaprowadzać sprawiedliwość. Czy wiecie, że teraz przed Chrystusem czuję się zdrajcą? W czasach, gdy zabijałem, chodziłem do kościoła ze spokojem w duszy. Jednak teraz, kiedy jestem skruszony, o nie… Nie modlę się ze spokojem." Na sukces mafijnych organizacji wpłynęły znajomości i dobre stosunki z Karbonariuszami. Byli to patrioci, walczący z absolutyzmem, odegrali oni dużą rolę w procesie zjednoczenia Włoch. Jednak przedtem, za czasów panowania Franciszka II Burbona, władcy Królestwa Obojga Sycylii, byli prześladowani i masowo wtrącani do więzień, gdzie nawiązywali kontakty z przestępcami. Romantyczne odwołania do honoru, braterstwa i sprawiedliwości, szerzone przez członków zorganizowanych band kryminalistów, padały na podatny grunt ideałów działaczy wolnościowych. Tak nawiązywał się znajomości i zacieśniały stosunki z ludźmi, którzy po zjednoczeniu Italii, niejednokrotnie zasiadali na wysokich stanowiskach rządowych. Kiedy wreszcie Włochy zostały zjednoczone, nowa władza zaczęła wprowadzać prawa, które jednak nie do końca podobały się miejscowym na południu kraju. Pomimo liberalizacji życia, podniesiono podatki i wdrożono obowiązkowy zaciąg do wojska. Nie za bardzo było to na rękę rolnikom z południa, którzy musieli dla nowego kraju oddawać swoich synów, czyli ręce do pracy. W odpowiedzi ogłoszono stan wyjątkowy w południowych prowincjach. Wzmagało to nieufne podejście do rządzących i działało na korzyść mafii, która stała się substytutem organu sprawiedliwości i zapewniała bezpieczeństwo. Cała ta sytuacja zakorzeniała i integrowała coraz bardziej zorganizowane struktury przestępcze w społeczeństwie sycylijskim. Młodzi ludzie woleli stać się "żołnierzami" którejś z rodzin, niż iść do wojska. Tak organizacje, rodziny, czy jak kto woli mafia stała się integralną częścią sycylijskiego społeczeństwa. Chyba każdy widział film, lub czytał książkę pod tytułem "Ojciec chrzestny". Jest to obraz mafii, który przypadł do gustu nawet samym zainteresowanym. Wielu amerykańskich mafiosów jak i nawet capo miało na liście ulubionych pozycji kinowych ten właśnie film, mimo tego, że honorowe zasady i reguły tam przedstawione są mocno przesadzone. Jak można przeczytać w książce "Krótka historia mafii sycylijskiej": " Ponoć podsłuchiwani przez FBI mafiosi ryczeli ze śmiechu, oglądając na ekranach tak wyidealizowanego Corleonego." Sama postać "Don Corleone" była wzorowana na kilku mafijnych bossach, prowadzących swe interesy w Ameryce. Jednak jak znaleźli się oni za oceanem? Odpowiedzi udzieli nam właśnie jeden z protoplastów ekranowego capo di tutti capi, niejaki Vito Casio Ferro. Ta nietuzinkowa postać urodziła się w 1862 roku w Palermo. Vito wychowywał się wśród tamtejszej niższej sfery jak i wieśniaków z miasteczka Bisacquino, gdzie jego ojciec pracował jako strażnik majątku. Od wczesnych lat lubował się w szykownych ubraniach i zwracał uwagę na swój wizerunek. Musiał no to wszystko jakoś zarobić. Pośredniczył w handlu zwierzętami i ziemią, do tego zarządzał przewozem przesyłek pocztowych. W okresie swojej młodości postanowił związać się z socjalistami i zapisał się do związków zawodowych fasci siciliani dei lavoratori. W pewnym momencie interesy związków zawodowych i mafijnych rodzin zaczęły się ze sobą zbiegać. W 1893 roku socjaliści osiągnęli szczyt swojej popularności, doszło więc do spotkań i rozmów przedstawicieli obu stron. Chodziło o wzajemną koegzystencję. Związkowcy liczyli na ochronę i nie przeszkadzanie w dążeniu do celów. Mafia zaś, liczyła na korzyści, gdyby związkowcom faktycznie udało się mieć wpływ na politykę, a co za tym idzie przeprowadzić reformę rolną. W owym okresie, rodziny przestępcze czerpały z kontroli plantacji i sprzedaży płodów rolnych największe zyski. Z lewej Vito Casio Ferro na początku XX wieku. Po prawej filmowy mafioso Don Corleone. Właśnie wtedy Vito przeszedł przez rytuał inicjacyjny i stał się jednym z "ludzi honoru" w Bisacquino. Już w 1893 roku skazano go za próbę wymuszenia 10.000 lirów, jednocześnie jednak, został uniewinniony z powodu braków dowodów. W 1894 w obliczu narastających niepokojów społecznych włoski rząd zdelegalizował związki fasci siciliani dei lavoratori i ogłosił na Sycylii stan wyjątkowy. Casio Ferro został doraźnie skazany na areszt domowy, ale wolność i swoboda była mu zbyt droga więc uciekł do Tunezji. Tam szybko nawiązał kontakty z włoską społecznością i zajął się przemytem. Okazał się dla lokalnych szmuglerów właściwą osobą, posiadał bowiem liczne kontakty na Sycylii. Dzięki mafijnym wtyczkom i socjalistycznym kolegom proceder nabrał prawdziwego rozmachu. Głównym towarem były kradzione z pastwisk zwierzęta, można to porównać do dzisiejszego handlu kradzionymi samochodami. Po kilku miesiącach aktywnej działalności, nasz bohater wrócił na Sycylię, by jeszcze sprawniej kierować swoją siatką. Wolność zapewniła mu oficjalna obietnica, że już nigdy nie będzie się zajmował polityką. Ferro miał już inne plany na to jak ułożyć sobie życie. Zaczął pracować na swoją legendę. Wiedział, że musi stać się zarówno groźny jak i godny szacunku. By odnieść sukces jako "Padrino" musiał zdobyć sobie zaufanie i posłuch wśród zwykłych ludzi, oraz respekt w bardziej wpływowych kręgach. Jak pisze w swojej książce Tomasz Bielecki: "Vito Cascio Ferro zaczął pracować na to miano już pod koniec XIX w. Wiedział, że potrzebuje oddolnego uprawomocnienia mającego swe źródło w obawie, ale i w szacunku. Dowodzą tego palermiańskie opowieści o tym, jak przewrotnie o ten respekt zabiegał. Gdy mimo wielokrotnych monitów pewien rzemieślnik z Corleone nie mógł się doczekać zapłaty za narzędzia sprzedane na kredyt do Tunisu, zwrócił się po pomoc do Cascia Ferra. Ten ostatni cieszył się już sławą człowieka z dużymi wpływami, zarówno w legalnych, jak i szemranych interesach robionych między Sycylią a Tunezją, i obiecał wytwórcy, że wkrótce zmusi dłużnika do szybkiego uregulowania rachunków. Istotnie, rzemieślnik już po kilku dniach dostał przesyłkę poleconą z wyczekiwaną sumą, ale nadaną nie w Tunisie, lecz… w Palermo. Czy Cascio Ferro był gotów do hojnego rozdawania pieniędzy pokrzywdzonym, by zyskać popularność? Otóż nie. Ponoć znał wcześniej sprawę tunezyjskiej wierzytelności, a kiedy dłużnik wreszcie wysłał pieniądze, Ferro, korzystając ze znajomości na poczcie (po czasach pracy jako agent odpowiedzialny za przewozy pocztowe), przechwycił przesyłkę z Tunisu i przepakował ją w kopertę w Palermo." Jak więc się okazało miał talent do promowania swojej osoby i zyskiwał coraz większy szacunek oraz uznanie. Coraz więcej rodzin z okolic Corleone, Bisacquino i Palermo uznawały jego autorytet. Na przykład doradzał miejscowym "ludziom honoru" by ci wystawiali ze swoich kręgów osoby kandydujące na radnych by w ten sposób obsadzać stanowiska w lokalnych władzach. Co procentowało oczywiście wpływami politycznymi i protekcją. Don Vito stał się osoba znaną i szanowaną, ludzie poznawali go na ulicach i kłaniali mu się a dorożkarze w Palermo okazywali swój respekt całując go po rękach. Bywał w klubach dla dżentelmenów i cieszył się dobrymi stosunkami z deputowanym Domenikiem De Michelem Ferrantellim. Znane były powszechnie jego działania przestępcze, jak na przykład porwania dla okupu, wymuszenia i ściąganie haraczy. Jednak potrafił swoje "interesy" prowadzić w symbiozie z lokalnymi władzami. Na początku XX wieku zdecydował się wyjechać do Ameryki. Ciężko powiedzieć czy było to spowodowane chęcią ucieczki przed jednym z wielu postępowań przeciwko niemu, czy zamiarem powiększenia swojej strefy wpływów. Druga opcja wydaje się prawdopodobniejsza, gdyż USA stawały się nowym rynkiem zbytu dla przemytników i pośredników. Do kraju "wielkich możliwości" przybyło wielu prostych Włochów, którzy niejednokrotnie nie potrafili pisać w ojczystym języku, nie wspominając już o mówieniu po angielsku, byli więc skazani na pomoc innych. Mimo to liczyli na spełnienie się ich marzeń o dostatku i godnym życiu. W zamian za to byli wykorzystywani i wyzyskiwani przez swoich rodaków lub szukając łatwego grosza przyłączali się do grup przestępczych. Don Vito przebywał w Ameryce jedynie do 1907 roku, ale przypisuje się mu zapoczątkowanie w tym kraju i udoskonalenie, sprawnie funkcjonującego już we Włoszech, procederu ściągania haraczy. W książce "Krótka historia mafii sycylijskiej" można przeczytać: "Don Vito instruował swych współpracowników takimi mniej więcej słowy: - Musicie zbierać śmietankę, nie rozbijając butelki. Nie doprowadzajcie ludzi do bankructwa niepoważnymi, zbyt wygórowanymi żądaniami. Oferujcie im ochronę, pomoc w rozwijaniu biznesu. Wtedy będą zadowoleni, że wręczają wam opłaty. Z wdzięczności będą was całować po rękach" Pomagał również rodzinie Morello w przerzucaniu z Włoch i rozprowadzaniu fałszywych dwu i pięciodolarowych banknotów. Raz nawet został zatrzymany przez ambitnego policjanta Giuseppe „Joe” Petrosino, Włocha, który w wieku 13 lat wyemigrował z rodzicami do stanów. Vito został oskarżony o dilerkę fałszywymi banknotami, jednak jak to w takich sytuacjach bywało, świadkowie nie byli w stanie nikogo rozpoznać. W kwietniu 1903 roku na nowojorskiej ulicy znaleziono ciało mężczyzny wepchniętego do beczki. Ofiara nosiła ślady pobicia, miała liczne rany od noża i przekłute uszy. Do tego odcięte genitalia wepchnięto jej w usta. Nie było wątpliwości że to jakieś porachunki mafijne. Śledztwem zajął się Petrosino, szybko ustalono na podstawie sekcji zwłok i znalezionych przy ofierze śladach, że przed śmiercią przebywał w lokalu Giuseppe Morello. Aresztowano kilkanaście osób oraz samego Morello, jak również Casica Ferro w roli świadka. Okazało się, że zamordowany należał do grupy rozprowadzającej fałszywe dolarówki. Na podstawie zastawionego w lombardzie, przez jednego z mafiosów zegarka ofiary wsadzono za kraty domniemanego mordercę. Jednak cała sprawa upadła z powodu braku dowodów. Jak to często bywało w mafijnych procesach, połowa przysięgłych nie stawiła się na rozprawę a świadkowie cierpieli na zaniki pamięci. Policja była zmuszona w efekcie, wypuścić wszystkich oskarżonych na wolność. Don Vito jeszcze przed zakończeniem procesu wyjechał z Nowego Jorku do Nowego Orleanu. Jako, że nie był oskarżony pozwala przypuszczać, iż nie uciekał przed wymiarem sprawiedliwości. Można się więc zastanawiać czy nie popadł w konflikt z rodziną Morello. W każdym razie sprawa "człowieka z beczki" nie została nigdy wyjaśniona. Narodziła się jednak pewna zależność między sycylijskim mafioso a nowojorskim policjantem. Oboje zaczęli żywić do siebie głęboką niechęć. Według spekulacji, Ferro traktował policjanta o włoskim pochodzeniu jako zdrajcę, ścigającego swoich rodaków. Giuseppe Petrosino uważał natomiast Sycylijczyka za wcielenie wszystkiego czym pogardzał a bezkarność jego poczynań, dodatkowo wzmagała jego niechęć. Giuseppe „Joe” Petrosino. Styczeń 1909 roku. Według legendy oboje nosili w portfelach wzajemne fotografie, by nigdy nie zapomnieć swojego wroga. W 1907 roku Don Vito powrócił na Sycylię w charakterze importera cytrusów, jednak jego interesy nadal powiązane były z włoską diasporą w Ameryce. Dwa lata później do Włoch przybył Petrosino, w Ameryce znany już i szanowany "łowca przestępców". Popełnił jednak jeden błąd, zapomniał, że nie jest teraz w USA. Gdy wyruszył się na południe w poszukiwaniu przestępców mających powiązania z siatkami przemytników w USA, gazety w Italii ogłosiły przybycie "włoskiego Sherlocka Holmesa". Tak więc pomimo starań zachowania anonimowości, każdy opryszek wiedział o dochodzeniu "Joe" Petrosina. Jego płatni informatorzy, w rzeczywistości byli na usługach Don Vita, tak więc wiedział on o każdym kroku Amerykanina. Do tego, nie bez racji zresztą, Petrosino zdecydował się na samotne łowy w obawie przed powiązaniami policji i lokalnych władz z mafią. Błędem jednak okazała się rezygnacja z ochrony, którą oferowano po przybyciu Giuseppe do Rzymu. Koniec był dla niego tragiczny. Wychodząc 12 marca 1909 roku z restauracji Gran Caffe Oreto w centrum Palermo, został zamordowany 4 strzałami z rewolweru. Według legend, Petrosino spotkał się w lokalu z Casio Ferro, który zaprosił go na kolację. Bielecki w swojej książce pisze: "Nie ma pewności, czy ci dwaj spotkali się twarzą w twarz w Palermo, choć właśnie taka wersja przetrwała w wielu palermiańskich podaniach oraz nakręconych na ich podstawie filmach. Wedle nich Don Vito miał zaprosić Petrosina na ostatnią w życiu policjanta kolację do Gran Caffe Oreto przy Piazza Marina w centrum Palermo. I dopiero pod koniec, wznosząc ostatni toast, miał wyjawić Amerykaninowi prawdę, mówiąc: - To ja jestem szefem sycylijskiej mafii. Na Sycylii to ja jestem głównym organizatorem i najważniejszym przedstawicielem Mano Nera". W każdym razie policjant zginął na zlecenie Don Vita, który w tym okresie faktycznie był jedną z czołowych postaci mafijnych na Sycylii z rozległymi kontaktami w Ameryce. Ferro nie musiał się obawiać, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Jego przyjaciel Domenico De Michele Ferrantelli zeznał, że w chwili zabójstwa, Vito był w jego domu w Burgio oddalonym o 100 km od Palermo. Oficjalnie przypisano to zabójstwo anarchistom i sprawa z czasem ucichła. Sława Don Vito Casico Ferro sięgnęła zenitu. Stał się pierwszym w historii sycylijskim capo di tutti capi. Zawsze elegancki i dystyngowany był przyjmowany w najświetniejszych salonach zarówno biznesmenów jak i polityków. Tym ostatnim przysparzał głosów dzięki swoim "pałkarzom", którzy skutecznie potrafili wpłynąć na wyborców. Co kuriozalne, Don Vito osobiście nie posiadał wielkiego majątku. Jego jedynym kapitałem była jego własna osoba. Potrafił załatwić wszystko czego potrzebował. Dzięki swojej charyzmie i kontaktom był wszędzie serdecznie podejmowanym gościem. Burmistrzowie witali i żegnali go nisko się kłaniając i całując po rękach. Można tu przytoczyć kolejny cytat z książki Tomasza Bieleckiego: "Czy był wtedy bogaty? Skądże! Był biedny, ale hojnie utrzymywali go baronowie Inglese, Antonino i jego brat Guglielmo. Antonino był nawet chrzestnym Vituzzu, syna Don Vito. Baronowie żyli spokojnie, bo znajdowali się pod jego ochroną. A gdy on czegoś potrzebował, po prostu prosił ich o to jak przyjaciół". Kariera "pierwszego ojca chrzestnego" trwała nieprzerwanie aż do okresu międzywojennego. Wtedy to władzę przejęli faszyści i choć wydawać by się mogło, że cele i środki mają zbliżone do mafii, to jednak osobisty antagonizm Mussoliniego przyczynił się do aktywnej walki z sycylijskimi bossami i ich ludźmi. Duce zlecił to zadanie Cesare Mori, człowiekowi który w swojej przeszłości zwalczał faszystów i nie należał do partii. Jednak jego skuteczność i zaciętość czyniła go w oczach Mussoliniego odpowiednim człowiekiem do tego celu. "Żelazny Prefekt" jak nazywano Moriego, stanął na wysokości zadania, co Don Vito odczuł na własnej skórze. W 1930 roku został skazany na dożywocie za jedno morderstwo. Miał wtedy powiedzieć: "Szanowni panowie, popełniłem w życiu wiele przestępstw. Ale skazaliście mnie za to jedyne, którego nie popełniłem". Jak się miało okazać, najprawdopodobniej było to faktycznie sfingowane śledztwo mające na celu uzyskanie wyroku. Tym razem przyjaciele nie byli w stanie mu pomóc. Magnat Adriano Mirabella, proszony przez Ferro o pomoc miał się tłumaczyć, że czasy się już zmieniły i nie ma takich możliwości. Vito Casio Ferro zginął najprawdopodobniej w 1943 roku pod gruzami zbombardowanego przez aliantów więzienia Pozzuoli. Do dziś przetrwało powiedzenie, że mafia w całej swojej historii drżała jedynie przed Mussolinim. Mafia w okresie rządów faszystów przeżyła swoje najcięższe chwile, ale jednak przeżyła. Wydaje się, że Cosa Nostra już na zawsze pozostanie nierozłączną częścią Włoch. Jak pokazuje jej długa historia w chwilach kiedy wydawać by się mogło, że została zlikwidowana, niczym Hydra odżywa na nowo. Mafia stała się integralną częścią mentalności mieszkańców południa Półwyspu Apenińskiego. Trwa w legendach i opowieściach a "ojcowie chrzestni" niejednokrotnie jawią się w nich niczym bohaterowie. Bohaterowie gotowi w każdej chwili bronić honoru, rodziny i uciśnionych. Oczywiście wszystko za odpowiednią cenę. Po więcej ciekawych postaci ze świata mafii jak i bardziej szczegółową historię tej specyficznej organizacji odsyłam do książki Tomasza Bieleckiego - "Krótka historia mafii sycylijskiej". Pozycja ukaże się w sprzedaży 14 marca 2018 roku nakładem wydawnictwa Editiohistoria.

http://okruchyhistorii.blogspot.com/ Franciszek Pałac


Często opisując losy gangsterów i przeróżnych przestępców używamy określenia mafia.Czy rzeczywiście zasługują oni na takie nazewnictwo? Czy na pewno do końca zdajemy sobie sprawę, co to słowo oznacza? Wydaje się, że obecnie to odmieniane przez wszystkie przypadki i właściwie już wyświechtane określenie straciło swoja moc. Książka Tomasza Bieleckiego „Krótka historia mafii sycylijskiej” udziela odpowiedzi na powyższe pytania, oraz obala wiele mitów, które na przestrzeni lat wytworzyła popkultura. Lektura w brutalny sposób uświadamia czytelnikowi, że mafia to nie Don siedzący w wielkim fotelu i wydający ochrypłym głosem sprawiedliwe wyroki. Mafia to strach, bezwzględność i milczenie. Jednocześnie mafia to zjawisko zakorzenione w genach Sycylijczyków, które ciągle jest żywe. Książka składa się z 8 rozdziałów i zaczyna się opowieścią o legendarnym Don Vito Cascio Ferro. Sycylijczyk od samego początku XX w. stał się jednym z największych przywódców mafii w całej jej historii i późniejszym archetypem mafioso. W następnych rozdziałach zapoznajemy się min. z postacią Cesare Moriego – „żelaznego prefekta”, który został wysłannikiem Benito Mussoliniego i otrzymał zadanie zniszczenia mafii „ogniem i żelazem”. Poradził z nim sobie całkiem nieźle, osłabiając poważnie potęgę tej organizacji na długie lata. Dalej, poznajemy osobę Luciano Leggio słynnego bossa z Corleone, który pod swoimi skrzydłami od początku przyuczał Bernardo Provenzano i Toto Riinę, następnych bohaterów książki. Ten ostatni w rzeczywistości stał się największą bestią w historii cosa nostry (taki zresztą nosił pseudonim). Jego bezwzględność i brutalność w dużym stopniu doprowadziła do tzw. Maksiprocesu w Palermo i skazania prawie 400 członków mafii. O słynnym procesie oraz sędziach-bohaterach, również znajdziemy tu sporo informacji. Kolejny z wymienionych bossów cosa nostry Bernardo Provenzano, był odwrotnością Riiny. Ten powściągliwy, flegmatyczny i przesadnie religijny cappo di tutti capi, potrafił jednak ukrywać się przed organami ścigania przez 43 lata(!) Całość opowieści o mafii sycylijskiej dopełnia postać Tomasso Buscetty, bossa który doskonale radził sobie zarówno na Sycylii jak i w innych częściach świata ale postanowił powiedzieć mafii „dość” i złamać zasadę omerty. Gangster tak skomentował swoją decyzję: – „Obserwowałem zmieniające się wobec mnie zachowanie braci z cosa nostry, ale nie reagowałem. Kiedy pytali czy czegoś potrzebuję odpowiadałem, że nie [..] Po ośmiu latach za kratami, czyli w 1980 roku, pomyślałem, że nie mogę już dłużej igrać z życiem jako mafioso. I muszę powiedzieć mafii addio!” Buscetta swoją decyzję o pójściu na współpracę z prokuraturą przypłacił potężnymi stratami. Członkowie cosa nostry z klanu Corleonesi w ramach zemsty zabili jego dwóch synów, brata, zięcia, szwagra oraz czterech bratanków i siostrzeńców. Historia jego życia pokazuje prawdziwe oblicze mafii. W książce znajdziemy także opis mafijnej wojny klanów z początku lat ’80, w której śmierć poniosło prawie 1000 mafiosów. Na zakończenie, autor opisuje powiązania byłego premiera Włoch Silvio Berlusconiego z mafią, a także działania najpotężniejszej obecnie organizacji mafijnej we Włoszech, kalabryjskiej ‘Ndranghety. Książka „Krótka historia mafii sycylijskiej” jest ważną pozycją dla wszystkich zainteresowanych tematem przestępczości zorganizowanej. Dzięki temu, że jest ograniczona objętościowo i skupia się na najistotniejszych informacjach, jest przyjemna w odbiorze i nie zanudza czytelnika licznymi datami czy nazwiskami. Pokazuje korzenie i początki prawdziwej mafii, nie tej z filmów czy seriali ale zakorzenionej w biednej i opuszczonej niegdyś przez władze Sycylii. I tu, na zakończenie, warto przytoczyć słowa Tomasso Buscetty, które znajdziemy w jednym z rozdziałów książki: „- Czym był państwo włoskie w moich rodzinnych stronach w latach czterdziestych i pięćdziesiątych? Państwo zupełnie zapomniało o Sycylii. Owszem dziś cosa nostra jest zbędna, bo państwo włoskie broni obywateli oraz nakłada na nich obowiązki. Jednak w czasach mojej młodości jedynym uznawanym państwem byliśmy my, cosa nostra.”

http://online-mafia.pl


Sztuka filmowa wykreowała niemal romantyczną wizję mafiosa – eleganckiego do szpiku kości dżentelmena w fedorze, dla którego cnotą najwyższą jest honor. Ten wyidealizowany obraz sprawił, że podczas seansu Ojca chrzestnego w reżyserii Francisa Forda Coppoli podsłuchiwani przez FBI członkowie mafii zrywali boki ze śmiechu… Tomasz Bielecki w swojej książce Krótka historia mafii sycylijskiej prezentuje czytelnikom prawdziwe oblicze włoskich mafiosów. Jak wskazuje sam tytuł, najwięcej miejsca poświęcono mafii sycylijskiej, powszechnie zwanej cosa nostrą (La Cosa Nostra). To właśnie dzięki niej zdefiniowano i nazwano zorganizowane grupy przestępcze. Mimo krążących wśród włoskich przestępców legend o pochodzeniu organizacji sięgającym XIII w. należy pamiętać, iż mafia jest wytworem współczesności. Organizacje tego typu charakteryzują się wysokim stopniem zorganizowania, powiązaniem z wpływowymi ludźmi na różnych szczeblach władzy i finansowaniem działalności gospodarczej funduszami pochodzącymi z przestępstw, np. porwań dla okupu czy handlem narkotykami. Autor podzielił swoją książkę na 9 części. We wstępie przedstawia w skondensowanej formie pochodzenie i podział mafii we Włoszech oraz najważniejsze związane z nią pojęcia, takie jak zasada omertà (zmowa milczenia) czy „skruszony mafioso”. W rozdziałach skupia się na konkretnych mafijnych szefach (wśród nich Vito Cascio Ferro czy Salvatore Riina) oraz wewnątrzmafijnej wojnie. Bielecki prezentuje współzależność mafii sycylijskiej i polityki oraz przeszkody, jakim stawiać musiał czoła włoski wymiar sprawiedliwości w walce ze zorganizowaną przestępczością. Robi to w sposób bardzo rzeczowy i obiektywny. W rozdziałach poświęconych konkretnym mafijnym graczom nie zabraknie wzmianek o innych uczestnikach opisywanych wydarzeń. Autor w bogaty sposób prezentuje także tło historyczne. Ze szczegółami opisuje metody działania mafii – porwania dla okupu, podkładanie bomb-pułapek, likwidowanie niewygodnych polityków. Wielokrotnie przywołuje wypowiedzi „skruszonych mafiosów”, czyli tych, którzy złamali zasadę omertà i rozpoczęli współpracę z wymiarem sprawiedliwości. To właśnie dzięki nim świat dowiedział się prawdy o zorganizowanych wewnętrznych strukturach mafii. Na kartach Krótkiej historii… nie zabraknie krwawych i szokujących szczegółów. W ostatnim rozdziale czytelnik dowie się o powiązaniach mafii z Watykanem, przybliżona mu również zostanie w kilku akapitach współczesna działalność kamorry (mafia neapolska) oraz ’ndranghety (mafia kalabryjska). Wszystko to składa się na niezmiernie ciekawą lekturę. Szkoda, że autor nie pokusił się o opatrzenie cytowanych wypowiedzi przypisami. Z chęcią sięgnęłabym do źródła, ale nie sposób dociec, która pozycja z bibliografii zawiera interesujący mnie fragment. Ponadto czytelnik nie uświadczy w książce ani jednej fotografii. Na kartach znajduje się jednolity tekst, rozdziały nie zostały podzielone na mniejsze części, co niejako wymusza na czytelniku spędzenie określonego czasu nad książką (potrzebnego na przeczytanie całego rozdziału). Biorąc pod uwagę rzeczowość wywodu autora i mnogość przeplatanych ze sobą wątków i postaci, lektura recenzowanej pozycji czasami męczy i chciałoby się móc ją dawkować. Plusem w tej kwestii staje się zamieszczony na końcu skorowidz, który ułatwia poruszanie się po książce i odnajdywanie konkretnych informacji. Podczas czytania irytuje także rażąca niekonsekwencja w wyróżnianiu cytatów i nazw własnych. Przez niemal połowę książki stosowana jest kursywa, która niejednokrotnie urywa się w połowie wyrazu (sic!). W kolejnych rozdziałach cytaty są już ujęte w cudzysłów. Prócz tej „wpadki” w Krótkiej historii mafii sycylijskiej nie uświadczy się literówek czy błędów językowych. Książkę polecam przede wszystkim tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z historią włoskiej mafii. Autor przywołał większość z najistotniejszych aspektów jej działalności oraz przedstawił najważniejszych mafijnych graczy. Mimo iż Krótka historia… w zasadzie poświęcona została cosa nostrze, nie zabrakło miejsca na parę słów o amerykańskim odłamie mafii sycylijskiej, kamorze czy ’ndranghecie. Dzięki temu pozycja może stać się punktem wyjścia do dalszych, bardziej szczegółowych badań. Plus minus: Na plus: + kompendium wiedzy na temat mafii sycylijskiej + wątek Watykanu i jego kontaktów z mafią + mnogość ciekawostek, szokujących faktów oraz wypowiedzi mafijnych graczy + zagraniczna baza źródłowa + skorowidz ułatwiający nawigację po książce Na minus: - niekonsekwencja w wyróżnianiu cytatów - brak przypisów przy przywoływanych wypowiedziach - brak zdjęć

historia.org.pl Adrianna Szczepaniak


Bardzo lubię sięgać po literaturę faktu, w różnej postaci i różnorodnej tematyce. Nigdy nie zastanawiałam się jak funkcjonuje mafia, jak i od czego zaczęła się je działalność, na czym konkretnie opiera swą władzę. Najnowsza książka Bieleckiego, dotycząca mafii sycylijskiej, dała mi możliwość temat ten poznać nieco lepiej. Już na samym wstępie autor publikacji podkreśla, że życie mafijne mocno różni się od tego, co mieliśmy okazję zobaczyć i zapamiętać z „Ojca chrzestnego”. Niewielu już zostało bowiem gangsterów honorowych i poczciwych, kierujących się (jakimikolwiek) zasadami. Wraz z upływem lat struktura i działalność mafii uległy wielkim zmianom, a wraz z nimi zmienili się także ich członkowie. Podoba mi się, w jaki sposób Bielecki tę historię przedstawił. Pod tytułowym pojęciem umieścił wiele interesujących faktów, jednak bardziej bazując na sylwetkach znanych mafiosów, niż na konkretnych datach i opisach. Historia widziana jego oczami to krótkie charakterystyki najbardziej znanych postaci sycylijskiej sceny przestępczej. Poznajemy ich od czasu tworzenia się mafijnych struktur do dnia dzisiejszego. Taki przekrój pozwala lepiej zrozumieć zjawisko formowania się takiej organizacji, poznać wydarzenia, które miały na to realny wpływ, a także zobaczyć, jak zmieniało się to gangsterskie środowisko, porównać poszczególnych mafiosów i ich sposoby działania. Portrety sycylijskich gangsterów są krótkie i treściwe, czyli dokładnie takie, jakie powinny być, by nie znużyć czytelnika. Bielecki przedstawia ich nam po kolei, zachowując porządek chronologiczny i realizując temat w sposób uporządkowany i logiczny. A te charakterystyki są naprawdę interesujące, opowiadają przecież o ludziach, którzy faktycznie żyli i wydarzeniach, w których rzeczywiście brali udział. To trochę jak kryminał oparty na faktach, coś, czego szukamy w mocnych i mrocznych opowieściach, a tutaj ten realizm działa na wyobraźnię jeszcze mocniej. Po sposobie, w jaki autor przygotował się do realizacji tematu, łatwo zauważyć, że książkowe zagadnienia rzeczywiście go interesują. Umiejętnie przekazuje swą wiedzę, opierając się nie tylko na materiałach czysto naukowych, ale także wykorzystując raporty i cytaty- elementy urozmaicające tekst, a przy okazji zwracające naszą uwagę na to, co rzeczywiście jest w tym wszystkim istotne. To książka dość trudna. Z jednej strony ze względu na dość brutalną tematykę. Porwania, kradzieże, morderstwa… to dopiero początek długiej listy. Mafijne porachunki, zemsty, pragnienie władzy. To tematyka, jaką nie jest łatwo poznać i zrozumieć. Z drugiej strony to książka opowiadająca o wydarzeniach historycznych, po części skupiona na przyczynach pojawienia się takiej organizacji jak mafia, odnosząca się do nastrojów społecznych, władzy i polityki. Dlatego też nie będzie to oczywisty wybór dla każdego czytelnika. A jednak moim zdaniem warto po nią sięgnąć. Z ciekawości, dla urozmaicenia czy rozrywki. Bielecki stworzył interesujący przekrój najbardziej charyzmatycznych przedstawicieli sycylijskiej mafii. Jego publikacja to źródło wiedzy na każdy związany z tym zagadnieniem temat. To rzetelny materiał, w którym widać odpowiednią wiedzę i świetne przygotowanie.

rudarecenzuje.blogspot.co.uk RUDA RECENZUJE


COSA NOSTRA Obraz mafii wyniesiony z filmów Scorsese, de Palmy, Coppoli czy takich seriali jak "Zakazane imperium" często bliższy jest legendzie, którą ta organizacja przestępcza zbudowała wokół siebie, niż rzeczywistości. Mafijni ojcowie lubią np. powoływać się na to, że nazwa ich organizacji wzięła się od słów "Morte ai Francesi indipendenza anela!" (Śmierci Francuzów pożąda niepodległość) - zawołania, które jakoby towarzyszyło sycylijskim powstańcom z XIII w. sprzeciwiającym się rządom francuskich Andegawenów. Lubią też przedstawiać siebie jako surowych, bywa że okrutnych, obrońców tradycji i prastarego porządku. Nie ma to nic wspólnego z prawdą - przekonuje Tomasz Bielecki. O tym, jak groźne są te konsorcja zbrodni, niech świadczy fakt, że nie tak dawno, bo w 2017 roku, śledczy Nicola Gratteri protestował przeciwko zwolnieniu 87-letniego Salvatore Riiny do aresztu domowego, by mógł on tam "umrzeć z godnością". "Taki boss jak Salvatore Riina potrafi wydawać rozkazy nawet samymi oczyma. Kraty wiele w tej sprawie nie pomagają. A co dopiero będzie poza więzieniem?" - argumentował śledczy. Mimo wysiłków państwa włoskiego i oddolnych ruchów antymafijnych społeczeństwa sycylijskiego, cosa nostra wciąż umacnia swoją pozycję.

Focus Historia